środa, 31 stycznia 2018

Przeczytane. Styczeń 2018

Nowy Rok się zaczął, Biblia została odłożona na półkę, można się więc było zabrać za lżejsze lektury. Dopiero teraz widzę, jak bardzo na liczbę czytanych książek miało Pismo święte. Do tej pory wydawało mi się, że drastycznie się ona zmniejszyła ze względu na dzieci, ale jak widać po styczniowej liście, to nie potomstwo sprawiało, że czytam mniej. W styczniu ukończyłem dwanaście książek, co wygląda na powrót do poziomu sprzed dwóch lat. Zobaczymy, czy jest to jednorazowy wyskok, czy też może uda mi się ten poziom utrzymać w kolejnych miesiącach. Podstawowym kryterium doboru lektur były zbliżające się terminy zgłaszania nominacji do Nagród Żuławskiego i Zajdla, choć w znacznej części czytałem wcześniejsze tomy książek wydanych w 2017 roku. Widać też lekką przewagę papieru, ale to się powinno zmieniać wraz z kolejnymi miesiącami - mam sporo rzeczy do pilnego przeczytania w wersji elektronicznej.

1. Renegat - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2015

Nocarz był fajny. Będący jego kontynuacją Renegat stara się utrzymywać poziom poprzednika i, choć stanowi ciekawą kontynuację, troszkę sobie z tym nie radzi. Jak można się domyślić po tytule, Vesper trafia w ręce pijących prawdziwą ludzką krew wampirzych renegatów i to na zaprezentowaniu drugiej strony konfliktu skupia się autorka. Bardzo ładnie udaje jej się pokazać, że świat nie jest czarno-biały, a tezy przedstawione w pierwszej części mogą zostać łatwo podważone, sprawnie przedstawia rozterki głównego bohatera, który chciałby wrócić do swoich, ale związuje się emocjonalnie ze swoimi nowymi towarzyszami i próbuje się odnaleźć w nowej sytuacji. Brakowało mi tu jednak jakiegoś powiewu świeżości, większość wydarzeń przebiega tak, jak można by się tego spodziewać. Mam przy tym świadomość, że jest to środkowy tom, który ma przeprowadzić czytelnika od nieoczekiwanego (chyba, że się już zna tytuły kolejnych części) zakończenia pierwszego tomu to hucznego (miejmy nadzieję finału) i ciężko tu oczekiwać trzęsienia ziemi w kwestii kreacji świata. Na szczęście Kozak zostawiła szeroko otwartą furtkę do trzeciego tomu, który powinien przynieść odpowiedzi na większość nurtujących mnie (i protagonistę) pytań.

2. Hydra - Vladimir Wolff, Warbook 2016 (Kindle)

Niby jest to kontynuacja Metalowej burzy, ale Wolff postanawia pozostawić z boku Państwo Islamskie i jego tajemniczego sprzymierzeńca oraz wojnę grecko-turecką i przenosi akcję do Polski, gdzie terroryści szykują atak na niespotykaną skalę. Autor pokazuje, jakie konsekwencje może mieć ściągnięcie do siebie armii amerykańskiej przy wciąż mocarstwowych aspiracjach tego upadłego imperium (dla przypomnienia: w poprzednim tomie ludność USA zostaje zdziesiątkowana przez nieznanego wirusa, a niedobitki ukrywają się na Alasce i Hawajach). Znów rozważa możliwość wystąpienia potencjalnych przyszłych konfliktów, choć tym razem w moim odczuciu lekko ucieka w science fiction bliskiej przyszłości (no chyba, że armia amerykańska ma już na wyposażeniu opisywany w powieści sprzęt - nie wiem, nie znam się, nie chce mi się szukać). Tym razem Wolff tak wciągnął mnie w lekturę, że nie zwracałem uwagi na jego styl, który zawsze wydawał mi się suchy. Czekam na ciąg dalszy.

3. Szeptucha - Katarzyna Berenika Miszczuk, W.A.B. 2016

Żona przeczytała tekst z okładki i rzekła: "O! Harlequina czytasz!". Potem ja przeczytałem, co tam wydawca napisał i przestraszyłem się. A potem dobrze się bawiłem przy pierwszym tomie trylogii urban fantasy, gdzie Mieszko I się nie ochrzcił i jesteśmy europejskim bastionem pogaństwa. Główna bohaterka po skończeniu studiów medycznych musi wyjechać na roczny staż u wiejskiej baby, co oczywiście stwarza masę okazji do pokazania starcia szkiełka i oka z zaściankowymi zabobonami. A potem w grę wchodzą materializujące się słowiańskie wierzenia i chłopak, który niekoniecznie jest tym, ze kogo się podaje. Opowieść jest pełna humoru (i to takiego, który śmieszy, a nie męczy), napisana została sprawnie, a ja choć nie przepadam za tą odmianą fantastyki, chętnie sięgnę po drugi tom (to już kolejna taka deklaracja w tej notce).

4. Zawisza Czarny - Jakub Ćwiek, Fabryka Słów 2017

Na razie jest jeden tom, więc deklaracji sięganie po kontynuację nie będzie, choć epilog sugeruje, że Kuba Ćwiek, coś jeszcze chowa w rękawie. Jest to celna satyra na nowoczesne środowiska lewicowe (Starbuń, wściekłe feministki i wkurzeni rowerzyści) i narodowo-prawicowe. Jest zabawnie, choć zdaję sobie sprawę, że osoby, w które ostrze satyry celuje, mogą się poczuć dotknięte (Co? Czarny patriota? Skandal)! Fabularnie jest bez rewelacji, ot mecz reprezentacji w piłkę kopaną, Masa Krytyczna i kilka zadym na mieście, ale rozwiązanie intrygi okazuje się być bardzo zaskakujące. Superbohaterowie, których tworzy Ćwiek są bardzo ludzcy: w zasadzie nie mają supermocy (Zawisza jest świetnie wyszkoloną maszyną do robienia innym krzywdy, a Sawka to bardzo warszawska w wyrazie wersja Batmana). Trochę się tylko boję, że Kuba zabrał się za tyle projektów (z literackich: Krzyż Południa, na który czekam najbardziej, Ofensywa szulerów, Dreszcz, Grimm City; do tego dochodzi jeszcze stand-up), że może mu zabraknąć mocy przerobowych do kontynuowania zapoczątkowanej tu opowieści.

5. Iron Tales - antologia, Gmork 2017 (Kindle)

Ciekawy pomysł stworzenia zbioru opowiadań poświęconego jednej z najwybitniejszych grup heavy metalowych. Poszczególne teksty w jakiś sposób nawiązują do różnych piosenek Iron Maiden, będąc rozwinięciem treści utworów albo twórczą wariacją na temat ich tytułów. Opowiadań jest piętnaście, a napisane zostały przez sześciu autorów, spośród których znani mi są tylko Kazimierz Kyrcz Jr i Łukasz Radecki. Wszystkie zawierają pewną, większą lub mniejszą, dawkę mroku, ale zdarza się też trochę humoru (przeważnie czarnego). Niestety w moim e-bookowym wydaniu brakuje opowiadania Inne życie, w zamian dostałem zaś podwójną dawkę Oceanu szaleństwa. Nie wiem, czy w wersji papierowej też ten błąd występuje. Napisałbym, że była to dla mnie przyjemna lektura (bez rewelacji wprawdzie, ale nie zgrzytałem zębami w czasie lektury), lecz nie wiem, czy jest to dobre określenie dla literatury grozy.

6. Niepełnia - Anna Kańtoch, Powergraph 2017

Nie wiem, jak ona to robi, ale Kańtoch niemal każdą swoją kolejną książką potrafi mnie zachwycić. Tym razem stworzyła ciekawą powieść powiedzmy, że kryminalną, o szkatułkowej kompozycji, choć ciężko jest tu określić, która szkatułka wewnątrz której się mieści - w tak zagmatwany sposób połączone ze sobą zostały poszczególne wątki. Dawno żadna powieść nie trzymała mnie w napięciu tak bardzo, jak Niepełnia. W zachwycaniu się tą książką nie przeszkadza mi nawet za bardzo fakt, że nie do końca zrozumiałem, o co chodziło w jej zakończeniu.

7. Królestwo gore - Łukasz Radecki, Videograf 2017 (Kindle)

Horrory/grozę Radeckiego czytać lubię. Królestwo gore jest zbiorem opowiadań pokazującym pełen przekrój twórczości tego autora, od kiedy tylko odważył się wyjąć swoje teksty z szuflady. Tytuł jest nieco mylący, bo nie wszystkie opowiadania są na tyle makabryczne i krwiste, żeby je zaliczyć do gore, ale zdarzają się i takie, w których płyny ustrojowe katowanych ofiar wylewają się ze stron książki. Udało się Radeckiemu kilka razy wywołać u mnie uczucie zniesmaczenia, co oznacza, że bardzo dobrze porusza się on w zagadnieniach, które podejmuje. Teksty są na tyle mocne, że nie zdziwię się, jeśli ktoś rzuci książkę już w trakcie pierwszego opowiadania. No ale jak się bierze za twórczość Radeckiego ze słowem "gore" w tytule, to pretensje o ewentualne negatywne odczucia można mieć tylko do siebie.

8. Krew i stal - Jacek Łukawski, Sine Qua Non 2016 (Kindle)

Pewnie nigdy bym o autorze nie usłyszał, gdyby gdzieś w sieci (chyba na Polterze) ktoś nie wymienił pierwszego tomu jako jednej z lepszych pozycji wydanych w 2016 roku. No i w końcu się zabrałem za lekturę i przyszło rozczarowanie. W zasadzie cały czas miałem wrażenie, że czytam zbeletryzowany zapis sesji RPG. Drętwa fabuła, nudni bohaterowie (choć pod koniec książki udaje się ich trochę ubarwić), męcząca stylizacja języka na archaiczny - drugi tom raczej sobie odpuszczę, choć przyznać muszę, że cliffhanger, którym kończy się powieść mnie zaintrygował, więc cień szansy, że skuszę się na kolejną część, istnieje. Trochę szkoda, bo liczyłem na jakieś porządne polskie dark fantasy; mało tego u nas wychodzi.

9. Komornik II. Rewers - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2017

Pierwszy tom Komornika rozczarował mnie fabułą, ale zaintrygował światem, w którym nastała biblijna apokalipsa, ale coś poszło nie tak i zastępy niebieskie nie były w stanie przeprowadzić jej zgodnie z planem. Ziemia przestała się obracać i tylko wąski pas wzdłuż terminatora nadaje się do życia. Tytułowy Rewers to nazwa tej połowy Ziemi, gdzie panuje wieczna noc i władza Niebios nie sięga - to właśnie tam udaje się protagonista w pogoni za swoim nemezis. Tym razem Gołkowski radzi sobie pod względem kreacji fabuły dużo lepiej. Wprawdzie wyraźnie widać, że są to dwie powieści złożone w jedną (najpierw kończymy to, co zaczęliśmy w pierwszym tomie, a potem dostajemy kolejną opowieść, paralelną z pewnymi istotnymi wydarzeniami biblijnymi), ale nie ma tu już wrażenia, że bohater idzie od zadania do zadania, jak w grze komputerowej. Oby trzeci tom był jeszcze lepszy.

10. Martwy aż do zmroku - Charlaine Harris, MAG 2009

Oglądaliśmy z Żoną True Blood, stwierdziłem więc, że zapoznam się z literackim pierwowzorem. Na podstawie Martwego aż do zmroku powstał pierwszy sezon wspomnianego serialu i jest to ten przypadek, kiedy ekranizacja jest lepsza niż pierwowzór. Książka to takie urban fantasy typu "Ja piękna, ty piękny, a do tego jesteś wampirem, chodźmy do łóżka". Lektura była męczarnią, emocje we mnie nie wzbudziła, ale to może dlatego, że wiedziałem już, kto jest mordercą. W każdym razie nie czytajcie tego. Lepiej obejrzeć serial.

11. Dom na wyrębach - Stefan Darda, Videograf 2015

Stefan Darda - autor regularnie nominowany do Nagrody Zajdla nawet, jeśli napisze coś kiepskiego. Nie miałem dobrego zdania o jego twórczości, ale książka, którą debiutował, czyli właśnie Dom na Wyrębach zbierał całkiem przyzwoite opinie. Nawet ktoś znajomy ją chwalił. A ponieważ w zeszłym roku ukazała się kontynuacja, stwierdziłem, że zapoznam się z historią od początku. Była to dobra decyzja, bo jest to najlepsza książka, jaką Darda napisał. Scenografia jest taka, w jakiej autor najlepiej się porusza, czyli mała wioska (a tutaj nawet dwudomowe sioło) w środku lasu gdzieś na krańcach Polski. Do tego dochodzi tajemnica z przeszłości, która próbuje się odegrać na bohaterach. Na deser zaś dostajemy bardzo dobre opisy przyrody, chyba najmocniejszy punkt powieści. Bardzo dobry debiut.

12. Atlas chmur - David Mitchell, MAG 2012

Zabierałem się za tę książkę od momentu, kiedy zobaczyłem ekranizację w kinie - jak widzicie, trochę czasu mi to zajęło. Jest to kolejna w tym miesiącu powieść szkatułkowa, gdzie główną rolę odgrywa władza i próby kontrolowania innych ludzi, a głównymi bohaterami są jednostki na zniewolenie się nie godzące: XIX-wieczny prawnik, międzywojenny kompozytor, dziennikarka śledcza z lat 70., współczesny nam wydawca książek, cyberpunkowy klon i członek jednego z postapokaliptycznych plemion. Ciekawa jest kompozycja powieści: najpierw poznajemy historie w kolejności chronologicznej, a każda z nich się urywa w połowie; w kolejnej bohater napotyka jakiś zapis wcześniejszej i tak jest aż do ostatniej opowieści o czasach postapokaliptycznych, a potem cofamy się w czasie. Mitchell sprawnie żongluje stylami i formą prowadzenia narracji: dziennik, listy, powieść sensacyjna, wywiad. Jest to bez wątpienia ciekawy eksperyment, z którym warto się zapoznać.

Rozgrzebałem:
- Agnieszka Stelmaszyk - Tajemnica klejnotu Nefertiti
- Jarosław Kret - Mój Madagaskar
- Andrzej Ziemiański - Virion. Wybraniec
- Jacek Adamus - Państwo Środka od środka
- Sławomir Nieściur - Wedle zasług
- Aleksandra Janusz - Utracona Bretania
- Adele Faber, Elaine Mazlish - Rodzeństwo bez rywalizacji
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni