sobota, 31 grudnia 2016

Przeczytane. Grudzień 2016

Ufff... Kończy się kolejny, czwarty już rok prowadzenia tego bloga. Okazało się, że Syn pochłania tyle mojego czasu, że brakowało go na czytanie. A kiedy już się znajdował, to mnie brakowało sił. Dlatego po raz pierwszy od kilku lat nie udało mi się osiągnąć wyniku stu książek i muszę się zadowolić marnymi siedemdziesięcioma dziewięcioma (plus pięć rozpoczętych). 2017 nie zapowiada się pod tym względem lepiej (bo czasu będzie dwa razy mniej). Z braku czasu nie będzie też rocznego podsumowania, chyba że uda mi się je zamieścić w notce styczniowej. W każdym razie jeśli chodzi o grudzień: przeczytałem osiem książek, wszystkie co najmniej przyzwoitej jakości, a i trochę prawdziwych perełek się trafiło. No i aż dziwne, że większość przeczytanych pozycji była w wersji papierowej.

72. Ślady - Jakub Małecki, Sine Qua Non 2016

Kolejna porcja bardzo dobrej prozy w wykonaniu Małeckiego. Ślady to powieść złożona z szeregu historii, których fabuły mają jakieś wspólne punkty, ale które mogą się też obronić jako samodzielne opowiadania. Tym, co je łączy, jest motyw życiowych porażek i straty czegoś cennego. Smutne i przygnębiające są te opowieści o ludziach pokornie przyjmujących to, co zesłał na nich los. Ale jakim wspaniałym językiem napisane!

73. Czterdzieści i cztery - Krzysztof Piskorski, Wydawnictwo Literackie 2016 (Kindle)

Piskorski zawsze zachwyca mnie światami, które udaje mu się wykreować na potrzeby swoich powieści. Najmocniejszym punktem tego tekstu również jest scena, po której poruszają się bohaterowie. Połowa dziewiętnastego wieku, historia alternatywna, w której świat zdominowany został przez wynalazki korzystające z energii etheru i umożliwiające podróże pomiędzy światami równoległymi. Do tego dochodzą starcia mocarstw i rodząca się wiosna ludów. W to wszystko wrzucona zostaje bohaterka (bardzo dobrze skonstruowana pierwszoplanowa postać kobieca - rzadkość), wykonująca misję dla władz Księstwa Warszawskiego. Bójki, pościgi, szpiedzy, wojna... Wszystko, czego wymaga solidna literatura akcji jest tu na swoim miejscu, ale zabrakło mi tu jakiegoś kopa fabularnego, czegoś, co wywoła opad szczęki, jaki miałem przy lekturze Krawędzi czasu albo później, choć w mniejszym stopniu, przy Cieniorycie. Dobrze się to czyta, powieść wciąga, zaskakuje co jakiś czas zwrotami akcji, ale ani raz nie poczułem się powalony przez fabułę. Chyba po prostu mam z Piskorskim tak jak z Kańtoch, że w każdej książce oczekuję błysku geniuszu, a tutaj go zabrakło, ale mimo to Czterdzieści i cztery to kawał bardzo dobrze wykonanej pracy.

74. I jak tu nie podróżować (z dzieckiem) - Beata Sadowska, Paweł Kunachowicz, Wydawnictwo Otwarte 2016

Bo z dzieckiem podróżować trzeba, wszak samo w domu nie zostanie. Książka ta dobrze rokowała, kiedy sięgałem po nią w księgarni. No i faktycznie jest tu sporo ciekawych opowieści o podróżach, jakie Sadowska i Kunachowicz odbyli ze swoim dzieckiem, pokazujących, że jak się chce, to można. Cały czas jednak miałem odczucie, że jest to książka pisana w sposób "Patrzcie, jacy jesteśmy fajni i jak dobrze sobie dajemy radę", choć opowiedziane historie są często zabawne, a mnie co jakiś czas się wydawało, że czytam o swoim małżeństwie. Niewątpliwym plusem tekstu są porady od specjalistów; moim zdaniem najcenniejsze są te od pediatry, bo wiadomo że najbardziej w przypadku takich wyjazdów niepokoją nas potencjalne zagrożenia zdrowia dziecka.

75. Puste niebo - Radek Rak, Powergraph 2016

Radek Rak urzekał mnie już swoimi opowiadaniami, potem poprawił świetnym Kocham cię, Lilith, nie mogłem więc przejść obojętnie obok kolejnej powieści jego autorstwa. Znów stworzył realia wiejskiego fantasy (mam wrażenie, że ten nurt staje się coraz popularniejszy w polskiej fantastyce), ale bardzo szybko przeniósł akcję do miasta, gdzie rozgrywa się zdecydowana większość fabuły. Bohaterem jest nastolatek nieudacznik, mający wykonać pewną ważną misję. Tym, co zachwyca, jest oniryczna wizja świata przedstawionego z lekką domieszką erotyzmu. Bardzo dobrze wykreowani zostali również bohaterowie; protagonista wprawdzie irytuje jako wiejski głupek, który zepsuje wszystko, czego dotknie, ale mam wrażenie, że jest to celowy zabieg. W każdym razie: zachwyciłem się.

76. Sycylijczyk - Mario Puzo, Albatros 2015

Midquel/prequel Ojca chrzestnego, który brałem do rąk, myśląc, że opowiada on historię pobytu Michaela Corleone na Sycylii. No i w zasadzie byłem w błędzie, bo najważniejsze wydarzenia opisane są w obszernych retrospekcjach przeplatanych dość krótkimi scenami, w których Michael przygotowuje się do opuszczenia włoskiej wyspy. W każdym razie, Puzo po raz kolejny świetnie porusza się w realiach sycylijskiej zorganizowanej przestępczości, której przedstawiciele są eufemistycznie zwani "przyjaciółmi przyjaciół". Konflikt mafijnego bossa z lokalnym bohaterem ludowym jest bardzo interesująco opisany i książkę się błyskawicznie pochłania, ale mankamentem jest słabo rozbudowana fabuła - w zasadzie tylko jeden wątek, choć rzeczywiście bardzo dobrze zaprezentowany. Nie jest to więc poziom Ojca chrzestnego, ale po raz kolejny Puzo stworzył solidną mafijną historię.

77. Stalowe szczury. Chwała - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Jest to druga część nowego cyklu Michała Gołkowskiego o żołnierzach walczących w alternatywnej pierwszej wojnie światowej. Cieszy mnie, że autor od momentu swojego debiutu (Ołowiany świt) znacznie poprawił swój styl i teraz pisze zdecydowanie mniej chaotycznie, dzięki czemu jego utwory da się w miarę przyjemnie czytać. Oczywiście cały czas mam świadomość, że są to zwykłe, niewymagające czytadła służące do zrelaksowania się. Gołkowski w Chwale tworzy fajnych bohaterów, w tle umieszcza interesującą intrygę, ale zaniedbuje nieco fabułę, która sprowadza się w zasadzie do jednej misji wojennej i jako taka bardziej nadawałaby się na opowiadanie, a nie na pełnowymiarową powieść. Niestety powieść kończy się cliffhangerem, przez co mam wrażenie, że na jej kartach autor nie umieścił ani jednego istotnego wydarzenia.

78. Przypadki Robinsona Kruzoe - Daniel Defoe, Olesiejuk 2016

Tę książkę zacząłem czytać Potomkowi, ale brak kolorowych obrazków i dialogów, gdzie mógłbym odpowiednio modulować głos, sprawiły, że szybko się nudził. Dokończyłem więc dla lekturę dla siebie i przypomniałem sobie, dlaczego nie zmogłem jej, kiedy była lekturą szkolną w podstawówce. Nieustanny monolog Robinsona męczy, choć od strony fabularnej powieść jest całkiem przyzwoita. Wprawdzie akcja nie jest dynamiczna, ale za to próbuje pokazać, jak zachowuje się bohater w sytuacji wydawałoby się beznadziejnej. Historię Robinsona zna każdy, więc nie ma co tu więcej pisać.

79. Przedmurze - antologia, Solaris 2016 (Kindle)

A to ciekawy zbiór opowiadań polskich autorów, będący próbą powrotu do fantastyki socjologicznej, popularnej w czasach PRL-u. No i przyznać trzeba, że autorzy poradzili sobie z wyzwaniem bardzo dobrze. Wojtek Sedeńko zebrał sporo świetnych tekstów napisanych przez ludzi o uznanych nazwiskach. Najlepsze? Zagubieni chłopcy Pawła Majki, Anatomia Pęknięcia Michała Protasiuka, Pluton egzekucyjny Krzysztofa Kochańskiego albo Korekta Jacka Soboty. Niezbyt do mnie przemówiło nieco eksperymentalne w formie W celi z Breivikiem Macieja Parowskiego. Zdarzało się też, że zachwycałem się pomysłem i fabułą, a potem nastawał koniec tekstu i następowało rozczarowanie, jak w przypadku utworów Cezarego Zbierzchowskiego (Dobre Miasto) i Marka Oramusa (Przedmurze). Oprócz opowiadań w zbiorze zostały umieszczone również trzy krótkie komiksy, których kreska do mnie nie przemawia, ale jeden z nich, Urwipięta, setnie mnie ubawił. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję, choć jedynym miejscem, gdzie ją znalazłem jest księgarnia wydawnictwa Solaris.

czwartek, 8 grudnia 2016

Przeczytane. Listopad 2016

Listopad minął jak z bicza strzelił. czytelniczo udało mi się w pewnym momencie narzucić solidne tempo dzięki tygodniowej delegacji w stolicy, gdzie czasu popołudniami miałem dla siebie zdecydowanie więcej niż na co dzień. Wynik ośmiu książek w miesiąc to ostatnio bardzo przyzwoity rezultat, do tego dochodzi kilka rozgrzebanych książek z Pismem Świętym na czele, ale tego jednego w tym roku na pewno mi się nie uda dokończyć. Z informacji parafialnych wspomnę tylko, że niebawem na Facebooku pojawi się kolejna akcja rozdawnictwa książkowego - zwalniam miejsce na półkach.

64. Muzyka duszy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Kolejny tom Świata Dysku i jak zwykle jest wesoło. Główną rolę odgrywa tym razem rock and roll i jego wpływ na świat, a bohaterami są Śmierć i jego wnuczka; oczywiście nie brakuje też Bibliotekarza i magów z Niewidocznego Uniwersytetu. Dłuższa przerwa od cyklu dobrze mi zrobiła: czytając Muzykę duszy, czułem swego rodzaju świeżość - wcześniej kolejne części Świata Dysku zaczynały mnie nużyć. Bardzo fajnie, że Pratchett przypomniał sobie o pewnych wątkach, które wydawały się zapomniane (głównie mam na myśli kontynuację historii Morta). Wprawdzie nadal nie uważam, żeby fabuły wymyślane przez autora były czymś wybitnym, ale humor przedstawiany w jego powieściach bardzo mi odpowiada.

65. Poczytaj mi, mamo. Księga druga - antologia, Nasza Księgarnia 2011

Bo cała Polska czyta dzieciom. Druga część siedmiotomowego cyklu przedruków dawnych książeczek z serii Poczytaj mi, mamo zawiera kolejne dziesięć opowiadań lub wierszyków i, podobnie jak poprzednim razem, pozostawiono w nich oryginalną szatę graficzną. Każdy z zamieszczonych tu tekstów jest przyjemną lekturą, którą można przeczytać dziecku w tak krótkim czasie, że nie zdąży się ono znudzić. Niektóre mają wartość czysto rozrywkową, a część z nich niesie ze sobą także wartości edukacyjne. Mnie bardzo przypadło do gustu Co w rurach piszczy Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana z ilustracjami Edwarda Lutczyna - okazuje się, że literatura dla najmłodszych czytelników potrafi i dorosłego zaskoczyć zakończeniem. Z ciekawostek warto odnotować, w jakich nakładach wydawane były te książeczki w wersji oryginalnej: ponad trzysta tysięcy egzemplarzy; dzisiaj można o tym tylko pomarzyć.

66. Moskal - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2016

Wyszperałem coś nowego w twórczości Gołkowskiego, który może wielkim pisarzem nie jest, ale jego literatura zazwyczaj jest przyjemnym i niewymagającym wysiłku sposobem na spędzenie paru wolnych chwil. Moskal jest samodzielną powieścią, niebędącą częścią żadnego cyklu i dobrze na tym wychodzi. Jest to historia "przedsiębiorcy" z czasów przemiany ustrojowej w Polsce, w którego ręce wpada pewien ciekawy artefakt, dzięki któremu udaje mu się zdobyć olbrzymie wpływy. Przedmiot ten jest jedynym wątkiem fantastycznym w powieści, więc miłośników prozy, gdzie fantastyka jest jedynie lekko zaznaczona, lektura Moskala może usatysfakcjonować. Poza tym jest to ciekawa historia sensacyjna o działalności rosyjskiej mafii, jej wpływach na władzę i walce o nie. Napisana jest prostym, dobrze przyswajalnym językiem, bez żadnych wygibasów słownych, choć znajomość rosyjskiego i cyrylicy może się przydać. Fajne czytadło.

67. Cień proroka - Vladimir Wolff, Warbook 2015 (Kindle)

Trzecia część sensacyjnego cyklu zapoczątkowanego przez Tropiciela i kontynuowanego w Bractwie Nieśmiertelnych jest nieco spokojniejsza od poprzedniczek. Skupia się na śledztwie w sprawie działalności Państwa Islamskiego na terenie RP. Wprawdzie znaczącą rolę odgrywają tu bohaterowie wcześniejszych tomów, ale tym razem autor zdecydowanie więcej miejsca poświęcił na przedstawienie wydarzeń z perspektywy terrorystów. A ponieważ specyfika działań przestępców wymaga przebywania w ukryciu, to i akcja w Cieniu proroka jest znacznie spokojniejsza, przynajmniej dopóki nie osiągnie punktu kulminacyjnego. Fabuła wciąga, dzięki czemu lektura jest całkiem przyjemna, choć z uwagi na suchy styl Wolffa powieść nie należy do najlepiej czytających się.

68. Angele Dei - Dariusz Domagalski, Rebis 2016 (Kindle)

Temat losów Arki Przymierza po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora jest interesujący zwłaszcza, że od dłuższego czasu zaczytuję się w Starym Testamencie. Tutaj jednak Domagalski nieco przedobrzył. Akcja umieszczona została w trzech momentach w historii: w czasie upadku Jerozolimy, pierwszej krucjaty i współcześnie. Różne stronnictwa próbują ustalić położenie Arki, w sprawę mieszają się aniołowie i ciemna strona mocy i jest tego po prostu za dużo. Aniołowie niby są pozbawieni wolnej woli (co podkreślane jest wielokrotnie), ale nieustannie się nią wykazują, buntując się przeciw zamysłom Boga. Do tego nie podoba mi się pomysł przyjmowania przez skrzydlatych na każdym kroku ról ważnych postaci historycznych. To natomiast, czym powieść się broni, to sama fabuła, która potrafi wciągnąć, a i wymyślone przez Domagalskiego losy Arki są satysfakcjonujące.

69. Osobliwy dom pani Peregrine - Ransom Riggs, Media Rodzina 2016 (Kindle)

A po to sięgnąłem, bo cała trylogia Riggsa została książką miesiąca w Nowej Fantastyce. Nie miałem wcześniej zbyt wiele do czynienia z nurtem young adult w literaturze i wydawało mi się, że są to takie ugrzecznione historyjki. No i wyszło, że się pomyliłem. Jest mrocznie, ponuro, momentami wulgarnie (wprawdzie bez przesady, ale dziecku bym tego nie dał do czytania) i wciągająco. Co prawda historie o tajemniczych domach znajdujących się na styku świata materialnego i duchowego nie są niczym nowym, ale Riggsowi udało się stworzyć opowieść na tyle zajmującą, że ten niewielki brak oryginalności w niczym nie przeszkadza. Bardzo ważne dla powieści są ilustrujące ją fotografie, na podstawie których autor napisał swoją książkę: intrygują i wprowadzają odpowiedni nastrój. Aż przez moment żałowałem, że czytam wersję elektroniczną - na papierze muszą prezentować się jeszcze lepiej.

70. Harda - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2016 (Kindle)

Kolejna cegła Cherezińskiej, po którą sięgnąłem, zastanawiając się przy okazji, czy potrafi ona pisać krótkie książki. No ale dobrego tekstu nigdy za wiele, zwłaszcza jeśli jest e-bookiem i nie zajmuje miejsca, ani dużo nie waży. Tym razem autorka postanowiła opisać historię domniemanej córki Mieszka I, Świetosławy, królowej Szwecji, Danii, a podobno też i Anglii; no a ponieważ jest to pierwszy tom cyklu (swoją drogą mogłaby Cherezińska zakończyć Odrodzone Królestwo zamiast brać się za inne utwory), to jeszcze na kartach powieści trochę tronów jej do zdobycia zostało. Cherezińska pisze w typowy dla siebie sposób - dokładnie opisuje poszczególne wydarzenia, spośród rozmaitych wersji historii wybierając te, które najbardziej wzbogacą fabułę; i bardzo dobrze jej to wychodzi. Przez znaczną część lektury odnosiłem wrażenie, jakby tytułowa bohaterka stała na uboczu fabuły, a główną rolę odgrywali Mieszko I i inni europejscy władcy; pozwoliło to jednak na dokładne przedstawienie realiów historycznych i wpisanie w nie protagonistki. Kolejny raz jestem zadowolony z dania przygotowanego przez Cherezińską.

71. Konan Destylator - Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Dawno nie czytałem Pilipiuka, a swego czasu był to jeden z moich ulubionych polskich autorów. Od opowiadań z Jakubem Wędrowyczem w roli głównej zaczynałem zresztą mój kontakt z jego twórczością, a postać ta bardzo długo mnie bawiła. I dopiero teraz, przy ósmym tomie opowiadań o perypetiach egzorcysty-bimbrownika poczułem znużenie. Humor niby u Pilipiuka ciągle ten sam, ale sprawia wrażenie tworzonego na siłę, postacie są prymitywami, ale co chwilę zadziwiały mnie swoją wiedzą, a ponadto zdziwił mnie momentami wulgarny język, którym autor się ponoć brzydzi i którego stosowania na kartach swojej twórczości do tej pory unikał. Ciężko jest mi tutaj wynaleźć jakiś wyróżniający się tekst, może poza bonusowym Krwiopijcą, ale to też nie ze względu na jakość, ale na fakt bycia niewędrowyczowym opowiadaniem (opowiada ono o wampirach znanych z Wampira z M-3 i Wampira z MO). Całość jest do bólu przeciętna.

środa, 9 listopada 2016

Przeczytane. Październik 2016

Przepraszam za opóźnienie w publikacji notki, ale ciągle mam problemy z komputerem w domu i muszę notkę pisać w wolnych chwilach w pracy (pisanie z telefonu odpada - wywołuje u mnie piane na ustach). W październiku przeczytałem tylko pięć książek: jedną, bo cała Polska czyta dzieciom, jedną w ramach powrotu do Dicka i trzy do nagród Zajdla i Żuławskiego. O dziwo, tylko jedna z nich była w formie elektronicznej - efekt promocji 3 za 2 w Empiku.

59. Asystent czarodziejki - Aleksandra Janusz, Nasza Księgarnia 2016

Klasyczne fantasy z magami w rolach głównych. Dostałem lekkostrawną lekturę, może z nieco sztampową, ale sprawnie poprowadzoną fabułą. Ponieważ jest to pierwszy tom cyklu, następuje tu dopiero zawiązanie akcji, autorka wprowadza czytelników w ciekawie zarysowane realia świata, a całość kończy się clifhangerem. Bardzo fajnie wprowadzona została koncepcja światów równoległych, interesujący jest też system magii, a w tym wszystkim zostali umieszczeni ciekawi bohaterowie. Autorka wykonała solidną robotę; może nie jest to wybitne literackie dzieło, ale mam ochotę na więcej twórczości Janusz.

60. Pomnik cesarzowej Achai. Tom V - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Ziemiański kończy swój kilkutomowy cykl będący kontynuacją całkiem niezłej Achai i niestety zawodzi. Nie udało mu się stworzyć niczego, co by porwało jak opublikowana wcześniej trylogia, choć w zakończeniu Pomnika cesarzowej Achai na większość fabuły nie można narzekać. Wątki zostały raczej sprawnie podomykane; problem w tym, że nie orientuję się, po co to wszystko było. Nie wiem, czy to wynika z tego, że kolejne części cyklu wychodziły w sporych odstępach czasowych i pamięć mi zaczęła szwankować, czy też sama koncepcja wyścigu na biegun została marnie zaprojektowana. Po czterech poprzednich tomach na wiele nie liczyłem, a piąty przeczytałem siłą rozpędu, ale i tak odczuwam lekki zawód.

61. Boża inwazja - Philip K. Dick, Rebis 2011

Dawno Dicka nie czytałem, a że wydawana przez Rebis seria jego dzieł się coraz bardziej rozrasta, stwierdziłem, że trzeba nieco nadrobić zaległości. Wziąłem się więc za drugi tom Trylogii Valisa, w którym Dick snuje rozważania na temat istoty Boga; przedstawia go jako istotę dwoistą, która oprócz nieskończonego dobra, posiada też warstwę złą i zepsutą - widać tu nawiązania do gnozy. Fabuła dotyczy kolejnego przyjścia Chrystusa na Ziemię, która rządzona jest twardą ręką przez sojusz Kościoła Katolickiego i komunistów, jakkolwiek absurdalnie by to nie zabrzmiało. Boża inwazja nie jest dziełem, z którego tytułem często się spotykałem we wzmiankach o twórczości Dicka, ale okazała się bardzo interesującą i intrygującą powieścią.

62. Poczytaj mi, mamo. Księga pierwsza - antologia, Nasza Księgarnia 2010

A to mój powrót do dzieciństwa. Z okazji dziewięćdziesięciolecia wydawnictwa Nasza Księgarnia postanowiło ono wydać reedycję swoich książeczek z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych opatrzonych znakiem Poczytaj mi, mamo. Wtedy były to króciutkie wydawnictwa, na których uczyłem się czytać; teraz zaś zostały one zebrane w siedmiu tomach, w każdym po dziesięć opowiadań i wierszyków. Pierwszą księgę otwierają kultowe Daktyle Danuty Wawiłow, pojawiają się też dwa opowiadania o kocie Filemonie, niektóre z tekstów ozdobione są ilustracjami Edwarda Lutczyna, na którego popisy w programie Butik czekałem w dziecięcych latach z niecierpliwością. Warto wspomnieć, ze wszystkie książeczki zostały przedrukowane w oryginalnej szacie graficznej. Bardzo fajna rzecz do czytania dziecku lub podsunięcia mu później do nauki czytania.

63. Orzeł biały - Marcin Przybyłek, Rebis 2016

Chciałem sobie odpuścić twórczość Przybyłka po ostatnim, nieudanym Gamedecu, ale w przypływie szaleństwa nabyłem jego ostatnią powieść, mimo niezbyt pochlebnych recenzji, na jakie tu i ówdzie trafiałem. Autor zastosował tu taki sam mechanizm, jak Robert Szmidt w Szczurach Wrocławia, czyli umieścił na kartach powieści swoich czytelników w roli bohaterów. Fabularnie do czynienia mamy z wariacją na temat inwazji zombi: ludzie z całego świata poza Polską pod wpływem efektu ubocznego pewnego leku zamienili się w bezmózgie mutanty; nasz kraj obronił się, bo nie można było uzyskać zgody na wprowadzenie medykamentu do sprzedaży. No i zaczęła się wojna pomiędzy rozwijającymi się mutantami a Polakami. Humorystyczne potraktowanie tematu, barwni bohaterowie i ciekawa fabuła (niestety z otwartym zakończeniem - chciałbym kiedyś dostać powieść jako zamkniętą całość) sprawiają, że lektura jest bardzo przyjemna, mimo że powieść irytuje czasami powtarzaniem nazwisk bohaterów w formie stopień-imię-ksywka-nazwisko.

sobota, 1 października 2016

Przeczytane. Wrzesień 2016

Wreszcie! Po raz pierwszy, od kiedy urodziło mi się dziecko, przeczytałem w ciągu miesiąca dziesięć książek, w tym dwie cegły. Zacząłem też więcej czytać Potomkowi, stąd dwie pozycje z literatury dziecięcej. Przy okazji chciałbym pogratulować Pawłowi Majce zdobycia Nagrody Żuławskiego. Z Zajdlem mu się nie udało, a tutaj zgarnął pulę już drugi rok z rzędu. Fajne to uczucie, kiedy mój faworyt wygrywa. No a teraz zapraszam do lektury moich wypocin.

49. Na szlaku do Composteli - Hape Kerkeling, Wydawnictwo Dolnośląskie 2010

Książka, którą chciałem przeczytać przed hiszpańskim urlopem, ale czasu nie wystarczyło, więc sięgnąłem po nią teraz. Żałuję teraz, że wtedy wolałem sięgnąć po słabe El Camino Jana Gacia, bo Na szlaku do Composteli to bardzo fajnie napisana relacja z pielgrzymki do grobu świętego Jakuba. Przy okazji miałem porównanie, jak tę samą wędrówkę przedstawia osoba głęboko wierząca i konserwatywna (Gać), a jak wątpiący i poszukujący duchowości homoseksualista (Kerkeling). Na pewno u Niemca nie ma takiego patetycznego nadęcia, jak w książce polskiego autora. Widoczna też jest lekkość pióra i umiejętność takiego snucia opowieści, żeby wywołać u czytelnika uśmiech. Nie ma w tym niczego dziwnego, wszak autor jest (ponoć) znanym w swoim kraju komikiem. Kerkeling skupia się przede wszystkim na ludziach, których spotyka na pielgrzymkowym szlaku, potrafi też ukazać trudy wędrówki i walkę z własnymi słabościami; mniej natomiast uwagi poświęca mijanym miejscom, choć skłamałbym, pisząc, że je zaniedbuje - po prostu pozostawia je na drugim planie w swojej opowieści. Potrafi natchnąć do wyruszenia w drogę, a tego właśnie oczekuję od podróżniczej literatury.

50. Adept - Adam Przechrzta, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Początek nowego cyklu Przechrzty. Autor umieszcza akcję powieści na początku XX wieku w zaborze rosyjskim, gdzie w większych miastach doszło do pojawienia się tajemniczych stref przypominających zony z Pikniku na skraju drogi Strugackich. Do tego dodaje szczyptę magii i alchemii (przedstawicielem tej drugiej profesji jest główny bohater), odrobinę rozgrywek politycznych, w efekcie otrzymując przyzwoite czytadło, oparte wprawdzie na ogranych schematach (bohater ratuje miasto, a ktoś pod nim kopie dołki), ale zapewniające parę godzin lekkiej rozrywki.

51. Cuba libre. Notatki z Hawany - Yoani Sánchez, W.A.B. 2010

Pora na poważniejszą lekturę. Na książkę tę składają się notki z bloga, które autorka, Kubanka, umieszczała w sieci w ciągu dwóch lat, opisując sytuację na Kubie z perspektywy mieszkańca wyspy. Wiele z tych rzeczy znamy z czasów sprzed 1989 roku: problemy z zaopatrzeniem, reglamentacja żywności, konieczność nieustannego kombinowania, żeby przetrwać, wszechobecna cenzura. Poszczególne notki nie są zaprezentowane w porządku chronologicznym, ale pogrupowane z grubsza tematycznie - dobry zabieg pozwalający lepiej ogarnąć sposoby sprawowania władzy przez panów Castro. Dla osób wyjeżdżających na Kubę jest to pozycja obowiązkowa, chyba że nie interesuje ich świat poza przytulnym pokojem w kurorcie przy plaży.

52. Powrót do Stumilowego Lasu - David Benedictus, Nasza Księgarnia 2010

Bo cała Polska czyta dzieciom. Jak sugeruje tytuł, jest to powrót do wykreowanego przez Milne'a świata Kubusia Puchatka, według zapewnień z okładki utrzymany w duchu pierwowzoru. No i przyznać trzeba, że prawie się autorowi udało sprostać wyzwaniu. Dziesięć przedstawionych tu historii bawi tak, jakby napisał je Milne, ale jednak pewne zastrzeżenia mam. Nie podobało mi się przedstawienie w literaturze dziecięcej szkoły, jako czegoś głupiego i nudnego; niezbyt przypadł mi też do gustu Kłapouchy, który zrzędą i pesymistą był zawsze, ale Benedictus przesadził z jego negatywnym nastawieniem. Tradycyjnie w nowej książce jest też miejsce na nowego bohatera: tym razem jest to nieco antypatyczna wydra imieniem Lotta. Wstydu nie ma, ale do poziomu Milne'a trochę zabrakło.

53. Krwawy księżyc - Andrzej W. Sawicki, BookRage 2016 (Kindle)

Początek lektury to droga przez mękę, a to z powodu gęsto się pojawiających nordyckich słów, które sprawiają wrażenie, że autor chciał się pochwalić swoją wiedzą, ale do których z upływem czasu można się przyzwyczaić. A jak już przywykłem, to dalej czytało się tę powieść bardzo przyjemnie. Fabuła nie jest zbyt odkrywcza, ale za to zawiera kilka ciekawych zwrotów akcji. W skrócie: bandy barbarzyńców próbują podbić plemiona Wikingów, a we wszystko mieszają się najeżdżające nasz świat postacie z nordyckich mitów. Do przeczytania w dwa lub trzy wieczory.

54. Wywiad z Borutą - Michał Cetnarowski, Łukasz Orbitowski, Allegro 2016 (Kindle)

A to kolejny prezent od Allegro i uzupełnienie zbioru Legendy polskie. Opowiadanie dostępne za darmo z początku przywołuje na myśl Wywiad z wampirem (przynajmniej ekranizację - pierwowzoru literackiego nie czytałem), a potem mamy spacer po Piekle, wprawdzie mniej poetycki niż u Dantego, ale ciekawie komentujący wydarzenia z historii polski i oceniający, przeważnie negatywnie, naszych władców i bohaterów narodowych. Jak sugeruje tytuł, opowiadanie ma formę wywiadu; całość stanowi dialog wywiązujący się pomiędzy reporterką a Borutą, narrator tu nie występuje. Warto sprawdzić tym bardziej, że to nic nie kosztuje.

55. Brzechwa dzieciom - Jan Brzechwa, G&P 2010

Cała Polska czyta dzieciom, część druga. No a do tego bardzo miły powrót do dzieciństwa. Znaczną część wierszyków zebranych w tym tomie już znałem, w końcu to między innymi na nich uczyłem się czytać (Zoo nadal jest świetne), ale sporo było takich, z którymi zetknąłem się po raz pierwszy. Dobrze zrobiono, że zaprezentowano utwory różnej długości: od kilkulinijkowców, jak te należące do części Zoo, przez inne krótkie teksty (np. Leń) po najdłuższe w zbiorze Szelmostwa lisa Witalisa. A tak z punktu widzenia dorosłego człowieka, można zaobserwować, jak na przestrzeni kilkudziesięciu lat zmieniło się podejście do pewnych kwestii: bicie dzieci jest normalną karą w Koziołeczku, a pieczenie placków w piecu to czynność kobieca (Szelmostwa lisa Witalisa) - ot, taka ciekawostka. Podejrzewam, że jeszcze niejeden raz sięgnę po ten tom, jak Potomek będzie się uczył czytać.

56. Onikromos - Paweł Matuszek, MAG 2016

Poprzednia powieść Matuszka, Kamienna ćma bardzo mi się podobała; do zakupu Onikromosa skutecznie zachęcał też opis na okładce i fakt, że jest to cegła. Zaczyna się ciekawie i tak jest przez jakieś dwieście stron, a potem robi się z powieści jakaś bełkotliwa masakra. No ale od początku. Główna linia fabularna rozgrywa się w czymś, co można nazwać światem równoległym - bohater ma zbadać pochodzenie tajemniczego impulsu. Opowieść tę przeplatają rozdziały dotyczące naszego świata, gdzie również pojawiają się nadnaturalne zjawiska. Problem w tym, że według zapowiedzi te wszystkie warstwy mają się ze sobą jakoś łączyć, a ja niczego wspólnego dla nich nie widzę. Ponadto, wątek świata równoległego w pewnym momencie odpływa w taką abstrakcję, że miałem wrażenie, jakbym czytał co ciekawsze kwiatki z Dukaja, tyle że w wersji light pod względem językowym. Nie mam pojęcia, do czego fabuła miała zmierzać; w ogóle jakoś przed połową książki przestałem za nią nadążać. Zawiodłem się.

57. Głębia. Skokowiec - Marcin Podlewski, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Autor twierdzi, że to space opera, z czym w sumie mogę się zgodzić, choć dla mnie było to bardziej hard SF. Co ciekawe, powieść ta jest przykładem, jak można na siedmiuset stronach opisać jedno zbrojne starcie w kosmosie, utrzymując ciągłe napięcie i ani przez moment nie przynudzając. Jasne, jest sporo wątków pobocznych, niektóre na razie wiążą się z główną linią fabularną bardzo delikatnie, ale spodziewam się, że zostaną one odpowiednio rozwinięte w kolejnych tomach powieści. Bardzo spodobało mi się ukazywanie tych samych wydarzeń z perspektywy różnych bohaterów, a ponieważ ci mają swoje przywary i dziwactwa, autorowi udaje się przemycić nieco humoru nawet w poważnych sytuacjach. Lubię taką literaturę i chcę więcej.

58. Księżniczka z księżycowego zamku - Sebastian Uznański, BookRage 2016 (Kindle)

Do twórczości Uznańskiego podchodzę ostrożnie. Zauroczony Herrenvolkiem sięgnąłem po Senne pałace i poczułem obrzydzenie. Na szczęście tym razem autor postanowił nie wywoływać takich skrajnych doznań i stworzył mikropowieść fantasy, której akcja rozgrywa się w kraju przeżywającym najazd nieumarłych. Do tego ciekawie zarysowane są intrygi na szczytach władzy. Problem tego utworu polega na tym, że jest to właściwie wersja demo: tam, gdzie Uznański postanowił zakończyć akcję, można by dopiero rozpocząć jakąś rozbudowaną fabułę. A szkoda, bo zaprezentowana tu baza fabularna jest ciekawa i dałoby się ją w interesujący sposób rozwinąć. Niestety, pozostaje spory niedosyt.

środa, 31 sierpnia 2016

Przeczytane. Sierpień 2016

Tempo czytania spadło mi do mniej więcej jednej książki tygodniowo i dziwnie się z tym czuję. W trakcie urlopu też nie udało mi się za dużo przeczytać, co spowodowało, że sierpień skończyłem z raptem czterema książkami na koncie. Może wrzesień będzie lepszy - wracam do pracy, więc w przerwach powinno się udać wygospodarować trochę czasu na lekturę. A z innej beczki: gratulacje dla Roberta Wegnera za Zajdlowy dublet. Teraz pozostaje mi skupić się na tegorocznej polskiej fantastyce, żeby przygotować się do kolejnej edycji Nagrody.

45. Olga i osty - Agnieszka Hałas, W.A.B. 2016 (Kindle)

Lubię prozę Hałas - jest elegancka językowo i bardzo nastrojowa. Tak jest i tym razem: bohaterka trafia do dziwnej, przypominającej marzenia senne krainy. Może nowe miejsce nie jest tak wykręcone jak Kraina Czarów z powieści Carrolla, ale nieustannie przywoływało mi na myśl kreację Anglika. Mam ambiwalentne odczucia, jeśli chodzi o tę książkę: z jednej strony mnie zachwyciła, z drugiej poczułem się znużony. Ciekawi są bohaterowie, interesująco skonstruowane relacje między nimi, rewelacyjnie wprowadzony został nastrój magii i tajemnicy, ale czegoś mi w tej powieści zabrakło. Może chodzi o to, że nie znalazłem tu jakiejś szczególnie porywającej fabuły - akcja toczy się leniwie, ale może właśnie o to chodziło, żeby nie zasypywać czytelnika nawałem wydarzeń. W każdym razie nadal będę czytał książki tej autorki, choćby dla samych doznań estetycznych.

46. Grimm City. Wilk! - Jakub Ćwiek, Sine Qua Non 2016 (Kindle)

Kuba rozpoczął kolejny cykl, a ja ciągle czekam na drugi tom Krzyża Południa. Nic to, przyjdzie mi jeszcze poczekać, choć autor zarzeka się, że praca wre. Co do nowego dzieła Ćwieka, to po znowu jest ciekawie. Po raz kolejny zachwyca mnie jego zdolność tworzenia nawiązań do innych wytworów kultury, tym razem, jak można się domyślić na podstawie tytułu, do twórczości braci Grimm. Świetnie wytworzona została atmosfera kryminału noir, do tego bardzo interesująco prezentuje się miejsce akcji, czyli tytułowe Grimm City. To jest taki kryminał, jakie lubię, choć przy Dreszczu i wczesnych Chłopcach bawiłem się nieco lepiej.

47. Geniusze fantastyki - antologia, Genius Creations 2016 (Kindle)

Świetna sprawa. Z okazji dwóch lat działalności wydawnictwo Genius Creations postanowiło wydać darmową antologię opowiadań polskich autorów i wyszło z tego tysiąc sto stron tekstu. Jak to zwykle bywa w przypadku takich zbiorów, poziom tekstów jest mocno nierówny. Dają one jednak możliwość zapoznania się z utworami nieznanych wcześniej autorów. Mnie najbardziej urzekły teksty Marii Dunkel, po której twórczość, jeśli będzie okazja, chętnie jeszcze sięgnę. Niektóre z opowiadań miałem już przyjemność lub nieprzyjemność czytać w czasopismach lub innych książkach. Trzeci raz na przykład czytałem Sztukę porozumienia Anny Kańtoch (za każdym razem ten tekst podoba mi się bardziej), za którą otrzymała rok temu Zajdla (wystarczająca zachęta do sięgnięcia po antologię?). Oprócz wspomnianej Ani Kańtoch pojawiają się tu też nazwiska innych znanych autorów: jest Michał Cholewa z dwoma tekstami, jest Romuald Pawlak z całkiem udanymi opowiadaniami; dominują jednak twórcy znani głównie z publikacji w czasopismach (NF czy też wcześniej SFFiH), albo tacy, z których działalnością literacką wcześniej się nie spotkałem. Sporo tekstów niestety zawodzi i wypada z pamięci wkrótce po przeczytaniu. Po raz kolejny nie przekonał mnie Jacek Wróbel swoim mistrzem Haxerlinem, Dawid Kain też przyzwyczaił mnie do wyższego poziomu. No ale darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, dziękuję więc wydawnictwu za przygotowanie tak pokaźnej porcji fantastyki.

48. Furia błękitna jak ogień - Andrzej W. Sawicki, RW2010 2016 (Kindle)

Czekałem na drugi tom "polskich X-menów" i się w końcu doczekałem. Szkoda tylko, że autor po zakończeniu działalności przez Runę nie mógł znaleźć wydawcy papierowego i opublikował swoją powieść wyłącznie w formie elektronicznej. No ale przynajmniej miejsca na półce nie zajmuje. Co do samej książki, to zawiodłem się. Nadzieja czerwona jak śnieg mocno mnie zainteresowała, liczyłem więc, że Furia... utrzyma ten poziom. Wszak alternatywna wersja powstania styczniowego, gdzie ludzie zdobywają zdolności superbohaterów dzięki rozmieszczonym tu i ówdzie anomaliom, powinna być ciekawa. A tutaj niby coś się dzieje, ale jakoś tak niemrawo, bohaterowie momentami zachowują się tak głupio, że zęby zgrzytają, a sceny romantyczne zamiast wzruszać wzbudzają uczucie zażenowania. Do tego pojawienie się deus ex machina w postaci nowego przywódcy w zakończeniu... Jakieś pozytywy? Mimo wszystko przyzwoicie wygląda fabuła, do tego interesujące są intrygi na szczytach władzy zarówno powstańczej, jak i rosyjskiej. No i oczywiście sam wykreowany przez autora świat.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Przeczytane. Lipiec 2016

Tym razem notka powstaje z tygodniowym opóźnieniem spowodowanym awarią komputera. Delikatnie przyśpieszyłem z czytaniem, a to dzięki Światowym Dniom Młodzieży i emigracji Żony i Potomka poza Kraków, co sprawiło, że z nudów poświęciłem więcej czasu na lektury. Bardzo jestem zadowolony z ich poziomu: Cholewa, Kańtoch i Orbitowski raczej nie zawodzą, a książka Moczarskiego to bardzo cenna literatura. Zapraszam w takim razie do sprawdzenia, przy czym się w lipcu relaksowałem.

39. Najszczęśliwszy śpioch w okolicy - Harvey Karp, Mamania 2014

Poradnik, co zrobić, żeby dziecko przesypiało całą noc. Nie podejmę się opiniowania skuteczności opisywanych metod, bo w praktyce ich nie stosowałem; kilka wydaje się być ciekawych, ale ponieważ ciągle gdzieś wyjeżdżamy, w życiu Juniora nie ma wystarczającej stabilności, żeby wprowadzić je w życie. Nie podoba mi się natomiast sposób, w jaki ta książka jest napisana: autor przybiera pozę typu "Słuchajcie mnie, bo ja się znam najlepiej". Mam tylko nadzieję, że informacje, jakie tu znalazłem, kiedyś się przydadzą.

40. Inwit - Michał Cholewa, Warbook 2016 (Kindle)

Czwarty już tom cyklu Algorytmy Wojny przenosi bohaterów na planetę, na której wydobywa się ważne dla wszystkich stron konfliktu złoża. Powracają znani z wcześniejszych części bohaterowie, tym razem już jako reprezentanci oddziałów specjalnych. Cholewa po raz kolejny sprawnie buduje intrygę, którą w pełni pokazuje dopiero na końcu. Bardzo dobrze udaje mu się przedstawić sytuację żołnierzy na froncie, gdzie nie mają oni pełnego oglądu sytuacji i muszą wykonywać rozkazy czasem sprzeczne z ich własnym sumieniem. Ciekawie też zapowiada się kolejna część, do której autor pozostawił bardzo szeroko otwartą furtkę. Liczę na kolejną porcję dobrej military SF i mam nadzieję, że cykl nie będzie rozciągany w nieskończoność.

41. Łaska - Anna Kańtoch, Wydawnictwo Czarne 2016 (Kindle)

Nietypowa pozycja w twórczości Ani Kańtoch, bo całkowicie pozbawiona elementów fantastycznych. Tym razem postanowiła stworzyć czysty kryminał: Polska w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, pojawiają się trupy niezwiązanych ze sobą czternastolatków. Jak to u tej autorki bywa, powieść jest bardzo dobrze napisana, z ciekawie wykreowanymi bohaterami, świetnie też oddaje nastrój ówczesnej epoki. Jako kryminał też sprawdza się całkiem przyzwoicie: intryga wciąga i jest sprawnie skonstruowana, choć dość szybko udało mi się odgadnąć, kto stoi za wydarzeniami. Mimo to, poczułem się wciągnięty.

42. Inna dusza - Łukasz Orbitowski, Od Deski do Deski 2015 (Kindle)

Książka mocno polecana przez jedną z czytelniczek tego bloga, a że ja również po Orbitowskiego sięgać lubię, nie miałem większych oporów przed zapoznaniem się z jego najnowszą chyba powieścią. Od razu uderza brud wykreowanego świata i małomiasteczkowa atmosfera, z której autor dał już się w swojej twórczości poznać. Powieść, ponoć oparta na faktach, jest historią pewnego młodocianego mordercy i stanowi analizę przyczyn jego zachowania. Ciekawie pokazany jest kontrast pomiędzy różnymi formami patologii społecznych i rodzinnych: z jednej strony przedstawiony zostaje ojciec alkoholik awanturujący się pod sklepem monopolowym i nieudolnie podejmujący próby naprawy rodzinnego życia, a z drugiej, w innym przypadku, niby normalna rodzina, gdzie zanikły podstawowe więzi, jakie powinny w niej panować, ale nikt z zewnątrz tego nie widzi. Dobra, mocna książka; Orbitowski w formie.

43. Rozmowy z katem - Kazimierz Moczarski, PWN 1993

A to z kolei polecanka od Teściowej. Jeśli są tacy, co o tej książce nie słyszeli: stanowi ona zapis rozmów pomiędzy Kazimierzem Moczarskim, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, a Juergenem Stroopem, katem warszawskiego getta. Jest to bardzo ciekawa analiza przyczyn zachowań hitlerowców, ich fanatycznej wiary w wodza, ale też doskonały obraz tego, jak ogromnego prania mózgów dokonano na narodzie niemieckim (nasuwa się niezwiązana z lekturą refleksja ogólna, że w zasadzie wiele się od czasów II wojny nie nauczyliśmy, bo podobne mechanizmy widać także dzisiaj). Oczywiście, mimo wielu godzin spedzonych przez autora na tytułowych rozmowach z katem, nadal nie da się zrozumieć, dlaczego. Tej odpowiedzi nikt tutaj nie podaje. Warto dodać, że czytane przeze mnie wydanie zostało uzupełnione o fragmenty usunięte przez cenzurę komunistyczną.

44. Ropuszki - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Miałem dać sobie spokój z twórczością Jadowskiej i postacią Dory Wilk. No ale jestem strasznie słaby w takich postanowieniach i kupiłem, a nawet przeczytałem zbiór opowiadań mający być łącznikiem miedzy sagą o Dorze, a mającą się ukazać serią o jej policyjnym partnerze, Witkacu. Mam wrażenie, że autorka sobie w krótkiej formie radzi dużo lepiej, niż wtedy, gdy może dać się ponieść fantazji. Jedno z zawartych w zbiorze opowiadań, Po deszczy każdy wilk śmierdzi mokrym psem, było zresztą moim pierwszym kontaktem z twórczością Jadowskiej, jeszcze za czasów SFFiH, i zachęciło mnie do sięgnięcia po jej powieści, więc musiało być co najmniej przyzwoite. Większość tekstów, jeśli nie wszystkie, była już kiedyś publikowana. Martwi więc, że na przestrzeni lat, warsztat pisarski autorki wydaje się nie rozwijać. Przyznać trzeba natomiast, że brakuje tutaj obecnych w powieściach irytujących dialogów. Cieszy też różnorodność tematyczna opowiadań: są poważne kryminały, zdarzają się też bardziej wesołe teksty, jak i takie, które służą tylko prezentacji bohaterów, w heksalogii stanowiących jedynie tło. Dla tych, którzy nie mieli możliwości wcześniejszego przeczytania tych utworów, a nie wypadają im oczy na widok literatury Jadowskiej, jest to rzecz warta przeczytania (zwłaszcza, jeśli chce się sięgnąć lub już się sięgnęło po powieści). Fani natomiast pewnie już to wszystko znają.

czwartek, 30 czerwca 2016

Przeczytane. Czerwiec 2016

Tylko pięć książek. Kolejny miesiąc z marnym wynikiem, ale tak to jest, jak do połowy miesiąca przebywa się na urlopie z dzieckiem, gdzie wieczorami nie ma się już na nic siły, a potem bierze się do ręki potężną cegłę, jaką jest powieść Jarosława Ruszkiewicza. Na razie koniec z dłuższymi urlopami, więc może trochę mi wzrośnie tempo czytania. Nominacje do Zajdla oddałem, po ogłoszeniu wyników stwierdziłem po raz kolejny, że mam prawie taki sam gust jak tłumy w przypadku powieści i zupełnie inny, gdy idzie o opowiadania. Zastanawiam się też, jak mało osób musi nominować, że przedostają się rzeczy publikowane w niszowych wydawnictwach, o których mało kto wie. Teraz przed Polconem mam dwa opowiadania do nadrobienia. Zabieram się za lekturę.

34. Uprawa roślin południowych metodą Miczurina - Weronika Murek, Wydawnictwo Czarne 2015 (Kindle)

Nie miałem pojęcia o istnieniu tej książki. Trafiłem na nią dopiero, gdy sprawdziłem, kim jest autorka, która dostała Reflektora Nowej Fantastyki. Na pewno jest to ciekawy zbiór opowiadań o intrygującym tytule. Dlaczego tak nazwany? Nie mam pojęcia. Zawarte w nim teksty są w większości mało fantastyczne i czyta się je dość ciężko. Pozytywny wyjątek stanowi opowiadanie otwierające książkę pt. W tył, w dół, w lewo. Interesująco przedstawione w nim zostało przenikanie się świata żywych i umarłych (którzy nie muszą wiedzieć, że nie żyją), ciekawe są też rozmowy prowadzone pomiędzy jednymi a drugimi. W ogóle Murek ma ciekawy sposób budowania dialogów, gdzie postacie sprawiają wrażenie, jakby się wzajemnie nie słuchały i każda z nich mówi to, co ma do powiedzenia, nie zważając na kwestie rozmówcy. Zbiór wprawdzie ma w sobie coś, co intryguje i zatrzymuje czytelnika na dłużej, ale moim zdaniem nie jest aż taką rewelacją, żeby jego autorkę jakoś szczególnie wyróżniać. No chyba że wśród młodych autorów w 2015 roku była straszna posucha. Warto w każdym razie sięgnąć po tę lekturę ze względu na język.

35. 2049 - Rafał Cichowski, Novae Res 2015 (Kindle)

Ominąłbym tę książkę gdyby nie wojna o vanity press. A tu ktoś w komentarzach na Facebooku podał ją jako przykład solidnej powieści wydanej przez wspomniany typ wydawnictwa. No cóż, aż tak dobrze to nie jest, na szczęście książka ta nie jest też skończonym gniotem, jak chcieliby przeciwnicy wydawania książek za pieniądze autorów. Naprawdę czytałem wiele gorszych utworów publikowanych przez tradycyjne wydawnictwa. Co to za książka w takim razie? Opowieść o człowieku, który wiedzie szczęśliwe życie na terenie miasta-utopii, po czym zostaje niesłusznie z niego wygnany i próbuje odzyskać swoje dawne życie. Wprawdzie schemat ten jest już mocno ograny, ale jednak autor potrafił utrzymać napięcie i nawet sobie poradził z poskładaniem całej intrygi. Niestety po zakończeniu lektury miałem wrażenie, że prawie cały środek powieści nie ma żadnego znaczenia dla obrazu całości. Szkoda. Zapowiadało się całkiem nieźle, na koniec wyszło coś przeciętnego.

36. Samotny krzyżowiec. Czas przepowiedni - Marek Orłowski, Erica 2015 (Kindle)

Na trzeci tom Samotnego krzyżowca przyszło trochę poczekać. Jest to zupełnie inna część niż dwie poprzednie - zamiast osadzenia akcji w realiach historycznych, w czasie wojen krzyżowych, autor rzuca bohatera do alternatywnej rzeczywistości, tworząc z powieści standardowe fantasy (choć bez elfów i reszty menażerii) rozgrywające się w czymś co przypomina kulturowo starożytny bliski wschód sprzed pojawienia się judaizmu. W efekcie dostałem średnio wciągającą opowieść o wojnie między dwoma państwami, w którą uwikłany zostaje tytułowy krzyżowiec. Wyjaśnienia autora, dlaczego przeniósł bohatera do alternatywnej rzeczywistości przyjmuję do wiadomości - takie jego prawo - ale zabieg ten nie musi mi się podobać. Pozostaje mi więc uzbroić się w cierpliwość i poczekać na czwartą część cyklu, która ma się już rozgrywać w znanych z podręczników do historii realiach.

37. Syndrom Everetta. Ulysses - Jarosław Ruszkiewicz, Drageus 2015 (Kindle)

Książka ta była mocno polecana przez paru moich kolegów z pracy. Odkładałem jednak jej lekturę i odkładałem, i nie mogłem znaleźć na nią czasu, stwierdzając, że przeczytam trochę krótszych pozycji z mojej listy "Do przeczytania przed 15 czerwca". No i wyszło tak, że nie wyrobiłem się z powieścią Ruszkiewicza przed wspomnianym terminem i skończyłem ją już po oddaniu Zajdlowych nominacji. Szkoda, bo jest to jedna z ciekawszych pozycji, jakie ostatnio miałem przyjemność czytać. Zaczyna się jak typowe military SF od klasycznej bitwy kosmicznej. Potem jest olbrzymi twist fabularny (już po pierwszym rozdziale!), parę niepotrzebnych rozdziałów (przynajmniej takie mam wrażenie po przeczytaniu pierwszego tomu) i kilkaset stron zawiłej i pasjonującej intrygi. Ruszkiewicz potrafi wciągnąć w snutą przez siebie opowieść i jest jedynym znanym mi autorem, który nie wywołuje u mnie zgrzytu uzębienia, gdy dotyka tematu awiacji (sam jest pilotem, więc wie, o czym pisze). Drobnym problemem jest konstrukcja bohaterów: choć każdy z nich dostaje sporo czasu antenowego, tak naprawdę wiadomo o nich niewiele - służą oni głównie popychaniu fabuły do przodu. Fabularnie zaś jest bardzo dobrze - intryga jest tak skomplikowana, że 660 stron książki to za mało, żeby pomieścić ją całą i autor będzie potrzebował kolejnego tomu, aby sprawę rozwiązać. Mam tylko nadzieję, że nie będzie rozwlekał historii ponad miarę i Syndrom Everetta skończy się na maksymalnie trzech częściach, choć zamknięcie wszystkich wątków w dwóch tomach też nikomu by nie zaszkodziło.

38. Naga Góra - Reinhold Messner, Wydawnictwo Dolnośląskie 2016

Fragment tej książki przeczytałem tuż po kupnie: tradycyjnie literaturę podróżniczą kupuję Żonie jako prezent na różne okazje. Teraz, skoro minął już Zajdlowy deadline, znalazłem chwilę, żeby dokończyć lekturę. Jest to bardzo osobisty zapis wydarzeń, do jakich doszło w czasie zdobycia przez Reinholda Messnera jego pierwszego ośmiotysięcznika, czyli Nanga Parbat. Najważniejsze są tu opisy samotności w górach, doprowadzającej himalaistów do szaleństwa. Jest to też powrót do chwil, kiedy przygnieciony przez lodową lawinę ginie brat autora. Często chaotyczne opisy pokazują, co siedzi w takich momentach w głowie himalaisty. Messner opisuje wydarzenia dzień po dniu, godzina po godzinie, często sięgając po zapiski z dzienników tak swoich, jak i brata. Pojawiają się też też wypowiedzi innych uczestników wyprawy. Jest to ciekawa historia, choć przyznam się, że oglądałem jakieś pół roku temu film Nanga Parbat o opisywanych tu wydarzeniach, więc nic nie było zaskoczeniem. Na pewno warto rzucić okiem na tę pozycję, aby dowiedzieć się, jak wygląda himalaizm z punktu widzenia pierwszego zdobywcy Korony Himalajów i Karakorum.

wtorek, 31 maja 2016

Przeczytane. Maj 2016

Maj zaczął się przyzwoicie: dość szybko przeczytałem trzy lektury, po czym wyjechałem się urlopować. Zwiedzanie z małym dzieckiem jest tak absorbujące, że brakuje czasu na czytaniem przez co zakończyłem miesiąc z jedynie czterema książkami. Marnie.

30. Marina - Carlos Ruiz Zafón, Muza 2009

Kolejna książka Zafóna, po którą sięgam, tym razem z okazji mojego wyjazdu do Barcelony. Jeszcze jeden raz zachyciło mnie to, w jaki sposób autor potrafi pokazać magię swojego miasta. Niby jest to kolejne dochodzenie prowadzone przez parę nastolatków, jakich w dzisiejszej prozie mnóstwo, ale jednak Zafónowi udaje się stworzyć ciekawą i poważną historię, z dużą dawką tajemniczości. Nie jest to może dzieło na poziomie Cienia wiatru, ale czuć w nim bardzo podobny nastrój. Przechadzając się uliczkami Sarrii, gdzie autor umieścił znaczną część akcji, miałem okazję poczuć to, o czym pisał. Barcelona jest magiczna, a Zafón doskonale potrafi o tym pisać.

31. Pióra - Zbigniew Wojnarowski, Narodowe Centrum Kultury 2015

Pierwszy raz styczność z Wojnarowskim miałem w NF lub FWS, kiedy przelewał na papier historie związane z kinem. Potem przyszedł zbiór takich tekstów zatytułowany Miraż. Teraz, w Piórach, autor wyraża zainteresowanie inną dziedziną sztuki, a mianowicie literaturą. Książka jest zbiorem jedenastu opowiadań nawiązujących do historii literatury polskiej, począwszy od średniowiecza, poprzez wszystkie epoki literackie, na interesującej wizji przyszłości skończywszy. Bardzo podoba mi się język, jakim posługuje się autor: elegancki, ale dostosowany do czasu, w którym Wojnarowski decyduje się umieścić akcję. Słabych punktów jest tu niewiele - nie przemówiło do mnie jedynie Serce w szkle, próbujące połączyć podbój indiańskich ziem przez Europejczyków z twórczością Reja i Kochanowskiego. To się autorowi niezbyt udało. Za pozostałe opowiadania należą mu się brawa.

32. Mój Madryt - Conrado Moreno, Pascal 2010

To nie była książka, jakiej oczekiwałem. Myślałem, że dostanę coś w stylu Przystanku Barcelona Katarzyny Wolnik-Very, co pokaże mi Madryt z perspektywy jego mieszkańca i wskaże miejsca, do których nie docierają turyści. Okazało się jednak, że jest to zwykły przewodnik turystyczny, może tylko trochę bardziej osobisty niż te, które zazwyczaj można kupić. Jest tu sporo suchych faktów, często podanych w typowo przewodnikowo-pascalowy sposób, które szybko się zapomina, jeśli lekturze nie towarzyszy zwiedzanie miasta. Nie da się ukryć, że Moreno stolicę Hiszpanii zna i wie, gdzie warto się w niej udać, ale o tych samych rzeczach mogę przeczytać w każdym innym przewodniku. Na plus zaliczyć za to trzeba rozdziały poświęcone madryckim zwyczajom czy korridzie. Zwłaszcza to ostatnie zjawisko jest pokazane w interesujący sposób, przedstawiający również racje zwolenników tych zawodów. Dla miłośników kuchni przeznaczonych jest kilka stron z przepisami na dania hiszpańskie.

33. Antologia Wolsung. Tom II - antologia, Van Der Book 2015 (Kindle)

Czytałem to i czytałem, i skończyć nie mogłem. Wakacje z małym dzieckiem jednak nie sprzyjają czytelnictwu. No i niestety czas poświęcony na lekturę tej książki był czasem zmarnowanym. Spośród kilkunastu opowiadań żadne nie zapadło mi bardziej w pamięć, nawet nie widać dużej różnicy w poziomie literackim debiutantów i starych wyjadaczy. Jedynym wartym uwagi tekstem jest Simon Marcina Przybyłka, czyli autora, co do którego miałem wątpliwości, że potrafi jeszcze coś dobrego napisać. Fabularnie ciekawe zostaje niestety pogrążone przez zakończenie. Nie wiem, czy ja byłem zmęczony, czy autorowi coś nie wyszło, ale nie mam pojęcia, o co w nim chodziło.