środa, 31 stycznia 2018

Przeczytane. Styczeń 2018

Nowy Rok się zaczął, Biblia została odłożona na półkę, można się więc było zabrać za lżejsze lektury. Dopiero teraz widzę, jak bardzo na liczbę czytanych książek miało Pismo święte. Do tej pory wydawało mi się, że drastycznie się ona zmniejszyła ze względu na dzieci, ale jak widać po styczniowej liście, to nie potomstwo sprawiało, że czytam mniej. W styczniu ukończyłem dwanaście książek, co wygląda na powrót do poziomu sprzed dwóch lat. Zobaczymy, czy jest to jednorazowy wyskok, czy też może uda mi się ten poziom utrzymać w kolejnych miesiącach. Podstawowym kryterium doboru lektur były zbliżające się terminy zgłaszania nominacji do Nagród Żuławskiego i Zajdla, choć w znacznej części czytałem wcześniejsze tomy książek wydanych w 2017 roku. Widać też lekką przewagę papieru, ale to się powinno zmieniać wraz z kolejnymi miesiącami - mam sporo rzeczy do pilnego przeczytania w wersji elektronicznej.

1. Renegat - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2015

Nocarz był fajny. Będący jego kontynuacją Renegat stara się utrzymywać poziom poprzednika i, choć stanowi ciekawą kontynuację, troszkę sobie z tym nie radzi. Jak można się domyślić po tytule, Vesper trafia w ręce pijących prawdziwą ludzką krew wampirzych renegatów i to na zaprezentowaniu drugiej strony konfliktu skupia się autorka. Bardzo ładnie udaje jej się pokazać, że świat nie jest czarno-biały, a tezy przedstawione w pierwszej części mogą zostać łatwo podważone, sprawnie przedstawia rozterki głównego bohatera, który chciałby wrócić do swoich, ale związuje się emocjonalnie ze swoimi nowymi towarzyszami i próbuje się odnaleźć w nowej sytuacji. Brakowało mi tu jednak jakiegoś powiewu świeżości, większość wydarzeń przebiega tak, jak można by się tego spodziewać. Mam przy tym świadomość, że jest to środkowy tom, który ma przeprowadzić czytelnika od nieoczekiwanego (chyba, że się już zna tytuły kolejnych części) zakończenia pierwszego tomu to hucznego (miejmy nadzieję finału) i ciężko tu oczekiwać trzęsienia ziemi w kwestii kreacji świata. Na szczęście Kozak zostawiła szeroko otwartą furtkę do trzeciego tomu, który powinien przynieść odpowiedzi na większość nurtujących mnie (i protagonistę) pytań.

2. Hydra - Vladimir Wolff, Warbook 2016 (Kindle)

Niby jest to kontynuacja Metalowej burzy, ale Wolff postanawia pozostawić z boku Państwo Islamskie i jego tajemniczego sprzymierzeńca oraz wojnę grecko-turecką i przenosi akcję do Polski, gdzie terroryści szykują atak na niespotykaną skalę. Autor pokazuje, jakie konsekwencje może mieć ściągnięcie do siebie armii amerykańskiej przy wciąż mocarstwowych aspiracjach tego upadłego imperium (dla przypomnienia: w poprzednim tomie ludność USA zostaje zdziesiątkowana przez nieznanego wirusa, a niedobitki ukrywają się na Alasce i Hawajach). Znów rozważa możliwość wystąpienia potencjalnych przyszłych konfliktów, choć tym razem w moim odczuciu lekko ucieka w science fiction bliskiej przyszłości (no chyba, że armia amerykańska ma już na wyposażeniu opisywany w powieści sprzęt - nie wiem, nie znam się, nie chce mi się szukać). Tym razem Wolff tak wciągnął mnie w lekturę, że nie zwracałem uwagi na jego styl, który zawsze wydawał mi się suchy. Czekam na ciąg dalszy.

3. Szeptucha - Katarzyna Berenika Miszczuk, W.A.B. 2016

Żona przeczytała tekst z okładki i rzekła: "O! Harlequina czytasz!". Potem ja przeczytałem, co tam wydawca napisał i przestraszyłem się. A potem dobrze się bawiłem przy pierwszym tomie trylogii urban fantasy, gdzie Mieszko I się nie ochrzcił i jesteśmy europejskim bastionem pogaństwa. Główna bohaterka po skończeniu studiów medycznych musi wyjechać na roczny staż u wiejskiej baby, co oczywiście stwarza masę okazji do pokazania starcia szkiełka i oka z zaściankowymi zabobonami. A potem w grę wchodzą materializujące się słowiańskie wierzenia i chłopak, który niekoniecznie jest tym, ze kogo się podaje. Opowieść jest pełna humoru (i to takiego, który śmieszy, a nie męczy), napisana została sprawnie, a ja choć nie przepadam za tą odmianą fantastyki, chętnie sięgnę po drugi tom (to już kolejna taka deklaracja w tej notce).

4. Zawisza Czarny - Jakub Ćwiek, Fabryka Słów 2017

Na razie jest jeden tom, więc deklaracji sięganie po kontynuację nie będzie, choć epilog sugeruje, że Kuba Ćwiek, coś jeszcze chowa w rękawie. Jest to celna satyra na nowoczesne środowiska lewicowe (Starbuń, wściekłe feministki i wkurzeni rowerzyści) i narodowo-prawicowe. Jest zabawnie, choć zdaję sobie sprawę, że osoby, w które ostrze satyry celuje, mogą się poczuć dotknięte (Co? Czarny patriota? Skandal)! Fabularnie jest bez rewelacji, ot mecz reprezentacji w piłkę kopaną, Masa Krytyczna i kilka zadym na mieście, ale rozwiązanie intrygi okazuje się być bardzo zaskakujące. Superbohaterowie, których tworzy Ćwiek są bardzo ludzcy: w zasadzie nie mają supermocy (Zawisza jest świetnie wyszkoloną maszyną do robienia innym krzywdy, a Sawka to bardzo warszawska w wyrazie wersja Batmana). Trochę się tylko boję, że Kuba zabrał się za tyle projektów (z literackich: Krzyż Południa, na który czekam najbardziej, Ofensywa szulerów, Dreszcz, Grimm City; do tego dochodzi jeszcze stand-up), że może mu zabraknąć mocy przerobowych do kontynuowania zapoczątkowanej tu opowieści.

5. Iron Tales - antologia, Gmork 2017 (Kindle)

Ciekawy pomysł stworzenia zbioru opowiadań poświęconego jednej z najwybitniejszych grup heavy metalowych. Poszczególne teksty w jakiś sposób nawiązują do różnych piosenek Iron Maiden, będąc rozwinięciem treści utworów albo twórczą wariacją na temat ich tytułów. Opowiadań jest piętnaście, a napisane zostały przez sześciu autorów, spośród których znani mi są tylko Kazimierz Kyrcz Jr i Łukasz Radecki. Wszystkie zawierają pewną, większą lub mniejszą, dawkę mroku, ale zdarza się też trochę humoru (przeważnie czarnego). Niestety w moim e-bookowym wydaniu brakuje opowiadania Inne życie, w zamian dostałem zaś podwójną dawkę Oceanu szaleństwa. Nie wiem, czy w wersji papierowej też ten błąd występuje. Napisałbym, że była to dla mnie przyjemna lektura (bez rewelacji wprawdzie, ale nie zgrzytałem zębami w czasie lektury), lecz nie wiem, czy jest to dobre określenie dla literatury grozy.

6. Niepełnia - Anna Kańtoch, Powergraph 2017

Nie wiem, jak ona to robi, ale Kańtoch niemal każdą swoją kolejną książką potrafi mnie zachwycić. Tym razem stworzyła ciekawą powieść powiedzmy, że kryminalną, o szkatułkowej kompozycji, choć ciężko jest tu określić, która szkatułka wewnątrz której się mieści - w tak zagmatwany sposób połączone ze sobą zostały poszczególne wątki. Dawno żadna powieść nie trzymała mnie w napięciu tak bardzo, jak Niepełnia. W zachwycaniu się tą książką nie przeszkadza mi nawet za bardzo fakt, że nie do końca zrozumiałem, o co chodziło w jej zakończeniu.

7. Królestwo gore - Łukasz Radecki, Videograf 2017 (Kindle)

Horrory/grozę Radeckiego czytać lubię. Królestwo gore jest zbiorem opowiadań pokazującym pełen przekrój twórczości tego autora, od kiedy tylko odważył się wyjąć swoje teksty z szuflady. Tytuł jest nieco mylący, bo nie wszystkie opowiadania są na tyle makabryczne i krwiste, żeby je zaliczyć do gore, ale zdarzają się i takie, w których płyny ustrojowe katowanych ofiar wylewają się ze stron książki. Udało się Radeckiemu kilka razy wywołać u mnie uczucie zniesmaczenia, co oznacza, że bardzo dobrze porusza się on w zagadnieniach, które podejmuje. Teksty są na tyle mocne, że nie zdziwię się, jeśli ktoś rzuci książkę już w trakcie pierwszego opowiadania. No ale jak się bierze za twórczość Radeckiego ze słowem "gore" w tytule, to pretensje o ewentualne negatywne odczucia można mieć tylko do siebie.

8. Krew i stal - Jacek Łukawski, Sine Qua Non 2016 (Kindle)

Pewnie nigdy bym o autorze nie usłyszał, gdyby gdzieś w sieci (chyba na Polterze) ktoś nie wymienił pierwszego tomu jako jednej z lepszych pozycji wydanych w 2016 roku. No i w końcu się zabrałem za lekturę i przyszło rozczarowanie. W zasadzie cały czas miałem wrażenie, że czytam zbeletryzowany zapis sesji RPG. Drętwa fabuła, nudni bohaterowie (choć pod koniec książki udaje się ich trochę ubarwić), męcząca stylizacja języka na archaiczny - drugi tom raczej sobie odpuszczę, choć przyznać muszę, że cliffhanger, którym kończy się powieść mnie zaintrygował, więc cień szansy, że skuszę się na kolejną część, istnieje. Trochę szkoda, bo liczyłem na jakieś porządne polskie dark fantasy; mało tego u nas wychodzi.

9. Komornik. Rewers - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2017

Pierwszy tom Komornika rozczarował mnie fabułą, ale zaintrygował światem, w którym nastała biblijna apokalipsa, ale coś poszło nie tak i zastępy niebieskie nie były w stanie przeprowadzić jej zgodnie z planem. Ziemia przestała się obracać i tylko wąski pas wzdłuż terminatora nadaje się do życia. Tytułowy Rewers to nazwa tej połowy Ziemi, gdzie panuje wieczna noc i władza Niebios nie sięga - to właśnie tam udaje się protagonista w pogoni za swoim nemezis. Tym razem Gołkowski radzi sobie pod względem kreacji fabuły dużo lepiej. Wprawdzie wyraźnie widać, że są to dwie powieści złożone w jedną (najpierw kończymy to, co zaczęliśmy w pierwszym tomie, a potem dostajemy kolejną opowieść, paralelną z pewnymi istotnymi wydarzeniami biblijnymi), ale nie ma tu już wrażenia, że bohater idzie od zadania do zadania, jak w grze komputerowej. Oby trzeci tom był jeszcze lepszy.

10. Martwy aż do zmroku - Charlaine Harris, MAG 2009

Oglądaliśmy z Żoną True Blood, stwierdziłem więc, że zapoznam się z literackim pierwowzorem. Na podstawie Martwego aż do zmroku powstał pierwszy sezon wspomnianego serialu i jest to ten przypadek, kiedy ekranizacja jest lepsza niż pierwowzór. Książka to takie urban fantasy typu "Ja piękna, ty piękny, a do tego jesteś wampirem, chodźmy do łóżka". Lektura była męczarnią, emocje we mnie nie wzbudziła, ale to może dlatego, że wiedziałem już, kto jest mordercą. W każdym razie nie czytajcie tego. Lepiej obejrzeć serial.

11. Dom na wyrębach - Stefan Darda, Videograf 2015

Stefan Darda - autor regularnie nominowany do Nagrody Zajdla nawet, jeśli napisze coś kiepskiego. Nie miałem dobrego zdania o jego twórczości, ale książka, którą debiutował, czyli właśnie Dom na wyrębach zbierał całkiem przyzwoite opinie. Nawet ktoś znajomy ją chwalił. A ponieważ w zeszłym roku ukazała się kontynuacja, stwierdziłem, że zapoznam się z historią od początku. Była to dobra decyzja, bo jest to najlepsza książka, jaką Darda napisał. Scenografia jest taka, w jakiej autor najlepiej się porusza, czyli mała wioska (a tutaj nawet dwudomowe sioło) w środku lasu gdzieś na krańcach Polski. Do tego dochodzi tajemnica z przeszłości, która próbuje się odegrać na bohaterach. Na deser zaś dostajemy bardzo dobre opisy przyrody, chyba najmocniejszy punkt powieści. Bardzo dobry debiut.

12. Atlas chmur - David Mitchell, MAG 2012

Zabierałem się za tę książkę od momentu, kiedy zobaczyłem ekranizację w kinie - jak widzicie, trochę czasu mi to zajęło. Jest to kolejna w tym miesiącu powieść szkatułkowa, gdzie główną rolę odgrywa władza i próby kontrolowania innych ludzi, a głównymi bohaterami są jednostki na zniewolenie się nie godzące: XIX-wieczny prawnik, międzywojenny kompozytor, dziennikarka śledcza z lat 70., współczesny nam wydawca książek, cyberpunkowy klon i członek jednego z postapokaliptycznych plemion. Ciekawa jest kompozycja powieści: najpierw poznajemy historie w kolejności chronologicznej, a każda z nich się urywa w połowie; w kolejnej bohater napotyka jakiś zapis wcześniejszej i tak jest aż do ostatniej opowieści o czasach postapokaliptycznych, a potem cofamy się w czasie. Mitchell sprawnie żongluje stylami i formą prowadzenia narracji: dziennik, listy, powieść sensacyjna, wywiad. Jest to bez wątpienia ciekawy eksperyment, z którym warto się zapoznać.

Rozgrzebałem:
- Agnieszka Stelmaszyk - Tajemnica klejnotu Nefertiti
- Jarosław Kret - Mój Madagaskar
- Andrzej Ziemiański - Virion. Wybraniec
- Jacek Adamus - Państwo Środka od środka
- Sławomir Nieściur - Wedle zasług
- Aleksandra Janusz - Utracona Bretania
- Adele Faber, Elaine Mazlish - Rodzeństwo bez rywalizacji
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

niedziela, 31 grudnia 2017

Przeczytane. Grudzień 2017

Ostatni miesiąc 2017 roku nie przyniósł jakichś spektakularnych efektów. Skończyłem trochę napoczętych dawno lektur, udało się nawet dotrwać do końca z Pismem Świętym. Wśród książek dominują utwory czytane pod kątem Zajdla/Żuławskiego i taki trend będzie się z pewnością utrzymywał jeszcze przez cztery pierwsze miesiące 2018 roku. Zapraszam.

59. Trupojad i dziewczyna - Ahsan Ridha Hassan, Genius Creations 2017 (Kindle)

Ta książka trafiła mi się przez przypadek. Kiedy kupowałem Zatopić Niezatapialną Anny Hrycyszyn, Empik podpiął złego e-booka pod mój zakup i tak zostałem z darmową książką, której nie planowałem nabywać. Minęło trochę czasu i w końcu stwierdziłem, że można by to przeczytać. Dostałem ciekawie zapowiadający się miks świata fantasy z naszą rzeczywistością, przy czym tutaj występują one na zasadzie światów alternatywnych, a konstrukcja powieści opiera się na tym, że do końca nie wiemy, który z nich dwóch jest tym prawdziwym. Zdecydowana większość wydarzeń rozgrywa się w realiach baśniowych. Niestety fabuła kuleje. Widać, że autor ma głowę pełną pomysłów, ale zabrakło mu miejsca na ich realizację. Wiele wątków prosi się o rozwinięcie, a zostają zepchnięte w cień lub zignorowane. Specjalne moce, które bohaterka zdobywa, lądując w ciele Pani Klątwy, zamiast pomagać w rozwoju fabuły, sprawiają wrażenie, jakby autorowi przeszkadzały, więc przez dość długi czas odcina od nich protagonistkę bez żadnego uzasadnienia. Szkoda, że tak wyszło, bo potencjał powieść miała spory, ale realizacja była nie najlepsza.

60. Akuszer bogów - Aneta Jadowska, Sine Qua Non 2017

Znowu Jadowska... Nie wiem, co ciągnie mnie do jej książek. Z jednej strony fajnie się je momentami czyta, potrafię się wciągnąć w przedstawioną historię, a potem główna bohaterka wygłasza jakąś przemowę albo snuje takie rozważania, że zastanawiam się, czy jest ona kobietą po trzydziestce, czy też nastolatką z zaburzeniami emocjonalnymi. Tutaj też: mogłaby być to normalna, przyjemna historia o odszukiwaniu własnej przeszłości z rozważaniami, czy na pewno dobrze jest poznawać dotyczące własnej osoby tajemnice, ale co jakiś czas Nikita musi się objawić jako emo-dziewczynka. Co jest dziwne w przypadku zawodowej zabójczyni. Niestety Jadowska popełnia cały czas te same grzechy. Dora Wilk była irytująca przez bycie Mary Sue i podobna przypadłość zaczyna dopadać Nikitę. Twarda, piękna i ze wszystkim sobie poradzi. A ja i tak, jak się znam, będę czytał następne części.

61. Wendy - Jakub Ćwiek, Artrage 2017 (Kindle)

Jedno z opowiadań Kuby Ćwieka wrzucone niedawno na Artrage. Tytuł sugeruje jakiś związek z Piotrusiem Panem, a tym samym z cyklem Chłopcy, ale jest to błędny trop. Ćwiek napisał opowiadanie o młodej dziewczynie, która przyjeżdża do małego miasteczka na opolszczyźnie i odnawia tam starą znajomość. Lekkie pióro, trochę horrorowatości i ciekawe rozwiązanie sprawiają, że warto było poświęcić dwie godziny życia na niezbyt wymagającą lekturę. Przyjemne czytadło, po którym zacząłem się zastanawiać, dlaczego nic nie wiem o Joy Division (i nie jestem aż tak zdesperowany, żeby szukać ich w wikipedii).

62. Wśród mangowych drzew - Madhur Jaffrey, Wydawnictwo Czarne 2013

Żona kiedyś znalazła na półce w Empiku i stwierdziliśmy, że opis dzieciństwa w Indiach musi być ciekawy. Tyle, że nie. Generalnie cała książka sprowadza się do "robiliśmy to i to, a potem jedliśmy to i to". Nie ma niby nic dziwnego w tym, że autorka, która prowadzi programy kulinarne i pisze książki kucharskie skupia się na gastronomicznej stronie Indii, ale posuwa się do przesady typu "umarł dziadek, była stypa, co za uczta!" Przez większą część książki potwornie się nudziłem, rozbudził mnie w zasadzie tylko fragment o oddzieleniu się Pakistanu od Indii i pokazanie, jak zmieniała się mentalność ludzi i ich pogląd na sąsiadów wyznających inną religię. Po czym okazuje się, że opis ten służy podaniu informacji, że do Delhi sprowadzili się Hindusi z Pendżabu i że przywieźli ze sobą swoją kuchnię. Kilkadziesiąt ostatnich stron to przepisy kulinarne i byłaby to może najlepsza część książki, gdyby nie to, że w Polsce niektóre składniki potwornie ciężko dostać (widział ktoś koźlinę w sklepie?) albo ich cena jest nieprzyzwoicie wysoka (jagnięcina się kłania). Zawiodłem się.

63. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu - różni autorzy, Święty Paweł 2011

Dostaliśmy Pismo Św. w prezencie ślubnym od zaprzyjaźnionych franciszkanów. Do przeczytania go od deski do deski natchnęły mnie zaś wygłoszone z ambony słowa pewnego cystersa, który określił je mianem najważniejszej książki w historii ludzkości. No i w sumie miał rację, bo chyba żaden inny tekst nie wywarł na ludzkość takiego wpływu jak Biblia (choć można się w tej kwestii spierać o rolę Koranu). Lektura zajęła mi prawie dwa lata: tekst jest w znacznej mierze ciężko przyswajalny ze względu na styl, jakim się posługują autorzy. Niemniej, uważam, że jest to bardzo wartościowa pozycja, która pozwala zrozumieć wiele zjawisk zachodzących czy to w judaizmie, czy w chrześcijaństwie. Najlepiej czytało mi się Torę i większość ksiąg historycznych, choć Pierwsza Księga Kronik jest świetnym środkiem nasennym (genealogia rodów izraelskich i panegiryk na cześć króla Dawida), a Księga Jozuego to niezbyt zajmujący opis podboju Kanaanu (bitwa, bitwa, bitwa). Należy mieć jednak na uwadze, że nie są one traktatem historycznym, a raczej religijną interpretacją historii. Świetnie też czytało się Ewangelie, zwłaszcza według św. Mateusza i św. Łukasza - obszerne teksty, które dobrze się uzupełniają, jeśli chodzi o szczegóły z życia Chrystusa. Miałem problem z księgami mądrościowymi i niektórymi prorockimi, chyba dlatego, że często były one pisane językiem poetyckim, a ja z poezją się nie za bardzo lubimy. Sprawnie przebiłem się natomiast przez Księgi Daniela i Jonasza - oba teksty są fabularyzowane, a takie wchłaniam najlepiej. Lektura Pisma Świętego w wielu miejscach daje odczuć, jak bardzo czasy się zmieniły. Poszczególne księgi pisane przez mężczyzn i dla mężczyzn pokazywały kobiety jako przedmioty będące własnością ojca lub męża, których wartość zależała albo od dziewictwa, albo od liczby urodzonych dzieci. Razi też starotestamentowe podejście do wychowywania dzieci (żeby syn szanował ojca należy nie szczędzić mu rózgi). Na szczęście cały tekst został opatrzony obszernymi komentarzami wyjaśniającymi kontekst historyczno-kulturowy i tłumaczącymi, dlaczego niektóre z rad dawnych mędrców dzisiaj nie mają racji bytu. Te komentarze i przypisy są jednym z najmocniejszych punktów nowego tłumaczenia Biblii - pozwalają ją zrozumieć każdemu. W nowym Testamencie takich zgrzytów kulturowych jest już znacznie mniej. Nadal można się czepiać tego, jak święty Piotr i święty Paweł widzą role poszczególnych osób w rodzinie (potrzebowaliśmy wszak wojen światowych, żeby się przekonać, że kobiety głupsze ani mniej zaradne od mężczyzn nie są), ale ogólne przesłanie jest takie, że szacunek należy się każdemu człowiekowi, bez względu na pochodzenie. I dobrze byłoby, gdyby współcześni hierarchowie kościelni o naukach Chrystusa, a potem głównie św. Pawła Apostoła pamiętali. Jest to bardzo wartościowa książka, po którą dobrze jest sięgnąć, nawet nie poczuwając się do związków z Kościołem Katolickim, choćby po to, żeby wiedzieć, co się krytykuje. A dla wyznawców Chrystusa powinna być to pozycja obowiązkowa, bo raczej powinno się być świadomym tego, w co się wierzy.

64. Samozwaniec. Moskiewska ladacznica. Tom I - Jacek Komuda, Fabryka Słów 2017

Komuda zakończył temat pierwszej dymitriady, ale ponieważ działalność Polaków w okolicach Moskwy na początku XVII wieku jest dla niego tematem nośnym fabularnie, postanowił wrócić w tamte rejony i opisać próby osadzenia na carskim tronie kolejnego Dymitra Samozwańca. Mam świadomość, że autor dobrze się czuje w realiach Rzeczypospolitej Szlacheckiej, ale tutaj chyba trochę zabrakło mu fantazji. Książka jest krótka i odniosłem wrażenie, że niewiele się tu dzieje. Ot, Dymitr zgromadził polskie wojska, odbyło się parę bitew i tyle. Brakuje tu też wyrazistego protagonisty, jakim w czterotomowym Samozwańcu był Jacek Dydyński. Tutaj wydaje się, że taką rolę ma pełnić Lisowski, ale Komuda poświęca mu zdecydowanie za mało czasu antenowego. Autorowi zdarza się też porzucać bohaterów w środku powieści (tak jest na przykład z Maryną Mniszchówną, która znika po dwóch rozdziałach jej poświęconych - prawdopodobnie wróci w kolejnym tomie). Na pewno jest to materiał na ciekawą opowieść, ale tutaj chyba w grę wchodziły krótkie deadline'y, bo Moskiewska ladacznica sprawia wrażenie niedopracowanej, nawet biorąc pod uwagę, że jest to zaledwie pierwszy tom.

Rozgrzebane:
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- David Mitchell - Atlas Chmur
- Agnieszka Stelmaszyk - Tajemnica klejnotu Nefertiti
- Jarosław Kret - Mój Madagaskar
- Andrzej Ziemiański - Virion. Wybraniec
- Anna Kańtoch - Niepełnia
- Magdalena Kozak - Renegat
- Jacek Łukawski - Krew i stal
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

Podsumowanie roku

Wyszedł mi najsłabszy czytelniczo rok od wielu lat. 64 książki to niewiele, raptem 5,3 książki miesięcznie, ale przyzwyczaiłem się już, że przy dwójce dzieci szybkie czytanie nie wchodzi w grę. Na pewno spory udział w takim wyniku miało mozolne przebijanie się przez Pismo Święte, które pochłonęło sporo mojego czytelniczego czasu. Udało mi się dotrwać do końca, więc w przyszłym roku wynik powinien być nieco lepszy. Wśród lektur tradycyjnie dominowała polska fantastyka, trochę też wpadło zagranicznej i literatury głównonurtowej. Zdecydowanie za mało jak na mój gust przeczytałem książek podróżniczych - w przyszłym roku trzeba się będzie poprawić w tej kwestii. Aż piętnaście pozycji wyszło nakładem Fabryki Słów. Wydawnictwo niby jest krytykowane za jakość wydawanych tekstów, ale widać, że na polskim poletku fantastycznym nie mają sobie równych - wydają uznane na rynku nazwiska, co pozwala im zarabiać pieniądze i wypuszczać na rynek jeszcze więcej książek. W roku 2017 dominowały papierowe wersje książek. Na Kindle'u przeczytałem tylko 27 pozycji, co mocno mnie zaskoczyło, bo myślałem, że będę odchodził od papieru na rzecz elektroniki. Do grona podsuwaczy literatury dołączył mój Syn, który ściąga czasem coś z półki i przynosi, mówiąc "Tata poczyta". W ten sposób zabrałem się za kilka książek (w tym sporo tych, które wymieniłem wyżej jako rozgrzebane.

Podziękowań w tym roku mało, bo odkąd się wyniosłem z Poltera, prawie nikt się nie przyznaje do czytania tego bloga:
  • dla Żony za cierpliwość i zrozumienie, że czasem potrzebuję czasu na spokojne czytanie
  • dla Syna i Córki, którzy co jakiś czas wskazywali kolejną lekturę (choć ona raczej nieświadomie)
  • dla Gosi, która jako jedyna z czytelników zostawia tutaj po sobie ślad

Do przeczytania w kolejnym roku.

środa, 20 grudnia 2017

Przeczytane. Listopad 2017

Na początku przepraszam za zwłokę z publikacją notki, ale nie zdążyłem jej napisać na początku miesiąca, a potem się urlopowałem bez dostępu do sieci. Myślałem, że listopad będzie lepszym miesiącem, choć mam świadomość, że mikra liczba ukończonych lektur wynika z faktu, że upłynął on pod znakiem Cherezińskiej i mozolnego przebijania się przez Pismo Święte. O dziwo (biorąc pod uwagę liczbę rozgrzebanych papierowych książek), tym razem trzy z pięciu książek były w formie elektronicznej - powinienem powoli wracać do czytania głównie na Kindle'u, choć nastąpi to raczej dopiero w przyszłym roku, jak już się z Biblią uporam. A teraz zapraszam do sprawdzenia, co takiego ostatnio przeczytałem.

54. Skrzydła nocy - Robert Silverberg, MAG 2017

Chciałem mieć jakąś odskocznię od polskiej fantastyki, a że była to książka miesiąca w NF, do tego niezbyt obszerna, a przy okazji uzupełniała moje braki w klasyce światowej SF, postanowiłem zdjąć ją z półki. Szybko okazało się, że pierwsze z tworzących tę powieść trzech opowiadań czytałem jakiś czas temu w Fantastyce i bardzo sobie ten tekst chwaliłem. Powtórna lektura tylko wzmocniła pozytywny odbiór tekstu. Jest to bardzo ładnie napisana powieść postapokaliptyczna, gdzie resztki ludzkiej cywilizacji żyją w oczekiwaniu na inwazję z kosmosu, przy czym spodziewają się jej od tak dawna, że mało kto wierzy, że ona w ogóle nadejdzie. Wyszedł świetny utwór o pielgrzymce, poszukiwaniu i odkupieniu.

55. Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu - antologia, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Zacząłem czytać ten zbiór po ogłoszeniu nominacji do Zajdli. Potem szło mi jak krew z nosa. No i mam problem z tą książką taki, że niemal żadne z opowiadań nie zapadło mi w pamięć, co znaczy, że są idealnie przeciętne. W zasadzie w głowie zostały mi tylko teksty, które przeczytałem najwcześniej, czyli Na nocnej zmianie Anny Szumacher i Panicz z Ertel-Sega Agnieszki Hałas. To drugie, rozgrywające się w świecie Teatru Węży jest w ogóle najmocniejszym punktem antologii. Tytułowe opowiadanie zaś bardzo mnie zawiodło i nie rozumiem ani nominacji do Zajdla, ani zwycięstwa w konkursie zorganizowanym przez Falkon i Fabrykę Słów, którego owocem jest niniejszy zbiór. Pozostałe teksty, jak już pisałem, szybko wyleciały mi z pamięci.

56. Polska 2.0 - Jacek Inglot, W.A.B. 2016 (Kindle)

Do przeczytania tej książki zaś przekonało mnie wyróżnienie w nagrodzie Żuławskiego. Jej treść stanowią dwie minipowieści, które przedstawiają niedaleką przyszłość Polski, w której do władzy dochodzi skrajnie populistyczna partia, która dla dotrzymania obietnic przedwyborczych doprowadza kraj do ruiny gospodarczej i politycznej i całkowitym ograniczeniem wolności obywatelskiej. Inglot przedstawia dwa możliwe scenariusze: w pierwszym ludzie skutecznie się buntują, w drugim opozycja ponosi druzgocącą klęskę. Jest to bardzo ciekawa wizja, zwłaszcza w obliczu obecnych wydarzeń na polskiej scenie politycznej (co ciekawe Inglot pisał oba teksty przed rozpoczęciem obecnej kadencji Sejmu). Przedstawiona tu wizja przyszłości jest przerażająca zwłaszcza, że wydaje się być dość prawdopodobna.

57. Tu mieszkali Guaranie - Jan Gać, Bernardinum 2015

Syn dał mi to do przeczytania, mówiąc "Tata poczyta o mamie" (taką treść książki zasugerowała mu okładka). Nie byłem pozytywnie nastawiony do Gacia po lekturze El Camino - odrzucał mnie jego fanatyzm religijny i spodziewałem się, że skoro tym razem porusza temat jezuitów, również będzie mnie irytował. Takie podejście sprawiło jednak, że pozytywnie się zaskoczyłem. Nie sprawdzałem faktów w innych źródłach, ale opis wydarzeń związanych z powstaniem i upadkiem redukcji indiańskich w Ameryce Południowej sprawia wrażenie rzetelnego. Jest on wprawdzie laurką wystawioną Towarzystwu Jezusowemu, lecz wydaje się, że autor próbuje obiektywnie przedstawić fakty. Właściwie najsłabszym punktem książki są dialogi Gacia z jego towarzyszką podróży (żoną?): brzmią potwornie sztucznie i często służą jedynie pochwaleniu się wiedzą na temat Indian i europejskich zakonników.

58. Płomienna korona - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2017 (Kindle)

Cherezińska kończy swój cykl o odrodzeniu Królestwa Polskiego po rozbiciu dzielnicowym. Poprzednie tomy wydawały się być cegłami, a tu nagle zostałem zaatakowany ponad tysiącem stron tekstu w trzeciej części. Na szczęście tekst jest gęsto wyładowany treścią - autorka skupia się nie tylko na końcowych etapach walki Łokietka o polski tron, ale sporo miejsca poświęca też rozgrywkom politycznym w Czechach, a ponadto stara się zakończyć wszystkie wątki, które rozwinęła w dwóch wcześniejszych tomach. Niestety w wielu przypadkach odczuwałem niedosyt - o ile kwestie Łokietka i Czech są sprawnie poprowadzone, o tyle wątki poboczne pozostawiają w dużej części pewien niedosyt. Po macoszemu została potraktowana historia Michała Zaremby i pogan, większe nadzieje też wiązałem z rozwinięciem prologu. Z drugiej strony, Cherezińska dobrze sobie radzi tam, gdzie wątek kończy się śmiercią bohatera (czyli w zasadzie we wszystkich przypadkach, kiedy bohater umiera przed koronacją Łokietka, bo to wydarzenie kończy powieść). Mimo drobnych niedociągnięć jest to bardzo dobra lektura, którą przyjemnie się czyta i która może zachęcić do zgłębienia historii ostatnich piastowskich władców Polski.

Ciągle czytam i czytam:
- Pismo święte Starego i Nowego Testamentu
- Aneta Jadowska - Akuszer bogów
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- Madhur Jaffrey - W cieniu mangowych drzew
- David Mitchell - Atlas Chmur
- Jacek Komuda - Samozwaniec. Moskiewska ladacznica. Tom I
- Agnieszka Stelmaszyk - Tajemnica klejnotu Nefertiti
- Jarosław Kret - Mój Madagaskar
- Andrzej Ziemiański - Virion. Wybraniec
- Ahsan Ridha Hassan - Trupojad i dziewczyna
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

wtorek, 7 listopada 2017

Przeczytane. Październik 2017

W październiku przeczytałem siedem książek, co, biorąc pod uwagę moje ostatnie wyczyny, jest wynikiem bardzo przyzwoitym. Pięć lektur wybrałem sobie sam (i te były w wersji elektronicznej), dwie zaś zasugerowała mi rodzina (te już były z martwego drzewa). Generalnie autorzy, po których sięgnąłem w tym miesiącu, byli mi już wcześniej znani, więc wiedziałem, czego się po nich spodziewać, ale trafili się też tacy, z którymi kontaktu nie miałem wcześniej w ogóle (Simmons, Halik) albo był on niewielki (Inglot). Nie zawiodłem się na nich.

47. Stalowe szczury. Königsberg - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Niby trzeci tom cyklu, a tak naprawdę prequel, którego akcja rozgrywa się w Królewcu, z dala od frontu. Zmiana miejsca akcji wyszła książce na dobre. Narzekałem już, że frontowe opisy ciągłych strzelanin są najzwyczajniej w świecie nudne. Gołkowski postanowił wysłuchać mojego wołania (choć wcale o nim nie wiedział) i stworzył całkiem niezłą powieść szpiegowską, gdzie główne role grają bohaterowie znani już z Błota i Chwały, choć tam występowali na drugim lub trzecim planie. Autorowi dobrze udało się ukazać obraz czasu wojny, która to wojna ma miejsce gdzieś daleko i zamiast się nią bardzo przejmować, można zorganizować bal. Ewentualnie powzdychać nad trudnym losem żołnierza, który ze względu na rany został wycofany z pola walki. Jak na razie jest to najciekawsza część cyklu, intryga się klei, bohaterów można polubić, tylko co jakiś czas trafia się mocno przewidywalny zwrot akcji. Niemniej, jest to całkiem przyjemna lektura.

48. Czas odkupienia - Vladimir Wolff, Warbook 2016 (Kindle)

Wolff był dla mnie do tej pory polskim Clancym, teraz zaś postanowił stać się polskim Głuchowskim. Akcję kolejnej swojej powieści umieścił w postapokaliptycznym Berlinie, którego mieszkańcy schronili się przed zagładą w tunelach tamtejszego metra. Brzmi znajomo, prawda? Z jakichś przyczyn nie wydał swojej książki w ramach Uniwersum Metro 2033, ale inspiracje twórczością Rosjanina wprost biją po oczach. Trzeba mu jednak oddać, że sprawnie kreuje intrygę, tworzy ciekawe stronnictwa walczące o wpływy w tunelach i kreuje żywych bohaterów. To jednak trochę mało zalet przy braku oryginalności powieści. Książek, których akcja toczy się w podziemiach metra, jest w ostatnim czasie bardzo dużo, nie wiem więc, dlaczego ktoś miałby wybrać akurat tę. I to jest jej podstawowy problem: jest jedną z wielu podobnych powieści i nie wyróżnia się niczym szczególnym.

49. Sodomion - Jacek Inglot, Uroboros 2015 (Kindle)

Z twórczością Jacka Inglota nie miałem do tej pory dużego kontaktu, ot, przeczytałem raptem jeden zbiór opowiadań, który napisał razem z Andrzejem Drzewińskim. W Sodomionie również stawia na krótką formę, tym razem koncentrując się na tematyce seksu i związków międzyludzkich.
Chyba najbardziej uderzającym tekstem jest Grono. Krótka story o miłości, gdzie przedstawił wizję przyszłości, w której bohaterowie żyją w komunach, a do ich obowiązków należy uprawianie seksu z każdym innym członkiem grupy, który ma na to ochotę. Dość przerażająca wizja. Inne opowiadania dają nam różne odmiany SF: trochę kosmicznej, trochę ziemskiej socjologicznej; trafiają się też horrory (Konsumenci, Inquisitor). Ogólnie jest to bardzo miła lektura, która pokazuje, że mimo panującej znieczulicy w ludziach i tak odzywają się uczucia.

50. Miasteczko - Robert Cichowlas, Łukasz Radecki, Videograf 2015 (Kindle)

Horror z krwi i kości. Niby powstało już multum utworów o małych miasteczkach zagubionych pośrodku niczego, gdzie wróble nie dolatują, a bohaterowie jakoś do nich trafiają i zamierzają w nich odpocząć, ale Cichowlas i Radecki pokazują, że i z takiego oklepanego motywu da się wyciągnąć coś ciekawego. Autorom udało się stworzyć ciekawą historię, która straszy wtedy, kiedy ma straszyć, i obrzydza, kiedy ma obrzydzać. Bardzo dobrze poradzili sobie z wykreowaniem nastroju zagubienia, a coś, co zapowiada się na survival horror sprawnie wymieszali z elementami gore - przedstawionych tu niewyżytych seksualnie demonic raczej nikt nie chciałby spotkać. Brawa też należą się twórcom za zakończenie: mimo pewnych sygnałów udało im się mnie zaskoczyć.

51. Drood - Dan Simmons, MAG 2012

A to jest jedna z książek, które Syn mój zdjął z półki i przyniósł mi, mówiąc: "Tata poczyta". Szybko się znudził, a ja zostałem z lekturą, której nie miałem zamiaru teraz czytać, ale skoro już zacząłem, to głupio mi było odłożyć ją na półkę. No i szło mi jak krew z nosa, ale to dlatego, że uczyniłem z Drooda książkę do toalety, a jest on porządną cegłą. Jak można się domyślić po tytule powieści, Simmons nawiązuje do ostatniej, nieukończonej powieści Charlesa Dickensa pt. Tajemnica Edwina Drooda. Funkcję narratora obejmuje jego przyjaciel i rywal Wilkie Collins i to z jego perspektywy opisane są ostatnie lata życia sławnego angielskiego powieściopisarza. Podstawą do rozważań staje się katastrofa kolejowa pod Staplehurst, którą Dickensowi udało się przeżyć, ale która odbija się na jego późniejszym zachowaniu. Fakt, że umiera on dokładnie w piątą rocznicę wypadku, również staje się dla Simmonsa ciekawym nośnikiem fabuły. Co uderza to sposób, w jaki autor prowadzi narrację. Wydarzenia toczą się powoli, rzekłbym nawet, że majestatycznie; wyraźnie czuć tu angielską flegmę i niesamowitą umiejętność omijania sedna sprawy, żeby opowiedzieć jeszcze kilka historii pobocznych. Wielokrotnie byłem zły na autora, że nie posuwa głównego wątku do przodu, ale o to w tym wszystkim chodzi, żeby czytelnik nie mógł się doczekać tego, co wydarzy się na następnych stronach. Trzeba będzie nadrobić twórczość Simmonsa; może w wolnej chwili sięgnę po Hyperion?

52. 180 000 kilometrów przygody - Tony Halik, Bernardinum 2006

Zaczęło się od tego, że Żona ze zdziwieniem stwierdziła: "Nie czytałeś Halika?". Przeczytałem więc, mając w pamięci jakieś urywki programu Pieprz i wanilia oglądanego w telewizji we wczesnym dzieciństwie (prawie nic z tego w głowie do dziś nie zostało). Pierwszy wrażenie było takie, że czytam zbiór luźnych artykułów relacjonujących podróż autora jeepem z Buenos Aires na Alaskę. Po pewnym czasie jednak okazało się, że poszczególne fragmenty książki tworzą bardzo ciekawy zapis wyprawy. Halik bez przerwy nawiązuje kontakty z lokalnymi ludźmi, opisuje ich obyczaje i wierzenia i stara się prowadzić takie życie, jak napotkane przez niego osoby, mieszkając w indiańskiej wiosce, towarzysząc łowcom głów czy też pracując przy wydobyciu szmaragdów. Choć nigdzie nie jest to napisane, reportaż ten to zaledwie pierwszy z dwóch tomów: drugi to Jeep. Moja wielka przygoda, którego lektura jeszcze przede mną. Jak wszystkie książki z serii Biblioteka Poznaj Świat powstającej pod patronatem Wojciecha Cejrowskiego, tak i ta opatrzona jest solidną porcją zdjęć wydobytych z archiwum jednego z najbardziej znanych polskich podróżników.

53. Wiara - Anna Kańtoch, Wydawnictwo Czarne 2017 (Kindle)

Moja ulubiona polska autorka ostatnio coraz częściej porzuca fantastyczny matecznik, z którego się wywodzi, i zabiera się za pisanie czystej krwi kryminałów. I robi to bardzo dobrze. Późny PRL (po katastrofie w Czarnobylu), mała wieś w Beskidzie Żywieckim, zwłoki zamordowanej dziewczyny na torach kolejowych, przeklęta parafia, w tle budowa elektrowni atomowej (na moje oko zainspirowana elektrownią Żarnowiec) i mroczna tajemnica z przeszłości. Oczywiście, jak to na wsi: wszyscy wszystko wiedzą, ale obcemu nikt nie powie. W tak przygotowany grunt Kańtoch wrzuca swojego bohatera: przyjezdnego milicjanta, który ma rozwiązać sprawę, z którą nie poradzili sobie lokalni funkcjonariusze. Podoba mi się to, jak autorka podrzuca tropy czytelnikowi, aby ten sam mógł rozwikłać zagadkę. Bardzo fajnie też przedstawiła mentalność polskiej wsi. Jest to bardzo dobry przykład tego, jak należy pisać kryminały: wszystko ma tu swoje miejsce i nie zdarzyło mi się, że musiałem zgrzytać zębami na jakieś rozwiązanie fabularne. Brawo!

Jak zwykle na koniec rozgrzebane lektury:
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
- antologia - Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu
- Jan Gać - Tu mieszkali Guaranie
- Aneta Jadowska - Akuszer bogów
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- Madhur Jaffrey - Wśród mangowych drzew
- Robert Silverberg - Skrzydła nocy
- David Mitchell - Atlas Chmur
- Jacek Komuda - Samozwaniec. Moskiewska ladacznica. Tom 1
- Agnieszka Stelmaszyk - Tajemnica klejnotu Nefertiti
- Elżbieta Cherezińska - Płomienna korona
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

sobota, 7 października 2017

Przeczytane. Wrzesień 2017

Pierwszy miesiąc od kiedy posiadam Kindle'a, kiedy wszystkie przeczytane książki były w formie papierowej. Selekcji lektur dokonywałem głównie pod kątem kolejnych Zajdli, przy czym oprócz tegorocznej fantastyki sięgnąłem również po poprzednie tomy rzeczy, które się w tym roku ukazały. Jak zwykle w tym roku, wynik byłby o wiele bardziej okazały, gdybym nie czytał intensywnie Pisma świętego (skończyłem Stary Testament, powinienem więc spokojnie dotrzeć w tym roku do końca). Zapraszam do lektury.

41. Tamta strona świata - Eugeniusz Dębski, Fabryka Słów 2008

Z cyklu o Owene Yatesie Dębskiego czytałem do tej pory wyłącznie Władców nocy, złodziei snów, które paręnaście lat temu trafiło w mój gust. Pozostałe tomy od dłuższego czasu zalegały mi w mieszkaniu, aż w końcu zdecydowałem się sięgnąć po pierwszy z nich. Otrzymałem fajną powieść kryminalną, osadzoną w niedalekiej przyszłości, z cynicznym detektywem w roli głównej. Tenże detektyw, otrzymując zlecenie, wplątuje się w aferę, która zdaje się go przerastać - ostatecznie do rozwiązania sprawy nie wykorzystuje Holmesowskiej dedukcji, ale raczej wyjaśnienie samo na niego spada poprzez działania jego antagonistów. Na początku znajduje się cytat z Raymonda Chandlera, więc może taki jest sposób prowadzenia fabuły przez twórcę detektywa Marlowa, z którego zaczerpnąć postanowił Dębski - nie wiem, doba jest niestety za krótka, żebym i po Chandlera sięgnął (choć kusi mnie, przyznać muszę). Samo wyjaśnienie sprawy tajemniczych śmierci ludzi, którym w pewnym momencie całkowicie zmieniły się osobowości, nie jest tym, czego się spodziewałem, ale to chyba można potraktować jako zaletę, jeśli mówimy o kryminale.

42. Różaniec - Rafał Kosik, Powergraph 2017

Długo trzeba było czekać na kolejną dorosłą powieść Kosika. Na szczęście lata pracy nad nią przeplatane kolejnymi tomami Felixa, Neta i Niki i Amelii i Kuby nie poszły na marne, bo do rąk dostałem rewelacyjną socjologiczną SF. Z początku wydaje się, że akcja toczy się w przyszłej wersji znanego nam świata, gdzie zachowanie ludzi jest monitorowane przez g.A.I.a, czyli program komputerowy, mający na celu wyliczanie, jak bardzo zwiększa się szansa, że ktoś popełni przestępstwo. A kiedy szansa na to jest już odpowiednio duża, taki obywatel zostaje prewencyjnie usunięty ze społeczeństwa. Później dowiadujemy się, że poszczególne miasta zostały wystrzelone w kosmos i orbitują dookoła Słońca. Kreacja świata trochę pachnie Orwellem, trochę Raportem mniejszości Dicka, a trochę Zajdlem w kwestii tego, jak łatwo z układu mogłoby się wydawać idealnego robi się dystopia. A kiedy wydaje się, że wiadomo już, o co chodzi, bo Kosik rzuca czytelnikowi wyraźne ślady, okazuje się, że powieść ma też drugie i trzecie, i czwarte dno. Świetna lektura.

43. Na skraju Strefy. Tom 1 - Krzysztof Haladyn, Fabryka Słów 2016

Tym razem do czarnobylskiej Zony postanowiłem zajrzeć razem z Krzysztofem Haladynem. Ten się przynajmniej przyznaje, że to, co napisał, to zaledwie pierwszy tom dłuższej historii. A jest to opowieść o żołnierzu kompanii karnej, który zmuszony jest uciec ze swojej jednostki i zaszyć się w Zonie. Początkowo jest typowym świeżakiem, który nie przeżyłby w strefie pięciu minut, ale potem bardzo szybko (moim zdaniem nieco za szybko) zdobywa doświadczenie i potrafi sobie poradzić z wieloma problemami. Fabuła jest zadaniowa, czyli idziemy z punktu A do B, żeby wykonać jakąś misję, potem do C i do D, bo okoliczności tego wymagają. Nie jest to zbyt skomplikowane, ale widać, że autor czuje teren, w którym się porusza i wszystko wydaje się mieć ręce i nogi; no i w końcu to ma być lekka lektura dla zrelaksowania się, a nie ciężkostrawne coś do wysilania mózgownicy. W tej kategorii powieść się bardzo dobrze sprawdza.

44. Grimm City. Bestie - Jakub Ćwiek, Sine Qua Non 2017

Ćwiek za każdym razem urzeka mnie swoją umiejętnością sięgania do popkultury i przetwarzania jej w celu tworzenia ciekawych fabuł. Po raz drugi już w cyklu Grimm City dostajemy kryminał ociekający wprost klimatem noir i pełny odniesień do baśni braci Grimm (wszak sam tytuł mówi, skąd autor wyciąga motywy). Od razu przed oczami pojawiają się panowie w fedorach, próbujący rozwikłać ponure sprawy pośród rodów mafijnych i wszechobecnej korupcji. Tutaj takie dochodzenia są dwa - wydają się niezależne, jedno jest na ustach wszystkich, a drugim nikt poza detektywem je rozwiązującym się nie przejmuje, ale Ćwiek cały czas sugeruje, że są one ze sobą powiązane. Jak? Do tego już trzeba przeczytać książkę. Mnie rozwiązanie obu spraw zaskoczyło i, choć przez moment kręciłem nosem na to, co Kuba zaproponował, ostatecznie uznałem, że z premedytacją zakończył powieść w ten sposób.

45. Nocarz - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2015

Głośna swego czasu w fandomie (nocarzy na kowentach było sporo) powieść Magdaleny Kozak opowiadająca o wampirzej komórce w ABW, po którą w końcu sięgnąłem z okazji wydania ostatnio przez autorkę czwartego tomu. Dobrze się to czyta - szybka akcja, dobrze pokazana ewolucja protagonisty od ignoranta przez świeżaka po pełnokrwistego agenta. Niestety znajomość tytułu drugiego tomu sprawiła, że wiedziałem, jak się Nocarz skończy, ale i bez tego łatwo można zakończenie przewidzieć (choć sposób, w jaki do niego dojdzie już nie koniecznie), bo zdanie, że żaden nocarz nigdy nie zdradził pojawia się w powieści zbyt często. Widać też, że utwór ten od początku był pomyślany jako pierwszy tom większej całości i pozostawił mnie z silną chęcią dowiedzenia się, jakie będą dalsze losy Vespera, a to już jest spora zaleta książki.

46. Poczytaj mi, mamo. Księga siódma - antologia, Nasza Księgarnia 2016

Miałem w planach najpierw czytać szóstą część tego cyklu, ale Syn rzekł "Tata poczyta fioletową książeczkę", więc sięgnąłem od razu po księgę siódmą. Prawdę mówiąc, zawiodłem się. Nie ma tu niczego, co by na dłużej przykuło moją uwagę, idei stojącej za niektórymi z dziesięciu zebranych tu tekstów czasami nie rozumiem - nie wiem, co autorzy chcieli przekazać młodemu czytelnikowi (tutaj prym wiedzie opowiadanie Ten dziwny Eryk). Na szczęście trafiły się też dobre opowiadanka, jak na przykład Legenda o tarczy i mieczu Hanny Łochockiej z ilustracjami bardzo przeze mnie cenionej Anny Stylo-Ginter. Innym solidnym punktem tej książki jest tekst Samo się Jadwigi Jasny-Mazurek, które uczy odpowiedzialności za własne działania już w bardzo młodym wieku. Mimo tych nielicznych pozytywów, odniosłem wrażenie, że najlepsze teksty będące w dyspozycji Naszej Księgarni znalazły się w pierwszych tomach serii. Szkoda.

- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
- Dan Simmons - Drood
- antologia - Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu
- Tony Halik - 180 000 kilometrów przygody
- Jan Gać - Tu mieszkali Guaranie
- Aneta Jadowska - Akuszer bogów
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- Madhur Jaffrey - Wśród mangowych drzew
- Vladimir Wolff - Czas odkupienia
- Michał Gołkowski - Stalowe szczury. Königsberg
- Robert Silverberg - Skrzydła nocy
- David Mitchell - Atlas Chmur
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

poniedziałek, 4 września 2017

Przeczytane. Sierpień 2017

Kolejny miesiąc minął, a w nim tylko pięć ukończonych książek, w tym dwie przeczytane dzieciom. Mocno spowalnia mnie lektura Pisma Świętego, a do tego sporo rzeczy mam rozgrzebanych i je sobie lekko podczytuję. O dziwo większość sierpniowych książek to wersje papierowe. Wśród rozpoczętych również dominuje papier, pewnie dlatego, że w przypadku Kindle'a jestem bardziej systematyczny. Jedyny przeczytany e-book to efekt wyjazdu na Polcon.

36. Fantastyczy Pan Lis - Roald Dahl, Znak 2017

Krótka historyjka, którą czytałem Synowi. Opowiada ona o próbie przetrwania rodziny lisów, na których uwzięli się trzej gospodarze regularnie okradani przez tytułowego Pana Lisa. Mój problem z tą książką polega na tym, że promuje ona niewłaściwe postawy. Wprawdzie Pan Lis jest dobrym ojcem i mężem, który dba o rodzinę, ale jednocześnie jest on cwaniaczkiem i złodziejem; oceny tej nie poprawia fakt, że jego adwersarze są naprawdę antypatycznymi ludźmi. Nie podoba mi się również wulgarność tej mikropowieści. Nie ma tu co prawda jakiegoś ciężkiego kalibru słów, ale "choler" się już zgromadziło całkiem sporo. Jak na książkę dla dzieci, rzecz jest nie do przyjęcia.

37. Reksio. Dobranocka wszech czasów - Maria Szarf, Papilon 2017

A tę książkę z kolei czytałem Córce. Jest to zbiór opowiadań, z których każde przedstawia jakąś formę spędzania wolnego czasu. Może opisane w pierwszym z nich taplanie się w błocie nie jest czymś, co warto by naśladować, ale pozostałe są całkiem przyzwoite. Reksio idzie na wędrówkę w góry, pływa żaglówką, nurkuje albo idzie do cyrku. Fajnie było przypomnieć sobie bohaterów znanych z dzieciństwa i poznać kolejne ich przygody, które pokazują młodym ludziom, że można oderwać oczy od ekranów telefonów i wyjść na świeże powietrze.

38. Echa - Michał Cholewa, Warbook 2017

Kolejna książka z cyklu Algorytmy Wojny to zbiór bardzo dobrych opowiadań, w których Cholewa pokazuje, że bardzo dobrze czuje się zarówno w poważnej tematyce, jak i w luźniejszych tekstach. Jeden z utworów miałem przyjemność czytać już wcześniej (chodzi o Echo publikowane wcześniej w antologii Światy równoległe), ale dopiero teraz, podczas ponownej lektury mocno mnie uderzył sposobem, w jaki Misiek rozwiązuje akcję. W ogóle zaskakujące zakończenia są mocną stroną jego twórczości. Może lektura ta nie ma bezpośredniego związku z fabułą powieści z cyklu, ale stanowi ciekawe spojrzenie na to, co działo się tuż po buncie sztucznych inteligencji. Bardzo przyjemna rzecz.

39. Wszystko się stało - Joanna Mucha, W.A.B. 2017 (Kindle)

Po tę niezbyt obszerna powieść sięgnąłem zainteresowany nazwiskiem autorki. Nieczęsto się wszak zdarza, żeby minister (czy też ministra) zostawał autorem na fantastycznym poletku. Mam ambiwalentne uczucia odnośnie tej lektury. Brakuje tu jakiejś wartkiej akcji, fabuła przez większą część przypomina almanach farmera, a autorka bardziej niż na kreacji świata przedstawionego skupia się na przedstawieniu reakcji ocalałych ludzi na zaistniałą sytuację. Jest to nieco inne podejście do tematu niż zazwyczaj mogłem obserwować w postapokaliptycznej literaturze, co stanowiłoby zaletę powieści, ale wszystkim opisom (może poza ostatnią częścią) brakuje pazura, który sprawiłby, że nie miałbym ochoty odrywać się od lektury. Przydałoby się też dopisać jeszcze jeden rozdział, bo w obecnej formie powieść sprawia wrażenie niedokończonej. Czyżby przygotowanie gruntu pod kontynuację?

40. Głębia. Napór - Marcin Podlewski, Fabryka Słów 2017

Trzeci tom space opery w świecie, w którym najpierw ludzkość stoczyła wojnę z obcymi, a potem ze zbuntowanymi sztucznymi inteligencjami. Podlewski rzuca więcej światła na genezę tego pierwszego konfliktu, dość zaskakująco łącząc ją z obecnymi wydarzeniami. Autor stara się poświęcić odpowiednio dużo miejsca dla każdego z głównych bohaterów, ale ponieważ jest ich dużo i rozsiani są po całej galaktyce, każdy z nich efekcie dostaje nieco za mało czasu antenowego. Rozumiem jednak, że jako przedostatni tom Napór stanowi zaledwie przygrywkę przed wielkim finałem i w tej roli wydaje się sprawdzać bardzo dobrze. Podlewski sprawnie ustawia na planszy wszystkie pionki i pozostaje tylko czekać, w jaki sposób poprzestawia je w wieńczącym cykl Bezkresie.


Rozgrzebałem:
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
- Dan Simmons - Drood
- Jakub Ćwiek - Grimm City. Bestie
- Krzysztof Haladyn - Na skraju Strefy. Tom 1
- antologia - Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu
- Tony Halik - 180 000 kilometrów przygody
- Jan Gać - Tu mieszkali Guaranie
- Aneta Jadowska - Akuszer bogów
- Eugeniusz Dębski - Tamta strona świata
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- Madhur Jaffrey - Wśród mangowych drzew
- Vladimir Wolff - Czas odkupienia
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni
- antologia - Poczytaj mi, mamo. Księga siódma

wtorek, 1 sierpnia 2017

Przeczytane. Lipiec 2017

Nawet nieźle poszło w porównaniu z poprzednimi miesiącami. Sześć książek przeczytałem, napoczętych mam kolejne dziesięć (sporo zasobów czasowych poświęcają starcia z Pismem Św.), z których połowę powinienem spokojnie skończyć w sierpniu. Wersje papierowe i elektroniczne książek rozkładają się równomiernie, bo ostatnio zadziwiająco dużo rzeczy kupiłem pod postacią martwego drzewa. Trochę martwi mnie fakt, że próbuję być na bieżąco z nowościami, a nie przybywa mi przeczytanych pozycji wśród zalegających w mieszkaniu stert książek. Muszę się bardziej postarać, ale to chyba dopiero w tedy się uda, jak dzieci podrosną.

30. Idź i czekaj mrozów - Marta Krajewska, Genius Creations 2016 (Kindle)

Nie zdążyłem przeczytać tej książki przed nominowaniem do Nagrody Zajdla, a że nominację i tak dostała, to uzupełniam braki przed polconowym głosowaniem. Autorkę znałem wcześniej z bardzo dobrych opowiadań osadzonych w realiach wiejsko-słowiańskiego fantasy, byłem więc mocno zainteresowany tym, jak sobie poradziła w długiej formie. No i wyszło jej całkiem fajnie. Krajewska sprawnie opisuje życie wioski gdzieś na odludziu, pokazuje lokalne zwyczaje i wierzenia i opowiada, w jaki sposób realizuje się pewna przepowiednia, w którą nikt już na dobrą sprawę nie wierzy. Niestety mój zachwyt został stonowany przez trzy niespodziewane słowa: "Koniec tomu pierwszego". Naprawdę tak trudno napisać książkę w jednym tomie? Na pięciuset stronach można przecież zmieścić całkiem rozbudowaną fabułę.

31. Dobro złem czyń - antologia, Genius Creations 2017

Antologia ta jest wynikiem jakiegoś konkursu zorganizowanego przez wydawnictwo Genius Creations. Ponieważ pisać nie umiem i konkursów literackich nie śledzę, nie miałem pojęcia, że coś takiego się odbywa. No i jak można się spodziewać, nazwiska autorów startujących w zawodach nie są jakoś bardziej znane, co nie znaczy, że stworzone przez nich teksty są niskiej jakości. Ja kupiłem tę książkę ze względu na dwa opowiadania Magdaleny Kucenty, obecnie drugi rok z rzędu nominowanej do Nagrody Zajdla, i nie zawiodłem się na niej, zwłaszcza na Algorytmie mniejszego zła, gdzie poruszany jest temat śmierci niewinnych i cudownych wskrzeszeń grzeszników. Drugi jej tekst, Papierowe dusze to z kolei ciekawe cyberpunkowe opowiadanie, które dzięki pytaniom o to, czym jest rzeczywistość, nasuwa pewne skojarzenia z pisarstwem Dicka. Spośród autorów znany mi jest jeszcze Istvan Vizvary, którego twórczość poznałem w fantastycznych czasopismach. Tutaj napisał interesujące, choć mało dynamiczne urban fantasy, o dokonującym aktów zemsty ekspresie do kawy... W sumie zebrano tu dziesięć niezbyt długich opowiadań, którym warto poświęcić nieco czasu.

32. Trzy stygmaty Palmera Eldritcha - Philip K. Dick, Rebis 2012

Czasem Syn przytaszczy jakąś książkę, którą znajdzie na mojej półce i domaga się przeczytania. Jakiś czas temu przyniósł mi Trzy stygmaty Palmera Eldritcha (a potem jeszcze Hyperiona i Obcego w obcym kraju, które czekają na swoją kolej - dobry gust ma młodzieniec). Tym razem Dick porusza temat kontaktu z obcymi, ale takimi zupełnie innymi od nas, których nie jesteśmy w stanie w żaden sposób zrozumieć (podobny zabieg zastosował Lem w Solaris, ukazując Ocean, choć jego wytwór był bardziej namacalny niż Dickowscy mieszkańcy Proximy Centauri). Jak zwykle w twórczości Dicka, tak i tutaj istotną rolę odgrywają narkotyki. W pewnym momencie nawet ciężko się zorientować, które wydarzenia są rzeczywiste, a które to halucynacje wywołane zażywaniem używki. Klasyczny Dick, krótko mówiąc.

33. Wojny przestrzeni - Paweł Majka, Genius Creations 2017 (Kindle)

Kontynuacja rewelacyjnego Pokoju światów i bardzo dobra opowieść o zemście i rywalizacji potrafiącej przekroczyć grób. Nie wywołała ona u mnie może efektu opadającej szczęki, jak pierwsza część, ale Majka po raz kolejny pokazał, ze pisać umie dobrze. Fabuła jest zdecydowanie bardziej rozbudowana, tym razem mamy trzy główne wątki, które splatają się w finale: pierwszy rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach z Pokoju światów, drugi jakieś dwa stulecia później, a trzeci na płótnach obrazów, gdzie dzięki zastosowaniu magii ludzie mogli kontynuować życie po swojej ziemskiej śmierci (świetny pomysł swoją drogą). Co ważne, można czytać tę powieść nie znając poprzedniej części, choć zapewne parę smaczków takiemu czytelnikowi umknie. Dla tych, co nie czytali odpowiedniej notki z 2014 roku małe przypomnienie: mamy świat, w którym Marsjanie najechali Ziemię w czasie wielkiej wojny używając broni, która powołała do życia istoty z wierzeń u legend, a tym samym zmieniła bieg znanej nam historii. Od pewnego czasu trwa jednak pokój i, choć intencje kosmitów nie są znane, udaje się żyć z nimi w zgodzie. W takiej scenerii główny bohater podąża ścieżką zemsty, próbując ukarać tych, którzy skrzywdzili jego rodzinę (powtórzę się: oklepane, ale sprawnie poprowadzone). Akt zemsty w Wojnach przestrzeni ma się ku końcowi, ale i tak trzeba ponad sześciuset stron, że by dowiedzieć się, jaki będzie finał tej historii. Polecam.

34. Człowiek, który spadł na Ziemię - Walter Tevis, MAG 2017

A to z kolei przykład, jak można zamknąć ciekawą fabułę na niespełna dwustu stronach. Jest to historia pewnego kosmity, który przybywa na Ziemię, aby uratować swoich pobratymców pozostawionych na rodzimej planecie. Fabuła jest mało skomplikowana, ale zawiera kilka ciekawych zwrotów akcji. Miło było stwierdzić, że mimo powstania w latach 60. ubiegłego stulecia książka w ogóle się nie zestarzała. Zresztą, jak może się zestarzeć powieść o zbieraniu funduszy na ściśle określony cel i podejmowanych próbach osiągnięcia go, kiedy świat niekoniecznie chce współpracować. Naprawdę żałuję, że mam tak duże braki w klasycznej SF.

35. Siła niższa - Marta Kisiel, Uroboros 2016 (Kindle)

A to dostało nominację do Nagrody Zadla, więc postanowiłem przeczytać przed Polconem. Jest to solidna humorystyczna powieść zaczynająca się mniej więcej tam, gdzie skoczyło się Dożywocie. Ciekawie wykreowani, wyraziści bohaterowie (uszczuplona menażeria z poprzedniego tomu uzupełniona zostaje przez rubasznego współczesnego wikinga, Tura, i będącego wrzodem na czterech literach anioła stróża, Tsadkiela), zabawne dialogi, trochę zbyt ciapowaty protagonista... No i co najciekawsze, Kisiel pokazuje, że fabuła nie musi polegać na ratowaniu świata (choćby w skali mikro), żeby powstała z niej ciekawa powieść. Tutaj wszystko dotyczy codziennego życia bohaterów. I tak jest dobrze.

Rozgrzebane:
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (skończyłem Księgę Mądrości; mam nadzieję, że w sierpniu zacznę Ezechiela)
- Dan Simmons - Drood (ruszyłem z tym i jestem w jednej trzeciej)
- Jakub Ćwiek - Grimm City. Bestie (tu raptem prolog przeczytałem)
- Marcin Podlewski - Głębia. Napór (podobnie jak z Kubą Ćwiekiem - jeden rozdział przeczytany)
- Michał Cholewa - Echa (i jeszcze raz - jedno opowiadanie skończone)
- Krzysztof Haladyn - Na skraju Strefy. Tom 1 (powtarzam się - skończyłem pierwszy rozdział)
- antologia - Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu 2016 (jedno zajdlowe opowiadanie za mną, jestem w trakcie drugiego)
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki (bez większych zmian - trzecią bajkę kończę)
- Roald Dahl - Fantastyczy pan lis (już prawie skończyłem)
- Maria Szarf - Reksio. Dobranocka wszech czasów (jestem w połowie)

środa, 5 lipca 2017

Przeczytane. Maj / czerwiec 2017

Miesiąc temu dopadły mnie urlopy i nie było jak stworzyć notki; laptopy poumierały, a pisanie na telefonie sprawia, że podnosi mi się ciśnienie, więc zdrowe nie jest; stąd też notka z dwóch miesięcy. No i jakoś tak sytuacja rodzinno-zawodowa sprawiła, że nawet taki czas nie wystarcza do przeczytania dziesięciu książek. Powoli zabieram się za lektury do przyszłorocznych Zajdli, ale muszę też znaleźć trochę czasu na zapoznanie się z utworami, które w tym roku uzyskały nominację, a jest ich wyjątkowo dużo - rzadko okazuje się, że nawet nie sięgnąłem po teksty, które trafiły do głosowania finałowego. Dokończyłem trochę starych rzeczy, rozgrzebałem parę nowych, niektóre lektury idą mi jak krew z nosa, a z innymi radzę sobie całkiem dobrze, jak na otaczające mnie warunki. Oto, co udało mi się ukończyć.

23. Człowiek obiecany - Paweł Majka, Insignis 2016

Jak można się domyślić, jest to kontynuacja Dzielnicy obiecanej, czyli kolejne uzupełnienie świata wykreowanego przez Dmitrija Głuchowskiego w ramach Uniwersum Metro 2033. Dostałem typową postapokalipsę: ludzie postanowili się unicestwić i teraz muszą się chronić w podziemiach, co jakiś czas wyruszając na powierzchnię w celu wykonania jakiegoś zadania. Pamiętam, że z poprzedniego tomu nie byłem zadowolony, tę książkę natomiast czytało mi się całkiem dobrze, bo i niezłe czytadło udało się Majce napisać. Swoje tutaj robi też osadzenie akcji powieści w Krakowie, co dla mnie, krakusa, jest dodatkowym smaczkiem, bo wiem, o jakich miejscach autor pisze; bardzo mi się podoba wykreowany przez niego świat, fajnie było dowiedzieć się, jaki los przewidział dla Tyńca i Wawelu. Sporym plusem jest też tło historyczne - opis tego, co się stało, gdy spadły bomby, znacząco wzbogaca prezentowaną opowieść.

24. Królowa - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2016 (Kindle)

A tutaj zawód. Cherezińska zazwyczaj porywała mnie swoją interpretacją wydarzeń historycznych, tym razem jednak wydaje się, że zabrakło jej pomysłu na doprowadzenie historii Świętosławy do końca. Pierwsza część powieści jeszcze jakoś się broni, ale dalej odnosiłem wrażenie, że to co najciekawsze zostało już zawarte w Hardej. Brakuje mi też jakiegoś sensownego epilogu - jest tu wprawdzie umieszczona w zaświatach i znana już z Korony śniegu i krwi Nawa Królów, ale przydałoby się jeszcze domknąć doczesne losy bohaterki. Niepotrzebne też było poświęcanie miejsca na działalność polityczno-wojenną Bolesława Chrobrego; wprawdzie dzięki temu uzyskuje się pełniejszy obraz realiów historycznych, ale nie ma ona większego wpływu na to, co dzieje się z siostrą pierwszego polskiego króla.

25. Poczytaj mi, mamo. Księga piąta - antologia, Nasza Księgarnia 2014

Po raz piąty Nasza Księgarnia zebrała dziesięć tekstów z dawnej serii Poczytaj mi, mamo i wydała je w jednym tomie w niezmienionej szacie graficznej. Ciekawy jest Malowany ul Adama Bahdaja pokazujący z jednej strony opresyjny wobec odmiennych poglądów system władzy (nie mam pojęcia, jak to cenzura za komuny przepuściła) na przykładzie społeczności pszczół w ulu, a z drugiej (i to jest w sumie główny przekaz opowiadania) rolę sztuki w codziennym życiu. Dydaktyczną wartość mają też opowiadania Małgorzaty Musierowicz Bijacz i Kredki - oba teksty traktują o przyjaźni i relacjach między dziećmi. Do znęcania się nad zwierzętami zniechęca Wielka przygoda małej Zosi Janiny Krzemińskiej, zabawny jest Pan Maluśkiewicz i wieloryb Juliana Tuwima... W sumie wyszła cenna dla młodego człowieka lektura, która składa się z tekstów na tyle krótkich, że nie zdążą go znudzić.

26. Metro 2035 - Dmitrij Głuchowski, Insignis 2015 (Kindle)

Po tę książkę sięgnąłem, bo po pierwsze jest to kontynuacja rozpoczętego przeze mnie cyklu, a po drugie uzupełniam sobie pierwowzór uniwersum w miarę zapoznawania się z kolejnymi polskimi utworami tworzącymi świat zbudowany przez Głuchowskiego. Wprawdzie poprzednie części mnie nie urzekły jakoś szczególnie, ale danie Rosjaninowi trzeciej szansy opłaciło się; dostałem bowiem do rąk najlepszą powieść z serii. Głównym bohaterem jest ponownie znany z Metra 2033 Artem (na ten przekład imienia już kiedyś narzekałem, więc pastwił się po raz drugi nie będę), swoją rolę dostaje też Homer, protagonista drugiej części, choć jego wkład w rozwój wydarzeń jest zdecydowanie mniejszy. Głuchowski bardzo fajnie kończy cykl, wiele rzeczy wyjaśnia, starając się nie pozostawić niedokończonych wątków, stosując przy okazji ciekawe rozwiązania fabularne. Jest to porządna jakościowo porcja postapokalipsy, choć ochów i achów nad całokształtem cyklu nadal nie rozumiem.

27. Kupa wiedzy - Paul Kleinman, Pascal 2013

Zgodnie z intencjami autora książkę tę czytałem w miejscu do tego przeznaczonym, przez co lektura zajęła mi ohoho i jeszcze dłużej (znaczy co najmniej dwa lata, a najpewniej ponad trzy). Autor gromadzi tu wiedzę z pięciu dziedzin: matematyki, przyrody, historii, sztuki języka i języków obcych. O ile początkowo poruszane tematy były dość proste i stanowiły przypomnienie materiału ze szkoły średniej, to w dalszej części Kleinman przedstawia bardziej skomplikowane zagadnienia i niestety nie wychodzi mu to najlepiej. Sam zalazłem kilka błędów merytorycznych (głównie w części poświęconej matematyce), co próbowałem zwalić na tłumaczenie, ale potem zajrzałem w stopkę redakcyjną i okazało się, że królowa nauk miała oddzielnego redaktora merytorycznego; skąd więc błędy, nie potrafię powiedzieć. Innym mankamentem jest to, że przez ograniczone miejsce na poszczególne tematy, niektóre zagadnienia opisane są w taki sposób, że osoba, która się na nich nie zna, niczego nie będzie w stanie zrozumieć. Pomysł ciekawy, realizacja dużo gorsza.

28. Dożywocie - Marta Kisiel, Uroboros 2015 (Kindle)

Z twórczością Marty Kisiel miałem do czynienia tylko raz, przy okazji nominowanej do Nagrody Zajdla powieści Nomen omen. Tym razem do lektury skłoniła mnie kolejna nominacja autorki za zeszłoroczną Siłę niższą, która jest kontynuacją Dożywocia. Zapoznawanie się z utworami autorki postanowiłem więc zacząć od pierwszego tomu. No i przede wszystkim jest zabawnie; Humor jest na odpowiednim poziomie i nie męczy nachalnością. Bohaterowie też są nieźle skonstruowani, choć czasem zdarza im się popaść w patos, przez co oczy bolą. Niestety poszczególne rozdziały są tak napisane, ze miałem wrażenie, jakbym czytał zbiór opowiadań, a nie powieść (i nie wiem, czy nie tak powinienem się do tej książki odnosić). Wielkim fanem urban fantasy nie jestem i raczej nie zostanę, ale przyznać muszę, że jest to solidne czytadło - bez rewelacji, ale pozwoli spędzić parę miłych wieczorów.

29. Zatopić "Niezatapialną" - Anna Hrycyszyn, Genius Creations 2017 (Kindle)

No i jak mam tę powieść zaszufladkować? Pierwsze skojarzenie jakie miałem to "płaszcz i szpada", potem doszło do tego trochę steampunku i marynistyki (choć akcja rozgrywa się na rzekach), a na końcu stwierdziłem, że przeczytałem romansidło. Ogólnie nie lubię, ale przynajmniej było dobrze napisane. Ciekawie wykreowany został świat piratów rzecznych i ich przybierający na sile konflikt z władzami, świetny był też pomysł na alchemiczno-magiczne gadżety; w ogóle Hrycyszyn (znałem ją wcześniej ze świetnego opowiadania Igła, którym zachęciła mnie do zapoznawania się z jej twórczością) miała dużo interesujących i niestandardowych pomysłów, jak wypełnić skonstruowany przez siebie świat. Ma autorka talent, będę śledził jej dalsze kroki.

I na deser - rozgrzebane:
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (księgi historyczne skończyłem, teraz jestem w Księdze Hioba)
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki (raptem o kilka stron się przesunąłem przez te dwa miesiące)
- antologia - Dobro złem czyń (jestem w połowie)
- Philip K. Dick - Trzy stygmaty Palmera Eldritcha (trzy rozdziały za mną)
- Dan Simmons - Drood (bez zmian - ledwie zacząłem pierwszą stronę)
- Roald Dahl - Fantastyczny Pan Lis (pięć rozdziałów już przeczytałem, ale powoli idzie, bo nie mam czasu za bardzo dzieciom czytać)
- Walter Tevis - Człowiek, który spadł na Ziemię (skończyłem pierwszy rozdział)