środa, 31 sierpnia 2016

Przeczytane. Sierpień 2016

Tempo czytania spadło mi do mniej więcej jednej książki tygodniowo i dziwnie się z tym czuję. W trakcie urlopu też nie udało mi się za dużo przeczytać, co spowodowało, że sierpień skończyłem z raptem czterema książkami na koncie. Może wrzesień będzie lepszy - wracam do pracy, więc w przerwach powinno się udać wygospodarować trochę czasu na lekturę. A z innej beczki: gratulacje dla Roberta Wegnera za Zajdlowy dublet. Teraz pozostaje mi skupić się na tegorocznej polskiej fantastyce, żeby przygotować się do kolejnej edycji Nagrody.

45. Olga i osty - Agnieszka Hałas, W.A.B. 2016 (Kindle)

Lubię prozę Hałas - jest elegancka językowo i bardzo nastrojowa. Tak jest i tym razem: bohaterka trafia do dziwnej, przypominającej marzenia senne krainy. Może nowe miejsce nie jest tak wykręcone jak Kraina Czarów z powieści Carrolla, ale nieustannie przywoływało mi na myśl kreację Anglika. Mam ambiwalentne odczucia, jeśli chodzi o tę książkę: z jednej strony mnie zachwyciła, z drugiej poczułem się znużony. Ciekawi są bohaterowie, interesująco skonstruowane relacje między nimi, rewelacyjnie wprowadzony został nastrój magii i tajemnicy, ale czegoś mi w tej powieści zabrakło. Może chodzi o to, że nie znalazłem tu jakiejś szczególnie porywającej fabuły - akcja toczy się leniwie, ale może właśnie o to chodziło, żeby nie zasypywać czytelnika nawałem wydarzeń. W każdym razie nadal będę czytał książki tej autorki, choćby dla samych doznań estetycznych.

46. Grimm City. Wilk! - Jakub Ćwiek, Sine Qua Non 2016 (Kindle)

Kuba rozpoczął kolejny cykl, a ja ciągle czekam na drugi tom Krzyża Południa. Nic to, przyjdzie mi jeszcze poczekać, choć autor zarzeka się, że praca wre. Co do nowego dzieła Ćwieka, to po znowu jest ciekawie. Po raz kolejny zachwyca mnie jego zdolność tworzenia nawiązań do innych wytworów kultury, tym razem, jak można się domyślić na podstawie tytułu, do twórczości braci Grimm. Świetnie wytworzona została atmosfera kryminału noir, do tego bardzo interesująco prezentuje się miejsce akcji, czyli tytułowe Grimm City. To jest taki kryminał, jakie lubię, choć przy Dreszczu i wczesnych Chłopcach bawiłem się nieco lepiej.

47. Geniusze fantastyki - antologia, Genius Creations 2016 (Kindle)

Świetna sprawa. Z okazji dwóch lat działalności wydawnictwo Genius Creations postanowiło wydać darmową antologię opowiadań polskich autorów i wyszło z tego tysiąc sto stron tekstu. Jak to zwykle bywa w przypadku takich zbiorów, poziom tekstów jest mocno nierówny. Dają one jednak możliwość zapoznania się z utworami nieznanych wcześniej autorów. Mnie najbardziej urzekły teksty Marii Dunkel, po której twórczość, jeśli będzie okazja, chętnie jeszcze sięgnę. Niektóre z opowiadań miałem już przyjemność lub nieprzyjemność czytać w czasopismach lub innych książkach. Trzeci raz na przykład czytałem Sztukę porozumienia Anny Kańtoch (za każdym razem ten tekst podoba mi się bardziej), za którą otrzymała rok temu Zajdla (wystarczająca zachęta do sięgnięcia po antologię?). Oprócz wspomnianej Ani Kańtoch pojawiają się tu też nazwiska innych znanych autorów: jest Michał Cholewa z dwoma tekstami, jest Romuald Pawlak z całkiem udanymi opowiadaniami; dominują jednak twórcy znani głównie z publikacji w czasopismach (NF czy też wcześniej SFFiH), albo tacy, z których działalnością literacką wcześniej się nie spotkałem. Sporo tekstów niestety zawodzi i wypada z pamięci wkrótce po przeczytaniu. Po raz kolejny nie przekonał mnie Jacek Wróbel swoim mistrzem Haxerlinem, Dawid Kain też przyzwyczaił mnie do wyższego poziomu. No ale darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, dziękuję więc wydawnictwu za przygotowanie tak pokaźnej porcji fantastyki.

48. Furia błękitna jak ogień - Andrzej W. Sawicki, RW2010 2016 (Kindle)

Czekałem na drugi tom "polskich X-menów" i się w końcu doczekałem. Szkoda tylko, że autor po zakończeniu działalności przez Runę nie mógł znaleźć wydawcy papierowego i opublikował swoją powieść wyłącznie w formie elektronicznej. No ale przynajmniej miejsca na półce nie zajmuje. Co do samej książki, to zawiodłem się. Nadzieja czerwona jak śnieg mocno mnie zainteresowała, liczyłem więc, że Furia... utrzyma ten poziom. Wszak alternatywna wersja powstania styczniowego, gdzie ludzie zdobywają zdolności superbohaterów dzięki rozmieszczonym tu i ówdzie anomaliom, powinna być ciekawa. A tutaj niby coś się dzieje, ale jakoś tak niemrawo, bohaterowie momentami zachowują się tak głupio, że zęby zgrzytają, a sceny romantyczne zamiast wzruszać wzbudzają uczucie zażenowania. Do tego pojawienie się deus ex machina w postaci nowego przywódcy w zakończeniu... Jakieś pozytywy? Mimo wszystko przyzwoicie wygląda fabuła, do tego interesujące są intrygi na szczytach władzy zarówno powstańczej, jak i rosyjskiej. No i oczywiście sam wykreowany przez autora świat.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Przeczytane. Lipiec 2016

Tym razem notka powstaje z tygodniowym opóźnieniem spowodowanym awarią komputera. Delikatnie przyśpieszyłem z czytaniem, a to dzięki Światowym Dniom Młodzieży i emigracji Żony i Potomka poza Kraków, co sprawiło, że z nudów poświęciłem więcej czasu na lektury. Bardzo jestem zadowolony z ich poziomu: Cholewa, Kańtoch i Orbitowski raczej nie zawodzą, a książka Moczarskiego to bardzo cenna literatura. Zapraszam w takim razie do sprawdzenia, przy czym się w lipcu relaksowałem.

39. Najszczęśliwszy śpioch w okolicy - Harvey Karp, Mamania 2014

Poradnik, co zrobić, żeby dziecko przesypiało całą noc. Nie podejmę się opiniowania skuteczności opisywanych metod, bo w praktyce ich nie stosowałem; kilka wydaje się być ciekawych, ale ponieważ ciągle gdzieś wyjeżdżamy, w życiu Juniora nie ma wystarczającej stabilności, żeby wprowadzić je w życie. Nie podoba mi się natomiast sposób, w jaki ta książka jest napisana: autor przybiera pozę typu "Słuchajcie mnie, bo ja się znam najlepiej". Mam tylko nadzieję, że informacje, jakie tu znalazłem, kiedyś się przydadzą.

40. Inwit - Michał Cholewa, Warbook 2016 (Kindle)

Czwarty już tom cyklu Algorytmy Wojny przenosi bohaterów na planetę, na której wydobywa się ważne dla wszystkich stron konfliktu złoża. Powracają znani z wcześniejszych części bohaterowie, tym razem już jako reprezentanci oddziałów specjalnych. Cholewa po raz kolejny sprawnie buduje intrygę, którą w pełni pokazuje dopiero na końcu. Bardzo dobrze udaje mu się przedstawić sytuację żołnierzy na froncie, gdzie nie mają oni pełnego oglądu sytuacji i muszą wykonywać rozkazy czasem sprzeczne z ich własnym sumieniem. Ciekawie też zapowiada się kolejna część, do której autor pozostawił bardzo szeroko otwartą furtkę. Liczę na kolejną porcję dobrej military SF i mam nadzieję, że cykl nie będzie rozciągany w nieskończoność.

41. Łaska - Anna Kańtoch, Wydawnictwo Czarne 2016 (Kindle)

Nietypowa pozycja w twórczości Ani Kańtoch, bo całkowicie pozbawiona elementów fantastycznych. Tym razem postanowiła stworzyć czysty kryminał: Polska w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, pojawiają się trupy niezwiązanych ze sobą czternastolatków. Jak to u tej autorki bywa, powieść jest bardzo dobrze napisana, z ciekawie wykreowanymi bohaterami, świetnie też oddaje nastrój ówczesnej epoki. Jako kryminał też sprawdza się całkiem przyzwoicie: intryga wciąga i jest sprawnie skonstruowana, choć dość szybko udało mi się odgadnąć, kto stoi za wydarzeniami. Mimo to, poczułem się wciągnięty.

42. Inna dusza - Łukasz Orbitowski, Od Deski do Deski 2015 (Kindle)

Książka mocno polecana przez jedną z czytelniczek tego bloga, a że ja również po Orbitowskiego sięgać lubię, nie miałem większych oporów przed zapoznaniem się z jego najnowszą chyba powieścią. Od razu uderza brud wykreowanego świata i małomiasteczkowa atmosfera, z której autor dał już się w swojej twórczości poznać. Powieść, ponoć oparta na faktach, jest historią pewnego młodocianego mordercy i stanowi analizę przyczyn jego zachowania. Ciekawie pokazany jest kontrast pomiędzy różnymi formami patologii społecznych i rodzinnych: z jednej strony przedstawiony zostaje ojciec alkoholik awanturujący się pod sklepem monopolowym i nieudolnie podejmujący próby naprawy rodzinnego życia, a z drugiej, w innym przypadku, niby normalna rodzina, gdzie zanikły podstawowe więzi, jakie powinny w niej panować, ale nikt z zewnątrz tego nie widzi. Dobra, mocna książka; Orbitowski w formie.

43. Rozmowy z katem - Kazimierz Moczarski, PWN 1993

A to z kolei polecanka od Teściowej. Jeśli są tacy, co o tej książce nie słyszeli: stanowi ona zapis rozmów pomiędzy Kazimierzem Moczarskim, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, a Juergenem Stroopem, katem warszawskiego getta. Jest to bardzo ciekawa analiza przyczyn zachowań hitlerowców, ich fanatycznej wiary w wodza, ale też doskonały obraz tego, jak ogromnego prania mózgów dokonano na narodzie niemieckim (nasuwa się niezwiązana z lekturą refleksja ogólna, że w zasadzie wiele się od czasów II wojny nie nauczyliśmy, bo podobne mechanizmy widać także dzisiaj). Oczywiście, mimo wielu godzin spedzonych przez autora na tytułowych rozmowach z katem, nadal nie da się zrozumieć, dlaczego. Tej odpowiedzi nikt tutaj nie podaje. Warto dodać, że czytane przeze mnie wydanie zostało uzupełnione o fragmenty usunięte przez cenzurę komunistyczną.

44. Ropuszki - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Miałem dać sobie spokój z twórczością Jadowskiej i postacią Dory Wilk. No ale jestem strasznie słaby w takich postanowieniach i kupiłem, a nawet przeczytałem zbiór opowiadań mający być łącznikiem miedzy sagą o Dorze, a mającą się ukazać serią o jej policyjnym partnerze, Witkacu. Mam wrażenie, że autorka sobie w krótkiej formie radzi dużo lepiej, niż wtedy, gdy może dać się ponieść fantazji. Jedno z zawartych w zbiorze opowiadań, Po deszczy każdy wilk śmierdzi mokrym psem, było zresztą moim pierwszym kontaktem z twórczością Jadowskiej, jeszcze za czasów SFFiH, i zachęciło mnie do sięgnięcia po jej powieści, więc musiało być co najmniej przyzwoite. Większość tekstów, jeśli nie wszystkie, była już kiedyś publikowana. Martwi więc, że na przestrzeni lat, warsztat pisarski autorki wydaje się nie rozwijać. Przyznać trzeba natomiast, że brakuje tutaj obecnych w powieściach irytujących dialogów. Cieszy też różnorodność tematyczna opowiadań: są poważne kryminały, zdarzają się też bardziej wesołe teksty, jak i takie, które służą tylko prezentacji bohaterów, w heksalogii stanowiących jedynie tło. Dla tych, którzy nie mieli możliwości wcześniejszego przeczytania tych utworów, a nie wypadają im oczy na widok literatury Jadowskiej, jest to rzecz warta przeczytania (zwłaszcza, jeśli chce się sięgnąć lub już się sięgnęło po powieści). Fani natomiast pewnie już to wszystko znają.

czwartek, 30 czerwca 2016

Przeczytane. Czerwiec 2016

Tylko pięć książek. Kolejny miesiąc z marnym wynikiem, ale tak to jest, jak do połowy miesiąca przebywa się na urlopie z dzieckiem, gdzie wieczorami nie ma się już na nic siły, a potem bierze się do ręki potężną cegłę, jaką jest powieść Jarosława Ruszkiewicza. Na razie koniec z dłuższymi urlopami, więc może trochę mi wzrośnie tempo czytania. Nominacje do Zajdla oddałem, po ogłoszeniu wyników stwierdziłem po raz kolejny, że mam prawie taki sam gust jak tłumy w przypadku powieści i zupełnie inny, gdy idzie o opowiadania. Zastanawiam się też, jak mało osób musi nominować, że przedostają się rzeczy publikowane w niszowych wydawnictwach, o których mało kto wie. Teraz przed Polconem mam dwa opowiadania do nadrobienia. Zabieram się za lekturę.

34. Uprawa roślin południowych metodą Miczurina - Weronika Murek, Wydawnictwo Czarne 2015 (Kindle)

Nie miałem pojęcia o istnieniu tej książki. Trafiłem na nią dopiero, gdy sprawdziłem, kim jest autorka, która dostała Reflektora Nowej Fantastyki. Na pewno jest to ciekawy zbiór opowiadań o intrygującym tytule. Dlaczego tak nazwany? Nie mam pojęcia. Zawarte w nim teksty są w większości mało fantastyczne i czyta się je dość ciężko. Pozytywny wyjątek stanowi opowiadanie otwierające książkę pt. W tył, w dół, w lewo. Interesująco przedstawione w nim zostało przenikanie się świata żywych i umarłych (którzy nie muszą wiedzieć, że nie żyją), ciekawe są też rozmowy prowadzone pomiędzy jednymi a drugimi. W ogóle Murek ma ciekawy sposób budowania dialogów, gdzie postacie sprawiają wrażenie, jakby się wzajemnie nie słuchały i każda z nich mówi to, co ma do powiedzenia, nie zważając na kwestie rozmówcy. Zbiór wprawdzie ma w sobie coś, co intryguje i zatrzymuje czytelnika na dłużej, ale moim zdaniem nie jest aż taką rewelacją, żeby jego autorkę jakoś szczególnie wyróżniać. No chyba że wśród młodych autorów w 2015 roku była straszna posucha. Warto w każdym razie sięgnąć po tę lekturę ze względu na język.

35. 2049 - Rafał Cichowski, Novae Res 2015 (Kindle)

Ominąłbym tę książkę gdyby nie wojna o vanity press. A tu ktoś w komentarzach na Facebooku podał ją jako przykład solidnej powieści wydanej przez wspomniany typ wydawnictwa. No cóż, aż tak dobrze to nie jest, na szczęście książka ta nie jest też skończonym gniotem, jak chcieliby przeciwnicy wydawania książek za pieniądze autorów. Naprawdę czytałem wiele gorszych utworów publikowanych przez tradycyjne wydawnictwa. Co to za książka w takim razie? Opowieść o człowieku, który wiedzie szczęśliwe życie na terenie miasta-utopii, po czym zostaje niesłusznie z niego wygnany i próbuje odzyskać swoje dawne życie. Wprawdzie schemat ten jest już mocno ograny, ale jednak autor potrafił utrzymać napięcie i nawet sobie poradził z poskładaniem całej intrygi. Niestety po zakończeniu lektury miałem wrażenie, że prawie cały środek powieści nie ma żadnego znaczenia dla obrazu całości. Szkoda. Zapowiadało się całkiem nieźle, na koniec wyszło coś przeciętnego.

36. Samotny krzyżowiec. Czas przepowiedni - Marek Orłowski, Erica 2015 (Kindle)

Na trzeci tom Samotnego krzyżowca przyszło trochę poczekać. Jest to zupełnie inna część niż dwie poprzednie - zamiast osadzenia akcji w realiach historycznych, w czasie wojen krzyżowych, autor rzuca bohatera do alternatywnej rzeczywistości, tworząc z powieści standardowe fantasy (choć bez elfów i reszty menażerii) rozgrywające się w czymś co przypomina kulturowo starożytny bliski wschód sprzed pojawienia się judaizmu. W efekcie dostałem średnio wciągającą opowieść o wojnie między dwoma państwami, w którą uwikłany zostaje tytułowy krzyżowiec. Wyjaśnienia autora, dlaczego przeniósł bohatera do alternatywnej rzeczywistości przyjmuję do wiadomości - takie jego prawo - ale zabieg ten nie musi mi się podobać. Pozostaje mi więc uzbroić się w cierpliwość i poczekać na czwartą część cyklu, która ma się już rozgrywać w znanych z podręczników do historii realiach.

37. Syndrom Everetta. Ulysses - Jarosław Ruszkiewicz, Drageus 2015 (Kindle)

Książka ta była mocno polecana przez paru moich kolegów z pracy. Odkładałem jednak jej lekturę i odkładałem, i nie mogłem znaleźć na nią czasu, stwierdzając, że przeczytam trochę krótszych pozycji z mojej listy "Do przeczytania przed 15 czerwca". No i wyszło tak, że nie wyrobiłem się z powieścią Ruszkiewicza przed wspomnianym terminem i skończyłem ją już po oddaniu Zajdlowych nominacji. Szkoda, bo jest to jedna z ciekawszych pozycji, jakie ostatnio miałem przyjemność czytać. Zaczyna się jak typowe military SF od klasycznej bitwy kosmicznej. Potem jest olbrzymi twist fabularny (już po pierwszym rozdziale!), parę niepotrzebnych rozdziałów (przynajmniej takie mam wrażenie po przeczytaniu pierwszego tomu) i kilkaset stron zawiłej i pasjonującej intrygi. Ruszkiewicz potrafi wciągnąć w snutą przez siebie opowieść i jest jedynym znanym mi autorem, który nie wywołuje u mnie zgrzytu uzębienia, gdy dotyka tematu awiacji (sam jest pilotem, więc wie, o czym pisze). Drobnym problemem jest konstrukcja bohaterów: choć każdy z nich dostaje sporo czasu antenowego, tak naprawdę wiadomo o nich niewiele - służą oni głównie popychaniu fabuły do przodu. Fabularnie zaś jest bardzo dobrze - intryga jest tak skomplikowana, że 660 stron książki to za mało, żeby pomieścić ją całą i autor będzie potrzebował kolejnego tomu, aby sprawę rozwiązać. Mam tylko nadzieję, że nie będzie rozwlekał historii ponad miarę i Syndrom Everetta skończy się na maksymalnie trzech częściach, choć zamknięcie wszystkich wątków w dwóch tomach też nikomu by nie zaszkodziło.

38. Naga Góra - Reinhold Messner, Wydawnictwo Dolnośląskie 2016

Fragment tej książki przeczytałem tuż po kupnie: tradycyjnie literaturę podróżniczą kupuję Żonie jako prezent na różne okazje. Teraz, skoro minął już Zajdlowy deadline, znalazłem chwilę, żeby dokończyć lekturę. Jest to bardzo osobisty zapis wydarzeń, do jakich doszło w czasie zdobycia przez Reinholda Messnera jego pierwszego ośmiotysięcznika, czyli Nanga Parbat. Najważniejsze są tu opisy samotności w górach, doprowadzającej himalaistów do szaleństwa. Jest to też powrót do chwil, kiedy przygnieciony przez lodową lawinę ginie brat autora. Często chaotyczne opisy pokazują, co siedzi w takich momentach w głowie himalaisty. Messner opisuje wydarzenia dzień po dniu, godzina po godzinie, często sięgając po zapiski z dzienników tak swoich, jak i brata. Pojawiają się też też wypowiedzi innych uczestników wyprawy. Jest to ciekawa historia, choć przyznam się, że oglądałem jakieś pół roku temu film Nanga Parbat o opisywanych tu wydarzeniach, więc nic nie było zaskoczeniem. Na pewno warto rzucić okiem na tę pozycję, aby dowiedzieć się, jak wygląda himalaizm z punktu widzenia pierwszego zdobywcy Korony Himalajów i Karakorum.

wtorek, 31 maja 2016

Przeczytane. Maj 2016

Maj zaczął się przyzwoicie: dość szybko przeczytałem trzy lektury, po czym wyjechałem się urlopować. Zwiedzanie z małym dzieckiem jest tak absorbujące, że brakuje czasu na czytaniem przez co zakończyłem miesiąc z jedynie czterema książkami. Marnie.

30. Marina - Carlos Ruiz Zafón, Muza 2009

Kolejna książka Zafóna, po którą sięgam, tym razem z okazji mojego wyjazdu do Barcelony. Jeszcze jeden raz zachyciło mnie to, w jaki sposób autor potrafi pokazać magię swojego miasta. Niby jest to kolejne dochodzenie prowadzone przez parę nastolatków, jakich w dzisiejszej prozie mnóstwo, ale jednak Zafónowi udaje się stworzyć ciekawą i poważną historię, z dużą dawką tajemniczości. Nie jest to może dzieło na poziomie Cienia wiatru, ale czuć w nim bardzo podobny nastrój. Przechadzając się uliczkami Sarrii, gdzie autor umieścił znaczną część akcji, miałem okazję poczuć to, o czym pisał. Barcelona jest magiczna, a Zafón doskonale potrafi o tym pisać.

31. Pióra - Zbigniew Wojnarowski, Narodowe Centrum Kultury 2015

Pierwszy raz styczność z Wojnarowskim miałem w NF lub FWS, kiedy przelewał na papier historie związane z kinem. Potem przyszedł zbiór takich tekstów zatytułowany Miraż. Teraz, w Piórach, autor wyraża zainteresowanie inną dziedziną sztuki, a mianowicie literaturą. Książka jest zbiorem jedenastu opowiadań nawiązujących do historii literatury polskiej, począwszy od średniowiecza, poprzez wszystkie epoki literackie, na interesującej wizji przyszłości skończywszy. Bardzo podoba mi się język, jakim posługuje się autor: elegancki, ale dostosowany do czasu, w którym Wojnarowski decyduje się umieścić akcję. Słabych punktów jest tu niewiele - nie przemówiło do mnie jedynie Serce w szkle, próbujące połączyć podbój indiańskich ziem przez Europejczyków z twórczością Reja i Kochanowskiego. To się autorowi niezbyt udało. Za pozostałe opowiadania należą mu się brawa.

32. Mój Madryt - Conrado Moreno, Pascal 2010

To nie była książka, jakiej oczekiwałem. Myślałem, że dostanę coś w stylu Przystanku Barcelona Katarzyny Wolnik-Very, co pokaże mi Madryt z perspektywy jego mieszkańca i wskaże miejsca, do których nie docierają turyści. Okazało się jednak, że jest to zwykły przewodnik turystyczny, może tylko trochę bardziej osobisty niż te, które zazwyczaj można kupić. Jest tu sporo suchych faktów, często podanych w typowo przewodnikowo-pascalowy sposób, które szybko się zapomina, jeśli lekturze nie towarzyszy zwiedzanie miasta. Nie da się ukryć, że Moreno stolicę Hiszpanii zna i wie, gdzie warto się w niej udać, ale o tych samych rzeczach mogę przeczytać w każdym innym przewodniku. Na plus zaliczyć za to trzeba rozdziały poświęcone madryckim zwyczajom czy korridzie. Zwłaszcza to ostatnie zjawisko jest pokazane w interesujący sposób, przedstawiający również racje zwolenników tych zawodów. Dla miłośników kuchni przeznaczonych jest kilka stron z przepisami na dania hiszpańskie.

33. Antologia Wolsung. Tom II - antologia, Van Der Book 2015 (Kindle)

Czytałem to i czytałem, i skończyć nie mogłem. Wakacje z małym dzieckiem jednak nie sprzyjają czytelnictwu. No i niestety czas poświęcony na lekturę tej książki był czasem zmarnowanym. Spośród kilkunastu opowiadań żadne nie zapadło mi bardziej w pamięć, nawet nie widać dużej różnicy w poziomie literackim debiutantów i starych wyjadaczy. Jedynym wartym uwagi tekstem jest Simon Marcina Przybyłka, czyli autora, co do którego miałem wątpliwości, że potrafi jeszcze coś dobrego napisać. Fabularnie ciekawe zostaje niestety pogrążone przez zakończenie. Nie wiem, czy ja byłem zmęczony, czy autorowi coś nie wyszło, ale nie mam pojęcia, o co w nim chodziło.

sobota, 30 kwietnia 2016

Przeczytane. Kwiecień 2016

Kolejny miesiąc i znów poniżej dziesięciu przeczytanych książek. Najpierw dobierałem lektury pod kątem nominowania do nagród im. Zajdla i Żuławskiego. Do tej drugiej nagrody nominacje złożyłem po przeczytaniu Wilkozaków Dębskiego, na Zajdla mam jeszcze półtora miesiąca. Koniec kwietnia to natomiast literatura podróżnicza, po którą sięgnąłem w związku z planowanym wyjazdem do Hiszpanii - tradycyjnie już czytam o miejscu, do którego zamierzam się udać.

W międzyczasie pojawił się w sieci tradycyjny flejm wokół Nagrody im. Zajdla. Dla tych co nie wiedzą: grupa autorów (Rafał Dębski, Robert J. Szmidt i Andrzej Pilipiuk - może ktoś jeszcze, ale nie pamiętam) poczuła ból tyłka, bo ktoś napisał, że oprócz ich książek w zeszłym roku polską fantastykę publikowały też wydawnictwa typu vanity press i nawet wymienił odpowiednie tytuły. Wspomnieni panowie zażądali usunięcia ich nazwisk z przygotowanej listy utworów, które miały premierę w roku 2015. Moja rada jest taka: jeśli nie chcecie się na takich listach pojawiać, przestańcie pisać fantastykę, bo spis ten ma docelowo zawierać wszystkie utwory, które mogą zgodnie z regulaminem otrzymać nominację. Druga sprawa: wspomniany ból tylnej części ciała jest strzeleniem sobie w kolano. Jeśli autorzy nie chcą mieć nic wspólnego z Nagrodą, nie będę ich próbował nominować, a co za tym idzie, przestanę oznaczać ich książki jako "do przeczytania przed 15 czerwca" i nieprędko je kupię. Niestety afera wyszła już po tym, jak przeczytałem nowe książki Szmidta i Dębskiego, przez co zmarnowałem czas, który mógłbym poświęcić na inne lektury. W przyszłym roku nie popełnię tego błędu.

A teraz, skoro zrzuciłem z wątroby to, co mi na niej leżało, pora na coś przyjemniejszego. Wziąłem udział w nominacjach do Nagrody im. Żuławskiego (której ww. pisarze się nie czepiają, choć tu również można wskazać vanity press). Trzy z pięciu nominowanych przeze mnie powieści trafiły do głosowania finałowego, z czego bardzo się cieszę. Jeśli ktoś chciałby wiedzieć, moje typy były następujące: Niebiańskie pastwiska Pawła Majki- 5 punktów, Pamięć wszystkich słów Roberta Wegnera - 4, Dygot Jakuba Małeckiego - 3, Demony czasu pokoju Adama Przechrzty - 2 i Otchłań Roberta Szmidta - 1. Za lepsze od tych wszystkich książek uważam Wróżenie z wnętrzności Wita Szostaka, które znalazło się w finale, ale stwierdziłem, że to nie jest fantastyka, więc udziału brać nie powinno.

Teraz można się zapoznać z tym, co przeczytałem w kwietniu. Miłej lektury.

23. Szczury Wrocławia. Chaos - Robert J. Szmidt, Insignis 2015 (Kindle)

Bardzo cenię postapokaliptyczną prozę Szmidta, dlatego też nie miałem oporu przed sięgnięciem po pierwszy tom Szczurów Wrocławia. Autor nawiązuje do prawdziwego zdarzenia, jakim była wrocławska epidemia czarnej ospy w 1963 roku, ale postanawia ją przerodzić w inwazję zombi. Nie wyjaśnia, skąd się wzięły żywe trupy (możliwe, że przeznaczył to na kolejne części), wprowadza wiele zbędnych scen, żeby tylko uśmiercić więcej bohaterów (którzy noszą nazwiska ochotników zgłaszających się autorowi na ofiary) i ogólnie przynudza. Ciekawie robi się dopiero, kiedy ZSRR postanawia na swój sposób zaradzić problemowi, ale wątek ten zostaje szybko przez Szmidta zabity. Najmocniejszym punktem powieści są działania majora Biedrzyckiego, ale poświęcono im za mało miejsca, przez co nie podnoszą za bardzo wartości powieści. Warto wspomnieć, że oprócz tekstu Szmidta książka zawiera też krótkie ale ciekawe opowiadanie Artura Olchowego pt. Horda, o którym więcej nie napiszę, aby nie zdradzać fabuły.

24. Wilkozacy. Księżycowy Sztylet - Rafał Dębski, Fabryka Słów 2015

Trzeci tom Wilkozaków przenosi akcję cyklu o ponad sto lat do przodu, w czasy Stanisława Augusta Poniatowskiego, po pierwszym rozbiorze Polski. Przez taki zabieg seria traci spójność, a ja odnoszę wrażenie, że Dębskiemu zaczęły się kończyć pieniądze i musiał podreperować budżet. Fabularnie jest przeciętnie: ot, książę Lubomirski postanawia bronić ojczyzny przed carycą Katarzyną, wykorzystując do tego postacie z legend, czyli tytułowych wilkozaków, a do tego celu potrzebny jest mu artefakt zwany księżycowym sztyletem. Sam przedmiot zaś odgrywa zdecydowanie mniejszą rolę niż można by się spodziewać po tytule albo zawiązaniu akcji Nie jest to szczególnie porywające czytadło, ale przy nadmiarze wolnego czasu można się pokusić o jego lekturę. Ja swój czas uważam za zmarnowany, zwłaszcza w obliczu tegorocznego Zajdelgate.

25. Chatka Puchatka - Alan Alexander Milne, Nasza Księgarnia 2012

Drugi tom przygód Kubusia Puchatka, Prosiaczka i innych, który czytałem Synowi. Z tą częścią nie miałem wcześniej kontaktu, wiedziałem tylko, że to właśnie na jej kartach po raz pierwszy pojawia się Tygrys. I o ile uważam, że jest to świetna porcja dziecięcej literatury, to wybawiłem się nieco mniej niż przy Kubusiu Puchatku, a i żartów i zabawnych sytuacji jest jakby mniej. Nadal jednak rozważania Kubusia na temat otaczającej go rzeczywistości są czymś doskonałym. W końcu swój moment chwały ma Prosiaczek, szkoda tylko, że pozostałym bohaterom poświęcono mniej miejsca niż poprzednio.

26. Tajemnica Nawiedzonego Lasu - Anna Kańtoch, Uroboros 2015 (Kindle)

Kiedyś już to pisałem, ale się powtórzę: bardzo lubię twórczość Ani Kańtoch, jest ona jedną z moich ulubionych autorek i chętnie sięgam po jej książki. Podejście takie ma tę wadę, że, kiedy Ania zejdzie trochę poniżej poziomu doskonałości, zaczynam narzekać. Tajemnica Nawiedzonego Lasu będąca kontynuacją Tajemnicy Diabelskiego Kręgu to kryminał dla młodzieży. Główna bohaterka, Nina, musi dowiedzieć się, co stoi za zbrodnią sprzed lat i rozwiązać pewien nadprzyrodzony problem. Jak zwykle w przypadku tej autorki, mamy świetnie zarysowaną intrygę i bardzo dobrze skonstruowaną fabułę z przekonującymi bohaterami, ale przez cały czas coś mi w tej powieści nie grało. Nie potrafię sprecyzować, o co chodzi - może jestem za stary na tego typu młodzieżówki, a może po prostu się czepiam, bo nie jest to dzieło na fabularnym poziomie Przedksiężycowych ani powalające językowo jak Czarne. Wychodzi więc ze mnie zwykła maruda.

27. Order - Marcin Jamiołkowski, Genius Creations 2015 (Kindle)

Urban fantasy jest gatunkiem, który niezbyt mnie przekonuje, ale ponieważ autor zapunktował u mnie bardzo dobrym Okupem Krwi, postanowiłem też sięgnąć po drugi tom przygód detektywa i maga w jednej osobie, Herberta Kruka. Na szczęście wyrażone przy okazji poprzedniej części obawy o ukazywanie się kolejnych książek cyklu okazały się nieuzasadnione i mogłem cieszyć się lekturą kolejnej książki Jamiołkowskiego. Dostałem do rąk ciekawą historię poszukiwania orderu Virtuti Militari, jakim obdarowana została Warszawa, a który miał ją chronić przed strasznymi nieszczęściami. Zdążyłem już zapomnieć, jak ciekawie wykreował autor mechanizmy działania magii - zaklęcia mają rewelacyjną formę i choćby dla nich polecam zapoznać się z tą książką i jej poprzedniczką (dla mających alergię na słowo drukowane: obie powieści są krótkie). Jamiołkowski po raz drugi pokazał mi, że pisać potrafi; pozostaje więc czekać na trzecią część przygód pana Kruka.

28. Pępek świata. Z dzieckiem w drodze - Anna Kuziemska, National Geographic 2012

Wybieramy się wkrótce na wakacje. Z półrocznym dzieckiem. Chciałem się więc zapoznać z perspektywą ludzi, którzy takie wyjazdy uskuteczniają od dłuższego czasu. Książka ta jest bowiem zapisem wywiadów z rodzicami podróżującymi wraz ze swymi dziećmi. W bardzo ciekawy sposób pokazuje, że choć trzeba się na sporo rzeczy przygotować, to jednak nie ma się czego bać, a dziecku będzie dobrze wszędzie, byle rodzice byli obok. Znaleźć tu można praktyczne wskazówki, w jaki sposób radzić sobie z typowymi problemami w podróży, ale także zabawne opowieści o zdarzeniach generowanych przez młodych podróżników, jak również opisy reakcji lokalnej ludności na małe dziecko. Bardzo budująca książka, która pokazuje, że się da (wbrew temu, co często twierdzą dziadkowie).

29. El Camino, czyli hiszpańskie wędrowanie - Jan Gać, Bernardinum 2013

Ponieważ planuję zahaczyć o Santiago de Compostela, postanowiłem trochę przeczytać o El Camino, czyli szlaku świętego Jakuba prowadzącym do grobu apostoła w tymże właśnie mieście. Posiadam dwie książki opisujące taką pielgrzymkę, niestety chyba dokonałem złego wyboru lektury (piszę "chyba", bo drugiej jeszcze nie czytałem). Jasne, sam pomysł spisania wrażeń z drogi jest bardzo dobry i należy mu przyklasnąć, a sama prezentacja poszczególnych miejscowości też mogłaby być niczego sobie, gdyby nie jeden szczegół. Autor za bardzo skupia się na omawianiu architektonicznych szczegółów oglądanych na szlaku kościołów, czym najzwyczajniej w świecie nudzi, tym bardziej, że brakuje mu gawędziarskiego talentu Cejrowskiego czy Michniewicza. Do tego często odchodzi od tematu wędrówki i zupełnie niepotrzebnie komentuje zachodzące w Unii Europejskiej zjawiska społeczne, a robi to z punktu widzenia skrajnie konserwatywnego katolika. Ponieważ o pielgrzymce do świętego miejsca pisze człowiek głęboko wierzący, język, jakim się posługuje, przesycony jest patosem, a jego rozmowy z towarzyszącą mu na szlaku żoną brzmią bardzo sztucznie. Bardzo mi się natomiast podobała modlitwa autora do świętego Jakuba przy grobie apostoła. No i zdjęcia, dużo zdjęć. Tylko mapki przedstawiającej szlak zabrakło. Najciekawsze jest to, że mimo wszystkich niedociągnięć, jakie trapią tę książkę, poczułem się mocno zachęcony do obejrzenia co ważniejszych miejsc na drodze do Santiago.

czwartek, 31 marca 2016

Przeczytane. Marzec 2016

Najsłabszy miesiąc od lat: tylko pięć przeczytanych książek, w tym dwie cegły. Co ciekawe najwięcej czasu przeznaczyłem na najlepszą jak na razie pozycję z polskiej fantastyki A.D. 2015, czyli Niebiańskie pastwiska Pawła Majki. Przy takim tempie niemal na pewno nie uda mi się przeczytać wszystkich zaplanowanych książek przed 15 czerwca, czyli Zajdlowym deadlinem (o terminie głosowania na Żuławskiego nawet nie warto wspominać). Marną liczbę lektur rekompensuje ich jakość - dwie z nich wskoczyły do polskofantastycznego Top 5 roku 2015, a trzecia otarła się o nominację. Marzec był miesiącem całkowicie ebookowym, choć mam zaczętych kilka lektur na papierze, z których przynajmniej jedną powinienem wkrótce skończyć. A teraz zapraszam do zapoznania się z moimi wypocinami.

18. Malajski Excalibur - Daniel Nogal, Genius Creations 2015 (Kindle)

To był mój pierwszy kontakt z beletrystyką autora; wcześniej miałem okazję przeczytać jego artykuł dotyczący bodajże Malezji w miesięczniku Poznaj Świat. Tym razem również przenosi czytelnika do tego kraju, co się chwali, gdyż jest to rzadko eksploatowany rejon w polskiej fantastyce. Mamy niedaleką przyszłość, gdzie zachodnia gospodarka została zrujnowana i ekonomicznymi potentatami pozostały Chiny i Arabowie, walczące ze sobą o wpływy. O ile tło, jakim są polityczne przepychanki w malezyjskich władzach, jest bardzo interesujące, mam wrażenie, że stanowi ono jedynie pretekst do historii poszukiwania krisu będącego odpowiednikiem europejskiego Excalibura. Sama sensacyjna warstwa powieści jest całkiem przyzwoita: pościgi, tajni agenci, lokalne gangi, w zasadzie niczego fabule poza oryginalnością nie brakuje. Wydaje się jednak, że autor ma świadomość fabularnej wtórności, gdyż ustami protagonisty stwierdza, że przedstawiane wydarzenia to "Indiana Jones spotyka Jamesa Bonda". I jest to bardzo dobre stwierdzenie. W efekcie dostałem solidną lekturę, o której istnieniu bym nie wiedział, gdyby nie recenzja w NF.

19. Łzy Diabła - Magdalena Kozak, Insignis 2015 (Kindle)

Magda Kozak nie należy do autorek, na których książki oczekuję z niecierpliwością; ot, jeśli nadarzy się okazja to po nie sięgnę, choć raczej wybiorę innego twórcę. Łzy Diabła to dopiero druga jej książka, z którą udało mi się zapoznać (po Paskudzie & Co.) i po raz kolejny odniosłem bardzo pozytywne wrażenie. Tym razem mamy do czynienia z SF, którego akcja rozgrywa się na odległej planecie, gdzie toczy się wojna, której realia przypominają nasz Afganistan. Z tubylcami nawiązują kontakt przybysze z Ziemi i dostarczają im sprzęt wojskowy w zamian za środki potrzebne do produkcji tytułowego narkotyku. Ponieważ Kozak brała osobiście udział w azjatyckich działaniach wojennych, pozostaje mi wierzyć, że realia walki oddała tak dokładnie, jak było to możliwe. Zastanawiam się tylko, po co umieszczać akcję na obcym globie, jeśli miejsce, gdzie toczy się fabuła jest jedynym elementem fantastycznym w powieści; nawet technologia dostarczana przez Ziemian pochodzi z czasów współczesnych. Innym mankamentem, jaki dostrzegłem, jest nikła rola tytułowych Łez Diabła - narkotyk ten w zasadzie nie pojawia się na kartach powieści, poza sporadycznymi wzmiankami, że służy jako środek płatniczy. Poza tym o powieści można mówić same dobre rzeczy. Ciekawa fabuła z rewelacyjnym twistem, interesujący bohaterowie, świetnie oddana atmosfera brutalnej wojny i relacji plemiennych. Mam wrażenie, że książki tej autorki będą miały u mnie wyższy priorytet.

20. Niebiańskie pastwiska - Paweł Majka, Rebis 2015 (Kindle)

Ot, paradoks: bardzo dobra książka, a jej lektura zajęła mi ponad dwa tygodnie. I to nie dlatego, że chciałem się nią jak najdłużej delektować; po prostu czasu ciągle brak. A jaka jest zawartość powieści? Military SF, spiski, szpiedzy, dochodzenie, bitwy, równoległy wszechświat, rozgrywki na wysokich szczeblach władzy i życie szeregowych żołnierzy. Wszystko bardzo dobrze podane, choć początek nie porwał i zacząłem się zastanawiać, nad czym recenzenci pieją z zachwytu. A tu proszę: mnogość wątków, początkowo nie mających ze sobą niczego wspólnego, a ostateczne zgrabnie się zazębiających, porywająca fabuła i ciekawa koncepcja równoległego wszechświata. Nic tylko czytać.

21. Dygot - Jakub Małecki, Sine Qua Non 2015 (Kindle)

No i kolejna bardzo dobra powieść w tym miesiącu. Tym razem padło na autora, którego bardzo cenię, choć ostatnimi czasy odchodzi on od fantastyki w stronę mainstreamu. Tutaj przedstawia on historię pewnej pochodzącej z Wielkopolski rodziny od czasów sprzed drugiej wojny światowej do XXI wieku- w zasadzie tworzy zwykłą powieść obyczajową pozbawioną jakichkolwiek wątków fantastycznych (jeśli nie liczyć pewnej przepowiedni). Interesująco i realistycznie przedstawia kolejne pokolenia bohaterów z ich przywarami, zmieniającą się na przestrzeni lat mentalnością i reakcjami społeczeństwa na odstępstwa od norm. Czułem się, jakbym czytał Wit Szostaka albo Radka Raka. Gorąco polecam.

22. Ostatni honorowy - Jacek Komuda, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

A to z kolei lektura solidna, choć odbiegająca poziomem od poprzednich. Jest to przyzwoite mainstreamowe czytadło opowiadające o losach szermierza Legii Warszawa, który, nie mogąc jechać na Igrzyska Olimpijskie do Los Angeles w 1984 roku, postanawia toczyć prawdziwe pojedynki w obronie honoru i ku uciesze współczesnej arystokracji. W wydarzenia końca XX wieku zgrabnie wpleciony zostaje wątek przedwojennych pojedynkowiczów, choć wyjaśnienie, na czym polegał konflikt między nimi nieco mnie rozczarowało. Niestety postać głównego bohatera jest mocno nijaka; owszem da się go lubić i trzymać za niego kciuki w poszczególnych starciach, ale nie sądzę, żeby pozostał mi na dłużej w pamięci. Pozostaje jeszcze pytanie, czy Komuda zamierza napisać kontynuację tej powieści. Przydałoby się, bo, choć wiele wątków zostało pozamykanych, otwarte zakończenie pozostawia spory niedosyt.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Przeczytane. Luty 2016

Minął drugi miesiąc roku i znowu nie udało mi się osiągnąć dziesięciu książek. Tym razem stanęło na ośmiu pozycjach, z czego pięć to kontynuacje rozpoczętych przeze mnie cykli. Jeśli chodzi o poziom przeczytanej literatury, to jestem raczej zadowolony z tego, po co miałem okazję sięgnąć: rozczarowujących pozycji było naprawdę niewiele. Ponieważ obecnie kupuję głównie e-booki (miejsce na podłodze się skończyło), to właśnie w formie elektronicznej jest większość przeczytanych przeze mnie książek. Deadline nominacji do Nagrody Zajdla coraz bliżej, więc wszystkie lutowe lektury to polska fantastyka A.D. 2015. No i jeszcze się pochwalę: zostałem zaproszony do grona Elektorów Nagrody im. Jerzego Żuławskiego. A tutaj czasu na zapoznanie się z lekturami jeszcze mniej. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać wszystkie co istotniejsze lektury zanim przyjdzie mi oddać głos. Zapraszam do lektury moich wypocin.

10. Felix, Net i Nika oraz (nie)Bezpieczne Dorastanie - Rafał Kosik, Powergraph 2015

Kolejny tom przygód trójki przyjaciół z warszawskiego gimnazjum, choć w tym przypadku lepiej byłoby napisać o czwórce bohaterów, gdyż do dotychczasowego składu dołącza dziewczyna Felixa, Laura. Akcja rozgrywa się, podobnie jak w Klątwie Domu McKillianów, w czasie wakacji pomiędzy drugą a trzecią klasą; tym razem bohaterowie próbują przetrwać bez pieniędzy w Londynie. Pojawiają się znani z poprzednich części przeciwnicy, co sprawia, że warto zapoznać się z wcześniejszymi książkami cyklu, mimo informacji na okładce, że ich znajomość nie jest wymagana. Fabuła jest sprawnie prowadzona i sprowadza się do bycia satyrą na ustawodawstwo Unii Europejskiej i zachowanie elit rządzących w myśl zasady "TKM". Jest to jedna z lepszych części serii.

11. Gamedec. Obrazki z Imperium. Część 2 - Marcin Przybyłek, Rebis 2015 (Kindle)

Rozczarowanie. Przybyłek osiąga taki poziom abstrakcji, że lektura przestaje być przyjemnością i zaczyna polegać na próbach zorientowania się, o co chodzi. Za dużo w tym wszystkim chaosu, a rozwiązanie konfliktu z obcą rasą na zasadzie deus ex machina wcale powieści nie pomaga. Podawane przez autora wyjaśnienia też ciężko nazwać satysfakcjonującymi, zarówno to mówiące, dlaczego ludzie przetrwali, jak i to próbujące wyjaśnić, kim są najeźdźcy z innej galaktyki. Niestety cykl Gamedec stracił swój urok.

12. Antologia Wolsung. Tom I - antologia, Van Der Book 2015 (Kindle)

Antologie czytam chętnie, choć wszystkie mają jeden i ten sam problem: nierówny poziom tekstów. Z drugiej strony, staram się omijać literaturę, której akcja rozgrywa się w świecie gry, czy to fabularnej, czy komputerowej. Ostatecznie jednak obecność tekstów kilku autorów była tym czynnikiem, który przekonał mnie do wysupłania pieniędzy z portfela. W tym przypadku wydawca postawił na mieszankę doświadczenia i młodości - pojawiają się znani i uznani autorzy, a obok nich świeże nazwiska, które stawiają pierwsze literackie kroki, a które wyłonione zostały na drodze konkursu. Pomysł jest dobry, bo umożliwia pokazanie się potencjalnym talentom, a z drugiej strony zbiór zawiera kilka koni pociągowych, które pomogą go sprzedać. Co ciekawe, niekoniecznie ci znani napisali lepsze opowiadania. Ogólnie stoją one na przyzwoitym poziomie, choć w zasadzie żadne nie zostaje w pamięci na dłużej. Chlubnymi wyjątkami tutaj są Czarne Jaskółki Macieja Guzka (kryminał) i Jeździec wiwern Michała Studniarka (opowiadający o pojedynku powietrznym). Jak się okazało w Wolsungu jest miejsce na różnego rodzaju utwory: pojawiają się te humorystyczne, a także zupełnie mroczne, co zwiększa szansę odnalezienia czegoś dla siebie. Fajnie, że takie zbiory wychodzą, zwłaszcza że ciężko dziś o dobrą antologię.

13. Tylko Maks - Łukasz Orbitowski, Narodowy Instytut Audiowizualny 2015 (Kindle)

A to jest książka, o której się dowiedziałem przypadkiem z listy dyskusyjnej Fandomu Polskiego. Co istotnie zachęca do jej przeczytania (oprócz nazwiska autora) to fakt, że jest ona do pobrania całkowicie za darmo. Literatura Orbitowskiego ma tę dziwną cechę, że jest bardzo nierówna: zdarza jej się mnie zachwycić, czasem będzie czymś idealnie przeciętnym, a innym razem nie będzie się jej dało czytać. Tylko Maks zostawia pozytywne wrażenia, choć do geniuszu trochę tej powieści brakuje; nie powala na kolana jak Szczęśliwa ziemia. Bohaterem utworu jest wrocławska Hala Stulecia, miejsce magiczne, gdzie historia jest odtwarzana na nowo i gdzie rozgrywają się tajemnicze wydarzenia. Fabuła jest ciekawa, choć sama intryga skojarzyła mi się z opowiadaniem Pułapka Tesli Ziemiańskiego, ale nie sądzę, żeby było to jakiekolwiek wzorowanie się, raczej przypadkowa zbieżność. Książkę czyta się dobrze i szybko (wszak długa nie jest); jest to jeden z lepszych utworów Orbitowskiego, które trafiły w moje ręce.

14. Kościany Galeon - Jacek Piekara, Fabryka Słów 2015

Odnoszę wrażenie, że się starzeję. Swój pierwszy kontakt z twórczością Piekary miałem jako mało doświadczony czytacz, gdy Fabryka Słów wydała pierwszy tom opowiadań o Mordimerze Madderdinie, czyli Sługę Bożego, i urzekła mnie jego historia. Dziś, jakieś dwanaście lat później, saga inkwizytorska nie robi już takiego wrażenia. Nie wiem, czy to kwestia większego obycia literackiego, czy też faktu przerzucenia się przez autora z opowiadań na powieści, ale już nie obserwuję u siebie wypieków na twarzy podczas czytania. Oczywiście książki te pozostają przyzwoitymi czytadłami do pochłonięcia w jeden czy dwa wieczory, ale głowy nie urywają. Kościany Galeon jest kolejnym, piątym już prequelem cyklu Ja, Inkwizytor (ciągle czekam na piąty właściwy tom sagi, kontynuację Płomienia i krzyża i Rzeźnika z Nazaretu i się doczekać nie mogę). Tym razem nasz dzielny bohater wbrew swojej woli wypływa na morze w poszukiwaniu zaginionego kupca. Oczywiście swoje miejsce na kartach powieści znajdą również demony, którym musi stawić czoła. Ogólnie fabuła jest mało skomplikowana, z niepotrzebnie wplecionym wątkiem erotycznym (chyba tylko w celu wywołania mokrych snów u nastolatków). Pozytywnie natomiast oceniam pojawiające się tu i ówdzie informacje o świecie przedstawionym i rozwój protagonisty, choć ciągle pozostaje on nadętym dupkiem.

15. Mój sługa Ezra - Maciej Żytowiecki, Oficynka 2015

Mało popularny autor, który zainteresował mnie swoją poprzednią powieścią pt. Mój prywatny demon. Mój sługa Ezra jest jej bezpośrednią kontynuacją, nie mogłem się więc powstrzymać przed zakupem. Żytowieckiemu udaje się bardzo dobrze wytworzyć nastrój noir, chciałbym napisać "kryminału", ale tutaj od początku wiadomo, kto jest winien, a akcja dotyczy polowania na złoczyńcę, więc jest to raczej powieść sensacyjna. Bardzo lubię stylistykę czarnego kryminału, choć rzadko mam z nią styczność (wstyd przyznać, ale Chandlera nigdy w rękach nie miałem). Tradycyjnie akcja toczy się w dwudziestoleciu międzywojennym w Chicago, po upadku Ala Capone i zniknięciu Eliota Nessa. Ezra, opętany przez demona detektyw, wyrusza na poszukiwanie zbiegłej więźniarki, a na scenie pojawiają się inni przedstawiciele demoniego ludu. Ciekawymi bohaterami są zamaskowani Specjaliści, z którymi wiąże się pewna tajemnica. Autor postanowił zostawić otwarte zakończenie; mam nadzieję, że na trzecią część nie trzeba będzie czekać tyle lat.

16. Chłopcy 4. Największa z przygód - Jakub Ćwiek, Sine Qua Non 2015 (Kindle)

To już jest koniec, jak śpiewał Kuba Sienkiewicz. Kuba Ćwiek postanowił zakończyć cykl o dawnych towarzyszach Piotrusia Pana, choć, jak wiemy na przykładzie Kłamcy, zawsze da się jeszcze coś dopisać. Największa z przygód jest bezpośrednią kontynuacją Zguby i opowiada o próbach odzyskania swoich chłopców przez Dzwoneczka. Jak zwykle w twórczości Ćwieka, można tu spotkać sporo wulgarnego humoru (mam wrażenie, że jestem prymitywny, bo mnie on śmieszy), ale też sporo poważnych rozważań na temat tego, co i ile warto w życiu poświęcić. Trochę brakuje mi tutaj większego udziału postaci Kubusia, który po Bangarang sprawiał wrażenie, że będzie odgrywał istotniejszą rolę. Mimo tego, jest całkiem dobrze. Po cichu liczę, że Kuba wróci jeszcze do Nibylandii, nieśmiało mam również nadzieję na kontynuację Dreszcza, a zwłaszcza Krzyża Południa. No i na koniec jeszcze jedno pytanie do znawców tematu: które wydanie Piotrusia Pana kupić, żeby się nie naciąć na jakąś szczątkową wersję dla trzylatków?

17. Osobliwość - Dariusz Domagalski, Rebis 2015 (Kindle)

Podoba mi się seria Horyzonty Zdarzeń Rebisu - w zasadzie każdy przeczytany przeze mnie tom to ciekawe SF. Wiadomo, raz jest lepiej, a innym razem gorzej, ale żadna z powieści poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Tak jest i tym razem, gdzie dostałem przyjemną space operę (?). Otóż grupa śmiałków wyrusza w daleki kosmos celem zbadania nietypowego układu gwiazd pod kątem obecności w nim planet zdatnych do zamieszkania. Pojawiają się tajni agenci, istotną rolę odgrywa wątek kryminalny, a na koniec na pierwszy plan wychodzi warstwa mistyczna, której istnienie wcześniej było sygnalizowane w rozmowach prowadzonych przez bohaterów. Pisałem o tym wielokrotnie i powtórzę jeszcze raz: uwielbiam kosmiczną SF, nie przepadam natomiast za wprowadzaniem do niej czynnika boskiego. Tutaj jednak został on zaimplementowany w bardzo ciekawy sposób. Nie jest to może wybitna literatura, ale sprawia sporo frajdy przy czytaniu.

niedziela, 31 stycznia 2016

Przeczytane. Styczeń 2016

No to zaczynamy, już czwarty rok z rzędu, zabawę czytelniczą. Jak zapowiadałem w podsumowaniu ubiegłego roku, tym razem notki będę publikował raz na miesiąc - częściej nie ma sensu, ponieważ tempo czytania znacznie mi spadło, a poza tym z czasem ostatnio bywa u mnie różnie. Styczeń to dziewięć przeczytanych książek, choć liczba ta jest nieco oszukana, ale o tym będzie można przeczytać poniżej. Większość z nich trafiła do mnie w wersji elektronicznej - mieszkanie z gumy nie jest, powierzchnie płaskie z uwagi na potomka raczej uprzątnięte z przeszkód terenowych, więc na kolejne tony papieru miejsca brak. A ponieważ staram się skupić (przynajmniej od pozycji numer 5) na książkach, które można nominować do Nagrody Zajdla, to i zeszłoroczna polska fantastyka dominuje na styczniowej liście. Na szczęście rodzimi wydawcy coraz liczniej przekonują się do formatów .mobi czy .epub, przez co jestem w stanie nie narażać się Żonie. No i plecak jest lżejszy, kiedy zabieram ze sobą kilka tytułów. Zapraszam do lektury.

1. Pierwszy rok życia dziecka - Heidi Murkoff, Sharon Mazel, Rebis 2014

To jest właśnie to oszustwo, o którym wspomniałem we wstępie. Książkę tę zacząłem czytać jeszcze w październiku i bardzo chciałem zakończyć ją w 2015 roku. Niestety los sprawił, że lekturę ukończyłem w Nowy Rok, więc książka zalicza się już do tegorocznych. Jest ona kontynuacją poradnika W oczekiwaniu na dziecko i, jak można się domyślić, dokładnie opisuje pierwszy rok życia dziecka. Formę ma podobną do poprzedniej części: podane jest, czego można się w którym miesiącu spodziewać, przedstawione są w postaci pytań i odpowiedzi problemy, na które można się natknąć, będąc rodzicem, opisane są także sprawy mniej przyjemne, jak choroby i udzielanie pierwszej pomocy. Na pewno jest to skarbnica wiedzy dla świeżo upieczonych rodziców, choć trzeba mieć na względzie, że książka powstała już spory czas temu, przez co część informacji straciła na aktualności. Niestety powtarzają się też występujące w W oczekiwaniu na dziecko błędy językowe, ale mam wrażenie, że częstość ich pojawiania się zmalała.

2. Labirynt Śmierci. Część 2 - Artur Szyndler, Paladynat 2014

Sam nie wiem, skąd u mnie takie pokłady masochizmu, ale sięgnąłem na półkę po drugą część pierwszego tomu (tak, wiem, jak głupio to brzmi) Sagi o Katanie. Prawdopodobnie chciałem mieć to już za sobą. W zasadzie wszystkie uwagi, jakie miałem do pierwszej części, mogę powtórzyć tutaj. Jest to książka głupia, z denną fabułą, której należy unikać, jak ognia. No bo grupa paladynów podróżująca na latającym łóżku i określana mianem "obrońców mebla" nie może być brana poważnie. Odniosłem też wrażenie, że autor w ferworze walki z mnogością bohaterów zapomina o niektórych z nich, na przykład o tytułowym Katanie, który przez większą część powieści ani raz nie pojawia się na jej kartach. Ale po co ja w ogóle o tym piszę? Zakopać, zaorać, zalać betonem, powtarzać do uzyskania pożądanych rezultatów.

3. Pozostawieni - Tom Perrotta, Znak 2014 (Kindle)

Najpierw obejrzałem dwa sezony serialu. W oczekiwaniu na trzeci sięgnąłem po literacki pierwowzór i, co zdarza mi się bardzo rzadko, stwierdziłem, że jednak produkcja HBO stoi na wyższym poziomie niż powieść Perrotty. Seria wiele wątków rozwija, sporo dodaje, a gdzieniegdzie zmienia fabułę tak, że staje się ona ciekawsza. Podstawowy koncept jest jednak w obu wersjach taki sam: oto z Ziemi znika nagle 2% populacji, nie wiadomo, co tak naprawdę się stało, nie znamy też przyczyn zjawiska. Ważne staje się pokazanie, jak ludzie radzą sobie w takiej nietypowej sytuacji. I to autorowi udało się całkiem dobrze. Ciekawie wykreowani zostali bohaterowie, a ich reakcje na wydarzenia są wiarygodne. Co mnie zaskoczyło po obejrzeniu serialu, to brak jakichkolwiek motywów fantastycznych, poza oczywiście samym zniknięciem. Nie była to jednak wciągająca lektura. Fabularnie jest ona co najwyżej przeciętna, do tego język, jakim jest napisana okazał się trochę męczący. Szkoda. Pozostaje czekać na to, co zaprezentuje w tym roku telewizja.

4. Mołdawianie w kosmos nie lietajut biez wina - Judyta Sierakowska, Bezdroża 2014

Oto przykład, jak można sprzedać książkę nadając jej odpowiedni tytuł. Najpierw kupiłem ją w formie e-booka. Potem stwierdziłem, że za dużo tam zdjęć i trzeba mieć to w wersji z martwego drzewa. No i zabrałem się za lekturę tuż po tym, jak okazało się, że jeden z artykułów w miesięczniku Poznaj Świat stanowi fragmenty tej książki. Może nie jest to książka napisana w wybitnie porywający sposób. Autorce ewidentnie brakuje gawędziarskich zdolności Wojciecha Cejrowskiego czy Tomka Michniewicza, ale mimo wszystko potrafi ona w miarę ciekawie przedstawić życie ludzi w najbiedniejszym zakątku najbiedniejszego kraju Europy, czyli w Gagauzji. Swój rozdział dostaje też mołdawski skansen komunizmu, jakim jest Naddniestrze. Ogólnie, rzecz jest ciekawa głównie z tego względu, że mówi o miejscu, do którego nikt się nie zapuszcza, bo nic tam nie ma. Oprócz wina i mocniejszych trunków naturalnie.

5. Otchłań - Robert J. Szmidt, Insignis 2015 (Kindle)

Wyścig z czasem czas zacząć. Do piętnastego czerwca mam do przeczytania jakieś czterdzieści książek reprezentujących polską fantastykę A.D. 2015 i to jest pierwsza z nich. Powieść ta osadzona jest w stworzonym przez Dimitrija Głuchowskiego Uniwersum Metro 2033, a jej akcja została umieszczona we Wrocławiu. Co ciekawe, druga polska przedstawicielka w tej serii również toczy się w mieście, gdzie metra nie wybudowano. Szmidt postanowił umieścić wobec tego akcję we wrocławskich kanałach. Nastrój, jaki udało się autorowi wytworzyć, bije na głowę to, co do tej pory udało mi się w cyklu Metro 2033 przeczytać (jak można sprawdzić w starszych notkach, nie cenię zbytnio prozy Głuchowskiego). Widać, że Szmidt bardzo dobrze się czuje w postapokalipsie i powierzenie mu napisania takiej powieści było bardzo dobrym posunięciem Insignisu. Mimo że fabuła wydaje się dość prosta - bohater wyrusza z misją, jest parę zwrotów akcji, po czym dociera do celu - powieść mocno wciąga. No i autor zakończeniem zostawił sobie otwartą furtkę do napisania kontynuacji, na którą z niecierpliwością czekam.

6. Legendy polskie - antologia, Allegro 2015 (Kindle)

Gdyby nie baczko, nigdy nie dowiedziałbym się o tej antologii polskich opowiadań. Plułbym sobie w brodę, bo nazwiska, jakie udało się Allegro zakontraktować, sprawiają, że oczekuje się bardzo wysokiego poziomu literackiego: mamy tu Elżbietę Cherezińską, Rafała Kosika, Jakuba Małeckiego, Łukasza Orbitowskiego, Radka Raka i Roberta M. Wegnera. W zasadzie brakuje tylko Ani Brzezińskiej. A to wszystko do ściągnięcia za darmo. Niestety wyszła tutaj smutna prawda, że za rzeczy porządne trzeba zapłacić. Nie chodzi o to, że zebrane tu opowiadania są słabe, bo są całkiem niezłe, ale poziomem odstają od tego, do czego wymienieni autorzy zdążyli mnie przyzwyczaić. W zasadzie tylko Radek Rak w pełni mnie usatysfakcjonował swoim spojrzeniem na legendę o kwiecie paproci. Bo trzeba wspomnieć, że każdy z tekstów stanowi nawiązanie do jakiejś znanej polskiej legendy, na przykład o Giewoncie i uśpionych rycerzach albo o smoku wawelskim. Największymi rozczarowaniami były opowiadania Wegnera i Orbitowskiego, którzy kompletnie nie trafili w mój gust. O ile w przypadku tego drugiego to zawsze jest dla mnie "na dwoje babka wróżyła", to do tej pory nigdy nie trafiłem na słabszy tekst Wegnera. Cóż, zawsze musi być ten pierwszy raz.

7. Gamedec. Obrazki z Imperium. Część 1 - Marcin Przybyłek, Rebis 2015 (Kindle)

Kolejny Gamedec, tym razem w pełni posthumanistyczny, i kolejna wojna z najeźdźcami z kosmosu. Długa to była lektura, w której przez większość czasu nic się nie dzieje, a fabuła nabiera tempa dopiero po jednej trzeciej książki. Cały czas miałem wrażenie, że powieść jest przegadana i odchudzenie jej o jakieś 150-200 stron w niczym by jej nie zaszkodziło. Do tego w siódmym już tomie o przygodach Torkila Aymore'a zaczął mnie irytować seksizm głównego bohatera. Znowu wychodzi ze mnie maruda, a tak naprawdę nie była to nieprzyjemna lektura. Ogólne wrażenia mam pozytywne, a gdyby Przybyłek unikał tego, o czym tu napisałem, stałby się jednym z moich ulubionych pisarzy, bo i świat udało mi się wykreować ciekawy, i rozwiązania fabularne stosuje interesujące.

8. Żar tajemnicy - Rafał Dębski, Drageus 2015 (Kindle)

Drugi tom cyklu SF Rubieże Imperium. Sprawy, wokół których kręciła się poprzednia część, tutaj zostały zepchnięte na margines, a główna oś fabuły skupia się na walce z piratami. Na szczęście Dębski postanowił rozwinąć tło świata przedstawionego i zaprezentował rozgrywki na wysokich szczeblach władzy, które dodają smaczku opisywanym wydarzeniom i sprawiają, że udało się uzyskać powieść nieco lepszą niż Kraniec nadziei, choć nadal nie wybija się ona poza przeciętność. Tutaj, odwrotnie niż w przypadku Gamedeca mam wrażenie, że przydałoby się książkę nieco utuczyć - dodać jej trochę stron, bo w obecnej formie kończy się zbyt szybko.

9. CK Monogatari - Artur Laisen, Genius Creations 2015 (Kindle)

Sięgnąłem po to, bo trafiłem gdzieś na pozytywną recenzję (chyba w NF) i po raz kolejny przekonałem się, że nie ma co wierzyć recenzentom (a jednak ciągle daję się nabrać ich słowom). O ile pomysł rozgrywek wewnątrzkorporacyjnych przypadł mi do gustu, podobnie jak umieszczenie akcji w Kielcach i dodanie do nich japońskiej kultury i wierzeń, to sama powieść nudna się zrobiła już w połowie. Pościg głównego bohatera za antagonistą najzwyczajniej w świecie mnie wynudził, jak mało co. Do tego dołożyły swoje trzy grosze drętwe i bardzo nieprawdopodobne dialogi i parę błędów językowych; po prostu nie mogło z tego wyjść nic dobrego. Szkoda, bo powieść ma potencjał, dlatego też dam Laisenowi jeszcze jedną szansę.

czwartek, 31 grudnia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #51 i 52

Ostatnia notka w tym roku. W ostatnich dwóch tygodniach przeczytałem pięć książek. Bardzo usilnie starałem się też ukończyć Pierwszy rok życia dziecka, ale zabrakło mi jednego dnia - myślę, że do jutra uda mi się przeczytać tę książkę, przy której siedzę od października. Rozpoczętą mam też Chatkę Puchatka, ale muszę ją odłożyć do momentu, kiedy Junior będzie w stanie nie płakać, jak mu się czyta.

122. Wróżenie z wnętrzności - Wit Szostak, Powergraph 2015

Szostak chyba definitywnie porzucił fantastykę i ugrzązł w mainstreamie. Tym razem stworzył ciekawy monolog człowieka zamkniętego we własnej głowie, opisującego otaczającą go rzeczywistość. Ta zaś sprowadza się do jego brata i bratowej opiekujących się nim i zamieszkujących stację kolejową gdzieś na odludziu. Szostak skupia się na wzajemnym oddziaływaniu bohaterów na siebie i świat dookoła nich. A ten jest bardzo oniryczny. Wprawdzie nie ma tu nic fantastycznego, ale sposób pokazania go przypominał mi Szostakowe Chochoły. Interesująca pozycja.

123. Dopóki nie zgasną gwiazdy - Piotr Patykiewicz, Sine Qua Non 2015 (Kindle)

Przeczytałem wcześniej w FWS opowiadanie, którego akcja rozgrywa się w świecie Dopóki nie zgasną gwiazdy. Ponieważ koncepcja wykreowanych realiów wydała mi się interesująca, sięgnąłem po powieść Patykiewicza. Dostałem ciekawą i nietypową postapokalipsę, gdzie Ziemię spotkała kolejna epoka lodowcowa będąca następstwem strącenia Lucyfera na ziemię. Ludzkość chroni się w wysokich górach, gdzie potęga Złego jeszcze nie sięga, ale wydaje się, że nic nie uchroni niedobitków przed zagładą. Najsłabszym elementem powieści jest fabuła - o questowym charakterze, służąca chyba jedynie prezentacji świata przedstawionego. Bohater idzie tam, gdzie go pokierują, czasem z przyczyn od siebie niezależnych musi gdzieś zostać na dłużej. Nic szczególnego, ale poszczególne elementy świata są przedstawione w sposób interesujący. A prawdopodobne wyjaśnienie, czym jest strącony upadły anioł może zaskoczyć. Ponieważ Patykiewicz zostawił otwartą furtkę dla kontynuacji, z niecierpliwością będę czekał na dalszy ciąg tej opowieści.

124. Zbrojni - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Straż miejska Ankh-Morpork wraca w całej okazałości w postaci kryminału na wesoło. Miastem wstrząsa seria morderstw i, choć niektórzy chcieliby patrzeć w całkiem innym kierunku, znajduje się ktoś, kto posiada wystarczającą odrobinę przyzwoitości, żeby sprawie się dokładniej przyjrzeć. Bohaterowie bawią równie mocno jak do tej pory, a i do fabuły ciężko mieć jakieś większe zastrzeżenia. Może tylko tyle, że znów na siłę wprowadza się magów z Niewidocznego Uniwersytetu i Bibliotekarza - bez nich powieść nie straciłaby na atrakcyjności. Powoli utwierdzam się w przekonaniu, że jedynym protagonistą Świata Dysku, którego nie jestem w stanie polubić i który działa mi na nerwy jest Rincewind. Pozostałym bardzo mocno kibicuję.

125. Gamedec. Zabaweczki. Sztorm - Marcin Przybyłek, SuperNOWA 2010

Ostatnia pożyczona od kolegi część przygód gierczanego detektywa, który już właściwie przestał być gamedekiem, a stał się żołnierzem-nadczłowiekiem na usługach korporacji. Początek nudny jak flaki z olejem do tego stopnia, że miałem ochotę rzucić książkę w kąt; i pewnie by tak było, gdyby nie to, że nigdy tak nie robię. Czytałem więc dalej i gdzieś od dwusetnej strony zaczęło się robić ciekawie, kiedy poszczególne wątki zaczęły się ze sobą łączyć. Na pewno nie powinno się mieć za długiej przerwy pomiędzy lekturą Błysków a Sztormem, gdyż obie te książki powinny być zbite w jedną całość, ale wydawca chciał dwukrotnie wydoić pieniądze od czytelnika (albo uniknąć wydawania 900-stronicowej knigi). W każdym razie Zabaweczki sprawnie łączą pierwsze dwa tomy Gamedeca z Czasem silnych istot - teraz rozumiem, jak dużym błędem było sięganie po wydaną przez Fabrykę Słów część przygód Torkila zanim zapoznałem się ze starszymi książkami.

126. Elfryda - Antoni Lange, BookRage 2014 (Kindle)

Coś krótkiego na koniec roku. Muszę przyznać, że spodziewałem się zupełnie innej literatury. Antoni Lange znany jest mi jako autor fantastyki z lamusa i właśnie tego typu utworów oczekiwałem od tego zbioru opowiadań, a dostałem garść krótkich opowieści obyczajowych, skupiających się na relacjach międzyludzkich, w większości przypadków romantycznych kontaktach damsko-męskich. Jeśli miałbym krótko je scharakteryzować, to są one doskonale nijakie. Nie są złe, czy nieładnie napisane (choć trącą myszką), ale nie sądzę, żeby pozostały mi w pamięci do Święta Trzech Króli 2016 roku. Na pewno moja świadomość literacka nie zubożałaby, gdybym Elfrydy nie przeczytał, ale nie czuję się jakoś szczególnie zdruzgotany tym, że poświęciłem na lekturę cały jeden dzień.

Podsumowanie roku

Cel na rok 2015 był ambitny: przeczytać 150 książek. Mniej więcej do sierpnia szło mi bardzo dobrze, później tempo spadło, osiągając stały pułap 2/3 dotychczasowej liczby przeczytanych książek. Przez ostatnie miesiące nie udawało mi się przekroczyć dziesięciu książek na miesiąc, co jest oczywiście związane z narodzinami potomka. Z tego też powodu osiągnąłem najsłabszy wynik od trzech lat, zmykając rok ze 126 książkami na koncie. W skali kraju jest to wynik bardzo dobry, ale mam wrażenie, że w przyszłym roku przekroczenie bariery stu pozycji może się okazać problematyczne, jeśli nie niewykonalne.

Statystycznie tradycyjnie najwięcej przeczytałem fantastyki - 97 książek (w tym 78 polskiej i 19 zagranicznej) - dalej następuje przepaść, a potem w kolejce jest mainstream (10 książek), literatura podróżnicza (tylko 5 - spodziewałem się więcej) i dramaty (4 sztuki z Wolnych Lektur).

Wydawnictwem, po którego produkty najczęściej sięgałem była Fabryka Słów (15 książek - widać, kto wydaje najwięcej polskich autorów fantastycznych), a zaraz za nią podążała NOWA/SuperNOWA (12, głównie dzięki Gamedecowi Przybyłka i Sadze o Czarokrążcy Baniewicza). Na kolejnych miejscach uplasowali się: Prószyński i S-ka (8 - Świat Dysku się kłania), Bookrage, Solaris (po 7) i Wolne Lektury (6).

Nadal niewielki jest udział żeńskich autorek w czytanych przeze mnie książkach. Niestety panie nie zaczynają pisać fantastyki, a te, które są na rynku, zdołały się okopać i swoich pozycji raczej nie oddadzą nowicjuszkom. Szkoda, bo w znacznej części przypadków kobieca fantastyka jest interesująca. Zauważyłem natomiast, że panie coraz częściej są autorkami książek podróżniczych, których w roku 2016 planuję przeczytać nieco więcej niż w mijającym.

Rywalizacja papier vs ebook zakończyła się zwycięstwem tego drugiego 74:52, co daje większą przewagę niż w 2014 roku. Co ciekawe, wyjazdów w tym roku miałem mniej, więc ciężko mi tę dysproporcję wyjaśnić, gdyż starałem się czytać naprzemiennie - raz papier, raz ebook. Z tego pierwszego rezygnowałem tylko, będąc w podróży.

Na koniec jeszcze mała statystyka odnoście autorów. Najczęściej sięgałem po Pratchetta (8 tomów Świata Dysku), a dalej znajdują się Baniewicz, Białczyński, Przybyłek (po 4 książki - cykle pisali), Ćwiek, Gołkowski, Lewandowski, Pilipiuk i Shakespeare (po 3). W sumie przewinęło się przez moje ręce 87 autorów, nie licząc antologii, dla których mam przygotowaną oddzielną kategorię.

Co w 2016? Prawdopodobnie wrócę do pisania jednej notki miesięcznie. Brakuje mi już czasu na cotygodniową twórczość. Spróbuję też nadrobić lektury do Zajdla, co oznacza, że powinienem przestać czytać cokolwiek innego niż polska fantastyka A.D. 2015/2016, ale chyba tego nie uda się do końca zrealizować; w końcu podobne postanowienie mam co roku. Nie udało mi się wyrobić na polterświęta 2015, może więc w nadchodzącym roku uda mi się rozdać trochę niepotrzebnych i zajmujących zdecydowanie za dużo miejsca książek, filmów i gier.

Tradycyjnie też, na koniec garść podziękowań:
  • Dla Żony za, pomijając wszystko inne, bycie pierwszą czytelniczką bloga i regularne wprowadzanie poprawek, a także za regularne podrzucanie książek w pierwszym półroczu.
  • Dla stałych czytelników, którzy pozostawiają po sobie ślad: Asthariel, Aszhe, baczko, Clod, earl, Gosia, Ifryt, MEaDEA, Melanto, Vanth i zegarmistrz. Dzięki temu, że wiem, że mnie czytacie, pisanie o książkach ma jakikolwiek sens.
  • Dla Bartka Biedrzyckiego, który znalazł chwilę na skomentowanie moich wypocin na temat swojej książki. To naprawdę super sprawa wiedzieć, że autorzy reagują na opinie o swoich dziełach.

Do przeczytania w 2016.