środa, 1 marca 2017

Przeczytane. Luty 2017

Bida z nędzą, panie i panowie. Luty wprawdzie najkrótszym miesiącem jest, ale tylko trzy przeczytane książki w ciągu miesiąca to powód do wstydu. I humoru nie poprawia nawet świadomość, że jedna z nich to sześć w jednym, czyli omnibusowe wydanie Ziemiomorza LeGuin, a do tego dwie pozycje są w zaawansowanej fazie rozgrzebania. Mowa tu o Misiu Uszatku, gdzie skończyłem wszystkie opowiadanka i został mi sam wstęp, oraz o Hubalu Komudy, który jest dość ceglasty. Idę się biczować do kąta i obiecuję poprawę.

8. Ziemiomorze - Ursula K. LeGuin, Prószyński i S-ka 2013

Ta cegła wyjęła mi z lutego całe trzy tygodnie, ale jak przyjemna była to lektura. Wcześniej miałem jedynie styczność z Czarnoksiężnikiem z Archipelagu, ale było to w czasach głębokiego liceum, czyli jeszcze w zeszłym millenium. Wspomnienia miałem bardzo dobre, więc ponowna do ponownej lektury podchodziłem z entuzjazmem. Pozostałe pięć części cyklu było zaś dla mnie całkowitą nowością. no i przyznać muszę, że bardzo fajne jest to fantasy, które LeGuin ma do zaoferowania. Miło wziąć do ręki powieść, gdzie największym wrogiem protagonistów nie jest Wielkie Zło, Które Wykluło Się Na Krańcu Cywilizacji (choć i takie się tutaj pojawia w Najdalszym brzegu), ale oni sami. Sporo tutaj też mowy o równouprawieniu i feminizmie, zwłaszcza tam, gdzie bohaterką jest Tenar. Dostałem pięć doskonałych powieści uzupełnionych przez opowiadania zebrane w Opowieściach z Ziemiomorza o walce z własnymi słabościami i próbie wyrwania się ze schematów, w które wtłacza społeczeństwo. Jak tylko odsapnę zabieram się za kolejne cegły autorki.

9. Bramy Światłości. Tom 1 - Maja Lidia Kossakowska, Fabryka Słów 2017 (Kindle)

Jestem fanem anielskiego cyklu Kossakowskiej od pierwszego z nim kontaktu, a było to opowiadanie Wieża zapałek opublikowane w Magii i Mieczu. W przypadku Bram Światłości jednak włącza mi się maruda. Zawiązanie akcji wprawdzie jest intrygujące i sprawia, że chce się wiedzieć, co się stanie dalej: aniołowie dowiadują się, że jedna z nich trafiła na ślad Boga (który, jak wiadomo z poprzednich części cyklu, poszedł gdzieś z serafinami i zostawił Królestwo bez opieki). A dalej jest już sama wyprawa - bohaterowie idą i idą i napotykają problemy żywcem wyjęte z generatora spotkań losowych. Ciekawie zapowiadały się intrygi niebiańsko-głębiańskie, ale nawet jako tło głównych wydarzeń są traktowane po macoszemu. Coś więcej można było wyciągnąć z działań Lucyfera, którego jest tutaj zdecydowanie za mało i nie odgrywa on żadnej istotnej roli. Oczywiście, jest szansa, że w drugim tomie wszystko poskłada się w ładną całość, ale na razie Bramy Światłości nie bronią się. Z pozytywów warto wspomnieć o interesującym wprowadzeniu wierzeń hinduskich w wykreowany wcześniej przez autorkę świat. Z opisami Kossakowska radzi sobie akurat bardzo dobrze, dlatego też fajnie wypada przedstawienie barwnych hinduistycznych krain. Czekam na to, co będzie dalej, przy okazji irytując się na Fabrykę Słów z powodu dzielenia przez wydawnictwo niemal każdej grubszej książki na dwa tomy.

10. Radio Yokohama - Marcin Bruczkowski, Monika Borek, Rosner i Wspólnicy 2006

Bruczkowski w formie. Tym razem postanowił skorzystać ze wsparcia Moniki Borek, gdyż, jak sam twierdzi, potrzebował kobiecego spojrzenia na sprawę. Autorzy sprawnie dzielą się narracją: wydarzenia opowiedziane są z perspektywy polskiego radiowca pracującego w małej japońskiej rozgłośni przy nagrywaniu muzycznych albumów, a także malajskiej piosenkarki, która usiłuje nagrać swoją płytę w mocno niesprzyjających okolicznościach. Jak to u Bruczkowskiego bywa, dużo tu humoru, choć czasem robi się gorzko, bo jest to książka o tym, jak bardzo ludzie nie potrafią się nawzajem słuchać. Dobre to, ale czy książka zaczynająca się od słów "Czy wie pan, do czego służy krokodyl?" może być słaba?

Rozgrzebałem i toczę walkę z:
- Pismo święte Starego i Nowego Testamentu (zacząłem Drugą Księgę Królewską)
- Czesław Janczarski - Miś Uszatek (naprawdę już kończę)
- Paul Kleinmann - Kupa wiedzy (jestem w 22. lekcji z czterdziestu, ale czytam książkę zgodnie z przeznaczeniem wyłącznie w toalecie)
- antologia - Poczytaj mi, mamo. Księga czwarta (czytam Synowi, jestem w połowie)
- Jacek Komuda - Hubal (został mi ostatni rozdział)
- Tomek Michniewicz - Świat równoległy (dopiero zacząłem)

piątek, 10 lutego 2017

Przeczytane. Styczeń 2017

Przepraszam za tak duże opóźnienie notki, ale spowodowane jest ono narodzinami Córki. W każdym razie, jak na domowy armageddon, czytelniczo poszło mi całkiem nieźle. Siedem książek przeczytanych, do tego kolejne sześć napoczętych to w obecnej sytuacji całkiem niezły wynik. Przez to, że staram się czytać książki miesiąca Nowej Fantastyki i to, co mi podrzuci Syn, trochę mało przeczytałem polskiej fantastyki, ale może uda się ten wynik poprawić w przyszłości. Wyjątkowo też większość styczniowych książek stanowią wydania papierowe - dużo siedziałem w domu, więc była szansa zapoznania się z częścią makulatury zalegającą na półkach.

1. Poczytaj mi, mamo. Księga trzecia - antologia, Nasza Księgarnia 2012

Kolejny tom zebranych przedruków dawnych książeczek z serii Poczytaj mi, mamo. Tym razem wydawca postanowił zwiększyć liczbę utworów wierszowanych kosztem prozy, co może być dobrym rozwiązaniem dla małych dzieci, które nie są w stanie dłużej skupić uwagi - wierszyki czyta się szybciej, a choć opowiadania są bardzo krótkie, może się zdarzyć, że ich lekturę trzeba będzie rozkładać na kilka posiedzeń. W zbiorze tym udało się zebrać teksty zarówno rozrywkowe, jak i dydaktyczne (tutaj prym wiedzie Przepraszam, smoku Wiery Badalskiej). Niestety w przypadku niektórych utworów miałem wrażenie, że autorzy mogli je jeszcze trochę rozwinąć: tutaj zawiodły mnie Kameleon i Katar żyrafy Ryszarda Marka Grońskiego. Niezbyt do mnie przemówiło opowiadanie O gadającym zegarze i maszynie do pisania wierszy Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana. Z pozytywów to, oprócz wspomnianego wiersza Badalskiej, Boję się Małgorzaty Musierowicz (z drobnymi aluzjami kierowanymi do dorosłych czytelników), Warszawskim statkiem Tadeusza Kubiaka (prowarszawska propaganda, ale w ciekawy sposób pokazująca stolicę) i całkiem zabawny Wyładunek z przeszkodami Hanny Łochockiej. W skrócie: kolejna ciekawa lektura dla najmłodszych. Na razie jednak robię sobie przerwę od tej serii i zabieram się za misia Uszatka.

2. Gwiazdy moim przeznaczeniem - Alfred Bester, Solaris 2006

Mocne uderzenie. I pomyśleć, że sięgnąłem po tę książkę teraz tylko dlatego, ze mój roczny syn uparcie zdejmował ją z półki i mi przynosił. Jest to świetna opowieść o zemście i o tym, co potrafi ona zrobić z człowiekiem. Bester doskonale pokazuje, jak odpowiednia motywacja może z kogoś przeciętnego uczynić osobę ponadprzeciętną. Akcja toczy się bardzo dynamicznie, nie ma tu zbędnego przedłużania, a każda scena jest istotna dla fabuły; brakuje mi trochę takiego podejścia w tworzonej dziś literaturze, gdzie dąży się do uzyskiwania cykli złożonych z dziesięciu tomów po tysiąc stron każdy - Bester pokazuje, że można pisać zwięźle i uzyskać przy tym doskonałą literaturę. Jestem zachwycony i proszę o więcej.

3. Metalowa burza - Vladimir Wolff, Warbook 2016 (Kindle)

Jest to początek nowego cyklu Wolffa zatytułowanego Armageddon, który w zasadzie jest spinoffem cyklu o Matcie Pulaskim. Tym razem autor robi to, co chyba lubi najbardziej, czyli prognozuje kolejną wojnę, jak można się spodziewać z Państwem Islamskim w tle. Zamachy terrorystyczne, akcje zwiadowcze na Bliskim Wschodzie i ostre starcia turecko-greckie - to wszystko ma miejsce w tej powieści. Jak do tego dodać ciekawego i zaskakującego sprzymierzeńca islamistów (naprawdę, nie spodziewałem się), wychodzi całkiem przyjemna lektura. Widać, że autor dobrze się odnajduje w takich realiach, choć lekturę utrudnia suchy styl autora - ewidentnie wirtuozem słowa nie jest.

4. W świecie jurt i szamanów - Bolesław A. Uryn, Muza 2013

Człowiek, który od jakichś dwudziestu lat co roku jeździ do Mongolii, powinien mieć sporą wiedzę na temat tego najrzadziej zaludnionego kraju świata. I rzeczywiście, jego kolejna po Wyprawach w tajgę i step książka poświęcona potomkom Czyngis-chana, stanowi solidny zbiór informacji o historii Mongolii, jej mieszkańcach i pokrywających ją dzikich terenach. Jest też ciekawym przedstawieniem zmian, jakie zaszły w tym azjatyckim państwie na przestrzeni ostatnich lat. Wszędzie widać pasję, z jaką autor po Mongolii podróżuje, odwiedzając wszelkie niedostępne rejony i przebywając wśród lokalnej ludności. Jedynym mankamentem tej bogato ilustrowanej książki jest brak gawędziarskiego zacięcia u Uryna, tego czegoś, co sprawia, że Cejrowskiego albo Michniewicza można słuchać godzinami z otwartymi ustami.

5. Szamański blues - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Sięgnąłem, bo terminy nominowania do Zajdla i Żuławskiego coraz bliżej. Jadowska niby porzuciła serię o Dorze Wilk, ale postanowiła opowiedzieć historię innych postaci ze stworzonego przez siebie uniwersum. Szamańskim bluesem zaczęła cykl o Witkacu, policyjnym partnerze Dory, i umieściła w nim dwie mikropowieści. No i krótko mówiąc, nie porywają. Fabularnie oparte są na tym samym schemacie: są duchy i trzeba sobie z nimi poradzić, więc Witkac, który nie ma ochoty na spotkanie ze swoimi przodkami, musi coś zrobić, żeby odesłać je na stałe do Krainy Wiecznych Łowów, zanim narobią w materialnym świecie jeszcze większych szkód. Językowo nadal jest co najwyżej przeciętnie, choć widać, że Jadowska na tym polu pewne postępy poczyniła (przestała szastać wołaczem na lewo i prawo). Kolejnym problemem jest to, że książka ta niczego nowego do uniwersum nie wnosi. Po prostu przeciętniactwo idealne. W trzech słowach: tylko dla fanów.

6. Dom z liści - Mark Z. Danielewski, MAG 2016

Kupiłem, bo była to książka miesiąca w NF. Po tym, co przeczytałem na temat tej jakże wyczekiwanej na polskim rynku powieści Danielewskiego, spodziewałem się Bo wie jakich fajerwerków, łamigłówek i szyfrów. No i może jestem głupi, ale jedynym, co mnie zaskoczyło był momentami zdecydowanie nietypowy układ tekstu: do góry nogami, skośnie, lustrzane odbicie (nawet pożyczyłem od Syna zabawkę z lusterkiem, żeby sobie ułatwić lekturę). Ktoś może mnie oświecić, gdzie tu jest jakieś drugie, trzeci i dwunaste dno? W każdym razie dostałem bardzo ciekawie opowiedzianą historię nawiedzonego domu, która została zawarta na filmie (którego nikt bądź też prawie nikt nie widział), do którego zostało napisane przez jednego z widzów potężne opracowanie, które z kolei jest czytane przez jednego z narratorów powieści. A ten z kolei zaczyna popadać w obłęd, a jego historia stanowi drugi z wątków powieści. Zamotałem to wszystko, ale taka właśnie jest ta powieść: skomplikowana, gdzie nie wiadomo, co jest prawdą, a co konfabulacją narratorów. Fajny ten eksperyment literacki, choć moim zdaniem nowatorski jest głównie w formie, a nie w treści. Składacz musiał się mocno namęczyć przy pracy, bo z tego, co mi wiadomo wydanie jest niemal identyczne z oryginałem (brakuje chyba tylko Braille'a).

7. Komornik - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Kolejny pisarz, którego czytam w miarę regularnie pod kątem dwóch Nagród, bo pisze fajne lektury do poduszki, ale który mistrzem słowa nie jest. Tym razem postanowił wziąć się za biblijną apokalipsę, a założenia, jaki poczynił przy kreacji świata są rewelacyjne. Otóż zastępy niebieskie nie mają sił i środków, żeby eksterminować siedem miliardów ludzi, więc do wyławiania co większych grzeszników zatrudniają komorników: niemal nieśmiertelnych wykonawców anielskich wyroków. A że grzesznikiem jest każdy, kto posługuje się technologią nowszą niż ta z II wieku naszej ery... Cały problem z tą powieścią polega na tym, że główny wątek gdzieś ucieka i staje się tłem dla kolejnych questów wykonywanych przez tytułowego komornika. Same zadania przed nim stawiane też są bardzo schematyczne; na zasadzie: idź i wykonaj wyrok na Kowalskim. A ponieważ jest to pierwszy tom cyklu, to wątek przewodni nie zostaje na razie sensownie rozwiązany. Potencjał w tym jest, ale na razie Gołkowski zdaje się go marnować.

Mam rozgrzebane i się przebijam:
- Pismo święte Starego i Nowego Testamentu
- Ursula K. LeGuin - Ziemiomorze
- Maja Lidia Kossakowska - Bramy Światłości. Tom 1
- Marcin Bruczkowski, Monika Borek - Radio Yokohama
- Czesław Janczarski - Miś Uszatek
- Paul Kleinman - Kupa wiedzy

sobota, 31 grudnia 2016

Przeczytane. Grudzień 2016

Ufff... Kończy się kolejny, czwarty już rok prowadzenia tego bloga. Okazało się, że Syn pochłania tyle mojego czasu, że brakowało go na czytanie. A kiedy już się znajdował, to mnie brakowało sił. Dlatego po raz pierwszy od kilku lat nie udało mi się osiągnąć wyniku stu książek i muszę się zadowolić marnymi siedemdziesięcioma dziewięcioma (plus pięć rozpoczętych). 2017 nie zapowiada się pod tym względem lepiej (bo czasu będzie dwa razy mniej). Z braku czasu nie będzie też rocznego podsumowania, chyba że uda mi się je zamieścić w notce styczniowej. W każdym razie jeśli chodzi o grudzień: przeczytałem osiem książek, wszystkie co najmniej przyzwoitej jakości, a i trochę prawdziwych perełek się trafiło. No i aż dziwne, że większość przeczytanych pozycji była w wersji papierowej.

72. Ślady - Jakub Małecki, Sine Qua Non 2016

Kolejna porcja bardzo dobrej prozy w wykonaniu Małeckiego. Ślady to powieść złożona z szeregu historii, których fabuły mają jakieś wspólne punkty, ale które mogą się też obronić jako samodzielne opowiadania. Tym, co je łączy, jest motyw życiowych porażek i straty czegoś cennego. Smutne i przygnębiające są te opowieści o ludziach pokornie przyjmujących to, co zesłał na nich los. Ale jakim wspaniałym językiem napisane!

73. Czterdzieści i cztery - Krzysztof Piskorski, Wydawnictwo Literackie 2016 (Kindle)

Piskorski zawsze zachwyca mnie światami, które udaje mu się wykreować na potrzeby swoich powieści. Najmocniejszym punktem tego tekstu również jest scena, po której poruszają się bohaterowie. Połowa dziewiętnastego wieku, historia alternatywna, w której świat zdominowany został przez wynalazki korzystające z energii etheru i umożliwiające podróże pomiędzy światami równoległymi. Do tego dochodzą starcia mocarstw i rodząca się wiosna ludów. W to wszystko wrzucona zostaje bohaterka (bardzo dobrze skonstruowana pierwszoplanowa postać kobieca - rzadkość), wykonująca misję dla władz Księstwa Warszawskiego. Bójki, pościgi, szpiedzy, wojna... Wszystko, czego wymaga solidna literatura akcji jest tu na swoim miejscu, ale zabrakło mi tu jakiegoś kopa fabularnego, czegoś, co wywoła opad szczęki, jaki miałem przy lekturze Krawędzi czasu albo później, choć w mniejszym stopniu, przy Cieniorycie. Dobrze się to czyta, powieść wciąga, zaskakuje co jakiś czas zwrotami akcji, ale ani raz nie poczułem się powalony przez fabułę. Chyba po prostu mam z Piskorskim tak jak z Kańtoch, że w każdej książce oczekuję błysku geniuszu, a tutaj go zabrakło, ale mimo to Czterdzieści i cztery to kawał bardzo dobrze wykonanej pracy.

74. I jak tu nie podróżować (z dzieckiem) - Beata Sadowska, Paweł Kunachowicz, Wydawnictwo Otwarte 2016

Bo z dzieckiem podróżować trzeba, wszak samo w domu nie zostanie. Książka ta dobrze rokowała, kiedy sięgałem po nią w księgarni. No i faktycznie jest tu sporo ciekawych opowieści o podróżach, jakie Sadowska i Kunachowicz odbyli ze swoim dzieckiem, pokazujących, że jak się chce, to można. Cały czas jednak miałem odczucie, że jest to książka pisana w sposób "Patrzcie, jacy jesteśmy fajni i jak dobrze sobie dajemy radę", choć opowiedziane historie są często zabawne, a mnie co jakiś czas się wydawało, że czytam o swoim małżeństwie. Niewątpliwym plusem tekstu są porady od specjalistów; moim zdaniem najcenniejsze są te od pediatry, bo wiadomo że najbardziej w przypadku takich wyjazdów niepokoją nas potencjalne zagrożenia zdrowia dziecka.

75. Puste niebo - Radek Rak, Powergraph 2016

Radek Rak urzekał mnie już swoimi opowiadaniami, potem poprawił świetnym Kocham cię, Lilith, nie mogłem więc przejść obojętnie obok kolejnej powieści jego autorstwa. Znów stworzył realia wiejskiego fantasy (mam wrażenie, że ten nurt staje się coraz popularniejszy w polskiej fantastyce), ale bardzo szybko przeniósł akcję do miasta, gdzie rozgrywa się zdecydowana większość fabuły. Bohaterem jest nastolatek nieudacznik, mający wykonać pewną ważną misję. Tym, co zachwyca, jest oniryczna wizja świata przedstawionego z lekką domieszką erotyzmu. Bardzo dobrze wykreowani zostali również bohaterowie; protagonista wprawdzie irytuje jako wiejski głupek, który zepsuje wszystko, czego dotknie, ale mam wrażenie, że jest to celowy zabieg. W każdym razie: zachwyciłem się.

76. Sycylijczyk - Mario Puzo, Albatros 2015

Midquel/prequel Ojca chrzestnego, który brałem do rąk, myśląc, że opowiada on historię pobytu Michaela Corleone na Sycylii. No i w zasadzie byłem w błędzie, bo najważniejsze wydarzenia opisane są w obszernych retrospekcjach przeplatanych dość krótkimi scenami, w których Michael przygotowuje się do opuszczenia włoskiej wyspy. W każdym razie, Puzo po raz kolejny świetnie porusza się w realiach sycylijskiej zorganizowanej przestępczości, której przedstawiciele są eufemistycznie zwani "przyjaciółmi przyjaciół". Konflikt mafijnego bossa z lokalnym bohaterem ludowym jest bardzo interesująco opisany i książkę się błyskawicznie pochłania, ale mankamentem jest słabo rozbudowana fabuła - w zasadzie tylko jeden wątek, choć rzeczywiście bardzo dobrze zaprezentowany. Nie jest to więc poziom Ojca chrzestnego, ale po raz kolejny Puzo stworzył solidną mafijną historię.

77. Stalowe szczury. Chwała - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Jest to druga część nowego cyklu Michała Gołkowskiego o żołnierzach walczących w alternatywnej pierwszej wojnie światowej. Cieszy mnie, że autor od momentu swojego debiutu (Ołowiany świt) znacznie poprawił swój styl i teraz pisze zdecydowanie mniej chaotycznie, dzięki czemu jego utwory da się w miarę przyjemnie czytać. Oczywiście cały czas mam świadomość, że są to zwykłe, niewymagające czytadła służące do zrelaksowania się. Gołkowski w Chwale tworzy fajnych bohaterów, w tle umieszcza interesującą intrygę, ale zaniedbuje nieco fabułę, która sprowadza się w zasadzie do jednej misji wojennej i jako taka bardziej nadawałaby się na opowiadanie, a nie na pełnowymiarową powieść. Niestety powieść kończy się cliffhangerem, przez co mam wrażenie, że na jej kartach autor nie umieścił ani jednego istotnego wydarzenia.

78. Przypadki Robinsona Kruzoe - Daniel Defoe, Olesiejuk 2016

Tę książkę zacząłem czytać Potomkowi, ale brak kolorowych obrazków i dialogów, gdzie mógłbym odpowiednio modulować głos, sprawiły, że szybko się nudził. Dokończyłem więc dla lekturę dla siebie i przypomniałem sobie, dlaczego nie zmogłem jej, kiedy była lekturą szkolną w podstawówce. Nieustanny monolog Robinsona męczy, choć od strony fabularnej powieść jest całkiem przyzwoita. Wprawdzie akcja nie jest dynamiczna, ale za to próbuje pokazać, jak zachowuje się bohater w sytuacji wydawałoby się beznadziejnej. Historię Robinsona zna każdy, więc nie ma co tu więcej pisać.

79. Przedmurze - antologia, Solaris 2016 (Kindle)

A to ciekawy zbiór opowiadań polskich autorów, będący próbą powrotu do fantastyki socjologicznej, popularnej w czasach PRL-u. No i przyznać trzeba, że autorzy poradzili sobie z wyzwaniem bardzo dobrze. Wojtek Sedeńko zebrał sporo świetnych tekstów napisanych przez ludzi o uznanych nazwiskach. Najlepsze? Zagubieni chłopcy Pawła Majki, Anatomia Pęknięcia Michała Protasiuka, Pluton egzekucyjny Krzysztofa Kochańskiego albo Korekta Jacka Soboty. Niezbyt do mnie przemówiło nieco eksperymentalne w formie W celi z Breivikiem Macieja Parowskiego. Zdarzało się też, że zachwycałem się pomysłem i fabułą, a potem nastawał koniec tekstu i następowało rozczarowanie, jak w przypadku utworów Cezarego Zbierzchowskiego (Dobre Miasto) i Marka Oramusa (Przedmurze). Oprócz opowiadań w zbiorze zostały umieszczone również trzy krótkie komiksy, których kreska do mnie nie przemawia, ale jeden z nich, Urwipięta, setnie mnie ubawił. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję, choć jedynym miejscem, gdzie ją znalazłem jest księgarnia wydawnictwa Solaris.

czwartek, 8 grudnia 2016

Przeczytane. Listopad 2016

Listopad minął jak z bicza strzelił. czytelniczo udało mi się w pewnym momencie narzucić solidne tempo dzięki tygodniowej delegacji w stolicy, gdzie czasu popołudniami miałem dla siebie zdecydowanie więcej niż na co dzień. Wynik ośmiu książek w miesiąc to ostatnio bardzo przyzwoity rezultat, do tego dochodzi kilka rozgrzebanych książek z Pismem Świętym na czele, ale tego jednego w tym roku na pewno mi się nie uda dokończyć. Z informacji parafialnych wspomnę tylko, że niebawem na Facebooku pojawi się kolejna akcja rozdawnictwa książkowego - zwalniam miejsce na półkach.

64. Muzyka duszy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Kolejny tom Świata Dysku i jak zwykle jest wesoło. Główną rolę odgrywa tym razem rock and roll i jego wpływ na świat, a bohaterami są Śmierć i jego wnuczka; oczywiście nie brakuje też Bibliotekarza i magów z Niewidocznego Uniwersytetu. Dłuższa przerwa od cyklu dobrze mi zrobiła: czytając Muzykę duszy, czułem swego rodzaju świeżość - wcześniej kolejne części Świata Dysku zaczynały mnie nużyć. Bardzo fajnie, że Pratchett przypomniał sobie o pewnych wątkach, które wydawały się zapomniane (głównie mam na myśli kontynuację historii Morta). Wprawdzie nadal nie uważam, żeby fabuły wymyślane przez autora były czymś wybitnym, ale humor przedstawiany w jego powieściach bardzo mi odpowiada.

65. Poczytaj mi, mamo. Księga druga - antologia, Nasza Księgarnia 2011

Bo cała Polska czyta dzieciom. Druga część siedmiotomowego cyklu przedruków dawnych książeczek z serii Poczytaj mi, mamo zawiera kolejne dziesięć opowiadań lub wierszyków i, podobnie jak poprzednim razem, pozostawiono w nich oryginalną szatę graficzną. Każdy z zamieszczonych tu tekstów jest przyjemną lekturą, którą można przeczytać dziecku w tak krótkim czasie, że nie zdąży się ono znudzić. Niektóre mają wartość czysto rozrywkową, a część z nich niesie ze sobą także wartości edukacyjne. Mnie bardzo przypadło do gustu Co w rurach piszczy Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana z ilustracjami Edwarda Lutczyna - okazuje się, że literatura dla najmłodszych czytelników potrafi i dorosłego zaskoczyć zakończeniem. Z ciekawostek warto odnotować, w jakich nakładach wydawane były te książeczki w wersji oryginalnej: ponad trzysta tysięcy egzemplarzy; dzisiaj można o tym tylko pomarzyć.

66. Moskal - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2016

Wyszperałem coś nowego w twórczości Gołkowskiego, który może wielkim pisarzem nie jest, ale jego literatura zazwyczaj jest przyjemnym i niewymagającym wysiłku sposobem na spędzenie paru wolnych chwil. Moskal jest samodzielną powieścią, niebędącą częścią żadnego cyklu i dobrze na tym wychodzi. Jest to historia "przedsiębiorcy" z czasów przemiany ustrojowej w Polsce, w którego ręce wpada pewien ciekawy artefakt, dzięki któremu udaje mu się zdobyć olbrzymie wpływy. Przedmiot ten jest jedynym wątkiem fantastycznym w powieści, więc miłośników prozy, gdzie fantastyka jest jedynie lekko zaznaczona, lektura Moskala może usatysfakcjonować. Poza tym jest to ciekawa historia sensacyjna o działalności rosyjskiej mafii, jej wpływach na władzę i walce o nie. Napisana jest prostym, dobrze przyswajalnym językiem, bez żadnych wygibasów słownych, choć znajomość rosyjskiego i cyrylicy może się przydać. Fajne czytadło.

67. Cień proroka - Vladimir Wolff, Warbook 2015 (Kindle)

Trzecia część sensacyjnego cyklu zapoczątkowanego przez Tropiciela i kontynuowanego w Bractwie Nieśmiertelnych jest nieco spokojniejsza od poprzedniczek. Skupia się na śledztwie w sprawie działalności Państwa Islamskiego na terenie RP. Wprawdzie znaczącą rolę odgrywają tu bohaterowie wcześniejszych tomów, ale tym razem autor zdecydowanie więcej miejsca poświęcił na przedstawienie wydarzeń z perspektywy terrorystów. A ponieważ specyfika działań przestępców wymaga przebywania w ukryciu, to i akcja w Cieniu proroka jest znacznie spokojniejsza, przynajmniej dopóki nie osiągnie punktu kulminacyjnego. Fabuła wciąga, dzięki czemu lektura jest całkiem przyjemna, choć z uwagi na suchy styl Wolffa powieść nie należy do najlepiej czytających się.

68. Angele Dei - Dariusz Domagalski, Rebis 2016 (Kindle)

Temat losów Arki Przymierza po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora jest interesujący zwłaszcza, że od dłuższego czasu zaczytuję się w Starym Testamencie. Tutaj jednak Domagalski nieco przedobrzył. Akcja umieszczona została w trzech momentach w historii: w czasie upadku Jerozolimy, pierwszej krucjaty i współcześnie. Różne stronnictwa próbują ustalić położenie Arki, w sprawę mieszają się aniołowie i ciemna strona mocy i jest tego po prostu za dużo. Aniołowie niby są pozbawieni wolnej woli (co podkreślane jest wielokrotnie), ale nieustannie się nią wykazują, buntując się przeciw zamysłom Boga. Do tego nie podoba mi się pomysł przyjmowania przez skrzydlatych na każdym kroku ról ważnych postaci historycznych. To natomiast, czym powieść się broni, to sama fabuła, która potrafi wciągnąć, a i wymyślone przez Domagalskiego losy Arki są satysfakcjonujące.

69. Osobliwy dom pani Peregrine - Ransom Riggs, Media Rodzina 2016 (Kindle)

A po to sięgnąłem, bo cała trylogia Riggsa została książką miesiąca w Nowej Fantastyce. Nie miałem wcześniej zbyt wiele do czynienia z nurtem young adult w literaturze i wydawało mi się, że są to takie ugrzecznione historyjki. No i wyszło, że się pomyliłem. Jest mrocznie, ponuro, momentami wulgarnie (wprawdzie bez przesady, ale dziecku bym tego nie dał do czytania) i wciągająco. Co prawda historie o tajemniczych domach znajdujących się na styku świata materialnego i duchowego nie są niczym nowym, ale Riggsowi udało się stworzyć opowieść na tyle zajmującą, że ten niewielki brak oryginalności w niczym nie przeszkadza. Bardzo ważne dla powieści są ilustrujące ją fotografie, na podstawie których autor napisał swoją książkę: intrygują i wprowadzają odpowiedni nastrój. Aż przez moment żałowałem, że czytam wersję elektroniczną - na papierze muszą prezentować się jeszcze lepiej.

70. Harda - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2016 (Kindle)

Kolejna cegła Cherezińskiej, po którą sięgnąłem, zastanawiając się przy okazji, czy potrafi ona pisać krótkie książki. No ale dobrego tekstu nigdy za wiele, zwłaszcza jeśli jest e-bookiem i nie zajmuje miejsca, ani dużo nie waży. Tym razem autorka postanowiła opisać historię domniemanej córki Mieszka I, Świetosławy, królowej Szwecji, Danii, a podobno też i Anglii; no a ponieważ jest to pierwszy tom cyklu (swoją drogą mogłaby Cherezińska zakończyć Odrodzone Królestwo zamiast brać się za inne utwory), to jeszcze na kartach powieści trochę tronów jej do zdobycia zostało. Cherezińska pisze w typowy dla siebie sposób - dokładnie opisuje poszczególne wydarzenia, spośród rozmaitych wersji historii wybierając te, które najbardziej wzbogacą fabułę; i bardzo dobrze jej to wychodzi. Przez znaczną część lektury odnosiłem wrażenie, jakby tytułowa bohaterka stała na uboczu fabuły, a główną rolę odgrywali Mieszko I i inni europejscy władcy; pozwoliło to jednak na dokładne przedstawienie realiów historycznych i wpisanie w nie protagonistki. Kolejny raz jestem zadowolony z dania przygotowanego przez Cherezińską.

71. Konan Destylator - Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Dawno nie czytałem Pilipiuka, a swego czasu był to jeden z moich ulubionych polskich autorów. Od opowiadań z Jakubem Wędrowyczem w roli głównej zaczynałem zresztą mój kontakt z jego twórczością, a postać ta bardzo długo mnie bawiła. I dopiero teraz, przy ósmym tomie opowiadań o perypetiach egzorcysty-bimbrownika poczułem znużenie. Humor niby u Pilipiuka ciągle ten sam, ale sprawia wrażenie tworzonego na siłę, postacie są prymitywami, ale co chwilę zadziwiały mnie swoją wiedzą, a ponadto zdziwił mnie momentami wulgarny język, którym autor się ponoć brzydzi i którego stosowania na kartach swojej twórczości do tej pory unikał. Ciężko jest mi tutaj wynaleźć jakiś wyróżniający się tekst, może poza bonusowym Krwiopijcą, ale to też nie ze względu na jakość, ale na fakt bycia niewędrowyczowym opowiadaniem (opowiada ono o wampirach znanych z Wampira z M-3 i Wampira z MO). Całość jest do bólu przeciętna.

środa, 9 listopada 2016

Przeczytane. Październik 2016

Przepraszam za opóźnienie w publikacji notki, ale ciągle mam problemy z komputerem w domu i muszę notkę pisać w wolnych chwilach w pracy (pisanie z telefonu odpada - wywołuje u mnie piane na ustach). W październiku przeczytałem tylko pięć książek: jedną, bo cała Polska czyta dzieciom, jedną w ramach powrotu do Dicka i trzy do nagród Zajdla i Żuławskiego. O dziwo, tylko jedna z nich była w formie elektronicznej - efekt promocji 3 za 2 w Empiku.

59. Asystent czarodziejki - Aleksandra Janusz, Nasza Księgarnia 2016

Klasyczne fantasy z magami w rolach głównych. Dostałem lekkostrawną lekturę, może z nieco sztampową, ale sprawnie poprowadzoną fabułą. Ponieważ jest to pierwszy tom cyklu, następuje tu dopiero zawiązanie akcji, autorka wprowadza czytelników w ciekawie zarysowane realia świata, a całość kończy się clifhangerem. Bardzo fajnie wprowadzona została koncepcja światów równoległych, interesujący jest też system magii, a w tym wszystkim zostali umieszczeni ciekawi bohaterowie. Autorka wykonała solidną robotę; może nie jest to wybitne literackie dzieło, ale mam ochotę na więcej twórczości Janusz.

60. Pomnik cesarzowej Achai. Tom V - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Ziemiański kończy swój kilkutomowy cykl będący kontynuacją całkiem niezłej Achai i niestety zawodzi. Nie udało mu się stworzyć niczego, co by porwało jak opublikowana wcześniej trylogia, choć w zakończeniu Pomnika cesarzowej Achai na większość fabuły nie można narzekać. Wątki zostały raczej sprawnie podomykane; problem w tym, że nie orientuję się, po co to wszystko było. Nie wiem, czy to wynika z tego, że kolejne części cyklu wychodziły w sporych odstępach czasowych i pamięć mi zaczęła szwankować, czy też sama koncepcja wyścigu na biegun została marnie zaprojektowana. Po czterech poprzednich tomach na wiele nie liczyłem, a piąty przeczytałem siłą rozpędu, ale i tak odczuwam lekki zawód.

61. Boża inwazja - Philip K. Dick, Rebis 2011

Dawno Dicka nie czytałem, a że wydawana przez Rebis seria jego dzieł się coraz bardziej rozrasta, stwierdziłem, że trzeba nieco nadrobić zaległości. Wziąłem się więc za drugi tom Trylogii Valisa, w którym Dick snuje rozważania na temat istoty Boga; przedstawia go jako istotę dwoistą, która oprócz nieskończonego dobra, posiada też warstwę złą i zepsutą - widać tu nawiązania do gnozy. Fabuła dotyczy kolejnego przyjścia Chrystusa na Ziemię, która rządzona jest twardą ręką przez sojusz Kościoła Katolickiego i komunistów, jakkolwiek absurdalnie by to nie zabrzmiało. Boża inwazja nie jest dziełem, z którego tytułem często się spotykałem we wzmiankach o twórczości Dicka, ale okazała się bardzo interesującą i intrygującą powieścią.

62. Poczytaj mi, mamo. Księga pierwsza - antologia, Nasza Księgarnia 2010

A to mój powrót do dzieciństwa. Z okazji dziewięćdziesięciolecia wydawnictwa Nasza Księgarnia postanowiło ono wydać reedycję swoich książeczek z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych opatrzonych znakiem Poczytaj mi, mamo. Wtedy były to króciutkie wydawnictwa, na których uczyłem się czytać; teraz zaś zostały one zebrane w siedmiu tomach, w każdym po dziesięć opowiadań i wierszyków. Pierwszą księgę otwierają kultowe Daktyle Danuty Wawiłow, pojawiają się też dwa opowiadania o kocie Filemonie, niektóre z tekstów ozdobione są ilustracjami Edwarda Lutczyna, na którego popisy w programie Butik czekałem w dziecięcych latach z niecierpliwością. Warto wspomnieć, ze wszystkie książeczki zostały przedrukowane w oryginalnej szacie graficznej. Bardzo fajna rzecz do czytania dziecku lub podsunięcia mu później do nauki czytania.

63. Orzeł biały - Marcin Przybyłek, Rebis 2016

Chciałem sobie odpuścić twórczość Przybyłka po ostatnim, nieudanym Gamedecu, ale w przypływie szaleństwa nabyłem jego ostatnią powieść, mimo niezbyt pochlebnych recenzji, na jakie tu i ówdzie trafiałem. Autor zastosował tu taki sam mechanizm, jak Robert Szmidt w Szczurach Wrocławia, czyli umieścił na kartach powieści swoich czytelników w roli bohaterów. Fabularnie do czynienia mamy z wariacją na temat inwazji zombi: ludzie z całego świata poza Polską pod wpływem efektu ubocznego pewnego leku zamienili się w bezmózgie mutanty; nasz kraj obronił się, bo nie można było uzyskać zgody na wprowadzenie medykamentu do sprzedaży. No i zaczęła się wojna pomiędzy rozwijającymi się mutantami a Polakami. Humorystyczne potraktowanie tematu, barwni bohaterowie i ciekawa fabuła (niestety z otwartym zakończeniem - chciałbym kiedyś dostać powieść jako zamkniętą całość) sprawiają, że lektura jest bardzo przyjemna, mimo że powieść irytuje czasami powtarzaniem nazwisk bohaterów w formie stopień-imię-ksywka-nazwisko.

sobota, 1 października 2016

Przeczytane. Wrzesień 2016

Wreszcie! Po raz pierwszy, od kiedy urodziło mi się dziecko, przeczytałem w ciągu miesiąca dziesięć książek, w tym dwie cegły. Zacząłem też więcej czytać Potomkowi, stąd dwie pozycje z literatury dziecięcej. Przy okazji chciałbym pogratulować Pawłowi Majce zdobycia Nagrody Żuławskiego. Z Zajdlem mu się nie udało, a tutaj zgarnął pulę już drugi rok z rzędu. Fajne to uczucie, kiedy mój faworyt wygrywa. No a teraz zapraszam do lektury moich wypocin.

49. Na szlaku do Composteli - Hape Kerkeling, Wydawnictwo Dolnośląskie 2010

Książka, którą chciałem przeczytać przed hiszpańskim urlopem, ale czasu nie wystarczyło, więc sięgnąłem po nią teraz. Żałuję teraz, że wtedy wolałem sięgnąć po słabe El Camino Jana Gacia, bo Na szlaku do Composteli to bardzo fajnie napisana relacja z pielgrzymki do grobu świętego Jakuba. Przy okazji miałem porównanie, jak tę samą wędrówkę przedstawia osoba głęboko wierząca i konserwatywna (Gać), a jak wątpiący i poszukujący duchowości homoseksualista (Kerkeling). Na pewno u Niemca nie ma takiego patetycznego nadęcia, jak w książce polskiego autora. Widoczna też jest lekkość pióra i umiejętność takiego snucia opowieści, żeby wywołać u czytelnika uśmiech. Nie ma w tym niczego dziwnego, wszak autor jest (ponoć) znanym w swoim kraju komikiem. Kerkeling skupia się przede wszystkim na ludziach, których spotyka na pielgrzymkowym szlaku, potrafi też ukazać trudy wędrówki i walkę z własnymi słabościami; mniej natomiast uwagi poświęca mijanym miejscom, choć skłamałbym, pisząc, że je zaniedbuje - po prostu pozostawia je na drugim planie w swojej opowieści. Potrafi natchnąć do wyruszenia w drogę, a tego właśnie oczekuję od podróżniczej literatury.

50. Adept - Adam Przechrzta, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Początek nowego cyklu Przechrzty. Autor umieszcza akcję powieści na początku XX wieku w zaborze rosyjskim, gdzie w większych miastach doszło do pojawienia się tajemniczych stref przypominających zony z Pikniku na skraju drogi Strugackich. Do tego dodaje szczyptę magii i alchemii (przedstawicielem tej drugiej profesji jest główny bohater), odrobinę rozgrywek politycznych, w efekcie otrzymując przyzwoite czytadło, oparte wprawdzie na ogranych schematach (bohater ratuje miasto, a ktoś pod nim kopie dołki), ale zapewniające parę godzin lekkiej rozrywki.

51. Cuba libre. Notatki z Hawany - Yoani Sánchez, W.A.B. 2010

Pora na poważniejszą lekturę. Na książkę tę składają się notki z bloga, które autorka, Kubanka, umieszczała w sieci w ciągu dwóch lat, opisując sytuację na Kubie z perspektywy mieszkańca wyspy. Wiele z tych rzeczy znamy z czasów sprzed 1989 roku: problemy z zaopatrzeniem, reglamentacja żywności, konieczność nieustannego kombinowania, żeby przetrwać, wszechobecna cenzura. Poszczególne notki nie są zaprezentowane w porządku chronologicznym, ale pogrupowane z grubsza tematycznie - dobry zabieg pozwalający lepiej ogarnąć sposoby sprawowania władzy przez panów Castro. Dla osób wyjeżdżających na Kubę jest to pozycja obowiązkowa, chyba że nie interesuje ich świat poza przytulnym pokojem w kurorcie przy plaży.

52. Powrót do Stumilowego Lasu - David Benedictus, Nasza Księgarnia 2010

Bo cała Polska czyta dzieciom. Jak sugeruje tytuł, jest to powrót do wykreowanego przez Milne'a świata Kubusia Puchatka, według zapewnień z okładki utrzymany w duchu pierwowzoru. No i przyznać trzeba, że prawie się autorowi udało sprostać wyzwaniu. Dziesięć przedstawionych tu historii bawi tak, jakby napisał je Milne, ale jednak pewne zastrzeżenia mam. Nie podobało mi się przedstawienie w literaturze dziecięcej szkoły, jako czegoś głupiego i nudnego; niezbyt przypadł mi też do gustu Kłapouchy, który zrzędą i pesymistą był zawsze, ale Benedictus przesadził z jego negatywnym nastawieniem. Tradycyjnie w nowej książce jest też miejsce na nowego bohatera: tym razem jest to nieco antypatyczna wydra imieniem Lotta. Wstydu nie ma, ale do poziomu Milne'a trochę zabrakło.

53. Krwawy księżyc - Andrzej W. Sawicki, BookRage 2016 (Kindle)

Początek lektury to droga przez mękę, a to z powodu gęsto się pojawiających nordyckich słów, które sprawiają wrażenie, że autor chciał się pochwalić swoją wiedzą, ale do których z upływem czasu można się przyzwyczaić. A jak już przywykłem, to dalej czytało się tę powieść bardzo przyjemnie. Fabuła nie jest zbyt odkrywcza, ale za to zawiera kilka ciekawych zwrotów akcji. W skrócie: bandy barbarzyńców próbują podbić plemiona Wikingów, a we wszystko mieszają się najeżdżające nasz świat postacie z nordyckich mitów. Do przeczytania w dwa lub trzy wieczory.

54. Wywiad z Borutą - Michał Cetnarowski, Łukasz Orbitowski, Allegro 2016 (Kindle)

A to kolejny prezent od Allegro i uzupełnienie zbioru Legendy polskie. Opowiadanie dostępne za darmo z początku przywołuje na myśl Wywiad z wampirem (przynajmniej ekranizację - pierwowzoru literackiego nie czytałem), a potem mamy spacer po Piekle, wprawdzie mniej poetycki niż u Dantego, ale ciekawie komentujący wydarzenia z historii polski i oceniający, przeważnie negatywnie, naszych władców i bohaterów narodowych. Jak sugeruje tytuł, opowiadanie ma formę wywiadu; całość stanowi dialog wywiązujący się pomiędzy reporterką a Borutą, narrator tu nie występuje. Warto sprawdzić tym bardziej, że to nic nie kosztuje.

55. Brzechwa dzieciom - Jan Brzechwa, G&P 2010

Cała Polska czyta dzieciom, część druga. No a do tego bardzo miły powrót do dzieciństwa. Znaczną część wierszyków zebranych w tym tomie już znałem, w końcu to między innymi na nich uczyłem się czytać (Zoo nadal jest świetne), ale sporo było takich, z którymi zetknąłem się po raz pierwszy. Dobrze zrobiono, że zaprezentowano utwory różnej długości: od kilkulinijkowców, jak te należące do części Zoo, przez inne krótkie teksty (np. Leń) po najdłuższe w zbiorze Szelmostwa lisa Witalisa. A tak z punktu widzenia dorosłego człowieka, można zaobserwować, jak na przestrzeni kilkudziesięciu lat zmieniło się podejście do pewnych kwestii: bicie dzieci jest normalną karą w Koziołeczku, a pieczenie placków w piecu to czynność kobieca (Szelmostwa lisa Witalisa) - ot, taka ciekawostka. Podejrzewam, że jeszcze niejeden raz sięgnę po ten tom, jak Potomek będzie się uczył czytać.

56. Onikromos - Paweł Matuszek, MAG 2016

Poprzednia powieść Matuszka, Kamienna ćma bardzo mi się podobała; do zakupu Onikromosa skutecznie zachęcał też opis na okładce i fakt, że jest to cegła. Zaczyna się ciekawie i tak jest przez jakieś dwieście stron, a potem robi się z powieści jakaś bełkotliwa masakra. No ale od początku. Główna linia fabularna rozgrywa się w czymś, co można nazwać światem równoległym - bohater ma zbadać pochodzenie tajemniczego impulsu. Opowieść tę przeplatają rozdziały dotyczące naszego świata, gdzie również pojawiają się nadnaturalne zjawiska. Problem w tym, że według zapowiedzi te wszystkie warstwy mają się ze sobą jakoś łączyć, a ja niczego wspólnego dla nich nie widzę. Ponadto, wątek świata równoległego w pewnym momencie odpływa w taką abstrakcję, że miałem wrażenie, jakbym czytał co ciekawsze kwiatki z Dukaja, tyle że w wersji light pod względem językowym. Nie mam pojęcia, do czego fabuła miała zmierzać; w ogóle jakoś przed połową książki przestałem za nią nadążać. Zawiodłem się.

57. Głębia. Skokowiec - Marcin Podlewski, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Autor twierdzi, że to space opera, z czym w sumie mogę się zgodzić, choć dla mnie było to bardziej hard SF. Co ciekawe, powieść ta jest przykładem, jak można na siedmiuset stronach opisać jedno zbrojne starcie w kosmosie, utrzymując ciągłe napięcie i ani przez moment nie przynudzając. Jasne, jest sporo wątków pobocznych, niektóre na razie wiążą się z główną linią fabularną bardzo delikatnie, ale spodziewam się, że zostaną one odpowiednio rozwinięte w kolejnych tomach powieści. Bardzo spodobało mi się ukazywanie tych samych wydarzeń z perspektywy różnych bohaterów, a ponieważ ci mają swoje przywary i dziwactwa, autorowi udaje się przemycić nieco humoru nawet w poważnych sytuacjach. Lubię taką literaturę i chcę więcej.

58. Księżniczka z księżycowego zamku - Sebastian Uznański, BookRage 2016 (Kindle)

Do twórczości Uznańskiego podchodzę ostrożnie. Zauroczony Herrenvolkiem sięgnąłem po Senne pałace i poczułem obrzydzenie. Na szczęście tym razem autor postanowił nie wywoływać takich skrajnych doznań i stworzył mikropowieść fantasy, której akcja rozgrywa się w kraju przeżywającym najazd nieumarłych. Do tego ciekawie zarysowane są intrygi na szczytach władzy. Problem tego utworu polega na tym, że jest to właściwie wersja demo: tam, gdzie Uznański postanowił zakończyć akcję, można by dopiero rozpocząć jakąś rozbudowaną fabułę. A szkoda, bo zaprezentowana tu baza fabularna jest ciekawa i dałoby się ją w interesujący sposób rozwinąć. Niestety, pozostaje spory niedosyt.

środa, 31 sierpnia 2016

Przeczytane. Sierpień 2016

Tempo czytania spadło mi do mniej więcej jednej książki tygodniowo i dziwnie się z tym czuję. W trakcie urlopu też nie udało mi się za dużo przeczytać, co spowodowało, że sierpień skończyłem z raptem czterema książkami na koncie. Może wrzesień będzie lepszy - wracam do pracy, więc w przerwach powinno się udać wygospodarować trochę czasu na lekturę. A z innej beczki: gratulacje dla Roberta Wegnera za Zajdlowy dublet. Teraz pozostaje mi skupić się na tegorocznej polskiej fantastyce, żeby przygotować się do kolejnej edycji Nagrody.

45. Olga i osty - Agnieszka Hałas, W.A.B. 2016 (Kindle)

Lubię prozę Hałas - jest elegancka językowo i bardzo nastrojowa. Tak jest i tym razem: bohaterka trafia do dziwnej, przypominającej marzenia senne krainy. Może nowe miejsce nie jest tak wykręcone jak Kraina Czarów z powieści Carrolla, ale nieustannie przywoływało mi na myśl kreację Anglika. Mam ambiwalentne odczucia, jeśli chodzi o tę książkę: z jednej strony mnie zachwyciła, z drugiej poczułem się znużony. Ciekawi są bohaterowie, interesująco skonstruowane relacje między nimi, rewelacyjnie wprowadzony został nastrój magii i tajemnicy, ale czegoś mi w tej powieści zabrakło. Może chodzi o to, że nie znalazłem tu jakiejś szczególnie porywającej fabuły - akcja toczy się leniwie, ale może właśnie o to chodziło, żeby nie zasypywać czytelnika nawałem wydarzeń. W każdym razie nadal będę czytał książki tej autorki, choćby dla samych doznań estetycznych.

46. Grimm City. Wilk! - Jakub Ćwiek, Sine Qua Non 2016 (Kindle)

Kuba rozpoczął kolejny cykl, a ja ciągle czekam na drugi tom Krzyża Południa. Nic to, przyjdzie mi jeszcze poczekać, choć autor zarzeka się, że praca wre. Co do nowego dzieła Ćwieka, to po znowu jest ciekawie. Po raz kolejny zachwyca mnie jego zdolność tworzenia nawiązań do innych wytworów kultury, tym razem, jak można się domyślić na podstawie tytułu, do twórczości braci Grimm. Świetnie wytworzona została atmosfera kryminału noir, do tego bardzo interesująco prezentuje się miejsce akcji, czyli tytułowe Grimm City. To jest taki kryminał, jakie lubię, choć przy Dreszczu i wczesnych Chłopcach bawiłem się nieco lepiej.

47. Geniusze fantastyki - antologia, Genius Creations 2016 (Kindle)

Świetna sprawa. Z okazji dwóch lat działalności wydawnictwo Genius Creations postanowiło wydać darmową antologię opowiadań polskich autorów i wyszło z tego tysiąc sto stron tekstu. Jak to zwykle bywa w przypadku takich zbiorów, poziom tekstów jest mocno nierówny. Dają one jednak możliwość zapoznania się z utworami nieznanych wcześniej autorów. Mnie najbardziej urzekły teksty Marii Dunkel, po której twórczość, jeśli będzie okazja, chętnie jeszcze sięgnę. Niektóre z opowiadań miałem już przyjemność lub nieprzyjemność czytać w czasopismach lub innych książkach. Trzeci raz na przykład czytałem Sztukę porozumienia Anny Kańtoch (za każdym razem ten tekst podoba mi się bardziej), za którą otrzymała rok temu Zajdla (wystarczająca zachęta do sięgnięcia po antologię?). Oprócz wspomnianej Ani Kańtoch pojawiają się tu też nazwiska innych znanych autorów: jest Michał Cholewa z dwoma tekstami, jest Romuald Pawlak z całkiem udanymi opowiadaniami; dominują jednak twórcy znani głównie z publikacji w czasopismach (NF czy też wcześniej SFFiH), albo tacy, z których działalnością literacką wcześniej się nie spotkałem. Sporo tekstów niestety zawodzi i wypada z pamięci wkrótce po przeczytaniu. Po raz kolejny nie przekonał mnie Jacek Wróbel swoim mistrzem Haxerlinem, Dawid Kain też przyzwyczaił mnie do wyższego poziomu. No ale darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, dziękuję więc wydawnictwu za przygotowanie tak pokaźnej porcji fantastyki.

48. Furia błękitna jak ogień - Andrzej W. Sawicki, RW2010 2016 (Kindle)

Czekałem na drugi tom "polskich X-menów" i się w końcu doczekałem. Szkoda tylko, że autor po zakończeniu działalności przez Runę nie mógł znaleźć wydawcy papierowego i opublikował swoją powieść wyłącznie w formie elektronicznej. No ale przynajmniej miejsca na półce nie zajmuje. Co do samej książki, to zawiodłem się. Nadzieja czerwona jak śnieg mocno mnie zainteresowała, liczyłem więc, że Furia... utrzyma ten poziom. Wszak alternatywna wersja powstania styczniowego, gdzie ludzie zdobywają zdolności superbohaterów dzięki rozmieszczonym tu i ówdzie anomaliom, powinna być ciekawa. A tutaj niby coś się dzieje, ale jakoś tak niemrawo, bohaterowie momentami zachowują się tak głupio, że zęby zgrzytają, a sceny romantyczne zamiast wzruszać wzbudzają uczucie zażenowania. Do tego pojawienie się deus ex machina w postaci nowego przywódcy w zakończeniu... Jakieś pozytywy? Mimo wszystko przyzwoicie wygląda fabuła, do tego interesujące są intrygi na szczytach władzy zarówno powstańczej, jak i rosyjskiej. No i oczywiście sam wykreowany przez autora świat.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Przeczytane. Lipiec 2016

Tym razem notka powstaje z tygodniowym opóźnieniem spowodowanym awarią komputera. Delikatnie przyśpieszyłem z czytaniem, a to dzięki Światowym Dniom Młodzieży i emigracji Żony i Potomka poza Kraków, co sprawiło, że z nudów poświęciłem więcej czasu na lektury. Bardzo jestem zadowolony z ich poziomu: Cholewa, Kańtoch i Orbitowski raczej nie zawodzą, a książka Moczarskiego to bardzo cenna literatura. Zapraszam w takim razie do sprawdzenia, przy czym się w lipcu relaksowałem.

39. Najszczęśliwszy śpioch w okolicy - Harvey Karp, Mamania 2014

Poradnik, co zrobić, żeby dziecko przesypiało całą noc. Nie podejmę się opiniowania skuteczności opisywanych metod, bo w praktyce ich nie stosowałem; kilka wydaje się być ciekawych, ale ponieważ ciągle gdzieś wyjeżdżamy, w życiu Juniora nie ma wystarczającej stabilności, żeby wprowadzić je w życie. Nie podoba mi się natomiast sposób, w jaki ta książka jest napisana: autor przybiera pozę typu "Słuchajcie mnie, bo ja się znam najlepiej". Mam tylko nadzieję, że informacje, jakie tu znalazłem, kiedyś się przydadzą.

40. Inwit - Michał Cholewa, Warbook 2016 (Kindle)

Czwarty już tom cyklu Algorytmy Wojny przenosi bohaterów na planetę, na której wydobywa się ważne dla wszystkich stron konfliktu złoża. Powracają znani z wcześniejszych części bohaterowie, tym razem już jako reprezentanci oddziałów specjalnych. Cholewa po raz kolejny sprawnie buduje intrygę, którą w pełni pokazuje dopiero na końcu. Bardzo dobrze udaje mu się przedstawić sytuację żołnierzy na froncie, gdzie nie mają oni pełnego oglądu sytuacji i muszą wykonywać rozkazy czasem sprzeczne z ich własnym sumieniem. Ciekawie też zapowiada się kolejna część, do której autor pozostawił bardzo szeroko otwartą furtkę. Liczę na kolejną porcję dobrej military SF i mam nadzieję, że cykl nie będzie rozciągany w nieskończoność.

41. Łaska - Anna Kańtoch, Wydawnictwo Czarne 2016 (Kindle)

Nietypowa pozycja w twórczości Ani Kańtoch, bo całkowicie pozbawiona elementów fantastycznych. Tym razem postanowiła stworzyć czysty kryminał: Polska w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, pojawiają się trupy niezwiązanych ze sobą czternastolatków. Jak to u tej autorki bywa, powieść jest bardzo dobrze napisana, z ciekawie wykreowanymi bohaterami, świetnie też oddaje nastrój ówczesnej epoki. Jako kryminał też sprawdza się całkiem przyzwoicie: intryga wciąga i jest sprawnie skonstruowana, choć dość szybko udało mi się odgadnąć, kto stoi za wydarzeniami. Mimo to, poczułem się wciągnięty.

42. Inna dusza - Łukasz Orbitowski, Od Deski do Deski 2015 (Kindle)

Książka mocno polecana przez jedną z czytelniczek tego bloga, a że ja również po Orbitowskiego sięgać lubię, nie miałem większych oporów przed zapoznaniem się z jego najnowszą chyba powieścią. Od razu uderza brud wykreowanego świata i małomiasteczkowa atmosfera, z której autor dał już się w swojej twórczości poznać. Powieść, ponoć oparta na faktach, jest historią pewnego młodocianego mordercy i stanowi analizę przyczyn jego zachowania. Ciekawie pokazany jest kontrast pomiędzy różnymi formami patologii społecznych i rodzinnych: z jednej strony przedstawiony zostaje ojciec alkoholik awanturujący się pod sklepem monopolowym i nieudolnie podejmujący próby naprawy rodzinnego życia, a z drugiej, w innym przypadku, niby normalna rodzina, gdzie zanikły podstawowe więzi, jakie powinny w niej panować, ale nikt z zewnątrz tego nie widzi. Dobra, mocna książka; Orbitowski w formie.

43. Rozmowy z katem - Kazimierz Moczarski, PWN 1993

A to z kolei polecanka od Teściowej. Jeśli są tacy, co o tej książce nie słyszeli: stanowi ona zapis rozmów pomiędzy Kazimierzem Moczarskim, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, a Juergenem Stroopem, katem warszawskiego getta. Jest to bardzo ciekawa analiza przyczyn zachowań hitlerowców, ich fanatycznej wiary w wodza, ale też doskonały obraz tego, jak ogromnego prania mózgów dokonano na narodzie niemieckim (nasuwa się niezwiązana z lekturą refleksja ogólna, że w zasadzie wiele się od czasów II wojny nie nauczyliśmy, bo podobne mechanizmy widać także dzisiaj). Oczywiście, mimo wielu godzin spedzonych przez autora na tytułowych rozmowach z katem, nadal nie da się zrozumieć, dlaczego. Tej odpowiedzi nikt tutaj nie podaje. Warto dodać, że czytane przeze mnie wydanie zostało uzupełnione o fragmenty usunięte przez cenzurę komunistyczną.

44. Ropuszki - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Miałem dać sobie spokój z twórczością Jadowskiej i postacią Dory Wilk. No ale jestem strasznie słaby w takich postanowieniach i kupiłem, a nawet przeczytałem zbiór opowiadań mający być łącznikiem miedzy sagą o Dorze, a mającą się ukazać serią o jej policyjnym partnerze, Witkacu. Mam wrażenie, że autorka sobie w krótkiej formie radzi dużo lepiej, niż wtedy, gdy może dać się ponieść fantazji. Jedno z zawartych w zbiorze opowiadań, Po deszczy każdy wilk śmierdzi mokrym psem, było zresztą moim pierwszym kontaktem z twórczością Jadowskiej, jeszcze za czasów SFFiH, i zachęciło mnie do sięgnięcia po jej powieści, więc musiało być co najmniej przyzwoite. Większość tekstów, jeśli nie wszystkie, była już kiedyś publikowana. Martwi więc, że na przestrzeni lat, warsztat pisarski autorki wydaje się nie rozwijać. Przyznać trzeba natomiast, że brakuje tutaj obecnych w powieściach irytujących dialogów. Cieszy też różnorodność tematyczna opowiadań: są poważne kryminały, zdarzają się też bardziej wesołe teksty, jak i takie, które służą tylko prezentacji bohaterów, w heksalogii stanowiących jedynie tło. Dla tych, którzy nie mieli możliwości wcześniejszego przeczytania tych utworów, a nie wypadają im oczy na widok literatury Jadowskiej, jest to rzecz warta przeczytania (zwłaszcza, jeśli chce się sięgnąć lub już się sięgnęło po powieści). Fani natomiast pewnie już to wszystko znają.