sobota, 31 marca 2018

Przeczytane. Marzec 2018

Kolejny dobry miesiąc. Jedenaście przeczytanych książek to powrót do poziomu sprzed pojawienia się potomstwa. Spośród marcowych lektur siedem miało formę elektroniczną, a tylko cztery były w wersji papierowej. Jest to efekt tego, że ostatnio zdecydowanie więcej książek kupuję na Kindle'a; problem mam tylko taki, że w tym tempie nigdy nie pozbędę się nadmiaru zalegającej u mnie makulatury. Jeśli chodzi o jakość tekstów, jestem raczej zadowolony z tego, co wpadło mi tym razem w ręce. Jest tylko jeden wyjątek, ale sam jestem sobie winien, bo powinienem był odpuścić po pierwszym tomie, a z własnej głupoty zdecydowałem się sięgnąć jeszcze po drugi. Więcej szczegółów znajdziecie poniżej.

21. Utracona Bretania - Aleksandra Janusz, Nasza Księgarnia 2016 (Kindle)

Kontynuacja Asystenta czarodziejki i jednocześnie środkowy tom trylogii Kroniki Rozdartego Świata. Trochę czasu musiało minąć, zanim się na dobre wciągnąłem w lekturę. Nie wiem, z czego to wynikło, bo jest to bardzo dobra powieść fantasy. Jak pisałem poprzednio, podoba mi się stworzony przez autorkę system magii oparty na przekształcaniu równań różniczkowych, ciekawie wykreowani zostali też bohaterowie. Ci, choć od początku są rozdzieleni, dostają tyle czasu antenowego, ile potrzebują. Czasem jest mrocznie (zwłaszcza, gdy pojawiają się oponenci), czasem zabawnie (tu przodują magowie-geriatrycy), fabuła wciąga, zakończenie zaś satysfakcjonuje i pozostawia z chęcią dowiedzenia się, jakie będą jego konsekwencje. Trzecią część, czyli Cień Gildii przeczytam bardzo chętnie.

22. Minuta przed północą - Vladimir Wolff, Warbook 2017 (Kindle)

Kolejna w tym miesiąca kontynuacja, tym razem przyszła pora na lekturę dalszej części Czasu odkupienia. Wolff postanowił przenieść akcję na powierzchnię i wynieść bohaterów z Berlina na jego przedmieścia. Przez długi czas miałem wrażenie, że to, co czytam jest mocno oparte na fabule Metra 2035 Głuchowskiego. Podobieństw wydawało się być dużo, ale na szczęście okazało się, że Wolff postanowił pójść w nieco inną stronę niż Rosjanin, przez co mogłem przestać podejrzewać go o plagiat. Trzeba przyznać autorowi, że z powieściami sensacyjnymi radzi sobie całkiem dobrze, widać też, że nieźle porusza się w postapokaliptycznej estetyce. W końcu udziela części odpowiedzi na pytania o dzień zagłady i sprawnie rozwija świat przedstawiony w poprzednim tomie. Co ważne, Minutę przed północą można czytać bez znajomości wcześniejszej części.

23. Na skraju jutra - Hiroshi Sakurazaka, Galeria Książki 2013 (Kindle)

Tę książkę postanowiłem przeczytać po obejrzeniu ekranizacji z Tomem Cruisem w roli głównej. Jest to taki Dzień świstaka rozgrywający się w czasie wojny z kosmitami. Wyjaśnienie, dlaczego bohater zostaje zamknięty w pętli czasowej mnie przekonuje; mam tylko problem ze zrozumieniem, dlaczego sposób wyjścia z niej jest taki, a nie inny. Poza tym jest to ciekawa realizacja starego pomysłu, w wersji literackiej ciekawsza od filmu (choć i ten przyjemnie się oglądało), bo pozbawiona hollywoodzkich rozwiązań fabularnych. Pomijając zakończenie, które mnie nie przekonuje, jest dobrze.

24. Chyba śnisz! - Jakub Ćwiek, Artrage 2017 (Kindle)

Ćwiekowy crossover, gdzie spotykają się Dreszcz, Loki i bohaterowie Chłopców, czyli kolejne opowiadanie wydane w ramach Artrage. Jak to w opowiadaniu, fabuła nie jest bardzo rozbudowana, w zasadzie sprowadza się do jednego zdarzenia, czyli spotkania postaci na komisariacie Policji gdzieś na krańcu Polski. Przy takim zestawie dramatis personae musi dojść do zadymy, z którą Kuba radzi sobie bardzo dobrze. Brakuje mi tu jakichś zwrotów akcji, ale rozumiem, że formuła opowiadania nie pozwoliła autorowi na zbyt obszerne rozpisanie się. Jest to po prostu przyjemna ciekawostka dla fanów twórczości Kuby.

25. Tajemnica klejnotu Nefertiti - Agnieszka Stelmaszyk, Zielona Sowa 2017

Wszedłem do Empiku, poszedłem spojrzeć na półkę z literaturą młodzieżową, żeby znaleźć coś, co w przyszłości mogłoby się moim dzieciom spodobać, znalazłem ładnie wydany cykl Kroniki Archeo, zajrzałem do środka, zobaczyłem staranne ilustracje i mapę na wyklejce. Odnalazłem więc pierwszy tom, czyli Tajemnicę klejnotu Nefertiti i pobiegłem do kasy. Liczyłem, że będzie to coś w stylu Tomków Szklarskiego, choć wiedziałem, że temat książek jest inny. Miałem nadzieję, że powieści te pozwolą dzieciakom poznać kulturę i historię obcych krajów. No i źle nie jest. Może nie dostaje się tutaj takiej ilości faktów encyklopedycznych, jak u wspomnianego wcześniej autora, a informacje o miejscu akcji są bardzo pobieżne, to przygody grupki dzieciaków wyruszających z rodzicami na stanowiska archeologiczne (w przypadku tej powieści do Egiptu) mogą młodego czytelnika zainteresować i wyrobić w nim ciekawość świata, a o to w tego typu literaturze chodzi. Będę dalej czytał.

26. Niepowszedni. W potrzasku - Justyna Drzewicka, Jaguar 2016 (Kindle)

Matko, jaki gniot! Jest to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z Porwania, o którym pisałem miesiąc temu. Językowo przypomina to szkolne wypracowanie, bohaterowie są płascy i całkowicie przewidywalni, sama intryga byłaby znośna, gdyby nie irytujące zachowanie wszystkich (!) postaci. Omijajcie, nie czytajcie, szkoda czasu. Zrobiłem to za was i do dziś bolą mnie oczy. Od trzeciego tomu zamierzam się trzymać z daleka.

27. Nienasycony - Łukasz Radecki, Phantom Book Press 2017

Jak lubię horrory Radeckiego, tak ten nie do końca mnie przekonał. Jest to króciutka książeczka (jakieś 150 stron) formą wydania przypominająca twory Guya N. Smitha. Po lekturze prologu spodziewałem się slashera - jest brutalnie, krwiście i z solidną porcją zwłok - potem jednak dostałem mało skomplikowaną opowieść o przywołanym demonie, który lubi sobie czasem zrobić jakąś rzeźnię. Szybko się to czyta, jakąś wartość rozrywkową powieść ma, ale brakuje jej oryginalności (przy czym zdaję sobie sprawę, że w tego typu literaturze ciężko o coś odkrywczego). Mimo to czasu poświęconego na lekturę nie żałuję.

28. Żerca - Katarzyna Berenika Miszczuk, W.A.B. 2017

Wciągnął mnie ten Harlequin i to mimo tego, że w trzecim tomie tak naprawdę niewiele się dzieje. Wydaje mi się, że Miszczuk bardziej niż na kłopotach uczennicy szeptuchy skupiła się na przedstawieniu życia wsi i żywych słowiańskich wierzeń, co po lekturze pozwoliło mi wysnuć myśl, że jest to ciekawsza wersja Chłopów (wyczyn to wprawdzie nie jest - przy Reymoncie zasypiałem). Jak to w romansidłach bywa, związek protagonistki przeżywa wzloty i upadki, na horyzoncie pojawia się konkurent do serca bohaterki, tytułowy żerca; jest z nim tylko jeden problem: jak na bohatera tytułowego dostaje zdecydowanie za mało czasu antenowego. Fabuła? Kryminał. Ktoś morduje okoliczne nadnaturalne istoty i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że szybko można odgadnąć, kto jest zbrodniarzem. Oczywiście w to wszystko wchodzą niepożądane kontakty pogańskich bogów z bohaterką, ale tym razem wydaje się, że boski czynnik schodzi na dalszy plan (co nie oznacza, że przestaje być istotny). Pozostaje czekać na kolejny tom, bo Żerca kończy się paskudnym cliffhangerem. Ciekawe, ile jeszcze części Miszczuk planuje napisać.

29. Żniwiarz. Pusta noc - Paulina Hendel, Czwarta Strona 2017 (Kindle)

Po raz kolejny dałem się namówić redaktorom Fantoma na spotkanie z twórczością nieznanej mi autorki. Na szczęście, w odróżnieniu od cyklu Niepowszedni, ta polecanka ma sens. Dostałem urban fantasy z nadnaturalnymi bestiami żyjącymi pomiędzy ludźmi, z którymi walczą tytułowi żniwiarze, czyli ludzie, których dusze po śmierci poprzedniego nosiciela przenoszą się do ciał zmarłych niedawno osób. Pomysł może nie jest szczególnie oryginalny, ale w tym przypadku się sprawdza. Dobrze zaprojektowani zostali bohaterowie, włącznie z antagonistą (choć dość wcześnie udało mi się odgadnąć, kim on jest). Chętnie sięgnę po kolejną część, która już jest dostępna na rynku.

30. Virion. Wyrocznia - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2017

Kolejny powrót Ziemiańskiego do uniwersum Achai. O ile samą Achaję czytało mi się dobrze, to Pomnik cesarzowej Achai już mnie nie powalił. Ucieszyło mnie więc, że akcja kolejnej książki z tego świata rozgrywa się mniej więcej w tym samym czasie, co oryginalna trylogia. Tym razem autor postanowił opowiedzieć historię jednego z szermierzy natchnionych, który w Achai pojawiał się od czasu do czasu na scenie. Są to początki jego losów, z których możemy się dowiedzieć, co takiego spotkało paniczyka z dobrego domu, że stał się maszyną do zabijania. Na razie widać, że Virion z Wyroczni i ten z Achai to dwie całkiem różne osoby. Ciekawi mnie, co takiego zrobi mu Ziemiański, że aż tak się zmieni. W obu opublikowanych do tej pory cyklach autor pokazuje, jak jednostki mogą zrewolucjonizować świat, w Virionie jak do tej pory nie widać takiego zabiegu. Pozostaje czekać na dalsze losy bohatera, bo nie wierzę, że główny temat dwóch achajowych cykli, tutaj zostanie całkowicie pominięty.

31. Młody - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2017 (Kindle)

Po kilku latach kozak wydała czwarty tom nocarskiego cyklu. Ciężko powiedzieć, czy ostatni, bo fabuła Młodego pozwala na dalsze snucie opowieści o losach Vespera. Ten, po tym, co się stało na końcu Nikta (wiem, że powinno być Nikogo, ale w ten sposób jest to odmieniane w książce), zajmuje wysoką pozycję wśród wampirów (bez szczegółów, żeby uniknąć spoilerów), z czym wiążą się nowe problemy: trzeba umieć zarządzać podwładnymi, dbać o rozwój zespołu i nie dać się zjeść tym, którzy na szczycie siedzą już trochę dłużej i na polityce zjedli zęby. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana: ot, ktoś po raz kolejny chce zniszczyć wampiry, a dzielny Vesper ze swoją bandą mają temu zapobiec. W skrócie - fajne czytadło na parę wieczorów.

Czytam i czytam:
- Jarosław Kret - Mój Madagaskar
- Philip K. Dick - Wbrew wskazówkom zegara
- J.R.R. Tolkien - Hobbit
- Bernard Cornwell - Zimowy monarcha
- Jacek Radzymiński - Rozeznanie duchów
- Paweł Majka - Berserk
- Stefan Darda - Nowy dom na wyrębach
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

środa, 28 lutego 2018

Przeczytane. Luty 2018

Jest duży postęp w porównaniu do zeszłego roku. Wtedy w lutym udało mi się przeczytać raptem trzy książki, teraz zaś było ich aż osiem. Wprawdzie nie jest to imponujący wynik w zestawieniu z najlepszymi czytelniczymi latami, ale w odniesieniu do ostatniego czasu, jestem z niego bardzo zadowolony. Jakoś tak wyszło, że większość lutowych lektur to poprzednie tomy powieści, które w tym roku mogą być nominowane do Nagród Zajdla i Żuławskiego. Od marca powinienem już czytać rzeczy, które miały premierę w 2017 roku. Powinienem też dokończyć sporo z książek, które mam napoczęte. Pora się popastwić/pozachwycać.

13. Wedle zasług - Sławomir Nieściur, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Ciągnie mnie do opowieści o Zonie, mimo że nie są one przykładami wirtuozerii literackiej. Zazwyczaj są jednak przyjemnymi, nasyconymi akcją czytadłami świetnie się nadającymi na długie zimowe wieczory. To wystarcza, żebym sięgnął po nieznanego mi autora bez żadnej rekomendacji. Niestety na pierwszej książce Nieściura nieco się zawiodłem. Akcja jest rwana i chaotyczna i, choć ostatecznie autorowi wychodzi całkiem składna historia, przez większość czasu miałem wrażenie, że czytam o wyrwanych z kontekstu wydarzeniach. Wydaje mi się, że Wedle zasług jest jedynie przygotowaniem gruntu pod dłuższy cykl i jako kreator wewnątrzzonowej rzeczywistości sprawdza się nieźle. Na razie mnie nie wciągnęło, ale sprawdzę, co jeszcze autor zamierza zrobić ze swoimi pomysłami.

14. Noc Kupały - Katarzyna Berenika Miszczuk, W.A.B. 2016 (Kindle)

Drugi tom Harlequina, czyli bezpośrednia kontynuacja Szeptuchy. Nadal jest zabawnie, alternatywna historia, w której Mieszko I nie przyjął chrztu, wciąż jest ciekawa, robi się tylko w moim odczuciu trochę mroczniej. Miszczuk sprawnie wprowadza nową przeciwniczkę, której wpłynięcie w nurt wydarzeń sprawia, że boskie rywalizacje schodzą na dalszy plan. Udanie też pokazała metamorfozę głównej bohaterki ze sceptyczki w osobę akceptującą istnienie nadnaturalnej części świata. Cieszy mnie, że klątwa środkowego tomu nie zadziała; teraz spokojnie będę mógł się zabrać za trzecią część.

15. Dreszcz: Narcocorrido - Jakub Ćwiek, Artrage 2017 (Kindle)

Długie opowiadanie/mikropowieść z Artrage'a, które dodaje kolejny epizod do życiorysu Dreszcza, czyli śląskiego superbohatera i podstarzałego rockmana w jednym. Akcja toczy się po wydarzeniach drugiego tomu Dreszcza i obserwujemy, jaki wpływ na protagonistę miał finał poprzedniej części. No ale jak w tarapaty popada Ozzy, to trzeba się podnieść z fotela i ruszyć na ratunek. Dalej jest już standardowo dreszczowo. Strzelanie piorunami, rock and roll i rubaszny humor sytuacyjny. Ja to lubię, więc łykam wszystko jak pelikan.

16. Ojciec - antologia, Ringier Axel Springer 2017

Pora na trochę poważniejszą lekturę. Jest to zbiór opowiadań współczesnych polskich autorów, po który sięgnąłem zachęcony takimi nazwiskami jak Małecki, Szostak i Orbitowski. Z fantastycznego poletka jest jeszcze Dukaj, który zamyka antologię, poza tym znane mi były jeszcze nazwiska Ziemowita Szczerka i Michała Witkowskiego, choć o tym ostatnim słyszałem wyłącznie w kontekście lansowania się na stołecznych imprezach. Tematem każdego z opowiadań jest relacja ojciec-syn, pokazywana tutaj jako coś trudnego i naznaczonego cierpieniem czy to z jednej, czy z drugiej strony. Czasem są to nostalgiczne wspomnienia przeszłości, czasem konflikt pokoleń. Autorzy w większości radzą sobie bardzo dobrze - zawiódł mnie jedynie Witkowski, który napisał opowiadanie o niczym. Jak zwykle mam też problem z Dukajem, który wyróżnia się realizacją tematu i skupia się na zaprezentowaniu fikcyjnego państewka rządzonego niegdyś przez dyktatora zwanego Ojcem Narodu. Na pewno jest to bardziej przystępny tekst tego autora niż większość tych, z którymi miałem styczność, ale nadal nie jestem przekonany do jego twórczości. Świetnie wypadają wspomniani na początku trzej autorzy, szczególnie zachwyca Szostak, tworząc poruszający list odrzuconego ojca do syna; bardzo dobrze poradził sobie też Wojciech Engelking tekstem z szachami w tle. Bardzo ciekawa i wartościowa pozycja.

17. Rodzeństwo bez rywalizacji - Adele Faber, Elaine Mazlish, Media Rodzina 2017

Żona podrzuciła w celach edukacyjnych. Książka jest prezentacją spotkań z rodzicami, które miały im pomóc w rozwiązywaniu problemów z rywalizującym ze sobą rodzeństwem. Porady wydają się ciekawe, choć pierwotnie zaniepokoiła mnie data pierwszego wydania tej książki (1988) i bałem się, że stosowane metody będą mocno nieaktualne. Okazało się jednak, że zalecany sposób traktowania dzieci, który dopiero do nas dociera, w stanach był sugerowany jako norma już trzydzieści lat temu. Zobaczymy, co uda się u nas zastosować w praktyce. Warto dodać, że tekst oryginalny został uzupełniony o dodatek odnoszący się do polskich realiów.

18. Niepowszedni. Porwanie - Justyna Drzewicka, Jaguar 2016 (Kindle)

No dobra. Sięgnąłem po powieść young adult i sam jestem sobie winny. Cykl Niepowszedni został pozytywnie oceniony w Fantomie i stwierdziłem, że sprawdzę coś nowego. Zalety? Powieść jest sprawnie napisana i szybko się ją czyta. Sama fabuła dla młodszego czytelnika też powinna być wciągająca. Największy problem mam z naiwnością bohaterów, nawet nie protagonistów, bo oni, będąc dziećmi, mogą sobie na nią pozwolić. Bardziej zgrzytałem zębami, czytając, jak zachowują się dorośli - ich motywacje często wydają się naciągane i mój osobisty kołek do zawieszania niewiary wielokrotnie trzeszczał. Oczywiście, jak znam siebie, sprawdzę, co jeszcze postanowiła stworzyć autorka w temacie Niepowszednich (tak zwana druga szansa), ale nie liczę na wiele.

19. Nikt - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2015

Tak powinno się pisać książki. Poza pierwszym i ostatnim rozdziałem połknąłem ją w jeden dzień. Jest to zamknięcie historii o Vesperze i problemach wampirów (a przynajmniej tak było do niedawna, bo wiemy, że w zeszłym roku ukazał się czwarty tom, Młody). Akcja jest wartka, czas akcji ograniczony jest w zasadzie do jednej doby, Kozak stosuje ciekawe rozwiązania fabularne i sprawnie kończy opowieść. Udaje jej się też pokazać zmieniające się relacje między bohaterami i dojrzewanie Vespera jako wampira. Cały cykl to jedna z lepszych pozycji w polskiej fantastyce, jakie ostatnio czytałem.

20. Państwo Środka od środka - Jacek Adamus, Wydawnictwo Dolnośląskie 2014

Chiny to bardzo ciekawy kraj, na tyle inny kulturowo od Europy, że można o nim zajmująco pisać w dziesiątkach książek. Państwo Środka od środka podał mi Syn, mówiąc "Tata poczyta czerwoną książeczkę". Poczytałem sobie i była to nużąca lektura. Autor opisuje czas, który spędził na jednym z chińskich uniwersytetów. Skupia się na relacjach z innymi ludźmi, czy to współstudentami, czy też lokalną ludnością. Z przedstawianego przez niego obrazu można wyciągnąć wnioski, że nie warto ufać chińskim przewodnikom i że Chińczycy to straszni bałaganiarze pozbawieni jakiejkolwiek kultury osobistej. Swoje perypetie przedstawia w bardzo przewodnikowy sposób, brakuje mu gawędziarskiego zacięcia, bardzo potrzebnego w tego typu literaturze.

Mam rozgrzebane:
- Agnieszka Stelmaszyk - Tajemnica klejnotu Nefertiti
- Jarosław Kret - Mój Madagaskar
- Andrzej Ziemiański - Virion. Wybraniec
- Philip K. Dick - Wbrew wskazówkom zegara
- Aleksandra Janusz - Utracona Bretania
- Hiroshi Sakurazaka - Na skraju jutra
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

środa, 31 stycznia 2018

Przeczytane. Styczeń 2018

Nowy Rok się zaczął, Biblia została odłożona na półkę, można się więc było zabrać za lżejsze lektury. Dopiero teraz widzę, jak bardzo na liczbę czytanych książek miało Pismo święte. Do tej pory wydawało mi się, że drastycznie się ona zmniejszyła ze względu na dzieci, ale jak widać po styczniowej liście, to nie potomstwo sprawiało, że czytam mniej. W styczniu ukończyłem dwanaście książek, co wygląda na powrót do poziomu sprzed dwóch lat. Zobaczymy, czy jest to jednorazowy wyskok, czy też może uda mi się ten poziom utrzymać w kolejnych miesiącach. Podstawowym kryterium doboru lektur były zbliżające się terminy zgłaszania nominacji do Nagród Żuławskiego i Zajdla, choć w znacznej części czytałem wcześniejsze tomy książek wydanych w 2017 roku. Widać też lekką przewagę papieru, ale to się powinno zmieniać wraz z kolejnymi miesiącami - mam sporo rzeczy do pilnego przeczytania w wersji elektronicznej.

1. Renegat - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2015

Nocarz był fajny. Będący jego kontynuacją Renegat stara się utrzymywać poziom poprzednika i, choć stanowi ciekawą kontynuację, troszkę sobie z tym nie radzi. Jak można się domyślić po tytule, Vesper trafia w ręce pijących prawdziwą ludzką krew wampirzych renegatów i to na zaprezentowaniu drugiej strony konfliktu skupia się autorka. Bardzo ładnie udaje jej się pokazać, że świat nie jest czarno-biały, a tezy przedstawione w pierwszej części mogą zostać łatwo podważone, sprawnie przedstawia rozterki głównego bohatera, który chciałby wrócić do swoich, ale związuje się emocjonalnie ze swoimi nowymi towarzyszami i próbuje się odnaleźć w nowej sytuacji. Brakowało mi tu jednak jakiegoś powiewu świeżości, większość wydarzeń przebiega tak, jak można by się tego spodziewać. Mam przy tym świadomość, że jest to środkowy tom, który ma przeprowadzić czytelnika od nieoczekiwanego (chyba, że się już zna tytuły kolejnych części) zakończenia pierwszego tomu to hucznego (miejmy nadzieję finału) i ciężko tu oczekiwać trzęsienia ziemi w kwestii kreacji świata. Na szczęście Kozak zostawiła szeroko otwartą furtkę do trzeciego tomu, który powinien przynieść odpowiedzi na większość nurtujących mnie (i protagonistę) pytań.

2. Hydra - Vladimir Wolff, Warbook 2016 (Kindle)

Niby jest to kontynuacja Metalowej burzy, ale Wolff postanawia pozostawić z boku Państwo Islamskie i jego tajemniczego sprzymierzeńca oraz wojnę grecko-turecką i przenosi akcję do Polski, gdzie terroryści szykują atak na niespotykaną skalę. Autor pokazuje, jakie konsekwencje może mieć ściągnięcie do siebie armii amerykańskiej przy wciąż mocarstwowych aspiracjach tego upadłego imperium (dla przypomnienia: w poprzednim tomie ludność USA zostaje zdziesiątkowana przez nieznanego wirusa, a niedobitki ukrywają się na Alasce i Hawajach). Znów rozważa możliwość wystąpienia potencjalnych przyszłych konfliktów, choć tym razem w moim odczuciu lekko ucieka w science fiction bliskiej przyszłości (no chyba, że armia amerykańska ma już na wyposażeniu opisywany w powieści sprzęt - nie wiem, nie znam się, nie chce mi się szukać). Tym razem Wolff tak wciągnął mnie w lekturę, że nie zwracałem uwagi na jego styl, który zawsze wydawał mi się suchy. Czekam na ciąg dalszy.

3. Szeptucha - Katarzyna Berenika Miszczuk, W.A.B. 2016

Żona przeczytała tekst z okładki i rzekła: "O! Harlequina czytasz!". Potem ja przeczytałem, co tam wydawca napisał i przestraszyłem się. A potem dobrze się bawiłem przy pierwszym tomie trylogii urban fantasy, gdzie Mieszko I się nie ochrzcił i jesteśmy europejskim bastionem pogaństwa. Główna bohaterka po skończeniu studiów medycznych musi wyjechać na roczny staż u wiejskiej baby, co oczywiście stwarza masę okazji do pokazania starcia szkiełka i oka z zaściankowymi zabobonami. A potem w grę wchodzą materializujące się słowiańskie wierzenia i chłopak, który niekoniecznie jest tym, ze kogo się podaje. Opowieść jest pełna humoru (i to takiego, który śmieszy, a nie męczy), napisana została sprawnie, a ja choć nie przepadam za tą odmianą fantastyki, chętnie sięgnę po drugi tom (to już kolejna taka deklaracja w tej notce).

4. Zawisza Czarny - Jakub Ćwiek, Fabryka Słów 2017

Na razie jest jeden tom, więc deklaracji sięganie po kontynuację nie będzie, choć epilog sugeruje, że Kuba Ćwiek, coś jeszcze chowa w rękawie. Jest to celna satyra na nowoczesne środowiska lewicowe (Starbuń, wściekłe feministki i wkurzeni rowerzyści) i narodowo-prawicowe. Jest zabawnie, choć zdaję sobie sprawę, że osoby, w które ostrze satyry celuje, mogą się poczuć dotknięte (Co? Czarny patriota? Skandal)! Fabularnie jest bez rewelacji, ot mecz reprezentacji w piłkę kopaną, Masa Krytyczna i kilka zadym na mieście, ale rozwiązanie intrygi okazuje się być bardzo zaskakujące. Superbohaterowie, których tworzy Ćwiek są bardzo ludzcy: w zasadzie nie mają supermocy (Zawisza jest świetnie wyszkoloną maszyną do robienia innym krzywdy, a Sawka to bardzo warszawska w wyrazie wersja Batmana). Trochę się tylko boję, że Kuba zabrał się za tyle projektów (z literackich: Krzyż Południa, na który czekam najbardziej, Ofensywa szulerów, Dreszcz, Grimm City; do tego dochodzi jeszcze stand-up), że może mu zabraknąć mocy przerobowych do kontynuowania zapoczątkowanej tu opowieści.

5. Iron Tales - antologia, Gmork 2017 (Kindle)

Ciekawy pomysł stworzenia zbioru opowiadań poświęconego jednej z najwybitniejszych grup heavy metalowych. Poszczególne teksty w jakiś sposób nawiązują do różnych piosenek Iron Maiden, będąc rozwinięciem treści utworów albo twórczą wariacją na temat ich tytułów. Opowiadań jest piętnaście, a napisane zostały przez sześciu autorów, spośród których znani mi są tylko Kazimierz Kyrcz Jr i Łukasz Radecki. Wszystkie zawierają pewną, większą lub mniejszą, dawkę mroku, ale zdarza się też trochę humoru (przeważnie czarnego). Niestety w moim e-bookowym wydaniu brakuje opowiadania Inne życie, w zamian dostałem zaś podwójną dawkę Oceanu szaleństwa. Nie wiem, czy w wersji papierowej też ten błąd występuje. Napisałbym, że była to dla mnie przyjemna lektura (bez rewelacji wprawdzie, ale nie zgrzytałem zębami w czasie lektury), lecz nie wiem, czy jest to dobre określenie dla literatury grozy.

6. Niepełnia - Anna Kańtoch, Powergraph 2017

Nie wiem, jak ona to robi, ale Kańtoch niemal każdą swoją kolejną książką potrafi mnie zachwycić. Tym razem stworzyła ciekawą powieść powiedzmy, że kryminalną, o szkatułkowej kompozycji, choć ciężko jest tu określić, która szkatułka wewnątrz której się mieści - w tak zagmatwany sposób połączone ze sobą zostały poszczególne wątki. Dawno żadna powieść nie trzymała mnie w napięciu tak bardzo, jak Niepełnia. W zachwycaniu się tą książką nie przeszkadza mi nawet za bardzo fakt, że nie do końca zrozumiałem, o co chodziło w jej zakończeniu.

7. Królestwo gore - Łukasz Radecki, Videograf 2017 (Kindle)

Horrory/grozę Radeckiego czytać lubię. Królestwo gore jest zbiorem opowiadań pokazującym pełen przekrój twórczości tego autora, od kiedy tylko odważył się wyjąć swoje teksty z szuflady. Tytuł jest nieco mylący, bo nie wszystkie opowiadania są na tyle makabryczne i krwiste, żeby je zaliczyć do gore, ale zdarzają się i takie, w których płyny ustrojowe katowanych ofiar wylewają się ze stron książki. Udało się Radeckiemu kilka razy wywołać u mnie uczucie zniesmaczenia, co oznacza, że bardzo dobrze porusza się on w zagadnieniach, które podejmuje. Teksty są na tyle mocne, że nie zdziwię się, jeśli ktoś rzuci książkę już w trakcie pierwszego opowiadania. No ale jak się bierze za twórczość Radeckiego ze słowem "gore" w tytule, to pretensje o ewentualne negatywne odczucia można mieć tylko do siebie.

8. Krew i stal - Jacek Łukawski, Sine Qua Non 2016 (Kindle)

Pewnie nigdy bym o autorze nie usłyszał, gdyby gdzieś w sieci (chyba na Polterze) ktoś nie wymienił pierwszego tomu jako jednej z lepszych pozycji wydanych w 2016 roku. No i w końcu się zabrałem za lekturę i przyszło rozczarowanie. W zasadzie cały czas miałem wrażenie, że czytam zbeletryzowany zapis sesji RPG. Drętwa fabuła, nudni bohaterowie (choć pod koniec książki udaje się ich trochę ubarwić), męcząca stylizacja języka na archaiczny - drugi tom raczej sobie odpuszczę, choć przyznać muszę, że cliffhanger, którym kończy się powieść mnie zaintrygował, więc cień szansy, że skuszę się na kolejną część, istnieje. Trochę szkoda, bo liczyłem na jakieś porządne polskie dark fantasy; mało tego u nas wychodzi.

9. Komornik. Rewers - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2017

Pierwszy tom Komornika rozczarował mnie fabułą, ale zaintrygował światem, w którym nastała biblijna apokalipsa, ale coś poszło nie tak i zastępy niebieskie nie były w stanie przeprowadzić jej zgodnie z planem. Ziemia przestała się obracać i tylko wąski pas wzdłuż terminatora nadaje się do życia. Tytułowy Rewers to nazwa tej połowy Ziemi, gdzie panuje wieczna noc i władza Niebios nie sięga - to właśnie tam udaje się protagonista w pogoni za swoim nemezis. Tym razem Gołkowski radzi sobie pod względem kreacji fabuły dużo lepiej. Wprawdzie wyraźnie widać, że są to dwie powieści złożone w jedną (najpierw kończymy to, co zaczęliśmy w pierwszym tomie, a potem dostajemy kolejną opowieść, paralelną z pewnymi istotnymi wydarzeniami biblijnymi), ale nie ma tu już wrażenia, że bohater idzie od zadania do zadania, jak w grze komputerowej. Oby trzeci tom był jeszcze lepszy.

10. Martwy aż do zmroku - Charlaine Harris, MAG 2009

Oglądaliśmy z Żoną True Blood, stwierdziłem więc, że zapoznam się z literackim pierwowzorem. Na podstawie Martwego aż do zmroku powstał pierwszy sezon wspomnianego serialu i jest to ten przypadek, kiedy ekranizacja jest lepsza niż pierwowzór. Książka to takie urban fantasy typu "Ja piękna, ty piękny, a do tego jesteś wampirem, chodźmy do łóżka". Lektura była męczarnią, emocje we mnie nie wzbudziła, ale to może dlatego, że wiedziałem już, kto jest mordercą. W każdym razie nie czytajcie tego. Lepiej obejrzeć serial.

11. Dom na wyrębach - Stefan Darda, Videograf 2015

Stefan Darda - autor regularnie nominowany do Nagrody Zajdla nawet, jeśli napisze coś kiepskiego. Nie miałem dobrego zdania o jego twórczości, ale książka, którą debiutował, czyli właśnie Dom na Wyrębach zbierał całkiem przyzwoite opinie. Nawet ktoś znajomy ją chwalił. A ponieważ w zeszłym roku ukazała się kontynuacja, stwierdziłem, że zapoznam się z historią od początku. Była to dobra decyzja, bo jest to najlepsza książka, jaką Darda napisał. Scenografia jest taka, w jakiej autor najlepiej się porusza, czyli mała wioska (a tutaj nawet dwudomowe sioło) w środku lasu gdzieś na krańcach Polski. Do tego dochodzi tajemnica z przeszłości, która próbuje się odegrać na bohaterach. Na deser zaś dostajemy bardzo dobre opisy przyrody, chyba najmocniejszy punkt powieści. Bardzo dobry debiut.

12. Atlas chmur - David Mitchell, MAG 2012

Zabierałem się za tę książkę od momentu, kiedy zobaczyłem ekranizację w kinie - jak widzicie, trochę czasu mi to zajęło. Jest to kolejna w tym miesiącu powieść szkatułkowa, gdzie główną rolę odgrywa władza i próby kontrolowania innych ludzi, a głównymi bohaterami są jednostki na zniewolenie się nie godzące: XIX-wieczny prawnik, międzywojenny kompozytor, dziennikarka śledcza z lat 70., współczesny nam wydawca książek, cyberpunkowy klon i członek jednego z postapokaliptycznych plemion. Ciekawa jest kompozycja powieści: najpierw poznajemy historie w kolejności chronologicznej, a każda z nich się urywa w połowie; w kolejnej bohater napotyka jakiś zapis wcześniejszej i tak jest aż do ostatniej opowieści o czasach postapokaliptycznych, a potem cofamy się w czasie. Mitchell sprawnie żongluje stylami i formą prowadzenia narracji: dziennik, listy, powieść sensacyjna, wywiad. Jest to bez wątpienia ciekawy eksperyment, z którym warto się zapoznać.

Rozgrzebałem:
- Agnieszka Stelmaszyk - Tajemnica klejnotu Nefertiti
- Jarosław Kret - Mój Madagaskar
- Andrzej Ziemiański - Virion. Wybraniec
- Jacek Adamus - Państwo Środka od środka
- Sławomir Nieściur - Wedle zasług
- Aleksandra Janusz - Utracona Bretania
- Adele Faber, Elaine Mazlish - Rodzeństwo bez rywalizacji
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

niedziela, 31 grudnia 2017

Przeczytane. Grudzień 2017

Ostatni miesiąc 2017 roku nie przyniósł jakichś spektakularnych efektów. Skończyłem trochę napoczętych dawno lektur, udało się nawet dotrwać do końca z Pismem Świętym. Wśród książek dominują utwory czytane pod kątem Zajdla/Żuławskiego i taki trend będzie się z pewnością utrzymywał jeszcze przez cztery pierwsze miesiące 2018 roku. Zapraszam.

59. Trupojad i dziewczyna - Ahsan Ridha Hassan, Genius Creations 2017 (Kindle)

Ta książka trafiła mi się przez przypadek. Kiedy kupowałem Zatopić Niezatapialną Anny Hrycyszyn, Empik podpiął złego e-booka pod mój zakup i tak zostałem z darmową książką, której nie planowałem nabywać. Minęło trochę czasu i w końcu stwierdziłem, że można by to przeczytać. Dostałem ciekawie zapowiadający się miks świata fantasy z naszą rzeczywistością, przy czym tutaj występują one na zasadzie światów alternatywnych, a konstrukcja powieści opiera się na tym, że do końca nie wiemy, który z nich dwóch jest tym prawdziwym. Zdecydowana większość wydarzeń rozgrywa się w realiach baśniowych. Niestety fabuła kuleje. Widać, że autor ma głowę pełną pomysłów, ale zabrakło mu miejsca na ich realizację. Wiele wątków prosi się o rozwinięcie, a zostają zepchnięte w cień lub zignorowane. Specjalne moce, które bohaterka zdobywa, lądując w ciele Pani Klątwy, zamiast pomagać w rozwoju fabuły, sprawiają wrażenie, jakby autorowi przeszkadzały, więc przez dość długi czas odcina od nich protagonistkę bez żadnego uzasadnienia. Szkoda, że tak wyszło, bo potencjał powieść miała spory, ale realizacja była nie najlepsza.

60. Akuszer bogów - Aneta Jadowska, Sine Qua Non 2017

Znowu Jadowska... Nie wiem, co ciągnie mnie do jej książek. Z jednej strony fajnie się je momentami czyta, potrafię się wciągnąć w przedstawioną historię, a potem główna bohaterka wygłasza jakąś przemowę albo snuje takie rozważania, że zastanawiam się, czy jest ona kobietą po trzydziestce, czy też nastolatką z zaburzeniami emocjonalnymi. Tutaj też: mogłaby być to normalna, przyjemna historia o odszukiwaniu własnej przeszłości z rozważaniami, czy na pewno dobrze jest poznawać dotyczące własnej osoby tajemnice, ale co jakiś czas Nikita musi się objawić jako emo-dziewczynka. Co jest dziwne w przypadku zawodowej zabójczyni. Niestety Jadowska popełnia cały czas te same grzechy. Dora Wilk była irytująca przez bycie Mary Sue i podobna przypadłość zaczyna dopadać Nikitę. Twarda, piękna i ze wszystkim sobie poradzi. A ja i tak, jak się znam, będę czytał następne części.

61. Wendy - Jakub Ćwiek, Artrage 2017 (Kindle)

Jedno z opowiadań Kuby Ćwieka wrzucone niedawno na Artrage. Tytuł sugeruje jakiś związek z Piotrusiem Panem, a tym samym z cyklem Chłopcy, ale jest to błędny trop. Ćwiek napisał opowiadanie o młodej dziewczynie, która przyjeżdża do małego miasteczka na opolszczyźnie i odnawia tam starą znajomość. Lekkie pióro, trochę horrorowatości i ciekawe rozwiązanie sprawiają, że warto było poświęcić dwie godziny życia na niezbyt wymagającą lekturę. Przyjemne czytadło, po którym zacząłem się zastanawiać, dlaczego nic nie wiem o Joy Division (i nie jestem aż tak zdesperowany, żeby szukać ich w wikipedii).

62. Wśród mangowych drzew - Madhur Jaffrey, Wydawnictwo Czarne 2013

Żona kiedyś znalazła na półce w Empiku i stwierdziliśmy, że opis dzieciństwa w Indiach musi być ciekawy. Tyle, że nie. Generalnie cała książka sprowadza się do "robiliśmy to i to, a potem jedliśmy to i to". Nie ma niby nic dziwnego w tym, że autorka, która prowadzi programy kulinarne i pisze książki kucharskie skupia się na gastronomicznej stronie Indii, ale posuwa się do przesady typu "umarł dziadek, była stypa, co za uczta!" Przez większą część książki potwornie się nudziłem, rozbudził mnie w zasadzie tylko fragment o oddzieleniu się Pakistanu od Indii i pokazanie, jak zmieniała się mentalność ludzi i ich pogląd na sąsiadów wyznających inną religię. Po czym okazuje się, że opis ten służy podaniu informacji, że do Delhi sprowadzili się Hindusi z Pendżabu i że przywieźli ze sobą swoją kuchnię. Kilkadziesiąt ostatnich stron to przepisy kulinarne i byłaby to może najlepsza część książki, gdyby nie to, że w Polsce niektóre składniki potwornie ciężko dostać (widział ktoś koźlinę w sklepie?) albo ich cena jest nieprzyzwoicie wysoka (jagnięcina się kłania). Zawiodłem się.

63. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu - różni autorzy, Święty Paweł 2011

Dostaliśmy Pismo Św. w prezencie ślubnym od zaprzyjaźnionych franciszkanów. Do przeczytania go od deski do deski natchnęły mnie zaś wygłoszone z ambony słowa pewnego cystersa, który określił je mianem najważniejszej książki w historii ludzkości. No i w sumie miał rację, bo chyba żaden inny tekst nie wywarł na ludzkość takiego wpływu jak Biblia (choć można się w tej kwestii spierać o rolę Koranu). Lektura zajęła mi prawie dwa lata: tekst jest w znacznej mierze ciężko przyswajalny ze względu na styl, jakim się posługują autorzy. Niemniej, uważam, że jest to bardzo wartościowa pozycja, która pozwala zrozumieć wiele zjawisk zachodzących czy to w judaizmie, czy w chrześcijaństwie. Najlepiej czytało mi się Torę i większość ksiąg historycznych, choć Pierwsza Księga Kronik jest świetnym środkiem nasennym (genealogia rodów izraelskich i panegiryk na cześć króla Dawida), a Księga Jozuego to niezbyt zajmujący opis podboju Kanaanu (bitwa, bitwa, bitwa). Należy mieć jednak na uwadze, że nie są one traktatem historycznym, a raczej religijną interpretacją historii. Świetnie też czytało się Ewangelie, zwłaszcza według św. Mateusza i św. Łukasza - obszerne teksty, które dobrze się uzupełniają, jeśli chodzi o szczegóły z życia Chrystusa. Miałem problem z księgami mądrościowymi i niektórymi prorockimi, chyba dlatego, że często były one pisane językiem poetyckim, a ja z poezją się nie za bardzo lubimy. Sprawnie przebiłem się natomiast przez Księgi Daniela i Jonasza - oba teksty są fabularyzowane, a takie wchłaniam najlepiej. Lektura Pisma Świętego w wielu miejscach daje odczuć, jak bardzo czasy się zmieniły. Poszczególne księgi pisane przez mężczyzn i dla mężczyzn pokazywały kobiety jako przedmioty będące własnością ojca lub męża, których wartość zależała albo od dziewictwa, albo od liczby urodzonych dzieci. Razi też starotestamentowe podejście do wychowywania dzieci (żeby syn szanował ojca należy nie szczędzić mu rózgi). Na szczęście cały tekst został opatrzony obszernymi komentarzami wyjaśniającymi kontekst historyczno-kulturowy i tłumaczącymi, dlaczego niektóre z rad dawnych mędrców dzisiaj nie mają racji bytu. Te komentarze i przypisy są jednym z najmocniejszych punktów nowego tłumaczenia Biblii - pozwalają ją zrozumieć każdemu. W nowym Testamencie takich zgrzytów kulturowych jest już znacznie mniej. Nadal można się czepiać tego, jak święty Piotr i święty Paweł widzą role poszczególnych osób w rodzinie (potrzebowaliśmy wszak wojen światowych, żeby się przekonać, że kobiety głupsze ani mniej zaradne od mężczyzn nie są), ale ogólne przesłanie jest takie, że szacunek należy się każdemu człowiekowi, bez względu na pochodzenie. I dobrze byłoby, gdyby współcześni hierarchowie kościelni o naukach Chrystusa, a potem głównie św. Pawła Apostoła pamiętali. Jest to bardzo wartościowa książka, po którą dobrze jest sięgnąć, nawet nie poczuwając się do związków z Kościołem Katolickim, choćby po to, żeby wiedzieć, co się krytykuje. A dla wyznawców Chrystusa powinna być to pozycja obowiązkowa, bo raczej powinno się być świadomym tego, w co się wierzy.

64. Samozwaniec. Moskiewska ladacznica. Tom I - Jacek Komuda, Fabryka Słów 2017

Komuda zakończył temat pierwszej dymitriady, ale ponieważ działalność Polaków w okolicach Moskwy na początku XVII wieku jest dla niego tematem nośnym fabularnie, postanowił wrócić w tamte rejony i opisać próby osadzenia na carskim tronie kolejnego Dymitra Samozwańca. Mam świadomość, że autor dobrze się czuje w realiach Rzeczypospolitej Szlacheckiej, ale tutaj chyba trochę zabrakło mu fantazji. Książka jest krótka i odniosłem wrażenie, że niewiele się tu dzieje. Ot, Dymitr zgromadził polskie wojska, odbyło się parę bitew i tyle. Brakuje tu też wyrazistego protagonisty, jakim w czterotomowym Samozwańcu był Jacek Dydyński. Tutaj wydaje się, że taką rolę ma pełnić Lisowski, ale Komuda poświęca mu zdecydowanie za mało czasu antenowego. Autorowi zdarza się też porzucać bohaterów w środku powieści (tak jest na przykład z Maryną Mniszchówną, która znika po dwóch rozdziałach jej poświęconych - prawdopodobnie wróci w kolejnym tomie). Na pewno jest to materiał na ciekawą opowieść, ale tutaj chyba w grę wchodziły krótkie deadline'y, bo Moskiewska ladacznica sprawia wrażenie niedopracowanej, nawet biorąc pod uwagę, że jest to zaledwie pierwszy tom.

Rozgrzebane:
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- David Mitchell - Atlas Chmur
- Agnieszka Stelmaszyk - Tajemnica klejnotu Nefertiti
- Jarosław Kret - Mój Madagaskar
- Andrzej Ziemiański - Virion. Wybraniec
- Anna Kańtoch - Niepełnia
- Magdalena Kozak - Renegat
- Jacek Łukawski - Krew i stal
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

Podsumowanie roku

Wyszedł mi najsłabszy czytelniczo rok od wielu lat. 64 książki to niewiele, raptem 5,3 książki miesięcznie, ale przyzwyczaiłem się już, że przy dwójce dzieci szybkie czytanie nie wchodzi w grę. Na pewno spory udział w takim wyniku miało mozolne przebijanie się przez Pismo Święte, które pochłonęło sporo mojego czytelniczego czasu. Udało mi się dotrwać do końca, więc w przyszłym roku wynik powinien być nieco lepszy. Wśród lektur tradycyjnie dominowała polska fantastyka, trochę też wpadło zagranicznej i literatury głównonurtowej. Zdecydowanie za mało jak na mój gust przeczytałem książek podróżniczych - w przyszłym roku trzeba się będzie poprawić w tej kwestii. Aż piętnaście pozycji wyszło nakładem Fabryki Słów. Wydawnictwo niby jest krytykowane za jakość wydawanych tekstów, ale widać, że na polskim poletku fantastycznym nie mają sobie równych - wydają uznane na rynku nazwiska, co pozwala im zarabiać pieniądze i wypuszczać na rynek jeszcze więcej książek. W roku 2017 dominowały papierowe wersje książek. Na Kindle'u przeczytałem tylko 27 pozycji, co mocno mnie zaskoczyło, bo myślałem, że będę odchodził od papieru na rzecz elektroniki. Do grona podsuwaczy literatury dołączył mój Syn, który ściąga czasem coś z półki i przynosi, mówiąc "Tata poczyta". W ten sposób zabrałem się za kilka książek (w tym sporo tych, które wymieniłem wyżej jako rozgrzebane.

Podziękowań w tym roku mało, bo odkąd się wyniosłem z Poltera, prawie nikt się nie przyznaje do czytania tego bloga:
  • dla Żony za cierpliwość i zrozumienie, że czasem potrzebuję czasu na spokojne czytanie
  • dla Syna i Córki, którzy co jakiś czas wskazywali kolejną lekturę (choć ona raczej nieświadomie)
  • dla Gosi, która jako jedyna z czytelników zostawia tutaj po sobie ślad

Do przeczytania w kolejnym roku.

środa, 20 grudnia 2017

Przeczytane. Listopad 2017

Na początku przepraszam za zwłokę z publikacją notki, ale nie zdążyłem jej napisać na początku miesiąca, a potem się urlopowałem bez dostępu do sieci. Myślałem, że listopad będzie lepszym miesiącem, choć mam świadomość, że mikra liczba ukończonych lektur wynika z faktu, że upłynął on pod znakiem Cherezińskiej i mozolnego przebijania się przez Pismo Święte. O dziwo (biorąc pod uwagę liczbę rozgrzebanych papierowych książek), tym razem trzy z pięciu książek były w formie elektronicznej - powinienem powoli wracać do czytania głównie na Kindle'u, choć nastąpi to raczej dopiero w przyszłym roku, jak już się z Biblią uporam. A teraz zapraszam do sprawdzenia, co takiego ostatnio przeczytałem.

54. Skrzydła nocy - Robert Silverberg, MAG 2017

Chciałem mieć jakąś odskocznię od polskiej fantastyki, a że była to książka miesiąca w NF, do tego niezbyt obszerna, a przy okazji uzupełniała moje braki w klasyce światowej SF, postanowiłem zdjąć ją z półki. Szybko okazało się, że pierwsze z tworzących tę powieść trzech opowiadań czytałem jakiś czas temu w Fantastyce i bardzo sobie ten tekst chwaliłem. Powtórna lektura tylko wzmocniła pozytywny odbiór tekstu. Jest to bardzo ładnie napisana powieść postapokaliptyczna, gdzie resztki ludzkiej cywilizacji żyją w oczekiwaniu na inwazję z kosmosu, przy czym spodziewają się jej od tak dawna, że mało kto wierzy, że ona w ogóle nadejdzie. Wyszedł świetny utwór o pielgrzymce, poszukiwaniu i odkupieniu.

55. Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu - antologia, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Zacząłem czytać ten zbiór po ogłoszeniu nominacji do Zajdli. Potem szło mi jak krew z nosa. No i mam problem z tą książką taki, że niemal żadne z opowiadań nie zapadło mi w pamięć, co znaczy, że są idealnie przeciętne. W zasadzie w głowie zostały mi tylko teksty, które przeczytałem najwcześniej, czyli Na nocnej zmianie Anny Szumacher i Panicz z Ertel-Sega Agnieszki Hałas. To drugie, rozgrywające się w świecie Teatru Węży jest w ogóle najmocniejszym punktem antologii. Tytułowe opowiadanie zaś bardzo mnie zawiodło i nie rozumiem ani nominacji do Zajdla, ani zwycięstwa w konkursie zorganizowanym przez Falkon i Fabrykę Słów, którego owocem jest niniejszy zbiór. Pozostałe teksty, jak już pisałem, szybko wyleciały mi z pamięci.

56. Polska 2.0 - Jacek Inglot, W.A.B. 2016 (Kindle)

Do przeczytania tej książki zaś przekonało mnie wyróżnienie w nagrodzie Żuławskiego. Jej treść stanowią dwie minipowieści, które przedstawiają niedaleką przyszłość Polski, w której do władzy dochodzi skrajnie populistyczna partia, która dla dotrzymania obietnic przedwyborczych doprowadza kraj do ruiny gospodarczej i politycznej i całkowitym ograniczeniem wolności obywatelskiej. Inglot przedstawia dwa możliwe scenariusze: w pierwszym ludzie skutecznie się buntują, w drugim opozycja ponosi druzgocącą klęskę. Jest to bardzo ciekawa wizja, zwłaszcza w obliczu obecnych wydarzeń na polskiej scenie politycznej (co ciekawe Inglot pisał oba teksty przed rozpoczęciem obecnej kadencji Sejmu). Przedstawiona tu wizja przyszłości jest przerażająca zwłaszcza, że wydaje się być dość prawdopodobna.

57. Tu mieszkali Guaranie - Jan Gać, Bernardinum 2015

Syn dał mi to do przeczytania, mówiąc "Tata poczyta o mamie" (taką treść książki zasugerowała mu okładka). Nie byłem pozytywnie nastawiony do Gacia po lekturze El Camino - odrzucał mnie jego fanatyzm religijny i spodziewałem się, że skoro tym razem porusza temat jezuitów, również będzie mnie irytował. Takie podejście sprawiło jednak, że pozytywnie się zaskoczyłem. Nie sprawdzałem faktów w innych źródłach, ale opis wydarzeń związanych z powstaniem i upadkiem redukcji indiańskich w Ameryce Południowej sprawia wrażenie rzetelnego. Jest on wprawdzie laurką wystawioną Towarzystwu Jezusowemu, lecz wydaje się, że autor próbuje obiektywnie przedstawić fakty. Właściwie najsłabszym punktem książki są dialogi Gacia z jego towarzyszką podróży (żoną?): brzmią potwornie sztucznie i często służą jedynie pochwaleniu się wiedzą na temat Indian i europejskich zakonników.

58. Płomienna korona - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2017 (Kindle)

Cherezińska kończy swój cykl o odrodzeniu Królestwa Polskiego po rozbiciu dzielnicowym. Poprzednie tomy wydawały się być cegłami, a tu nagle zostałem zaatakowany ponad tysiącem stron tekstu w trzeciej części. Na szczęście tekst jest gęsto wyładowany treścią - autorka skupia się nie tylko na końcowych etapach walki Łokietka o polski tron, ale sporo miejsca poświęca też rozgrywkom politycznym w Czechach, a ponadto stara się zakończyć wszystkie wątki, które rozwinęła w dwóch wcześniejszych tomach. Niestety w wielu przypadkach odczuwałem niedosyt - o ile kwestie Łokietka i Czech są sprawnie poprowadzone, o tyle wątki poboczne pozostawiają w dużej części pewien niedosyt. Po macoszemu została potraktowana historia Michała Zaremby i pogan, większe nadzieje też wiązałem z rozwinięciem prologu. Z drugiej strony, Cherezińska dobrze sobie radzi tam, gdzie wątek kończy się śmiercią bohatera (czyli w zasadzie we wszystkich przypadkach, kiedy bohater umiera przed koronacją Łokietka, bo to wydarzenie kończy powieść). Mimo drobnych niedociągnięć jest to bardzo dobra lektura, którą przyjemnie się czyta i która może zachęcić do zgłębienia historii ostatnich piastowskich władców Polski.

Ciągle czytam i czytam:
- Pismo święte Starego i Nowego Testamentu
- Aneta Jadowska - Akuszer bogów
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- Madhur Jaffrey - W cieniu mangowych drzew
- David Mitchell - Atlas Chmur
- Jacek Komuda - Samozwaniec. Moskiewska ladacznica. Tom I
- Agnieszka Stelmaszyk - Tajemnica klejnotu Nefertiti
- Jarosław Kret - Mój Madagaskar
- Andrzej Ziemiański - Virion. Wybraniec
- Ahsan Ridha Hassan - Trupojad i dziewczyna
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

wtorek, 7 listopada 2017

Przeczytane. Październik 2017

W październiku przeczytałem siedem książek, co, biorąc pod uwagę moje ostatnie wyczyny, jest wynikiem bardzo przyzwoitym. Pięć lektur wybrałem sobie sam (i te były w wersji elektronicznej), dwie zaś zasugerowała mi rodzina (te już były z martwego drzewa). Generalnie autorzy, po których sięgnąłem w tym miesiącu, byli mi już wcześniej znani, więc wiedziałem, czego się po nich spodziewać, ale trafili się też tacy, z którymi kontaktu nie miałem wcześniej w ogóle (Simmons, Halik) albo był on niewielki (Inglot). Nie zawiodłem się na nich.

47. Stalowe szczury. Königsberg - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Niby trzeci tom cyklu, a tak naprawdę prequel, którego akcja rozgrywa się w Królewcu, z dala od frontu. Zmiana miejsca akcji wyszła książce na dobre. Narzekałem już, że frontowe opisy ciągłych strzelanin są najzwyczajniej w świecie nudne. Gołkowski postanowił wysłuchać mojego wołania (choć wcale o nim nie wiedział) i stworzył całkiem niezłą powieść szpiegowską, gdzie główne role grają bohaterowie znani już z Błota i Chwały, choć tam występowali na drugim lub trzecim planie. Autorowi dobrze udało się ukazać obraz czasu wojny, która to wojna ma miejsce gdzieś daleko i zamiast się nią bardzo przejmować, można zorganizować bal. Ewentualnie powzdychać nad trudnym losem żołnierza, który ze względu na rany został wycofany z pola walki. Jak na razie jest to najciekawsza część cyklu, intryga się klei, bohaterów można polubić, tylko co jakiś czas trafia się mocno przewidywalny zwrot akcji. Niemniej, jest to całkiem przyjemna lektura.

48. Czas odkupienia - Vladimir Wolff, Warbook 2016 (Kindle)

Wolff był dla mnie do tej pory polskim Clancym, teraz zaś postanowił stać się polskim Głuchowskim. Akcję kolejnej swojej powieści umieścił w postapokaliptycznym Berlinie, którego mieszkańcy schronili się przed zagładą w tunelach tamtejszego metra. Brzmi znajomo, prawda? Z jakichś przyczyn nie wydał swojej książki w ramach Uniwersum Metro 2033, ale inspiracje twórczością Rosjanina wprost biją po oczach. Trzeba mu jednak oddać, że sprawnie kreuje intrygę, tworzy ciekawe stronnictwa walczące o wpływy w tunelach i kreuje żywych bohaterów. To jednak trochę mało zalet przy braku oryginalności powieści. Książek, których akcja toczy się w podziemiach metra, jest w ostatnim czasie bardzo dużo, nie wiem więc, dlaczego ktoś miałby wybrać akurat tę. I to jest jej podstawowy problem: jest jedną z wielu podobnych powieści i nie wyróżnia się niczym szczególnym.

49. Sodomion - Jacek Inglot, Uroboros 2015 (Kindle)

Z twórczością Jacka Inglota nie miałem do tej pory dużego kontaktu, ot, przeczytałem raptem jeden zbiór opowiadań, który napisał razem z Andrzejem Drzewińskim. W Sodomionie również stawia na krótką formę, tym razem koncentrując się na tematyce seksu i związków międzyludzkich.
Chyba najbardziej uderzającym tekstem jest Grono. Krótka story o miłości, gdzie przedstawił wizję przyszłości, w której bohaterowie żyją w komunach, a do ich obowiązków należy uprawianie seksu z każdym innym członkiem grupy, który ma na to ochotę. Dość przerażająca wizja. Inne opowiadania dają nam różne odmiany SF: trochę kosmicznej, trochę ziemskiej socjologicznej; trafiają się też horrory (Konsumenci, Inquisitor). Ogólnie jest to bardzo miła lektura, która pokazuje, że mimo panującej znieczulicy w ludziach i tak odzywają się uczucia.

50. Miasteczko - Robert Cichowlas, Łukasz Radecki, Videograf 2015 (Kindle)

Horror z krwi i kości. Niby powstało już multum utworów o małych miasteczkach zagubionych pośrodku niczego, gdzie wróble nie dolatują, a bohaterowie jakoś do nich trafiają i zamierzają w nich odpocząć, ale Cichowlas i Radecki pokazują, że i z takiego oklepanego motywu da się wyciągnąć coś ciekawego. Autorom udało się stworzyć ciekawą historię, która straszy wtedy, kiedy ma straszyć, i obrzydza, kiedy ma obrzydzać. Bardzo dobrze poradzili sobie z wykreowaniem nastroju zagubienia, a coś, co zapowiada się na survival horror sprawnie wymieszali z elementami gore - przedstawionych tu niewyżytych seksualnie demonic raczej nikt nie chciałby spotkać. Brawa też należą się twórcom za zakończenie: mimo pewnych sygnałów udało im się mnie zaskoczyć.

51. Drood - Dan Simmons, MAG 2012

A to jest jedna z książek, które Syn mój zdjął z półki i przyniósł mi, mówiąc: "Tata poczyta". Szybko się znudził, a ja zostałem z lekturą, której nie miałem zamiaru teraz czytać, ale skoro już zacząłem, to głupio mi było odłożyć ją na półkę. No i szło mi jak krew z nosa, ale to dlatego, że uczyniłem z Drooda książkę do toalety, a jest on porządną cegłą. Jak można się domyślić po tytule powieści, Simmons nawiązuje do ostatniej, nieukończonej powieści Charlesa Dickensa pt. Tajemnica Edwina Drooda. Funkcję narratora obejmuje jego przyjaciel i rywal Wilkie Collins i to z jego perspektywy opisane są ostatnie lata życia sławnego angielskiego powieściopisarza. Podstawą do rozważań staje się katastrofa kolejowa pod Staplehurst, którą Dickensowi udało się przeżyć, ale która odbija się na jego późniejszym zachowaniu. Fakt, że umiera on dokładnie w piątą rocznicę wypadku, również staje się dla Simmonsa ciekawym nośnikiem fabuły. Co uderza to sposób, w jaki autor prowadzi narrację. Wydarzenia toczą się powoli, rzekłbym nawet, że majestatycznie; wyraźnie czuć tu angielską flegmę i niesamowitą umiejętność omijania sedna sprawy, żeby opowiedzieć jeszcze kilka historii pobocznych. Wielokrotnie byłem zły na autora, że nie posuwa głównego wątku do przodu, ale o to w tym wszystkim chodzi, żeby czytelnik nie mógł się doczekać tego, co wydarzy się na następnych stronach. Trzeba będzie nadrobić twórczość Simmonsa; może w wolnej chwili sięgnę po Hyperion?

52. 180 000 kilometrów przygody - Tony Halik, Bernardinum 2006

Zaczęło się od tego, że Żona ze zdziwieniem stwierdziła: "Nie czytałeś Halika?". Przeczytałem więc, mając w pamięci jakieś urywki programu Pieprz i wanilia oglądanego w telewizji we wczesnym dzieciństwie (prawie nic z tego w głowie do dziś nie zostało). Pierwszy wrażenie było takie, że czytam zbiór luźnych artykułów relacjonujących podróż autora jeepem z Buenos Aires na Alaskę. Po pewnym czasie jednak okazało się, że poszczególne fragmenty książki tworzą bardzo ciekawy zapis wyprawy. Halik bez przerwy nawiązuje kontakty z lokalnymi ludźmi, opisuje ich obyczaje i wierzenia i stara się prowadzić takie życie, jak napotkane przez niego osoby, mieszkając w indiańskiej wiosce, towarzysząc łowcom głów czy też pracując przy wydobyciu szmaragdów. Choć nigdzie nie jest to napisane, reportaż ten to zaledwie pierwszy z dwóch tomów: drugi to Jeep. Moja wielka przygoda, którego lektura jeszcze przede mną. Jak wszystkie książki z serii Biblioteka Poznaj Świat powstającej pod patronatem Wojciecha Cejrowskiego, tak i ta opatrzona jest solidną porcją zdjęć wydobytych z archiwum jednego z najbardziej znanych polskich podróżników.

53. Wiara - Anna Kańtoch, Wydawnictwo Czarne 2017 (Kindle)

Moja ulubiona polska autorka ostatnio coraz częściej porzuca fantastyczny matecznik, z którego się wywodzi, i zabiera się za pisanie czystej krwi kryminałów. I robi to bardzo dobrze. Późny PRL (po katastrofie w Czarnobylu), mała wieś w Beskidzie Żywieckim, zwłoki zamordowanej dziewczyny na torach kolejowych, przeklęta parafia, w tle budowa elektrowni atomowej (na moje oko zainspirowana elektrownią Żarnowiec) i mroczna tajemnica z przeszłości. Oczywiście, jak to na wsi: wszyscy wszystko wiedzą, ale obcemu nikt nie powie. W tak przygotowany grunt Kańtoch wrzuca swojego bohatera: przyjezdnego milicjanta, który ma rozwiązać sprawę, z którą nie poradzili sobie lokalni funkcjonariusze. Podoba mi się to, jak autorka podrzuca tropy czytelnikowi, aby ten sam mógł rozwikłać zagadkę. Bardzo fajnie też przedstawiła mentalność polskiej wsi. Jest to bardzo dobry przykład tego, jak należy pisać kryminały: wszystko ma tu swoje miejsce i nie zdarzyło mi się, że musiałem zgrzytać zębami na jakieś rozwiązanie fabularne. Brawo!

Jak zwykle na koniec rozgrzebane lektury:
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
- antologia - Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu
- Jan Gać - Tu mieszkali Guaranie
- Aneta Jadowska - Akuszer bogów
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- Madhur Jaffrey - Wśród mangowych drzew
- Robert Silverberg - Skrzydła nocy
- David Mitchell - Atlas Chmur
- Jacek Komuda - Samozwaniec. Moskiewska ladacznica. Tom 1
- Agnieszka Stelmaszyk - Tajemnica klejnotu Nefertiti
- Elżbieta Cherezińska - Płomienna korona
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

sobota, 7 października 2017

Przeczytane. Wrzesień 2017

Pierwszy miesiąc od kiedy posiadam Kindle'a, kiedy wszystkie przeczytane książki były w formie papierowej. Selekcji lektur dokonywałem głównie pod kątem kolejnych Zajdli, przy czym oprócz tegorocznej fantastyki sięgnąłem również po poprzednie tomy rzeczy, które się w tym roku ukazały. Jak zwykle w tym roku, wynik byłby o wiele bardziej okazały, gdybym nie czytał intensywnie Pisma świętego (skończyłem Stary Testament, powinienem więc spokojnie dotrzeć w tym roku do końca). Zapraszam do lektury.

41. Tamta strona świata - Eugeniusz Dębski, Fabryka Słów 2008

Z cyklu o Owene Yatesie Dębskiego czytałem do tej pory wyłącznie Władców nocy, złodziei snów, które paręnaście lat temu trafiło w mój gust. Pozostałe tomy od dłuższego czasu zalegały mi w mieszkaniu, aż w końcu zdecydowałem się sięgnąć po pierwszy z nich. Otrzymałem fajną powieść kryminalną, osadzoną w niedalekiej przyszłości, z cynicznym detektywem w roli głównej. Tenże detektyw, otrzymując zlecenie, wplątuje się w aferę, która zdaje się go przerastać - ostatecznie do rozwiązania sprawy nie wykorzystuje Holmesowskiej dedukcji, ale raczej wyjaśnienie samo na niego spada poprzez działania jego antagonistów. Na początku znajduje się cytat z Raymonda Chandlera, więc może taki jest sposób prowadzenia fabuły przez twórcę detektywa Marlowa, z którego zaczerpnąć postanowił Dębski - nie wiem, doba jest niestety za krótka, żebym i po Chandlera sięgnął (choć kusi mnie, przyznać muszę). Samo wyjaśnienie sprawy tajemniczych śmierci ludzi, którym w pewnym momencie całkowicie zmieniły się osobowości, nie jest tym, czego się spodziewałem, ale to chyba można potraktować jako zaletę, jeśli mówimy o kryminale.

42. Różaniec - Rafał Kosik, Powergraph 2017

Długo trzeba było czekać na kolejną dorosłą powieść Kosika. Na szczęście lata pracy nad nią przeplatane kolejnymi tomami Felixa, Neta i Niki i Amelii i Kuby nie poszły na marne, bo do rąk dostałem rewelacyjną socjologiczną SF. Z początku wydaje się, że akcja toczy się w przyszłej wersji znanego nam świata, gdzie zachowanie ludzi jest monitorowane przez g.A.I.a, czyli program komputerowy, mający na celu wyliczanie, jak bardzo zwiększa się szansa, że ktoś popełni przestępstwo. A kiedy szansa na to jest już odpowiednio duża, taki obywatel zostaje prewencyjnie usunięty ze społeczeństwa. Później dowiadujemy się, że poszczególne miasta zostały wystrzelone w kosmos i orbitują dookoła Słońca. Kreacja świata trochę pachnie Orwellem, trochę Raportem mniejszości Dicka, a trochę Zajdlem w kwestii tego, jak łatwo z układu mogłoby się wydawać idealnego robi się dystopia. A kiedy wydaje się, że wiadomo już, o co chodzi, bo Kosik rzuca czytelnikowi wyraźne ślady, okazuje się, że powieść ma też drugie i trzecie, i czwarte dno. Świetna lektura.

43. Na skraju Strefy. Tom 1 - Krzysztof Haladyn, Fabryka Słów 2016

Tym razem do czarnobylskiej Zony postanowiłem zajrzeć razem z Krzysztofem Haladynem. Ten się przynajmniej przyznaje, że to, co napisał, to zaledwie pierwszy tom dłuższej historii. A jest to opowieść o żołnierzu kompanii karnej, który zmuszony jest uciec ze swojej jednostki i zaszyć się w Zonie. Początkowo jest typowym świeżakiem, który nie przeżyłby w strefie pięciu minut, ale potem bardzo szybko (moim zdaniem nieco za szybko) zdobywa doświadczenie i potrafi sobie poradzić z wieloma problemami. Fabuła jest zadaniowa, czyli idziemy z punktu A do B, żeby wykonać jakąś misję, potem do C i do D, bo okoliczności tego wymagają. Nie jest to zbyt skomplikowane, ale widać, że autor czuje teren, w którym się porusza i wszystko wydaje się mieć ręce i nogi; no i w końcu to ma być lekka lektura dla zrelaksowania się, a nie ciężkostrawne coś do wysilania mózgownicy. W tej kategorii powieść się bardzo dobrze sprawdza.

44. Grimm City. Bestie - Jakub Ćwiek, Sine Qua Non 2017

Ćwiek za każdym razem urzeka mnie swoją umiejętnością sięgania do popkultury i przetwarzania jej w celu tworzenia ciekawych fabuł. Po raz drugi już w cyklu Grimm City dostajemy kryminał ociekający wprost klimatem noir i pełny odniesień do baśni braci Grimm (wszak sam tytuł mówi, skąd autor wyciąga motywy). Od razu przed oczami pojawiają się panowie w fedorach, próbujący rozwikłać ponure sprawy pośród rodów mafijnych i wszechobecnej korupcji. Tutaj takie dochodzenia są dwa - wydają się niezależne, jedno jest na ustach wszystkich, a drugim nikt poza detektywem je rozwiązującym się nie przejmuje, ale Ćwiek cały czas sugeruje, że są one ze sobą powiązane. Jak? Do tego już trzeba przeczytać książkę. Mnie rozwiązanie obu spraw zaskoczyło i, choć przez moment kręciłem nosem na to, co Kuba zaproponował, ostatecznie uznałem, że z premedytacją zakończył powieść w ten sposób.

45. Nocarz - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2015

Głośna swego czasu w fandomie (nocarzy na kowentach było sporo) powieść Magdaleny Kozak opowiadająca o wampirzej komórce w ABW, po którą w końcu sięgnąłem z okazji wydania ostatnio przez autorkę czwartego tomu. Dobrze się to czyta - szybka akcja, dobrze pokazana ewolucja protagonisty od ignoranta przez świeżaka po pełnokrwistego agenta. Niestety znajomość tytułu drugiego tomu sprawiła, że wiedziałem, jak się Nocarz skończy, ale i bez tego łatwo można zakończenie przewidzieć (choć sposób, w jaki do niego dojdzie już nie koniecznie), bo zdanie, że żaden nocarz nigdy nie zdradził pojawia się w powieści zbyt często. Widać też, że utwór ten od początku był pomyślany jako pierwszy tom większej całości i pozostawił mnie z silną chęcią dowiedzenia się, jakie będą dalsze losy Vespera, a to już jest spora zaleta książki.

46. Poczytaj mi, mamo. Księga siódma - antologia, Nasza Księgarnia 2016

Miałem w planach najpierw czytać szóstą część tego cyklu, ale Syn rzekł "Tata poczyta fioletową książeczkę", więc sięgnąłem od razu po księgę siódmą. Prawdę mówiąc, zawiodłem się. Nie ma tu niczego, co by na dłużej przykuło moją uwagę, idei stojącej za niektórymi z dziesięciu zebranych tu tekstów czasami nie rozumiem - nie wiem, co autorzy chcieli przekazać młodemu czytelnikowi (tutaj prym wiedzie opowiadanie Ten dziwny Eryk). Na szczęście trafiły się też dobre opowiadanka, jak na przykład Legenda o tarczy i mieczu Hanny Łochockiej z ilustracjami bardzo przeze mnie cenionej Anny Stylo-Ginter. Innym solidnym punktem tej książki jest tekst Samo się Jadwigi Jasny-Mazurek, które uczy odpowiedzialności za własne działania już w bardzo młodym wieku. Mimo tych nielicznych pozytywów, odniosłem wrażenie, że najlepsze teksty będące w dyspozycji Naszej Księgarni znalazły się w pierwszych tomach serii. Szkoda.

- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
- Dan Simmons - Drood
- antologia - Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu
- Tony Halik - 180 000 kilometrów przygody
- Jan Gać - Tu mieszkali Guaranie
- Aneta Jadowska - Akuszer bogów
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- Madhur Jaffrey - Wśród mangowych drzew
- Vladimir Wolff - Czas odkupienia
- Michał Gołkowski - Stalowe szczury. Königsberg
- Robert Silverberg - Skrzydła nocy
- David Mitchell - Atlas Chmur
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni