wtorek, 1 sierpnia 2017

Przeczytane. Lipiec 2017

Nawet nieźle poszło w porównaniu z poprzednimi miesiącami. Sześć książek przeczytałem, napoczętych mam kolejne dziesięć (sporo zasobów czasowych poświęcają starcia z Pismem Św.), z których połowę powinienem spokojnie skończyć w sierpniu. Wersje papierowe i elektroniczne książek rozkładają się równomiernie, bo ostatnio zadziwiająco dużo rzeczy kupiłem pod postacią martwego drzewa. Trochę martwi mnie fakt, że próbuję być na bieżąco z nowościami, a nie przybywa mi przeczytanych pozycji wśród zalegających w mieszkaniu stert książek. Muszę się bardziej postarać, ale to chyba dopiero w tedy się uda, jak dzieci podrosną.

30. Idź i czekaj mrozów - Marta Krajewska, Genius Creations 2016 (Kindle)

Nie zdążyłem przeczytać tej książki przed nominowaniem do Nagrody Zajdla, a że nominację i tak dostała, to uzupełniam braki przed polconowym głosowaniem. Autorkę znałem wcześniej z bardzo dobrych opowiadań osadzonych w realiach wiejsko-słowiańskiego fantasy, byłem więc mocno zainteresowany tym, jak sobie poradziła w długiej formie. No i wyszło jej całkiem fajnie. Krajewska sprawnie opisuje życie wioski gdzieś na odludziu, pokazuje lokalne zwyczaje i wierzenia i opowiada, w jaki sposób realizuje się pewna przepowiednia, w którą nikt już na dobrą sprawę nie wierzy. Niestety mój zachwyt został stonowany przez trzy niespodziewane słowa: "Koniec tomu pierwszego". Naprawdę tak trudno napisać książkę w jednym tomie? Na pięciuset stronach można przecież zmieścić całkiem rozbudowaną fabułę.

31. Dobro złem czyń - antologia, Genius Creations 2017

Antologia ta jest wynikiem jakiegoś konkursu zorganizowanego przez wydawnictwo Genius Creations. Ponieważ pisać nie umiem i konkursów literackich nie śledzę, nie miałem pojęcia, że coś takiego się odbywa. No i jak można się spodziewać, nazwiska autorów startujących w zawodach nie są jakoś bardziej znane, co nie znaczy, że stworzone przez nich teksty są niskiej jakości. Ja kupiłem tę książkę ze względu na dwa opowiadania Magdaleny Kucenty, obecnie drugi rok z rzędu nominowanej do Nagrody Zajdla, i nie zawiodłem się na niej, zwłaszcza na Algorytmie mniejszego zła, gdzie poruszany jest temat śmierci niewinnych i cudownych wskrzeszeń grzeszników. Drugi jej tekst, Papierowe dusze to z kolei ciekawe cyberpunkowe opowiadanie, które dzięki pytaniom o to, czym jest rzeczywistość, nasuwa pewne skojarzenia z pisarstwem Dicka. Spośród autorów znany mi jest jeszcze Istvan Vizvary, którego twórczość poznałem w fantastycznych czasopismach. Tutaj napisał interesujące, choć mało dynamiczne urban fantasy, o dokonującym aktów zemsty ekspresie do kawy... W sumie zebrano tu dziesięć niezbyt długich opowiadań, którym warto poświęcić nieco czasu.

32. Trzy stygmaty Palmera Eldritcha - Philip K. Dick, Rebis 2012

Czasem Syn przytaszczy jakąś książkę, którą znajdzie na mojej półce i domaga się przeczytania. Jakiś czas temu przyniósł mi Trzy stygmaty Palmera Eldritcha (a potem jeszcze Hyperiona i Obcego w obcym kraju, które czekają na swoją kolej - dobry gust ma młodzieniec). Tym razem Dick porusza temat kontaktu z obcymi, ale takimi zupełnie innymi od nas, których nie jesteśmy w stanie w żaden sposób zrozumieć (podobny zabieg zastosował Lem w Solaris, ukazując Ocean, choć jego wytwór był bardziej namacalny niż Dickowscy mieszkańcy Proximy Centauri). Jak zwykle w twórczości Dicka, tak i tutaj istotną rolę odgrywają narkotyki. W pewnym momencie nawet ciężko się zorientować, które wydarzenia są rzeczywiste, a które to halucynacje wywołane zażywaniem używki. Klasyczny Dick, krótko mówiąc.

33. Wojny przestrzeni - Paweł Majka, Genius Creations 2017 (Kindle)

Kontynuacja rewelacyjnego Pokoju światów i bardzo dobra opowieść o zemście i rywalizacji potrafiącej przekroczyć grób. Nie wywołała ona u mnie może efektu opadającej szczęki, jak pierwsza część, ale Majka po raz kolejny pokazał, ze pisać umie dobrze. Fabuła jest zdecydowanie bardziej rozbudowana, tym razem mamy trzy główne wątki, które splatają się w finale: pierwszy rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach z Pokoju światów, drugi jakieś dwa stulecia później, a trzeci na płótnach obrazów, gdzie dzięki zastosowaniu magii ludzie mogli kontynuować życie po swojej ziemskiej śmierci (świetny pomysł swoją drogą). Co ważne, można czytać tę powieść nie znając poprzedniej części, choć zapewne parę smaczków takiemu czytelnikowi umknie. Dla tych, co nie czytali odpowiedniej notki z 2014 roku małe przypomnienie: mamy świat, w którym Marsjanie najechali Ziemię w czasie wielkiej wojny używając broni, która powołała do życia istoty z wierzeń u legend, a tym samym zmieniła bieg znanej nam historii. Od pewnego czasu trwa jednak pokój i, choć intencje kosmitów nie są znane, udaje się żyć z nimi w zgodzie. W takiej scenerii główny bohater podąża ścieżką zemsty, próbując ukarać tych, którzy skrzywdzili jego rodzinę (powtórzę się: oklepane, ale sprawnie poprowadzone). Akt zemsty w Wojnach przestrzeni ma się ku końcowi, ale i tak trzeba ponad sześciuset stron, że by dowiedzieć się, jaki będzie finał tej historii. Polecam.

34. Człowiek, który spadł na Ziemię - Walter Tevis, MAG 2017

A to z kolei przykład, jak można zamknąć ciekawą fabułę na niespełna dwustu stronach. Jest to historia pewnego kosmity, który przybywa na Ziemię, aby uratować swoich pobratymców pozostawionych na rodzimej planecie. Fabuła jest mało skomplikowana, ale zawiera kilka ciekawych zwrotów akcji. Miło było stwierdzić, że mimo powstania w latach 60. ubiegłego stulecia książka w ogóle się nie zestarzała. Zresztą, jak może się zestarzeć powieść o zbieraniu funduszy na ściśle określony cel i podejmowanych próbach osiągnięcia go, kiedy świat niekoniecznie chce współpracować. Naprawdę żałuję, że mam tak duże braki w klasycznej SF.

35. Siła niższa - Marta Kisiel, Uroboros 2016 (Kindle)

A to dostało nominację do Nagrody Zadla, więc postanowiłem przeczytać przed Polconem. Jest to solidna humorystyczna powieść zaczynająca się mniej więcej tam, gdzie skoczyło się Dożywocie. Ciekawie wykreowani, wyraziści bohaterowie (uszczuplona menażeria z poprzedniego tomu uzupełniona zostaje przez rubasznego współczesnego wikinga, Tura, i będącego wrzodem na czterech literach anioła stróża, Tsadkiela), zabawne dialogi, trochę zbyt ciapowaty protagonista... No i co najciekawsze, Kisiel pokazuje, że fabuła nie musi polegać na ratowaniu świata (choćby w skali mikro), żeby powstała z niej ciekawa powieść. Tutaj wszystko dotyczy codziennego życia bohaterów. I tak jest dobrze.

Rozgrzebane:
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (skończyłem Księgę Mądrości; mam nadzieję, że w sierpniu zacznę Ezechiela)
- Dan Simmons - Drood (ruszyłem z tym i jestem w jednej trzeciej)
- Jakub Ćwiek - Grimm City. Bestie (tu raptem prolog przeczytałem)
- Marcin Podlewski - Głębia. Napór (podobnie jak z Kubą Ćwiekiem - jeden rozdział przeczytany)
- Michał Cholewa - Echa (i jeszcze raz - jedno opowiadanie skończone)
- Krzysztof Haladyn - Na skraju Strefy. Tom 1 (powtarzam się - skończyłem pierwszy rozdział)
- antologia - Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu 2016 (jedno zajdlowe opowiadanie za mną, jestem w trakcie drugiego)
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki (bez większych zmian - trzecią bajkę kończę)
- Roald Dahl - Fantastyczy pan lis (już prawie skończyłem)
- Maria Szarf - Reksio. Dobranocka wszech czasów (jestem w połowie)

środa, 5 lipca 2017

Przeczytane. Maj / czerwiec 2017

Miesiąc temu dopadły mnie urlopy i nie było jak stworzyć notki; laptopy poumierały, a pisanie na telefonie sprawia, że podnosi mi się ciśnienie, więc zdrowe nie jest; stąd też notka z dwóch miesięcy. No i jakoś tak sytuacja rodzinno-zawodowa sprawiła, że nawet taki czas nie wystarcza do przeczytania dziesięciu książek. Powoli zabieram się za lektury do przyszłorocznych Zajdli, ale muszę też znaleźć trochę czasu na zapoznanie się z utworami, które w tym roku uzyskały nominację, a jest ich wyjątkowo dużo - rzadko okazuje się, że nawet nie sięgnąłem po teksty, które trafiły do głosowania finałowego. Dokończyłem trochę starych rzeczy, rozgrzebałem parę nowych, niektóre lektury idą mi jak krew z nosa, a z innymi radzę sobie całkiem dobrze, jak na otaczające mnie warunki. Oto, co udało mi się ukończyć.

23. Człowiek obiecany - Paweł Majka, Insignis 2016

Jak można się domyślić, jest to kontynuacja Dzielnicy obiecanej, czyli kolejne uzupełnienie świata wykreowanego przez Dmitrija Głuchowskiego w ramach Uniwersum Metro 2033. Dostałem typową postapokalipsę: ludzie postanowili się unicestwić i teraz muszą się chronić w podziemiach, co jakiś czas wyruszając na powierzchnię w celu wykonania jakiegoś zadania. Pamiętam, że z poprzedniego tomu nie byłem zadowolony, tę książkę natomiast czytało mi się całkiem dobrze, bo i niezłe czytadło udało się Majce napisać. Swoje tutaj robi też osadzenie akcji powieści w Krakowie, co dla mnie, krakusa, jest dodatkowym smaczkiem, bo wiem, o jakich miejscach autor pisze; bardzo mi się podoba wykreowany przez niego świat, fajnie było dowiedzieć się, jaki los przewidział dla Tyńca i Wawelu. Sporym plusem jest też tło historyczne - opis tego, co się stało, gdy spadły bomby, znacząco wzbogaca prezentowaną opowieść.

24. Królowa - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2016 (Kindle)

A tutaj zawód. Cherezińska zazwyczaj porywała mnie swoją interpretacją wydarzeń historycznych, tym razem jednak wydaje się, że zabrakło jej pomysłu na doprowadzenie historii Świętosławy do końca. Pierwsza część powieści jeszcze jakoś się broni, ale dalej odnosiłem wrażenie, że to co najciekawsze zostało już zawarte w Hardej. Brakuje mi też jakiegoś sensownego epilogu - jest tu wprawdzie umieszczona w zaświatach i znana już z Korony śniegu i krwi Nawa Królów, ale przydałoby się jeszcze domknąć doczesne losy bohaterki. Niepotrzebne też było poświęcanie miejsca na działalność polityczno-wojenną Bolesława Chrobrego; wprawdzie dzięki temu uzyskuje się pełniejszy obraz realiów historycznych, ale nie ma ona większego wpływu na to, co dzieje się z siostrą pierwszego polskiego króla.

25. Poczytaj mi, mamo. Księga piąta - antologia, Nasza Księgarnia 2014

Po raz piąty Nasza Księgarnia zebrała dziesięć tekstów z dawnej serii Poczytaj mi, mamo i wydała je w jednym tomie w niezmienionej szacie graficznej. Ciekawy jest Malowany ul Adama Bahdaja pokazujący z jednej strony opresyjny wobec odmiennych poglądów system władzy (nie mam pojęcia, jak to cenzura za komuny przepuściła) na przykładzie społeczności pszczół w ulu, a z drugiej (i to jest w sumie główny przekaz opowiadania) rolę sztuki w codziennym życiu. Dydaktyczną wartość mają też opowiadania Małgorzaty Musierowicz Bijacz i Kredki - oba teksty traktują o przyjaźni i relacjach między dziećmi. Do znęcania się nad zwierzętami zniechęca Wielka przygoda małej Zosi Janiny Krzemińskiej, zabawny jest Pan Maluśkiewicz i wieloryb Juliana Tuwima... W sumie wyszła cenna dla młodego człowieka lektura, która składa się z tekstów na tyle krótkich, że nie zdążą go znudzić.

26. Metro 2035 - Dmitrij Głuchowski, Insignis 2015 (Kindle)

Po tę książkę sięgnąłem, bo po pierwsze jest to kontynuacja rozpoczętego przeze mnie cyklu, a po drugie uzupełniam sobie pierwowzór uniwersum w miarę zapoznawania się z kolejnymi polskimi utworami tworzącymi świat zbudowany przez Głuchowskiego. Wprawdzie poprzednie części mnie nie urzekły jakoś szczególnie, ale danie Rosjaninowi trzeciej szansy opłaciło się; dostałem bowiem do rąk najlepszą powieść z serii. Głównym bohaterem jest ponownie znany z Metra 2033 Artem (na ten przekład imienia już kiedyś narzekałem, więc pastwił się po raz drugi nie będę), swoją rolę dostaje też Homer, protagonista drugiej części, choć jego wkład w rozwój wydarzeń jest zdecydowanie mniejszy. Głuchowski bardzo fajnie kończy cykl, wiele rzeczy wyjaśnia, starając się nie pozostawić niedokończonych wątków, stosując przy okazji ciekawe rozwiązania fabularne. Jest to porządna jakościowo porcja postapokalipsy, choć ochów i achów nad całokształtem cyklu nadal nie rozumiem.

27. Kupa wiedzy - Paul Kleinman, Pascal 2013

Zgodnie z intencjami autora książkę tę czytałem w miejscu do tego przeznaczonym, przez co lektura zajęła mi ohoho i jeszcze dłużej (znaczy co najmniej dwa lata, a najpewniej ponad trzy). Autor gromadzi tu wiedzę z pięciu dziedzin: matematyki, przyrody, historii, sztuki języka i języków obcych. O ile początkowo poruszane tematy były dość proste i stanowiły przypomnienie materiału ze szkoły średniej, to w dalszej części Kleinman przedstawia bardziej skomplikowane zagadnienia i niestety nie wychodzi mu to najlepiej. Sam zalazłem kilka błędów merytorycznych (głównie w części poświęconej matematyce), co próbowałem zwalić na tłumaczenie, ale potem zajrzałem w stopkę redakcyjną i okazało się, że królowa nauk miała oddzielnego redaktora merytorycznego; skąd więc błędy, nie potrafię powiedzieć. Innym mankamentem jest to, że przez ograniczone miejsce na poszczególne tematy, niektóre zagadnienia opisane są w taki sposób, że osoba, która się na nich nie zna, niczego nie będzie w stanie zrozumieć. Pomysł ciekawy, realizacja dużo gorsza.

28. Dożywocie - Marta Kisiel, Uroboros 2015 (Kindle)

Z twórczością Marty Kisiel miałem do czynienia tylko raz, przy okazji nominowanej do Nagrody Zajdla powieści Nomen omen. Tym razem do lektury skłoniła mnie kolejna nominacja autorki za zeszłoroczną Siłę niższą, która jest kontynuacją Dożywocia. Zapoznawanie się z utworami autorki postanowiłem więc zacząć od pierwszego tomu. No i przede wszystkim jest zabawnie; Humor jest na odpowiednim poziomie i nie męczy nachalnością. Bohaterowie też są nieźle skonstruowani, choć czasem zdarza im się popaść w patos, przez co oczy bolą. Niestety poszczególne rozdziały są tak napisane, ze miałem wrażenie, jakbym czytał zbiór opowiadań, a nie powieść (i nie wiem, czy nie tak powinienem się do tej książki odnosić). Wielkim fanem urban fantasy nie jestem i raczej nie zostanę, ale przyznać muszę, że jest to solidne czytadło - bez rewelacji, ale pozwoli spędzić parę miłych wieczorów.

29. Zatopić "Niezatapialną" - Anna Hrycyszyn, Genius Creations 2017 (Kindle)

No i jak mam tę powieść zaszufladkować? Pierwsze skojarzenie jakie miałem to "płaszcz i szpada", potem doszło do tego trochę steampunku i marynistyki (choć akcja rozgrywa się na rzekach), a na końcu stwierdziłem, że przeczytałem romansidło. Ogólnie nie lubię, ale przynajmniej było dobrze napisane. Ciekawie wykreowany został świat piratów rzecznych i ich przybierający na sile konflikt z władzami, świetny był też pomysł na alchemiczno-magiczne gadżety; w ogóle Hrycyszyn (znałem ją wcześniej ze świetnego opowiadania Igła, którym zachęciła mnie do zapoznawania się z jej twórczością) miała dużo interesujących i niestandardowych pomysłów, jak wypełnić skonstruowany przez siebie świat. Ma autorka talent, będę śledził jej dalsze kroki.

I na deser - rozgrzebane:
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (księgi historyczne skończyłem, teraz jestem w Księdze Hioba)
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki (raptem o kilka stron się przesunąłem przez te dwa miesiące)
- antologia - Dobro złem czyń (jestem w połowie)
- Philip K. Dick - Trzy stygmaty Palmera Eldritcha (trzy rozdziały za mną)
- Dan Simmons - Drood (bez zmian - ledwie zacząłem pierwszą stronę)
- Roald Dahl - Fantastyczny Pan Lis (pięć rozdziałów już przeczytałem, ale powoli idzie, bo nie mam czasu za bardzo dzieciom czytać)
- Walter Tevis - Człowiek, który spadł na Ziemię (skończyłem pierwszy rozdział)

piątek, 5 maja 2017

Przeczytane. Kwiecień 2017

Znajdowanie czasu na czytanie przy dwójce małych dzieci graniczy z cudem, więc czytam w zasadzie wyłącznie w czasie przerw w pracy. Efektem tego są tylko cztery książki ukończone w kwietniu, rośnie za to liczba lektur napoczętych, a to częściowo przy udziale Syna, który czasem coś zdejmie z półki i przyniesie do przeczytania; na ten temat więcej będzie na końcu notki, w książkach rozgrzebanych. Kwiecień upłynął pod znakiem nominacji do nagród Żuławskiego i Zajdla. O dziwo moje głosy do obu z nich znacząco się od siebie różnią: Głębię Podlewskiego doczytałem już po oddaniu głosu na Żuławskiego, a Cherezińskiej i Małeckiego nie było na liście nominacyjnej. Zainteresowani moje typy znajdą na końcu notki. No to jedziemy...

19. Dworzec Śródmieście - Bartek Biedrzycki, Fabryka Słów 2017

Pierwsze dwie części trylogii Biedrzyckiego, której akcja rozgrywa się w tunelach metra postapokaliptycznej Warszawy mnie nie porwały, a po kolejny tom sięgnąłem siłą rozpędu, nie spodziewając się niczego wielkiego. Zostałem jednak pozytywnie zaskoczony: dostałem fajną historię, gdzie większość wątków rozpoczętych w poprzednich powieściach zostaje domkniętych, choć autor pozostawia sobie miejsce na kontynuację. Spędziłem z tą lekturą kilka przyjemnych wieczorów, więc czekam na kolejne efekty pracy Biedrzyckiego.

20. Głębia. Powrót - Marcin Podlewski, Fabryka Słów 2016

Pierwszy tom Głębi Podlewskiego mnie urzekł i żałowałem, że nie zdążyłem go przeczytać przed zgłoszeniem nominacji do nagrody Zajdla. W tym roku postanowiłem tego błędu nie popełnić i udało mi się przeczytać drugą część w terminie (choć przed deadlinem Żuławskiego się nie wyrobiłem). Wprawdzie syndrom środkowego tomu trochę tej powieści doskwiera i widać, że to, co Podlewski tutaj tworzy, jest tylko podkładem pod jakąś monumentalną opowieść, ale cały czas jest to solidny kawał świetnej space opery. Liczba prowadzonych wątków może nieco przeszkadzać w odbiorze lektury, ale widać, że autor ma pomysł, jak je wszystkie połączyć, a do tego potrafi zaskoczyć zwrotami akcji. Bardzo mi się podoba również wykreowany świat, w którym spora część naszej galaktyki została wypalona i ludzkość zmuszona jest zamieszkiwać odległe systemy gwiezdne. Czekam na więcej. Na szczęście już wkrótce wpadnie mi w ręce trzeci, przedostatni tom cyklu.

21. Zombie.pl - Robert Cichowlas, Łukasz Radecki, Zysk i S-ka 2016 (Kindle)

Bardzo podobało mi się Pradawne zło tej pary autorów, więc sięgnąłem po ich wspólną powieść będącą survival horrorem z apokalipsą zombi w roli głównej. Lubię zombi, więc myślałem, że lektura będzie lekka i przyjemna. Tyle, że nie. Mam świadomość, że ciężko może być wymyślić coś nowego w kwestii żywych trupów, ale Zombie.pl masakruje wtórnością. Ciekawie robi się dopiero wtedy, gdy akcja przenosi się do Malborka, a fabuła ze zwykłej ucieczki przed martwiakami zamienia się w rozgrywki polityczne. Ale do tego doszło dopiero w momencie, kiedy Kindle pokazał, że za mną już 60% książki. Irytuje też, że nic nie zostaje wyjaśnione. Liczyłem, że autorzy odpowiedzą na pytanie, co spowodowało inwazję zombiaków, ale się nie doczekałem. Mam wrażenie, że chcieliby jeszcze cośdo tej powieści dopisać, ale goniły ich terminy. Rozczarowanie.

22. Zagroda zębów - Wit Szostak, Powergraph 2016 (Kindle)

Szostaka czytać lubię, choć czasem zaskoczy mnie utworem, którego nijak nie jestem w stanie zrozumieć. I tak jest w tym przypadku. Zagroda zębów to impresja na temat tułaczki Odyseusza, w której autor prezentuje różne możliwe warianty tułaczki greckiego herosa i przedstawia wydarzenia z perspektywy nie tylko Odysa, ale także Penelopy i Telemacha. Można się zachwycać językiem, bo tutaj Szostak radzi sobie znakomicie, ale cały czas zastanawiam się, jaki cel miało napisanie tego krótkiego dzieła. Nie dochodzę do żadnych konkretnych wniosków może z wyjątkiem tego, że nie jest to literatura dla mnie.

Rozgrzebane:
- Pismo święte Starego i Nowego Testamentu (zacząłem Księgę Ezdrasza, choć planowałem, że uda mi się dokończyć księgi historyczne; niestety nie wyszło)
- Paul Kleinman - Kupa wiedzy (skończyłem 33 lekcje z 40)
- Dmitrij Głuchowski - Metro 2035 (nic w kwietniu nie ruszyłem, nadal więc mam przeczytany jeden rozdział)
- Elżbieta Cherezińska - Królowa (dopiero zacząłem, ale dobrze mi idzie)
- antologia - Poczytaj mi, mamo. Księga piąta (bez zmian w stosunku do poprzedniej notki)
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki (powoli idzie, bo Syn nie może się skupić za bardzo przy dłuższych tekstach, jakie tu są umieszczone, a poza tym ilustracji trochę mało)
- antologia - Dobro złem czyń (przeczytałem pierwsze opowiadanie Magdaleny Kucenty)
- Dan Simmons - Drood (przeczytałem jedną stronę po tym, jak mi Syn przyniósł z półki do poczytania i szybko się znudził)
- Philip K. Dick - Trzy stygmaty Palmera Eldritcha (sytuacja, jak z Droodem)
- Paweł Majka - Człowiek obiecany (już kończę)
- Roald Dahl - Fantastyczny Pan Lis (przeczytałem Synowi jeden rozdział, ale powinno pójść szybko, jak już się za to na poważnie wezmę)

I na koniec moje nominacje do Żuławskiego (trzy z nich znalazły się w finale, czyli mój gust nie jest taki zły):
1. Radek Rak - Puste niebo (5 pkt.)
2. Michał Cholewa - Inwit (4 pkt.)
3. Jakub Ćwiek - Grimm City. Wilk! (3 pkt.)
4. Krzysztof Piskorski - Czterdzieści i cztery (2 pkt.)
5. Michał Gołkowski - Moskal (1 pkt.)

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Przeczytane. Marzec 2017

W marcu przeczytałem osiem książek, co jak na moje ostatnie dokonania jest niezłym wynikiem. Niestety nie uda mi się przeczytać wielu z pozycji, które miałem zamiar poznać przed oddaniem nominacji do nagród Żuławskiego i Zajdla, bo terminy ich nadsyłania mijają w kwietniu, także w przypadku tej drugiej nagrody, co jest czymś nowym, bo zawsze czasu było więcej. W każdym razie taki mały apel: jeśli ktoś z was przeczytał jakąś fajną polską fantastykę, która ukazała się po raz pierwszy w zeszłym roku, niech nominuje ją do Nagrody Zajdla. Nominacje można zgłaszać do końca kwietnia, a formularz znajduje się tutaj. Podawania danych się nie bójcie, nikt wam skrzynki spamował nie będzie. A co do moich marcowych lektur, zapraszam do czytania comiesięcznych wypocin.

11. Hubal - Jacek Komuda, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Regularnie sięgam po nowości Komudy, więc i Hubala ominąć nie mogłem. Przyzwyczaił mnie autor do tego, że pisze o Rzeczpospolitej szlacheckiej, ale tym razem postanowił przedstawić biografię jednego z żołnierzy kampanii wrześniowej. To, co mi się spodobało w tej książce, to fakt, że Komuda nie buduje majorowi Dobrzańskiemu pomnika z lukru, ukazując jego przywary jak bycie kobieciarzem czy skłonność do nadużywania alkoholu. I właśnie dzięki temu odczuwa się, że jest to prawdziwa postać, którą mimo wad da się polubić. Nie wiem, na ile Komuda trzymał się faktów historycznych przy tworzeniu powieści, ale z tego, co wiem reakcja rodziny Hubala na książkę jest pozytywna. Mnie też się podobało.

12. Miś Uszatek - Czesław Janczarski, Nasza Księgarnia 2016

Z początku nie miałem najlepszego zdania o tej książce zawierającej trzy oryginalne zbiory opowiadań Janczarskiego o misiu Uszatku. Poszczególne teksty wydawały mi się za proste, za krótkie i pozbawione polotu, a wszystko przez to, że nie mogłem się ustrzec porównań z Kubusiem Puchatkiem. Męczył mnie język, jakim posługiwał się Janczarski, zdania były jakoś tak koślawo zbudowane, często autor stawiał kropkę, tam gdzie ja postawiłbym przecinek; nie była to zbyt przyjemna lektura. A potem zdałem sobie sprawę, że przygody naszego polskiego niedźwiadka pisane były z myślą o dzieciach w wieku wczesnoprzedszkolnym i jako takie nie mogły być zbyt skomplikowane ani zbyt długie, bo małe dziecko nie jest w stanie skupić przez dłuższy czas uwagi. A ja po prostu jestem na tę książkę za stary. Mój syn natomiast często i intensywnie domaga się powtórnego czytania Misia Uszatka, a że to lektura przeznaczona dla niego, a nie dla mnie, uznam, że on zna się lepiej i jest to bardzo dobra książka. Na pewno ma spore walory edukacyjne; miś poznaje świat, tak jak poznaje go kilkuletnie dziecko, ma podobne problemy i tak samo z wieloma rzeczami sobie nie radzi. Czyli wychodzi na to, że lektura idealna dla przedszkolaków i warto im ją czytać, nawet jeśli trochę trzeba się przy tym pomęczyć.

13. Xięgi Nefasa. Trygław. Władca losu - Małgorzata Saramonowicz, Znak 2016 (Kindle)

Historyczne fantasy, po które sięgnąłem pod wpływem jakiejś pozytywnej recenzji, którą gdzieś przeczytałem. Autorce należy się wprawdzie plus za umiejscowienie akcji w ciekawych realiach historycznych - czasy Bolesława Krzywoustego i jego walka o panowanie w kraju - i uczynienie głównym bohaterem Galla Anonima. Ładnie też pokazuje, że tak zwany chrzest Polski był tak naprawdę chrztem Mieszka I, a na odejście ludu od wierzeń pogańskich potrzeba było jeszcze dużo czasu, a w momencie, w którym toczy się akcja powieści były one jeszcze silne. Problemem utworu jest to, że właściwie nigdzie nie zaskakuje. Ot, taka lekka lektura do zaśnięcia. Można przeczytać i nawet będzie to bezbolesne, ale jest wiele innych lepszych lektur, którym warto poświęcić fragment swojego życia.

14. Upadła świątynia - Dominika Węcławek, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

A tę książkę mogę podsumować jednym zdaniem, które mi się nasunęło po lekturze. Jak mawiał klasyk: "Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę". No bo tak: cała fabuła sprowadza się do tego, że przedstawiciele różnych frakcji z postapokaliptycznego warszawskiego metra (akcja powieści umieszczona jest w świecie wykreowanym przez Bartka Biedrzyckiego w Kompleksie 7215 i Stacji Nowy Świat) wyruszają na wspólną wyprawę, przy czym najpierw muszą się spotkać i to spotykanie się zajmuje jakieś 70% powieści. Potem jest jeszcze tylko chaotyczna zadyma i zakończenie, którego nie rozumiem. A na deser dwa opowiadania, też nijakie, więc już niczego z nich nie pamiętam. Same się wyparły. Szkoda, lubię postapokalipsę i liczyłem na coś dużo lepszego.

15. Poczytaj mi, mamo. Księga czwarta - antologia, Nasza Księgarnia 2013

Kolejna porcja literatury z gatunku "Tato, weź mi jakąś książkę poczytaj". Tradycyjnie, jak w poprzednich tomach serii, zbiór zawiera dziesięć tekstów - wierszy lub opowiadań. Są tu takie klasyki jak Chory kotek Stanisława Jachowicza albo Stefek Burczymucha Marii Konopnickiej. Mnie natomiast urzekły prace Anny Stylo-Ginter zdobiące dwie ze zgromadzonych tu poczytajek (jak ładnie określa te utwory wydawca) - Piernikowego rycerza i Parasol. Syna też bardziej zajmowały ilustracje niż tekst, a do niektórych opowiadań musieliśmy podchodzić kilka razy, bo tracił zainteresowanie po kilku stronach. Mimo to pozytywnie odbieram zaprezentowane w tym zbiorze historie, często okraszone morałem, czasem mające jakąś wartość edukacyjną - solidna porcja literatury dziecięcej, dla mnie będąca powrotem do lat pacholęcych.

16. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów - Aneta Jadowska, Sine Qua Non 2016

Mam wrażenie, że czytanie Jadowskiej to realizacja jakichś moich ukrytych masochistycznych skłonności, bo wielokrotnie obiecywałem sobie, że więcej jej książek nie kupię, a i tak za każdym razem sięgam po kolejną. Na szczęście tym razem jest całkiem przyzwoicie. Główna bohaterka, zabójczyni Nikita, jest sto razy mniej irytująca niż Dora Wilk i choć również wszystko może i ze wszystkim sobie poradzi, to jednak nie jest to tak nachalne, jak w przypadku protagonistki poprzedniego sześcioksięgu Jadowskiej. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów wprawdzie rozgrywa się w tym samym uniwersum, ale magiczna Warszawa jest zdecydowanie ciekawszym miejscem niż Toruń, no i wspomniana już Dora na kartach powieści pojawia się na szczęście wyłącznie w umyśle Nikity i mam nadzieję, że tak pozostanie także w kolejnych tomach. Jak widać Jadowska nie potrafi zamknąć fabuły powieści w jednej części i musi płodzić tasiemce. Tutaj jeszcze udaje jej się sprawnie poprowadzić fabułę, stworzyć interesujące śledztwo, wprowadzić ciekawe wątki rodzinne, a kołek do zawieszania niewiary solidnie zatrzeszczał tylko raz, kiedy okazało się, kto stoi za wydarzeniami. Liczę na to, że tym razem nie będzie w kolejnych tomach takiego zjazdu z formą, jak w przypadku heksalogii o Dorze.

17. Hel3 - Jarosław Grzędowicz, Fabryka Słów 2017

Grzędowicz to zawsze duże nadzieje na solidną porcję dobrej fantastyki i bardzo ciekawie wykreowany świat, dlatego też, ledwo ukazała się jego najnowsza książka, popędziłem ją kupić. Dostałem wizję niedalekiej przyszłości, gdzie bohaterami są aktywiści mediów społecznościowych, liczy się klikalność, lajkowanie filmów i bycie pierwszym na miejscu zdarzeń w pogoni za sensacją. Do tego dochodzą szemrane układy na szczycie władzy, czyli dostajemy interesujące odbicie otaczającej nas rzeczywistości i prawdopodobną prognozę, jak będzie wyglądał świat za trzydzieści lat. I tak sobie czytam i czytam, i zachwycam się fabułą, która chyba tylko raz zgrzyta, a tu nagle dostaję zakończenie wzięte z kosmosu, kompletnie niepasujące do reszty powieści. Tak jakby wszystkie rozdziały poza ostatnim były nieistotne, a wydarzenia w nich opisane nie miały żadnego znaczenia. Poczułem się mocno rozczarowany.

18. Świat równoległy - Tomek Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte 2015

Najnowsza książka Tomka Michniewicza to zawsze dobry powód do wysupłania z portfela garści złociszy. Fakt, że ma ona już prawie lata, kupiłem ją tuż po premierze, a przeczytałem dopiero teraz, najlepiej prezentuje to, jakie mam zaległości w czytaniu nabytych książek. Tym razem jest to zbiór ośmiu reportaży, które próbują pokazać, jaka jest prawdziwa rzeczywistość i jak bardzo różni się ona od tej medialnej. Michniewicz idzie do miejsc, o których mówi się w telewizji i stara się pokazać je bez pogoni za sensacją. Opisuje z jednej strony prawdziwych ludzi i problemy, z jakimi się mierzą, często spowodowane pracą mediów, a z drugiej zrywa maski, jakie przywdziewają niektóre miejsca na potrzeby turystów, i pokazuje to, co ukryte przed oczami przybyszów. Ta książka to doskonały przykład świetnego dziennikarstwa, w wydźwięku nieco antyamerykańska, ale próbująca przedstawić punkt widzenia, którego się w telewizji nie zobaczy.

I na koniec lista rozgrzebanych lektur:
- Pismo święte Starego i Nowego Testamentu (idzie mi jak krew z nosa - dokończyłem Drugą Księgę Królewską i zacząłem Pierwszą Księgę Kronik)
- Paul Kleinman - Kupa wiedzy (tu nieco lepiej - skończyłem 29. lekcję z czterdziestu)
- antologia - Poczytaj mi, mamo. Księga piąta (jestem po dwóch tekstach z dziesięciu)
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki (dopiero zacząłem - czytam drugą bajkę, czyli Szelmostwa lisa Witalisa, ale idzie nam bardzo powoli)
- Dmitrij Głuchowski - Metro 2035 (przeczytałem pierwszy rozdział, ale na razie odkładam, bo śpieszę się z polską literaturą; pewnie wrócę pod koniec miesiąca albo na początku maja)
- Bartek Biedrzycki - Dworzec Śródmieście (też dopiero zacząłem, jestem w trzecim rozdziale, ale mam nadzieję, że pójdzie szybko)

środa, 1 marca 2017

Przeczytane. Luty 2017

Bida z nędzą, panie i panowie. Luty wprawdzie najkrótszym miesiącem jest, ale tylko trzy przeczytane książki w ciągu miesiąca to powód do wstydu. I humoru nie poprawia nawet świadomość, że jedna z nich to sześć w jednym, czyli omnibusowe wydanie Ziemiomorza LeGuin, a do tego dwie pozycje są w zaawansowanej fazie rozgrzebania. Mowa tu o Misiu Uszatku, gdzie skończyłem wszystkie opowiadanka i został mi sam wstęp, oraz o Hubalu Komudy, który jest dość ceglasty. Idę się biczować do kąta i obiecuję poprawę.

8. Ziemiomorze - Ursula K. LeGuin, Prószyński i S-ka 2013

Ta cegła wyjęła mi z lutego całe trzy tygodnie, ale jak przyjemna była to lektura. Wcześniej miałem jedynie styczność z Czarnoksiężnikiem z Archipelagu, ale było to w czasach głębokiego liceum, czyli jeszcze w zeszłym millenium. Wspomnienia miałem bardzo dobre, więc ponowna do ponownej lektury podchodziłem z entuzjazmem. Pozostałe pięć części cyklu było zaś dla mnie całkowitą nowością. no i przyznać muszę, że bardzo fajne jest to fantasy, które LeGuin ma do zaoferowania. Miło wziąć do ręki powieść, gdzie największym wrogiem protagonistów nie jest Wielkie Zło, Które Wykluło Się Na Krańcu Cywilizacji (choć i takie się tutaj pojawia w Najdalszym brzegu), ale oni sami. Sporo tutaj też mowy o równouprawieniu i feminizmie, zwłaszcza tam, gdzie bohaterką jest Tenar. Dostałem pięć doskonałych powieści uzupełnionych przez opowiadania zebrane w Opowieściach z Ziemiomorza o walce z własnymi słabościami i próbie wyrwania się ze schematów, w które wtłacza społeczeństwo. Jak tylko odsapnę zabieram się za kolejne cegły autorki.

9. Bramy Światłości. Tom 1 - Maja Lidia Kossakowska, Fabryka Słów 2017 (Kindle)

Jestem fanem anielskiego cyklu Kossakowskiej od pierwszego z nim kontaktu, a było to opowiadanie Wieża zapałek opublikowane w Magii i Mieczu. W przypadku Bram Światłości jednak włącza mi się maruda. Zawiązanie akcji wprawdzie jest intrygujące i sprawia, że chce się wiedzieć, co się stanie dalej: aniołowie dowiadują się, że jedna z nich trafiła na ślad Boga (który, jak wiadomo z poprzednich części cyklu, poszedł gdzieś z serafinami i zostawił Królestwo bez opieki). A dalej jest już sama wyprawa - bohaterowie idą i idą i napotykają problemy żywcem wyjęte z generatora spotkań losowych. Ciekawie zapowiadały się intrygi niebiańsko-głębiańskie, ale nawet jako tło głównych wydarzeń są traktowane po macoszemu. Coś więcej można było wyciągnąć z działań Lucyfera, którego jest tutaj zdecydowanie za mało i nie odgrywa on żadnej istotnej roli. Oczywiście, jest szansa, że w drugim tomie wszystko poskłada się w ładną całość, ale na razie Bramy Światłości nie bronią się. Z pozytywów warto wspomnieć o interesującym wprowadzeniu wierzeń hinduskich w wykreowany wcześniej przez autorkę świat. Z opisami Kossakowska radzi sobie akurat bardzo dobrze, dlatego też fajnie wypada przedstawienie barwnych hinduistycznych krain. Czekam na to, co będzie dalej, przy okazji irytując się na Fabrykę Słów z powodu dzielenia przez wydawnictwo niemal każdej grubszej książki na dwa tomy.

10. Radio Yokohama - Marcin Bruczkowski, Monika Borek, Rosner i Wspólnicy 2006

Bruczkowski w formie. Tym razem postanowił skorzystać ze wsparcia Moniki Borek, gdyż, jak sam twierdzi, potrzebował kobiecego spojrzenia na sprawę. Autorzy sprawnie dzielą się narracją: wydarzenia opowiedziane są z perspektywy polskiego radiowca pracującego w małej japońskiej rozgłośni przy nagrywaniu muzycznych albumów, a także malajskiej piosenkarki, która usiłuje nagrać swoją płytę w mocno niesprzyjających okolicznościach. Jak to u Bruczkowskiego bywa, dużo tu humoru, choć czasem robi się gorzko, bo jest to książka o tym, jak bardzo ludzie nie potrafią się nawzajem słuchać. Dobre to, ale czy książka zaczynająca się od słów "Czy wie pan, do czego służy krokodyl?" może być słaba?

Rozgrzebałem i toczę walkę z:
- Pismo święte Starego i Nowego Testamentu (zacząłem Drugą Księgę Królewską)
- Czesław Janczarski - Miś Uszatek (naprawdę już kończę)
- Paul Kleinmann - Kupa wiedzy (jestem w 22. lekcji z czterdziestu, ale czytam książkę zgodnie z przeznaczeniem wyłącznie w toalecie)
- antologia - Poczytaj mi, mamo. Księga czwarta (czytam Synowi, jestem w połowie)
- Jacek Komuda - Hubal (został mi ostatni rozdział)
- Tomek Michniewicz - Świat równoległy (dopiero zacząłem)

piątek, 10 lutego 2017

Przeczytane. Styczeń 2017

Przepraszam za tak duże opóźnienie notki, ale spowodowane jest ono narodzinami Córki. W każdym razie, jak na domowy armageddon, czytelniczo poszło mi całkiem nieźle. Siedem książek przeczytanych, do tego kolejne sześć napoczętych to w obecnej sytuacji całkiem niezły wynik. Przez to, że staram się czytać książki miesiąca Nowej Fantastyki i to, co mi podrzuci Syn, trochę mało przeczytałem polskiej fantastyki, ale może uda się ten wynik poprawić w przyszłości. Wyjątkowo też większość styczniowych książek stanowią wydania papierowe - dużo siedziałem w domu, więc była szansa zapoznania się z częścią makulatury zalegającą na półkach.

1. Poczytaj mi, mamo. Księga trzecia - antologia, Nasza Księgarnia 2012

Kolejny tom zebranych przedruków dawnych książeczek z serii Poczytaj mi, mamo. Tym razem wydawca postanowił zwiększyć liczbę utworów wierszowanych kosztem prozy, co może być dobrym rozwiązaniem dla małych dzieci, które nie są w stanie dłużej skupić uwagi - wierszyki czyta się szybciej, a choć opowiadania są bardzo krótkie, może się zdarzyć, że ich lekturę trzeba będzie rozkładać na kilka posiedzeń. W zbiorze tym udało się zebrać teksty zarówno rozrywkowe, jak i dydaktyczne (tutaj prym wiedzie Przepraszam, smoku Wiery Badalskiej). Niestety w przypadku niektórych utworów miałem wrażenie, że autorzy mogli je jeszcze trochę rozwinąć: tutaj zawiodły mnie Kameleon i Katar żyrafy Ryszarda Marka Grońskiego. Niezbyt do mnie przemówiło opowiadanie O gadającym zegarze i maszynie do pisania wierszy Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana. Z pozytywów to, oprócz wspomnianego wiersza Badalskiej, Boję się Małgorzaty Musierowicz (z drobnymi aluzjami kierowanymi do dorosłych czytelników), Warszawskim statkiem Tadeusza Kubiaka (prowarszawska propaganda, ale w ciekawy sposób pokazująca stolicę) i całkiem zabawny Wyładunek z przeszkodami Hanny Łochockiej. W skrócie: kolejna ciekawa lektura dla najmłodszych. Na razie jednak robię sobie przerwę od tej serii i zabieram się za misia Uszatka.

2. Gwiazdy moim przeznaczeniem - Alfred Bester, Solaris 2006

Mocne uderzenie. I pomyśleć, że sięgnąłem po tę książkę teraz tylko dlatego, ze mój roczny syn uparcie zdejmował ją z półki i mi przynosił. Jest to świetna opowieść o zemście i o tym, co potrafi ona zrobić z człowiekiem. Bester doskonale pokazuje, jak odpowiednia motywacja może z kogoś przeciętnego uczynić osobę ponadprzeciętną. Akcja toczy się bardzo dynamicznie, nie ma tu zbędnego przedłużania, a każda scena jest istotna dla fabuły; brakuje mi trochę takiego podejścia w tworzonej dziś literaturze, gdzie dąży się do uzyskiwania cykli złożonych z dziesięciu tomów po tysiąc stron każdy - Bester pokazuje, że można pisać zwięźle i uzyskać przy tym doskonałą literaturę. Jestem zachwycony i proszę o więcej.

3. Metalowa burza - Vladimir Wolff, Warbook 2016 (Kindle)

Jest to początek nowego cyklu Wolffa zatytułowanego Armageddon, który w zasadzie jest spinoffem cyklu o Matcie Pulaskim. Tym razem autor robi to, co chyba lubi najbardziej, czyli prognozuje kolejną wojnę, jak można się spodziewać z Państwem Islamskim w tle. Zamachy terrorystyczne, akcje zwiadowcze na Bliskim Wschodzie i ostre starcia turecko-greckie - to wszystko ma miejsce w tej powieści. Jak do tego dodać ciekawego i zaskakującego sprzymierzeńca islamistów (naprawdę, nie spodziewałem się), wychodzi całkiem przyjemna lektura. Widać, że autor dobrze się odnajduje w takich realiach, choć lekturę utrudnia suchy styl autora - ewidentnie wirtuozem słowa nie jest.

4. W świecie jurt i szamanów - Bolesław A. Uryn, Muza 2013

Człowiek, który od jakichś dwudziestu lat co roku jeździ do Mongolii, powinien mieć sporą wiedzę na temat tego najrzadziej zaludnionego kraju świata. I rzeczywiście, jego kolejna po Wyprawach w tajgę i step książka poświęcona potomkom Czyngis-chana, stanowi solidny zbiór informacji o historii Mongolii, jej mieszkańcach i pokrywających ją dzikich terenach. Jest też ciekawym przedstawieniem zmian, jakie zaszły w tym azjatyckim państwie na przestrzeni ostatnich lat. Wszędzie widać pasję, z jaką autor po Mongolii podróżuje, odwiedzając wszelkie niedostępne rejony i przebywając wśród lokalnej ludności. Jedynym mankamentem tej bogato ilustrowanej książki jest brak gawędziarskiego zacięcia u Uryna, tego czegoś, co sprawia, że Cejrowskiego albo Michniewicza można słuchać godzinami z otwartymi ustami.

5. Szamański blues - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Sięgnąłem, bo terminy nominowania do Zajdla i Żuławskiego coraz bliżej. Jadowska niby porzuciła serię o Dorze Wilk, ale postanowiła opowiedzieć historię innych postaci ze stworzonego przez siebie uniwersum. Szamańskim bluesem zaczęła cykl o Witkacu, policyjnym partnerze Dory, i umieściła w nim dwie mikropowieści. No i krótko mówiąc, nie porywają. Fabularnie oparte są na tym samym schemacie: są duchy i trzeba sobie z nimi poradzić, więc Witkac, który nie ma ochoty na spotkanie ze swoimi przodkami, musi coś zrobić, żeby odesłać je na stałe do Krainy Wiecznych Łowów, zanim narobią w materialnym świecie jeszcze większych szkód. Językowo nadal jest co najwyżej przeciętnie, choć widać, że Jadowska na tym polu pewne postępy poczyniła (przestała szastać wołaczem na lewo i prawo). Kolejnym problemem jest to, że książka ta niczego nowego do uniwersum nie wnosi. Po prostu przeciętniactwo idealne. W trzech słowach: tylko dla fanów.

6. Dom z liści - Mark Z. Danielewski, MAG 2016

Kupiłem, bo była to książka miesiąca w NF. Po tym, co przeczytałem na temat tej jakże wyczekiwanej na polskim rynku powieści Danielewskiego, spodziewałem się Bo wie jakich fajerwerków, łamigłówek i szyfrów. No i może jestem głupi, ale jedynym, co mnie zaskoczyło był momentami zdecydowanie nietypowy układ tekstu: do góry nogami, skośnie, lustrzane odbicie (nawet pożyczyłem od Syna zabawkę z lusterkiem, żeby sobie ułatwić lekturę). Ktoś może mnie oświecić, gdzie tu jest jakieś drugie, trzeci i dwunaste dno? W każdym razie dostałem bardzo ciekawie opowiedzianą historię nawiedzonego domu, która została zawarta na filmie (którego nikt bądź też prawie nikt nie widział), do którego zostało napisane przez jednego z widzów potężne opracowanie, które z kolei jest czytane przez jednego z narratorów powieści. A ten z kolei zaczyna popadać w obłęd, a jego historia stanowi drugi z wątków powieści. Zamotałem to wszystko, ale taka właśnie jest ta powieść: skomplikowana, gdzie nie wiadomo, co jest prawdą, a co konfabulacją narratorów. Fajny ten eksperyment literacki, choć moim zdaniem nowatorski jest głównie w formie, a nie w treści. Składacz musiał się mocno namęczyć przy pracy, bo z tego, co mi wiadomo wydanie jest niemal identyczne z oryginałem (brakuje chyba tylko Braille'a).

7. Komornik - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Kolejny pisarz, którego czytam w miarę regularnie pod kątem dwóch Nagród, bo pisze fajne lektury do poduszki, ale który mistrzem słowa nie jest. Tym razem postanowił wziąć się za biblijną apokalipsę, a założenia, jaki poczynił przy kreacji świata są rewelacyjne. Otóż zastępy niebieskie nie mają sił i środków, żeby eksterminować siedem miliardów ludzi, więc do wyławiania co większych grzeszników zatrudniają komorników: niemal nieśmiertelnych wykonawców anielskich wyroków. A że grzesznikiem jest każdy, kto posługuje się technologią nowszą niż ta z II wieku naszej ery... Cały problem z tą powieścią polega na tym, że główny wątek gdzieś ucieka i staje się tłem dla kolejnych questów wykonywanych przez tytułowego komornika. Same zadania przed nim stawiane też są bardzo schematyczne; na zasadzie: idź i wykonaj wyrok na Kowalskim. A ponieważ jest to pierwszy tom cyklu, to wątek przewodni nie zostaje na razie sensownie rozwiązany. Potencjał w tym jest, ale na razie Gołkowski zdaje się go marnować.

Mam rozgrzebane i się przebijam:
- Pismo święte Starego i Nowego Testamentu
- Ursula K. LeGuin - Ziemiomorze
- Maja Lidia Kossakowska - Bramy Światłości. Tom 1
- Marcin Bruczkowski, Monika Borek - Radio Yokohama
- Czesław Janczarski - Miś Uszatek
- Paul Kleinman - Kupa wiedzy

sobota, 31 grudnia 2016

Przeczytane. Grudzień 2016

Ufff... Kończy się kolejny, czwarty już rok prowadzenia tego bloga. Okazało się, że Syn pochłania tyle mojego czasu, że brakowało go na czytanie. A kiedy już się znajdował, to mnie brakowało sił. Dlatego po raz pierwszy od kilku lat nie udało mi się osiągnąć wyniku stu książek i muszę się zadowolić marnymi siedemdziesięcioma dziewięcioma (plus pięć rozpoczętych). 2017 nie zapowiada się pod tym względem lepiej (bo czasu będzie dwa razy mniej). Z braku czasu nie będzie też rocznego podsumowania, chyba że uda mi się je zamieścić w notce styczniowej. W każdym razie jeśli chodzi o grudzień: przeczytałem osiem książek, wszystkie co najmniej przyzwoitej jakości, a i trochę prawdziwych perełek się trafiło. No i aż dziwne, że większość przeczytanych pozycji była w wersji papierowej.

72. Ślady - Jakub Małecki, Sine Qua Non 2016

Kolejna porcja bardzo dobrej prozy w wykonaniu Małeckiego. Ślady to powieść złożona z szeregu historii, których fabuły mają jakieś wspólne punkty, ale które mogą się też obronić jako samodzielne opowiadania. Tym, co je łączy, jest motyw życiowych porażek i straty czegoś cennego. Smutne i przygnębiające są te opowieści o ludziach pokornie przyjmujących to, co zesłał na nich los. Ale jakim wspaniałym językiem napisane!

73. Czterdzieści i cztery - Krzysztof Piskorski, Wydawnictwo Literackie 2016 (Kindle)

Piskorski zawsze zachwyca mnie światami, które udaje mu się wykreować na potrzeby swoich powieści. Najmocniejszym punktem tego tekstu również jest scena, po której poruszają się bohaterowie. Połowa dziewiętnastego wieku, historia alternatywna, w której świat zdominowany został przez wynalazki korzystające z energii etheru i umożliwiające podróże pomiędzy światami równoległymi. Do tego dochodzą starcia mocarstw i rodząca się wiosna ludów. W to wszystko wrzucona zostaje bohaterka (bardzo dobrze skonstruowana pierwszoplanowa postać kobieca - rzadkość), wykonująca misję dla władz Księstwa Warszawskiego. Bójki, pościgi, szpiedzy, wojna... Wszystko, czego wymaga solidna literatura akcji jest tu na swoim miejscu, ale zabrakło mi tu jakiegoś kopa fabularnego, czegoś, co wywoła opad szczęki, jaki miałem przy lekturze Krawędzi czasu albo później, choć w mniejszym stopniu, przy Cieniorycie. Dobrze się to czyta, powieść wciąga, zaskakuje co jakiś czas zwrotami akcji, ale ani raz nie poczułem się powalony przez fabułę. Chyba po prostu mam z Piskorskim tak jak z Kańtoch, że w każdej książce oczekuję błysku geniuszu, a tutaj go zabrakło, ale mimo to Czterdzieści i cztery to kawał bardzo dobrze wykonanej pracy.

74. I jak tu nie podróżować (z dzieckiem) - Beata Sadowska, Paweł Kunachowicz, Wydawnictwo Otwarte 2016

Bo z dzieckiem podróżować trzeba, wszak samo w domu nie zostanie. Książka ta dobrze rokowała, kiedy sięgałem po nią w księgarni. No i faktycznie jest tu sporo ciekawych opowieści o podróżach, jakie Sadowska i Kunachowicz odbyli ze swoim dzieckiem, pokazujących, że jak się chce, to można. Cały czas jednak miałem odczucie, że jest to książka pisana w sposób "Patrzcie, jacy jesteśmy fajni i jak dobrze sobie dajemy radę", choć opowiedziane historie są często zabawne, a mnie co jakiś czas się wydawało, że czytam o swoim małżeństwie. Niewątpliwym plusem tekstu są porady od specjalistów; moim zdaniem najcenniejsze są te od pediatry, bo wiadomo że najbardziej w przypadku takich wyjazdów niepokoją nas potencjalne zagrożenia zdrowia dziecka.

75. Puste niebo - Radek Rak, Powergraph 2016

Radek Rak urzekał mnie już swoimi opowiadaniami, potem poprawił świetnym Kocham cię, Lilith, nie mogłem więc przejść obojętnie obok kolejnej powieści jego autorstwa. Znów stworzył realia wiejskiego fantasy (mam wrażenie, że ten nurt staje się coraz popularniejszy w polskiej fantastyce), ale bardzo szybko przeniósł akcję do miasta, gdzie rozgrywa się zdecydowana większość fabuły. Bohaterem jest nastolatek nieudacznik, mający wykonać pewną ważną misję. Tym, co zachwyca, jest oniryczna wizja świata przedstawionego z lekką domieszką erotyzmu. Bardzo dobrze wykreowani zostali również bohaterowie; protagonista wprawdzie irytuje jako wiejski głupek, który zepsuje wszystko, czego dotknie, ale mam wrażenie, że jest to celowy zabieg. W każdym razie: zachwyciłem się.

76. Sycylijczyk - Mario Puzo, Albatros 2015

Midquel/prequel Ojca chrzestnego, który brałem do rąk, myśląc, że opowiada on historię pobytu Michaela Corleone na Sycylii. No i w zasadzie byłem w błędzie, bo najważniejsze wydarzenia opisane są w obszernych retrospekcjach przeplatanych dość krótkimi scenami, w których Michael przygotowuje się do opuszczenia włoskiej wyspy. W każdym razie, Puzo po raz kolejny świetnie porusza się w realiach sycylijskiej zorganizowanej przestępczości, której przedstawiciele są eufemistycznie zwani "przyjaciółmi przyjaciół". Konflikt mafijnego bossa z lokalnym bohaterem ludowym jest bardzo interesująco opisany i książkę się błyskawicznie pochłania, ale mankamentem jest słabo rozbudowana fabuła - w zasadzie tylko jeden wątek, choć rzeczywiście bardzo dobrze zaprezentowany. Nie jest to więc poziom Ojca chrzestnego, ale po raz kolejny Puzo stworzył solidną mafijną historię.

77. Stalowe szczury. Chwała - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Jest to druga część nowego cyklu Michała Gołkowskiego o żołnierzach walczących w alternatywnej pierwszej wojnie światowej. Cieszy mnie, że autor od momentu swojego debiutu (Ołowiany świt) znacznie poprawił swój styl i teraz pisze zdecydowanie mniej chaotycznie, dzięki czemu jego utwory da się w miarę przyjemnie czytać. Oczywiście cały czas mam świadomość, że są to zwykłe, niewymagające czytadła służące do zrelaksowania się. Gołkowski w Chwale tworzy fajnych bohaterów, w tle umieszcza interesującą intrygę, ale zaniedbuje nieco fabułę, która sprowadza się w zasadzie do jednej misji wojennej i jako taka bardziej nadawałaby się na opowiadanie, a nie na pełnowymiarową powieść. Niestety powieść kończy się cliffhangerem, przez co mam wrażenie, że na jej kartach autor nie umieścił ani jednego istotnego wydarzenia.

78. Przypadki Robinsona Kruzoe - Daniel Defoe, Olesiejuk 2016

Tę książkę zacząłem czytać Potomkowi, ale brak kolorowych obrazków i dialogów, gdzie mógłbym odpowiednio modulować głos, sprawiły, że szybko się nudził. Dokończyłem więc dla lekturę dla siebie i przypomniałem sobie, dlaczego nie zmogłem jej, kiedy była lekturą szkolną w podstawówce. Nieustanny monolog Robinsona męczy, choć od strony fabularnej powieść jest całkiem przyzwoita. Wprawdzie akcja nie jest dynamiczna, ale za to próbuje pokazać, jak zachowuje się bohater w sytuacji wydawałoby się beznadziejnej. Historię Robinsona zna każdy, więc nie ma co tu więcej pisać.

79. Przedmurze - antologia, Solaris 2016 (Kindle)

A to ciekawy zbiór opowiadań polskich autorów, będący próbą powrotu do fantastyki socjologicznej, popularnej w czasach PRL-u. No i przyznać trzeba, że autorzy poradzili sobie z wyzwaniem bardzo dobrze. Wojtek Sedeńko zebrał sporo świetnych tekstów napisanych przez ludzi o uznanych nazwiskach. Najlepsze? Zagubieni chłopcy Pawła Majki, Anatomia Pęknięcia Michała Protasiuka, Pluton egzekucyjny Krzysztofa Kochańskiego albo Korekta Jacka Soboty. Niezbyt do mnie przemówiło nieco eksperymentalne w formie W celi z Breivikiem Macieja Parowskiego. Zdarzało się też, że zachwycałem się pomysłem i fabułą, a potem nastawał koniec tekstu i następowało rozczarowanie, jak w przypadku utworów Cezarego Zbierzchowskiego (Dobre Miasto) i Marka Oramusa (Przedmurze). Oprócz opowiadań w zbiorze zostały umieszczone również trzy krótkie komiksy, których kreska do mnie nie przemawia, ale jeden z nich, Urwipięta, setnie mnie ubawił. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję, choć jedynym miejscem, gdzie ją znalazłem jest księgarnia wydawnictwa Solaris.

czwartek, 8 grudnia 2016

Przeczytane. Listopad 2016

Listopad minął jak z bicza strzelił. czytelniczo udało mi się w pewnym momencie narzucić solidne tempo dzięki tygodniowej delegacji w stolicy, gdzie czasu popołudniami miałem dla siebie zdecydowanie więcej niż na co dzień. Wynik ośmiu książek w miesiąc to ostatnio bardzo przyzwoity rezultat, do tego dochodzi kilka rozgrzebanych książek z Pismem Świętym na czele, ale tego jednego w tym roku na pewno mi się nie uda dokończyć. Z informacji parafialnych wspomnę tylko, że niebawem na Facebooku pojawi się kolejna akcja rozdawnictwa książkowego - zwalniam miejsce na półkach.

64. Muzyka duszy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Kolejny tom Świata Dysku i jak zwykle jest wesoło. Główną rolę odgrywa tym razem rock and roll i jego wpływ na świat, a bohaterami są Śmierć i jego wnuczka; oczywiście nie brakuje też Bibliotekarza i magów z Niewidocznego Uniwersytetu. Dłuższa przerwa od cyklu dobrze mi zrobiła: czytając Muzykę duszy, czułem swego rodzaju świeżość - wcześniej kolejne części Świata Dysku zaczynały mnie nużyć. Bardzo fajnie, że Pratchett przypomniał sobie o pewnych wątkach, które wydawały się zapomniane (głównie mam na myśli kontynuację historii Morta). Wprawdzie nadal nie uważam, żeby fabuły wymyślane przez autora były czymś wybitnym, ale humor przedstawiany w jego powieściach bardzo mi odpowiada.

65. Poczytaj mi, mamo. Księga druga - antologia, Nasza Księgarnia 2011

Bo cała Polska czyta dzieciom. Druga część siedmiotomowego cyklu przedruków dawnych książeczek z serii Poczytaj mi, mamo zawiera kolejne dziesięć opowiadań lub wierszyków i, podobnie jak poprzednim razem, pozostawiono w nich oryginalną szatę graficzną. Każdy z zamieszczonych tu tekstów jest przyjemną lekturą, którą można przeczytać dziecku w tak krótkim czasie, że nie zdąży się ono znudzić. Niektóre mają wartość czysto rozrywkową, a część z nich niesie ze sobą także wartości edukacyjne. Mnie bardzo przypadło do gustu Co w rurach piszczy Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana z ilustracjami Edwarda Lutczyna - okazuje się, że literatura dla najmłodszych czytelników potrafi i dorosłego zaskoczyć zakończeniem. Z ciekawostek warto odnotować, w jakich nakładach wydawane były te książeczki w wersji oryginalnej: ponad trzysta tysięcy egzemplarzy; dzisiaj można o tym tylko pomarzyć.

66. Moskal - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2016

Wyszperałem coś nowego w twórczości Gołkowskiego, który może wielkim pisarzem nie jest, ale jego literatura zazwyczaj jest przyjemnym i niewymagającym wysiłku sposobem na spędzenie paru wolnych chwil. Moskal jest samodzielną powieścią, niebędącą częścią żadnego cyklu i dobrze na tym wychodzi. Jest to historia "przedsiębiorcy" z czasów przemiany ustrojowej w Polsce, w którego ręce wpada pewien ciekawy artefakt, dzięki któremu udaje mu się zdobyć olbrzymie wpływy. Przedmiot ten jest jedynym wątkiem fantastycznym w powieści, więc miłośników prozy, gdzie fantastyka jest jedynie lekko zaznaczona, lektura Moskala może usatysfakcjonować. Poza tym jest to ciekawa historia sensacyjna o działalności rosyjskiej mafii, jej wpływach na władzę i walce o nie. Napisana jest prostym, dobrze przyswajalnym językiem, bez żadnych wygibasów słownych, choć znajomość rosyjskiego i cyrylicy może się przydać. Fajne czytadło.

67. Cień proroka - Vladimir Wolff, Warbook 2015 (Kindle)

Trzecia część sensacyjnego cyklu zapoczątkowanego przez Tropiciela i kontynuowanego w Bractwie Nieśmiertelnych jest nieco spokojniejsza od poprzedniczek. Skupia się na śledztwie w sprawie działalności Państwa Islamskiego na terenie RP. Wprawdzie znaczącą rolę odgrywają tu bohaterowie wcześniejszych tomów, ale tym razem autor zdecydowanie więcej miejsca poświęcił na przedstawienie wydarzeń z perspektywy terrorystów. A ponieważ specyfika działań przestępców wymaga przebywania w ukryciu, to i akcja w Cieniu proroka jest znacznie spokojniejsza, przynajmniej dopóki nie osiągnie punktu kulminacyjnego. Fabuła wciąga, dzięki czemu lektura jest całkiem przyjemna, choć z uwagi na suchy styl Wolffa powieść nie należy do najlepiej czytających się.

68. Angele Dei - Dariusz Domagalski, Rebis 2016 (Kindle)

Temat losów Arki Przymierza po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora jest interesujący zwłaszcza, że od dłuższego czasu zaczytuję się w Starym Testamencie. Tutaj jednak Domagalski nieco przedobrzył. Akcja umieszczona została w trzech momentach w historii: w czasie upadku Jerozolimy, pierwszej krucjaty i współcześnie. Różne stronnictwa próbują ustalić położenie Arki, w sprawę mieszają się aniołowie i ciemna strona mocy i jest tego po prostu za dużo. Aniołowie niby są pozbawieni wolnej woli (co podkreślane jest wielokrotnie), ale nieustannie się nią wykazują, buntując się przeciw zamysłom Boga. Do tego nie podoba mi się pomysł przyjmowania przez skrzydlatych na każdym kroku ról ważnych postaci historycznych. To natomiast, czym powieść się broni, to sama fabuła, która potrafi wciągnąć, a i wymyślone przez Domagalskiego losy Arki są satysfakcjonujące.

69. Osobliwy dom pani Peregrine - Ransom Riggs, Media Rodzina 2016 (Kindle)

A po to sięgnąłem, bo cała trylogia Riggsa została książką miesiąca w Nowej Fantastyce. Nie miałem wcześniej zbyt wiele do czynienia z nurtem young adult w literaturze i wydawało mi się, że są to takie ugrzecznione historyjki. No i wyszło, że się pomyliłem. Jest mrocznie, ponuro, momentami wulgarnie (wprawdzie bez przesady, ale dziecku bym tego nie dał do czytania) i wciągająco. Co prawda historie o tajemniczych domach znajdujących się na styku świata materialnego i duchowego nie są niczym nowym, ale Riggsowi udało się stworzyć opowieść na tyle zajmującą, że ten niewielki brak oryginalności w niczym nie przeszkadza. Bardzo ważne dla powieści są ilustrujące ją fotografie, na podstawie których autor napisał swoją książkę: intrygują i wprowadzają odpowiedni nastrój. Aż przez moment żałowałem, że czytam wersję elektroniczną - na papierze muszą prezentować się jeszcze lepiej.

70. Harda - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2016 (Kindle)

Kolejna cegła Cherezińskiej, po którą sięgnąłem, zastanawiając się przy okazji, czy potrafi ona pisać krótkie książki. No ale dobrego tekstu nigdy za wiele, zwłaszcza jeśli jest e-bookiem i nie zajmuje miejsca, ani dużo nie waży. Tym razem autorka postanowiła opisać historię domniemanej córki Mieszka I, Świetosławy, królowej Szwecji, Danii, a podobno też i Anglii; no a ponieważ jest to pierwszy tom cyklu (swoją drogą mogłaby Cherezińska zakończyć Odrodzone Królestwo zamiast brać się za inne utwory), to jeszcze na kartach powieści trochę tronów jej do zdobycia zostało. Cherezińska pisze w typowy dla siebie sposób - dokładnie opisuje poszczególne wydarzenia, spośród rozmaitych wersji historii wybierając te, które najbardziej wzbogacą fabułę; i bardzo dobrze jej to wychodzi. Przez znaczną część lektury odnosiłem wrażenie, jakby tytułowa bohaterka stała na uboczu fabuły, a główną rolę odgrywali Mieszko I i inni europejscy władcy; pozwoliło to jednak na dokładne przedstawienie realiów historycznych i wpisanie w nie protagonistki. Kolejny raz jestem zadowolony z dania przygotowanego przez Cherezińską.

71. Konan Destylator - Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Dawno nie czytałem Pilipiuka, a swego czasu był to jeden z moich ulubionych polskich autorów. Od opowiadań z Jakubem Wędrowyczem w roli głównej zaczynałem zresztą mój kontakt z jego twórczością, a postać ta bardzo długo mnie bawiła. I dopiero teraz, przy ósmym tomie opowiadań o perypetiach egzorcysty-bimbrownika poczułem znużenie. Humor niby u Pilipiuka ciągle ten sam, ale sprawia wrażenie tworzonego na siłę, postacie są prymitywami, ale co chwilę zadziwiały mnie swoją wiedzą, a ponadto zdziwił mnie momentami wulgarny język, którym autor się ponoć brzydzi i którego stosowania na kartach swojej twórczości do tej pory unikał. Ciężko jest mi tutaj wynaleźć jakiś wyróżniający się tekst, może poza bonusowym Krwiopijcą, ale to też nie ze względu na jakość, ale na fakt bycia niewędrowyczowym opowiadaniem (opowiada ono o wampirach znanych z Wampira z M-3 i Wampira z MO). Całość jest do bólu przeciętna.