Tym razem udało mi się ukończyć tylko dwie książki, obie na papierze. Na Kindle'u na razie przebijam się przez Don Kichota Cervantesa, a ponieważ przy najmniejszej czcionce ma on ponad tysiąc stron tekstu, trochę czasu jeszcze mi jego lektura powinna zająć. Jeśli chodzi o jakość przeczytanych lektur, to tym razem nie narzekam - obie książki są bardzo dobre.
88. Biały Tygrys - Aravind Adiga, Prószyński i S-ka 2008
Polecone przez Żonę. Jest to krótka powieść przedstawiająca obraz Indii widziany oczyma Hindusa, za którą Adiga otrzymał Nagrodę Bookera. Ponoć kontrowersyjna, ale to chyba tylko dlatego, że kraj Gandhiego nie został przedstawiony jako kolorowe miejsce roztańczonych i rozśpiewanych ludzi rodem z Bollywoodu. Autor przedstawił Indie od brudnej i mrocznej strony, jako kraj pełen korupcji, miejsce, gdzie jeden człowiek pomiata drugim ze względu na pozycję społeczną, gdzie ludzie są niewolnikami, którzy nie chcą zmienić swojego położenia. W interesujący sposób pokazane zostały problemy kraju z pozycji zwykłego człowieka należącego do jednej z niższych kast wynikające nie tylko z zaprogramowanej służalczej postawy wobec bogaczy, ale też z oczekiwań rodziny i otoczenia. Jest to fantastyczny obraz Indii, którego z punktu widzenia turysty raczej się nie zobaczy.
89. Mówca Umarłych - Orson Scott Card, Prószyński i S-ka 2013
Jest to zupełnie inna książka od Gry Endera. Zamiast na wojnie i nieludzkim traktowaniu dzieci skupia się na trudnościach w porozumieniu z obcymi kulturami. Powieść bardzo mocno nasycona jest wątkami religijnymi; z autora zaś dość często wychodzi innowierca, który musi wbić szpilę Kościołowi Katolickiemu. W sumie, mimo niemal czterystu stron, utwór sprawia wrażenie krótkiego - wielu wydarzeń się tu nie uświadczy, a akcja jest napędzana przez dialogi, które Cardowi wyszły świetnie, przez co książka niesamowicie wciąga i połyka się ją błyskawicznie.
środa, 20 sierpnia 2014
środa, 13 sierpnia 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #32
To był tydzień lektur, które mnie, z jednym wyjątkiem, nie porwały. W końcu zacząłem czytać nagromadzone dzieła Dicka (gdybym jeszcze tylko znalazł czas na Lema, Herberta i Asimova). Poza tym dwie lektury przeczytałem pod kątem przyszłorocznych Zajdli, a jedną, bo Żona sprawiła mi prezent.
84. Pies i klecha. Przeciwko wszystkim - Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk, Fabryka Słów 2007
Drugi tom Psa i klechy dostałem w prezencie od Żony; trochę czasu minęło zanim udało mi się dorwać na Allegro pierwszą powieść o milicjancie i księdzu. No i nieco się zawiodłem. Zaczyna się wprawdzie nieźle - zawiązanie akcji wciąga i zachęca do dalszej lektury - ale im bardziej śledztwo się rozwija, tym nudniejsza staje się historia, a pewne rozwiązania fabularne są najzwyczajniej słabe (a najgorzej wypada akcja w Sejmie i to, co następuje później). Bardzo dobrze natomiast udało się autorom oddać nastrój grozy, świetnie została również przedstawiona atmosfera szaleństwa w szpitalu psychiatrycznym (przynajmniej do momentu ujawnienia przetrzymywanego w jego podziemiach więźnia). W zasadzie pozytywne wrażenie, jakie miałem przez ponad połowę książki, psuje ostatnia część powieści rozgrywająca się w Warszawie. Może w Tancerzu Urbi et Orbi wypadli lepiej.
85. Drugi brzeg - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2014 (Kindle)
Dałem Gołkowskiemu drugą szansę. Postęp widać, ale ciągle nie jest to to, co chciałbym przeczytać. Tym razem jest to spójna powieść, co działa na korzyść utworu w porównaniu z Ołowianym świtem. Autor postanowił zaprezentować rejon Czarnobyla i Prypeci i z tego zadania wywiązał się znakomicie. Bardzo dobrze ukazane są opuszczone przez ludzi miejsca, gdzie ciągle trzeba być czujnym, bo nie wiadomo, jakie dziwactwo czai się za rogiem. W ogóle Zona, jako bohater powieści wypada świetnie. Mam też wrażenie, że nieco poprawił się styl Gołkowskiego: przestał być chaotyczny, jak w pierwszej części, ale nie stracił przy tym dynamiki. Tym, co kuleje, jest warstwa fabularna. Niby wszystko się rozwija fajnie, Miszka przemierza nieznaną sobie część Zony, tu i ówdzie rozwali jakiegoś mutanta, po czym następuje punkt kulminacyjny. I nic. Zakończeniu podróży brakuje mocy, jest ono nijakie. Dopiero powrót protagonisty do domu zawiera pewną świetną scenę. Nic to, po trzeci tom pewnie też sięgnę.
86. Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? - Philip K. Dick, Rebis 2011
Zgodnie z planem, realizuję miesięczny przydział twórczości Dicka, zaczynając z grubej rury. Wcześniej widziałem rewelacyjną ekranizację Blade runnera, teraz sięgnąłem po literacki pierwowzór. No i jest to jedna z tych lektur, które zachwycają. Fascynująca opowieść o człowieczeństwie, o tym, co sprawia, że jesteśmy ludźmi. Do tego dochodzi ciekawa sceneria, jakże różna od tej filmowej. Zaskoczyło mnie zakończenie, co jest dziwne w przypadku lektury, którą się już w jakiejś postaci poznało - jest dobre, ale wydaje mi się, że filmowe bardziej mi odpowiada. W każdym razie, było to moje trzecie spotkanie z Dickiem i trzeci raz jestem niesamowicie ukontentowany przeczytanym dziełem. To bardzo dobry wynik, choć domyślam się, że kiedyś trafię na coś, co mnie rozczaruje. Bardzo interesująca jest też przedmowa autorstwa Lecha Jęczmyka.
87. Czarny Wygon. Bisy II - Stefan Darda, Videograf 2014 (Kindle)
Bul bez nadzieji. Sięgnąłem po ostatni tom Czarnego Wygonu, bo po prostu chciałem wiedzieć, jak zakończy się cała historia. Głupi ja. Ciekawie robi się raz - pod koniec trzeciego rozdziału - i przestaje tak być już na początku czwartego. Fabularnie i stylistycznie jest drętwo. Wydaje mi się, że autor niepotrzebnie zastosował w cyklu narrację pierwszoosobową. Owszem, można dzięki niej lepiej oddać nastrój grozy w horrorze, ale trzeba się nią umieć posługiwać. Tutaj przemyślenia Witolda zamiast wywoływać napięcie, budzą zażenowanie i nudzą. Cieszę się, że to już koniec.
84. Pies i klecha. Przeciwko wszystkim - Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk, Fabryka Słów 2007
Drugi tom Psa i klechy dostałem w prezencie od Żony; trochę czasu minęło zanim udało mi się dorwać na Allegro pierwszą powieść o milicjancie i księdzu. No i nieco się zawiodłem. Zaczyna się wprawdzie nieźle - zawiązanie akcji wciąga i zachęca do dalszej lektury - ale im bardziej śledztwo się rozwija, tym nudniejsza staje się historia, a pewne rozwiązania fabularne są najzwyczajniej słabe (a najgorzej wypada akcja w Sejmie i to, co następuje później). Bardzo dobrze natomiast udało się autorom oddać nastrój grozy, świetnie została również przedstawiona atmosfera szaleństwa w szpitalu psychiatrycznym (przynajmniej do momentu ujawnienia przetrzymywanego w jego podziemiach więźnia). W zasadzie pozytywne wrażenie, jakie miałem przez ponad połowę książki, psuje ostatnia część powieści rozgrywająca się w Warszawie. Może w Tancerzu Urbi et Orbi wypadli lepiej.
85. Drugi brzeg - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2014 (Kindle)
Dałem Gołkowskiemu drugą szansę. Postęp widać, ale ciągle nie jest to to, co chciałbym przeczytać. Tym razem jest to spójna powieść, co działa na korzyść utworu w porównaniu z Ołowianym świtem. Autor postanowił zaprezentować rejon Czarnobyla i Prypeci i z tego zadania wywiązał się znakomicie. Bardzo dobrze ukazane są opuszczone przez ludzi miejsca, gdzie ciągle trzeba być czujnym, bo nie wiadomo, jakie dziwactwo czai się za rogiem. W ogóle Zona, jako bohater powieści wypada świetnie. Mam też wrażenie, że nieco poprawił się styl Gołkowskiego: przestał być chaotyczny, jak w pierwszej części, ale nie stracił przy tym dynamiki. Tym, co kuleje, jest warstwa fabularna. Niby wszystko się rozwija fajnie, Miszka przemierza nieznaną sobie część Zony, tu i ówdzie rozwali jakiegoś mutanta, po czym następuje punkt kulminacyjny. I nic. Zakończeniu podróży brakuje mocy, jest ono nijakie. Dopiero powrót protagonisty do domu zawiera pewną świetną scenę. Nic to, po trzeci tom pewnie też sięgnę.
86. Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? - Philip K. Dick, Rebis 2011
Zgodnie z planem, realizuję miesięczny przydział twórczości Dicka, zaczynając z grubej rury. Wcześniej widziałem rewelacyjną ekranizację Blade runnera, teraz sięgnąłem po literacki pierwowzór. No i jest to jedna z tych lektur, które zachwycają. Fascynująca opowieść o człowieczeństwie, o tym, co sprawia, że jesteśmy ludźmi. Do tego dochodzi ciekawa sceneria, jakże różna od tej filmowej. Zaskoczyło mnie zakończenie, co jest dziwne w przypadku lektury, którą się już w jakiejś postaci poznało - jest dobre, ale wydaje mi się, że filmowe bardziej mi odpowiada. W każdym razie, było to moje trzecie spotkanie z Dickiem i trzeci raz jestem niesamowicie ukontentowany przeczytanym dziełem. To bardzo dobry wynik, choć domyślam się, że kiedyś trafię na coś, co mnie rozczaruje. Bardzo interesująca jest też przedmowa autorstwa Lecha Jęczmyka.
87. Czarny Wygon. Bisy II - Stefan Darda, Videograf 2014 (Kindle)
Bul bez nadzieji. Sięgnąłem po ostatni tom Czarnego Wygonu, bo po prostu chciałem wiedzieć, jak zakończy się cała historia. Głupi ja. Ciekawie robi się raz - pod koniec trzeciego rozdziału - i przestaje tak być już na początku czwartego. Fabularnie i stylistycznie jest drętwo. Wydaje mi się, że autor niepotrzebnie zastosował w cyklu narrację pierwszoosobową. Owszem, można dzięki niej lepiej oddać nastrój grozy w horrorze, ale trzeba się nią umieć posługiwać. Tutaj przemyślenia Witolda zamiast wywoływać napięcie, budzą zażenowanie i nudzą. Cieszę się, że to już koniec.
środa, 6 sierpnia 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #31
Trzy książki w tym tygodniu, a chciałem cztery, tylko mi się lektura duetu Urbi et Orbi przedłużyła. Wychodzi na to, że na przemian kończę książkę elektroniczną i papierową i taki trend się utrzymuje, dopóki nie przyjdzie mi spotkać się z jakąś cegłą. Odkrycie Wolnych Lektur przypomniało mi, dlaczego zamiast wypożyczać z biblioteki lektury szkolne, które miały być omawiane na języku polskim, wolałem sięgnąć po Sapkowskiego (pięć tomów Wiedźmina w bibliotece szkolnej).
81. Sanatorium Pod Klepsydrą - Bruno Schulz, Wolne Lektury 2013 (Kindle)
Chyba jestem za głupi na Schulza. Nie rozumiem tych opowiadań, potwornie się męczyłem podczas lektury. Są świetne językowo, z doskonale wykreowanym oniryczno-surrealistycznym nastrojem, ale fabularnie leżą i kwiczą, choć mam świadomość, że nie o fabułę tu chodzi, a o wspomniany nastrój. W zasadzie, poza tytułowym Sanatorium Pod Klepsydrą, żadne z opowiadań mnie nie porwało swoją fabułą, żadne mnie nie wciągnęło, żadne nie zachwyciło. Przypomniałem sobie, dlaczego taki ból sprawiał mi Schulz, kiedy poznawałem go jako lekturę szkolną.
82. Zagubieni. Zwiad - Marcin Mortka, Zielona Sowa 2014
Po porażce intelektualnej, jaką było spotkanie z Schulzem, postanowiłem się odmóżdżyć i sięgnąłem po coś przeznaczonego dla dziesięciolatków. No i dostałem kawał fajnego przygodowego SF (biorąc oczywiście poprawkę na grupę docelową książki), wsiąkłem w akcję i mam ochotę na więcej. Jasne, fabuła jest naiwna, wiele wydarzeń przewidywalnych, ale mimo wszystko lektura potrafi wciągnąć. Szkoda tylko, że i tak już niewielka objętość książki została sztucznie zwiększona ogromną czcionką. Jest to lektura, którą połyka się w jeden wieczór (a przy szybkim czytaniu nawet w pół) i fajnie, że Mortka zapowiada wydanie trzeciego tomu. Mam tylko nadzieję, że będzie on obszerniejszy; tak o pięćdziesiąt procent.
83. Równoumagicznienie - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2012 (Kindle)
W końcu mogę zrozumieć, dlaczego Pratchett niektórych zachwyca. Zapominamy o głupkowatym Rincewindzie i dostajemy nowych bohaterów w postaci czarownicy babci Weatherwax i jej protegowanej Esk. Do tego poruszony zostaje problem równouprawnienia kobiet (co widać już w tytule, szczególnie w oryginalnej wersji językowej - Equal Rites), oczywiście z odpowiednią dawką humoru. Ten z kolei nie jest taki nachalny, jak w dwóch poprzednich tomach, jego ilość jest odpowiednia i właściwie umieszczona w powieści. Fabuła wprawdzie nie stanowi żadnej rewelacji - ot, kobieta chce zostać magiem, a nie może, bo taka jest tradycja - ale stoi na przyzwoitym poziomie i nie wywołuje zgrzytania zębów. Liczę na więcej Pratchettowskiej twórczości tego typu.
Książka miesiąca: Wit Szostak - Sto dni bez słońca
Rozczarowanie miesiąca: Rudyard Kipling - Księga dżungli
Makulatura na allegro.
81. Sanatorium Pod Klepsydrą - Bruno Schulz, Wolne Lektury 2013 (Kindle)
Chyba jestem za głupi na Schulza. Nie rozumiem tych opowiadań, potwornie się męczyłem podczas lektury. Są świetne językowo, z doskonale wykreowanym oniryczno-surrealistycznym nastrojem, ale fabularnie leżą i kwiczą, choć mam świadomość, że nie o fabułę tu chodzi, a o wspomniany nastrój. W zasadzie, poza tytułowym Sanatorium Pod Klepsydrą, żadne z opowiadań mnie nie porwało swoją fabułą, żadne mnie nie wciągnęło, żadne nie zachwyciło. Przypomniałem sobie, dlaczego taki ból sprawiał mi Schulz, kiedy poznawałem go jako lekturę szkolną.
82. Zagubieni. Zwiad - Marcin Mortka, Zielona Sowa 2014
Po porażce intelektualnej, jaką było spotkanie z Schulzem, postanowiłem się odmóżdżyć i sięgnąłem po coś przeznaczonego dla dziesięciolatków. No i dostałem kawał fajnego przygodowego SF (biorąc oczywiście poprawkę na grupę docelową książki), wsiąkłem w akcję i mam ochotę na więcej. Jasne, fabuła jest naiwna, wiele wydarzeń przewidywalnych, ale mimo wszystko lektura potrafi wciągnąć. Szkoda tylko, że i tak już niewielka objętość książki została sztucznie zwiększona ogromną czcionką. Jest to lektura, którą połyka się w jeden wieczór (a przy szybkim czytaniu nawet w pół) i fajnie, że Mortka zapowiada wydanie trzeciego tomu. Mam tylko nadzieję, że będzie on obszerniejszy; tak o pięćdziesiąt procent.
83. Równoumagicznienie - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2012 (Kindle)
W końcu mogę zrozumieć, dlaczego Pratchett niektórych zachwyca. Zapominamy o głupkowatym Rincewindzie i dostajemy nowych bohaterów w postaci czarownicy babci Weatherwax i jej protegowanej Esk. Do tego poruszony zostaje problem równouprawnienia kobiet (co widać już w tytule, szczególnie w oryginalnej wersji językowej - Equal Rites), oczywiście z odpowiednią dawką humoru. Ten z kolei nie jest taki nachalny, jak w dwóch poprzednich tomach, jego ilość jest odpowiednia i właściwie umieszczona w powieści. Fabuła wprawdzie nie stanowi żadnej rewelacji - ot, kobieta chce zostać magiem, a nie może, bo taka jest tradycja - ale stoi na przyzwoitym poziomie i nie wywołuje zgrzytania zębów. Liczę na więcej Pratchettowskiej twórczości tego typu.
Podsumowanie lipca
Lipiec, z trzynastoma przeczytanymi książkami, okazał się być jak do tej pory rekordowym miesiącem w tym roku. Co prawda wliczam w to wszystko trzydziestokilkustronicowego Felixa, Neta i Nikę, ale pojawiła się też cegła w postaci czwartego tomu Malazańskiej Księgi Poległych. Z jakości przeczytanych książek nie jestem jakoś bardzo zadowolony. Trafiło się kilka niezłych pozycji, ale było też sporo przeciętnych; na szczególne pozytywne wyróżnienie zasługują w zasadzie tylko Wit Szostak i jego Sto dni bez słońca i Szekspirowskie Romeo i Julia. Co ciekawe, przeczytałem sporo mainstreamowej literatury (pięć pozycji), która zawsze była przeze mnie spychana na dalszy plan, i tylko cztery książki reprezentujące polską fantastykę (która dominuje wśród moich lektur). Lipiec był miesiącem, w którym zaznaczyła się zdecydowana przewaga Kindle'a nad papierem (10:3). Przyczyna? Po pierwsze, druga część urlopu. Po drugie, Dom Łańcuchów Eriksona, który zabrał mi prawie dwa tygodnie, a w tym czasie czytałem też co nieco w wersji elektronicznej. Jeśli chodzi o dalsze plany, to w każdym kolejnym miesiącu (przynajmniej dopóki będzie się dało) zamierzam czytać jednego Pratchetta, jednego Dicka w wydaniu Rebisu i jeden tom Endera Carda. Zobaczymy, jak wyjdzie.Książka miesiąca: Wit Szostak - Sto dni bez słońca
Rozczarowanie miesiąca: Rudyard Kipling - Księga dżungli
Makulatura na allegro.
czwartek, 31 lipca 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #30
Mimo najszczerszych chęci, nie udało się przeczytać w tym tygodniu rekordowych pięciu książek - utknąłem na Sanatorium Pod Klepsydrą Schulza (nie mogę zrozumieć, co autor próbował przekazać) - ale cztery sztuki to i tak bardzo dobry wynik. W końcu do głosu dochodzi papier: w tym tygodniu tyle samo pozycji w wydaniu z martwego drzewa, co w wersji elektronicznej. Taki stan prawdopodobnie będzie się utrzymywał w najbliższym czasie, bo staram się trzymać zasady "Kindle w pracy, papier w domu"; dzięki temu książki do sprzedania na allegro powinny być w jeszcze lepszym stanie.
77. Blask fantastyczny - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2011
Powoli zapoznaję się ze Światem Dysku i ciągle nie jestem nim zachwycony. Fabularnie Blask fantastyczny nie powala, choć jest bardziej wciągający niż Kolor magii, prawdopodobnie dlatego, że jest jednolitą powieścią, a nie zbiorem opowiadań i daje więcej czasu na zanurzenie się w historii. Czyta się to nieźle - książka jest sprawnie napisana językowo (duża w tym zasługa tłumaczącego tekst PeWuCa), z olbrzymią dawką humoru i kolorowymi bohaterami. Humor z jednej strony jest tym, co stanowi o sile utworu (gdyby nie wszechobecne gagi, nikt by pewnie na Świat Dysku nie zwrócił uwagi), a z drugiej jest go nieco za dużo - od pewnego momentu wiadomo, że Rincewind powie coś głupiego, a Dwukwiat zachowa się nieodpowiedzialnie.
78. Wieczorem przyjdź na zócalo - Michał Głombiowski, Wydawnictwo Literackie 2013 (Kindle)
Książka wydana pod patronatem miesięcznika Poznaj Świat, w której autor zabiera nas w podróż po Ameryce Środkowej (Meksyk, Gwatemala, Salwador, Honduras). W ciekawy sposób opisuje życie lokalnej ludności, głównie potomków Majów, choć brakuje mu polotu i gawędziarskiego stylu Cejrowskiego. Pozwala dobrze przyjrzeć się zwykłym obywatelom zamieszkującym wspomniane kraje i świetnie przedstawia ich mentalność; widać, że tym, co go najbardziej interesowało w czasie trzymiesięcznej podróży, były spotkania z ludźmi, a nie zabytki czy natura. Warto przeczytać, choć od strony czysto literackiej lektura może być trochę uciążliwa.
79. Druga księga dżungli - Rudyard Kipling, Wolne Lektury 2014 (Kindle)
Kontynuacja przygód Mowgliego (w tym tłumaczeniu jest już nazywany w ten sposób) w indyjskiej dżungli przeplatana opowieściami o innych bohaterach, nie tylko z kraju maharadżów - trafia się też historia dziejąca się wśród Eskimosów. Ale to dzieje życia chłopca wychowanego przez wilki są najmocniejszą stroną zbioru; pozostałe teksty raczej mnie znudziły i nie przekonały do siebie (może poza Cudem Purun Bhagata o indyjskim pustelniku). Fabułę części opowiadań znałem z animowanej Księgi dżungli (podziękowania dla nieistniejącej już Telewizji Krater za wspomniane w poprzedniej notce anime z francuskim dubbingiem i polskim lektorem), więc może dlatego najlepiej mi się czytało o Mowglim; tak jak podobają się nam te piosenki, które znamy. Wciąż jednak mam wrażenie, że jestem za stary na tę lekturę. Chętnie podsunąłbym ją moim przyszłym dzieciom, ale mnie lektura nie potrafiła wciągnąć i poczułem się nią znużony.
80. Sto dni bez słońca - Wit Szostak, Powergraph 2014
Świetna satyra Szostaka na humanistyczne kręgi naukowe. W roli głównej występuje irytujący (zabieg zamierzony) polonista, który postrzega świat przez różowe okulary, nie dostrzega oczywistości, a fakty interpretuje na swój sposób; i biada tym, którzy próbują mu przemówić do rozsądku. Z jednej strony, dzięki postaci głównego bohatera-narratora, książka bawi, z drugiej smuci i zmusza do refleksji nad stanem dzisiejszej nauki: ile prac jest niepotrzebnych, poruszających miałkie tematy... Co typowe dla twórczości Szostaka, powieść została napisana doskonałym stylem i, mimo że fabuła nie posuwa się naprzód zbyt szybko, książkę czyta się jednym tchem. Autor ponoć inspirował się Don Kichotem, zakolejkowałem więc utwór Cervantesa na Kindle'u i sięgnę po niego w wolnej chwili.
Stara niesprzedana i nowa porcja makulatury dostępna na allegro.
77. Blask fantastyczny - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2011
Powoli zapoznaję się ze Światem Dysku i ciągle nie jestem nim zachwycony. Fabularnie Blask fantastyczny nie powala, choć jest bardziej wciągający niż Kolor magii, prawdopodobnie dlatego, że jest jednolitą powieścią, a nie zbiorem opowiadań i daje więcej czasu na zanurzenie się w historii. Czyta się to nieźle - książka jest sprawnie napisana językowo (duża w tym zasługa tłumaczącego tekst PeWuCa), z olbrzymią dawką humoru i kolorowymi bohaterami. Humor z jednej strony jest tym, co stanowi o sile utworu (gdyby nie wszechobecne gagi, nikt by pewnie na Świat Dysku nie zwrócił uwagi), a z drugiej jest go nieco za dużo - od pewnego momentu wiadomo, że Rincewind powie coś głupiego, a Dwukwiat zachowa się nieodpowiedzialnie.
78. Wieczorem przyjdź na zócalo - Michał Głombiowski, Wydawnictwo Literackie 2013 (Kindle)
Książka wydana pod patronatem miesięcznika Poznaj Świat, w której autor zabiera nas w podróż po Ameryce Środkowej (Meksyk, Gwatemala, Salwador, Honduras). W ciekawy sposób opisuje życie lokalnej ludności, głównie potomków Majów, choć brakuje mu polotu i gawędziarskiego stylu Cejrowskiego. Pozwala dobrze przyjrzeć się zwykłym obywatelom zamieszkującym wspomniane kraje i świetnie przedstawia ich mentalność; widać, że tym, co go najbardziej interesowało w czasie trzymiesięcznej podróży, były spotkania z ludźmi, a nie zabytki czy natura. Warto przeczytać, choć od strony czysto literackiej lektura może być trochę uciążliwa.
79. Druga księga dżungli - Rudyard Kipling, Wolne Lektury 2014 (Kindle)
Kontynuacja przygód Mowgliego (w tym tłumaczeniu jest już nazywany w ten sposób) w indyjskiej dżungli przeplatana opowieściami o innych bohaterach, nie tylko z kraju maharadżów - trafia się też historia dziejąca się wśród Eskimosów. Ale to dzieje życia chłopca wychowanego przez wilki są najmocniejszą stroną zbioru; pozostałe teksty raczej mnie znudziły i nie przekonały do siebie (może poza Cudem Purun Bhagata o indyjskim pustelniku). Fabułę części opowiadań znałem z animowanej Księgi dżungli (podziękowania dla nieistniejącej już Telewizji Krater za wspomniane w poprzedniej notce anime z francuskim dubbingiem i polskim lektorem), więc może dlatego najlepiej mi się czytało o Mowglim; tak jak podobają się nam te piosenki, które znamy. Wciąż jednak mam wrażenie, że jestem za stary na tę lekturę. Chętnie podsunąłbym ją moim przyszłym dzieciom, ale mnie lektura nie potrafiła wciągnąć i poczułem się nią znużony.
80. Sto dni bez słońca - Wit Szostak, Powergraph 2014
Świetna satyra Szostaka na humanistyczne kręgi naukowe. W roli głównej występuje irytujący (zabieg zamierzony) polonista, który postrzega świat przez różowe okulary, nie dostrzega oczywistości, a fakty interpretuje na swój sposób; i biada tym, którzy próbują mu przemówić do rozsądku. Z jednej strony, dzięki postaci głównego bohatera-narratora, książka bawi, z drugiej smuci i zmusza do refleksji nad stanem dzisiejszej nauki: ile prac jest niepotrzebnych, poruszających miałkie tematy... Co typowe dla twórczości Szostaka, powieść została napisana doskonałym stylem i, mimo że fabuła nie posuwa się naprzód zbyt szybko, książkę czyta się jednym tchem. Autor ponoć inspirował się Don Kichotem, zakolejkowałem więc utwór Cervantesa na Kindle'u i sięgnę po niego w wolnej chwili.
Stara niesprzedana i nowa porcja makulatury dostępna na allegro.
środa, 23 lipca 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #29
O urlopie już powoli zapominam, pracy nawet mam sporo jak na mnie, ale trzy książki udało się przeczytać, w tym zmęczyłem w końcu czwarty tom Malazańskiej...
74. Takeshi. Cień Śmierci - Maja Lidia Kossakowska, Fabryka Słów 2014 (Kindle)
Jest to autorka, która pierwszy raz zachwyciła mnie opublikowaną w MiM-ie Wieżą zapałek, sięgałem więc po kolejne jej książki (wprawdzie nie wszystkie jeszcze przeczytałem, choć każdą zakupiłem) i naturalnym stało się, że i na jej ostatnią powieść się skusiłem. Jak stoi napisane na początku, jest to film, jaki Kossakowska zawsze chciała napisać - słowa te dokładnie oddają zawartość książki. Otrzymałem pseudofeudalnojapońskie SF (bardziej F niż S), gdzie akcja toczy się w szaleńczym tempie, a trup ściele się gęsto. Parę rzeczy tu jednak zawodzi: bohaterowie są jednowymiarowi, a niektórzy z nich pojawiają się na scenie i nie zostają należycie wykorzystani (ze szczególnym uwzględnieniem dziewczyny z zakonu katów-sadystów). Zakończenie jest ciekawe, choć, gdy moim oczom ukazały się słowa "Koniec tomu pierwszego", poczułem lekkie poirytowanie. Zastanawiam się jednak, jak autorka rozwinie fabułę po tym, co zaprezentowała w finale.
75. Księga dżungli - Rudyard Kipling, Wolne Lektury 2009 (Kindle)
Klasyka znana głównie z ekranizacji; sam widziałem dwa filmy aktorskie i jeden serial anime (francuski dubbing i polski lektor) na Polonii 1. Jak się okazało, książka ta to nie tylko historia wychowywanego przez wilki Mowgliego (tutaj występującego pod imieniem Mauli), choć jemu poświęcone są trzy opowiadania (bo, co mnie zdziwiło, mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań), ale też opowieści o innych zwierzętach w różnych częściach świata, z których z jedną miałem okazję się już dawno temu zapoznać w postaci kreskówkowej (ichneumona Riki-Tiki-Tavi się nie zapomina, choćby nie wiem, ile lat minęło). Poszczególne teksty są całkiem niezłe, choć cały czas miałem wrażenie, że jestem za stary na tę lekturę i nie potrafiła mnie ona należycie wciągnąć.
76. Dom Łańcuchów - Steven Erikson, MAG 2013
Uffff, przebrnąłem. Sześćset stron przygotowań do dwustustronicowego punktu kulminacyjnego nie jest tym, co tygrysy lubią najbardziej. Jest sporo dłużyzn, część wątków wydaje się być wciśniętych na siłę, a tym najlepszym Erikson poświęca zdecydowanie za mało miejsca. Fragmenty dotyczące Karsy, T'lan Imassów i Tiste Andii były najzwyczajniej w świecie nudne. Najlepszym punktem zaś było wszystko to, co dotyczyło żołnierzy (szczególnie wszystkich na głowę bije Skrzypek) i to po obu stronach barykady. Czwarty tom Malazańskiej Księgi Poległych kontynuuje i sprawnie domyka wątki rozpoczęte w Bramach Domu Umarłych - zakończenie Domu Łańcuchów pozostawiło mnie usatysfakcjonowanym. Tylko dlaczego musiałem się tak długo do niego przebijać?
Ton papieru pozbywam się tutaj.
74. Takeshi. Cień Śmierci - Maja Lidia Kossakowska, Fabryka Słów 2014 (Kindle)
Jest to autorka, która pierwszy raz zachwyciła mnie opublikowaną w MiM-ie Wieżą zapałek, sięgałem więc po kolejne jej książki (wprawdzie nie wszystkie jeszcze przeczytałem, choć każdą zakupiłem) i naturalnym stało się, że i na jej ostatnią powieść się skusiłem. Jak stoi napisane na początku, jest to film, jaki Kossakowska zawsze chciała napisać - słowa te dokładnie oddają zawartość książki. Otrzymałem pseudofeudalnojapońskie SF (bardziej F niż S), gdzie akcja toczy się w szaleńczym tempie, a trup ściele się gęsto. Parę rzeczy tu jednak zawodzi: bohaterowie są jednowymiarowi, a niektórzy z nich pojawiają się na scenie i nie zostają należycie wykorzystani (ze szczególnym uwzględnieniem dziewczyny z zakonu katów-sadystów). Zakończenie jest ciekawe, choć, gdy moim oczom ukazały się słowa "Koniec tomu pierwszego", poczułem lekkie poirytowanie. Zastanawiam się jednak, jak autorka rozwinie fabułę po tym, co zaprezentowała w finale.
75. Księga dżungli - Rudyard Kipling, Wolne Lektury 2009 (Kindle)
Klasyka znana głównie z ekranizacji; sam widziałem dwa filmy aktorskie i jeden serial anime (francuski dubbing i polski lektor) na Polonii 1. Jak się okazało, książka ta to nie tylko historia wychowywanego przez wilki Mowgliego (tutaj występującego pod imieniem Mauli), choć jemu poświęcone są trzy opowiadania (bo, co mnie zdziwiło, mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań), ale też opowieści o innych zwierzętach w różnych częściach świata, z których z jedną miałem okazję się już dawno temu zapoznać w postaci kreskówkowej (ichneumona Riki-Tiki-Tavi się nie zapomina, choćby nie wiem, ile lat minęło). Poszczególne teksty są całkiem niezłe, choć cały czas miałem wrażenie, że jestem za stary na tę lekturę i nie potrafiła mnie ona należycie wciągnąć.
76. Dom Łańcuchów - Steven Erikson, MAG 2013
Uffff, przebrnąłem. Sześćset stron przygotowań do dwustustronicowego punktu kulminacyjnego nie jest tym, co tygrysy lubią najbardziej. Jest sporo dłużyzn, część wątków wydaje się być wciśniętych na siłę, a tym najlepszym Erikson poświęca zdecydowanie za mało miejsca. Fragmenty dotyczące Karsy, T'lan Imassów i Tiste Andii były najzwyczajniej w świecie nudne. Najlepszym punktem zaś było wszystko to, co dotyczyło żołnierzy (szczególnie wszystkich na głowę bije Skrzypek) i to po obu stronach barykady. Czwarty tom Malazańskiej Księgi Poległych kontynuuje i sprawnie domyka wątki rozpoczęte w Bramach Domu Umarłych - zakończenie Domu Łańcuchów pozostawiło mnie usatysfakcjonowanym. Tylko dlaczego musiałem się tak długo do niego przebijać?
Ton papieru pozbywam się tutaj.
środa, 16 lipca 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #28
Kolejny tydzień był raczej skromny czytelniczo. Przeczytałem tylko dwie niezbyt obszerne książki, obie w wersji elektronicznej. Równolegle przebijam się przez Dom Łańcuchów, czyli czwarty tom Malazańskiej Księgi Poległych Stevena Eriksona, do tego staram się czytać tegoroczne numery Nowej Fantastyki (właśnie zabieram się za maj) i nadrabiam zaległości z archiwalnymi numerami Miesięcznika Fantastyka (skończyłem luty 1984). Ponadto staram się znaleźć ciekawe miejsce na wakacje zaczytując się kolejnymi numerami miesięcznika Poznaj Świat.
72. 7.27 do Smoleńska - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2014 (Kindle)
Miałem nie kupować nowych książek Wolskiego, ale po tę sięgnąłem z zawodowej ciekawości, spodziewając się gniota spod znaku "ŁojezusickuruskienamprezydentazabiłyZAMACH!". No i nie bardzo wiem, jak mam tę książkę ocenić. Z jednej strony jest to całkiem fajnie napisana powieść sensacyjna z lekką domieszką nadnaturalnego, gdzie rosyjscy agenci próbują wyeliminować wszystkich świadków sabotażu Tupolewa, a którą, w dużej mierze dzięki lekkiemu pióru autora, czyta się bardzo szybko. Z drugiej zaś strony uważam, że może być to utwór szkodliwy, biorąc pod uwagę, że sporo ludzi wierzy w teorię o zamachu; po prostu może to być woda na młyn dla niektórych, żeby jeszcze głośniej krzyczeć o morderstwie w Smoleńsku.
73. Romeo i Julia - William Shakespeare, Wolne Lektury 2007 (Kindle)
Do sięgnięcia po tę lekturę zainspirowała mnie wycieczka do Werony. Dobrze się czytało tę tragedię, której fabułę znają nawet ci, co nigdy żadnej książki w rękach nie mieli. Miałem tylko wrażenie, że wszystko toczy się zbyt szybko - dwa spotkania Romea i Julii i już mamy małżeństwo. I jeszcze jedno spostrzeżenie mi się nasunęło: wszyscy się zachwycają piękną miłością bohaterów, a dzisiaj związek mniej więcej pełnoletniego mężczyzny z czternastoletnią dziewczyną jest czymś godnym potępienia.
72. 7.27 do Smoleńska - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2014 (Kindle)
Miałem nie kupować nowych książek Wolskiego, ale po tę sięgnąłem z zawodowej ciekawości, spodziewając się gniota spod znaku "ŁojezusickuruskienamprezydentazabiłyZAMACH!". No i nie bardzo wiem, jak mam tę książkę ocenić. Z jednej strony jest to całkiem fajnie napisana powieść sensacyjna z lekką domieszką nadnaturalnego, gdzie rosyjscy agenci próbują wyeliminować wszystkich świadków sabotażu Tupolewa, a którą, w dużej mierze dzięki lekkiemu pióru autora, czyta się bardzo szybko. Z drugiej zaś strony uważam, że może być to utwór szkodliwy, biorąc pod uwagę, że sporo ludzi wierzy w teorię o zamachu; po prostu może to być woda na młyn dla niektórych, żeby jeszcze głośniej krzyczeć o morderstwie w Smoleńsku.
73. Romeo i Julia - William Shakespeare, Wolne Lektury 2007 (Kindle)
Do sięgnięcia po tę lekturę zainspirowała mnie wycieczka do Werony. Dobrze się czytało tę tragedię, której fabułę znają nawet ci, co nigdy żadnej książki w rękach nie mieli. Miałem tylko wrażenie, że wszystko toczy się zbyt szybko - dwa spotkania Romea i Julii i już mamy małżeństwo. I jeszcze jedno spostrzeżenie mi się nasunęło: wszyscy się zachwycają piękną miłością bohaterów, a dzisiaj związek mniej więcej pełnoletniego mężczyzny z czternastoletnią dziewczyną jest czymś godnym potępienia.
środa, 9 lipca 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #25, 26 i 27
Wróciłem z urlopu. Posmażyłem się na plaży, pozwiedzałem to i owo, aż nogi błagały o litość i ogólnie było bardzo fajnie. Przy tym wszystkim nie zaniedbałem się czytelniczo (samolot, pociągi, plaża dają sporo czasu) i przez trzy tygodnie przeczytałem osiem książek, z tego siedem na samym wyjeździe. Jak to w podróży, Kindle był intensywnie używany.
64. Kolor magii - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2009
Zwlekałem z tym Światem Dysku i zwlekałem, aż w końcu stwierdziłem, że pora się za niego zabrać i to mimo mojej niechęci do cykli składających się z więcej niż pięciu tomów. W końcu uważam, że jako fan fantastyki pewien kanon znać powinienem, a Pratchett na pewno się do niego zalicza. No i jakoś tak wyszło, że nieszczególnie mnie lektura porwała. Może po części dlatego, że spodziewałem się powieści, a dostałem zbiór wprawdzie powiązanych ze sobą, ale jednak opowiadań, przez co historia Rincewinda wydała mi się nie do końca spójna (na przykład nie do końca załapałem, co się stało z barbarzyńcą Cohenem; jakoś tak nagle mi zniknął z kart książki). Z drugiej jednak strony jest to ciekawe spojrzenie satyrycznym okiem na heroic fantasy z bardzo dobrze wykreowanymi bohaterami (Rincewind, Dwukwiat, Cohen czy genialny Śmierć).
65. Jądro ciemności - Joseph Conrad, Wolne Lektury 2014 (Kindle)
Męczarnie. Ściągnąłem to z Wolnych Lektur pod wpływem Tam, gdzie nie ma Coca-Coli Marcina Mińkowskiego, w której to książce autor często odwołuje się do powieści Conrada. Mam wrażenie, że nie do końca zrozumiałem, o co chodzi w tej powieści. Nie wiem, z czego wynika zachwyt Marlowa Kurtzem i dlaczego ten drugi jest taki wyjątkowy. Cała narracja w ogóle wydaje mi się bełkotliwa i przeemocjonowana, za mało w niej natomiast jest treści. Zmarnowałem swój czas mimo ostrzeżeń Żony, dla której była to szkolna lektura.
66. Ad infinitum - Michał Protasiuk, Powergraph 2014 (Kindle)
Pierwszy raz w tym roku przeczytanie jakiejś książki zajęło mi więcej niż tydzień - zwiedzanie Wenecji i wieczorne próby oglądania Mistrzostw Świata zdecydowanie nie sprzyjają czytelnictwu, nawet jeśli książka jest całkiem dobra. A sięgnąłem po nią, bo miałem już na koncie świetne Święto rewolucji Protasiuka i liczyłem na kolejną solidną powieść w jego wykonaniu. Dwa wątki kryminalne, z których jeden poprowadzony jest bardzo sprawnie, a drugi zostaje kompletnie zaniedbany, odpowiednia ilość żydowskiego mistycyzmu (zgodnie z opisem z okładki) i nieco za mało teorii strun (jestem na etapie oglądania The Big Bang Theory i cały czas, kiedy była wspominana, miałem przed oczami Sheldona Coopera). W ciekawy sposób postawione zostaje pytanie o prawdziwość teorii przyczynowości, Protasiukowi bardzo dobrze udało się też połączyć dwa wątki: polski i lizboński, przydałoby się jednak, żeby dopisał kilka rozdziałów - powieść jak dla mnie urywa się zbyt nagle.
67. Światło cieni - Rafał Dębski, Rebis 2014 (Kindle)
Ruszyłem się z Wenecji, więc i czasu na czytanie przybyło. Dębski sprawdził się już w mojej opinii w kosmicznym SF, pisząc Zoroaster. Gwiazdy umierają w milczeniu. Tym razem także wyszedł mu solidny utwór o kontakcie ludzi z całkowicie obcą inteligencją. Świetnie udało się autorowi oddać panujący wśród załogi statku kosmicznego nastrój szaleństwa, bardzo dobrze wykreowana została postać jego dowódcy, niestety pozostali bohaterowie sprawiają wrażenie jednowymiarowych. Ja jednak lubię literaturę tego typu, więc potrafię przymknąć oczy na pewne niedociągnięcia, szczególnie że rzadko mam możliwość czytania takiego science-fiction. No i autorowi udało się napisać w pełni satysfakcjonujące zakończenie.
68. CEO Slayer. Pogromca prezesów - Marcin Przybyłek, Rebis 2014 (Kindle)
Polska odpowiedź na Batmana. Fajnie się czyta opowieść o przeciętnym człowieku, który nie godzi się na niesprawiedliwość społeczną i zmienia się w tajemniczego mściciela, postanawiając wymierzyć karę przedstawicielom kadr kierowniczych największych koncernów, ale wszystko jest do bólu przewidywalne. No i są dwa typy kobiet: albo brzydkie, głupie i gadatliwe, albo rozgarnięte, piękne, z dużymi biustami i ubierające się tak, żeby pokazać jak najwięcej swoich wdzięków. I te ostatnie ochoczo rzucają się w ramiona naszego herosa. Mogło być lepiej, jest tak sobie. Najlepszym fragmentem jest opis Bruce'a Wayne'a wchodzącego na dach wieżowca, żeby popatrzeć jako Batman na Gotham City.
69. Zagubieni w Tokio - Marcin Bruczkowski, Znak 2013 (Kindle)
Polecanka Żony. Jest to trzecia książka Bruczkowskiego, którą przeczytałem i chyba najsłabsza z nich wszystkich, choć czyta się ją dobrze, a fabuła wciąga. Jest to ponoć oparta na faktach opowieść o poszukiwaniach Japończyka, który nie stawia się do pracy. Jako że akcja toczy się po wydarzeniach z Bezsenności w Tokio, a na kartach Zagubionych... pojawiają się znani z tamtej książki bohaterowie (jak choćby świetny Irlandczyk Sean), dobrze jest najpierw zapoznać się z poprzednim utworem autora. Trochę za mało jest w tej powieści Japonii - akcja mogłaby się rozgrywać w zasadzie wszędzie. Podobało mi się natomiast rozwiązanie zagadki zniknięcia pracownika.
70. Felix, Net i Nika oraz Koszmarna Podróż - Rafał Kosik, Powergraph 2014 (Kindle)
Krótkie opowiadanie z cyklu o trójce warszawskich gimnazjalistów, które jest rozdziałem wyciętym z ostatniej powieści z serii. W zasadzie jego jedyną zaletą jest to, że było dostępne za darmo (w prawdzie tylko w Dzień Dziecka, ale jednak). Jest to opis podróży Neta na obóz, na którym przebywają już Felix z Niką; pozostała dwójka bohaterów w ogóle się w opowiadaniu nie pojawia. Powstała z tego nijaka historia, która niczego do cyklu nie wnosi i niczym nie urzeka. Z nudów można przeczytać, jeżeli się jest fanem cyklu.
71. Źródło magii - Piers Anthony, Nasza Księgarnia 2012 (Kindle)
Drugi tom cyklu Xanth i bezpośrednia kontynuacja Zaklęcia dla Cameleon rozgrywająca się mniej więcej rok po wydarzeniach z poprzedniej części. Tym razem Bink wraz z towarzyszami wyruszają na poszukiwanie tytułowego źródła magii, a od całej wyprawy bije niesamowita erpegowość, gdzie Mistrz Gry postanowił nieustannie korzystać z generatora spotkań losowych, bo każdy kolejny rozdział jest zupełnie przypadkowym wydarzeniem. Na niezłym poziomie stoi wszechobecny humor i rozważania na temat relacji damsko-męskich. Męczą natomiast dialogi, w których wypowiedzi poszczególnych bohaterów brzmią niezwykle sztucznie. Spodziewałem się czegoś lepszego fabularnie.
Książka miesiąca: Radek Rak - Kocham cię, Lilith
Rozczarowanie miesiąca: Jakub Ćwiek - Kłamca 2,5. Machinomachia
64. Kolor magii - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2009
Zwlekałem z tym Światem Dysku i zwlekałem, aż w końcu stwierdziłem, że pora się za niego zabrać i to mimo mojej niechęci do cykli składających się z więcej niż pięciu tomów. W końcu uważam, że jako fan fantastyki pewien kanon znać powinienem, a Pratchett na pewno się do niego zalicza. No i jakoś tak wyszło, że nieszczególnie mnie lektura porwała. Może po części dlatego, że spodziewałem się powieści, a dostałem zbiór wprawdzie powiązanych ze sobą, ale jednak opowiadań, przez co historia Rincewinda wydała mi się nie do końca spójna (na przykład nie do końca załapałem, co się stało z barbarzyńcą Cohenem; jakoś tak nagle mi zniknął z kart książki). Z drugiej jednak strony jest to ciekawe spojrzenie satyrycznym okiem na heroic fantasy z bardzo dobrze wykreowanymi bohaterami (Rincewind, Dwukwiat, Cohen czy genialny Śmierć).
65. Jądro ciemności - Joseph Conrad, Wolne Lektury 2014 (Kindle)
Męczarnie. Ściągnąłem to z Wolnych Lektur pod wpływem Tam, gdzie nie ma Coca-Coli Marcina Mińkowskiego, w której to książce autor często odwołuje się do powieści Conrada. Mam wrażenie, że nie do końca zrozumiałem, o co chodzi w tej powieści. Nie wiem, z czego wynika zachwyt Marlowa Kurtzem i dlaczego ten drugi jest taki wyjątkowy. Cała narracja w ogóle wydaje mi się bełkotliwa i przeemocjonowana, za mało w niej natomiast jest treści. Zmarnowałem swój czas mimo ostrzeżeń Żony, dla której była to szkolna lektura.
66. Ad infinitum - Michał Protasiuk, Powergraph 2014 (Kindle)
Pierwszy raz w tym roku przeczytanie jakiejś książki zajęło mi więcej niż tydzień - zwiedzanie Wenecji i wieczorne próby oglądania Mistrzostw Świata zdecydowanie nie sprzyjają czytelnictwu, nawet jeśli książka jest całkiem dobra. A sięgnąłem po nią, bo miałem już na koncie świetne Święto rewolucji Protasiuka i liczyłem na kolejną solidną powieść w jego wykonaniu. Dwa wątki kryminalne, z których jeden poprowadzony jest bardzo sprawnie, a drugi zostaje kompletnie zaniedbany, odpowiednia ilość żydowskiego mistycyzmu (zgodnie z opisem z okładki) i nieco za mało teorii strun (jestem na etapie oglądania The Big Bang Theory i cały czas, kiedy była wspominana, miałem przed oczami Sheldona Coopera). W ciekawy sposób postawione zostaje pytanie o prawdziwość teorii przyczynowości, Protasiukowi bardzo dobrze udało się też połączyć dwa wątki: polski i lizboński, przydałoby się jednak, żeby dopisał kilka rozdziałów - powieść jak dla mnie urywa się zbyt nagle.
67. Światło cieni - Rafał Dębski, Rebis 2014 (Kindle)
Ruszyłem się z Wenecji, więc i czasu na czytanie przybyło. Dębski sprawdził się już w mojej opinii w kosmicznym SF, pisząc Zoroaster. Gwiazdy umierają w milczeniu. Tym razem także wyszedł mu solidny utwór o kontakcie ludzi z całkowicie obcą inteligencją. Świetnie udało się autorowi oddać panujący wśród załogi statku kosmicznego nastrój szaleństwa, bardzo dobrze wykreowana została postać jego dowódcy, niestety pozostali bohaterowie sprawiają wrażenie jednowymiarowych. Ja jednak lubię literaturę tego typu, więc potrafię przymknąć oczy na pewne niedociągnięcia, szczególnie że rzadko mam możliwość czytania takiego science-fiction. No i autorowi udało się napisać w pełni satysfakcjonujące zakończenie.
68. CEO Slayer. Pogromca prezesów - Marcin Przybyłek, Rebis 2014 (Kindle)
Polska odpowiedź na Batmana. Fajnie się czyta opowieść o przeciętnym człowieku, który nie godzi się na niesprawiedliwość społeczną i zmienia się w tajemniczego mściciela, postanawiając wymierzyć karę przedstawicielom kadr kierowniczych największych koncernów, ale wszystko jest do bólu przewidywalne. No i są dwa typy kobiet: albo brzydkie, głupie i gadatliwe, albo rozgarnięte, piękne, z dużymi biustami i ubierające się tak, żeby pokazać jak najwięcej swoich wdzięków. I te ostatnie ochoczo rzucają się w ramiona naszego herosa. Mogło być lepiej, jest tak sobie. Najlepszym fragmentem jest opis Bruce'a Wayne'a wchodzącego na dach wieżowca, żeby popatrzeć jako Batman na Gotham City.
69. Zagubieni w Tokio - Marcin Bruczkowski, Znak 2013 (Kindle)
Polecanka Żony. Jest to trzecia książka Bruczkowskiego, którą przeczytałem i chyba najsłabsza z nich wszystkich, choć czyta się ją dobrze, a fabuła wciąga. Jest to ponoć oparta na faktach opowieść o poszukiwaniach Japończyka, który nie stawia się do pracy. Jako że akcja toczy się po wydarzeniach z Bezsenności w Tokio, a na kartach Zagubionych... pojawiają się znani z tamtej książki bohaterowie (jak choćby świetny Irlandczyk Sean), dobrze jest najpierw zapoznać się z poprzednim utworem autora. Trochę za mało jest w tej powieści Japonii - akcja mogłaby się rozgrywać w zasadzie wszędzie. Podobało mi się natomiast rozwiązanie zagadki zniknięcia pracownika.
70. Felix, Net i Nika oraz Koszmarna Podróż - Rafał Kosik, Powergraph 2014 (Kindle)
Krótkie opowiadanie z cyklu o trójce warszawskich gimnazjalistów, które jest rozdziałem wyciętym z ostatniej powieści z serii. W zasadzie jego jedyną zaletą jest to, że było dostępne za darmo (w prawdzie tylko w Dzień Dziecka, ale jednak). Jest to opis podróży Neta na obóz, na którym przebywają już Felix z Niką; pozostała dwójka bohaterów w ogóle się w opowiadaniu nie pojawia. Powstała z tego nijaka historia, która niczego do cyklu nie wnosi i niczym nie urzeka. Z nudów można przeczytać, jeżeli się jest fanem cyklu.
71. Źródło magii - Piers Anthony, Nasza Księgarnia 2012 (Kindle)
Drugi tom cyklu Xanth i bezpośrednia kontynuacja Zaklęcia dla Cameleon rozgrywająca się mniej więcej rok po wydarzeniach z poprzedniej części. Tym razem Bink wraz z towarzyszami wyruszają na poszukiwanie tytułowego źródła magii, a od całej wyprawy bije niesamowita erpegowość, gdzie Mistrz Gry postanowił nieustannie korzystać z generatora spotkań losowych, bo każdy kolejny rozdział jest zupełnie przypadkowym wydarzeniem. Na niezłym poziomie stoi wszechobecny humor i rozważania na temat relacji damsko-męskich. Męczą natomiast dialogi, w których wypowiedzi poszczególnych bohaterów brzmią niezwykle sztucznie. Spodziewałem się czegoś lepszego fabularnie.
Podsumowanie czerwca
W czerwcu przeczytałem dwanaście książek, choć wynik mógłby być lepszy, gdyby zwiedzanie Wenecji nie wstrzymało mnie na tydzień z Ad infinitum Protasiuka. W związku z wyjazdem zarysowała się lekka przewaga Kindle'a; siedem z przeczytanych książek było w wersji elektronicznej. Jakościowo czerwcowe lektury raczej mnie nie powaliły - aż pięć z nich uważam za zwyczajnie słabe i będące stratą czasu - choć trafiła się perełka w postaci powieści Radka Raka i bardzo dobre teksty Rafała Dębskiego i Michała Protasiuka.Książka miesiąca: Radek Rak - Kocham cię, Lilith
Rozczarowanie miesiąca: Jakub Ćwiek - Kłamca 2,5. Machinomachia
środa, 18 czerwca 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #24
Zaczęły się Mistrzostwa Świata, więc wieczorami mentalnie przenoszę się do Brazylii i przestaję istnieć dla otoczenia, a tym samym ograniczam sobie czas na czytanie. Mimo wszystko, udało mi się w tym tygodniu przeczytać trzy książki: dwie sprawdzonych już autorów i jedną autorki, której twórczości postanowiłem dać szansę. Ponieważ zaś więcej tym razem czytałem w pracy niż w domu (patrz pierwsze zdanie), to i nieco więcej tym razem Kindle'a niż papieru. Ten stan się utrzyma przez najbliższe tygodnie, gdyż będę się urlopował. Widzimy się, jak wrócę.
61. Nowi ludzie - Rafał Kosik, Powergraph 2013
To dopiero druga książka Kosika spoza serii FNiN, po którą sięgnąłem. No i jest to porcja solidnych opowiadań z różnych dziedzin fantastyki, głównie SF. Najsłabiej do mnie przemówiły teksty najkrótsze, publikowane po raz pierwszy (Zastępniki, Najbardziej zbliżone określenie i Bar). Z drugiej strony, urzekło mnie opowiadanie Nowi ludzie, gdzie autor bawi się w czarnowidza i prezentuje zagrożenia, do jakich może prowadzić wszechobecna polityczna poprawność i bezmyślne wprowadzanie parytetów. Bardzo dobrze czytało mi się również otwierające zbiór Trzy cyfry, tysiąc kombinacji; pewnie dlatego, że uwielbiam postapokalipsę, a nieczęsto mam okazję ją spotykać. Ogólnie tom jest lepszy niż jego poprzednik, Obywatel, który się zawiesił.
62. Nomen omen - Marta Kisiel, Uroboros 2014 (Kindle)
Regułą się staje, że polska fantastyka pisana przez kobiety będzie należeć do urban fantasy. Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale stwierdziłem, że dam autorce szansę i zobaczę, na co ją stać. Niestety nie zachwyciłem się. Ot, taka sobie historia o człowieku, który wygrzebał się z grobu. W rolach głównych występują bohaterowie, których nijak nie potrafiłem polubić, mimo że są postaciami zdecydowanie pozytywnymi. Do tego potwornie męczy ich indolencja myślowa. Na plus natomiast zaliczam swobodny styl autorki, przez co książkę przeczytałem dość szybko, mimo mało porywającej fabuły. Doceniam też sprawne posługiwanie się humorem w narracji i dialogach.
63.Samsara. Na drogach, których nie ma - Tomek Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte 2010 (Kindle)
Jest to pierwsza książka napisana przez Tomka Michniewicza i trzecia, po którą sięgnąłem. Oczywiście, jak w poprzednich dwóch przypadkach, została mi on podsunięta podsunięta pod nos przez Żonę. Tym razem autor w towarzystwie znajomych przemierza południową i południowo-wschodnią Azję (od Nepalu po Singapur) w poszukiwaniu tamtejszych czarowników lub kogoś, kto może ich przypominać. Jest to świetny zapis podróży zorganizowanej samodzielnie; pokazuje on, z jakimi problemami należy się liczyć przy wyjazdach bez pośrednictwa biur podróży do słabo rozwiniętych krajów z całkowicie innego kręgu kulturalnego. Widać też, dlaczego zwiedzanie świata na własną rękę dostarcza większych wrażeń niż przy udziale pośredników.
61. Nowi ludzie - Rafał Kosik, Powergraph 2013
To dopiero druga książka Kosika spoza serii FNiN, po którą sięgnąłem. No i jest to porcja solidnych opowiadań z różnych dziedzin fantastyki, głównie SF. Najsłabiej do mnie przemówiły teksty najkrótsze, publikowane po raz pierwszy (Zastępniki, Najbardziej zbliżone określenie i Bar). Z drugiej strony, urzekło mnie opowiadanie Nowi ludzie, gdzie autor bawi się w czarnowidza i prezentuje zagrożenia, do jakich może prowadzić wszechobecna polityczna poprawność i bezmyślne wprowadzanie parytetów. Bardzo dobrze czytało mi się również otwierające zbiór Trzy cyfry, tysiąc kombinacji; pewnie dlatego, że uwielbiam postapokalipsę, a nieczęsto mam okazję ją spotykać. Ogólnie tom jest lepszy niż jego poprzednik, Obywatel, który się zawiesił.
62. Nomen omen - Marta Kisiel, Uroboros 2014 (Kindle)
Regułą się staje, że polska fantastyka pisana przez kobiety będzie należeć do urban fantasy. Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale stwierdziłem, że dam autorce szansę i zobaczę, na co ją stać. Niestety nie zachwyciłem się. Ot, taka sobie historia o człowieku, który wygrzebał się z grobu. W rolach głównych występują bohaterowie, których nijak nie potrafiłem polubić, mimo że są postaciami zdecydowanie pozytywnymi. Do tego potwornie męczy ich indolencja myślowa. Na plus natomiast zaliczam swobodny styl autorki, przez co książkę przeczytałem dość szybko, mimo mało porywającej fabuły. Doceniam też sprawne posługiwanie się humorem w narracji i dialogach.
63.Samsara. Na drogach, których nie ma - Tomek Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte 2010 (Kindle)
Jest to pierwsza książka napisana przez Tomka Michniewicza i trzecia, po którą sięgnąłem. Oczywiście, jak w poprzednich dwóch przypadkach, została mi on podsunięta podsunięta pod nos przez Żonę. Tym razem autor w towarzystwie znajomych przemierza południową i południowo-wschodnią Azję (od Nepalu po Singapur) w poszukiwaniu tamtejszych czarowników lub kogoś, kto może ich przypominać. Jest to świetny zapis podróży zorganizowanej samodzielnie; pokazuje on, z jakimi problemami należy się liczyć przy wyjazdach bez pośrednictwa biur podróży do słabo rozwiniętych krajów z całkowicie innego kręgu kulturalnego. Widać też, dlaczego zwiedzanie świata na własną rękę dostarcza większych wrażeń niż przy udziale pośredników.
środa, 11 czerwca 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #23
Trochę zwolniłem tempo i w tym tygodniu przeczytałem tylko dwie książki. Rower, PS3, The Big Bang Theory z Żoną i inne zajęcia sprawiają, że w domu czytam trochę mniej, a i w pracy jakoś mniej dyżurów niż poprzednio, a tym samym mniej przerw, które można urozmaicić lekturą. W każdym razie, nominacje do Zajdla wysłałem, obowiązek czytacza tym samym spełniając.
59. Duch Czasu 2 - Mirosław P. Jabłoński, Solaris 2013
Mogłem posłuchać Żony i przerwać czytanie gdzieś na pięćdziesiątej stronie, ale mój masochistyczny upór w doczytywaniu zaczętych książek do końca bez względu na to, jakimi są gniotami, nie pozwolił mi na to. W zasadzie mogę napisać te same uwagi, co przy notce o poprzedniej części, więc nie będę się powtarzał. Różnice? Zamiast efektu cieplarnianego panuje zlodowacenie. To raz. No i tym razem bohater zamiast dążenia do zoofilnego seksu z białą niedźwiedzicą chce dokonać aktu autokastracji w Górach Harzu w ramach krucjaty antymatriarchalnej. Dziękuję, więcej nie chcę.
60. Kocham cię, Lilith - Radek Rak, Prószyński i S-ka 2014 (Kindle)
W porównaniu z czytaną równolegle powieścią Jabłońskiego jest to przeciwny biegun, jeśli chodzi o jakość. Utwory Raka do tej pory fabularnie mnie nie porywały (miałem do tej pory na koncie tylko dwa opowiadania opublikowane w NF), ale za to powalały stylem i nastrojem. Tutaj również głównym plusem książki jest utworzony przez autora nastrój i oniryczne wizje, jakie przeżywa główny bohater, trzydziestoletni pensjonariusz sanatorium w Rymanowie-Zdroju. Bardzo wyraźne są nawiązania do Brunona Schulza. Sprawnie opisane zostały sprawy związane z uczuciowością i seksualnością bohatera; odniosłem wrażenie, że jest to mrugnięcie okiem do czytelnika pod hasłem "kiedyś to się w sanatoriach działo". Jestem ukontentowany warstwą artystyczną powieści, fabułę traktuję zaś jako coś dla tego utworu drugorzędnego.
59. Duch Czasu 2 - Mirosław P. Jabłoński, Solaris 2013
Mogłem posłuchać Żony i przerwać czytanie gdzieś na pięćdziesiątej stronie, ale mój masochistyczny upór w doczytywaniu zaczętych książek do końca bez względu na to, jakimi są gniotami, nie pozwolił mi na to. W zasadzie mogę napisać te same uwagi, co przy notce o poprzedniej części, więc nie będę się powtarzał. Różnice? Zamiast efektu cieplarnianego panuje zlodowacenie. To raz. No i tym razem bohater zamiast dążenia do zoofilnego seksu z białą niedźwiedzicą chce dokonać aktu autokastracji w Górach Harzu w ramach krucjaty antymatriarchalnej. Dziękuję, więcej nie chcę.
60. Kocham cię, Lilith - Radek Rak, Prószyński i S-ka 2014 (Kindle)
W porównaniu z czytaną równolegle powieścią Jabłońskiego jest to przeciwny biegun, jeśli chodzi o jakość. Utwory Raka do tej pory fabularnie mnie nie porywały (miałem do tej pory na koncie tylko dwa opowiadania opublikowane w NF), ale za to powalały stylem i nastrojem. Tutaj również głównym plusem książki jest utworzony przez autora nastrój i oniryczne wizje, jakie przeżywa główny bohater, trzydziestoletni pensjonariusz sanatorium w Rymanowie-Zdroju. Bardzo wyraźne są nawiązania do Brunona Schulza. Sprawnie opisane zostały sprawy związane z uczuciowością i seksualnością bohatera; odniosłem wrażenie, że jest to mrugnięcie okiem do czytelnika pod hasłem "kiedyś to się w sanatoriach działo". Jestem ukontentowany warstwą artystyczną powieści, fabułę traktuję zaś jako coś dla tego utworu drugorzędnego.
środa, 4 czerwca 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #22
Czytanie dwóch książek jednocześnie stało się regułą. W domu sięgam po papierowe wydania, do pracy zaś zabieram ze sobą Kindle'a i jakoś to leci. Sporo czasu ostatnio znalazłem, więc przeczytałem cztery lektury. Jeszcze tylko przebiję się przez drugi tom Ducha Czasu Mirosława P. Jabłońskiego i z czystym sumieniem mogę wysłać maila z nominacjami. Czerwiec zapowiada się na miesiąc pełen wrażeń: najpierw rocznica Ślubu, potem jedziemy się urlopować. Do przeczytania.
55. Arkadia - Iwona Michałowska, Videograf 2013 (Kindle)
W końcu nie zawiodłem się na książce, po którą sięgnąłem zachęcony pozytywną recenzją. Jest to postapokaliptyczna powieść (znaczna część lądów została zalana przez oceany, zasoby ropy naftowej się wyczerpały), której większość akcji rozgrywa się w kobiecym więzieniu. Wydarzenia toczą się spokojnie, w zasadzie można odnieść wrażenie, że przez cały czas niewiele się dzieje, ale w ogóle nie ujmuje to przyjemności z lektury. Utwór stara się odpowiedzieć na pytanie, czy warto grzebać we własnej przeszłości, kiedy ma się możliwość pozostawienia jej za sobą. Brawa należą się autorce za wprowadzenie mezaliansowego wątku miłosnego, wszystko z taktem i wyczuciem.
56. Swoją drogą - Tomek Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte 2014
Książka podsunięta przez Żonę. Opisuje trzy wyprawy Michniewicza w różne strony świata z osobami mu bliskimi. Z jednej strony pozwala zagłębić się w obce dla nas kultury: Pigmejów w Kamerunie, Arabów w Arabii Saudyjskiej i muzyków w Luizjanie i Missisipi. Autor prezentuje zjawiska dla ludzi z kultury europejskiej niezrozumiałe, ale które po przyjęciu lokalnego punktu widzenia zaczynają mieć sens. Na pewno warto spojrzeć na miejsca, które uznajemy za dzikie i barbarzyńskie z innej niż własna perspektywy. Wszystkie te relacje ozdobione zostały masą zdjęć. Z drugiej strony, jest to bardzo osobista książka o relacjach międzyludzkich, o tym, co chce się robić w życiu i co się robić powinno.
57. Piraci Północy. Bractwo - Dariusz Domagalski, Erica 2013 (Kindle)
Za mało się tu dzieje. Jest to pierwszy tom nowego cyklu Domagalskiego i efekt jest taki, że, gdyby porównać utwór do meczu piłkarskiego, drużyny dopiero co ustawiły się na boisku. Wszystkie wydarzenia opisane w tej powieści służą ustaleniu, kto po której stronie stoi i z kim się będzie bił. Lubię opowieści o piratach, więc nieźle mi się czytało historię o Klausie Störtebekerze, no ale problem polegał właśnie na tym, że jest to tylko początek czegoś większego. Nie zachwyca mnie też narracja autora: jeśli się przeczytało jeden opis jakiejś walki w wykonaniu Domagalskiego, to tak jakby się przeczytało wszystkie. Naprawdę ciężko znaleźć w nich istotne różnice. Sceny miłosne w wydaniu pornograficznym też nie są tym, co tygrysy lubią najbardziej, zwłaszcza, że utwór spokojnie by sobie bez nich poradził.
58. Kłamca 2,5. Machinomachia - Jakub Ćwiek, SQN 2014
O tym minizbiorze trzech opowiadań o Lokim wystarczy powiedzieć, że jest to dodatek do gry karcianej. Dwa pierwsze teksty, Handlarz snów i Swat nie wnoszą niczego nowego do cyklu o nordyckim bogu i są po prostu słabe. Sytuację ratuje ostatnie, najdłuższe opowiadanie pt. Machinomachia, które jest i ciekawe fabularnie, i oddaje charakterystyczne cechy pisarstwa Ćwieka. Niestety, jako całość książka nie broni się i sprawia wrażenie pisanej na kolanie, bo terminy goniły. No ale przynajmniej można zwołać kumpli i pograć w Kłamciankę.
Książka miesiąca: Tomek Michniewicz - Swoją drogą
Rozczarowanie miesiąca: Mario Puzo - Ostatni Don
55. Arkadia - Iwona Michałowska, Videograf 2013 (Kindle)
W końcu nie zawiodłem się na książce, po którą sięgnąłem zachęcony pozytywną recenzją. Jest to postapokaliptyczna powieść (znaczna część lądów została zalana przez oceany, zasoby ropy naftowej się wyczerpały), której większość akcji rozgrywa się w kobiecym więzieniu. Wydarzenia toczą się spokojnie, w zasadzie można odnieść wrażenie, że przez cały czas niewiele się dzieje, ale w ogóle nie ujmuje to przyjemności z lektury. Utwór stara się odpowiedzieć na pytanie, czy warto grzebać we własnej przeszłości, kiedy ma się możliwość pozostawienia jej za sobą. Brawa należą się autorce za wprowadzenie mezaliansowego wątku miłosnego, wszystko z taktem i wyczuciem.
56. Swoją drogą - Tomek Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte 2014
Książka podsunięta przez Żonę. Opisuje trzy wyprawy Michniewicza w różne strony świata z osobami mu bliskimi. Z jednej strony pozwala zagłębić się w obce dla nas kultury: Pigmejów w Kamerunie, Arabów w Arabii Saudyjskiej i muzyków w Luizjanie i Missisipi. Autor prezentuje zjawiska dla ludzi z kultury europejskiej niezrozumiałe, ale które po przyjęciu lokalnego punktu widzenia zaczynają mieć sens. Na pewno warto spojrzeć na miejsca, które uznajemy za dzikie i barbarzyńskie z innej niż własna perspektywy. Wszystkie te relacje ozdobione zostały masą zdjęć. Z drugiej strony, jest to bardzo osobista książka o relacjach międzyludzkich, o tym, co chce się robić w życiu i co się robić powinno.
57. Piraci Północy. Bractwo - Dariusz Domagalski, Erica 2013 (Kindle)
Za mało się tu dzieje. Jest to pierwszy tom nowego cyklu Domagalskiego i efekt jest taki, że, gdyby porównać utwór do meczu piłkarskiego, drużyny dopiero co ustawiły się na boisku. Wszystkie wydarzenia opisane w tej powieści służą ustaleniu, kto po której stronie stoi i z kim się będzie bił. Lubię opowieści o piratach, więc nieźle mi się czytało historię o Klausie Störtebekerze, no ale problem polegał właśnie na tym, że jest to tylko początek czegoś większego. Nie zachwyca mnie też narracja autora: jeśli się przeczytało jeden opis jakiejś walki w wykonaniu Domagalskiego, to tak jakby się przeczytało wszystkie. Naprawdę ciężko znaleźć w nich istotne różnice. Sceny miłosne w wydaniu pornograficznym też nie są tym, co tygrysy lubią najbardziej, zwłaszcza, że utwór spokojnie by sobie bez nich poradził.
58. Kłamca 2,5. Machinomachia - Jakub Ćwiek, SQN 2014
O tym minizbiorze trzech opowiadań o Lokim wystarczy powiedzieć, że jest to dodatek do gry karcianej. Dwa pierwsze teksty, Handlarz snów i Swat nie wnoszą niczego nowego do cyklu o nordyckim bogu i są po prostu słabe. Sytuację ratuje ostatnie, najdłuższe opowiadanie pt. Machinomachia, które jest i ciekawe fabularnie, i oddaje charakterystyczne cechy pisarstwa Ćwieka. Niestety, jako całość książka nie broni się i sprawia wrażenie pisanej na kolanie, bo terminy goniły. No ale przynajmniej można zwołać kumpli i pograć w Kłamciankę.
Podsumowanie maja
Maj to jedenaście książek (o dwie mniej niż rok temu), z czego rekordowe cztery zostały napisane przez reprezentantki płci pięknej. Czyli jednak kobiety pisują fantastykę; mniej niż mężczyźni, ale zawsze coś. Ważne, że stoi ona przeważnie na co najmniej przyzwoitym poziomie. Papier i e-booki idą łeb w łeb i taki stan prawdopodobnie się utrzyma dopóki mi się nie skończą książki na półkopodłodze (z przerwą na urlopy i delegacje).Książka miesiąca: Tomek Michniewicz - Swoją drogą
Rozczarowanie miesiąca: Mario Puzo - Ostatni Don
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































