wtorek, 1 sierpnia 2017

Przeczytane. Lipiec 2017

Nawet nieźle poszło w porównaniu z poprzednimi miesiącami. Sześć książek przeczytałem, napoczętych mam kolejne dziesięć (sporo zasobów czasowych poświęcają starcia z Pismem Św.), z których połowę powinienem spokojnie skończyć w sierpniu. Wersje papierowe i elektroniczne książek rozkładają się równomiernie, bo ostatnio zadziwiająco dużo rzeczy kupiłem pod postacią martwego drzewa. Trochę martwi mnie fakt, że próbuję być na bieżąco z nowościami, a nie przybywa mi przeczytanych pozycji wśród zalegających w mieszkaniu stert książek. Muszę się bardziej postarać, ale to chyba dopiero w tedy się uda, jak dzieci podrosną.

30. Idź i czekaj mrozów - Marta Krajewska, Genius Creations 2016 (Kindle)

Nie zdążyłem przeczytać tej książki przed nominowaniem do Nagrody Zajdla, a że nominację i tak dostała, to uzupełniam braki przed polconowym głosowaniem. Autorkę znałem wcześniej z bardzo dobrych opowiadań osadzonych w realiach wiejsko-słowiańskiego fantasy, byłem więc mocno zainteresowany tym, jak sobie poradziła w długiej formie. No i wyszło jej całkiem fajnie. Krajewska sprawnie opisuje życie wioski gdzieś na odludziu, pokazuje lokalne zwyczaje i wierzenia i opowiada, w jaki sposób realizuje się pewna przepowiednia, w którą nikt już na dobrą sprawę nie wierzy. Niestety mój zachwyt został stonowany przez trzy niespodziewane słowa: "Koniec tomu pierwszego". Naprawdę tak trudno napisać książkę w jednym tomie? Na pięciuset stronach można przecież zmieścić całkiem rozbudowaną fabułę.

31. Dobro złem czyń - antologia, Genius Creations 2017

Antologia ta jest wynikiem jakiegoś konkursu zorganizowanego przez wydawnictwo Genius Creations. Ponieważ pisać nie umiem i konkursów literackich nie śledzę, nie miałem pojęcia, że coś takiego się odbywa. No i jak można się spodziewać, nazwiska autorów startujących w zawodach nie są jakoś bardziej znane, co nie znaczy, że stworzone przez nich teksty są niskiej jakości. Ja kupiłem tę książkę ze względu na dwa opowiadania Magdaleny Kucenty, obecnie drugi rok z rzędu nominowanej do Nagrody Zajdla, i nie zawiodłem się na niej, zwłaszcza na Algorytmie mniejszego zła, gdzie poruszany jest temat śmierci niewinnych i cudownych wskrzeszeń grzeszników. Drugi jej tekst, Papierowe dusze to z kolei ciekawe cyberpunkowe opowiadanie, które dzięki pytaniom o to, czym jest rzeczywistość, nasuwa pewne skojarzenia z pisarstwem Dicka. Spośród autorów znany mi jest jeszcze Istvan Vizvary, którego twórczość poznałem w fantastycznych czasopismach. Tutaj napisał interesujące, choć mało dynamiczne urban fantasy, o dokonującym aktów zemsty ekspresie do kawy... W sumie zebrano tu dziesięć niezbyt długich opowiadań, którym warto poświęcić nieco czasu.

32. Trzy stygmaty Palmera Eldritcha - Philip K. Dick, Rebis 2012

Czasem Syn przytaszczy jakąś książkę, którą znajdzie na mojej półce i domaga się przeczytania. Jakiś czas temu przyniósł mi Trzy stygmaty Palmera Eldritcha (a potem jeszcze Hyperiona i Obcego w obcym kraju, które czekają na swoją kolej - dobry gust ma młodzieniec). Tym razem Dick porusza temat kontaktu z obcymi, ale takimi zupełnie innymi od nas, których nie jesteśmy w stanie w żaden sposób zrozumieć (podobny zabieg zastosował Lem w Solaris, ukazując Ocean, choć jego wytwór był bardziej namacalny niż Dickowscy mieszkańcy Proximy Centauri). Jak zwykle w twórczości Dicka, tak i tutaj istotną rolę odgrywają narkotyki. W pewnym momencie nawet ciężko się zorientować, które wydarzenia są rzeczywiste, a które to halucynacje wywołane zażywaniem używki. Klasyczny Dick, krótko mówiąc.

33. Wojny przestrzeni - Paweł Majka, Genius Creations 2017 (Kindle)

Kontynuacja rewelacyjnego Pokoju światów i bardzo dobra opowieść o zemście i rywalizacji potrafiącej przekroczyć grób. Nie wywołała ona u mnie może efektu opadającej szczęki, jak pierwsza część, ale Majka po raz kolejny pokazał, ze pisać umie dobrze. Fabuła jest zdecydowanie bardziej rozbudowana, tym razem mamy trzy główne wątki, które splatają się w finale: pierwszy rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach z Pokoju światów, drugi jakieś dwa stulecia później, a trzeci na płótnach obrazów, gdzie dzięki zastosowaniu magii ludzie mogli kontynuować życie po swojej ziemskiej śmierci (świetny pomysł swoją drogą). Co ważne, można czytać tę powieść nie znając poprzedniej części, choć zapewne parę smaczków takiemu czytelnikowi umknie. Dla tych, co nie czytali odpowiedniej notki z 2014 roku małe przypomnienie: mamy świat, w którym Marsjanie najechali Ziemię w czasie wielkiej wojny używając broni, która powołała do życia istoty z wierzeń u legend, a tym samym zmieniła bieg znanej nam historii. Od pewnego czasu trwa jednak pokój i, choć intencje kosmitów nie są znane, udaje się żyć z nimi w zgodzie. W takiej scenerii główny bohater podąża ścieżką zemsty, próbując ukarać tych, którzy skrzywdzili jego rodzinę (powtórzę się: oklepane, ale sprawnie poprowadzone). Akt zemsty w Wojnach przestrzeni ma się ku końcowi, ale i tak trzeba ponad sześciuset stron, że by dowiedzieć się, jaki będzie finał tej historii. Polecam.

34. Człowiek, który spadł na Ziemię - Walter Tevis, MAG 2017

A to z kolei przykład, jak można zamknąć ciekawą fabułę na niespełna dwustu stronach. Jest to historia pewnego kosmity, który przybywa na Ziemię, aby uratować swoich pobratymców pozostawionych na rodzimej planecie. Fabuła jest mało skomplikowana, ale zawiera kilka ciekawych zwrotów akcji. Miło było stwierdzić, że mimo powstania w latach 60. ubiegłego stulecia książka w ogóle się nie zestarzała. Zresztą, jak może się zestarzeć powieść o zbieraniu funduszy na ściśle określony cel i podejmowanych próbach osiągnięcia go, kiedy świat niekoniecznie chce współpracować. Naprawdę żałuję, że mam tak duże braki w klasycznej SF.

35. Siła niższa - Marta Kisiel, Uroboros 2016 (Kindle)

A to dostało nominację do Nagrody Zadla, więc postanowiłem przeczytać przed Polconem. Jest to solidna humorystyczna powieść zaczynająca się mniej więcej tam, gdzie skoczyło się Dożywocie. Ciekawie wykreowani, wyraziści bohaterowie (uszczuplona menażeria z poprzedniego tomu uzupełniona zostaje przez rubasznego współczesnego wikinga, Tura, i będącego wrzodem na czterech literach anioła stróża, Tsadkiela), zabawne dialogi, trochę zbyt ciapowaty protagonista... No i co najciekawsze, Kisiel pokazuje, że fabuła nie musi polegać na ratowaniu świata (choćby w skali mikro), żeby powstała z niej ciekawa powieść. Tutaj wszystko dotyczy codziennego życia bohaterów. I tak jest dobrze.

Rozgrzebane:
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (skończyłem Księgę Mądrości; mam nadzieję, że w sierpniu zacznę Ezechiela)
- Dan Simmons - Drood (ruszyłem z tym i jestem w jednej trzeciej)
- Jakub Ćwiek - Grimm City. Bestie (tu raptem prolog przeczytałem)
- Marcin Podlewski - Głębia. Napór (podobnie jak z Kubą Ćwiekiem - jeden rozdział przeczytany)
- Michał Cholewa - Echa (i jeszcze raz - jedno opowiadanie skończone)
- Krzysztof Haladyn - Na skraju Strefy. Tom 1 (powtarzam się - skończyłem pierwszy rozdział)
- antologia - Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu 2016 (jedno zajdlowe opowiadanie za mną, jestem w trakcie drugiego)
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki (bez większych zmian - trzecią bajkę kończę)
- Roald Dahl - Fantastyczy pan lis (już prawie skończyłem)
- Maria Szarf - Reksio. Dobranocka wszech czasów (jestem w połowie)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz