Mieliśmy być w Japonii, ale problemy zdrowotne (niezwiązane z koronawirusem) sprawiły, że zostaliśmy w Polsce. Część urlopu wykorzystaliśmy, włócząc się po okolicach Wisły, ale potem zaczęło się zamykanie wszystkiego i trzeba było wrócić do domu. W tych okolicznościach przyrody udało mi się trochę przeczytać, ale wiadomo - siedząc w domu z dziećmi za dużo lektur się nie ruszy. W każdym razie staram się powoli przebijać się przez kolejne strony książek...
19. O włos od piwa - Eugeniusz Dębski, Fabryka Słów 2005
W ramach czytania książek, które kupiłem przed potopem i zakopałem w pudle z braku miejsca na półkach, sięgnąłem po pierwszy wydany przez Fabrykę Słów zbiór opowiadań o xameleonie Hondelyku i jego wiernym kompanie Cadronie. Wcześniej z cyklu poświęconego tym bohaterom czytałem tylko Tropem Xameleona z początków działalności lubelskiego wydawnictwa i wspominam tę lekturę całkiem przyjemnie (choć fakt, że byłem wtedy jakieś osiemnaście lat młodszy, może mieć wpływ na jej odbiór). Dziś, czytając nieco starsze teksty Eugeniusza Dębskiego, daleki jestem od entuzjazmu i zachwytu, ale z drugiej strony nie odczuwam też braku jakości tych opowiadań. Dostałem garść przyjemnych, dość krótkich tekstów (raptem jeden ma nieco ponad sto stron), gdzie trochę szydzi się z wiedźmina, bohaterowie co i rusz pakują się w jakieś tarapaty i tworzą całkiem wesołą kompanię w świecie, który jest dość ponury. Biorąc pod uwagę posuchę, jaka panowała w polskiej fantasy ćwierć wieku temu, kiedy ukazywały się pierwsze opowiadania o Hondelyku, z pewnością były one czymś ciekawym. I dziś warto po nie sięgnąć. Po pierwsze dla czystej rozrywki, po drugie z potrzeby szybkiego pochłonięcia łatwo przyswajalnej lektury i po trzecie, żeby przekonać się, jakie fantasty pisano w zamierzchłych już czasach, jeśli nie było się Sapkowskim.
20. Ostatnie namaszczenie - Krzysztof Haladyn, Fabryka Słów 2019
Tak sobie sięgnąłem po tę książkę w ramach sprawdzania, co też mniej popularni autorzy ciekawego stworzyli, bo a nuż trafi się jakaś perełka przed zgłoszeniem nominacji do Zajdla i Żuławskiego. Perełką Ostatnie namaszczenie zdecydowanie nie jest, ale przynajmniej powieść ta stanowi kawał przyzwoitej literatury. Mamy drugą wojnę światową, Sowieci przy pomocy magicznych rytuałów stworzyli superżołnierzy, z którymi wszelkimi środkami próbuje walczyć oddział polskich partyzantów. Pozostaje pytanie, czy warto walczyć o ojczyznę za cenę własnej duszy. Jest to ciekawie napisana, brutalna powieść, gdzie autor nie cacka się z bohaterami. A ci są ludźmi z krwi i kości: mają jakąś przeszłość, dają się lubić (lub nie lubić w niektórych przypadkach) i można poczuć żal, kiedy na stałe opuszczają karty powieści. Rzecz jest zdecydowanie warta przeczytania, zwłaszcza teraz, kiedy z powodu pandemii trzeba siedzieć w domu.
21. Chile południowe. Tysiąc niespokojnych wysp - Magdalena Bartczak, MUZA 2019 (Kindle)
Oj, długo męczyłem tę książkę. Zabrałem się za nią, bo była promowana w którymś z podróżniczych czasopism, a ja zawsze jestem łasy na teksty o dalekich krainach. No i tak autorka sobie pisze o ludach i ludziach zamieszkujących koniec świata, czyli południową część Chile, skąd bliżej nieraz na Antarktydę, a zawsze do sąsiedniej Argentyny niż do stolicy kraju Santiago. Jest tu sporo historii, często brutalnej i bolesnej, bo przecież swoje piętno odcisnęli tu konkwistadorzy, a jakiś czas później niebiosa pokarały ten "długi" kraj Pinochetem. Dużo tu słów pada o utracie własnej kultury, bo wszystko musiało stać się chilijskie. Autorka porusza interesujące tematy, stara się je badać i drążyć - i o ile z tekstu można faktycznie sporo informacji wydobyć, to trochę Magdalenie Bartczak brakuje umiejętności gawędziarskich. Ale dla walorów merytorycznych warto po tę książkę sięgnąć (choć redaktor lub korektor mógł wyłapać potknięcie dotyczące finału piłkarskich mistrzostw świata z 1978 roku: Argentyna pokonała w nim Holandię, a nie Belgię).
Paski postępu:
Paweł Kardasz - Safari. Zapiski przewodnika karawan - 60%
Jakub Ćwiek - Stróże 2. Brudnopis Boga - 60%
Aneta Jadowska - Diabelski Młyn - 55%
Dave Hutchinson - Europa jesienią - 54%
John Ronald Reuel Tolkien - Upadek Gondolinu - 45%
Margaret Atwood - Opowieść Podręcznej - 44%
Aleksandra Michta-Juntunen - Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki - 44%
Marcin Wolski - Powtórka z rozgrywki - 39%
antologia - Dragoneza - 37%
Jacek Inglot - Operacja "Komendant" - 37%
Paweł Goźliński - Akan - 33%
Lucy i Stephen Hawking - George i tajny klucz do Wszechświata - 33%
Andrzej Pilipiuk - Wilcze leże - 32%
Michał Milczarek - Donikąd. Podróże na skraj Rosji - 32%
Martyna Raduchowska - Fałszywy Pieśniarz - 31%
Marek Tomalik - Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia - 30%
Antoni Ferdynand Ossendowski - Gasnące ognie - 29%
Jarosław Kret - W Ziemi Świętej - 28%
Hal Duncan - Welin - 28%
antologia - Umieranie to parszywa robota - 25%
Andrej Bán - Słoń na Zemplinie - 24%
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dębski E.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dębski E.. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 marca 2020
sobota, 7 października 2017
Przeczytane. Wrzesień 2017
Pierwszy miesiąc od kiedy posiadam Kindle'a, kiedy wszystkie przeczytane książki były w formie papierowej. Selekcji lektur dokonywałem głównie pod kątem kolejnych Zajdli, przy czym oprócz tegorocznej fantastyki sięgnąłem również po poprzednie tomy rzeczy, które się w tym roku ukazały. Jak zwykle w tym roku, wynik byłby o wiele bardziej okazały, gdybym nie czytał intensywnie Pisma świętego (skończyłem Stary Testament, powinienem więc spokojnie dotrzeć w tym roku do końca). Zapraszam do lektury.
41. Tamta strona świata - Eugeniusz Dębski, Fabryka Słów 2008
Z cyklu o Owene Yatesie Dębskiego czytałem do tej pory wyłącznie Władców nocy, złodziei snów, które paręnaście lat temu trafiło w mój gust. Pozostałe tomy od dłuższego czasu zalegały mi w mieszkaniu, aż w końcu zdecydowałem się sięgnąć po pierwszy z nich. Otrzymałem fajną powieść kryminalną, osadzoną w niedalekiej przyszłości, z cynicznym detektywem w roli głównej. Tenże detektyw, otrzymując zlecenie, wplątuje się w aferę, która zdaje się go przerastać - ostatecznie do rozwiązania sprawy nie wykorzystuje Holmesowskiej dedukcji, ale raczej wyjaśnienie samo na niego spada poprzez działania jego antagonistów. Na początku znajduje się cytat z Raymonda Chandlera, więc może taki jest sposób prowadzenia fabuły przez twórcę detektywa Marlowa, z którego zaczerpnąć postanowił Dębski - nie wiem, doba jest niestety za krótka, żebym i po Chandlera sięgnął (choć kusi mnie, przyznać muszę). Samo wyjaśnienie sprawy tajemniczych śmierci ludzi, którym w pewnym momencie całkowicie zmieniły się osobowości, nie jest tym, czego się spodziewałem, ale to chyba można potraktować jako zaletę, jeśli mówimy o kryminale.
42. Różaniec - Rafał Kosik, Powergraph 2017
Długo trzeba było czekać na kolejną dorosłą powieść Kosika. Na szczęście lata pracy nad nią przeplatane kolejnymi tomami Felixa, Neta i Niki i Amelii i Kuby nie poszły na marne, bo do rąk dostałem rewelacyjną socjologiczną SF. Z początku wydaje się, że akcja toczy się w przyszłej wersji znanego nam świata, gdzie zachowanie ludzi jest monitorowane przez g.A.I.a, czyli program komputerowy, mający na celu wyliczanie, jak bardzo zwiększa się szansa, że ktoś popełni przestępstwo. A kiedy szansa na to jest już odpowiednio duża, taki obywatel zostaje prewencyjnie usunięty ze społeczeństwa. Później dowiadujemy się, że poszczególne miasta zostały wystrzelone w kosmos i orbitują dookoła Słońca. Kreacja świata trochę pachnie Orwellem, trochę Raportem mniejszości Dicka, a trochę Zajdlem w kwestii tego, jak łatwo z układu mogłoby się wydawać idealnego robi się dystopia. A kiedy wydaje się, że wiadomo już, o co chodzi, bo Kosik rzuca czytelnikowi wyraźne ślady, okazuje się, że powieść ma też drugie i trzecie, i czwarte dno. Świetna lektura.
43. Na skraju Strefy. Tom 1 - Krzysztof Haladyn, Fabryka Słów 2016
Tym razem do czarnobylskiej Zony postanowiłem zajrzeć razem z Krzysztofem Haladynem. Ten się przynajmniej przyznaje, że to, co napisał, to zaledwie pierwszy tom dłuższej historii. A jest to opowieść o żołnierzu kompanii karnej, który zmuszony jest uciec ze swojej jednostki i zaszyć się w Zonie. Początkowo jest typowym świeżakiem, który nie przeżyłby w strefie pięciu minut, ale potem bardzo szybko (moim zdaniem nieco za szybko) zdobywa doświadczenie i potrafi sobie poradzić z wieloma problemami. Fabuła jest zadaniowa, czyli idziemy z punktu A do B, żeby wykonać jakąś misję, potem do C i do D, bo okoliczności tego wymagają. Nie jest to zbyt skomplikowane, ale widać, że autor czuje teren, w którym się porusza i wszystko wydaje się mieć ręce i nogi; no i w końcu to ma być lekka lektura dla zrelaksowania się, a nie ciężkostrawne coś do wysilania mózgownicy. W tej kategorii powieść się bardzo dobrze sprawdza.
44. Grimm City. Bestie - Jakub Ćwiek, SQN 2017
Ćwiek za każdym razem urzeka mnie swoją umiejętnością sięgania do popkultury i przetwarzania jej w celu tworzenia ciekawych fabuł. Po raz drugi już w cyklu Grimm City dostajemy kryminał ociekający wprost klimatem noir i pełny odniesień do baśni braci Grimm (wszak sam tytuł mówi, skąd autor wyciąga motywy). Od razu przed oczami pojawiają się panowie w fedorach, próbujący rozwikłać ponure sprawy pośród rodów mafijnych i wszechobecnej korupcji. Tutaj takie dochodzenia są dwa - wydają się niezależne, jedno jest na ustach wszystkich, a drugim nikt poza detektywem je rozwiązującym się nie przejmuje, ale Ćwiek cały czas sugeruje, że są one ze sobą powiązane. Jak? Do tego już trzeba przeczytać książkę. Mnie rozwiązanie obu spraw zaskoczyło i, choć przez moment kręciłem nosem na to, co Kuba zaproponował, ostatecznie uznałem, że z premedytacją zakończył powieść w ten sposób.
45. Nocarz - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2015
Głośna swego czasu w fandomie (nocarzy na kowentach było sporo) powieść Magdaleny Kozak opowiadająca o wampirzej komórce w ABW, po którą w końcu sięgnąłem z okazji wydania ostatnio przez autorkę czwartego tomu. Dobrze się to czyta - szybka akcja, dobrze pokazana ewolucja protagonisty od ignoranta przez świeżaka po pełnokrwistego agenta. Niestety znajomość tytułu drugiego tomu sprawiła, że wiedziałem, jak się Nocarz skończy, ale i bez tego łatwo można zakończenie przewidzieć (choć sposób, w jaki do niego dojdzie już nie koniecznie), bo zdanie, że żaden nocarz nigdy nie zdradził pojawia się w powieści zbyt często. Widać też, że utwór ten od początku był pomyślany jako pierwszy tom większej całości i pozostawił mnie z silną chęcią dowiedzenia się, jakie będą dalsze losy Vespera, a to już jest spora zaleta książki.
46. Poczytaj mi, mamo. Księga siódma - antologia, Nasza Księgarnia 2016
Miałem w planach najpierw czytać szóstą część tego cyklu, ale Syn rzekł "Tata poczyta fioletową książeczkę", więc sięgnąłem od razu po księgę siódmą. Prawdę mówiąc, zawiodłem się. Nie ma tu niczego, co by na dłużej przykuło moją uwagę, idei stojącej za niektórymi z dziesięciu zebranych tu tekstów czasami nie rozumiem - nie wiem, co autorzy chcieli przekazać młodemu czytelnikowi (tutaj prym wiedzie opowiadanie Ten dziwny Eryk). Na szczęście trafiły się też dobre opowiadanka, jak na przykład Legenda o tarczy i mieczu Hanny Łochockiej z ilustracjami bardzo przeze mnie cenionej Anny Stylo-Ginter. Innym solidnym punktem tej książki jest tekst Samo się Jadwigi Jasny-Mazurek, które uczy odpowiedzialności za własne działania już w bardzo młodym wieku. Mimo tych nielicznych pozytywów, odniosłem wrażenie, że najlepsze teksty będące w dyspozycji Naszej Księgarni znalazły się w pierwszych tomach serii. Szkoda.
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
- Dan Simmons - Drood
- antologia - Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu
- Tony Halik - 180 000 kilometrów przygody
- Jan Gać - Tu mieszkali Guaranie
- Aneta Jadowska - Akuszer bogów
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- Madhur Jaffrey - Wśród mangowych drzew
- Vladimir Wolff - Czas odkupienia
- Michał Gołkowski - Stalowe szczury. Königsberg
- Robert Silverberg - Skrzydła nocy
- David Mitchell - Atlas Chmur
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni
41. Tamta strona świata - Eugeniusz Dębski, Fabryka Słów 2008
Z cyklu o Owene Yatesie Dębskiego czytałem do tej pory wyłącznie Władców nocy, złodziei snów, które paręnaście lat temu trafiło w mój gust. Pozostałe tomy od dłuższego czasu zalegały mi w mieszkaniu, aż w końcu zdecydowałem się sięgnąć po pierwszy z nich. Otrzymałem fajną powieść kryminalną, osadzoną w niedalekiej przyszłości, z cynicznym detektywem w roli głównej. Tenże detektyw, otrzymując zlecenie, wplątuje się w aferę, która zdaje się go przerastać - ostatecznie do rozwiązania sprawy nie wykorzystuje Holmesowskiej dedukcji, ale raczej wyjaśnienie samo na niego spada poprzez działania jego antagonistów. Na początku znajduje się cytat z Raymonda Chandlera, więc może taki jest sposób prowadzenia fabuły przez twórcę detektywa Marlowa, z którego zaczerpnąć postanowił Dębski - nie wiem, doba jest niestety za krótka, żebym i po Chandlera sięgnął (choć kusi mnie, przyznać muszę). Samo wyjaśnienie sprawy tajemniczych śmierci ludzi, którym w pewnym momencie całkowicie zmieniły się osobowości, nie jest tym, czego się spodziewałem, ale to chyba można potraktować jako zaletę, jeśli mówimy o kryminale.
42. Różaniec - Rafał Kosik, Powergraph 2017
Długo trzeba było czekać na kolejną dorosłą powieść Kosika. Na szczęście lata pracy nad nią przeplatane kolejnymi tomami Felixa, Neta i Niki i Amelii i Kuby nie poszły na marne, bo do rąk dostałem rewelacyjną socjologiczną SF. Z początku wydaje się, że akcja toczy się w przyszłej wersji znanego nam świata, gdzie zachowanie ludzi jest monitorowane przez g.A.I.a, czyli program komputerowy, mający na celu wyliczanie, jak bardzo zwiększa się szansa, że ktoś popełni przestępstwo. A kiedy szansa na to jest już odpowiednio duża, taki obywatel zostaje prewencyjnie usunięty ze społeczeństwa. Później dowiadujemy się, że poszczególne miasta zostały wystrzelone w kosmos i orbitują dookoła Słońca. Kreacja świata trochę pachnie Orwellem, trochę Raportem mniejszości Dicka, a trochę Zajdlem w kwestii tego, jak łatwo z układu mogłoby się wydawać idealnego robi się dystopia. A kiedy wydaje się, że wiadomo już, o co chodzi, bo Kosik rzuca czytelnikowi wyraźne ślady, okazuje się, że powieść ma też drugie i trzecie, i czwarte dno. Świetna lektura.
43. Na skraju Strefy. Tom 1 - Krzysztof Haladyn, Fabryka Słów 2016
Tym razem do czarnobylskiej Zony postanowiłem zajrzeć razem z Krzysztofem Haladynem. Ten się przynajmniej przyznaje, że to, co napisał, to zaledwie pierwszy tom dłuższej historii. A jest to opowieść o żołnierzu kompanii karnej, który zmuszony jest uciec ze swojej jednostki i zaszyć się w Zonie. Początkowo jest typowym świeżakiem, który nie przeżyłby w strefie pięciu minut, ale potem bardzo szybko (moim zdaniem nieco za szybko) zdobywa doświadczenie i potrafi sobie poradzić z wieloma problemami. Fabuła jest zadaniowa, czyli idziemy z punktu A do B, żeby wykonać jakąś misję, potem do C i do D, bo okoliczności tego wymagają. Nie jest to zbyt skomplikowane, ale widać, że autor czuje teren, w którym się porusza i wszystko wydaje się mieć ręce i nogi; no i w końcu to ma być lekka lektura dla zrelaksowania się, a nie ciężkostrawne coś do wysilania mózgownicy. W tej kategorii powieść się bardzo dobrze sprawdza.
44. Grimm City. Bestie - Jakub Ćwiek, SQN 2017
Ćwiek za każdym razem urzeka mnie swoją umiejętnością sięgania do popkultury i przetwarzania jej w celu tworzenia ciekawych fabuł. Po raz drugi już w cyklu Grimm City dostajemy kryminał ociekający wprost klimatem noir i pełny odniesień do baśni braci Grimm (wszak sam tytuł mówi, skąd autor wyciąga motywy). Od razu przed oczami pojawiają się panowie w fedorach, próbujący rozwikłać ponure sprawy pośród rodów mafijnych i wszechobecnej korupcji. Tutaj takie dochodzenia są dwa - wydają się niezależne, jedno jest na ustach wszystkich, a drugim nikt poza detektywem je rozwiązującym się nie przejmuje, ale Ćwiek cały czas sugeruje, że są one ze sobą powiązane. Jak? Do tego już trzeba przeczytać książkę. Mnie rozwiązanie obu spraw zaskoczyło i, choć przez moment kręciłem nosem na to, co Kuba zaproponował, ostatecznie uznałem, że z premedytacją zakończył powieść w ten sposób.
45. Nocarz - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2015
Głośna swego czasu w fandomie (nocarzy na kowentach było sporo) powieść Magdaleny Kozak opowiadająca o wampirzej komórce w ABW, po którą w końcu sięgnąłem z okazji wydania ostatnio przez autorkę czwartego tomu. Dobrze się to czyta - szybka akcja, dobrze pokazana ewolucja protagonisty od ignoranta przez świeżaka po pełnokrwistego agenta. Niestety znajomość tytułu drugiego tomu sprawiła, że wiedziałem, jak się Nocarz skończy, ale i bez tego łatwo można zakończenie przewidzieć (choć sposób, w jaki do niego dojdzie już nie koniecznie), bo zdanie, że żaden nocarz nigdy nie zdradził pojawia się w powieści zbyt często. Widać też, że utwór ten od początku był pomyślany jako pierwszy tom większej całości i pozostawił mnie z silną chęcią dowiedzenia się, jakie będą dalsze losy Vespera, a to już jest spora zaleta książki.
46. Poczytaj mi, mamo. Księga siódma - antologia, Nasza Księgarnia 2016
Miałem w planach najpierw czytać szóstą część tego cyklu, ale Syn rzekł "Tata poczyta fioletową książeczkę", więc sięgnąłem od razu po księgę siódmą. Prawdę mówiąc, zawiodłem się. Nie ma tu niczego, co by na dłużej przykuło moją uwagę, idei stojącej za niektórymi z dziesięciu zebranych tu tekstów czasami nie rozumiem - nie wiem, co autorzy chcieli przekazać młodemu czytelnikowi (tutaj prym wiedzie opowiadanie Ten dziwny Eryk). Na szczęście trafiły się też dobre opowiadanka, jak na przykład Legenda o tarczy i mieczu Hanny Łochockiej z ilustracjami bardzo przeze mnie cenionej Anny Stylo-Ginter. Innym solidnym punktem tej książki jest tekst Samo się Jadwigi Jasny-Mazurek, które uczy odpowiedzialności za własne działania już w bardzo młodym wieku. Mimo tych nielicznych pozytywów, odniosłem wrażenie, że najlepsze teksty będące w dyspozycji Naszej Księgarni znalazły się w pierwszych tomach serii. Szkoda.
- Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu
- Dan Simmons - Drood
- antologia - Na nocnej zmianie. Pióra Falkonu
- Tony Halik - 180 000 kilometrów przygody
- Jan Gać - Tu mieszkali Guaranie
- Aneta Jadowska - Akuszer bogów
- Charlaine Harris - Martwy aż do zmroku
- Madhur Jaffrey - Wśród mangowych drzew
- Vladimir Wolff - Czas odkupienia
- Michał Gołkowski - Stalowe szczury. Königsberg
- Robert Silverberg - Skrzydła nocy
- David Mitchell - Atlas Chmur
- Jan Brzechwa - Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Bajki
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni
czwartek, 15 stycznia 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #2
Tempo czytania nieco wzrosło w stosunku do poprzedniego tygodnia. Ponieważ w tym roku postanowiłem czytać naprzemiennie książki papierowe i elektronicznie (za wyjątkiem wyjazdów, gdzie ograniczam się do zabierania ze sobą Kindle'a), dwie lektury były przeznaczone na czytnik, a jedną wykonano z martwego drzewa.
2. Straż! Straż! - Terry Pratchett, Próśzyński i S-ka 2011 (Kindle)
Czytanie jednego tomu Świata Dysku miesięcznie sprawia, że jak na razie nie mam przesytu cyklem Pratchetta. Ktoś kiedyś powiedział mi, że najlepsze są części poświęcone straży miejskiej Ankh-Morpork i przyznać muszę, że początek tego podcyklu dobrze rokuje na przyszłość. Pratchettowi udało się świetnie wykreować postacie Marchewy Żelaznywładssona i Vimesa, przybliża też znane z wcześniejszych publikacji osoby patrycjusza i bibliotekarza; zwłaszcza za poświęcenie większej ilości miejsca temu ostatniemu należą mu się brawa. Fabuła jest całkiem przyzwoita, choć, jak to u Pratchetta bywa, monumentalnością nie grzeszy: ktoś przywołuje smoka, aby osiągnąć swój tajemniczy cel, a dzielni i sprytni strażnicy muszą się z tym wszystkim uporać. Rozczarowuje jedynie rozwiązanie problemu przerośniętej i latającej jaszczurki.
3. Gra anioła - Carlos Ruiz Zafón, Muza 2008
Jest to drugi tom cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek podrzucony mi do przeczytania przez Żonę. Zafón znów ukazuje malowniczy, oniryczny obraz Barcelony, po raz kolejny zanurza się w świat książek i pokazuje, jak mogą one wpłynąć na życie człowieka. Gra anioła wciąga w wir wydarzeń wolniej niż Cień wiatru, ale i tak jest zajmującą lekturą. Młody pisarz, który ma dość chałturzenia dla niekompetentnych pracodawców spotyka się z tajemniczym wydawcą, co znacząco zmienia jego życie i wpływa na ludzi go otaczających. Gdzieś w tle pobrzmiewa wątek fantastyczny, który w przypadku tej lektury mógłby zostać spokojnie pominięty. Nastrój tajemnicy i tak by się nie ulotnił.
4. Dwudziesta trzecia - Beata i Eugeniusz Dębscy, Rebis 2014 (Kindle)
Zasugerowałem się nazwiskiem autorów, myśląc, że jest to powieść fantastyczna, i sięgnąłem po nią pod kątem nominacji do Nagrody Zajdla, a okazało się, że dostałem normalny kryminał. Kryminał nietypowy, bo od początku wiadomo, kto zabił, a jedyną kwestią sporną jest, czy detektywowi uda się sprawcę złapać i udowodnić mu winę. Dochodzenie jest przedstawione raczej sprawnie, ale zdarzało mi się, że gubiłem się w tekście, tak jakby pewien fragment został wycięty albo autor zbyt szybko przeskoczył do innego wątku śledztwa. Niepotrzebne wydają mi się natomiast trzy rozdziały, w których morderca torturuje swoją ofiarę: nic z nich nie wynika poza tym, że ukazane zostają bestialstwo i brutalność sprawcy.
W tym tygodniu ponownie uruchomiłem sprzedaż książek (i nie tylko) na Allegro.
2. Straż! Straż! - Terry Pratchett, Próśzyński i S-ka 2011 (Kindle)
Czytanie jednego tomu Świata Dysku miesięcznie sprawia, że jak na razie nie mam przesytu cyklem Pratchetta. Ktoś kiedyś powiedział mi, że najlepsze są części poświęcone straży miejskiej Ankh-Morpork i przyznać muszę, że początek tego podcyklu dobrze rokuje na przyszłość. Pratchettowi udało się świetnie wykreować postacie Marchewy Żelaznywładssona i Vimesa, przybliża też znane z wcześniejszych publikacji osoby patrycjusza i bibliotekarza; zwłaszcza za poświęcenie większej ilości miejsca temu ostatniemu należą mu się brawa. Fabuła jest całkiem przyzwoita, choć, jak to u Pratchetta bywa, monumentalnością nie grzeszy: ktoś przywołuje smoka, aby osiągnąć swój tajemniczy cel, a dzielni i sprytni strażnicy muszą się z tym wszystkim uporać. Rozczarowuje jedynie rozwiązanie problemu przerośniętej i latającej jaszczurki.
3. Gra anioła - Carlos Ruiz Zafón, Muza 2008
Jest to drugi tom cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek podrzucony mi do przeczytania przez Żonę. Zafón znów ukazuje malowniczy, oniryczny obraz Barcelony, po raz kolejny zanurza się w świat książek i pokazuje, jak mogą one wpłynąć na życie człowieka. Gra anioła wciąga w wir wydarzeń wolniej niż Cień wiatru, ale i tak jest zajmującą lekturą. Młody pisarz, który ma dość chałturzenia dla niekompetentnych pracodawców spotyka się z tajemniczym wydawcą, co znacząco zmienia jego życie i wpływa na ludzi go otaczających. Gdzieś w tle pobrzmiewa wątek fantastyczny, który w przypadku tej lektury mógłby zostać spokojnie pominięty. Nastrój tajemnicy i tak by się nie ulotnił.
4. Dwudziesta trzecia - Beata i Eugeniusz Dębscy, Rebis 2014 (Kindle)
Zasugerowałem się nazwiskiem autorów, myśląc, że jest to powieść fantastyczna, i sięgnąłem po nią pod kątem nominacji do Nagrody Zajdla, a okazało się, że dostałem normalny kryminał. Kryminał nietypowy, bo od początku wiadomo, kto zabił, a jedyną kwestią sporną jest, czy detektywowi uda się sprawcę złapać i udowodnić mu winę. Dochodzenie jest przedstawione raczej sprawnie, ale zdarzało mi się, że gubiłem się w tekście, tak jakby pewien fragment został wycięty albo autor zbyt szybko przeskoczył do innego wątku śledztwa. Niepotrzebne wydają mi się natomiast trzy rozdziały, w których morderca torturuje swoją ofiarę: nic z nich nie wynika poza tym, że ukazane zostają bestialstwo i brutalność sprawcy.
W tym tygodniu ponownie uruchomiłem sprzedaż książek (i nie tylko) na Allegro.
środa, 29 maja 2013
Przeczytane. Maj 2013
W maju, podobnie jak w kwietniu, przeczytałem trzynaście książek. Gdy piszę te słowa, do końca miesiąca zostały jeszcze dwa dni i jeden wieczór, a mam napoczętego Neuromancera Gibsona, ale sprawy osobiste najprawdopodobniej nie pozwolą mi go dokończyć przed Dniem Dziecka, więc o nim będzie w czerwcowej notce. W każdym razie, stuknęła pięćdziesiątka. Liczba majowych książek może i jest niezła, choć osobisty zachwyt jest tonowany objętością tegomiesięcznych utworów. W trzech przypadkach miały one poniżej dwustu stron, a jedynie dwie pozycje przekroczyły czterysta. W czerwcu powinno być nieco lepiej pod tym względem. Jedziemy z koksem.
43. Post-Polonia - Marcin Wolski, M 2012
Tym razem Wolski powrócił do roli satyryka. W Post-Polonii, której akcję umieścił w 2020 roku, w szyderczy sposób przedstawia swoje obawy dotyczące rządów Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. Oczywiście wszystkie nazwiska i nazwy zostały pozmieniane, toteż Polską rządzi Partia Obiecanek z 97% poparciem, na której czele stoi Ronald Duck, a prezydentem kraju jest Wronisław Gomorrowski. Władza sprzedaje Polskę Szwedom, a jedynymi zbawcami Ojczyzny mogą być prezes Brawa i Spolegliwości Jarosław Indykiewicz i Radio Gloryja z Turonia, którego siedziba pełni funkcję XXI-wiecznej Jasnej Góry. O ile krytyka PO jest bezwzględna, a poziom szyderstwa pod jej adresem przekracza wszelkie granice, o tyle, co mnie zdziwiło, biorąc pod uwagę kreację postaci Indykiewicza, Wolski dostrzega błędy w funkcjonowaniu głównej partii opozycyjnej i nie sprawia wrażenia człowieka zaślepionego jakąkolwiek propagandą. Tym, co zawodzi w powieści, są główni bohaterowie, których jest zbyt wielu, przez co każdy z nich dostaje za mało "czasu antenowego". Zdecydowanie pozytywne wrażenie pozostawiło na mnie nietypowe zakończenie. Warto sięgnąć po książkę, żeby się pośmiać, o ile tylko nie ma się alergii na narodowców lub nie jest się fanatykiem PO. Wówczas lektura może być irytująca.
44. Ogień - Łukasz Orbitowski, Narodowe Centrum Kultury 2012
Jest to pierwszy dramat, jaki przeczytałem od czasów liceum. Orbitowski pokazuje, że jednak potrafi pisać i nie nudzić (już czuje gromy ciskane przez miłośników Widm). Zaczyna się niewinnie od wycieczki w góry dwóch skłóconych braci i żony jednego z nich. Później na rzeczywistość nakładają się wątki dotyczące działań Józefa Kurasia, tytułowego "Ognia", na Podhalu. Autor fenomenalnie kreuje ciężki nastrój utworu (to akurat Orbitowskiemu wychodzi świetnie we wszystkich jego tekstach, które czytałem). Z dramatu wyłania się obraz tytułowego bohatera, który polemizuje z negatywnymi opiniami na jego temat, jest próbą przywrócenia dobrego imienia postaci w dalszym ciągu ocenianej niejednoznacznie. Utwór kończy posłowie przybliżające sylwetkę "Ognia", szczególnie cenne dla tych czytelników, którzy nie są zaznajomieni z najnowszą historią Polski. Przyczepić się mogę jedynie do ceny książki. 39 złotych za 160 stron to zdecydowanie za dużo, więcej niż za obszerniejsze Śniąc o potędze i Fausterię również wydane przez NCK.
45. Senne pałace - Sebastian Uznański, Dom Snów 2012
Po przeczytaniu bardzo dobrego Herrenvolka spodziewałem się, że kolejna książka Uznańskiego również będzie prezentowała wysoki poziom, ale niestety srodze się zawiodłem. Podobnie jak w poprzedniej powieści, również w Sennych pałacach główny bohater trafia do nieznanego sobie świata i próbuje w nim przetrwać, przy okazji realizując swój cel - tutaj jest nim odnalezienie żony. Wyobraźni autora ciężko cokolwiek zarzucić - wykreowany świat jest niezwykle ciekawy. Niestety na tym dobre rzeczy się kończą. Tomasz Starski snuje się od miejsca do miejsca, cały czas irytując swoją obecnością, utwór przesiąknięty jest scenami pornograficznymi, które nie mają żadnego uzasadnienia w fabule, a Uznański bada, gdzie znajduje się granica złego smaku, którego czytelnik nie będzie w stanie znieść. Wynudziłem się i nie podobało mi się. O pomstę do nieba wołają też skład i korekta tekstu. Błędne przenoszenie wyrazów i powtarzanie tych samych fragmentów występują skandalicznie często. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejny tom autor wykreuje tak, że to, co uznałem za wadę, okaże się w pełni przemyślanym zabiegiem. O ile oczywiście drugi tom się ukaże, w co wątpię, gdyż Wydawnictwo Dom Snów od kilku miesięcy nie potrafi postawić strony internetowej. Nasuwa mi się przy tym wszystkim jeszcze jedna refleksja. Dlaczego autorzy, którzy nie mają ugruntowanej pozycji na rynku, muszą pisać kilkutomowe dzieła i iść z nimi do niepewnych wydawców? Tak było z Agnieszką Hałas i Alanem Akabem publikującymi w Ifrycie, tak jest teraz z Uznańskim wydającym swoją powieść w duchowym następcy lubelskiego wydawnictwa. Ciekawe, że twórcy ci nie boją się, że całość utworu nie ujrzy nigdy księgarskich półek.
46. Góry Parnasu - Czesław Miłosz, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2012
Utwór szumnie reklamowany jako niedawno odnaleziona, niepublikowana jeszcze powieść Czesława Miłosza okazał się być kilkoma rozdziałami z nieukończonego nigdy tekstu, które noblista raczył spisać na maszynie, podobno z zamiarem oddania do druku. W sumie wszystkie pięć rozdziałów zajmuje około 60 stron, co objętościowo raczej nie kwalifikuje dzieła do powieści. Całości dopełnia publikowany już wcześniej dodatek, Liturgia Efraima, mający powiązanie z Górami Parnasu, i dość obszerne wstęp i posłowie z aneksem, które ułatwiają interpretację utworu. Fakt, że poszczególne rozdziały nie są ze sobą powiązane, sprawił, że ciężko było zrozumieć, o co autorowi chodzi. Najbardziej wyraźnie przedstawione zostały kwestie religijne, w pozostałych przypadkach, gdyby nie posłowie, miałbym spory problem z odbiorem "powieści". Po raz kolejny w tym miesiącu muszę skrytykować cenę. 35 złotych za 144 strony tekstu to zdecydowanie za dużo, jeśli się weźmie pod uwagę, że książka została dofinansowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bo nikt mi nie wmówi, że Miłosza wydaje się w małym nakładzie.
47. Upalna zima - Kareta Wrocławski (Eugeniusz Dębski, Andrzej Drzewiński, Adam Cebula, Piotr Surmiak), Paperback 2012
Z opowiadań kwartetu wrocławskich autorów wcześniej znałem jedynie Pandemolium opublikowane już jakiś czas temu w śp. Feniksie. Pięć tekstów umieszczonych w zbiorze opartych jest na podobnym schemacie, gdzie główni bohaterowie, Waldar i Bokanova, próbują się wzbogacić, a wszystko podane jest z solidną porcją alkoholu i porannego kaca. W tej kwestii wyróżnia się jedynie wspomniane już Pandemolium, które, choć nadal bawi, nie robiło na mnie takiego wrażenia jak kilkanaście lat temu, co nie znaczy, że nie jest dobre. Pozostałe teksty również stoją na przyzwoitym poziomie, a najlepszym wydaje się być ostatnie, premierowe opowiadanie pt. Gorący podmuch zimy, najobszerniejsze w zbiorze, co pozwoliło autorom bardziej rozwinąć fabułę. Niestety mały prztyczek w nos należy się wydawcy za mikroskopijną czcionkę, która sprawiła, że męczyłem się podczas lektury tych niezłych jakościowo utworów.
48. Noc żywych Żydów - Igor Ostachowicz, W.A.B. 2012
Tę książkę kupiłem tylko ze względu na tytuł. Po pierwszych stronach zapowiadał się niezły horror, z umiejętnie wprowadzanym nastrojem grozy. Później rzecz staje się groteską, bardziej śmieszną niż straszną, no bo jak tu się bać, gdy żydowskie zombi chodzą po warszawskiej galerii handlowej i próbują robić zakupy. Niestety zmarnowany został wątek żydowskiego getta, świetnie natomiast autor przedstawił koszmar obozów zagłady, szkoda tylko, że nawiązań do wojny jest tak mało. Utwór, który zapowiadał się na coś poważniejszego okazał się być tylko opowieścią o konflikcie zombi-Żydów z polskimi skinami. Do tego z zakończeniem, które zaskakuje, ale tylko dlatego, że jest zupełnie od czapy i w żaden sposób nie zostaje zapowiedziane wcześniej w tekście. Mimo że się strasznie czepiam, przyznaję, że jest to niezłe czytadło, którego lektura sprawiła mi sporo przyjemności. Wydaje mi się jednak, że jest to nieco za mało, żeby zasłużyć na nominację do Nike.
49. Czarny Wygon. Starzyzna - Stefan Darda, Videograf 2012
Drugi tom Czarnego Wygonu najlepiej jest czytać tuż po pierwszym, gdyż stanowi on jego bezpośrednią kontynuację. Darda ponownie umieszcza akcję na Roztoczu, w zagubionej wsi Starzyzna, tym razem serwując coś w rodzaju survival horroru, co wychodzi mu nieźle. Konstrukcja powieści jest taka sama, jak w poprzedniej części - rozdziały, których narratorem jest Witold, są przeplatane zapiskami ze znalezionego przez niego brulionu. Może to paradoks, ale książkę czytało mi się dobrze, mimo że miałem wrażenie toporności stylu autora. Darda sporo rzeczy na temat Starzyzny wyjaśnia, a jednocześnie dodaje nowe zagadki, dzięki czemu jestem z jednej strony usatysfakcjonowany tym, że czegoś się dowiedziałem, a z drugiej mam ochotę sięgnąć po kolejny tom. Na pewno jest to lepsza powieść od Słonecznej Doliny, choć do doskonałości jej sporo brakuje.
50. Kryptonim Burza - Vladimir Wolff, Warbook 2012
Po tę książkę prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnął, gdyby nie pozytywna recenzja na Polterze i moja chęć poszukiwania dobrej polskiej fantastyki. Tajemniczy, ukrywający się pod pseudonimem autor postanawia pogdybać w historii i tworzy świat, w którym wojna w 1939 roku nie wybucha. Do konfliktu dochodzi dopiero dwa lata później, kiedy Związek Radziecki atakuje Polskę. Wolff zręcznie znajduje równowagę pomiędzy walką wywiadów, polem bitwy i planowaniem działań w ciepłych gabinetach. Z tekstu bije pasja autora, widać, że merytorycznie dobrze się przygotował do napisania powieści. Mimo że nazwy własne uzbrojenia, zarówno polskiego jak i rosyjskiego, pojawiają się w utworze dość często, ani raz nie czułem się nimi przytłoczony, a znawcą militariów nie jestem. Jest to świetna literatura wojenna, napisana z polotem i trzymająca w napięciu. Jeśli okaże się, że nie jest to jednorazowe wspięcie się na wysoki poziom, a Operacja Pętla również okaże się dobrą powieścią, będę miał kolejnego autora na liście "Kupuję w ciemno".
51. I dusza moja - Michał Cetnarowski, Powergraph 2013
Dobry mainstreamowy thriller, w którym wątek fantastyczny jest tylko światem fantazji jednego z bohaterów. Cetnarowskiemu świetnie udaje się stworzyć atmosferę zagrożenia w podwrocławskiej szkole, w której dochodzi do strzelaniny. Autor trzyma w napięciu, cały czas pozostawiając napastnika w cieniu, nie pokazuje go, a przedstawia jedynie efekty jego działań. Interesującym zabiegiem jest przedstawienie wydarzeń z perspektywy kilku osób, skupienie się na ich przemyśleniach w sytuacji, która ich przerasta. Same wydarzenia w szkole są zaś sprawą drugorzędną, ważniejsze jest zachowanie ludzi w ich obliczu. Jedynym niepasującym do całości elementem wydaje się być wspomniany wątek fantastyczny, choć jego obecność daje się uzasadnić. Jak do tej pory Kontrapunkty mnie nie zawodzą.
52. Mongolia. Wyprawy w tajgę i step - Bolesław A. Uryn, Bernardinum 2005
Tę książkę zaiwaniłem z półki Narzeczonej. Autor opisuje swoje wielokrotne podróże do Mongolii, kraju, o którym w Polsce wiadomo tylko tyle, że istnieje gdzieś między Rosją a Chinami. Przekazuje mnóstwo informacji na temat ludzi żyjących na stepie i ich zwyczajów, opisuje wyprawy w miejsca, gdzie stopa ludzka nie zwykła stawać, walkę z ekstremalnymi warunkami w niesłychanie zmiennej pogodzie i zachwyca się lokalnymi krajobrazami. Ten zachwyt udziela się na tyle, że ma ochotę się zwiedzić ten dziki i mało zaludniony kraj (przy pięciokrotnie większej od Polski powierzchni zamieszkuje go piętnaście razy mniej mieszkańców). Wszystko okraszone jest sporą ilością zdjęć. Książkę czyta się dobrze, choć momentami kuleje styl tekstu (dość często zdarzają się powtórzenia), ale nie wiem, ile w tym winy autora, a ile wydawcy, który przyznaje się do znacznego zmniejszenia objętości notatek autora.
53. Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek - Rafał Kosik, Powergraph 2010
Kolejną opowieść o trójce przyjaciół z warszawskiego gimnazjum Kosik postanowił podzielić na dwa tomy, co sprawiło, że na pierwszych ponad 400 stronach nie zakończył w zasadzie żadnego z rozpoczętych wątków, a wprowadził ich sporo. Oczywiście bohaterowie jak zwykle przez swoją ciekawość pakują się w kłopoty, tym razem wystrzeliwując rakietę na orbitę okołoziemską. Próba uniknięcia odpowiedzialności i zapobieżenia upadkowi "statku kosmicznego" na skupiska ludzkie stanowi główną oś fabularną utworu. Kosik kolejny raz umieszcza w powieści wartości dydaktyczne - tym razem porusza problem alkoholu wśród uczniów, a także pokazuje jak może wyglądać życie pod jednym dachem z niemowlakami. Autor nie byłby sobą, gdyby w humorystyczny sposób nie skomentował otaczającej nas rzeczywistości. Oberwało się politykom i programom typu Gwiazdy robią kupę. Fabuła wciąga i nie pozwala się oderwać, jedynie postać Neta mnie irytuje. Kosik, tworząc cykl, zaprzecza popularnej tezie, że im późniejszy tom, tym niższa jego jakość. Orbitalny Spisek jest moim numerem dwa po Teoretycznie Możliwej Katastrofie. Pozostaje jak najszybciej nabyć jego drugą część.
54. Nova Swing - M. John Harrison, MAG 2011
Drugi tom cyklu Trakt Kefahuchiego można czytać bez znajomości Światła, ale nie jest to zalecane. Gdzieniegdzie pojawiają się nawiązania do poprzedniej części, choć prawdę mówiąc, są one jedynie dodatkowym smaczkiem. Harrison nie podjął się tym razem dokładniejszego opisu świata, w którym poruszają się bohaterowie, wychodząc z założenia, że przybliżył go w pierwszym tomie. Najmocniejszą stroną powieści są bohaterowie - ciekawi, każdy z jakimś dziwactwem, mający problemy z dostosowaniem się do otaczającego ich świata. Świetnie przedstawiony został również nastrój barów i spelun, w których rozgrywa się znaczna część akcji, przywołujący u mnie skojarzenia z powieściami noir. Co się autorowi niebyt udało, to warstwa fabularna utworu, która jest po prostu mało porywająca. Sama Strefa, wokół której kręci się akcja, jest bezpośrednim nawiązaniem do Pikniku na skraju drogi braci Strugackich (co ciekawe, przez zupełny przypadek przeczytałem obie książki jedną po drugiej), ale zaprezentowana została bez polotu. Szkoda, że Nova Swing nie sprostała oczekiwaniom rozbudzonym przez Światło.
55. Piknik na skraju drogi - Arkadij i Borys Strugaccy, Prószyński i S-ka 2011
Tę kultową powieść Strugackich kupiłem jako lekturę do czytania w oczekiwaniu na jedzenie w Sfinksie. Przy okazji zakup wpisał się w plan zapoznawania się z klasyką fantastyki, której wstyd nie znać. Autorzy pozostawiają sporo niedomówień, wielu rzeczy nie wyjaśniają, każą czytelnikowi snuć domysły na temat Stref (w których na moment wylądowali obcy). Czytając, odniosłem wrażenie, że to nie Red, ale właśnie Strefa jest głównym bohaterem utworu. Strugackim świetnie udało się oddać nastrój nieustannego zagrożenia w tym miejscu. Kolejnym niezłym manewrem jest przedstawienie metamorfozy Reda na przestrzeni kilku lat, od pełnego wigoru stalkera po zniszczonego człowieka. Przyczepię się natomiast do długości powieści. Zakończenie zostało tak skonstruowane, że spokojnie można było dopisać jeszcze jeden lub dwa rozdziały. Nieco raził mnie również brak ciągłości między poszczególnymi rozdziałami, choć jestem w stanie go zrozumieć - dzięki temu lepiej widać przemianę bohatera. Jest to naprawdę bardzo dobry utwór, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego uzyskał status kultowego.
43. Post-Polonia - Marcin Wolski, M 2012
Tym razem Wolski powrócił do roli satyryka. W Post-Polonii, której akcję umieścił w 2020 roku, w szyderczy sposób przedstawia swoje obawy dotyczące rządów Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. Oczywiście wszystkie nazwiska i nazwy zostały pozmieniane, toteż Polską rządzi Partia Obiecanek z 97% poparciem, na której czele stoi Ronald Duck, a prezydentem kraju jest Wronisław Gomorrowski. Władza sprzedaje Polskę Szwedom, a jedynymi zbawcami Ojczyzny mogą być prezes Brawa i Spolegliwości Jarosław Indykiewicz i Radio Gloryja z Turonia, którego siedziba pełni funkcję XXI-wiecznej Jasnej Góry. O ile krytyka PO jest bezwzględna, a poziom szyderstwa pod jej adresem przekracza wszelkie granice, o tyle, co mnie zdziwiło, biorąc pod uwagę kreację postaci Indykiewicza, Wolski dostrzega błędy w funkcjonowaniu głównej partii opozycyjnej i nie sprawia wrażenia człowieka zaślepionego jakąkolwiek propagandą. Tym, co zawodzi w powieści, są główni bohaterowie, których jest zbyt wielu, przez co każdy z nich dostaje za mało "czasu antenowego". Zdecydowanie pozytywne wrażenie pozostawiło na mnie nietypowe zakończenie. Warto sięgnąć po książkę, żeby się pośmiać, o ile tylko nie ma się alergii na narodowców lub nie jest się fanatykiem PO. Wówczas lektura może być irytująca.
44. Ogień - Łukasz Orbitowski, Narodowe Centrum Kultury 2012
Jest to pierwszy dramat, jaki przeczytałem od czasów liceum. Orbitowski pokazuje, że jednak potrafi pisać i nie nudzić (już czuje gromy ciskane przez miłośników Widm). Zaczyna się niewinnie od wycieczki w góry dwóch skłóconych braci i żony jednego z nich. Później na rzeczywistość nakładają się wątki dotyczące działań Józefa Kurasia, tytułowego "Ognia", na Podhalu. Autor fenomenalnie kreuje ciężki nastrój utworu (to akurat Orbitowskiemu wychodzi świetnie we wszystkich jego tekstach, które czytałem). Z dramatu wyłania się obraz tytułowego bohatera, który polemizuje z negatywnymi opiniami na jego temat, jest próbą przywrócenia dobrego imienia postaci w dalszym ciągu ocenianej niejednoznacznie. Utwór kończy posłowie przybliżające sylwetkę "Ognia", szczególnie cenne dla tych czytelników, którzy nie są zaznajomieni z najnowszą historią Polski. Przyczepić się mogę jedynie do ceny książki. 39 złotych za 160 stron to zdecydowanie za dużo, więcej niż za obszerniejsze Śniąc o potędze i Fausterię również wydane przez NCK.
45. Senne pałace - Sebastian Uznański, Dom Snów 2012
Po przeczytaniu bardzo dobrego Herrenvolka spodziewałem się, że kolejna książka Uznańskiego również będzie prezentowała wysoki poziom, ale niestety srodze się zawiodłem. Podobnie jak w poprzedniej powieści, również w Sennych pałacach główny bohater trafia do nieznanego sobie świata i próbuje w nim przetrwać, przy okazji realizując swój cel - tutaj jest nim odnalezienie żony. Wyobraźni autora ciężko cokolwiek zarzucić - wykreowany świat jest niezwykle ciekawy. Niestety na tym dobre rzeczy się kończą. Tomasz Starski snuje się od miejsca do miejsca, cały czas irytując swoją obecnością, utwór przesiąknięty jest scenami pornograficznymi, które nie mają żadnego uzasadnienia w fabule, a Uznański bada, gdzie znajduje się granica złego smaku, którego czytelnik nie będzie w stanie znieść. Wynudziłem się i nie podobało mi się. O pomstę do nieba wołają też skład i korekta tekstu. Błędne przenoszenie wyrazów i powtarzanie tych samych fragmentów występują skandalicznie często. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejny tom autor wykreuje tak, że to, co uznałem za wadę, okaże się w pełni przemyślanym zabiegiem. O ile oczywiście drugi tom się ukaże, w co wątpię, gdyż Wydawnictwo Dom Snów od kilku miesięcy nie potrafi postawić strony internetowej. Nasuwa mi się przy tym wszystkim jeszcze jedna refleksja. Dlaczego autorzy, którzy nie mają ugruntowanej pozycji na rynku, muszą pisać kilkutomowe dzieła i iść z nimi do niepewnych wydawców? Tak było z Agnieszką Hałas i Alanem Akabem publikującymi w Ifrycie, tak jest teraz z Uznańskim wydającym swoją powieść w duchowym następcy lubelskiego wydawnictwa. Ciekawe, że twórcy ci nie boją się, że całość utworu nie ujrzy nigdy księgarskich półek.
46. Góry Parnasu - Czesław Miłosz, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2012
Utwór szumnie reklamowany jako niedawno odnaleziona, niepublikowana jeszcze powieść Czesława Miłosza okazał się być kilkoma rozdziałami z nieukończonego nigdy tekstu, które noblista raczył spisać na maszynie, podobno z zamiarem oddania do druku. W sumie wszystkie pięć rozdziałów zajmuje około 60 stron, co objętościowo raczej nie kwalifikuje dzieła do powieści. Całości dopełnia publikowany już wcześniej dodatek, Liturgia Efraima, mający powiązanie z Górami Parnasu, i dość obszerne wstęp i posłowie z aneksem, które ułatwiają interpretację utworu. Fakt, że poszczególne rozdziały nie są ze sobą powiązane, sprawił, że ciężko było zrozumieć, o co autorowi chodzi. Najbardziej wyraźnie przedstawione zostały kwestie religijne, w pozostałych przypadkach, gdyby nie posłowie, miałbym spory problem z odbiorem "powieści". Po raz kolejny w tym miesiącu muszę skrytykować cenę. 35 złotych za 144 strony tekstu to zdecydowanie za dużo, jeśli się weźmie pod uwagę, że książka została dofinansowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bo nikt mi nie wmówi, że Miłosza wydaje się w małym nakładzie.
47. Upalna zima - Kareta Wrocławski (Eugeniusz Dębski, Andrzej Drzewiński, Adam Cebula, Piotr Surmiak), Paperback 2012
Z opowiadań kwartetu wrocławskich autorów wcześniej znałem jedynie Pandemolium opublikowane już jakiś czas temu w śp. Feniksie. Pięć tekstów umieszczonych w zbiorze opartych jest na podobnym schemacie, gdzie główni bohaterowie, Waldar i Bokanova, próbują się wzbogacić, a wszystko podane jest z solidną porcją alkoholu i porannego kaca. W tej kwestii wyróżnia się jedynie wspomniane już Pandemolium, które, choć nadal bawi, nie robiło na mnie takiego wrażenia jak kilkanaście lat temu, co nie znaczy, że nie jest dobre. Pozostałe teksty również stoją na przyzwoitym poziomie, a najlepszym wydaje się być ostatnie, premierowe opowiadanie pt. Gorący podmuch zimy, najobszerniejsze w zbiorze, co pozwoliło autorom bardziej rozwinąć fabułę. Niestety mały prztyczek w nos należy się wydawcy za mikroskopijną czcionkę, która sprawiła, że męczyłem się podczas lektury tych niezłych jakościowo utworów.
48. Noc żywych Żydów - Igor Ostachowicz, W.A.B. 2012
Tę książkę kupiłem tylko ze względu na tytuł. Po pierwszych stronach zapowiadał się niezły horror, z umiejętnie wprowadzanym nastrojem grozy. Później rzecz staje się groteską, bardziej śmieszną niż straszną, no bo jak tu się bać, gdy żydowskie zombi chodzą po warszawskiej galerii handlowej i próbują robić zakupy. Niestety zmarnowany został wątek żydowskiego getta, świetnie natomiast autor przedstawił koszmar obozów zagłady, szkoda tylko, że nawiązań do wojny jest tak mało. Utwór, który zapowiadał się na coś poważniejszego okazał się być tylko opowieścią o konflikcie zombi-Żydów z polskimi skinami. Do tego z zakończeniem, które zaskakuje, ale tylko dlatego, że jest zupełnie od czapy i w żaden sposób nie zostaje zapowiedziane wcześniej w tekście. Mimo że się strasznie czepiam, przyznaję, że jest to niezłe czytadło, którego lektura sprawiła mi sporo przyjemności. Wydaje mi się jednak, że jest to nieco za mało, żeby zasłużyć na nominację do Nike.
49. Czarny Wygon. Starzyzna - Stefan Darda, Videograf 2012
Drugi tom Czarnego Wygonu najlepiej jest czytać tuż po pierwszym, gdyż stanowi on jego bezpośrednią kontynuację. Darda ponownie umieszcza akcję na Roztoczu, w zagubionej wsi Starzyzna, tym razem serwując coś w rodzaju survival horroru, co wychodzi mu nieźle. Konstrukcja powieści jest taka sama, jak w poprzedniej części - rozdziały, których narratorem jest Witold, są przeplatane zapiskami ze znalezionego przez niego brulionu. Może to paradoks, ale książkę czytało mi się dobrze, mimo że miałem wrażenie toporności stylu autora. Darda sporo rzeczy na temat Starzyzny wyjaśnia, a jednocześnie dodaje nowe zagadki, dzięki czemu jestem z jednej strony usatysfakcjonowany tym, że czegoś się dowiedziałem, a z drugiej mam ochotę sięgnąć po kolejny tom. Na pewno jest to lepsza powieść od Słonecznej Doliny, choć do doskonałości jej sporo brakuje.
50. Kryptonim Burza - Vladimir Wolff, Warbook 2012
Po tę książkę prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnął, gdyby nie pozytywna recenzja na Polterze i moja chęć poszukiwania dobrej polskiej fantastyki. Tajemniczy, ukrywający się pod pseudonimem autor postanawia pogdybać w historii i tworzy świat, w którym wojna w 1939 roku nie wybucha. Do konfliktu dochodzi dopiero dwa lata później, kiedy Związek Radziecki atakuje Polskę. Wolff zręcznie znajduje równowagę pomiędzy walką wywiadów, polem bitwy i planowaniem działań w ciepłych gabinetach. Z tekstu bije pasja autora, widać, że merytorycznie dobrze się przygotował do napisania powieści. Mimo że nazwy własne uzbrojenia, zarówno polskiego jak i rosyjskiego, pojawiają się w utworze dość często, ani raz nie czułem się nimi przytłoczony, a znawcą militariów nie jestem. Jest to świetna literatura wojenna, napisana z polotem i trzymająca w napięciu. Jeśli okaże się, że nie jest to jednorazowe wspięcie się na wysoki poziom, a Operacja Pętla również okaże się dobrą powieścią, będę miał kolejnego autora na liście "Kupuję w ciemno".
51. I dusza moja - Michał Cetnarowski, Powergraph 2013
Dobry mainstreamowy thriller, w którym wątek fantastyczny jest tylko światem fantazji jednego z bohaterów. Cetnarowskiemu świetnie udaje się stworzyć atmosferę zagrożenia w podwrocławskiej szkole, w której dochodzi do strzelaniny. Autor trzyma w napięciu, cały czas pozostawiając napastnika w cieniu, nie pokazuje go, a przedstawia jedynie efekty jego działań. Interesującym zabiegiem jest przedstawienie wydarzeń z perspektywy kilku osób, skupienie się na ich przemyśleniach w sytuacji, która ich przerasta. Same wydarzenia w szkole są zaś sprawą drugorzędną, ważniejsze jest zachowanie ludzi w ich obliczu. Jedynym niepasującym do całości elementem wydaje się być wspomniany wątek fantastyczny, choć jego obecność daje się uzasadnić. Jak do tej pory Kontrapunkty mnie nie zawodzą.
52. Mongolia. Wyprawy w tajgę i step - Bolesław A. Uryn, Bernardinum 2005
Tę książkę zaiwaniłem z półki Narzeczonej. Autor opisuje swoje wielokrotne podróże do Mongolii, kraju, o którym w Polsce wiadomo tylko tyle, że istnieje gdzieś między Rosją a Chinami. Przekazuje mnóstwo informacji na temat ludzi żyjących na stepie i ich zwyczajów, opisuje wyprawy w miejsca, gdzie stopa ludzka nie zwykła stawać, walkę z ekstremalnymi warunkami w niesłychanie zmiennej pogodzie i zachwyca się lokalnymi krajobrazami. Ten zachwyt udziela się na tyle, że ma ochotę się zwiedzić ten dziki i mało zaludniony kraj (przy pięciokrotnie większej od Polski powierzchni zamieszkuje go piętnaście razy mniej mieszkańców). Wszystko okraszone jest sporą ilością zdjęć. Książkę czyta się dobrze, choć momentami kuleje styl tekstu (dość często zdarzają się powtórzenia), ale nie wiem, ile w tym winy autora, a ile wydawcy, który przyznaje się do znacznego zmniejszenia objętości notatek autora.
53. Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek - Rafał Kosik, Powergraph 2010
Kolejną opowieść o trójce przyjaciół z warszawskiego gimnazjum Kosik postanowił podzielić na dwa tomy, co sprawiło, że na pierwszych ponad 400 stronach nie zakończył w zasadzie żadnego z rozpoczętych wątków, a wprowadził ich sporo. Oczywiście bohaterowie jak zwykle przez swoją ciekawość pakują się w kłopoty, tym razem wystrzeliwując rakietę na orbitę okołoziemską. Próba uniknięcia odpowiedzialności i zapobieżenia upadkowi "statku kosmicznego" na skupiska ludzkie stanowi główną oś fabularną utworu. Kosik kolejny raz umieszcza w powieści wartości dydaktyczne - tym razem porusza problem alkoholu wśród uczniów, a także pokazuje jak może wyglądać życie pod jednym dachem z niemowlakami. Autor nie byłby sobą, gdyby w humorystyczny sposób nie skomentował otaczającej nas rzeczywistości. Oberwało się politykom i programom typu Gwiazdy robią kupę. Fabuła wciąga i nie pozwala się oderwać, jedynie postać Neta mnie irytuje. Kosik, tworząc cykl, zaprzecza popularnej tezie, że im późniejszy tom, tym niższa jego jakość. Orbitalny Spisek jest moim numerem dwa po Teoretycznie Możliwej Katastrofie. Pozostaje jak najszybciej nabyć jego drugą część.
54. Nova Swing - M. John Harrison, MAG 2011
Drugi tom cyklu Trakt Kefahuchiego można czytać bez znajomości Światła, ale nie jest to zalecane. Gdzieniegdzie pojawiają się nawiązania do poprzedniej części, choć prawdę mówiąc, są one jedynie dodatkowym smaczkiem. Harrison nie podjął się tym razem dokładniejszego opisu świata, w którym poruszają się bohaterowie, wychodząc z założenia, że przybliżył go w pierwszym tomie. Najmocniejszą stroną powieści są bohaterowie - ciekawi, każdy z jakimś dziwactwem, mający problemy z dostosowaniem się do otaczającego ich świata. Świetnie przedstawiony został również nastrój barów i spelun, w których rozgrywa się znaczna część akcji, przywołujący u mnie skojarzenia z powieściami noir. Co się autorowi niebyt udało, to warstwa fabularna utworu, która jest po prostu mało porywająca. Sama Strefa, wokół której kręci się akcja, jest bezpośrednim nawiązaniem do Pikniku na skraju drogi braci Strugackich (co ciekawe, przez zupełny przypadek przeczytałem obie książki jedną po drugiej), ale zaprezentowana została bez polotu. Szkoda, że Nova Swing nie sprostała oczekiwaniom rozbudzonym przez Światło.
55. Piknik na skraju drogi - Arkadij i Borys Strugaccy, Prószyński i S-ka 2011
Tę kultową powieść Strugackich kupiłem jako lekturę do czytania w oczekiwaniu na jedzenie w Sfinksie. Przy okazji zakup wpisał się w plan zapoznawania się z klasyką fantastyki, której wstyd nie znać. Autorzy pozostawiają sporo niedomówień, wielu rzeczy nie wyjaśniają, każą czytelnikowi snuć domysły na temat Stref (w których na moment wylądowali obcy). Czytając, odniosłem wrażenie, że to nie Red, ale właśnie Strefa jest głównym bohaterem utworu. Strugackim świetnie udało się oddać nastrój nieustannego zagrożenia w tym miejscu. Kolejnym niezłym manewrem jest przedstawienie metamorfozy Reda na przestrzeni kilku lat, od pełnego wigoru stalkera po zniszczonego człowieka. Przyczepię się natomiast do długości powieści. Zakończenie zostało tak skonstruowane, że spokojnie można było dopisać jeszcze jeden lub dwa rozdziały. Nieco raził mnie również brak ciągłości między poszczególnymi rozdziałami, choć jestem w stanie go zrozumieć - dzięki temu lepiej widać przemianę bohatera. Jest to naprawdę bardzo dobry utwór, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego uzyskał status kultowego.
Etykiety:
Cebula,
Cetnarowski,
Darda,
Dębski E.,
Drzewiński,
Harrison M.J.,
Kosik,
Miłosz,
Orbitowski,
Ostachowicz,
Strugaccy,
Surmiak,
Uryn,
Uznański,
Wolff,
Wolski
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























