Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pratchett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pratchett. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 września 2022

Przeczytane 2022: Tydzień #37

No tak... Obiecuję sobie, że podokańczam to, co mam porozgrzebywane, ale przecież stos wstydu się tak kusząco piętrzył koło łóżka, że przy dwóch skończonych książkach (i trzeciej naukowej, ale tych nie uwzględniam w tym rozrachunku) zacząłem kolejne pięć. Ale ja je wszystki kiedyś skończę. Naprawdę. Obiecuję.

78. Mroźny szlak - Marcin Mortka, SQN 2022

Z Madsem Voortenem, bohaterem Mroźnego szlaku, miałem okazję spotkać się, kiedy Marcin Mortka publikował jeszcze w Fabryce Słów. Skłamałbym, gdybym stwierdził, że jakoś mnie opowiadające o nim powieści urzekły, bo było wprost przeciwnie - lekturę kończyłem rozczarowany. Ponieważ wiele lat upłynęło od kiedy ukazała się ostatnia z dwóch książek poświęconych temu bohaterowi, a autor ostatnimi czasy bardziej mnie zaciekawia niż męczy, postanowiłem dać szanse cyklowi, który w wydawnictwie SQN nosi ładny tytuł Straceńcy Madsa Voortena. Ponieważ, jak już wspomniałem, mój kontakt z Martwym Jeziorem i Drugą burzą miał miejsce ponad dziesięć lat temu, wiele wątków zdążyło już wywietrzeć z mojej pamięci d otego stopnia, że nie byłem w stanie stwierdzić, czy teraz czytałem kontynuację, czy prequel opisywanych w tych powieściach wydarzeń (na szczęście z pomocą pospieszył serwis Lubimy czytać, który ładnie uporządkował wszystkie cztery tomy). W każdym razie wrażenia miałem dużo lepsze niż kiedyś, co może oznaczać, że albo Mortka się rozwinął jako pisarz (to w zasadzie jest pewne, w końcu dużo czasu upłynęło), albo mój gust czytelniczy nieco się zmienił. Dostałem do ręki całkiem ciekawą awanturniczą powieść fantasy, z wyrazistym bohaterem, który ma dobrze zarysowane cele, a dotego otoczony jest przez gromadę równie ciekawych postaci. Autor bardzo umiejętnie miesza ze sobą mroczną stronę świata przedstawionego z humorem zwykłego życia (o ile można w przypadku takiej zbieraniny mówić o zwyczajnym życiu) i udaje mu się przy tym uniknąć niezamierzonej groteski. Na pewno zostałem zachęcony do przypomnienia sobie, co też wydarzyło się w dwóch poprzednich tomach, jak i do sięgnięcia po kolejną część cyklu.

79. Ciekawe czasy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2003 (Kindle)

Pratchett, Świat Dysku, Rincewind. I wszystko powinno być już jasne. Wspominałem już kiedyś, że Rincewind nie jest moim ulubionym bohaterem Świata Dysku, co więcej jest jedyną postacią z tego uniwersum, która mnie irytuje, jak tylko pojawia się na kartach kolejnych powieści. Ciekawe czasy, które są siedemnastym tomem cyklu, pokazują, że Pratchettowi chyba udało się okiełznać swojego bohatera. Oczywiście nadal jest on ciapowatym nieudacznikiem, który nieustannie wplątuje się w kłopoty i przypadkowo zostaje bohaterem ratującym dzień, ale tym razem wygląda na to, jakby wszystko było na swoim miejscu. Tym razem autor pokazuje w kryzwym zwierciadle Chiny z lekką domieszką innych dalekowschodnich nacji i tamtejszy sposób myślenia. Nawiązań tu dużo, jak to u Pratchetta, humor też na odpowiednim poziomie - w efekcie przyjemnie się to czytało.

80. Geografia gleb - Renata Bednarek, Zbigniew Prusinkiewicz, PWN 1999

No i znów robi się naukowo. W Geografii gleb autorzy zajmują się rozmieszczeniem gleb na kuli ziemskiej, patrzą na nie zarówno w ujęciu globalnym, jak i kontynentalnym, poświęcają też uwagę konkretnie Polsce. Oprócz samego opisu, gdzie jakie gleby występują, opisany też został proces powstawania różnych rodzajów gleb (gdybym tylko przeczytał to przed egzaminem, łatwiej byłoby mi się do niego przygotować). Jak zwykle nie zamierzam oceniać wartości merytorycznej podręcznika, bo brakuje mi do tego kompetencji, a autorzy naturalnie znają się na poruszanym temacie znacznie lepiej ode mnie, ale zabrakło mi w nim dwóch map. W rozdziale poświęconym glebom poszczególnych kontynentów pominięte zostały mapy Azji i Ameryki Północnej, co przy obecności map pozostałych kontynentów stwarza wrażenie braku konsekwencji. Poza tym mankamentem podręcznik został napisany językiem zrozumiałym, bez wdawania się w jakieś bardzo skomplikowane szczegóły, wzbogacono go także o mapy, ryciny i tabele. Gleboznawstwo nie jest mojąulubioną dziedziną geografii, ale udało mi się przebić przez ten podręcznik bez większego bólu.

Paski postępu:
Magdalena Wolińska-Riedi - Kobieta w Watykanie - 70%
antologia - 24/02/2022 - 64%
Ola Synowiec, Arkadiusz Winiatorski - Na poboczu Ameryk - 59%
Stanisław Pagaczewski - Przygody Baltazara Gąbki. Trylogia - 56%
Radek Rak - Agla. Alef - 53%
Ewelina Stefańska - Więcej niż zło - 50%
Aneta Jadowska - Afera na tuzin rysiów - 45%
Feliks W. Kres - Porzucone królestwo - 38%
Marcin Majchrzak - Cisza - 36%
Philip K. Dick - Krótki, szczęśliwy żywot brązowego oksforda - 21%
Marcin Mortka - Utracona godzina - 19%
Andrzej Wardziak - Słoneczny - 14%
Agnieszka Kwiatkowska - Drugi peron - 8%
Robert Silverberg - Umierając, żyjemy - 6%

niedziela, 30 września 2018

Przeczytane. Wrzesień 2018

Wyszedł mi całkiem niezły miesiąc. Przeczytałem osiem książek, a dwie inne mam już prawie na ukończeniu i powinienem się z nimi uporać na początku października. Jest to o tyle dobry wynik, że pół września spędziłem na urlopie, a na wakacjach albo w domu przy dzieciach nie mam za dużo czasu na czytanie. Ze względu na wyjazd większość publikacji przeczytałem w formie elektronicznej. Zapraszam do zapoznania się, co o nich myślę.

63. Rekin z parku Yoyogi - Joanna Bator, W.A.B. 2014 (Kindle)

Japoński wachlarz był fajny, spodziewałem się więc czegoś podobnego, czegoś, co pokazałoby kolejne zakamarki japońskich umysłów. Nic z tego niestety. Autorka skupia się w tym zbiorze esejów na swoich spostrzeżeniach dotyczących panów Murakamich (pisarza i malarza), kwestii samobójstw i subkulturze otaku. Wszystko to jednak traktuje powierzchownie, jakby nie umiała się w temat zagłębić, a swe przemyślenia spisuje językiem z gatunku "patrzcie, jakie ja znam trudne słowa". Słabo.

64. Przesilenie - Katarzyna Berenika Miszczuk, W.A.B. 2018

Rewelacji się nie spodziewałem, liczyłem po prostu na przyjemne czytadło do poduszki. Niestety chyba wyszło zmęczenie materiału, bo tym razem nie potrafiłem się wciągnąć w fabułę zaproponowaną przez Miszczuk. Czwarty i ostatni tom o uczennicy szeptuchy traci to, co było walorem poprzednich części, a mianowicie atrakcyjność głównej bohaterki. Gosława była ciekawa jako sceptyk, taka szeptuchowa Dana Scully, i hipochondryczka. Tutaj zostaje pozbawiona tych cech, przez co powieść znacznie traci swoją humorystyczną siłę i robi się z niej tanie romansidło.

65. Syndrom Everetta. Cassandra - Jarosław Ruszkiewicz, Drageus 2018 (Kindle)

Zakręcone to jak ruski termos. Niestety sporo czasu upłynęło od kiedy przeczytałem Ulyssesa, więc w pamięci mi się niewiele ostało, ale wydaje mi się, że dość szybko zacząłem się orientować, o co chodzi w drugiej części. Znów akcja toczy się w różnych czasach i wersjach czasoprzestrzeni i znów pojawia się sprawa walki z ukrywającym się tajemniczym bytem. Problemem dla mnie były tylko rozdziały rozgrywające się w przestrzeni kosmicznej. Na razie wyglądają na całkowicie od czapy i nie przystają do reszty powieści, ale mam nadzieję, że w trzecim tomie (bo Ruszkiewiczowi nie udało się zamknąć akcji w dwóch sześciuset stronicowych tomiszczach) wszystko zostanie ze sobą odpowiednio powiązane. Liczę też, że będę musiał czekać krócej niż dwa lata na kolejną odsłonę Syndromu Everetta, bo jest to kawał solidnej SF.

66. Szpony i kły - antologia, SuperNOWA 2017

Jest to antologia złożona z tekstów, które zostały wyróżnione w konkursie na najlepsze opowiadanie na XXX-lecie Wiedźmina. Część z nich była już publikowana w organizującej przedsięwzięcie Nowej Fantastyce, miałem więc już okazję się z nimi zapoznać. Sam projekt jest ciekawy, realizacja też wyszła bardzo dobrze. Wszystkie opowiadania trzymają wysoki poziom, choć różni autorzy na różne sposoby próbowali ugryźć temat. Są więc opowiadania w duchu bardzo wiedźmińskim, opisujące kolejne przygody Białego Wilka; część opisuje wydarzenia po zakończeniu sagi; jedne są poważne, inne pisane z przymrużeniem oka. Jeśli chodzi o zawartość zbioru, wszystko jest na plus. Przyczepić się tylko mogę do układu graficznego okładki, przez który ktoś niezorientowany w temacie może pomyśleć, że jest to kolejna część wiedźmińskiego cyklu autorstwa Andrzeja Sapkowskiego. Nieładny ten marketing.

67. Kobiety, które miał na myśli - Kazimierz Kyrcz jr, Pocisk 2017 (Kindle)

Książki napisane przez znajomych czytam prawie zawsze, dlatego też skusiłem się na kolejną pozycję Kazimierza Kyrcza. Dziwny to kryminał, w którym od początku wiadomo, kto jest mordercą, jednak powód zastosowania takiej formy jest dla mnie w tym przypadku całkowicie zrozumiały. Dochodzenie jest ciekawie poprowadzone, akcja pokazana zostaje z perspektywy różnych bohaterów, wszystko fajnie działa, ale mam nieodparte wrażenie, że niektóre wątki są tu niepotrzebne (choćby samobójstwo, od którego zaczyna się powieść, czy też spotkania z psychologiem w dalszej części, przy czym jakąś rolę tych ostatnich jestem w stanie dostrzec). Wydaje mi się, że autor miał za dużo pomysłów, które próbował wcisnąć do jednej książki, co niestety nie wyszło jej na dobre.

68. Długa wojna - Terry Pratchett, Stephen Baxter, Prószyński i S-ka 2014 (Kindle)

Po drugi tom cyklu o Długiej Ziemi Terry'ego Pratchetta i Stephena Baxtera sięgnąłem zdecydowanie za późno, to znaczy w momencie, kiedy niemal całkowicie zapomniałem fabułę pierwszej części. Tak już niestety jest, jak się nie czyta książek od razy wtedy, kiedy pojawiają się na rynku, niestety czasu na czytanie mam zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę, ile ciekawych pozycji się ukazuje. W każdym razie: akcja Długiej wojny toczy się dziesięć lat po wydarzeniach z Długiej Ziemi. Ludzie już przyzwyczaili się do istnienia równoległych światów, pomiędzy którymi można się swobodnie przemieszczać i je zasiedlać. Autorzy poruszają więc temat tego, jak na taką sytuację zareagowałyby rządy z podstawowej Ziemi, pokazują też, jak mógłby wyglądać kontakt z inna rozumną rasą. Niestety wnioski nie są zbyt optymistyczne. Wygląda na to, że wszystko tu trzyma się kupy, choć wątków jest dużo i niektóre na razie wydają się być wlepione na siłę; może to jednak wynikać z tego, że jest to drugi tom z pięciu i w kolejnych częściach znajdzie się miejsce na ich rozwiązanie.

69. Prorok - Krzysztof Piskorski, BookRage 2013 (Kindle)

I znów za długa przerwa od poprzedniego tomu. O dziwo nieźle pamiętałem wydarzenia z pierwszego Wygnańca, ale drugi Najemnik całkowicie zatarł mi się w pamięci. Trzeci Prorok jest książką ciekawą i zamykającą wszystkie wątki z dwóch wcześniejszych części, ale wydaje mi się być pisanym na kolanie, żeby jak najszybciej skończyć opowieść. Pewne rzeczy dzieją się tu za szybko, Piskorski eliminuje niepotrzebnych mu bohaterów, niektóre wątki zaś w ostatecznym rozrachunku okazują się być niepotrzebne (Jelaya na przykład). Jak na wczesną fazę twórczości jest całkiem nieźle, widać jednak, jak bardzo autor rozwinął się pisarsko od momentu, kiedy wydał debiutował na księgarskim rynku.

70. Odyseja - Homer, Wolne Lektury 2014 (Kindle)

Nie znam się na poezji, więc ciężko mi coś mądrego powiedzieć na temat formy, w jaką Homer ubierał swoją twórczość. Jako zwierzę fabularne mogę się jednak postarać wyrzucić z siebie parę słów na temat tego, o czym autor pisał. Prawdę mówiąc, fabuła Odysei mnie zaskoczyła. Myślałem, że będzie to znana wszystkim opowieść o powrocie Odyseusza spod Troi do Itaki, a okazało się, że nie jest to najważniejszy wątek eposu. Zaskoczenie było duże, zwłaszcza, że na początku bohaterem utworu nie jest Odys, jak można by domniemywać, ale jego syn Telemach. Dopiero później poznajemy losy króla Itaki, ale jego tułaczka jest podana w bardzo skrótowy sposób. Homer najwięcej miejsca poświęcił na wydarzenia, które mają miejsce już pod koniec podróży Odyseusza i po jego powrocie do domu. Niestety autor nadużywa retardacji. Wielokrotnie nachodziły mnie myśli o treści "No, kończże już tę opowieść", a tu kolejny opisik mało istotnych fabularnie wydarzeń. Ogólnie jednak opowiedziana historia wciąga, choć Iliada była ciekawsza.

Nadal się czyta:
- Alfred Szklarski - Tomek w krainie kangurów
- Kinga Choszcz - Pierwsza wyprawa. Nepal
- Gustaw Herling-Grudziński - Inny świat
- Terry Brooks - Miecz Shannary
- Ray Bradbury - 451° Fahrenheita
- antologia - Fantazmaty. Tom I
- Saviour Pirotta - Dookoła świata w 80 baśni

czwartek, 8 grudnia 2016

Przeczytane. Listopad 2016

Listopad minął jak z bicza strzelił. czytelniczo udało mi się w pewnym momencie narzucić solidne tempo dzięki tygodniowej delegacji w stolicy, gdzie czasu popołudniami miałem dla siebie zdecydowanie więcej niż na co dzień. Wynik ośmiu książek w miesiąc to ostatnio bardzo przyzwoity rezultat, do tego dochodzi kilka rozgrzebanych książek z Pismem Świętym na czele, ale tego jednego w tym roku na pewno mi się nie uda dokończyć. Z informacji parafialnych wspomnę tylko, że niebawem na Facebooku pojawi się kolejna akcja rozdawnictwa książkowego - zwalniam miejsce na półkach.

64. Muzyka duszy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Kolejny tom Świata Dysku i jak zwykle jest wesoło. Główną rolę odgrywa tym razem rock and roll i jego wpływ na świat, a bohaterami są Śmierć i jego wnuczka; oczywiście nie brakuje też Bibliotekarza i magów z Niewidocznego Uniwersytetu. Dłuższa przerwa od cyklu dobrze mi zrobiła: czytając Muzykę duszy, czułem swego rodzaju świeżość - wcześniej kolejne części Świata Dysku zaczynały mnie nużyć. Bardzo fajnie, że Pratchett przypomniał sobie o pewnych wątkach, które wydawały się zapomniane (głównie mam na myśli kontynuację historii Morta). Wprawdzie nadal nie uważam, żeby fabuły wymyślane przez autora były czymś wybitnym, ale humor przedstawiany w jego powieściach bardzo mi odpowiada.

65. Poczytaj mi, mamo. Księga druga - antologia, Nasza Księgarnia 2011

Bo cała Polska czyta dzieciom. Druga część siedmiotomowego cyklu przedruków dawnych książeczek z serii Poczytaj mi, mamo zawiera kolejne dziesięć opowiadań lub wierszyków i, podobnie jak poprzednim razem, pozostawiono w nich oryginalną szatę graficzną. Każdy z zamieszczonych tu tekstów jest przyjemną lekturą, którą można przeczytać dziecku w tak krótkim czasie, że nie zdąży się ono znudzić. Niektóre mają wartość czysto rozrywkową, a część z nich niesie ze sobą także wartości edukacyjne. Mnie bardzo przypadło do gustu Co w rurach piszczy Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana z ilustracjami Edwarda Lutczyna - okazuje się, że literatura dla najmłodszych czytelników potrafi i dorosłego zaskoczyć zakończeniem. Z ciekawostek warto odnotować, w jakich nakładach wydawane były te książeczki w wersji oryginalnej: ponad trzysta tysięcy egzemplarzy; dzisiaj można o tym tylko pomarzyć.

66. Moskal - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2016

Wyszperałem coś nowego w twórczości Gołkowskiego, który może wielkim pisarzem nie jest, ale jego literatura zazwyczaj jest przyjemnym i niewymagającym wysiłku sposobem na spędzenie paru wolnych chwil. Moskal jest samodzielną powieścią, niebędącą częścią żadnego cyklu i dobrze na tym wychodzi. Jest to historia "przedsiębiorcy" z czasów przemiany ustrojowej w Polsce, w którego ręce wpada pewien ciekawy artefakt, dzięki któremu udaje mu się zdobyć olbrzymie wpływy. Przedmiot ten jest jedynym wątkiem fantastycznym w powieści, więc miłośników prozy, gdzie fantastyka jest jedynie lekko zaznaczona, lektura Moskala może usatysfakcjonować. Poza tym jest to ciekawa historia sensacyjna o działalności rosyjskiej mafii, jej wpływach na władzę i walce o nie. Napisana jest prostym, dobrze przyswajalnym językiem, bez żadnych wygibasów słownych, choć znajomość rosyjskiego i cyrylicy może się przydać. Fajne czytadło.

67. Cień proroka - Vladimir Wolff, Warbook 2015 (Kindle)

Trzecia część sensacyjnego cyklu zapoczątkowanego przez Tropiciela i kontynuowanego w Bractwie Nieśmiertelnych jest nieco spokojniejsza od poprzedniczek. Skupia się na śledztwie w sprawie działalności Państwa Islamskiego na terenie RP. Wprawdzie znaczącą rolę odgrywają tu bohaterowie wcześniejszych tomów, ale tym razem autor zdecydowanie więcej miejsca poświęcił na przedstawienie wydarzeń z perspektywy terrorystów. A ponieważ specyfika działań przestępców wymaga przebywania w ukryciu, to i akcja w Cieniu proroka jest znacznie spokojniejsza, przynajmniej dopóki nie osiągnie punktu kulminacyjnego. Fabuła wciąga, dzięki czemu lektura jest całkiem przyjemna, choć z uwagi na suchy styl Wolffa powieść nie należy do najlepiej czytających się.

68. Angele Dei - Dariusz Domagalski, Rebis 2016 (Kindle)

Temat losów Arki Przymierza po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora jest interesujący zwłaszcza, że od dłuższego czasu zaczytuję się w Starym Testamencie. Tutaj jednak Domagalski nieco przedobrzył. Akcja umieszczona została w trzech momentach w historii: w czasie upadku Jerozolimy, pierwszej krucjaty i współcześnie. Różne stronnictwa próbują ustalić położenie Arki, w sprawę mieszają się aniołowie i ciemna strona mocy i jest tego po prostu za dużo. Aniołowie niby są pozbawieni wolnej woli (co podkreślane jest wielokrotnie), ale nieustannie się nią wykazują, buntując się przeciw zamysłom Boga. Do tego nie podoba mi się pomysł przyjmowania przez skrzydlatych na każdym kroku ról ważnych postaci historycznych. To natomiast, czym powieść się broni, to sama fabuła, która potrafi wciągnąć, a i wymyślone przez Domagalskiego losy Arki są satysfakcjonujące.

69. Osobliwy dom pani Peregrine - Ransom Riggs, Media Rodzina 2016 (Kindle)

A po to sięgnąłem, bo cała trylogia Riggsa została książką miesiąca w Nowej Fantastyce. Nie miałem wcześniej zbyt wiele do czynienia z nurtem young adult w literaturze i wydawało mi się, że są to takie ugrzecznione historyjki. No i wyszło, że się pomyliłem. Jest mrocznie, ponuro, momentami wulgarnie (wprawdzie bez przesady, ale dziecku bym tego nie dał do czytania) i wciągająco. Co prawda historie o tajemniczych domach znajdujących się na styku świata materialnego i duchowego nie są niczym nowym, ale Riggsowi udało się stworzyć opowieść na tyle zajmującą, że ten niewielki brak oryginalności w niczym nie przeszkadza. Bardzo ważne dla powieści są ilustrujące ją fotografie, na podstawie których autor napisał swoją książkę: intrygują i wprowadzają odpowiedni nastrój. Aż przez moment żałowałem, że czytam wersję elektroniczną - na papierze muszą prezentować się jeszcze lepiej.

70. Harda - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2016 (Kindle)

Kolejna cegła Cherezińskiej, po którą sięgnąłem, zastanawiając się przy okazji, czy potrafi ona pisać krótkie książki. No ale dobrego tekstu nigdy za wiele, zwłaszcza jeśli jest e-bookiem i nie zajmuje miejsca, ani dużo nie waży. Tym razem autorka postanowiła opisać historię domniemanej córki Mieszka I, Świetosławy, królowej Szwecji, Danii, a podobno też i Anglii; no a ponieważ jest to pierwszy tom cyklu (swoją drogą mogłaby Cherezińska zakończyć Odrodzone Królestwo zamiast brać się za inne utwory), to jeszcze na kartach powieści trochę tronów jej do zdobycia zostało. Cherezińska pisze w typowy dla siebie sposób - dokładnie opisuje poszczególne wydarzenia, spośród rozmaitych wersji historii wybierając te, które najbardziej wzbogacą fabułę; i bardzo dobrze jej to wychodzi. Przez znaczną część lektury odnosiłem wrażenie, jakby tytułowa bohaterka stała na uboczu fabuły, a główną rolę odgrywali Mieszko I i inni europejscy władcy; pozwoliło to jednak na dokładne przedstawienie realiów historycznych i wpisanie w nie protagonistki. Kolejny raz jestem zadowolony z dania przygotowanego przez Cherezińską.

71. Konan Destylator - Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów 2016 (Kindle)

Dawno nie czytałem Pilipiuka, a swego czasu był to jeden z moich ulubionych polskich autorów. Od opowiadań z Jakubem Wędrowyczem w roli głównej zaczynałem zresztą mój kontakt z jego twórczością, a postać ta bardzo długo mnie bawiła. I dopiero teraz, przy ósmym tomie opowiadań o perypetiach egzorcysty-bimbrownika poczułem znużenie. Humor niby u Pilipiuka ciągle ten sam, ale sprawia wrażenie tworzonego na siłę, postacie są prymitywami, ale co chwilę zadziwiały mnie swoją wiedzą, a ponadto zdziwił mnie momentami wulgarny język, którym autor się ponoć brzydzi i którego stosowania na kartach swojej twórczości do tej pory unikał. Ciężko jest mi tutaj wynaleźć jakiś wyróżniający się tekst, może poza bonusowym Krwiopijcą, ale to też nie ze względu na jakość, ale na fakt bycia niewędrowyczowym opowiadaniem (opowiada ono o wampirach znanych z Wampira z M-3 i Wampira z MO). Całość jest do bólu przeciętna.

czwartek, 31 grudnia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #51 i 52

Ostatnia notka w tym roku. W ostatnich dwóch tygodniach przeczytałem pięć książek. Bardzo usilnie starałem się też ukończyć Pierwszy rok życia dziecka, ale zabrakło mi jednego dnia - myślę, że do jutra uda mi się przeczytać tę książkę, przy której siedzę od października. Rozpoczętą mam też Chatkę Puchatka, ale muszę ją odłożyć do momentu, kiedy Junior będzie w stanie nie płakać, jak mu się czyta.

122. Wróżenie z wnętrzności - Wit Szostak, Powergraph 2015

Szostak chyba definitywnie porzucił fantastykę i ugrzązł w mainstreamie. Tym razem stworzył ciekawy monolog człowieka zamkniętego we własnej głowie, opisującego otaczającą go rzeczywistość. Ta zaś sprowadza się do jego brata i bratowej opiekujących się nim i zamieszkujących stację kolejową gdzieś na odludziu. Szostak skupia się na wzajemnym oddziaływaniu bohaterów na siebie i świat dookoła nich. A ten jest bardzo oniryczny. Wprawdzie nie ma tu nic fantastycznego, ale sposób pokazania go przypominał mi Szostakowe Chochoły. Interesująca pozycja.

123. Dopóki nie zgasną gwiazdy - Piotr Patykiewicz, SQN 2015 (Kindle)

Przeczytałem wcześniej w FWS opowiadanie, którego akcja rozgrywa się w świecie Dopóki nie zgasną gwiazdy. Ponieważ koncepcja wykreowanych realiów wydała mi się interesująca, sięgnąłem po powieść Patykiewicza. Dostałem ciekawą i nietypową postapokalipsę, gdzie Ziemię spotkała kolejna epoka lodowcowa będąca następstwem strącenia Lucyfera na ziemię. Ludzkość chroni się w wysokich górach, gdzie potęga Złego jeszcze nie sięga, ale wydaje się, że nic nie uchroni niedobitków przed zagładą. Najsłabszym elementem powieści jest fabuła - o questowym charakterze, służąca chyba jedynie prezentacji świata przedstawionego. Bohater idzie tam, gdzie go pokierują, czasem z przyczyn od siebie niezależnych musi gdzieś zostać na dłużej. Nic szczególnego, ale poszczególne elementy świata są przedstawione w sposób interesujący. A prawdopodobne wyjaśnienie, czym jest strącony upadły anioł może zaskoczyć. Ponieważ Patykiewicz zostawił otwartą furtkę dla kontynuacji, z niecierpliwością będę czekał na dalszy ciąg tej opowieści.

124. Zbrojni - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Straż miejska Ankh-Morpork wraca w całej okazałości w postaci kryminału na wesoło. Miastem wstrząsa seria morderstw i, choć niektórzy chcieliby patrzeć w całkiem innym kierunku, znajduje się ktoś, kto posiada wystarczającą odrobinę przyzwoitości, żeby sprawie się dokładniej przyjrzeć. Bohaterowie bawią równie mocno jak do tej pory, a i do fabuły ciężko mieć jakieś większe zastrzeżenia. Może tylko tyle, że znów na siłę wprowadza się magów z Niewidocznego Uniwersytetu i Bibliotekarza - bez nich powieść nie straciłaby na atrakcyjności. Powoli utwierdzam się w przekonaniu, że jedynym protagonistą Świata Dysku, którego nie jestem w stanie polubić i który działa mi na nerwy jest Rincewind. Pozostałym bardzo mocno kibicuję.

125. Gamedec. Zabaweczki. Sztorm - Marcin Przybyłek, SuperNOWA 2010

Ostatnia pożyczona od kolegi część przygód gierczanego detektywa, który już właściwie przestał być gamedekiem, a stał się żołnierzem-nadczłowiekiem na usługach korporacji. Początek nudny jak flaki z olejem do tego stopnia, że miałem ochotę rzucić książkę w kąt; i pewnie by tak było, gdyby nie to, że nigdy tak nie robię. Czytałem więc dalej i gdzieś od dwusetnej strony zaczęło się robić ciekawie, kiedy poszczególne wątki zaczęły się ze sobą łączyć. Na pewno nie powinno się mieć za długiej przerwy pomiędzy lekturą Błysków a Sztormem, gdyż obie te książki powinny być zbite w jedną całość, ale wydawca chciał dwukrotnie wydoić pieniądze od czytelnika (albo uniknąć wydawania 900-stronicowej knigi). W każdym razie Zabaweczki sprawnie łączą pierwsze dwa tomy Gamedeca z Czasem silnych istot - teraz rozumiem, jak dużym błędem było sięganie po wydaną przez Fabrykę Słów część przygód Torkila zanim zapoznałem się ze starszymi książkami.

126. Elfryda - Antoni Lange, BookRage 2014 (Kindle)

Coś krótkiego na koniec roku. Muszę przyznać, że spodziewałem się zupełnie innej literatury. Antoni Lange znany jest mi jako autor fantastyki z lamusa i właśnie tego typu utworów oczekiwałem od tego zbioru opowiadań, a dostałem garść krótkich opowieści obyczajowych, skupiających się na relacjach międzyludzkich, w większości przypadków romantycznych kontaktach damsko-męskich. Jeśli miałbym krótko je scharakteryzować, to są one doskonale nijakie. Nie są złe, czy nieładnie napisane (choć trącą myszką), ale nie sądzę, żeby pozostały mi w pamięci do Święta Trzech Króli 2016 roku. Na pewno moja świadomość literacka nie zubożałaby, gdybym Elfrydy nie przeczytał, ale nie czuję się jakoś szczególnie zdruzgotany tym, że poświęciłem na lekturę cały jeden dzień.

Podsumowanie roku

Cel na rok 2015 był ambitny: przeczytać 150 książek. Mniej więcej do sierpnia szło mi bardzo dobrze, później tempo spadło, osiągając stały pułap 2/3 dotychczasowej liczby przeczytanych książek. Przez ostatnie miesiące nie udawało mi się przekroczyć dziesięciu książek na miesiąc, co jest oczywiście związane z narodzinami potomka. Z tego też powodu osiągnąłem najsłabszy wynik od trzech lat, zmykając rok ze 126 książkami na koncie. W skali kraju jest to wynik bardzo dobry, ale mam wrażenie, że w przyszłym roku przekroczenie bariery stu pozycji może się okazać problematyczne, jeśli nie niewykonalne.

Statystycznie tradycyjnie najwięcej przeczytałem fantastyki - 97 książek (w tym 78 polskiej i 19 zagranicznej) - dalej następuje przepaść, a potem w kolejce jest mainstream (10 książek), literatura podróżnicza (tylko 5 - spodziewałem się więcej) i dramaty (4 sztuki z Wolnych Lektur).

Wydawnictwem, po którego produkty najczęściej sięgałem była Fabryka Słów (15 książek - widać, kto wydaje najwięcej polskich autorów fantastycznych), a zaraz za nią podążała NOWA/SuperNOWA (12, głównie dzięki Gamedecowi Przybyłka i Sadze o Czarokrążcy Baniewicza). Na kolejnych miejscach uplasowali się: Prószyński i S-ka (8 - Świat Dysku się kłania), Bookrage, Solaris (po 7) i Wolne Lektury (6).

Nadal niewielki jest udział żeńskich autorek w czytanych przeze mnie książkach. Niestety panie nie zaczynają pisać fantastyki, a te, które są na rynku, zdołały się okopać i swoich pozycji raczej nie oddadzą nowicjuszkom. Szkoda, bo w znacznej części przypadków kobieca fantastyka jest interesująca. Zauważyłem natomiast, że panie coraz częściej są autorkami książek podróżniczych, których w roku 2016 planuję przeczytać nieco więcej niż w mijającym.

Rywalizacja papier vs ebook zakończyła się zwycięstwem tego drugiego 74:52, co daje większą przewagę niż w 2014 roku. Co ciekawe, wyjazdów w tym roku miałem mniej, więc ciężko mi tę dysproporcję wyjaśnić, gdyż starałem się czytać naprzemiennie - raz papier, raz ebook. Z tego pierwszego rezygnowałem tylko, będąc w podróży.

Na koniec jeszcze mała statystyka odnoście autorów. Najczęściej sięgałem po Pratchetta (8 tomów Świata Dysku), a dalej znajdują się Baniewicz, Białczyński, Przybyłek (po 4 książki - cykle pisali), Ćwiek, Gołkowski, Lewandowski, Pilipiuk i Shakespeare (po 3). W sumie przewinęło się przez moje ręce 87 autorów, nie licząc antologii, dla których mam przygotowaną oddzielną kategorię.

Co w 2016? Prawdopodobnie wrócę do pisania jednej notki miesięcznie. Brakuje mi już czasu na cotygodniową twórczość. Spróbuję też nadrobić lektury do Zajdla, co oznacza, że powinienem przestać czytać cokolwiek innego niż polska fantastyka A.D. 2015/2016, ale chyba tego nie uda się do końca zrealizować; w końcu podobne postanowienie mam co roku. Nie udało mi się wyrobić na polterświęta 2015, może więc w nadchodzącym roku uda mi się rozdać trochę niepotrzebnych i zajmujących zdecydowanie za dużo miejsca książek, filmów i gier.

Tradycyjnie też, na koniec garść podziękowań:
  • Dla Żony za, pomijając wszystko inne, bycie pierwszą czytelniczką bloga i regularne wprowadzanie poprawek, a także za regularne podrzucanie książek w pierwszym półroczu.
  • Dla stałych czytelników, którzy pozostawiają po sobie ślad: Asthariel, Aszhe, baczko, Clod, earl, Gosia, Ifryt, MEaDEA, Melanto, Vanth i zegarmistrz. Dzięki temu, że wiem, że mnie czytacie, pisanie o książkach ma jakikolwiek sens.
  • Dla Bartka Biedrzyckiego, który znalazł chwilę na skomentowanie moich wypocin na temat swojej książki. To naprawdę super sprawa wiedzieć, że autorzy reagują na opinie o swoich dziełach.

Do przeczytania w 2016.

czwartek, 19 listopada 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #46

Mam wrażenie, że teraz dwie średniej długości książki przeczytane w tydzień staną się normą, choć wróciłem do pracy, a z tym wiąże się trochę wolnego czasu w przerwach, więc może nie będzie tak źle. W każdym razie: udało mi się skończyć dwie luźne lektury, zacząłem też czytać dziecku (niech ma od początku kontakt z solidną literaturą) - przy sprzyjających wiatrach w przyszłym tygodniu pojawi się refleksja na temat Kubusia Puchatka. Zapraszam.

113. Kłamca. Papież sztuk - Jakub Ćwiek, SQN 2015

Trochę się bałem po ostatnich tomach Kłamcy, że Ćwiekowi nie uda się już nic dobrego z tego bohatera wycisnąć. Z radością mogę jednak stwierdzić, że wielce się myliłem. Kuba niejeden raz udowodnił, że świetnie operuje popkulturowymi kliszami, teraz także pokazał na co go stać. Po raz kolejny pakuje Lokiego w kłopoty związane z działalnością innych bóstw; tym razem jednak boskość przeciwnika kreuje telewizja (do czego walnie przyczynia się protagonista). Świetnie udało się ukazać, jak w świecie, gdzie religia spychana jest coraz bardziej na margines, ludzie tworzą sobie nowych bożków pochodzących z ekranów telewizorów. Ciekawym zabiegiem jest danie w paru momentach czytelnikowi opcji wyboru, jak ma dalej potoczyć się fabuła; wprawdzie odgałęzienia fabularne są krótkotrwałe, ale jest to coś, co nieczęsto trafia się w literaturze. Do tego wspomnieć należy interesujący pomysł z czasową zmianą medium z powieści na komiks. Choć fabuła na kolana nie powala, to jednak sama książka zawiera sporo fajnych patentów. No i świetnie się ją czyta. Brawo!

114. Panowie i damy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Listopadowa porcja Pratchetta to kolejna część przygód trzech czarownic z Lancre. Tym razem autor postanowił pobawić się Snem nocy letniej Szekspira i po raz kolejny sobie z tym bardzo dobrze poradził. Humor sytuacyjny oparty na komizmie postaci jest bardzo umiejętnie stosowany i nie męczy nachalnością. Fabularnie też jest nieźle: umieszczenie elfów w roli tych złych, pokazanie ludzkiej twarzy babci Weatherwax (mimo okropnego charakteru nie da się jej nie lubić) i rzucenie odrobiny światła na jej historię są ogromnymi zaletami tej powieści. Miałem wprawdzie ponarzekać na to, że pojawienie się magów z Niewidocznego Uniwersytetu po raz kolejny służy jedynie uzasadnieniu obecności Bibliotekarza na kartach utworu, ale ostatecznie okazało się, że bez nich Panowie i damy nie mieliby takiego wydźwięku, jaki mają. Po raz kolejny w tym tygodniu: brawo!

piątek, 6 listopada 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #44

Kolejny tydzień tego roku to tylko jedna przeczytana książka. Sprawy okołopotomkowe pochłaniają zdecydowaną większość mojego czasu, więc i czytać za bardzo nie ma kiedy, a dodatkowo niewielka ilość snu sprawia, że wcześniej niż dotychczas nie jestem w stanie skupić się na składaniu liter. Ale powoli przyzwyczajam się do nowej sytuacji życiowej, więc pewnie jeszcze trochę i mi się rytm dobowy jakoś unormuje.

110. Pomniejsze bóstwa - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

To był październikowy przydział Świata Dysku. I okazało się, że Pomniejsze bóstwa to jedna z lepszych części, jakie do tej pory przeczytałem. Nie zalicza się ona do żadnego z podcykli i podejmuje temat zorganizowanej religii, zahaczając też o kwestie filozofii. Wprawdzie tym razem Pratchett nie wywoływał za często uśmiechu na mojej twarzy, ale za to bardzo celnie punktował niedoskonałości systemów religijnych (głównie chrześcijaństwa, ale politeistyczne wierzenia również dostały własną szpilę). Filozofom też się obrywa jako tym, którzy w większości nie robią nic pożytecznego. Coś w tym Świecie Dysku jednak jest, że chce się go dalej czytać.

czwartek, 24 września 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #38

Kolejny tydzień minął, jak z bicza strzelił. Mnie udało się przeczytać tym razem trzy książki, wszystkie w wersji elektronicznej - jak wspomniałem w poprzedniej notce, na papierze przebijam się przez jedną niebeletrystyczną cegłę i robię to od początku września, ale mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu ją skończę; zostało mi tylko jakieś 130 stron. Mam nadzieję, że uda mi się nabrać jakiegoś znaczącego tempa przy poznawaniu kolejnych utworów.

99. Najemnik - Krzysztof Piskorski, BookRage 2013 (Kindle)

Długo czytałem tę książkę. Jakoś tak wyszło, że im więcej czasu spędzam w domu, a mniej w pracy, tym wolniej idzie mi przerzucanie stron. Dziwne to, bo druga część Opowieści Piasków to lektura bardzo zajmująca. Ciekawie zostało pokazane spotkanie kultury "arabskiej" z "europejską" w świecie fantasy widziane z perspektywy człowieka pustyni. Oczywiście, przez cały czas miałem wrażenie, że wydarzenia opisywane w Najemniku stanowią tylko preludium przed zakończeniem cyklu, ale Piskorskiemu bardzo dobrze udało się przygotować grunt do finału i podtrzymać moje zainteresowanie tą trylogią. Po Proroka najprawdopodobniej sięgnę jeszcze w tym roku.

100. Wojna pod Pękniętym Niebem - Marcin Mortka, Zielona Sowa 2015 (Kindle)

A to z kolei trzeci tom cyklu Peknięte Niebo, w którym grupa nastolatków mierzy się z inwazją dziwnych stworów, które nagle pojawiły się na powierzchni Ziemi. Jest to typowy survival horror, gdzie trzeba walczyć z obcymi potworami, chcącymi zniszczyć ludzkość. Choć czasem zdarzy się jakiś łagodniejszy wulgaryzm, odniosłem wrażenie, że miałem do czynienia z powieścią dla młodszego czytelnika (wydawnictwo twierdzi, że przeznaczoną dla czytelników w wieku 15+). Mortka tym razem wybrał inną bohaterkę na protagonistkę, ale wynika to z zakończenia poprzedniej części. Szkoda tylko, że od momentu, w którym przeczytałem drugi tom minęło sporo czasu i znaczna część fabuły wyleciała mi z pamięci, ale ta przypadłość dotyczy większości kilkutomowych cykli, jeśli nie czytam poszczególnych części jedna po drugiej. W każdym razie lektura głowy nie urywa, ale jest przyzwoitym czytadłem na jeden czy dwa wieczory.

101. Wyprawa czarownic - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

No i przebijam się przez tego Pratchetta, i stwierdzić muszę, że są to bardzo przyjemne lektury. Dobrze się to czyta, autor świetnie operuje humorem sytuacyjnym i doskonale wykorzystuje motywy wzięte z kultury i otaczającego nas świata (tym razem na tapetę bierze baśnie). Po raz trzeci miałem przyjemność spotkać babcię Weatherwax i staje się ona jedną z moich ulubionych bohaterek zamieszkujących Świat Dysku. Miło też było stwierdzić, że po pierwszych dwóch tomach będących w zasadzie zbiorem gagów, Pratchettowi udało się stworzyć ciekawe fabuły, które może nie są bardzo skomplikowane, ale potrafią utrzymać w napięciu.

piątek, 28 sierpnia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #32, 33 i 34

Oj, dawno nie pisałem. Dwa tygodnie temu powstrzymało mnie lenistwo połączone z brakiem czasu, tydzień temu zaś był Polcon. Świetna impreza - kto nie był, ten trąba. Przy okazji, po raz kolejny gratulacje dla Ani i Michała z okazji zdobycia Nagrody im. Zajdla.

86. Zanim umrę - Krzysztof Boruń, BookRage 2014 (Kindle)

Stwierdziłem, że przeczytam, zanim dokonam sierpniowego uzupełnienia zasobów e-booków. Jest to zbiór opowiadań jednej z legend polskiego SF, bardzo klasycznych opowiadań, gdzie głównym motywem są podróże kosmiczne i rozwój nauki. No i doszedłem do takiego wniosku, że bardzo dobrze jest sprawdzić, jak widziano przyszłość pięćdziesiąt lat temu. Fajna lektura.

87. Klątwa gruzińskiego tortu - Maciej Jastrzębski, Editio 2014

Tę książkę wygrałem na tegorocznym Festiwalu Podróżników Navigator, pomyślałem więc, że sprawdzę, co tam w Gruzji słychać, tym bardziej, że inna książka Jastrzębskiego, Matiuszka Rosja i Jastrząb, była całkiem przyjemną lekturą. Autor, będący dziennikarzem Polskiego Radia, skupia się na konflikcie gruzińsko-rosyjskim i starciach o Osetię Południową i Abchazję. Sporo miejsca poświęca też przemianom ustrojowym Gruzji po uzyskaniu przez nią niepodległości. Ukazuje obraz kraju, który ciągle musi z kimś lub czymś walczyć, czy to z siłami zewnętrznymi, czy też z korupcją i wadliwie działającymi organami państwa. A przy tym jego naród nie traci charakterystycznego dla siebie ducha życzliwości i gościnności.

88. Demony czasu pokoju - Adam Przechrzta, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Kolejny tom przygód pułkownika Razumowskiego pod rządami ojczulka Stalina. Znów pojawia się rywalizacja wywiadów, kryminalna intryga i wiele przeplatających się wątków, które krążą wokół wspólnego środka. Powieść można czytać bez znajomości poprzednich części, choć niektóre zawarte w nich wątki pojawiają się i tutaj. Akcja trzyma w napięciu, choć, jeśli ktoś czytał Białe noce, to wie, że protagoniście nic poważnego nie grozi. W każdym razie dostałem od Przechrzty kolejną porcję solidnej sensacyjnej literatury z Rosją w tle z lekką domieszką czynnika nadnaturalnego i z niecierpliwością oczekuję na dalsze losy oficera GRU, tym razem może już za czasów Chruszczowa.

89. Uczeń czarnoksiężników - Czesław Białczyński, Solaris 2014

Jest to drugi tom Wojen Haoltańskich i nadal nie wiem, czym zachwycał się Wojtek Sedeńko, wybierając ten cykl do serii Archiwum Polskiej Fantastyki, może poza chęcią wydania kolejnych, niepublikowanych dotychczas części. W porównaniu z Ostatnią nocą niewidzialnych narracja jeszcze bardziej cofa nas w czasie, tym razem do momentu, kiedy snujący opowieść protagonista podejmuje naukę w celu zostania intuicjonałem. I z jednej strony fabuła potrafi wciągnąć, intryga jest interesująca i dobrze skonstruowana, ale problem polega na tym, że bez działań głównego bohatera i tak została by ona rozwiązana. Nie tak się to powinno budować.

90. Kosiarz - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Wróciłem do Pratchetta. Jedenasty tom z czterdziestu głównym bohaterem czyni Śmierć. I o ile wątki z nim związane są interesujące i zabawne, to te dotyczące Niewidocznego Uniwersytetu stoją o poziom niżej. Nie byłoby źle, gdyby nie kompletnie oderwany od rzeczywistości i niezrozumiały dla mnie motyw pojawiającego się hipermarketu i opętanych wózków. Po co to i czemu to ma służyć? Nie mam pojęcia. Ale wracając do tego, co dobre, autorowi świetnie udało się ukazać problematykę przemijania. No i ciekawie się zrobiło, kiedy okazało się, że nawet Śmierć ma przełożonego.

91. Ksin drapieżca - Konrad T. Lewandowski, Nasza Księgarnia 2015 (Kindle)

Drugi tom Sagi o Kotołaku wydany przez Naszą Księgarnię. Książka zawiera dwie starsze powieści Lewandowskiego: Ksin drapieżca oraz Kapitan Ksin Fergo. Oba teksty to bardzo dobre fantasy z ciekawie wykreowanym światem, do tego spisane niezłym stylem, choć temu ostatniemu zdarzają się słabsze chwile. Tutaj w końcu zorientowałem się, co drażni mnie w późniejszej prozie autora: o jedno zdanie za dużo. Bywa, że narrator coś wyjaśnia; i już wszystko wiadomo, a na końcu wywodu pojawia się jedno zdanie, przez które mam wrażenie, że autor traktuje czytelnika jak idiotę. Na szczęście w Ksinie takie rzeczy pojawiają się bardzo rzadko, dzięki czemu książka jest bardzo przyjemnym czytadłem.

92. Dzień zapłaty - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2015 (Kindle)

To z kolei jest kontynuacja 7.27 do Smoleńska. I jak często w prozie Wolskiego, tak i tutaj jest sporo politykowania. Wszelka zbieżność nazwisk i nazw własnych jest całkowicie zamierzona. Po tym, jak cudownie ocalony w Smoleńsku prezydent wraca do kraju i nadal sprawuje władzę, partii rządzącej udaje się przeprowadzić skuteczny zamach na niego. Cała akcja natomiast toczy się pięć lat później, kiedy zbliżają się kolejne wybory prezydenckie. Na scenę powracają bohaterowie poprzedniej części, pojawiają się rosyjskie służby specjalne, które nie wybaczają tym, którzy nadepnęli Matiuszce Rosji na odcisk, akcja toczy się bardzo szybko i trzyma w napięciu. Byłoby bardzo dobrze, gdyby nie brak jakiejś konkluzji w zakończeniu. Mam wrażenie, że autor przygotował sobie grunt pod kolejną część, ale czeka na rozwój wydarzeń na polskiej scenie politycznej.

czwartek, 19 marca 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #11

Trzy książki udało mi się w tym tygodniu ukończyć, co jest satysfakcjonującym wynikiem, choć przy niewielkiej ich objętości powinno się udać przeczytać czwartą. Prawdę mówiąc, niewiele zabrakło, żeby tak się stało (Wygnaniec Krzyśka Piskorskiego jest na ukończeniu). Czasu na lektury miałem dość dużo, ale poświęciłem go trochę na czasopisma (tegoroczna Nowa Fantastyka, Fantastyka rocznik 1985 i Poznaj Świat z zeszłego roku). Ciekawe, kiedy nadejdzie dzień, że będę z nimi na bieżąco.

30. Kanada pachnąca żywicą - Arkady Fiedler, Bernardinum 2009

Chyba najbardziej kultowa z polskich książek podróżniczych. Czytałem ją już w podstawówce, przygotowując się do olimpiady geograficznej o USA i Kanadzie, ale okazało się, że jedynym, co do dziś pamiętałem z opowieści Fiedlera, była historia Pokahontas. Jak zwykle w przypadku książek z serii Biblioteka Poznaj Świat, ta pozycja również urzeka jakością wydania, choć fotografii jest tu zdecydowanie mniej niż w pozostałych tytułach, które miałem przyjemność wziąć do rąk. W niczym to jednak nie umniejsza faktu, że lektura ta jest bardzo zajmująca. Autor skupia się na pięknie przyrody, z którą zetknął się podczas podróży po drugim największym kraju świata, pokazuje wpływ natury na człowieka z zewnątrz, ale także przedstawia, jakie znaczenie miało przybycie do Ameryki białego człowieka na życie rdzennej ludności. W opisie wyprawy łowieckiej, którym ta książka jest, pojawia się mnóstwo informacji na temat pionierów podporządkowujących sobie i europejskim mocarstwom kanadyjską ziemię. Wszystko przedstawione jest w taki sposób, że ma się ochotę wstać z fotela i ruszyć w świat. I pewnie w ten sposób zaczęła się kariera współczesnych podróżników. Szkoda tylko, że opisywana wyprawa urywa się nagle i brakuje jej zakończenia.

31. Ruchome obrazki - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2010 (Kindle)

To ostatni tom Świata Dysku, przed przerwą, jaką sobie zamierzam zrobić w twórczości Pratchetta; zamierzam do niej wrócić, jak już uporam się z bieżąco wydawaną polską fantastyką. Jak można się domyślić po tytule, autor bierze tym razem na tapetę Hollywood, mechanizmy, jakimi kieruje się przemysł filmowy i pozycję gwiazd w społeczeństwie. Wszystko oczywiście w krzywym zwierciadle, wynaturzone przez magię i zasady rządzące Dyskiem. Humor jest subtelniejszy niż w poprzednich tomach, a przez to nie zdarza mu się już być męczącym. W zasadzie jest to typowa książka z serii, nie wyróżniająca się spośród innych tomów cyklu ani na plus, ani na minus.

32. Drugie spojrzenie na planetę Ksi - Marcin Kowalczyk, Janusz A. Zajdel, SuperNOWA 2014

Zwycięzca konkursu na kontynuację Całej prawdy o planecie Ksi Janusza A. Zajdla spisał się bardzo przyzwoicie. Akcja powieści toczy się w przeważającej części na tytułowej planecie, a główne role grają astronauci pozostawieni tam w poprzedniej części. Autor (mowa o Marcinie Kowalczyku, bo Zajdel napisał jedynie trzy fragmenty, które dodane zostały również na końcu Całej prawdy...) w pesymistyczny sposób ukazuje zachodzące przemiany ustrojowe, jednocześnie dając prztyczka w nos obradom Okrągłego Stołu. Trochę za mało miejsca poświęcono kapitanowi Slothowi i ziemskim terrorystom, a powieść zakończono w taki sposób, że możliwe staje się bezbolesne napisanie trzeciego tomu.

piątek, 6 lutego 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #5

To był rekordowy tydzień. Udało mi się przeczytać aż pięć książek, choć przyznać muszę, że nie były one obszerne.

12. Kotku, jestem w ogniu - Dawid Kain, Genius Creations 2014 (Kindle)

Krótka, ale bardzo dobra powieść Dawida Kaina o literaturze. Autor przedstawia alternatywną rzeczywistość, gdzie wszystko kręci się wokół książek, gdzie pełnią one funkcję narkotyku i stanowią sens życia, a ludzie nieczytający nie istnieją. Bardzo dobrze poprowadzona została fabuła skupiająca się na poszukiwaniu przez bohatera pewnej nieosiągalnej książki, z ciekawą intrygą w tle. Taka oniryczno-kafkowska litertura, jeśli chodzi o nastrój.

13. Sto lat samotności - Gabriel García Márquez, Muza 2004

Podrzucone przez Żonę. Tytuł książki w zasadzie mówi wszystko. Rzecz dzieje się w odciętej od świata i zacofanej wiosce na przestrzeni stu lat, gdzie każdego z bohaterów dotyka klątwa samotności, wynikająca z niezdolności do odczuwania miłości. Historia rodziny, gdzie powtarzane są błędy przodków, gdzie często tworzą się kazirodcze związki, opowiedziana przez narratora w beznamiętny sposób. Ale ten sposób prowadzenia narracji uwypukla problem poruszany przez autora. Jest to porcja bardzo dobrej, poruszającej literatury i prztyczek w nos dla tych, którzy twierdzą, że fantastyka jest bezwartościowa, a do tego doskonały przykład, że można napisać świetną powieść, nie posługując się bełkotliwym językiem.

14. Eryk - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2012 (Kindle)

Kolejny tom Świata Dysku, po który zdecydowałem się sięgnąć, tym razem króciutki, bo liczący niewiele ponad sto stron. Tym razem ciapowaty Rincewind i tytułowy Eryk, chcący być demonologiem, wyruszają w podróż poprzez czas i przestrzeń, co daje Pratchettowi możliwość satyrycznego przedstawienia mitów i wierzeń. Niestety całość sprawia wrażenie powieści pisanej na kolanie: zmarnowany został potencjał Śmierci, fabuła zaś stanowi tylko skakanie z lokacji do lokacji. Najlepiej wypada o dziwo Rincewind, którego do tej pory nie miałem okazji polubić, a który tym razem wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Całkiem sprawnie radzi sobie też Eryk, jako młokos, którego wywołana przez niego sytuacja przerosła, i, jak zwykle, świetny jest Bagaż, choć przydałoby się poświęcić mu trochę więcej czasu antenowego.

15. Mała apokalipsa - Tadeusz Konwicki, NOWA 1994

Zaiwaniłem Teściowej z półki - chciałem wrócić do lektury, która w liceum bardzo mi się podobała. Tym razem jednak nie odniosłem tak pozytywnego wrażenia. Źle co prawda nie jest, a samo przedstawienie absurdów PRL-u, państwa osaczającego obywateli i kontrolującego ich na każdym kroku jest świetnie wykonane, ale męczył mnie chaotyczny styl narracji, jakim posługuje się Konwicki - za dużo tu bełkotu. Fabuła jest prosta - bohater idzie przez Warszawę z kanistrem benzyny w ręce w celu dokonania samospalenia pod Pałacem Kultury - ale to nie ona jest tu istotna; stanowi tylko pretekst dla zaprezentowania wadliwego systemu.

16. Metro 2034 - Dmitrij Głuchowski, Insignis 2010 (Kindle)

Wyszło, że jestem chyba jedyną osobą, której druga część Metra podoba się bardziej od pierwszej, co nie znaczy, że jest to dobra książka. Metro 2034, podobnie jak poprzednik, nie zachwyca, wiele elementów, które w pierwszej części prosiły się o rozwinięcie tutaj zostało całkowicie pominiętych. Artiom, zwany Artemem, będący głównym bohaterem Metra 2033, tym razem zepchnięty zostaje na margines, pojawiając się jedynie epizodycznie, a wprowadzenie go do fabuły jest zbędne. Lepiej skonstruowani zostali bohaterowie powieści: już nie irytują swoją głupotą, rozbudowane zostało ich życie osobiste, przez co bardziej przypominają ludzi z krwi i kości. Po raz kolejny Głuchowski bardzo dobrze oddał nastrój klaustrofobii i zaszczucia mieszkańców moskiewskich podziemi. Fabuła znowu należy do typu "coś się dzieje, więc idź i sprawdź" i dość szybko nuży; brakuje jej też twista, który miał miejsce na końcu pierwszej części. Nadal nie rozumiem, skąd taka popularność Głuchowskiego.

Zapraszam do sprawdzenia mojej oferty na Allegro.

czwartek, 15 stycznia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #2

Tempo czytania nieco wzrosło w stosunku do poprzedniego tygodnia. Ponieważ w tym roku postanowiłem czytać naprzemiennie książki papierowe i elektronicznie (za wyjątkiem wyjazdów, gdzie ograniczam się do zabierania ze sobą Kindle'a), dwie lektury były przeznaczone na czytnik, a jedną wykonano z martwego drzewa.

2. Straż! Straż! - Terry Pratchett, Próśzyński i S-ka 2011 (Kindle)

Czytanie jednego tomu Świata Dysku miesięcznie sprawia, że jak na razie nie mam przesytu cyklem Pratchetta. Ktoś kiedyś powiedział mi, że najlepsze są części poświęcone straży miejskiej Ankh-Morpork i przyznać muszę, że początek tego podcyklu dobrze rokuje na przyszłość. Pratchettowi udało się świetnie wykreować postacie Marchewy Żelaznywładssona i Vimesa, przybliża też znane z wcześniejszych publikacji osoby patrycjusza i bibliotekarza; zwłaszcza za poświęcenie większej ilości miejsca temu ostatniemu należą mu się brawa. Fabuła jest całkiem przyzwoita, choć, jak to u Pratchetta bywa, monumentalnością nie grzeszy: ktoś przywołuje smoka, aby osiągnąć swój tajemniczy cel, a dzielni i sprytni strażnicy muszą się z tym wszystkim uporać. Rozczarowuje jedynie rozwiązanie problemu przerośniętej i latającej jaszczurki.

3. Gra anioła - Carlos Ruiz Zafón, Muza 2008

Jest to drugi tom cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek podrzucony mi do przeczytania przez Żonę. Zafón znów ukazuje malowniczy, oniryczny obraz Barcelony, po raz kolejny zanurza się w świat książek i pokazuje, jak mogą one wpłynąć na życie człowieka. Gra anioła wciąga w wir wydarzeń wolniej niż Cień wiatru, ale i tak jest zajmującą lekturą. Młody pisarz, który ma dość chałturzenia dla niekompetentnych pracodawców spotyka się z tajemniczym wydawcą, co znacząco zmienia jego życie i wpływa na ludzi go otaczających. Gdzieś w tle pobrzmiewa wątek fantastyczny, który w przypadku tej lektury mógłby zostać spokojnie pominięty. Nastrój tajemnicy i tak by się nie ulotnił.

4. Dwudziesta trzecia - Beata i Eugeniusz Dębscy, Rebis 2014 (Kindle)

Zasugerowałem się nazwiskiem autorów, myśląc, że jest to powieść fantastyczna, i sięgnąłem po nią pod kątem nominacji do Nagrody Zajdla, a okazało się, że dostałem normalny kryminał. Kryminał nietypowy, bo od początku wiadomo, kto zabił, a jedyną kwestią sporną jest, czy detektywowi uda się sprawcę złapać i udowodnić mu winę. Dochodzenie jest przedstawione raczej sprawnie, ale zdarzało mi się, że gubiłem się w tekście, tak jakby pewien fragment został wycięty albo autor zbyt szybko przeskoczył do innego wątku śledztwa. Niepotrzebne wydają mi się natomiast trzy rozdziały, w których morderca torturuje swoją ofiarę: nic z nich nie wynika poza tym, że ukazane zostają bestialstwo i brutalność sprawcy.

W tym tygodniu ponownie uruchomiłem sprzedaż książek (i nie tylko) na Allegro.

środa, 31 grudnia 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #51 i 52

Udało się zamknąć ostatnie dwa tygodnie tego roku siedmioma książkami, przy czym ostatnie trzy skończyłem czytać wczoraj. Wyjazdy świąteczne średnio sprzyjają czytaniu i dopiero po powrocie zwiększyłem tempo.

134. Anna Karenina - Lew Tołstoj, Znak 2012 (Kindle)

Męczyłem to w zasadzie od początku grudnia. Jest to książka, po którą sięgnąłem z dwóch powodów: po pierwsze chciałem się zapoznać z literackim pierwowzorem przed obejrzeniem ekranizacji; po drugie zaś zainteresowałem się nią, bo często wspominał tę powieść Bułyczow w Osadzie. Moim pierwszym wrażeniem było, że jest to jakiś rozbudowany Harlequin, i utrzymało się ono do końca. Jedynym, za co mogę pochwalić tę książkę, jest styl Tołstoja: plastyczne i precyzyjne opisy, typowe dla realizmu. Niestety od czasów licealnych nic się nie zmieniło i literacki realizm nudzi mnie śmiertelnie, przez co lektura Anny Kareniny była drogą przez mękę. Wiele wątków jest tu niepotrzebnych, a bardzo ważne wydarzenie z końca siódmej części nie znajduje ani słowa komentarza w ostatniej, ósmej części powieści. To były zmarnowane trzy tygodnie.

135. Piramidy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2009 (Kindle)

W ramach odtrutki po Tołstoju wystąpiła grudniowa porcja Pratchetta. Tym razem uwaga autora skupiła się na kraju będącym odpowiednikiem starożytnego Egiptu; przedstawionym w krzywym zwierciadle, jak na Świat Dysku przystało. Widać, że autor się wyrobił i nie męczy już tak, jak w pierwszych dwóch tomach cyklu. Przedstawione wydarzenia są zabawne i ani przez moment nie poczułem się znużony nagromadzeniem humoru, co oznacza, że był on dawkowany w dobrych ilościach.

136. Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón, Muza 2006

Tę książkę podrzuciła mi Żona i jest to zdecydowanie najlepsze, co przeczytałem w grudniu. Zafón doskonale przedstawia obraz Barcelony za czasów generała Franco. Jest tu w zasadzie wszystko: tajemnica związana z pewną książką, ciekawi bohaterowie i sprawne użycie oklepanych motywów (opuszczony dom, zakazana miłość, tajemnicza postać), które tutaj potrafią porwać i zauroczyć. Miałem wrażenie, że obraz miasta jest jak wyjęty ze snu, bardzo mi się ta Barcelona spodobała. Książkę zdobią czarno-białe zdjęcia przedstawiające stolicę Katalonii z lat 50., podkreślające urok miejsc opisywanych na kartach powieści.

137. Demony wojny. Część 2 - Adam Przechrzta, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Przyszła pora na zmniejszanie zaległości w polskiej fantastyce. Mimo tytułu sugerującego mocniejsze związki z fabułą pierwszego tomu Demonów wojny, druga część opowiada oddzielną, samodzielną historię. Akcja przenosi się ze Związku Radzieckiego do oblężonego przez Armię Czerwoną Wrocławia, gdzie Razumowski poszukuje śladów tajnej bazy Himmlera. Fabuła rozgrywa się raczej spokojnie, trudności, jakie napotyka protagonista, wydają się być przez większą część powieści odległe, a dzięki temu udaje się Przechrzcie ukazać ludzką stronę sowieckiego agenta. Tylko zakończenie pozostawia nieco do życzenia: bohater radzi sobie z przeciwnościami zbyt łatwo, bez względu na to, jak potężny jest jego przeciwnik.

138. Galaktyczny zwiad - Siergiej Sniegow, Solaris 2013

Radziecka space opera, której trzeci tom ukazał się w 1984 roku w Fantastyce (oczywiście nie przeczytałem, pozostawiając sobie lekturę całej trylogii Ludzie jak bogowie w wydaniu Solarisu). Przez cały czas lektury miałem wrażenie, że oglądam odcinek Star Treka: romantyczna wizja eksploracji przestrzeni kosmicznej, gdzie różne gatunki żyją ze sobą w pokoju; zjednoczona ludzkość; odrzucenie przemocy jako sposobu rozstrzygania konfliktów. I w tym wszystkim pojawiają się kosmici, którzy nie chcą się dostosować. Tacy Klingoni tylko potężniejsi. Fajnie się czyta SF z lat sześćdziesiątych. Często jest ono naiwne, ale przedstawia wiarę w człowieka, o co w dzisiejszej literaturze coraz trudniej.

139. Galop '44 - Monika Kowaleczko-Szumowska, Egmont 2014 (Kindle)

Sięgnąłem po to zachęcony pozytywną recenzją w Nowej Fantastyce i niestety nie mam aż takich dobrych wrażeń z lektury. Może dlatego, że nie uważam powstania warszawskiego za najważniejszy moment w historii Polski, drażni mnie idealizowanie obrazu jego uczestników i przedstawianie go jak czegoś niesłychanie potrzebnego. Fabularnie książka ani mnie ziębi, ani grzeje: ot, jest sobie powstanie, do którego trafia dwóch współczesnych nam chłopaków, wychowanych w patriotycznej rodzinie, którzy postanawiają oddać życie w przegranej sprawie sprzed siedemdziesięciu lat. Jest to książka dla młodszego czytelnika (choć raz pada słowo "gówno"), która może kształtować postawy patriotyczne, momentami wzruszająca, ale ponad przeciętność się nie wybija.

140. Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę - Robb Maciąg, Zysk i S-ka 2008

Bo szukam kierunku na przyszłoroczny urlop. Jest to trochę dołująca książka, wszak napisana została po tym, jak autor zorientował się, że jego miejsce obok żony w łóżku jest zajęte przez kogoś innego. Efektem tego szoku jest siedem tysięcy kilometrów przejechanych na rowerze w południowo-wschodniej Azji. Książka jest pamiętnikiem z podróży, spisywanym niemalże dzień po dniu, gdzie większość wpisów to głównie przemyślenia Maciąga z niewielką domieszką opisów otaczającego go świata. Warto jednak po nią sięgnąć: czasem jest smutno, czasem zabawnie, jak to w życiu. Samego tekstu jest tu raptem siedemdziesiąt parę stron (czyli do przeczytania w godzinę lub dwie, jak ktoś ma wolne tempo), większą część objętości stanowią zdjęcia, świetnie dobrane, przedstawiające wycinki krajów, przez które autor się przemieszczał. Po raz kolejny potwierdza się, że po książki z serii Biblioteka Poznaj Świat warto sięgnąć choćby dla samej strony graficznej książek.

Podsumowanie grudnia

W grudniu czytanie szło mi jak krew z nosa. Sporo czasu spędziłem za kierownicą, do tego wypadły Święta, pewne sprawy osobiste i Anna Karenina, które wpłynęły na tempo czytania. Ostatecznie zamknąłem miesiąc z dwunastoma przeczytanymi książkami, choć jeszcze w Wigilię zastanawiałem się, czy uda mi się dobić do dziesięciu sztuk. Ciągle mało czytam polskiej fantastyki, ale doświadczenie mówi mi, że w pierwszym półroczu 2015 w tej kwestii tempo zostanie podkręcone.

Książka miesiąca: Carlos Ruiz Zafón - Cień wiatru
Rozczarowanie miesiąca: Lew Tołstoj - Anna Karenina

Podsumowanie roku

Jestem umysłem ścisłym (niektórzy mówią, że ściśniętym), więc najpierw trochę liczb. Przeczytałem 140 książek, czym pobiłem własny zeszłoroczny rekord. Z tej liczby 96 sztuk stanowiła fantastyka (w tym 66 polska i 30 zagraniczna), 23 literatura głównonurtowa (wrzuciłem tu Szekspira), 11 literatura podróżnicza (zdecydowanie mniej niż się spodziewałem), 6 sensacja, 2 historia, i po jednej książce informatycznej (no, prawie) i tomik poezji (pierwszy raz od 2001 roku miałem kontakt z poezją - straszne).

Jeśli chodzi o wydawnictwa, to najczęściej w moje ręce trafiały książki Fabryki Słów (20 pozycji), choć dużo słyszałem o spadku jakości ich publikacji. Dalej uplasowały się Prószyński i S-ka (13), Rebis i Wolne Lektury (po 11) oraz Powergraph (10). Wyszło też, że jestem szowinistyczną świnią, gdyż 123 książki, które przeczytałem, zostały napisane przez mężczyzn; widać kobiety rzadko tworzą interesującą mnie literaturę. Starcie papier vs Kindle w tym roku wygrał ten drugi wynikiem 76:64, co jest skutkiem dość częstych wyjazdów (delegacje, urlopy, sprawy rodzinne).

Najczęściej czytani autorzy to: Terry Pratchett (7 książek), Philip K. Dick (5), Orson Scott Card, Jakub Ćwiek, Rafał Kosik, Marcin Mortka (po 4), Aneta Jadowska, duet Orbitowski i Urbaniuk, Adam Przechrzta, William Shakespeare i Vladimir Wolff (po 3).

Cieszy mnie, że w każdym miesiącu udawało mi się przeczytać minimum 10 książek. Ciekawe, czy w przyszłym roku uda mi się uzyskać 150 przeczytanych tytułów. Zacząłem w tym roku sprzedawać książki. Trochę wolno mi to idzie, ale w końcu szybciej się makulatury pozbywam niż ją nabywam. No i ceny, jakie uzyskuję nie są porywające, ale nawet te parę złotych zawsze się przyda. A jak czegoś nie udaje się zamienić na gotówkę, zanoszę do biblioteki.

Trochę podziękowań:
  • Dla Żony, która jest pierwszym czytelnikiem i korektorem bloga i co jakiś czas podrzuca mi coś do przeczytania. Za to, że jest i ma do mnie cierpliwość.
  • Dla wszystkich czytelników za to, że chce się im czytać moje grafomańskie wypociny, a zwłaszcza dla tych, którzy zostawili po sobie ślad: baczko, Clod, Iman, MEaDEA, Melanto, Repek, Scobin, Senthe, Szept, Thoctar i zegarmistrz. Tych, którzy czują się pominięci przepraszam; postaram się poprawić za rok.
  • Dla Agnieszki Hałas, bo miło jest wiedzieć, że autorzy czytanych przeze mnie książek interesują się tym, co mam do powiedzenia na ich temat i zostawiają odzew.

W przyszłym roku też będę pisał.