Walczymy, walczymy. Stówka została przekroczona, teraz ciągle staram się dokończyć wszystkie rozgrzebane lektury. W tym tygodniu udało się doczytać cztery książki, z czego trzy rozmiarów ceglastych. Z dobrych wieści, o czym zapomniałem napisać tydzień temu, Radek Rak do Nike i Żuławskiego dorzucił Nagrodę Zajdla, czego mu z całego serca gratuluję. Zabierajcie się więc za czytanie Baśni o wężowym sercu, bo to naprawdę świetna lektura.
101. Sybirpunk vol. 2 - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2020
Michał Gołkowski wpadł ostatnio (a może zawsze tak było?) w taśmowe produkowanie książek, choć do Remigiusza Mroza jeszcze mu trochę brakuje. Widać, że od czasu debiutu (mocno przeze mnie sponiewierany, stalkerski Ołowiany świt) wyrobił sobie pióro, co sprawia, że przez jego książki można się przebić bezboleśnie, odnczuwając przy tym sporą przyjemność i dobrze się bawiąc. Drugi tom Sybirpunka to niemal siedemset stron czystej rozrywki, przy czym należy mieć na uwadze, że wydała go Fabryka Słów - czyli liczba znaków na jednej stronie nie jest zbyt wielka. Zaczynamy tam, gdzie autor zostawił nas pod koniec pierwszego tomu: Chudy zaczyna zajmować się własnym biznesem, przy okazji pracując dla oligarchy Daniłowa, który bardzo odpowiada stereotypowemu obrazowi rosyjskiego bogacza; do tego sprawa zakończona w poprzedniej części okazuje się nie być tak naprawdę doprowadzoną do końca, odzywają się dawne zaszłości, które niejeden raz pokrzyżują naszemu protagoniście szyki. Poza tym ciekawie rozwija się wątek romansowy, który owocuje ciekawym, choć wydaje się, że przewidywalnym cliffhangerem. Choć napisałem, że sprawy sercowe Chudego są dobrym dodatkiem do szalejącej akcji, to jednak jego relacje z kobietami sprawiają wrażenie ukrytych fantazji seksualnych nastolatka. Do tego dochodzi wyrażony w pewnym momencie wprost seksizm bohatera. Ja wiem, że mamy do czynienia z prawdziwym rosyjskim maczo, ale jakoś coś mi tu zgrzyta.
102. Szepty na wzgózach - Agnieszka Osikowicz-Chwaja, Alegoria 2020 (Kindle)
No to wziąłem się za ten drugi tom cyklu Opowieści Starych Drzew i muszę przyznać, że dobre to jest. Sceneria podobna: oddział wojska powstańczego zostaje wysłany do miasteczka na odludziu w celu zwerbowania schwytanych jeńców. Do głosu dochodzi też wyrugowana jakiś czas temu z życia ludzi magia, w którą wielu już nie wierzy. Autorka bardzo dobrze, choć bez epatowania nadmierną brutalnością, pokazuje okrucieństwa wojny, sprawnie też przedstawia mechanizm działania fanatyzmu religijnego. Mniej dostajemy tym razem scen z przeszłości kapitana Sidorta, głównego bohatera powieści, co nie znaczy, że dawne demony postanowiły go opuścić. Autorka prowadzi równolegle dwa wątki, nie majace ze sobą nic wspólnego: pierwszy to kwestia wspomnianego już fanatycznego kultu religijnego w miasteczku, a drugi dotyczy tajemniczego przeciwnika kapitana. Miałem wrażenie, że ten drugi został dodany nieco na siłę, kiedy Osikowicz-Chwaja zorientowała się, że napisała za mało tekstu. Nie przeszkadza to jednak w bardzo pozytywnym odbiorze lektury, która jest łatwa, przyjemna i niesamowicie wciągająca.
103. Viriconium - M. John Harrison, MAG 2009
To była droga przez mękę. Pewnego pięknego dnia stwierdziem, że pora się w końcu zabrać za kolejną książkę z zalegającej na półce serii Uczta Wyobraźni, i pech chiał, że trafiłem na Viriconium M. Johna Harrisona. Czytałem już kiedyś jedną jego trylogię i nie odstraszyła mnie ona od autora, myślałem więc, że i tym razem lektura będzie bezbolesna. Początkowo tak właśnie było. Opowiadanie Rycerze Viriconium i mikropowieść Pastelowe miasto są tekstami, które się bronią i potrafią zaintrygować tak fabułą jak i językiem. Dalej niestety zaczyna się już niezrozumiały bełkot i tak jest aż do przedostatniego tekstu. Dopiero ostatnie opowiadanie, czyli Młodego podróżnika drogi do Viriconium opisanie, sprawia wrażenie takiego, które ma ręce i nogi. Z niego też dowiadujemy się (choć jest to zasugerowane we wcześniejszych tekstach), że tytułowe Viriconium to miasto poza światem. Naprawdę rozczarowałem się tym zbiorem krótkich (i średnio długich) form Harrisona.
104. Tęczowe i fantastyczne - antologia, Alpaka 2020 (Kindle)
Drogi przez mękę część kolejna. Antologia, którą opublikowała Grupa Wydawnicza Alpaka, podejmuje kwestię osób LGBT+, czyli jest rzeczą społecznie istotną i bardzo na czasie. Problem w tym, że odniosłem wrażenie, że redakcja postanowiła przyjąć i wydać wszystkie teksty, które napłynęły i dało się je przeczytać. Po pewnym czasie miałem dość lektury i musiałem ją przerwać i zabrać się za coś innego, bo odrzucała mnie słaba jakość opowiadań. Na szczęście w pewnym momencie zaczęły się trafiać perełki - może nie wybitnej jakości, ale pojawiały się opowiadania, których lektura sprawiała przyjemność, potrafiły zaintersować fabułą i nieheteronormatywnymi bohaterami, bo to oni w końcu są w tej antologii najważniejsi. A teksty były różne: w części osoby LGBT+ musiały się mierzyć z problemami związanymi z postrzeganiem ich przez społeczeństwo, w innych zaś ich istnienie było dla ogółu ludzi normalne - widać było, że wyrażają one marzenia autorów na temat tego, jak powinien wyglądać świat. Najlepiej zaprezentowała się Anna Łagan opowiadaniem grozy pt. Wyspa łosi, co cieszy mnie szczególnie, gdyż z autorką znamy się już prawie dwadzieścia lat, choć niestety znajomość ta się mocno rozluźniła. Innym mocnym punktem antologii jest opowiadanie Anny Q, Irene, opowiadające historię miłości silniejszej niż śmierć w obarczonej pasjonującą przeszłością scenerii Montsegur. Bardzo dobrze wypadli też Olga Niziołek w Ogrodzie rozkoszy ziemskich i Paweł Wójcik w Kwiatach w mroku - oba to opowiadania SF skręcające w stronę cyberpunku. Oprócz tekstów beletrystycznych, antologia zawiera też garść queerowej publicystyki. Tu niestety zostałem porządnie wynudzony, ale może to dlatego, że mnie do niczego w kwestii osób LGBT+ nie trzeba przekonywać i niczego odkrywczego w esejach tych nie znalazłem. Wydaje mi się, że zbiór by wiele zyskał, gdyby zastosować ostrzejszą selekcję tekstów. Rozumiem, że redaktorzy chcieli dać głos jak najszerszej reprezentacji osób LGBT+, ale niestety całość przez to mocno straciła na jakości. Nie trzeba przecież pompować książki do 830 stron, żeby była ona wartościowa.
Paski postępu:
Philip K. Dick - Słoneczna loteria - 66%
Dave Hutchinson - Europa o północy - 49%
Arkady Saulski - Serce Lodu - 47%
Artur Gorzelak - Pod bieguny - 43%
Marek Nejman, Sławomir Grabowski - Przygody kota Filemona - 43%
antologia - Fantastyczne pióra 2018 - 41%
Anna Borkowska - Gar'Ingawi. Wyspa Szczęśliwa. Tom I. Oczekiwanie - 39%
Andrzej Pilipiuk - Przyjaciel człowieka - 36%
Agnieszka Hałas - Czerń nie zapomina - 33%
Katherine Arden - Niedźwiedź i słowik - 29%
Krzysztof Boruń, Andrzej Trepka - Zagubiona przyszłość - 28%
Terry Brooks - Kamienie Elfów Shannary - 26%
Małgorzata Szumska - Twarze tajfunu - 23%
Aneta Jadowska - Dzikie dziecko miłości - 23%
Wergiliusz - Eneida - 20%
Ian R. MacLeod - Wieki światła - 18%
Piotr Milewski - Planeta K. - 15%
Robert J. Szmidt - Na krawędzi zagłady - 11%
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harrison M.J.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harrison M.J.. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 1 grudnia 2020
poniedziałek, 1 lipca 2013
Przeczytane. Czerwiec 2013
Czerwiec za mną. Dwa wesela, w tym jedno własne, podziałały negatywnie na tempo czytania i sprawiły, że zaliczyłem tylko dziewięć sztuk. Nie pomógł nawet fakt, że Żona znów została wysłana w delegację i nie mam się do kogo w domu odezwać. Większość przeczytanych utworów na szczęście oceniam bardzo wysoko. Ponieważ jest już po ogłoszeniu nominacji do Nagrody Zajdla, wiem, że Bisy Stefana Dardy takowej nie otrzymały, co owocuje poczuciem straconego czasu przeznaczonego na lekturę jego twórczości. O samych nominacjach miałem coś napisać, ale mi się nie chce, wolę przeznaczyć czas na kolejne lektury. W drogę.
56. Neuromancer - William Gibson, Książnica 2009
Tę kultową cyberpunkową powieść kupiłem na drogę powrotną z Pyrkonu 2009. Jakoś tak się złożyło, że w pociągu przeczytałem kilka stron, poszedłem spać, a do lektury już nie wróciłem. Teraz sięgnąłem po nią ponownie i, choć lektura z pewnych przyczyn zajęła mi prawie tydzień, zostałem oczarowany wizją świata niedalekiej przyszłości stworzoną przez Gibsona. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, że utwór pisany był trzydzieści lat temu i wiele przewidywań, zwłaszcza technicznych, okazało się chybionymi. Z drugiej strony rola internetu i wartość informacji przedstawione w powieści są podobne do dzisiejszych. Gibson doskonale opisuje cyberprzestrzeń i hakerów, akcja toczy się bardzo dynamicznie, a do tego dochodzą świetnie wykreowani bohaterowie, szczególnie Case i Wintermute. Mam nadzieję, że kolejne części Trylogii Ciągu nie ustępują jakością Neuromancerowi. Dostałem je od Wtedy-Jeszcze-Narzeczonej na Mikołajki i czekają na przeczytanie.
57. Czarny Wygon. Bisy - Stefan Darda, Videograf 2012
Dno. Naprawdę Darda powinien poprzestać na całkiem przyzwoitej Starzyźnie, tak jak planował, i nigdy nie rozpoczynać pracy nad trzecim tomem Czarnego Wygonu. Główny bohater się miota i przeżywa, oj, jak przeżywa, grozy nie ma tu za grosz, a do tego prawie nic się nie dzieje. Niezrozumiałe jest dla mnie nadanie książce tytułu Bisy. Postacie o tym nazwisku pojawiają się w prologu, a później ślad po nich ginie, raz w tekście pojawia się również to słowo jako nazwa przysiółka i to by było na tyle. Wspomniany prolog nie ma żadnego związku z resztą książki, należy się więc zastanowić, czy autor w ogóle pamiętał, że go napisał, czy też postanowił odnieść się do niego dopiero w czwartym tomie (niestety został taki zapowiedziany). Paradoksem przy wszystkich wadach powieści jest to, że czyta się ją bardzo szybko, co jest jej jedyną zaletą. W połączeniu z niewielką objętością daje to możliwość ekspresowego pozostawienia za sobą traumatycznego przeżycia, jakim jest lektura Bisów. Powieść tylko dla masochistów.
58. Operacja Pętla - Vladimir Wolff, Warbook 2012
Jest to bezpośrednia kontynuacja Kryptonimu Burza, ale można ją czytać bez znajomości poprzedniej części. Tym razem Wolff przenosi akcent z lotnictwa i wojsk lądowych na marynarkę wojenną i to zarówno w wydaniu morskim, jak i rzecznym. Podobnie jak w pierwszym tomie daje się wyczuć pasję i znawstwo autora w kwestiach wojskowości. Akcja wciąga, choć odniosłem wrażenie, że toczy się nieco spokojniej niż w poprzedniej części. Wydaje się także być nieco mniej spójna, jakby autor próbował złapać zbyt wiele srok za ogon - opisuje niepowiązane ze sobą działania wojenne w różnych miejscach frontu. Każdy z elementów z osobna jest jednak bardzo dopracowany. Wolff na szczęście także tym razem nie skupia się wyłącznie na scenach batalistycznych, ukazując czytelnikom procesy decyzyjne zarówno w polskim dowództwie, jak i po stronie radzieckiej. Ciekawy jest też wątek Bagińskiego w Estonii. Wszystko to daje ciekawą powieść, trochę słabszą od Kryptonimu Burza, ale w dalszym ciągu będącą świetną prozą militarystyczną.
59. Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek 2. Mała Armia - Rafał Kosik, Powergraph 2010
Miło jest stwierdzić, że w szóstym tomie seria nadal trzyma wysoki poziom, choć tym razem jest parę drobiazgów, do których można się przyczepić. Najbardziej boli nijakie zakończenie dwóch wątków pobocznych - alkoholowego i inspekcji. Wygląda to tak, jakby Kosik nie miał pomysłu, co z nimi zrobić. Odniosłem też wrażenie, że przez większość książki niewiele się dzieje, choć może ono być mylne, bo czyta się ją, jak poprzednie części, rewelacyjnie (na lekturę poświęciłem co prawda aż pięć dni, ale jak człowiek się żeni, to mało ma czasu na cokolwiek innego). Fakt, że w połowie lektury domyśliłem się, kto stoi za tytułowym orbitalnym spiskiem, nijak nie wpłynął na przyjemność z lektury. Podobało mi się również przedstawienie akcji z perspektywy ojców Felixa i Neta. Miło czytało się też wykład na temat prędkości kosmicznych. Za moich czasów uczono tego we wczesnym liceum, ale myślę, że takie przekazanie wiedzy dzisiejszym uczniom się przyda.
60. Słowo i miecz - Witold Jabłoński, SuperNOWA 2013
To mój pierwszy kontakt z prozą Witolda Jabłońskiego i nie poczułem się oczarowany. Sam pomysł umieszczenia akcji w czasie panowania pierwszych Piastów i reakcji pogańskiej jest bardzo ciekawy, natomiast fabularnie powieść jest mocno przeciętna. Bohaterowie idący jak po sznurku od punktu A do B, a następnie do C i D w ramach wypełniania questa przemawiali do mnie u Tolkiena, niestety u Jabłońskiego się nie sprawdzają. Dużo lepsze są rozdziały opisujące wydarzenia z przeszłości - te czytałem z wielkim zainteresowaniem. Niestety odniosłem wrażenie, że w pozostałej części książki akcja potwornie się wlecze i spokojnie można było skrócić książkę o jakieś 150 stron bez straty dla fabuły. Pozytywnie z kolei oceniam przedstawienie chrystianizacji Słowian z perspektywy pogan; jest to inny punkt widzenia niż przedstawiany w szkołach na lekcjach historii i choćby dla niego warto po książkę sięgnąć, zwłaszcza że Jabłoński od strony merytorycznej przygotował się bardzo dobrze.
61. Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów - Tomek Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte 2011
Podrzucone przez Żonę. Złożona z dwóch części opowieść o poszukiwaczach skarbów, tych klasycznych, usiłujących znaleźć złoto w Ameryce i u jej wybrzeży, i tych mniej kojarzonych ze skarbami, a polujących w Afryce na kość słoniową i rogi nosorożców. Michniewicz umie opowiadać i to zarówno w przygodowej części dotyczącej Nowego Świata, jak i opisanej bardziej emocjonalnie historii z Afryki. Poczułem się więc mocno zirytowany kiedy przerwał jedną z opowieści w jej punkcie kulminacyjnym, tłumacząc, że tak obiecał poszukiwaczowi-przewodnikowi. Świetnie oddane zostają pasja i swego rodzaju uzależnienie poszukiwaczy. Zdecydowanie poważniej się robi, kiedy akcja przenosi się na Czarny Ląd. Tutaj autor przedstawia ciężką pracę obrońców przyrody, strażników ginących gatunków, którzy w niewielkiej liczbie walczą z kłusownictwem. Jest to naprawdę poruszający tekst. Warto też wspomnieć o jakości wydania książki - na kredowym papierze, z mnóstwem kolorowych zdjęć obrazujących obie wyprawy Michniewicza. Jedynym mankamentem są wypadające kartki (byłem drugą osobą czytającą książkę i pozbyłem się z niej dwóch kartek). W każdym razie warto przeczytać.
62. Długa Ziemia - Terry Pratchett, Stephen Baxter, Prószyński i S-ka 2013
Nigdy wcześniej nie czytałem Pratchetta. Wspólnie z Baxterem napisali powieść poruszającą koncepcję światów równoległych. Pomysł jest prosty - prawie każdy człowiek dzięki prostemu urządzeniu ma możliwość przeniesienia się na alternatywne, nietknięte ludzką ręką Ziemie. Choć akcja nie ma zawrotnego tempa, książkę czyta się bardzo dobrze. Jeśli miałbym ją jakoś określić, stwierdziłbym, że jest to powieść drogi, gdzie główny bohater przemierza kolejne światy, od czasu do czasu zatrzymując się w którymś i odkrywając różnicę pomiędzy nimi a podstawową Ziemią. Jako literatura czysto rozrywkowa sprawdza się znakomicie. Miałem tylko wrażenie, że niektóre wątki można było rozwinąć lub bardziej wyeksponować, na przykład wioskę Restart lub terrorystów. Mają one co prawda swoje miejsce w powieści, ale jest tego miejsca nieco za mało.
63. Pusta przestrzeń - M. John Harrison, MAG 2013
Po lekturze zadałem sobie pytanie, o co tu chodzi. Nie znalazłem odpowiedzi, nie udało mi się odkryć, do czego autor zmierza. Pusta przestrzeń kontynuuje część wątków ze Światła i Nova Swing, niestety czyni to w sposób mało zrozumiały. Narracja przypomina tę z pierwszej części Traktu Kefahuchiego - prowadzone są trzy niepowiązane (lub powiązane w bardzo nikłym stopniu) ze sobą wątki, z których tylko dotyczący Liv Huli i Antoyne'a udało mi się bezboleśnie przełknąć; pozostałe dwa były męczarnią. Światło dużo bardziej potrafiło mnie wciągnąć. Chaotycznej narracji, ciężkiego stylu i braku celu fabularnego nie lubię. Jestem zawiedziony. Jeśli tak ma wyglądać gatunek new weird, czymkolwiek jest, to na pewno nie będzie on moim ulubionym. Co ciekawe jest to kolejna pozycja, która w recenzjach NF dostała maksymalną notę, a która rozminęła się z moim gustem.
64. Bezsenność w Tokio - Marcin Bruczkowski, Znak 2012
Genialne. Książka ta została mi podrzucona przez Żonę jako przygotowanie do podróży poślubnej. Autor gawędziarsko opisuje swój dziesięcioletni pobyt w Japonii, jednak nie w charakterze dziennika - wybiera kilka ciekawych historii ze swojego życia w Kraju Kwitnącej Wiśni. Przy okazji obala kilka powszechnych w naszym kraju (a właściwie wszędzie u gaijinów) mitów - o hotelach kapsułowych, karate czy maskach do zasłaniania twarzy. Z drugiej strony potwierdza pewne zjawiska, o których można przeczytać w przewodnikach po Japonii. Nieco mniej mi się podobał rozdział, pisany z perspektywy irlandzkiego przyjaciela autora (Bruczkowski na swojej stronie internetowej przyznaje, że Sean jest tylko postacią literacką, choć mocno wzorowaną na pewnym znajomym Irlandczyku), a który dotyczył seksu po japońsku. Nie chodzi o to, że jest zły, ale nie potrafił mnie porwać tak, jak pozostałe części książki. No i jej zakończenie jest jakieś takie smutne. Nie zmienia to faktu, że jest to świetna, wzbogacona zdjęciami opowieść o życiu gaijina w Tokio, doskonale przedstawiająca mentalność i zwyczaje tamtejszej ludności.
56. Neuromancer - William Gibson, Książnica 2009
Tę kultową cyberpunkową powieść kupiłem na drogę powrotną z Pyrkonu 2009. Jakoś tak się złożyło, że w pociągu przeczytałem kilka stron, poszedłem spać, a do lektury już nie wróciłem. Teraz sięgnąłem po nią ponownie i, choć lektura z pewnych przyczyn zajęła mi prawie tydzień, zostałem oczarowany wizją świata niedalekiej przyszłości stworzoną przez Gibsona. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, że utwór pisany był trzydzieści lat temu i wiele przewidywań, zwłaszcza technicznych, okazało się chybionymi. Z drugiej strony rola internetu i wartość informacji przedstawione w powieści są podobne do dzisiejszych. Gibson doskonale opisuje cyberprzestrzeń i hakerów, akcja toczy się bardzo dynamicznie, a do tego dochodzą świetnie wykreowani bohaterowie, szczególnie Case i Wintermute. Mam nadzieję, że kolejne części Trylogii Ciągu nie ustępują jakością Neuromancerowi. Dostałem je od Wtedy-Jeszcze-Narzeczonej na Mikołajki i czekają na przeczytanie.
57. Czarny Wygon. Bisy - Stefan Darda, Videograf 2012
Dno. Naprawdę Darda powinien poprzestać na całkiem przyzwoitej Starzyźnie, tak jak planował, i nigdy nie rozpoczynać pracy nad trzecim tomem Czarnego Wygonu. Główny bohater się miota i przeżywa, oj, jak przeżywa, grozy nie ma tu za grosz, a do tego prawie nic się nie dzieje. Niezrozumiałe jest dla mnie nadanie książce tytułu Bisy. Postacie o tym nazwisku pojawiają się w prologu, a później ślad po nich ginie, raz w tekście pojawia się również to słowo jako nazwa przysiółka i to by było na tyle. Wspomniany prolog nie ma żadnego związku z resztą książki, należy się więc zastanowić, czy autor w ogóle pamiętał, że go napisał, czy też postanowił odnieść się do niego dopiero w czwartym tomie (niestety został taki zapowiedziany). Paradoksem przy wszystkich wadach powieści jest to, że czyta się ją bardzo szybko, co jest jej jedyną zaletą. W połączeniu z niewielką objętością daje to możliwość ekspresowego pozostawienia za sobą traumatycznego przeżycia, jakim jest lektura Bisów. Powieść tylko dla masochistów.
58. Operacja Pętla - Vladimir Wolff, Warbook 2012
Jest to bezpośrednia kontynuacja Kryptonimu Burza, ale można ją czytać bez znajomości poprzedniej części. Tym razem Wolff przenosi akcent z lotnictwa i wojsk lądowych na marynarkę wojenną i to zarówno w wydaniu morskim, jak i rzecznym. Podobnie jak w pierwszym tomie daje się wyczuć pasję i znawstwo autora w kwestiach wojskowości. Akcja wciąga, choć odniosłem wrażenie, że toczy się nieco spokojniej niż w poprzedniej części. Wydaje się także być nieco mniej spójna, jakby autor próbował złapać zbyt wiele srok za ogon - opisuje niepowiązane ze sobą działania wojenne w różnych miejscach frontu. Każdy z elementów z osobna jest jednak bardzo dopracowany. Wolff na szczęście także tym razem nie skupia się wyłącznie na scenach batalistycznych, ukazując czytelnikom procesy decyzyjne zarówno w polskim dowództwie, jak i po stronie radzieckiej. Ciekawy jest też wątek Bagińskiego w Estonii. Wszystko to daje ciekawą powieść, trochę słabszą od Kryptonimu Burza, ale w dalszym ciągu będącą świetną prozą militarystyczną.
59. Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek 2. Mała Armia - Rafał Kosik, Powergraph 2010
Miło jest stwierdzić, że w szóstym tomie seria nadal trzyma wysoki poziom, choć tym razem jest parę drobiazgów, do których można się przyczepić. Najbardziej boli nijakie zakończenie dwóch wątków pobocznych - alkoholowego i inspekcji. Wygląda to tak, jakby Kosik nie miał pomysłu, co z nimi zrobić. Odniosłem też wrażenie, że przez większość książki niewiele się dzieje, choć może ono być mylne, bo czyta się ją, jak poprzednie części, rewelacyjnie (na lekturę poświęciłem co prawda aż pięć dni, ale jak człowiek się żeni, to mało ma czasu na cokolwiek innego). Fakt, że w połowie lektury domyśliłem się, kto stoi za tytułowym orbitalnym spiskiem, nijak nie wpłynął na przyjemność z lektury. Podobało mi się również przedstawienie akcji z perspektywy ojców Felixa i Neta. Miło czytało się też wykład na temat prędkości kosmicznych. Za moich czasów uczono tego we wczesnym liceum, ale myślę, że takie przekazanie wiedzy dzisiejszym uczniom się przyda.
60. Słowo i miecz - Witold Jabłoński, SuperNOWA 2013
To mój pierwszy kontakt z prozą Witolda Jabłońskiego i nie poczułem się oczarowany. Sam pomysł umieszczenia akcji w czasie panowania pierwszych Piastów i reakcji pogańskiej jest bardzo ciekawy, natomiast fabularnie powieść jest mocno przeciętna. Bohaterowie idący jak po sznurku od punktu A do B, a następnie do C i D w ramach wypełniania questa przemawiali do mnie u Tolkiena, niestety u Jabłońskiego się nie sprawdzają. Dużo lepsze są rozdziały opisujące wydarzenia z przeszłości - te czytałem z wielkim zainteresowaniem. Niestety odniosłem wrażenie, że w pozostałej części książki akcja potwornie się wlecze i spokojnie można było skrócić książkę o jakieś 150 stron bez straty dla fabuły. Pozytywnie z kolei oceniam przedstawienie chrystianizacji Słowian z perspektywy pogan; jest to inny punkt widzenia niż przedstawiany w szkołach na lekcjach historii i choćby dla niego warto po książkę sięgnąć, zwłaszcza że Jabłoński od strony merytorycznej przygotował się bardzo dobrze.
61. Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów - Tomek Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte 2011
Podrzucone przez Żonę. Złożona z dwóch części opowieść o poszukiwaczach skarbów, tych klasycznych, usiłujących znaleźć złoto w Ameryce i u jej wybrzeży, i tych mniej kojarzonych ze skarbami, a polujących w Afryce na kość słoniową i rogi nosorożców. Michniewicz umie opowiadać i to zarówno w przygodowej części dotyczącej Nowego Świata, jak i opisanej bardziej emocjonalnie historii z Afryki. Poczułem się więc mocno zirytowany kiedy przerwał jedną z opowieści w jej punkcie kulminacyjnym, tłumacząc, że tak obiecał poszukiwaczowi-przewodnikowi. Świetnie oddane zostają pasja i swego rodzaju uzależnienie poszukiwaczy. Zdecydowanie poważniej się robi, kiedy akcja przenosi się na Czarny Ląd. Tutaj autor przedstawia ciężką pracę obrońców przyrody, strażników ginących gatunków, którzy w niewielkiej liczbie walczą z kłusownictwem. Jest to naprawdę poruszający tekst. Warto też wspomnieć o jakości wydania książki - na kredowym papierze, z mnóstwem kolorowych zdjęć obrazujących obie wyprawy Michniewicza. Jedynym mankamentem są wypadające kartki (byłem drugą osobą czytającą książkę i pozbyłem się z niej dwóch kartek). W każdym razie warto przeczytać.
62. Długa Ziemia - Terry Pratchett, Stephen Baxter, Prószyński i S-ka 2013
Nigdy wcześniej nie czytałem Pratchetta. Wspólnie z Baxterem napisali powieść poruszającą koncepcję światów równoległych. Pomysł jest prosty - prawie każdy człowiek dzięki prostemu urządzeniu ma możliwość przeniesienia się na alternatywne, nietknięte ludzką ręką Ziemie. Choć akcja nie ma zawrotnego tempa, książkę czyta się bardzo dobrze. Jeśli miałbym ją jakoś określić, stwierdziłbym, że jest to powieść drogi, gdzie główny bohater przemierza kolejne światy, od czasu do czasu zatrzymując się w którymś i odkrywając różnicę pomiędzy nimi a podstawową Ziemią. Jako literatura czysto rozrywkowa sprawdza się znakomicie. Miałem tylko wrażenie, że niektóre wątki można było rozwinąć lub bardziej wyeksponować, na przykład wioskę Restart lub terrorystów. Mają one co prawda swoje miejsce w powieści, ale jest tego miejsca nieco za mało.
63. Pusta przestrzeń - M. John Harrison, MAG 2013
Po lekturze zadałem sobie pytanie, o co tu chodzi. Nie znalazłem odpowiedzi, nie udało mi się odkryć, do czego autor zmierza. Pusta przestrzeń kontynuuje część wątków ze Światła i Nova Swing, niestety czyni to w sposób mało zrozumiały. Narracja przypomina tę z pierwszej części Traktu Kefahuchiego - prowadzone są trzy niepowiązane (lub powiązane w bardzo nikłym stopniu) ze sobą wątki, z których tylko dotyczący Liv Huli i Antoyne'a udało mi się bezboleśnie przełknąć; pozostałe dwa były męczarnią. Światło dużo bardziej potrafiło mnie wciągnąć. Chaotycznej narracji, ciężkiego stylu i braku celu fabularnego nie lubię. Jestem zawiedziony. Jeśli tak ma wyglądać gatunek new weird, czymkolwiek jest, to na pewno nie będzie on moim ulubionym. Co ciekawe jest to kolejna pozycja, która w recenzjach NF dostała maksymalną notę, a która rozminęła się z moim gustem.
64. Bezsenność w Tokio - Marcin Bruczkowski, Znak 2012
Genialne. Książka ta została mi podrzucona przez Żonę jako przygotowanie do podróży poślubnej. Autor gawędziarsko opisuje swój dziesięcioletni pobyt w Japonii, jednak nie w charakterze dziennika - wybiera kilka ciekawych historii ze swojego życia w Kraju Kwitnącej Wiśni. Przy okazji obala kilka powszechnych w naszym kraju (a właściwie wszędzie u gaijinów) mitów - o hotelach kapsułowych, karate czy maskach do zasłaniania twarzy. Z drugiej strony potwierdza pewne zjawiska, o których można przeczytać w przewodnikach po Japonii. Nieco mniej mi się podobał rozdział, pisany z perspektywy irlandzkiego przyjaciela autora (Bruczkowski na swojej stronie internetowej przyznaje, że Sean jest tylko postacią literacką, choć mocno wzorowaną na pewnym znajomym Irlandczyku), a który dotyczył seksu po japońsku. Nie chodzi o to, że jest zły, ale nie potrafił mnie porwać tak, jak pozostałe części książki. No i jej zakończenie jest jakieś takie smutne. Nie zmienia to faktu, że jest to świetna, wzbogacona zdjęciami opowieść o życiu gaijina w Tokio, doskonale przedstawiająca mentalność i zwyczaje tamtejszej ludności.
Etykiety:
Baxter,
Bruczkowski,
Darda,
Gibson,
Harrison M.J.,
Jabłoński W.,
Kosik,
Michniewicz,
Pratchett,
Wolff
środa, 29 maja 2013
Przeczytane. Maj 2013
W maju, podobnie jak w kwietniu, przeczytałem trzynaście książek. Gdy piszę te słowa, do końca miesiąca zostały jeszcze dwa dni i jeden wieczór, a mam napoczętego Neuromancera Gibsona, ale sprawy osobiste najprawdopodobniej nie pozwolą mi go dokończyć przed Dniem Dziecka, więc o nim będzie w czerwcowej notce. W każdym razie, stuknęła pięćdziesiątka. Liczba majowych książek może i jest niezła, choć osobisty zachwyt jest tonowany objętością tegomiesięcznych utworów. W trzech przypadkach miały one poniżej dwustu stron, a jedynie dwie pozycje przekroczyły czterysta. W czerwcu powinno być nieco lepiej pod tym względem. Jedziemy z koksem.
43. Post-Polonia - Marcin Wolski, M 2012
Tym razem Wolski powrócił do roli satyryka. W Post-Polonii, której akcję umieścił w 2020 roku, w szyderczy sposób przedstawia swoje obawy dotyczące rządów Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. Oczywiście wszystkie nazwiska i nazwy zostały pozmieniane, toteż Polską rządzi Partia Obiecanek z 97% poparciem, na której czele stoi Ronald Duck, a prezydentem kraju jest Wronisław Gomorrowski. Władza sprzedaje Polskę Szwedom, a jedynymi zbawcami Ojczyzny mogą być prezes Brawa i Spolegliwości Jarosław Indykiewicz i Radio Gloryja z Turonia, którego siedziba pełni funkcję XXI-wiecznej Jasnej Góry. O ile krytyka PO jest bezwzględna, a poziom szyderstwa pod jej adresem przekracza wszelkie granice, o tyle, co mnie zdziwiło, biorąc pod uwagę kreację postaci Indykiewicza, Wolski dostrzega błędy w funkcjonowaniu głównej partii opozycyjnej i nie sprawia wrażenia człowieka zaślepionego jakąkolwiek propagandą. Tym, co zawodzi w powieści, są główni bohaterowie, których jest zbyt wielu, przez co każdy z nich dostaje za mało "czasu antenowego". Zdecydowanie pozytywne wrażenie pozostawiło na mnie nietypowe zakończenie. Warto sięgnąć po książkę, żeby się pośmiać, o ile tylko nie ma się alergii na narodowców lub nie jest się fanatykiem PO. Wówczas lektura może być irytująca.
44. Ogień - Łukasz Orbitowski, Narodowe Centrum Kultury 2012
Jest to pierwszy dramat, jaki przeczytałem od czasów liceum. Orbitowski pokazuje, że jednak potrafi pisać i nie nudzić (już czuje gromy ciskane przez miłośników Widm). Zaczyna się niewinnie od wycieczki w góry dwóch skłóconych braci i żony jednego z nich. Później na rzeczywistość nakładają się wątki dotyczące działań Józefa Kurasia, tytułowego "Ognia", na Podhalu. Autor fenomenalnie kreuje ciężki nastrój utworu (to akurat Orbitowskiemu wychodzi świetnie we wszystkich jego tekstach, które czytałem). Z dramatu wyłania się obraz tytułowego bohatera, który polemizuje z negatywnymi opiniami na jego temat, jest próbą przywrócenia dobrego imienia postaci w dalszym ciągu ocenianej niejednoznacznie. Utwór kończy posłowie przybliżające sylwetkę "Ognia", szczególnie cenne dla tych czytelników, którzy nie są zaznajomieni z najnowszą historią Polski. Przyczepić się mogę jedynie do ceny książki. 39 złotych za 160 stron to zdecydowanie za dużo, więcej niż za obszerniejsze Śniąc o potędze i Fausterię również wydane przez NCK.
45. Senne pałace - Sebastian Uznański, Dom Snów 2012
Po przeczytaniu bardzo dobrego Herrenvolka spodziewałem się, że kolejna książka Uznańskiego również będzie prezentowała wysoki poziom, ale niestety srodze się zawiodłem. Podobnie jak w poprzedniej powieści, również w Sennych pałacach główny bohater trafia do nieznanego sobie świata i próbuje w nim przetrwać, przy okazji realizując swój cel - tutaj jest nim odnalezienie żony. Wyobraźni autora ciężko cokolwiek zarzucić - wykreowany świat jest niezwykle ciekawy. Niestety na tym dobre rzeczy się kończą. Tomasz Starski snuje się od miejsca do miejsca, cały czas irytując swoją obecnością, utwór przesiąknięty jest scenami pornograficznymi, które nie mają żadnego uzasadnienia w fabule, a Uznański bada, gdzie znajduje się granica złego smaku, którego czytelnik nie będzie w stanie znieść. Wynudziłem się i nie podobało mi się. O pomstę do nieba wołają też skład i korekta tekstu. Błędne przenoszenie wyrazów i powtarzanie tych samych fragmentów występują skandalicznie często. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejny tom autor wykreuje tak, że to, co uznałem za wadę, okaże się w pełni przemyślanym zabiegiem. O ile oczywiście drugi tom się ukaże, w co wątpię, gdyż Wydawnictwo Dom Snów od kilku miesięcy nie potrafi postawić strony internetowej. Nasuwa mi się przy tym wszystkim jeszcze jedna refleksja. Dlaczego autorzy, którzy nie mają ugruntowanej pozycji na rynku, muszą pisać kilkutomowe dzieła i iść z nimi do niepewnych wydawców? Tak było z Agnieszką Hałas i Alanem Akabem publikującymi w Ifrycie, tak jest teraz z Uznańskim wydającym swoją powieść w duchowym następcy lubelskiego wydawnictwa. Ciekawe, że twórcy ci nie boją się, że całość utworu nie ujrzy nigdy księgarskich półek.
46. Góry Parnasu - Czesław Miłosz, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2012
Utwór szumnie reklamowany jako niedawno odnaleziona, niepublikowana jeszcze powieść Czesława Miłosza okazał się być kilkoma rozdziałami z nieukończonego nigdy tekstu, które noblista raczył spisać na maszynie, podobno z zamiarem oddania do druku. W sumie wszystkie pięć rozdziałów zajmuje około 60 stron, co objętościowo raczej nie kwalifikuje dzieła do powieści. Całości dopełnia publikowany już wcześniej dodatek, Liturgia Efraima, mający powiązanie z Górami Parnasu, i dość obszerne wstęp i posłowie z aneksem, które ułatwiają interpretację utworu. Fakt, że poszczególne rozdziały nie są ze sobą powiązane, sprawił, że ciężko było zrozumieć, o co autorowi chodzi. Najbardziej wyraźnie przedstawione zostały kwestie religijne, w pozostałych przypadkach, gdyby nie posłowie, miałbym spory problem z odbiorem "powieści". Po raz kolejny w tym miesiącu muszę skrytykować cenę. 35 złotych za 144 strony tekstu to zdecydowanie za dużo, jeśli się weźmie pod uwagę, że książka została dofinansowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bo nikt mi nie wmówi, że Miłosza wydaje się w małym nakładzie.
47. Upalna zima - Kareta Wrocławski (Eugeniusz Dębski, Andrzej Drzewiński, Adam Cebula, Piotr Surmiak), Paperback 2012
Z opowiadań kwartetu wrocławskich autorów wcześniej znałem jedynie Pandemolium opublikowane już jakiś czas temu w śp. Feniksie. Pięć tekstów umieszczonych w zbiorze opartych jest na podobnym schemacie, gdzie główni bohaterowie, Waldar i Bokanova, próbują się wzbogacić, a wszystko podane jest z solidną porcją alkoholu i porannego kaca. W tej kwestii wyróżnia się jedynie wspomniane już Pandemolium, które, choć nadal bawi, nie robiło na mnie takiego wrażenia jak kilkanaście lat temu, co nie znaczy, że nie jest dobre. Pozostałe teksty również stoją na przyzwoitym poziomie, a najlepszym wydaje się być ostatnie, premierowe opowiadanie pt. Gorący podmuch zimy, najobszerniejsze w zbiorze, co pozwoliło autorom bardziej rozwinąć fabułę. Niestety mały prztyczek w nos należy się wydawcy za mikroskopijną czcionkę, która sprawiła, że męczyłem się podczas lektury tych niezłych jakościowo utworów.
48. Noc żywych Żydów - Igor Ostachowicz, W.A.B. 2012
Tę książkę kupiłem tylko ze względu na tytuł. Po pierwszych stronach zapowiadał się niezły horror, z umiejętnie wprowadzanym nastrojem grozy. Później rzecz staje się groteską, bardziej śmieszną niż straszną, no bo jak tu się bać, gdy żydowskie zombi chodzą po warszawskiej galerii handlowej i próbują robić zakupy. Niestety zmarnowany został wątek żydowskiego getta, świetnie natomiast autor przedstawił koszmar obozów zagłady, szkoda tylko, że nawiązań do wojny jest tak mało. Utwór, który zapowiadał się na coś poważniejszego okazał się być tylko opowieścią o konflikcie zombi-Żydów z polskimi skinami. Do tego z zakończeniem, które zaskakuje, ale tylko dlatego, że jest zupełnie od czapy i w żaden sposób nie zostaje zapowiedziane wcześniej w tekście. Mimo że się strasznie czepiam, przyznaję, że jest to niezłe czytadło, którego lektura sprawiła mi sporo przyjemności. Wydaje mi się jednak, że jest to nieco za mało, żeby zasłużyć na nominację do Nike.
49. Czarny Wygon. Starzyzna - Stefan Darda, Videograf 2012
Drugi tom Czarnego Wygonu najlepiej jest czytać tuż po pierwszym, gdyż stanowi on jego bezpośrednią kontynuację. Darda ponownie umieszcza akcję na Roztoczu, w zagubionej wsi Starzyzna, tym razem serwując coś w rodzaju survival horroru, co wychodzi mu nieźle. Konstrukcja powieści jest taka sama, jak w poprzedniej części - rozdziały, których narratorem jest Witold, są przeplatane zapiskami ze znalezionego przez niego brulionu. Może to paradoks, ale książkę czytało mi się dobrze, mimo że miałem wrażenie toporności stylu autora. Darda sporo rzeczy na temat Starzyzny wyjaśnia, a jednocześnie dodaje nowe zagadki, dzięki czemu jestem z jednej strony usatysfakcjonowany tym, że czegoś się dowiedziałem, a z drugiej mam ochotę sięgnąć po kolejny tom. Na pewno jest to lepsza powieść od Słonecznej Doliny, choć do doskonałości jej sporo brakuje.
50. Kryptonim Burza - Vladimir Wolff, Warbook 2012
Po tę książkę prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnął, gdyby nie pozytywna recenzja na Polterze i moja chęć poszukiwania dobrej polskiej fantastyki. Tajemniczy, ukrywający się pod pseudonimem autor postanawia pogdybać w historii i tworzy świat, w którym wojna w 1939 roku nie wybucha. Do konfliktu dochodzi dopiero dwa lata później, kiedy Związek Radziecki atakuje Polskę. Wolff zręcznie znajduje równowagę pomiędzy walką wywiadów, polem bitwy i planowaniem działań w ciepłych gabinetach. Z tekstu bije pasja autora, widać, że merytorycznie dobrze się przygotował do napisania powieści. Mimo że nazwy własne uzbrojenia, zarówno polskiego jak i rosyjskiego, pojawiają się w utworze dość często, ani raz nie czułem się nimi przytłoczony, a znawcą militariów nie jestem. Jest to świetna literatura wojenna, napisana z polotem i trzymająca w napięciu. Jeśli okaże się, że nie jest to jednorazowe wspięcie się na wysoki poziom, a Operacja Pętla również okaże się dobrą powieścią, będę miał kolejnego autora na liście "Kupuję w ciemno".
51. I dusza moja - Michał Cetnarowski, Powergraph 2013
Dobry mainstreamowy thriller, w którym wątek fantastyczny jest tylko światem fantazji jednego z bohaterów. Cetnarowskiemu świetnie udaje się stworzyć atmosferę zagrożenia w podwrocławskiej szkole, w której dochodzi do strzelaniny. Autor trzyma w napięciu, cały czas pozostawiając napastnika w cieniu, nie pokazuje go, a przedstawia jedynie efekty jego działań. Interesującym zabiegiem jest przedstawienie wydarzeń z perspektywy kilku osób, skupienie się na ich przemyśleniach w sytuacji, która ich przerasta. Same wydarzenia w szkole są zaś sprawą drugorzędną, ważniejsze jest zachowanie ludzi w ich obliczu. Jedynym niepasującym do całości elementem wydaje się być wspomniany wątek fantastyczny, choć jego obecność daje się uzasadnić. Jak do tej pory Kontrapunkty mnie nie zawodzą.
52. Mongolia. Wyprawy w tajgę i step - Bolesław A. Uryn, Bernardinum 2005
Tę książkę zaiwaniłem z półki Narzeczonej. Autor opisuje swoje wielokrotne podróże do Mongolii, kraju, o którym w Polsce wiadomo tylko tyle, że istnieje gdzieś między Rosją a Chinami. Przekazuje mnóstwo informacji na temat ludzi żyjących na stepie i ich zwyczajów, opisuje wyprawy w miejsca, gdzie stopa ludzka nie zwykła stawać, walkę z ekstremalnymi warunkami w niesłychanie zmiennej pogodzie i zachwyca się lokalnymi krajobrazami. Ten zachwyt udziela się na tyle, że ma ochotę się zwiedzić ten dziki i mało zaludniony kraj (przy pięciokrotnie większej od Polski powierzchni zamieszkuje go piętnaście razy mniej mieszkańców). Wszystko okraszone jest sporą ilością zdjęć. Książkę czyta się dobrze, choć momentami kuleje styl tekstu (dość często zdarzają się powtórzenia), ale nie wiem, ile w tym winy autora, a ile wydawcy, który przyznaje się do znacznego zmniejszenia objętości notatek autora.
53. Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek - Rafał Kosik, Powergraph 2010
Kolejną opowieść o trójce przyjaciół z warszawskiego gimnazjum Kosik postanowił podzielić na dwa tomy, co sprawiło, że na pierwszych ponad 400 stronach nie zakończył w zasadzie żadnego z rozpoczętych wątków, a wprowadził ich sporo. Oczywiście bohaterowie jak zwykle przez swoją ciekawość pakują się w kłopoty, tym razem wystrzeliwując rakietę na orbitę okołoziemską. Próba uniknięcia odpowiedzialności i zapobieżenia upadkowi "statku kosmicznego" na skupiska ludzkie stanowi główną oś fabularną utworu. Kosik kolejny raz umieszcza w powieści wartości dydaktyczne - tym razem porusza problem alkoholu wśród uczniów, a także pokazuje jak może wyglądać życie pod jednym dachem z niemowlakami. Autor nie byłby sobą, gdyby w humorystyczny sposób nie skomentował otaczającej nas rzeczywistości. Oberwało się politykom i programom typu Gwiazdy robią kupę. Fabuła wciąga i nie pozwala się oderwać, jedynie postać Neta mnie irytuje. Kosik, tworząc cykl, zaprzecza popularnej tezie, że im późniejszy tom, tym niższa jego jakość. Orbitalny Spisek jest moim numerem dwa po Teoretycznie Możliwej Katastrofie. Pozostaje jak najszybciej nabyć jego drugą część.
54. Nova Swing - M. John Harrison, MAG 2011
Drugi tom cyklu Trakt Kefahuchiego można czytać bez znajomości Światła, ale nie jest to zalecane. Gdzieniegdzie pojawiają się nawiązania do poprzedniej części, choć prawdę mówiąc, są one jedynie dodatkowym smaczkiem. Harrison nie podjął się tym razem dokładniejszego opisu świata, w którym poruszają się bohaterowie, wychodząc z założenia, że przybliżył go w pierwszym tomie. Najmocniejszą stroną powieści są bohaterowie - ciekawi, każdy z jakimś dziwactwem, mający problemy z dostosowaniem się do otaczającego ich świata. Świetnie przedstawiony został również nastrój barów i spelun, w których rozgrywa się znaczna część akcji, przywołujący u mnie skojarzenia z powieściami noir. Co się autorowi niebyt udało, to warstwa fabularna utworu, która jest po prostu mało porywająca. Sama Strefa, wokół której kręci się akcja, jest bezpośrednim nawiązaniem do Pikniku na skraju drogi braci Strugackich (co ciekawe, przez zupełny przypadek przeczytałem obie książki jedną po drugiej), ale zaprezentowana została bez polotu. Szkoda, że Nova Swing nie sprostała oczekiwaniom rozbudzonym przez Światło.
55. Piknik na skraju drogi - Arkadij i Borys Strugaccy, Prószyński i S-ka 2011
Tę kultową powieść Strugackich kupiłem jako lekturę do czytania w oczekiwaniu na jedzenie w Sfinksie. Przy okazji zakup wpisał się w plan zapoznawania się z klasyką fantastyki, której wstyd nie znać. Autorzy pozostawiają sporo niedomówień, wielu rzeczy nie wyjaśniają, każą czytelnikowi snuć domysły na temat Stref (w których na moment wylądowali obcy). Czytając, odniosłem wrażenie, że to nie Red, ale właśnie Strefa jest głównym bohaterem utworu. Strugackim świetnie udało się oddać nastrój nieustannego zagrożenia w tym miejscu. Kolejnym niezłym manewrem jest przedstawienie metamorfozy Reda na przestrzeni kilku lat, od pełnego wigoru stalkera po zniszczonego człowieka. Przyczepię się natomiast do długości powieści. Zakończenie zostało tak skonstruowane, że spokojnie można było dopisać jeszcze jeden lub dwa rozdziały. Nieco raził mnie również brak ciągłości między poszczególnymi rozdziałami, choć jestem w stanie go zrozumieć - dzięki temu lepiej widać przemianę bohatera. Jest to naprawdę bardzo dobry utwór, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego uzyskał status kultowego.
43. Post-Polonia - Marcin Wolski, M 2012
Tym razem Wolski powrócił do roli satyryka. W Post-Polonii, której akcję umieścił w 2020 roku, w szyderczy sposób przedstawia swoje obawy dotyczące rządów Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. Oczywiście wszystkie nazwiska i nazwy zostały pozmieniane, toteż Polską rządzi Partia Obiecanek z 97% poparciem, na której czele stoi Ronald Duck, a prezydentem kraju jest Wronisław Gomorrowski. Władza sprzedaje Polskę Szwedom, a jedynymi zbawcami Ojczyzny mogą być prezes Brawa i Spolegliwości Jarosław Indykiewicz i Radio Gloryja z Turonia, którego siedziba pełni funkcję XXI-wiecznej Jasnej Góry. O ile krytyka PO jest bezwzględna, a poziom szyderstwa pod jej adresem przekracza wszelkie granice, o tyle, co mnie zdziwiło, biorąc pod uwagę kreację postaci Indykiewicza, Wolski dostrzega błędy w funkcjonowaniu głównej partii opozycyjnej i nie sprawia wrażenia człowieka zaślepionego jakąkolwiek propagandą. Tym, co zawodzi w powieści, są główni bohaterowie, których jest zbyt wielu, przez co każdy z nich dostaje za mało "czasu antenowego". Zdecydowanie pozytywne wrażenie pozostawiło na mnie nietypowe zakończenie. Warto sięgnąć po książkę, żeby się pośmiać, o ile tylko nie ma się alergii na narodowców lub nie jest się fanatykiem PO. Wówczas lektura może być irytująca.
44. Ogień - Łukasz Orbitowski, Narodowe Centrum Kultury 2012
Jest to pierwszy dramat, jaki przeczytałem od czasów liceum. Orbitowski pokazuje, że jednak potrafi pisać i nie nudzić (już czuje gromy ciskane przez miłośników Widm). Zaczyna się niewinnie od wycieczki w góry dwóch skłóconych braci i żony jednego z nich. Później na rzeczywistość nakładają się wątki dotyczące działań Józefa Kurasia, tytułowego "Ognia", na Podhalu. Autor fenomenalnie kreuje ciężki nastrój utworu (to akurat Orbitowskiemu wychodzi świetnie we wszystkich jego tekstach, które czytałem). Z dramatu wyłania się obraz tytułowego bohatera, który polemizuje z negatywnymi opiniami na jego temat, jest próbą przywrócenia dobrego imienia postaci w dalszym ciągu ocenianej niejednoznacznie. Utwór kończy posłowie przybliżające sylwetkę "Ognia", szczególnie cenne dla tych czytelników, którzy nie są zaznajomieni z najnowszą historią Polski. Przyczepić się mogę jedynie do ceny książki. 39 złotych za 160 stron to zdecydowanie za dużo, więcej niż za obszerniejsze Śniąc o potędze i Fausterię również wydane przez NCK.
45. Senne pałace - Sebastian Uznański, Dom Snów 2012
Po przeczytaniu bardzo dobrego Herrenvolka spodziewałem się, że kolejna książka Uznańskiego również będzie prezentowała wysoki poziom, ale niestety srodze się zawiodłem. Podobnie jak w poprzedniej powieści, również w Sennych pałacach główny bohater trafia do nieznanego sobie świata i próbuje w nim przetrwać, przy okazji realizując swój cel - tutaj jest nim odnalezienie żony. Wyobraźni autora ciężko cokolwiek zarzucić - wykreowany świat jest niezwykle ciekawy. Niestety na tym dobre rzeczy się kończą. Tomasz Starski snuje się od miejsca do miejsca, cały czas irytując swoją obecnością, utwór przesiąknięty jest scenami pornograficznymi, które nie mają żadnego uzasadnienia w fabule, a Uznański bada, gdzie znajduje się granica złego smaku, którego czytelnik nie będzie w stanie znieść. Wynudziłem się i nie podobało mi się. O pomstę do nieba wołają też skład i korekta tekstu. Błędne przenoszenie wyrazów i powtarzanie tych samych fragmentów występują skandalicznie często. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejny tom autor wykreuje tak, że to, co uznałem za wadę, okaże się w pełni przemyślanym zabiegiem. O ile oczywiście drugi tom się ukaże, w co wątpię, gdyż Wydawnictwo Dom Snów od kilku miesięcy nie potrafi postawić strony internetowej. Nasuwa mi się przy tym wszystkim jeszcze jedna refleksja. Dlaczego autorzy, którzy nie mają ugruntowanej pozycji na rynku, muszą pisać kilkutomowe dzieła i iść z nimi do niepewnych wydawców? Tak było z Agnieszką Hałas i Alanem Akabem publikującymi w Ifrycie, tak jest teraz z Uznańskim wydającym swoją powieść w duchowym następcy lubelskiego wydawnictwa. Ciekawe, że twórcy ci nie boją się, że całość utworu nie ujrzy nigdy księgarskich półek.
46. Góry Parnasu - Czesław Miłosz, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2012
Utwór szumnie reklamowany jako niedawno odnaleziona, niepublikowana jeszcze powieść Czesława Miłosza okazał się być kilkoma rozdziałami z nieukończonego nigdy tekstu, które noblista raczył spisać na maszynie, podobno z zamiarem oddania do druku. W sumie wszystkie pięć rozdziałów zajmuje około 60 stron, co objętościowo raczej nie kwalifikuje dzieła do powieści. Całości dopełnia publikowany już wcześniej dodatek, Liturgia Efraima, mający powiązanie z Górami Parnasu, i dość obszerne wstęp i posłowie z aneksem, które ułatwiają interpretację utworu. Fakt, że poszczególne rozdziały nie są ze sobą powiązane, sprawił, że ciężko było zrozumieć, o co autorowi chodzi. Najbardziej wyraźnie przedstawione zostały kwestie religijne, w pozostałych przypadkach, gdyby nie posłowie, miałbym spory problem z odbiorem "powieści". Po raz kolejny w tym miesiącu muszę skrytykować cenę. 35 złotych za 144 strony tekstu to zdecydowanie za dużo, jeśli się weźmie pod uwagę, że książka została dofinansowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bo nikt mi nie wmówi, że Miłosza wydaje się w małym nakładzie.
47. Upalna zima - Kareta Wrocławski (Eugeniusz Dębski, Andrzej Drzewiński, Adam Cebula, Piotr Surmiak), Paperback 2012
Z opowiadań kwartetu wrocławskich autorów wcześniej znałem jedynie Pandemolium opublikowane już jakiś czas temu w śp. Feniksie. Pięć tekstów umieszczonych w zbiorze opartych jest na podobnym schemacie, gdzie główni bohaterowie, Waldar i Bokanova, próbują się wzbogacić, a wszystko podane jest z solidną porcją alkoholu i porannego kaca. W tej kwestii wyróżnia się jedynie wspomniane już Pandemolium, które, choć nadal bawi, nie robiło na mnie takiego wrażenia jak kilkanaście lat temu, co nie znaczy, że nie jest dobre. Pozostałe teksty również stoją na przyzwoitym poziomie, a najlepszym wydaje się być ostatnie, premierowe opowiadanie pt. Gorący podmuch zimy, najobszerniejsze w zbiorze, co pozwoliło autorom bardziej rozwinąć fabułę. Niestety mały prztyczek w nos należy się wydawcy za mikroskopijną czcionkę, która sprawiła, że męczyłem się podczas lektury tych niezłych jakościowo utworów.
48. Noc żywych Żydów - Igor Ostachowicz, W.A.B. 2012
Tę książkę kupiłem tylko ze względu na tytuł. Po pierwszych stronach zapowiadał się niezły horror, z umiejętnie wprowadzanym nastrojem grozy. Później rzecz staje się groteską, bardziej śmieszną niż straszną, no bo jak tu się bać, gdy żydowskie zombi chodzą po warszawskiej galerii handlowej i próbują robić zakupy. Niestety zmarnowany został wątek żydowskiego getta, świetnie natomiast autor przedstawił koszmar obozów zagłady, szkoda tylko, że nawiązań do wojny jest tak mało. Utwór, który zapowiadał się na coś poważniejszego okazał się być tylko opowieścią o konflikcie zombi-Żydów z polskimi skinami. Do tego z zakończeniem, które zaskakuje, ale tylko dlatego, że jest zupełnie od czapy i w żaden sposób nie zostaje zapowiedziane wcześniej w tekście. Mimo że się strasznie czepiam, przyznaję, że jest to niezłe czytadło, którego lektura sprawiła mi sporo przyjemności. Wydaje mi się jednak, że jest to nieco za mało, żeby zasłużyć na nominację do Nike.
49. Czarny Wygon. Starzyzna - Stefan Darda, Videograf 2012
Drugi tom Czarnego Wygonu najlepiej jest czytać tuż po pierwszym, gdyż stanowi on jego bezpośrednią kontynuację. Darda ponownie umieszcza akcję na Roztoczu, w zagubionej wsi Starzyzna, tym razem serwując coś w rodzaju survival horroru, co wychodzi mu nieźle. Konstrukcja powieści jest taka sama, jak w poprzedniej części - rozdziały, których narratorem jest Witold, są przeplatane zapiskami ze znalezionego przez niego brulionu. Może to paradoks, ale książkę czytało mi się dobrze, mimo że miałem wrażenie toporności stylu autora. Darda sporo rzeczy na temat Starzyzny wyjaśnia, a jednocześnie dodaje nowe zagadki, dzięki czemu jestem z jednej strony usatysfakcjonowany tym, że czegoś się dowiedziałem, a z drugiej mam ochotę sięgnąć po kolejny tom. Na pewno jest to lepsza powieść od Słonecznej Doliny, choć do doskonałości jej sporo brakuje.
50. Kryptonim Burza - Vladimir Wolff, Warbook 2012
Po tę książkę prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnął, gdyby nie pozytywna recenzja na Polterze i moja chęć poszukiwania dobrej polskiej fantastyki. Tajemniczy, ukrywający się pod pseudonimem autor postanawia pogdybać w historii i tworzy świat, w którym wojna w 1939 roku nie wybucha. Do konfliktu dochodzi dopiero dwa lata później, kiedy Związek Radziecki atakuje Polskę. Wolff zręcznie znajduje równowagę pomiędzy walką wywiadów, polem bitwy i planowaniem działań w ciepłych gabinetach. Z tekstu bije pasja autora, widać, że merytorycznie dobrze się przygotował do napisania powieści. Mimo że nazwy własne uzbrojenia, zarówno polskiego jak i rosyjskiego, pojawiają się w utworze dość często, ani raz nie czułem się nimi przytłoczony, a znawcą militariów nie jestem. Jest to świetna literatura wojenna, napisana z polotem i trzymająca w napięciu. Jeśli okaże się, że nie jest to jednorazowe wspięcie się na wysoki poziom, a Operacja Pętla również okaże się dobrą powieścią, będę miał kolejnego autora na liście "Kupuję w ciemno".
51. I dusza moja - Michał Cetnarowski, Powergraph 2013
Dobry mainstreamowy thriller, w którym wątek fantastyczny jest tylko światem fantazji jednego z bohaterów. Cetnarowskiemu świetnie udaje się stworzyć atmosferę zagrożenia w podwrocławskiej szkole, w której dochodzi do strzelaniny. Autor trzyma w napięciu, cały czas pozostawiając napastnika w cieniu, nie pokazuje go, a przedstawia jedynie efekty jego działań. Interesującym zabiegiem jest przedstawienie wydarzeń z perspektywy kilku osób, skupienie się na ich przemyśleniach w sytuacji, która ich przerasta. Same wydarzenia w szkole są zaś sprawą drugorzędną, ważniejsze jest zachowanie ludzi w ich obliczu. Jedynym niepasującym do całości elementem wydaje się być wspomniany wątek fantastyczny, choć jego obecność daje się uzasadnić. Jak do tej pory Kontrapunkty mnie nie zawodzą.
52. Mongolia. Wyprawy w tajgę i step - Bolesław A. Uryn, Bernardinum 2005
Tę książkę zaiwaniłem z półki Narzeczonej. Autor opisuje swoje wielokrotne podróże do Mongolii, kraju, o którym w Polsce wiadomo tylko tyle, że istnieje gdzieś między Rosją a Chinami. Przekazuje mnóstwo informacji na temat ludzi żyjących na stepie i ich zwyczajów, opisuje wyprawy w miejsca, gdzie stopa ludzka nie zwykła stawać, walkę z ekstremalnymi warunkami w niesłychanie zmiennej pogodzie i zachwyca się lokalnymi krajobrazami. Ten zachwyt udziela się na tyle, że ma ochotę się zwiedzić ten dziki i mało zaludniony kraj (przy pięciokrotnie większej od Polski powierzchni zamieszkuje go piętnaście razy mniej mieszkańców). Wszystko okraszone jest sporą ilością zdjęć. Książkę czyta się dobrze, choć momentami kuleje styl tekstu (dość często zdarzają się powtórzenia), ale nie wiem, ile w tym winy autora, a ile wydawcy, który przyznaje się do znacznego zmniejszenia objętości notatek autora.
53. Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek - Rafał Kosik, Powergraph 2010
Kolejną opowieść o trójce przyjaciół z warszawskiego gimnazjum Kosik postanowił podzielić na dwa tomy, co sprawiło, że na pierwszych ponad 400 stronach nie zakończył w zasadzie żadnego z rozpoczętych wątków, a wprowadził ich sporo. Oczywiście bohaterowie jak zwykle przez swoją ciekawość pakują się w kłopoty, tym razem wystrzeliwując rakietę na orbitę okołoziemską. Próba uniknięcia odpowiedzialności i zapobieżenia upadkowi "statku kosmicznego" na skupiska ludzkie stanowi główną oś fabularną utworu. Kosik kolejny raz umieszcza w powieści wartości dydaktyczne - tym razem porusza problem alkoholu wśród uczniów, a także pokazuje jak może wyglądać życie pod jednym dachem z niemowlakami. Autor nie byłby sobą, gdyby w humorystyczny sposób nie skomentował otaczającej nas rzeczywistości. Oberwało się politykom i programom typu Gwiazdy robią kupę. Fabuła wciąga i nie pozwala się oderwać, jedynie postać Neta mnie irytuje. Kosik, tworząc cykl, zaprzecza popularnej tezie, że im późniejszy tom, tym niższa jego jakość. Orbitalny Spisek jest moim numerem dwa po Teoretycznie Możliwej Katastrofie. Pozostaje jak najszybciej nabyć jego drugą część.
54. Nova Swing - M. John Harrison, MAG 2011
Drugi tom cyklu Trakt Kefahuchiego można czytać bez znajomości Światła, ale nie jest to zalecane. Gdzieniegdzie pojawiają się nawiązania do poprzedniej części, choć prawdę mówiąc, są one jedynie dodatkowym smaczkiem. Harrison nie podjął się tym razem dokładniejszego opisu świata, w którym poruszają się bohaterowie, wychodząc z założenia, że przybliżył go w pierwszym tomie. Najmocniejszą stroną powieści są bohaterowie - ciekawi, każdy z jakimś dziwactwem, mający problemy z dostosowaniem się do otaczającego ich świata. Świetnie przedstawiony został również nastrój barów i spelun, w których rozgrywa się znaczna część akcji, przywołujący u mnie skojarzenia z powieściami noir. Co się autorowi niebyt udało, to warstwa fabularna utworu, która jest po prostu mało porywająca. Sama Strefa, wokół której kręci się akcja, jest bezpośrednim nawiązaniem do Pikniku na skraju drogi braci Strugackich (co ciekawe, przez zupełny przypadek przeczytałem obie książki jedną po drugiej), ale zaprezentowana została bez polotu. Szkoda, że Nova Swing nie sprostała oczekiwaniom rozbudzonym przez Światło.
55. Piknik na skraju drogi - Arkadij i Borys Strugaccy, Prószyński i S-ka 2011
Tę kultową powieść Strugackich kupiłem jako lekturę do czytania w oczekiwaniu na jedzenie w Sfinksie. Przy okazji zakup wpisał się w plan zapoznawania się z klasyką fantastyki, której wstyd nie znać. Autorzy pozostawiają sporo niedomówień, wielu rzeczy nie wyjaśniają, każą czytelnikowi snuć domysły na temat Stref (w których na moment wylądowali obcy). Czytając, odniosłem wrażenie, że to nie Red, ale właśnie Strefa jest głównym bohaterem utworu. Strugackim świetnie udało się oddać nastrój nieustannego zagrożenia w tym miejscu. Kolejnym niezłym manewrem jest przedstawienie metamorfozy Reda na przestrzeni kilku lat, od pełnego wigoru stalkera po zniszczonego człowieka. Przyczepię się natomiast do długości powieści. Zakończenie zostało tak skonstruowane, że spokojnie można było dopisać jeszcze jeden lub dwa rozdziały. Nieco raził mnie również brak ciągłości między poszczególnymi rozdziałami, choć jestem w stanie go zrozumieć - dzięki temu lepiej widać przemianę bohatera. Jest to naprawdę bardzo dobry utwór, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego uzyskał status kultowego.
Etykiety:
Cebula,
Cetnarowski,
Darda,
Dębski E.,
Drzewiński,
Harrison M.J.,
Kosik,
Miłosz,
Orbitowski,
Ostachowicz,
Strugaccy,
Surmiak,
Uryn,
Uznański,
Wolff,
Wolski
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Przeczytane. Marzec 2013
Narzeczona w delegacji, nie ma do kogo gęby otworzyć, więc czytam zdecydowanie więcej niż w normalnych warunkach. W końcu zabrałem się za Ucztę Wyobraźni Maga, sięgnąłem również po literaturę podróżniczą. Ostatecznie udało mi się w marcu przeczytać czternaście książek, przy czym zauważyłem, że większość z nich mi się podoba. Albo więc dobrze trafiam, albo niewiele trzeba, żeby mnie zadowolić. Sam nie wiem.
16. Światło - M. John Harrison, MAG 2010
Pierwszy tytuł z Uczty Wyobraźni, po jaki sięgnąłem, choć na półce trochę się ich już ustawiło, a wszystko to przez promocję 1+1 w Empiku. Chciałem być na bieżąco z nowościami wydawniczymi i zakupiłem Pustą przestrzeń, po czym się okazało, że jest ona trzecim tomem serii, którą otwiera Światło. Dość mała czcionka sprawiła, że nie byłem w stanie pochłaniać ogromnej liczby stron na dobę (choć w cztery dni, z których dwa spędziłem z wizytą u rodziny, się wyrobiłem). Język również nie należy do najprostszych, ale z drugiej strony nie jest też szczególnie ciężki w odbiorze. Styl jest bardzo dobry, a autor unika technobełkotu. Nie razi mnie nawet wulgarny język używany do opisu scen erotycznych - autor w ten sposób przedstawia seks jako zwierzęce pożądanie. Na powieść składają się trzy wątki, z których dwa dzieją się w odległej przyszłości, w erze lotów kosmicznych, a trzeci (a właściwie pierwszy według kolejności występowania w utworze) toczy się pod koniec drugiego tysiąclecia. Przez całą lekturę w napięciu czekałem na ich połączenie i po przeczytaniu ostatniego rozdziału poczułem się usatysfakcjonowany. Mam nadzieję, że kolejne książki Harrisona okażą się co najmniej równie dobre.
17. Pomnik cesarzowej Achai. Tom II - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2013
Akcja drugiego tomu rozgrywa się niewiele czasu po wydarzeniach z poprzedniej części. Ziemiański prezentuje spotkanie dwóch bardzo różnych kultur, które dzieli z jednej strony przepaść technologiczna, a z drugiej podejście do zjawisk nadprzyrodzonych. Równocześnie przedstawione są mechanizmy działania rewolucji społecznych - po raz kolejny świat Achai dzięki ponadprzeciętnym jednostkom przechodzi radykalne zmiany. Coraz więcej też dowiedzieć się można o tytułowym pomniku, choć większość spraw z nim związanych pozostawiono na trzeci tom. Powieść napisana jest sprawnie, do czego w przypadku Ziemiańskiego zdążyłem się przyzwyczaić - wszystkie jego dotychczasowe utwory, z którymi się zapoznałem, połykałem w mgnieniu oka. Pozostaje czekać na kolejny tom serii, mam nadzieję, że ukaże się jeszcze w tym roku.
18. Nowe kroniki wina - Marek Bieńczyk, Świat Książki 2012
Prezent walentynkowy od Narzeczonej. Bardzo trafny zresztą, jako że wino pić lubię, delektuję się nim, choć kompletnie się na nim nie znam. Nigdy nie potrafię wyczuć czy to w zapachu, czy też w smaku, malin, wiśni, kory dębu ani żadnej innej stajni. Z tej książki się tego nauczyć nie można. Jest to za to zbiór esejów na temat wina, które autor niegdyś publikował w prasie enologicznej, docelowo przeznaczonych dla ludzi, którzy specjalistami nie są. Teksty są momentami dowcipne, czasem przygnębiające, a czasem egzaltacja tak bije po oczach, że aż boli. Część tekstów dotyczy obrazu wina w różnych rodzajach sztuki zarówno w roli pierwszoplanowej, jak i nic nieznaczącej dla samego utworu - winomani i tak będą się przyglądać, jakie wino pito w jednej scenie podrzędnego filmu. Sporo esejów omawia poszczególne gatunki win, wraz z okolicznościami, w jakich autorowi przyszło je pić (jest nawet mowa o "winie" jabłkowo-siarkowym Ewa). Mnie najbardziej podobały się fragmenty poświęcone degustacjom. Niestety autor skupia się w zdecydowanej większości na winach francuskich, nieco pisze o włoskich, o winach z pozostałych stron świata tekstów jest niewiele albo też nie ma ich wcale (jak w przypadku win z Maroka, Tunezji czy nawet Australii). Brakuje również jakiegoś podsumowania spinającego te 160 tekstów. Mimo to jest to ciekawa lektura, pozwalająca spojrzeć na wino oczami znawcy i dowiedzieć się, że idąc w gości nie powinno się zanosić chardonnay ani merlot. Przy okazji nabrałem ochoty na jakiegoś burgunda.
19. Portret pani Charbuque / Asystentka pisarza fantasy - Jeffrey Ford, MAG 2013
Mag postanowił połączyć dwie publikacje w jednym tomie. Asystentka pisarza fantasy to zbiór opowiadań prezentujący różne gatunki fantastyki. Teksty w nim zgromadzone są krótkie (po około 20 stron) i oparte na ciekawych, często zaskakujących pomysłach. Do każdego z utworów dodany jest komentarz autora. Chyba pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, kiedy niemal wszystkie opowiadania w zbiorze trafiają w mój gust. Nie dotarła do mnie jedynie Pansolapia, w trakcie czytania której zadawałem sobie dokładnie to samo pytanie, o którym Ford pisze w swoim komentarzu. Drugą część książki stanowi powieść Portret pani Charbuque opowiadająca o malarzu, który ma stworzyć portret kobiety, nie wiedząc, jak ona wygląda. Kryminał ten, w którym motywy fantastyczne w zasadzie nie występują czyta się z wypiekami na twarzy, po każdym rozdziale natychmiast zabierałem się za kolejny, łaknąc kolejnych wskazówek podsuniętych przez autora.
20. Jonathan Strange i pan Norrell - Susanna Clarke, MAG 2013
Swego czasu podjąłem kolejne postanowienie czytelnicze, ale nie miałem kiedy przystąpić do jego realizacji. Otóż zamierzam przeczytać wszystkie powieści (jak się uda, to po mikropowieści też sięgnę) nagrodzone Hugo lub Nebulą. Wydawnictwo Mag, publikując Jonathana Strange'a i pana Norrella jako część Uczty Wyobraźni sprowokowało mnie do rozpoczęcia realizacji zamierzonego zadania. Niestety nie był to najlepszy wybór. Akcja powieści toczy się głównie w Anglii na początku XIX stulecia. Jej bohaterami są dwaj magowie, którzy próbują przywrócić magię na wyspie. Problem w tym, że obaj są potwornie irytujący. Niby wielcy specjaliści, a nie potrafią dojrzeć otaczającej ich magii, nawet gdy ta podchodzi i kopie ich w tyłek. Trzeci pojawiający się w utworze mag pod tym względem im nie ustępuje. Bohaterów, którzy wzbudzili moją sympatię można policzyć na palcach jednej ręki doświadczonego drwala. Fabuła toczy się ślamazarnie, choć przyznać muszę, że potrafi sobą zainteresować. Pozytywną stroną powieści jest natomiast jej bardzo elegancki język, oddający ducha dżentelmeńskiej XIX-wiecznej Anglii. Rok 2005 musiał być nie najlepszy literacko, jeśli utwór Clarke zdobył Hugo.
21. Czas poza czasem - Philip K. Dick, Rebis 2013
Jestem bardzo wdzięczny Rebisowi za wznowienie dzieł Dicka. Wstyd przyznać, ale mam ogromne zaległości względem klasycznej fantastyki, w tym właśnie wspomnianego pisarza. Do tej pory zapoznałem się wyłącznie ze zbiorem Krótki, szczęśliwy żywot brązowego oxforda i opowiadaniem Przypomnimy to panu hurtowo i to co najmniej dziesięć lat temu. W tym roku staram się czytać interesujące mnie książki tuż po ich premierze, stąd też zacząłem zapoznawanie się z Dickiem od Czasu poza czasem. Lektura mojego zdania o autorze nie zmieniła - nadal jestem nim zachwycony. W powieści pojawiają się pytania o otaczającą nas rzeczywistość, czy to, co dostrzegamy, jest prawdziwe. Utwór przypomina Truman Show, choć właściwie jest odwrotnie - to Truman Show przypomina Czas poza czasem. Główny bohater, Ragle Gumm, zarabia na życie rozwiązując łamigłówki. W pewnym momencie orientuje się, że w otaczającej go rzeczywistości coś nie gra i postanawia dotrzeć do prawdy. Powieść przez cały czas trzyma w napięciu, a zakończenie jest zaskakujące. Za mało jest tylko Junie Black, jakby Dickowi zabrakło pomysłu, co z nią zrobić. Poza tym jest bardzo dobrze.
22. Mocarstwo - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2012
W kontynuacji Wallenroda Wolski przenosi akcję do wczesnych lat 80. XX wieku. Ponownie korzysta ze zjawiska rzeczywistości alternatywnych, porównując nasz rzeczywisty świat stanu wojennego z hipotetyczną mocarstwową wizją Polski sprzymierzonej czterdzieści lat wcześniej z Hitlerem. Autor dostrzega zagrożenia płynące z demokracji i kapitalizmu, wypowiada się krytycznie o współczesnej Unii Europejskiej, jednocześnie pokazując jak takie stowarzyszenie narodów powinno jego zdaniem wyglądać. Tym razem akcja napisanego przez niego utworu ma mniejszy rozmach niż w przypadku poprzedniego tomu, ciężko jest mi również zrozumieć, co stoi za przeskokiem bohatera z jednej rzeczywistości do drugiej, poza koniecznością prowadzenia fabuły. W dalszym ciągu jest to jednak niezła powieść sensacyjna, choć nieco słabsza od poprzedniczki.
23. Diabłu ogarek. Czarna Wierzba - Konrad T. Lewandowski, RM 2011
Dużo złego słyszałem o tej książce, może dlatego więc nie miałem wielkich oczekiwań odnośnie powieści Lewandowskiego i dałem mu się pozytywnie zaskoczyć. Tym razem styl autora mnie nie drażnił, bohatera, Stanisława Jakuba Lawendowskiego, polubiłem (choć irytuje mnie nadawanie głównej postaci nazwiska zbliżonego do autora), nie przeszkadzało mi też nazywanie nunchaku cepem (swoją drogą, skąd się w ogóle w XVII-wiecznej Polsce wzięło nunchaku?). Powieść jest napisana z polotem, Lewandowski umieszcza w tekście ciekawe opowiastki i często robi się wesoło. Magia występuje w postaci kontaktów z siłami nieczysto-pogańskimi i choć z początku zaprezentowana jest rewelacyjnie, to później robi się mało subtelna. W pewnym momencie autor niestety ucieka się do deus ex machina, a całość kończy cliffhanger. Pozostaje sięgnąć za pewien czas po drugi tom, który już kurzy się na półce.
24. Gamedec. Czas silnych istot. Księga 01 - Marcin Przybyłek, Fabryka Słów 2012
Nie tego się spodziewałem. Do tej pory przeczytałem jedynie pierwszy tom przygód Torkila i zastanawiałem się, czy zabrać się od razu za Czas silnych istot, czy zakupić poprzednie części. Ponieważ jednak autor zapewniał, że ostatni tom można czytać bez znajomości poprzednich, zdecydowałem się na lekturę. Owszem, pozostałych tomów znać nie trzeba, pod warunkiem, że się ich nie zna w całości. Dla mnie, który znał pierwszy tom, opowieść o gamedecu bez gamedeca była dziwna. Nie, żeby była zła, w żadnym razie. Po prostu oczekiwałem cyberpunka z dużą ilością rzeczywistości wirtualnej, a dostałem transhumanistyczną historię o wojnie z kosmitami. Mimo że na początku czułem się nieco zagubiony, uważam, że jest to kawał świetnego sf. Bura należy się jedynie Fabryce Słów za podział powieści na dwa tomy wbrew intencjom autora. Mam nadzieję, że Przybyłek nie popsuje zakończenia.
25. Dreszcz - Jakub Ćwiek, Fabryka Słów 2013
Umarł Loki, niech żyje Dreszcz. Mało jest (lub też nie ma w ogóle) na polskim rynku literatury dotyczącej superbohaterów. Ćwiek po raz kolejny pokazuje, że świetnie się czuje w popkulturze. Świetnie też kreuje bohaterów, zarówno Ryśka, podstarzałego rockmena nabywającego supermocy, jak i jego dwóch pomocników. Książka jest hołdem dla starego rocka z lat 70. i 80. i komiksów o superbohaterach. Wszystko przedstawione jest ze sporą dawką często wulgarnego humoru szczególnie pod postacią wypowiedzi Rycha. Autor na początku ostrzega, że nie jest to książka dla uczennic szkół przyklasztornych, więc jeśli ktoś narzeka na ostry język, to sam jest sobie winien. Rockowa atmosfera książki sprawiła, że po zakończeniu lektury obejrzałem koncert AC/DC z Madrytu. Let there be rock!
26. Herosi - antologia, Powergraph 2012
Kolejna solidna lektura w tym miesiącu. Jak to w przypadkach antologii bywa, poziom tekstów jest nierówny, lecz na szczęście nie znalazłem żadnego opowiadania, które chciałbym wyprzeć z pamięci. Nie przemówili do mnie jedynie Rafał Dębski i Paweł Paliński. Jest sporo tekstów, które oceniam całkiem wysoko. Gęba mi się uśmiechała przez całą lekturę Barbarzyńców Szmidta (jedno wielkie mrugnięcie okiem do czytelnika, jak w przypadku filmu Niezniszczalni), świetne opowiadanie napisał Wegner, bardzo dobrze wypadli również Orbitowski, Małecki, Janusz i Kosik. Pozostałe utwory również stoją na przyzwoitym poziomie. Nie znalazłem tu co prawda tekstów wybitnych, przy których szczęka opadałaby mi do ziemi, jak w przypadku zbioru Science fiction, ale z drugiej strony nie znalazłem takich, które sprawiały ból przy czytaniu (a w przypadku wspomnianego wcześniej zbioru tak było).
27. Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności - Rafał Kosik, Powergraph 2009
Czwarty tom o przygodach trójki gimnazjalistów jest horrorem, takim z duchami ialigatorem bazyliszkiem w kanałach. Bohaterowie nadal są niezwykle zaradni, Net jak zawsze tchórzliwy (no chyba, że trzeba bronić Niki),a cała paczka całkowicie niezdolna do mówienia rodzicom o swoich problemach, nawet jeśli inną opcją jest zostanie młodocianym przestępcą (w szczytnym celu co prawda, ale jednak jest to irytujące). Autor, jak zwykle w tej serii, próbuje edukować młodych czytelników, tym razem przedstawiając problem śmierci i postawy wobec niej, krytykuje żerowanie na testament i pokazuje sposoby działania dzisiejszych mediów. Wszystko to opatrzone komentarzem bohaterów. Mimo że wiadomo, że nastolatkom poważna krzywda stać się nie może, akcja do końca trzyma w napięciu, a Kosik co chwilę imponuje pomysłowością.
28. Czarne - Anna Kańtoch, Powergraph 2012
Jest to niełatwa w odbiorze lektura. Oniryczne przedstawienie świata i bohaterka-narratorka mająca w życiorysie pobyt w szpitalu dla nerwowo chorych sprawiają, że wiarygodność prezentowanej opowieści staje pod znakiem zapytania. Trudno też zorientować się w jakim okresie toczą się poszczególne rozdziały. Samo określenie na początku każdego z nich teraz lub wspomnienia jest mylące. Na uwagę zasługuje świetny, plastyczny, bardzo subtelny styl Kańtoch. Książka jest tak dobrze napisana, że udało mi się ją przeczytać od deski do deski podczas jednego dyżuru w pracy (choć faktem jest, że objętością ona nie grzeszy, a do tego Powergraph w serii Kontrapunkty rywalizuje z Fabryką Słów w kategorii najmniej znaków na stronę). Utwór pozostawia po sobie wiele pytań, na które nie udziela odpowiedzi. Jedyną, choć bardzo istotną i psującą odbiór całości, wadą powieści jest jej zakończenie, które następuje zbyt szybko, wiele wątków można było bowiem kontynuować.
29. Rio Anaconda - Wojciech Cejrowski, Zysk i S-ka 2006
Z literaturą podróżniczą nie miałem do czynienia od czasu olimpiad geograficznych w szkole podstawowej. Dopiero w zeszłym roku zacząłem sięgać po książki zgromadzone przez Narzeczoną wydawane w serii Biblioteka Poznaj Świat, nad którą pieczę trzyma Wojciech Cejrowski. Rio Anaconda jest trzecią książką Cejrowskiego, która wpadła mi w ręce, nieco słabszą niż Gringo wśród dzikich plemion i zdecydowanie lepszą niż Podróżnik WC. Autor po raz kolejny wyprawia się do Ameryki Południowej, tym razem do Kolumbii, na spotkanie Indian. Trzeba mu przyznać, że umie sprawnie pisać i jest świetnym gawędziarzem. Nie wiadomo, które z opisywanych wydarzeń miały miejsce naprawdę, a które są tylko jego konfabulacją. Większość tekstu dotyczy jego kontaktów z szamanami i w sporej części porusza sprawy duchowe. Oprócz tego w bardzo dobry sposób przedstawia kulturę i sposób postrzegania świata przez Indian. Zachwyca też jakość wydania - całość ozdobiona jest masą zdjęć, co jest charakterystyczne dla całej serii wydawniczej.
16. Światło - M. John Harrison, MAG 2010
Pierwszy tytuł z Uczty Wyobraźni, po jaki sięgnąłem, choć na półce trochę się ich już ustawiło, a wszystko to przez promocję 1+1 w Empiku. Chciałem być na bieżąco z nowościami wydawniczymi i zakupiłem Pustą przestrzeń, po czym się okazało, że jest ona trzecim tomem serii, którą otwiera Światło. Dość mała czcionka sprawiła, że nie byłem w stanie pochłaniać ogromnej liczby stron na dobę (choć w cztery dni, z których dwa spędziłem z wizytą u rodziny, się wyrobiłem). Język również nie należy do najprostszych, ale z drugiej strony nie jest też szczególnie ciężki w odbiorze. Styl jest bardzo dobry, a autor unika technobełkotu. Nie razi mnie nawet wulgarny język używany do opisu scen erotycznych - autor w ten sposób przedstawia seks jako zwierzęce pożądanie. Na powieść składają się trzy wątki, z których dwa dzieją się w odległej przyszłości, w erze lotów kosmicznych, a trzeci (a właściwie pierwszy według kolejności występowania w utworze) toczy się pod koniec drugiego tysiąclecia. Przez całą lekturę w napięciu czekałem na ich połączenie i po przeczytaniu ostatniego rozdziału poczułem się usatysfakcjonowany. Mam nadzieję, że kolejne książki Harrisona okażą się co najmniej równie dobre.
17. Pomnik cesarzowej Achai. Tom II - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2013
Akcja drugiego tomu rozgrywa się niewiele czasu po wydarzeniach z poprzedniej części. Ziemiański prezentuje spotkanie dwóch bardzo różnych kultur, które dzieli z jednej strony przepaść technologiczna, a z drugiej podejście do zjawisk nadprzyrodzonych. Równocześnie przedstawione są mechanizmy działania rewolucji społecznych - po raz kolejny świat Achai dzięki ponadprzeciętnym jednostkom przechodzi radykalne zmiany. Coraz więcej też dowiedzieć się można o tytułowym pomniku, choć większość spraw z nim związanych pozostawiono na trzeci tom. Powieść napisana jest sprawnie, do czego w przypadku Ziemiańskiego zdążyłem się przyzwyczaić - wszystkie jego dotychczasowe utwory, z którymi się zapoznałem, połykałem w mgnieniu oka. Pozostaje czekać na kolejny tom serii, mam nadzieję, że ukaże się jeszcze w tym roku.
18. Nowe kroniki wina - Marek Bieńczyk, Świat Książki 2012
Prezent walentynkowy od Narzeczonej. Bardzo trafny zresztą, jako że wino pić lubię, delektuję się nim, choć kompletnie się na nim nie znam. Nigdy nie potrafię wyczuć czy to w zapachu, czy też w smaku, malin, wiśni, kory dębu ani żadnej innej stajni. Z tej książki się tego nauczyć nie można. Jest to za to zbiór esejów na temat wina, które autor niegdyś publikował w prasie enologicznej, docelowo przeznaczonych dla ludzi, którzy specjalistami nie są. Teksty są momentami dowcipne, czasem przygnębiające, a czasem egzaltacja tak bije po oczach, że aż boli. Część tekstów dotyczy obrazu wina w różnych rodzajach sztuki zarówno w roli pierwszoplanowej, jak i nic nieznaczącej dla samego utworu - winomani i tak będą się przyglądać, jakie wino pito w jednej scenie podrzędnego filmu. Sporo esejów omawia poszczególne gatunki win, wraz z okolicznościami, w jakich autorowi przyszło je pić (jest nawet mowa o "winie" jabłkowo-siarkowym Ewa). Mnie najbardziej podobały się fragmenty poświęcone degustacjom. Niestety autor skupia się w zdecydowanej większości na winach francuskich, nieco pisze o włoskich, o winach z pozostałych stron świata tekstów jest niewiele albo też nie ma ich wcale (jak w przypadku win z Maroka, Tunezji czy nawet Australii). Brakuje również jakiegoś podsumowania spinającego te 160 tekstów. Mimo to jest to ciekawa lektura, pozwalająca spojrzeć na wino oczami znawcy i dowiedzieć się, że idąc w gości nie powinno się zanosić chardonnay ani merlot. Przy okazji nabrałem ochoty na jakiegoś burgunda.
19. Portret pani Charbuque / Asystentka pisarza fantasy - Jeffrey Ford, MAG 2013
Mag postanowił połączyć dwie publikacje w jednym tomie. Asystentka pisarza fantasy to zbiór opowiadań prezentujący różne gatunki fantastyki. Teksty w nim zgromadzone są krótkie (po około 20 stron) i oparte na ciekawych, często zaskakujących pomysłach. Do każdego z utworów dodany jest komentarz autora. Chyba pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, kiedy niemal wszystkie opowiadania w zbiorze trafiają w mój gust. Nie dotarła do mnie jedynie Pansolapia, w trakcie czytania której zadawałem sobie dokładnie to samo pytanie, o którym Ford pisze w swoim komentarzu. Drugą część książki stanowi powieść Portret pani Charbuque opowiadająca o malarzu, który ma stworzyć portret kobiety, nie wiedząc, jak ona wygląda. Kryminał ten, w którym motywy fantastyczne w zasadzie nie występują czyta się z wypiekami na twarzy, po każdym rozdziale natychmiast zabierałem się za kolejny, łaknąc kolejnych wskazówek podsuniętych przez autora.
20. Jonathan Strange i pan Norrell - Susanna Clarke, MAG 2013
Swego czasu podjąłem kolejne postanowienie czytelnicze, ale nie miałem kiedy przystąpić do jego realizacji. Otóż zamierzam przeczytać wszystkie powieści (jak się uda, to po mikropowieści też sięgnę) nagrodzone Hugo lub Nebulą. Wydawnictwo Mag, publikując Jonathana Strange'a i pana Norrella jako część Uczty Wyobraźni sprowokowało mnie do rozpoczęcia realizacji zamierzonego zadania. Niestety nie był to najlepszy wybór. Akcja powieści toczy się głównie w Anglii na początku XIX stulecia. Jej bohaterami są dwaj magowie, którzy próbują przywrócić magię na wyspie. Problem w tym, że obaj są potwornie irytujący. Niby wielcy specjaliści, a nie potrafią dojrzeć otaczającej ich magii, nawet gdy ta podchodzi i kopie ich w tyłek. Trzeci pojawiający się w utworze mag pod tym względem im nie ustępuje. Bohaterów, którzy wzbudzili moją sympatię można policzyć na palcach jednej ręki doświadczonego drwala. Fabuła toczy się ślamazarnie, choć przyznać muszę, że potrafi sobą zainteresować. Pozytywną stroną powieści jest natomiast jej bardzo elegancki język, oddający ducha dżentelmeńskiej XIX-wiecznej Anglii. Rok 2005 musiał być nie najlepszy literacko, jeśli utwór Clarke zdobył Hugo.
21. Czas poza czasem - Philip K. Dick, Rebis 2013
Jestem bardzo wdzięczny Rebisowi za wznowienie dzieł Dicka. Wstyd przyznać, ale mam ogromne zaległości względem klasycznej fantastyki, w tym właśnie wspomnianego pisarza. Do tej pory zapoznałem się wyłącznie ze zbiorem Krótki, szczęśliwy żywot brązowego oxforda i opowiadaniem Przypomnimy to panu hurtowo i to co najmniej dziesięć lat temu. W tym roku staram się czytać interesujące mnie książki tuż po ich premierze, stąd też zacząłem zapoznawanie się z Dickiem od Czasu poza czasem. Lektura mojego zdania o autorze nie zmieniła - nadal jestem nim zachwycony. W powieści pojawiają się pytania o otaczającą nas rzeczywistość, czy to, co dostrzegamy, jest prawdziwe. Utwór przypomina Truman Show, choć właściwie jest odwrotnie - to Truman Show przypomina Czas poza czasem. Główny bohater, Ragle Gumm, zarabia na życie rozwiązując łamigłówki. W pewnym momencie orientuje się, że w otaczającej go rzeczywistości coś nie gra i postanawia dotrzeć do prawdy. Powieść przez cały czas trzyma w napięciu, a zakończenie jest zaskakujące. Za mało jest tylko Junie Black, jakby Dickowi zabrakło pomysłu, co z nią zrobić. Poza tym jest bardzo dobrze.
22. Mocarstwo - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2012
W kontynuacji Wallenroda Wolski przenosi akcję do wczesnych lat 80. XX wieku. Ponownie korzysta ze zjawiska rzeczywistości alternatywnych, porównując nasz rzeczywisty świat stanu wojennego z hipotetyczną mocarstwową wizją Polski sprzymierzonej czterdzieści lat wcześniej z Hitlerem. Autor dostrzega zagrożenia płynące z demokracji i kapitalizmu, wypowiada się krytycznie o współczesnej Unii Europejskiej, jednocześnie pokazując jak takie stowarzyszenie narodów powinno jego zdaniem wyglądać. Tym razem akcja napisanego przez niego utworu ma mniejszy rozmach niż w przypadku poprzedniego tomu, ciężko jest mi również zrozumieć, co stoi za przeskokiem bohatera z jednej rzeczywistości do drugiej, poza koniecznością prowadzenia fabuły. W dalszym ciągu jest to jednak niezła powieść sensacyjna, choć nieco słabsza od poprzedniczki.
23. Diabłu ogarek. Czarna Wierzba - Konrad T. Lewandowski, RM 2011
Dużo złego słyszałem o tej książce, może dlatego więc nie miałem wielkich oczekiwań odnośnie powieści Lewandowskiego i dałem mu się pozytywnie zaskoczyć. Tym razem styl autora mnie nie drażnił, bohatera, Stanisława Jakuba Lawendowskiego, polubiłem (choć irytuje mnie nadawanie głównej postaci nazwiska zbliżonego do autora), nie przeszkadzało mi też nazywanie nunchaku cepem (swoją drogą, skąd się w ogóle w XVII-wiecznej Polsce wzięło nunchaku?). Powieść jest napisana z polotem, Lewandowski umieszcza w tekście ciekawe opowiastki i często robi się wesoło. Magia występuje w postaci kontaktów z siłami nieczysto-pogańskimi i choć z początku zaprezentowana jest rewelacyjnie, to później robi się mało subtelna. W pewnym momencie autor niestety ucieka się do deus ex machina, a całość kończy cliffhanger. Pozostaje sięgnąć za pewien czas po drugi tom, który już kurzy się na półce.
24. Gamedec. Czas silnych istot. Księga 01 - Marcin Przybyłek, Fabryka Słów 2012
Nie tego się spodziewałem. Do tej pory przeczytałem jedynie pierwszy tom przygód Torkila i zastanawiałem się, czy zabrać się od razu za Czas silnych istot, czy zakupić poprzednie części. Ponieważ jednak autor zapewniał, że ostatni tom można czytać bez znajomości poprzednich, zdecydowałem się na lekturę. Owszem, pozostałych tomów znać nie trzeba, pod warunkiem, że się ich nie zna w całości. Dla mnie, który znał pierwszy tom, opowieść o gamedecu bez gamedeca była dziwna. Nie, żeby była zła, w żadnym razie. Po prostu oczekiwałem cyberpunka z dużą ilością rzeczywistości wirtualnej, a dostałem transhumanistyczną historię o wojnie z kosmitami. Mimo że na początku czułem się nieco zagubiony, uważam, że jest to kawał świetnego sf. Bura należy się jedynie Fabryce Słów za podział powieści na dwa tomy wbrew intencjom autora. Mam nadzieję, że Przybyłek nie popsuje zakończenia.
25. Dreszcz - Jakub Ćwiek, Fabryka Słów 2013
Umarł Loki, niech żyje Dreszcz. Mało jest (lub też nie ma w ogóle) na polskim rynku literatury dotyczącej superbohaterów. Ćwiek po raz kolejny pokazuje, że świetnie się czuje w popkulturze. Świetnie też kreuje bohaterów, zarówno Ryśka, podstarzałego rockmena nabywającego supermocy, jak i jego dwóch pomocników. Książka jest hołdem dla starego rocka z lat 70. i 80. i komiksów o superbohaterach. Wszystko przedstawione jest ze sporą dawką często wulgarnego humoru szczególnie pod postacią wypowiedzi Rycha. Autor na początku ostrzega, że nie jest to książka dla uczennic szkół przyklasztornych, więc jeśli ktoś narzeka na ostry język, to sam jest sobie winien. Rockowa atmosfera książki sprawiła, że po zakończeniu lektury obejrzałem koncert AC/DC z Madrytu. Let there be rock!
26. Herosi - antologia, Powergraph 2012
Kolejna solidna lektura w tym miesiącu. Jak to w przypadkach antologii bywa, poziom tekstów jest nierówny, lecz na szczęście nie znalazłem żadnego opowiadania, które chciałbym wyprzeć z pamięci. Nie przemówili do mnie jedynie Rafał Dębski i Paweł Paliński. Jest sporo tekstów, które oceniam całkiem wysoko. Gęba mi się uśmiechała przez całą lekturę Barbarzyńców Szmidta (jedno wielkie mrugnięcie okiem do czytelnika, jak w przypadku filmu Niezniszczalni), świetne opowiadanie napisał Wegner, bardzo dobrze wypadli również Orbitowski, Małecki, Janusz i Kosik. Pozostałe utwory również stoją na przyzwoitym poziomie. Nie znalazłem tu co prawda tekstów wybitnych, przy których szczęka opadałaby mi do ziemi, jak w przypadku zbioru Science fiction, ale z drugiej strony nie znalazłem takich, które sprawiały ból przy czytaniu (a w przypadku wspomnianego wcześniej zbioru tak było).
27. Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności - Rafał Kosik, Powergraph 2009
Czwarty tom o przygodach trójki gimnazjalistów jest horrorem, takim z duchami i
28. Czarne - Anna Kańtoch, Powergraph 2012
Jest to niełatwa w odbiorze lektura. Oniryczne przedstawienie świata i bohaterka-narratorka mająca w życiorysie pobyt w szpitalu dla nerwowo chorych sprawiają, że wiarygodność prezentowanej opowieści staje pod znakiem zapytania. Trudno też zorientować się w jakim okresie toczą się poszczególne rozdziały. Samo określenie na początku każdego z nich teraz lub wspomnienia jest mylące. Na uwagę zasługuje świetny, plastyczny, bardzo subtelny styl Kańtoch. Książka jest tak dobrze napisana, że udało mi się ją przeczytać od deski do deski podczas jednego dyżuru w pracy (choć faktem jest, że objętością ona nie grzeszy, a do tego Powergraph w serii Kontrapunkty rywalizuje z Fabryką Słów w kategorii najmniej znaków na stronę). Utwór pozostawia po sobie wiele pytań, na które nie udziela odpowiedzi. Jedyną, choć bardzo istotną i psującą odbiór całości, wadą powieści jest jej zakończenie, które następuje zbyt szybko, wiele wątków można było bowiem kontynuować.
29. Rio Anaconda - Wojciech Cejrowski, Zysk i S-ka 2006
Z literaturą podróżniczą nie miałem do czynienia od czasu olimpiad geograficznych w szkole podstawowej. Dopiero w zeszłym roku zacząłem sięgać po książki zgromadzone przez Narzeczoną wydawane w serii Biblioteka Poznaj Świat, nad którą pieczę trzyma Wojciech Cejrowski. Rio Anaconda jest trzecią książką Cejrowskiego, która wpadła mi w ręce, nieco słabszą niż Gringo wśród dzikich plemion i zdecydowanie lepszą niż Podróżnik WC. Autor po raz kolejny wyprawia się do Ameryki Południowej, tym razem do Kolumbii, na spotkanie Indian. Trzeba mu przyznać, że umie sprawnie pisać i jest świetnym gawędziarzem. Nie wiadomo, które z opisywanych wydarzeń miały miejsce naprawdę, a które są tylko jego konfabulacją. Większość tekstu dotyczy jego kontaktów z szamanami i w sporej części porusza sprawy duchowe. Oprócz tego w bardzo dobry sposób przedstawia kulturę i sposób postrzegania świata przez Indian. Zachwyca też jakość wydania - całość ozdobiona jest masą zdjęć, co jest charakterystyczne dla całej serii wydawniczej.
Etykiety:
antologie,
Bieńczyk,
Cejrowski,
Clarke S.,
Ćwiek,
Dick,
Ford,
Harrison M.J.,
Kańtoch,
Kosik,
Lewandowski K.T.,
Przybyłek,
Wolski,
Ziemiański
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































