Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabłoński M.P.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jabłoński M.P.. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 czerwca 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #23

Trochę zwolniłem tempo i w tym tygodniu przeczytałem tylko dwie książki. Rower, PS3, The Big Bang Theory z Żoną i inne zajęcia sprawiają, że w domu czytam trochę mniej, a i w pracy jakoś mniej dyżurów niż poprzednio, a tym samym mniej przerw, które można urozmaicić lekturą. W każdym razie, nominacje do Zajdla wysłałem, obowiązek czytacza tym samym spełniając.

59. Duch Czasu 2 - Mirosław P. Jabłoński, Solaris 2013

Mogłem posłuchać Żony i przerwać czytanie gdzieś na pięćdziesiątej stronie, ale mój masochistyczny upór w doczytywaniu zaczętych książek do końca bez względu na to, jakimi są gniotami, nie pozwolił mi na to. W zasadzie mogę napisać te same uwagi, co przy notce o poprzedniej części, więc nie będę się powtarzał. Różnice? Zamiast efektu cieplarnianego panuje zlodowacenie. To raz. No i tym razem bohater zamiast dążenia do zoofilnego seksu z białą niedźwiedzicą chce dokonać aktu autokastracji w Górach Harzu w ramach krucjaty antymatriarchalnej. Dziękuję, więcej nie chcę.

60. Kocham cię, Lilith - Radek Rak, Prószyński i S-ka 2014 (Kindle)

W porównaniu z czytaną równolegle powieścią Jabłońskiego jest to przeciwny biegun, jeśli chodzi o jakość. Utwory Raka do tej pory fabularnie mnie nie porywały (miałem do tej pory na koncie tylko dwa opowiadania opublikowane w NF), ale za to powalały stylem i nastrojem. Tutaj również głównym plusem książki jest utworzony przez autora nastrój i oniryczne wizje, jakie przeżywa główny bohater, trzydziestoletni pensjonariusz sanatorium w Rymanowie-Zdroju. Bardzo wyraźne są nawiązania do Brunona Schulza. Sprawnie opisane zostały sprawy związane z uczuciowością i seksualnością bohatera; odniosłem wrażenie, że jest to mrugnięcie okiem do czytelnika pod hasłem "kiedyś to się w sanatoriach działo". Jestem ukontentowany warstwą artystyczną powieści, fabułę traktuję zaś jako coś dla tego utworu drugorzędnego.

wtorek, 1 października 2013

Przeczytane. Wrzesień 2013

We wrześniu przeczytałem dziesięć książek. Niby nie jest to mało, ale nie jestem do końca zadowolony z wyniku - miałem sporo czasu, spokojnie mogłem osiągnąć wynik dwunastu lub trzynastu pozycji. W każdym razie licznik stanął na 93 pozycjach, osiągnięcie stu wydaje się zatem być jedynie formalnością. Podróż poślubna coraz bliżej, więc lektur japońskotematycznych przybywa; w tym miesiącu są to cztery książki o nierównym poziomie (dwie bardzo dobre i dwie słabe). W związku z tym niestety mam coraz większe zaległości w bieżącej (w sensie tegorocznej) literaturze sensacyjno-fantastycznej. Trochę powinienem nadrobić w październiku przy okazji pierwszego starcia z Kindlem, którego sprezentowała mi Żona z okazji urodzin. E-booki już czekają.

84. Legion - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2013

Jak tylko zobaczyłem w Empiku kolejną cegłę napisaną przez Cherezińską, nie mogłem się powstrzymać przed zakupem. Autorka tym razem dość zaskakująco porzuca średniowiecze, w którym, patrząc na jej dotychczasowe dokonania literackie, czuje się jak ryba w wodzie i umieszcza akcję w czasie trwania II wojny światowej. Choć informacje z okładki sugerują, że powieść poświęcona jest uformowanej w sierpniu 1944 roku Brygadzie Świętokrzyskiej, tak naprawdę tylko ostatnie 200 spośród 800 stron poświęcone jest temu oddziałowi. Cała książka natomiast dotyczy kształtowania się i działalności polskiego podziemia, ze szczególnym naciskiem położonym na narodowców. Autorka nie ulega powszechnemu trendowi gloryfikowania AK i, choć szeregowi żołnierze tej organizacji ukazywani są raczej pozytywnie, zrzuca na barki jej dowódców odpowiedzialność za przejęcie kontroli nad Polską przez komunistów. Książkę czyta się bardzo szybko, jest ona napisana bardzo sprawnie, autorka nie stroni w niej od humoru. Część wątków pozostawia jednak niedosyt, szczególnie zabrakło mi wyraźniejszego zakończenia historii Żbika zaś sam przemarsz Brygady Świętokrzyskiej na zachód został opisany w ekspresowym tempie. Mimo tych drobnych niedociągnięć jest to bardzo dobra literatura przybliżająca ten wycinek historii, o którym w szkołach raczej się nie usłyszy.

85. Japonia oczami fana. Book 01 - Paweł "MrJedi" Musiałowski, Finna 2012

MrJedi znany mi był z tekstów publikowanych x lat temu w CD Action i Kawaii. Później jakoś przestałem się obracać w tematyce mangi i anime, ale, kiedy tylko zobaczyłem jego książkę w księgarni, bez wahania po nią sięgnąłem i niestety nie był to najlepszy wybór. Autor faktycznie opisuje Japonię (a właściwie Tokio, bo na stolicy skupia się pierwszy tom) z perspektywy fana, dla którego przebywanie w kraju samurajów jest nie lada przygodą. Książka jest kopalnią wiedzy na temat tamtejszej popkultury i miejskich legend, niestety całość podana jest w dość niestrawnej formie. Woda wylewa się ze stron wiadrami, przez co lektura jest bardzo męcząca i kilkukrotnie miałem ochotę cisnąć książkę w kąt. Używanie słowa yakuza w co drugim akapicie po pewnym czasie było już nudne i w ogóle nieśmieszne. Książkę ratuje jedynie końcowy dodatek specjalny opisujący poszczególne dzielnice Tokio. Nie wiem, kiedy ukaże się drugi tom, ale mam nadzieje, że będzie dużo lepszy od poprzednika. Również w kwestii jakości wydania - strony z ilustracjami umieszczone na końcu książki wypadły już przy pierwszym przeglądaniu - wyraźnie widać było, że wydawca postanowił zaoszczędzić na kleju.

86. Ciemna strona Księżyca - Grzegorz Gajek, Studio Truso 2013

Książkę Gajka kupiłem na tegorocznym Krakonie w ramach wspierania autorów, którzy sami sprzedają swoje utwory. I muszę przyznać, że jest nieźle. Powieść wprawdzie nie poraża oryginalnością - cały czas miałem przed oczami Solaris Lema - ale fabuła poprowadzona została sprawnie, napięcie jest świetnie budowane, bohaterowie są ciekawi, a zagadka, jaka przed nimi stoi intrygująca. Wiem, że mam słabość do tego typu sf, ale naprawdę miałem sporo frajdy z lektury, podobało mi się umiejętne opisanie poczucia samotności w przestrzeni kosmicznej i panującego tam nastroju grozy. Z przyjemnością sięgnę po inne książki autora, jeśli tylko czas mi na to pozwoli. Szkoda, że Sen, brat śmierci jest dostępny tylko w formacie .epub.

87. Ścieżki wyobraźni - antologia, Śląski Klub Fantastyki 2013

To kolejna moja krakonowa zdobycz, tym razem wysępiona od PeWuCa, który rozdawał chętnym zbiór opowiadań napisanych przez członków sekcji literackiej ŚKF. Ze znanych nazwisk pojawiających się w antologii wymienić można tylko Miśka Cholewę i Anię Kańtoch. Ten pierwszy napisał humorystyczne opowiadanie o próbie przekazania informacji na okręt podwodny, inspirowane Polowaniem na Czerwony Październik. Na kolana mnie nie powalił, ale udało mu się stworzyć fajne, odstresowujące czytadło. Kańtoch z kolei umieściła w zbiorze dwa rozdziały swojej nowej powieści i przyznać muszę, że z niecierpliwością czekam na pełną wersję. O pozostałych twórcach można powiedzieć, że widać, iż nie są to "zawodowi" pisarze, natomiast ich prace stanowią kawał solidnej rzemieślniczej roboty. Nie ma tu słabych tekstów, jednak większość z nich również nie zachwyca - ot, coś przyzwoitego do poczytania w długie jesienno-zimowe wieczory. Spośród nich zdecydowanie na plus wyróżnia się Inaczej nie zasnę Bożeny Siedlaczek, będące wariacją na temat Dziewczynki z zapałkami, bardzo ładnie i nastrojowo napisaną.

88. Świat według reportera. Japonia - Piotr Kraśko, National Geographic 2011

Świat według reportera to seria krótkich reportaży Piotra Kraśki z różnych stron świata. Japonia liczy niecałe sto stron tekstu w formacie A6, co pokazuje, jak niewiele informacji na temat Kraju Kwitnącej Wiśni można było w książce przekazać. Styl wypowiedzi Kraśki jest znany każdemu, kto widział go kiedyś w telewizji; dokładnie taką samą formą posługuje się on w napisanej przez siebie książeczce. Jej zawartość można sprowadzić do peanów na temat zaradności Japończyków w obliczu nawet bardzo niesprzyjających okoliczności (tutaj jest mowa konkretnie o tsunami z 2011 roku i problemach w Fukushimie). Nic więcej z tego opracowania wyciągnąć nie byłem w stanie. Na szczęście wydałem na nie jedynie niecałe 7 złotych.

89. Życie jak w Tochigi - Anna Ikeda, W.A.B. 2012

W końcu trafiłem na tekst o Japonii, który nie został napisany przez kogoś będącego tam przejazdem. Anna Ikeda mieszka w Kraju Wschodzącego Jena na stałe, w miasteczku Nikko, które sama określa mianem prowincji, ale jest to taka sama prowincja jak u nas Zakopane - niby niewielkie, ale coroczne tabuny turystów sprawiają, że ciężko uznać to miejsce za oazę spokoju. W związku z miejscem zamieszkania autorka nie wspomina nic o wielkomiejskim Tokio, skupia się zaś na życiu i tradycjach pielęgnowanych w prefekturze Tochigi i okolicach. W książce znajduje się bardzo dużo informacji na temat obrzędów religijnych, głównie shintoistycznych, przedstawione są takie informacje, których nie znajdzie się w przewodnikach turystycznych (które o Nikko zawsze wspominają, gdyż tutaj znajduje się grób szoguna Tokugawy Ieyasu). Wszystko opisane jest świetnym, dowcipnym stylem (nieco przypominającym styl Bruczkowskiego z Bezsenności w Tokio) i okraszone masą zdjęć robionych przez autorkę. Jest to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy chcą poczytać o czymś więcej niż Tokio, salarymanach, salonach pachinko, karoshi i shinkansenach.

90. Felix, Net i Nika oraz Trzecia Kuzynka - Rafał Kosik, Powergraph 2012

Felix, Net i Nika są już na półmetku nauki gimnazjalnej i tym razem wyruszają na ferie zimowe w Sudety. Rafał Kosik natomiast postanawia się nad nimi trochę popastwić i zrzuca im na głowę kolejne kłopoty, tym razem w formie młodzieżowego horroru. Jest bardzo klasycznie - nawiedzony dom, opuszczona wioska, mroczne lasy, niedziałająca elektronika i straszne rzeczy, które Ci Źli chcą zrobić głównym bohaterom. Odniosłem wrażenie, że autor chciał odpocząć nieco od wprowadzania do serii nowych technologii i postanowił skupić w całości na grozie i nastroju - tym razem nie ma (prawie) wymyślnych maszyn, a Manfred pojawia się na tyle rzadko, że w zasadzie mogłoby go nie być. Jest to jedna z najlepszych części sagi, choć nie uniknęła pewnych niedoróbek. Niewykorzystany wydaje się być potencjał konkurencyjnego tria, nie rozumiem też, dlaczego Kosik zmienia nazwy miejscowości niebędących Warszawą - tutaj zamiast Bolkowa mamy Lolków, w Teoretycznie Możliwej Katastrowie było Łebosławowo - przecież można stosować prawdziwe nazewnictwo zamiast tworzyć fikcyjne. Są to jednak niedociągnięcia na tyle mało istotne, że nie wpływają znacząco na pozytywny odbiór powieści.

91. Przedksiężycowi I - Anna Kańtoch, Powergraph 2013

Po książki Anny Kańtoch zawsze sięgam bardzo chętnie (choć często muszą one trochę poleżeć na półce zanim się za nie zabiorę) i tym razem również się nie zawiodłem. Cały pierwszy tom Przedksiężycowych poświęcony jest prezentacji Lunapolis, dziwnego miasta na opuszczonej planecie, istniejącego w wielu równoległych wersjach. Fabuła służy właściwie wyłącznie pokazaniu tego surrealistycznego miejsca, co nie znaczy, że jest ona nudna; potrafi bowiem za sobą porwać i sprawia, że ciężko oderwać się od lektury. Sam świat przedstawiony urzeka i zachwyca, Kańtoch plastycznie i nastrojowo opisuje miejsce akcji, posługując się doskonałym stylem. Kolejnym bardzo mocnym punktem powieści są świetnie wykreowani, wyraziści bohaterowie. Naturalnie, ponieważ jest to pierwszy tom, książka zawiera wiele niedopowiedzeń i niedokończonych wątków, co dodatkowo sprawia, że mam niesamowitą ochotę sięgnąć po dalszą część.

92. Duch Czasu - Mirosław P. Jabłoński, Solaris 2013

Po Archiwum Polskiej Fantastyki spodziewałem się dużo lepszych utworów niż powieść Jabłońskiego, w której bohater co chwilę mówi, że chce spółkować z białą niedźwiedzicą, i wspomina swoją matkę, której w młodości wkładano w waginę gorącego pieczonego ziemniaka. Gros tekstu stanowi wykład z historii powszechnej i rozważania religijne, poruszany jest też problem efektu cieplarnianego, ale forma, w jakiej autor postanowił zaprezentować temat, mnie odrzuca. Utwór sprawia bowiem wrażenie bełkotu nastoletniego erotomana, którego dowcip zamiast uśmiechu wywołuje poczucie zażenowania, sama lektura natomiast wymęczyła mnie bardziej niż Lolita Nabokova. Po dobrych Elektrycznych bananach oczekiwałem solidnej lektury, niestety pierwszy tom Ducha Czasu sprawił, że lekturę kolejnej części odroczyłem na dużo później.

93. Sushi i cała reszta - Michael Booth, Carta Blanca 2013

Kolejna lektura na temat Japonii. Tym razem książka jest zapisem wyprawy do Kraju Kwitnącej Wiśni dziennikarza kulinarnego i, jak można się domyślić, skupia się na tym, co Japończycy jedzą w różnych rejonach kraju, od Hokkaido po Okinawę. Jest to sprawozdanie z trzymiesięcznej podróży, nasyconej wizytami w restauracjach, kawiarniach czy u producentów żywności. Booth dogłębnie analizuje nawyki żywieniowe Japończyków, sprawdza, czy legendy na temat jedzenia są prawdziwe (na przykład ta o krowach z Kobe), rozmawia z szefami kuchni, w sumie robi wszystko to, co sprawia, że podczas lektury książki się głodnieje. Ogólnie jest to bardzo zajmująca lektura, choć w niektórych, na szczęście nielicznych, momentach delikatnie nużyła. Chwile słabości są jednak rekompensowane przez ogrom ciekawych informacji, jakie ze sobą niesie.

środa, 31 lipca 2013

Przeczytane. Lipiec 2013

Lipiec w zasadzie za nami. Wśród upałów udało mi się sięgnąć po jedenaście tytułów, co łącznie daje już 75 pozycji w siedem miesięcy. Tylko jakiś kataklizm może mi przeszkodzić w dobiciu do stu książek w ciągu roku. Zadowolony tym razem jestem z objętości książek - w dwóch przypadkach były to cegły liczące po ponad siedemset stron. Udało mi się przeczytać trochę klasyki fantastycznej, zaliczyłem też kilka stojących na wysokim poziomie pozycji fantasy, nieco zawiodła mnie natomiast literatura japońskotematyczna. Pozytywnie zapatruję się zaś na Archiwum Polskiej Fantastyki Solarisu. Na razie przeczytałem pierwsze dwie powieści z serii i zrobiły one na mnie dobre wrażenie, choć oczywiście trzeba brać poprawkę na datę ich powstania (podobnie jest zresztą w przypadku Świata Czarownic). Ogólnie jestem zadowolony z poziomu lipcowych lektur - trzy z nich wskoczyły do tegorocznego Top 10.

65. Ogrody Księżyca - Steven Erikson, MAG 2012

Po Malazańską Księgę Poległych postanowiłem sięgnąć w ramach zapoznawania się z lekturami, których fanowi fantastyki nie wypada nie znać. Apetyt zaostrzał fakt, że o cyklu Eriksona sporo dobrego słyszałem od znajomych. Tym, co zachwyca jest rozmach utworu - wielkie kampanie wojskowe, jeszcze większe intrygi, mnogość stronnictw. Do tego wychodzi bardzo sprawnie wykreowany świat i bohaterowie, których daje się lubić, mimo że w wielu przypadkach nie są oni jednoznacznie pozytywni, a część z nich zasługuje na miano typów spod ciemnej gwiazdy. Fabuła toczy się w szybkim tempie, ale ani przez moment nie ma się wrażenia nienadążania za nią. Dobrze, że większość wątków znalazła swoje zakończenie, a jednocześnie autor pozostawił kilka otwartych furtek do rozwinięcia akcji w kolejnych tomach. Dawno nie czytałem tak dobrego fantasy.

66. Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii - Rafał Tomański, Muza 2012

Kolejna lektura podrzucona przez Żonę jako przygotowanie do podróży poślubnej. Pochwalić należy wartość merytoryczną tekstu, można się z niego sporo dowiedzieć o japońskiej kulturze i zwyczajach, jak i o samych Japończykach. Gdzieniegdzie jednak autor jako fakty przedstawia rzeczy, które Bruczkowski w Bezsenności w Tokio określa jako mity na temat Japonii obowiązujące wśród gaijinów. Pozostaje pytanie, komu wierzyć - ja wybieram Bruczkowskiego. Niestety książka Tomańskiego jest jedynie zbiorem suchych informacji, w związku z tym nie porywa tak jak wspomniana Bezsenność.... Do tego tekst sprawia wrażenie pisanego z perspektywy "ja się znam i nikt inny wam takich mądrości nie przedstawi", a ponadto wydaje mi się, że sporo danych autor wynalazł w internecie (o czym świadczy pokaźna lista linków na końcu książki). Dowiedzieć się można sporo, choć forma przekazania wiadomości pozostawia nieco do życzenia.

67. Imperium - Vladimir Wolff, Warbook 2013

Trzecia książka Wolffa, po którą sięgnąłem, niestety okazała się najsłabszą z nich. Nie oznacza to jednak, że jest to zła powieść. Tym razem autor umieszcza akcję swojego utworu pod koniec XVI wieku na wodach Morza Śródziemnego i opowiada o próbie zdominowania tego akwenu przez Turków. Wydarzenia historyczne przedstawione są z dużą dbałością o zgodność z faktami, do czego twórczość Wolffa zdążyła mnie już przyzwyczaić. Niestety na koncentracji uwagi na wojnie turecko-chrześcijańskiej tracą bohaterowie, którym brakuje głębi i którzy sprawiają wrażenie, że są jedynie pretekstem do zapoznania czytelnika z wycinkiem historii Europy. Wadą jest również zakończenie powieści - przewidywalne, nawet jeśli czytelnik jest z historią na bakier. W efekcie w moje ręce trafiła książka mocno przeciętna.

68. Świat Czarownic - Andre Norton, Nasza Księgarnia 2013

Na książkach Naszej Księgarni uczyłem się czytać. Teraz to samo wydawnictwo umożliwia mi zapoznanie się z klasyką literatury fantasy w postaci cyklu Andre Norton. Postanowiłem zabrać się za lekturę, porzucając perspektywę roku 2013 - wiadomo, że dzisiaj tego typu utworów jest masa i przeważnie są one marnej jakości, a sama powieść Norton nie wyróżnia się jakoś szczególnie spośród innych książek należących do gatunku. Jednak w roku 1963, kiedy powstała, była czymś naprawdę solidnym. Akcja toczy się w ekspresowym tempie, główny bohater, przeniesiony z naszego XX wieku do tytułowego Świata Czarownic Simon, okazuje się mieć w nowej czasoprzestrzeni niezwykłe moce - jest tu wszystko, co powinno być w klasycznym, oldschoolowym fantasy. Oprócz elfów. Drażnią mnie tylko dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest zdolność niesamowicie i nienaturalnie szybkiego odnajdywania się Simona w obcej scenerii. Druga zaś to wątek Loyse, który został zaczęty, a któremu później obcięto skrzydła i poświęcono bardzo mało uwagi. Mam nadzieję, że kolejny tom sprawi, że nie będę się miał do czego przyczepić.

69. Graf Zero - William Gibson, Książnica 2009

Książkę dostałem na Mikołajki od Wtedy-Jeszcze-Narzeczonej. Gibson po raz kolejny zabiera nas do cyberpunkowego świata Trylogii Ciągu. Akcja ma miejsce kilka lat po wydarzeniach z Neuromancera, a bohaterowie znani z poprzedniej części w Grafie Zero występują jedynie w śladowych ilościach. Jak za pierwszym razem, tak i tu wydarzenia toczą się wartko, przez co ciężko się oderwać od lektury, kiedy już przebrnie się przez chaotyczne pierwszych kilkadziesiąt stron. Znów mamy do czynienia z hakerami (po raz kolejny autor świetnie kreuje wizję sieci), tym razem jednak Gibson prezentuje również konflikty interesów pomiędzy korporacjami. Nie bardzo rozumiem tylko, jaki był sens wprowadzać w to wszystko voodoo. Ponadto w czasie lektury nasunęło mi się jeszcze jedno spostrzeżenie (miałem takie wrażenie również przy lekturze Neuromancera, ale jakoś mi umknęło, gdy pisałem poprzednią notkę) - Gibson nie radzi sobie ze scenami erotycznymi. Niestety nieco się zawiodłem na Grafie Zero. Nie dlatego, że uważam go za słabą książkę; jest to bowiem kawał solidnej cyberpunkowej opowieści. Wiem jednak, że Gibsona stać na więcej, co udowodnił Neuromancerem.

70. Messier 13 - Bohdan Petecki, Solaris 2013

To jest właśnie takie science fiction, jakie lubię - podróże kosmiczne i eksploracja nowo odkrytych planet, a zwłaszcza jej romantyczna wizja z lat 60. i 70. ubiegłego stulecia niezmiennie mnie zachwycają. Taki utwór napisał Bohdan Petecki, autor, z którego nazwiskiem zetknąłem się po raz pierwszy dopiero, gdy Wojtek Sedeńko postanowił wydawać nieosiągalną już dziś fantastykę. Główny bohater to pracownik Słonecznej Agencji Ochrony, którego zadaniem jest ochrona ludzkości przez potencjalnymi zagrożeniami z kosmosu - odmienną florą bakteryjną lub agresywnymi obcymi. Powieść opowiada o kontakcie z istotami z innej planety, których intencje są powoli odkrywane w trakcie lektury. Przedstawiona wizja jest mocno naiwna i wywołuje lekki uśmiech politowania, ale jak się obejrzało Star Trek TOS, pewne rzeczy nie powinny dziwić. Wciągnęło mnie, choć musiałem brać poprawkę na datę powstania utworu.

71. Elektryczne banany - Mirosław P. Jabłoński, Solaris 2013

Satyryczna wizja przyszłości, w której rolę państw przejęły korporacje. Akcja toczy się wokół konfliktu pomiędzy Hollywood a Nowym Watykanem - ci pierwsi tworzą bluźniercze pseudodzieła, ci drudzy nakładają na nich klątwy. W tym wszystkim pojawia się Gaspar Romeo Homer, podrzędny filmowiec, który dostaje od władcy Hollywood zlecenie napisania scenariusza do filmu o zamachu na papieża. Ostatecznie Jabłoński napisał trzysta stron tekstu, z których większość jest humorystyczna, aby na koniec zadać kilka pytań o naturę Boga i rzeczywistości. Na szczęście całość stoi na dość wysokim poziomie, nawet wątek kinematografii pornograficznej nie wywołał u mnie zniesmaczenia, co rzadko się zdarza. Z Elektrycznych bananów mógłby być niezły film.

72. Japonia w sześciu smakach - Anna Świątek, Bernardinum 2012

Wojciech Cejrowski, który patronuje serii Biblioteka Poznaj Świat, twierdzi, że wybiera wyłącznie książki stojące na wysokim poziomie. Tym razem niestety się pomylił. Autorka jest absolwentką japonistyki, która spędziła w charakterze tłumacza rok w Japonii. Niestety książka, którą urodziła, jest raczej pamiętnikiem turysty, a nie porządną literaturą podróżniczą. Owszem, można się sporo dowiedzieć o zwyczajach Japończyków, ale odniosłem wrażenie, że informacje o nich są tylko tłem do opisów, jak Świątek radziła sobie z przeciwnościami losu. Dowiedziałem się, że w kimonie ciężko wyławia się aparat fotograficzny z rzeki (zamiast poznać więcej szczegółów na temat ekskluzywnej kolacji nad rzeką w Kioto), że daniele w Narze gryzą po łydkach, jak nie dostaną jedzenia od turysty (no dobrze, zamierzam odwiedzić Narę, więc taka informacja może mi się przydać) i że Japonki mają krzywe zęby, a autorka depiluje włosy łonowe. Największym koszmarem jest zaś brak możliwości zrobienia balejażu (dopiero Żona musiała mi wyjaśnić, co to za zwierzę). Do tego wszystkiego Świątek sprawia wrażenie, jakby stawiała się wyżej od prymitywnych i niemyślących inaczej niż schematami Japończyków. Pozytywnie oceniam w zasadzie tylko rozdział dotyczący gejsz. I zdjęcia, masę interesujących zdjęć.

73. Wroniec - Jacek Dukaj, Wydawnictwo Literackie 2009

Do twórczości Dukaja podchodzę jak pies do jeża. Niby mam na półce wszystkie jego książki opublikowane przez Wydawnictwo Literackie, ale do tej pory zapoznałem się jedynie z Królem bólu, ponadto miałem również styczność z Science fiction. W obu przypadkach odbiłem się od Dukajowego bełkotu, przez niektórych zwanego wspaniałym stylem. O Wrońcu zaś ciepło wypowiadała się koleżanka z pracy i jakoś tak się złożyło, że przekonałem się do sięgnięcia po niego. Okazało się, że Dukaj potrafi zachwycić kreacją świata przedstawionego, a do tego naprawdę pisze świetnym stylem. Tym razem na tapetę wzięty zostaje stan wojenny oglądany z perspektywy kilkuletniego Adasia. Autor doskonale tworzy nastrój bajkowo-fantasmagorycznego świata. Utwór ma formę bajki dla dzieci i jako taki ozdobiony jest licznymi ilustracjami (przyznać jednak muszę, że ich styl nie przypadł mi do gustu). We Wrońcu zachwyca też słowotwórstwo widoczne zwłaszcza przy kreowaniu zarówno milicyjno-ubeckiego, jak i opozycyjnego "bestiariusza". Urzekła mnie ta opowieść.

74. Śniąc o potędze - antologia, Narodowe Centrum Kultury 2012

Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz znani są z łamów Nowej Fantastyki, gdzie publikują artykuły o fantastyce z lamusa. Tym razem postanowili zebrać i przedstawić fragmenty przedwojennych polskich utworów science-fiction, których autorzy prezentują różne przyszłe, z ówczesnego punktu widzenia, wizje Polski. Mamy tu różne wyobrażenia - od mocarstwowego obrazu naszego kraju, przez epokę kolonialną, po katastroficzne wizje przyszłości. Teksty te często są przykładem grafomaństwa i ciężko się je czyta, tym bardziej, że zostały zachowane oryginalne skład i pisownia, ale warto się z nimi zapoznać z samej ciekawości dowiedzenia się, jak rozwinięte było wizjonerstwo pisarzy sprzed 90 lat. Szkoda, że redaktorzy postanowili wybrać fragmenty powieści zamiast pełnych opowiadań, przez co lektura zbioru pozostawia pewien niedosyt. Ciekawie wypadają natomiast wprowadzenia Haski i Stachowicza do poszczególnych rozdziałów. W przystępny sposób przybliżają oni przedwojenną twórczość realizującą dany temat, czasem jednak za bardzo zagłębiają się w fabułę omawianych utworów. Z całą pewnością książka ta jest ciekawą pozycją na rynku wydawniczym, ale obowiązkową bym jej nie nazwał.

75. Saga o Rubieżach. Tom I - Liliana Bodoc, Prószyński i S-ka 2012

Po reprezentanta argentyńskiej literatury fantasy sięgnąłem dzięki maksymalnej nocie dla książki w recenzjach Nowej Fantastyki. Miałem początkowo obawy, że wysoka ocena wynika z faktu, że Sagę o Rubieżach i NF wydaje to samo wydawnictwo, ale lektura powieści całkowicie je rozwiała, a notę uzasadniła. Pewne elementy fabuły mogą się wydawać sztampowe - na spokojnie żyjące ludy czyha niebezpieczeństwo zza morza - ale sama akcja poprowadzona jest sprawnie, płynnie, stylem przywodzącym na myśl mitologię, a do tego momentami mocno zaskakuje. Warto też wspomnieć, że jest to fantasy osadzone w realiach indiańskich, a nie nordyckich, co tylko dodaje mu oryginalności. Bardzo spodobał mi się pomysł wydania dwóch oryginalnych tomów w jednym woluminie - co prawda książka osiąga przez to rozmiary cegły, ale przynajmniej nie trzeba za nią płacić dwa razy. Intrygujące i na tym etapie nie do końca zrozumiałe jest jej zakończenie, które sprawia, że chce się sięgnąć po kolejny tom.