wtorek, 30 kwietnia 2013

Przeczytane. Kwiecień 2013

Kwiecień sponsorowany jest przez liczbę 2012. Zdecydowana większość książek (poza Ojcem chrzestnym) wydana została w zeszłym roku i sięgnąłem po nią w związku ze zbliżającym się terminem nominowania utworów do Nagrody Zajdla. Narzeczona wróciła z zagranicznych wojaży, ale nie wpłynęło to negatywnie na moje czytelnictwo i zamknąłem kwiecień trzynastoma pozycjami, co łącznie daje w tym roku już 42 przeczytane książki, czyli wynik o dziewięć sztuk lepszy od zaplanowanej liczby. Plan 100 książek w rok wydaje się więc bardzo realny. Jakościowo kwietniowa literatura stała na gorszym poziomie niż przeczytana w marcu. Szczególnych gniotów nie czytałem, ale coraz częściej trafiały mi się książki w mojej ocenie przeciętne. Z drugiej strony patrząc, wyłowiłem również trzy perełki (Puzo, Cholewa i Huberath). Przy okazji zaspokoiłem swoje zapotrzebowanie na sf, którego akcja rozgrywa się w kosmosie.

30. Gamedec. Czas silnych istot. Księga 02 - Marcin Przybyłek, Fabryka Słów 2012

Tym razem nie będę się czepiał, że w kolejnym tomie Gamedeca Torkil nie jest już gamedekiem. Pomarudzę tylko na zbyt małą obecność tytułowego bohatera w powieści. Przybyłek pokazuje akcję widzianą oczami wielu bohaterów, przez co dla Torkila nieco brakuje miejsca, choć nadal jest on ponadprzeciętny, wspaniały, cudowny i nie popełnia błędów. Mimo że druga księga Czasu silnych istot nie do końca spełniła moje oczekiwania, przyznać muszę, że jest to naprawdę dobre militarne sf w epoce transhumanistycznej. Opowiadana historia dotyczy kosmicznej wojny ludzkiego Imperium z Thirami, została bardzo sprawnie napisana i w żadnym momencie nie nuży, choć pewne elementy fabuły wydają się całkowicie zbędne (na przykład postać Zabulona). Miłym akcentem jest pokazanie, co się dzieje z kobietami Torkila (przynajmniej z tymi, które pamiętam z Granicy rzeczywistości). Przydać się też może słowniczek umieszczony na końcu książki (ten sam, który znajduje się w pierwszym tomie), który wyjaśnia obce terminy i przybliża skrócone biografie poszczególnych bohaterów, na szczęście umieszczone zostały w odpowiednich miejscach ostrzeżenia o spoilerach poprzednich części.

31. Diabłu ogarek. Kolumna Zygmunta - Konrad T. Lewandowski, RM 2012

Już na początku strzał w stopę. Jeśli kończy się jeden tom cliffhangerem, to wypadałoby kolejny od tegoż cliffhangera rozpocząć, jednak Lewandowski postanawia przesunąć akcję do przodu i nagle pan Stanisław Lawendowski znajduje się na szlaku i zmierza do Warszawy. Tam bawi się w detektywa i pilnuje porządku w mieście w czasie trwania sejmu. Niby jest to kryminał, ale jakiś taki dziwny, bo od początku wiadomo, kto jest tym złym. Do tego razi mnie antyklerykalizm powieści, według której za całe zło świata odpowiadają jezuici do spółki z papieżem. Tym, co ratuje książkę, jest styl - lekko dowcipny, sprawnie opisujący wydarzenia, przez co poznawanie lektury jest przyjemnym procesem. Na plus należy także zaliczyć sposób wprowadzenia wątków fantastycznych do fabuły. Efektem końcowym jest niestety przeciętna powieść, znacznie słabsza od pierwszego tomu. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnej części autor wróci do poziomu prezentowanego w Czarnej Wierzbie.

32. Ojciec chrzestny - Mario Puzo, Albatros 2009

Książkę podrzuciła mi Narzeczona i jak na razie jest to najlepsza rzecz, jaką w tym roku przeczytałem. Puzo świetnie oddaje klimat włoskiej mafii w Stanach Zjednoczonych, potrafi tak przedstawić bohaterów, że gangsterzy są odbierani jako postacie pozytywne, głównie dzięki takim cechom jak honor i lojalność. Akcja przez cały czas trzyma w napięciu, zwłaszcza jeśli czytelnik nie oglądał filmu Coppoli - ja oglądałem dawno temu i dopiero w trakcie lektury przypominałem sobie poszczególne sceny. Słabych stron powieści nie zaobserwowałem. Feministki mogą być oburzone sposobem przedstawienia kobiet, które są własnością swoich mężów, mają zajmować się domem i nigdy nie pytać o "interesy". Z pewnością, jeśli uporam się z bieżącą literaturą (rok 2012 i 2013), sięgnę po resztę twórczości Puzo.

33. Skecz zwany morderstwem - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2012

Kolejny w tym miesiącu kryminał. Tym razem rzecz dzieje się u schyłku PRL-u. Bohaterem jest Bogdan Zabielski, funkcjonariusz MO, który postanawia rozwikłać, wbrew woli swoich przełożonych, sprawę porwania młodej dziewczyny. Sam milicjant jest przedstawiony jako rycerz bez skazy, idealista, co zdecydowanie odróżnia go od kolegów z resortu, którzy troszczą się tylko o to, żeby mieć w pracy święty spokój. Intryga kręci się wokół grupy estradowej, której życie sprowadza się do występów, libacji i przygodnego seksu z fankami. Jako że Wolski w swoim życiu trochę na estradzie występował, można przypuszczać, że zachowanie książkowych artystów nie odbiega wiele od rzeczywistego. Bardzo dobrze przedstawione zostały także realia końca lat 80. Fantastyki tu w zasadzie nie ma, jeśli pominąć prorocze sny matki Bogdana, wieszczącą żebraczkę na Jasnej Górze i postpeerelowskie przywidzenia partnerki bohatera. Wolski po raz kolejny mnie nie zawiódł.

34. Science fiction po polsku - antologia, Paperback 2012

Antologia pod redakcją Ani Kańtoch zawiera opowiadania z różnych gatunków sf. Niestety mało które z nich wybija się ponad przeciętność, w większości przypadków lektura pozostawia niedosyt. Takie odczucie pozostawiła u mnie Obroża Ćwieka - oparta na ciekawym pomyśle aż prosi się o rozwinięcie. Największy plus należy się Agnieszce Hałas za Opowieść o śpiących królewnach, socjologiczne sf o bardzo dobrze poprowadzonej fabule i zaskakującym zakończeniu. Spośród trzech debiutantów na rynku wydawniczym najlepiej poradził sobie Szymon Stoczek Samolubnym genem, w którym przedstawił świat, gdzie rodzice zwierają układ w sprawie procentowej zawartości genów każdego z nich u dziecka. Pozostali dwaj również nieźle się zaprezentowali, choć Księdza Marka trzy spotkania z demonem Artura Laisena kończą się zbyt szybko i pozostawiły mnie z poczuciem, że coś się jeszcze powinno wydarzyć. Bardzo słabych opowiadań na szczęście nie znalazłem.

35. Gambit - Michał Cholewa, Warbook 2012

Ciekawy debiut na rynku książkowym. Cholewa stworzył świat, w którym sztuczne inteligencje zostały zainfekowane "chińskim wirusem" i zwariowały, buntując się przeciwko ludziom. W erze podróży kosmicznych sprawiło to, że znaczna część statków została zagubiona w przestrzeni. W takiej scenerii rozgrywa się wojna o planety i ich zasoby pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Bohaterami powieści są żołnierze Czterdziestego Regimentu UE wysłani z misją na planetę New Quebec, ze względu na warunki naturalne pieszczotliwie zwaną "Bagnem". Autor sprawnie opisuje działania wojenne, nie popadając przy tym w militarystyczny bełkot i nie sprowadzając fabuły do ciągu strzelanin. Bohaterowie sprawiają, że da się ich lubić (z jednym wyjątkiem) lub nienawidzić, jak w przypadku zimnego sukinsyna Brisbane'a. Niestety Cholewa słabo wykreował główną postać powieści, Marcina Wierzbowskiego, który jest po prostu nijaki. O ile o większości żołnierzy można powiedzieć coś ciekawego (czasem więcej, czasem mniej), to w przypadku "Wierzby" jest z tym problem, mimo że wiadomo o nim najwięcej. Nie ma co jednak narzekać - jest to bardzo dobra lektura, co należy tym bardziej docenić, jako że jest to debiutancka powieść Cholewy.

36. Silentium universi - Dariusz Domagalski, Fabryka Słów 2012

Twórczość Domagalskiego jak do tej pory mnie nie zachwyciła, ale z drugiej strony nie sprawiła, że miałem ochotę rzucić jego książki w ogień, tym bardziej, że w roli luźnego czytadła sprawdzają się one dość dobrze, więc bez większych oporów sięgnąłem po Silentium universi. Tym razem autor postanowił uraczyć czytelników literaturą hard sf. Astronomowie odkryli planetę w układzie Alfa Centauri, na której panują warunki zbliżone do ziemskich. Wobec przeludnienia Ziemi i potrzeby znalezienia nowego miejsca zamieszkania dla człowieka, zorganizowana zostaje ekspedycja mająca na celu założenie bazy na Raju Utraconym, jak ochrzczone zostaje nowo odkryte ciało niebieskie. Większość powieści stanowi opis podróży do Raju, a żeby nie było nudno, we wszystko mieszają się dwa stronnictwa, z których jedno dąży do sukcesu misji (z sobie znanych powodów), a drugie zamierza ją sabotować. Wydaje się, że Domagalski odrobił lekcje i pod względem naukowym nieźle się przygotował do pisania. Ja wyłapałem tylko jednego babola - autor pisze, że sawanna graniczy z tundrą, co jest raczej w warunkach zbliżonych do ziemskich mało realne (sawanny występują w strefie podrównikowej, tundra w subarktycznej). Co jest charakterystyczne dla jego twórczości, Domagalski porusza temat religii i, choć koncepcja przedstawiona w powieści nie jest wybitnie oryginalna, nie przeszkadzało mi to w pozytywnym odbiorze lektury. Jest to najlepsza książka Domagalskiego, jaką przeczytałem, choć nie wychodzi ona z roli czytadła.

37. Fausteria (powieść antyhagiograficzna) - Wojciech Szyda, Narodowe Centrum Kultury 2012

Tę książkę ciężko mi ocenić. Przeważająca część utworu opowiadająca o życiu młodej malarki posługującej się pseudonimem artystycznym "Fausteria", czy później "Faustheria" wciąga, mimo że nie jest dynamiczna. Stanowią ją rozważania na temat sztuki i krytyka sztuki komercyjnej, gdzie kontrakty podpisywane przez artystów porównywane są do cyrografów. Fabuła utrzymuje czytelnika przy lekturze, mimo że dość wcześnie wiadomo, jak się ona zakończy. Oprócz głównego wątku pojawiają się fragmenty przedstawiające Polskę, w której nie miały miejsca objawienia świętej Faustyny Kowalskiej, Polskę bez Bożego Miłosierdzia. Prawdę mówiąc, gdyby nie nota wydawcy i komentarz Lecha Jęczmyka na okładce, prawdopodobnie nie domyśliłbym się, czego one dotyczą i jaka jest ich rola w utworze.

38. Alkaloid - Aleksander Głowacki, Powergraph 2012

Wynudziłem się. Utwór promowany hasłami typu "Co by było, gdyby Wokulski..." z Lalką Prusa wspólnych ma tylko niektórych bohaterów i jako taki jest przeze mnie odbierany jako marketingowe żerowanie na znacznie popularniejszej powieści. Akcja toczy się wokół narkotyku o nazwie "Alka" nawiązującej do tytułu lektury szkolnej. Używka ta wyzwala u ludzi supermoce i silnie uzależnia. To dzięki niej Zulusi, którzy jako jedyni potrafią ją wytwarzać, są potęgą i to na niej majątku dorobił się Wokulski. I to dzięki niej walki toczone na kartach utworu wyglądają jak wyjęte z Matrixa. Powieść sprawia wrażenie niespójnej, każda z czterech części, na które jest podzielona, mogłaby istnieć jako samodzielny utwór (miałem wrażenie, że czytam zbiór opowiadań), w zasadzie dopiero ostatnia część spaja powieść jako tako w jedną całość. Jedynym, co zostawiło pozytywne wrażenie jest zakończenie, do którego tak bardzo chciałem dobrnąć.

39. Chłopcy - Jakub Ćwiek, SQN 2012

Kolejny w tym roku kontakt z Ćwiekiem i po raz kolejny czuję się usatysfakcjonowany. Tym razem autor wziął na tapetę Piotrusia Pana, a zwłaszcza jego Zaginionych Chłopców i wyprodukował zbiór powiązanych ze sobą fabularnie opowiadań, gdzie tytułowi Chłopcy dorośli i utworzyli gang motocyklowy pod przewodnictwem Dzwoneczka. Ćwiek jak zwykle potrafił wykreować ciekawych bohaterów, choć pozostawił sporo luk w ich historii i aż prosi się o kolejny tom, gdzie pewne rzeczy zostałyby wyjaśnione. Poruszona jest też kwestia dorosłości, która jak się okazuje nie musi być tak fajna jak dzieciństwo (o czym dorośli już wiedzą, a nieletni dopiero się przekonają). Autor po raz kolejny pokazuje, że z popkulturą radzi sobie świetnie i tylko żal, że książka kończy się tak szybko.

40. Paskuda & Co. - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2012

Z twórczością Magdaleny Kozak nie miałem do tej pory znaczącego kontaktu. Chyba jedynym jej utworem, jaki przeczytałem było bardzo dobre opowiadanie Strasznie mi się podobasz. Z pewnymi nadziejami przystępowałem więc do lektury Paskudy & Co., zbioru krótkich opowiadań o Księżniczce, jej Strażniku i tytułowej smoczycy. Kozak wywraca do góry nogami baśnie, w których dzielni rycerze ratują zniewolone księżniczki. Tym razem co prawda Księżniczka siedzi w wieży, ale tylko dlatego, że taka jest tradycja, Paskuda jest całkiem miłym zwierzątkiem, a Strażnik bardzo chciałby być rycerzem. Rycerze za to są bardzo wadliwi i chcą pokonać bestię wyłącznie dla własnych korzyści. Kozak stworzyła bardzo ciekawą parodię, gdzie humor nie jest nachalny i nie świeci czytelnikowi neonem "Śmiej się teraz". Do ręki dostałem bardzo dobre czytadło, którego zakończenie daje nadzieję na kolejny tom.

41. Portal zdobiony posągami - Marek S. Huberath, Fabryka Słów 2012

Najnowsza powieść Huberatha jest drugim jego dziełem, po Vatranie Auraio, z którym miałem styczność. Tym razem jego wyobraźnia umieszcza bohaterów na dziwnej konferencji historyków sztuki. Świat przedstawiony jest dość chaotyczny, ukazany jest on bowiem z perspektywy Ioanneosa, słuchacza wykładów, który niezbyt rozumie prawa rządzące otoczeniem, a które poznaje wraz z rozwojem fabuły. Huberath fenomenalnie kreuje postacie, miejsca i wydarzenia, przez co ciężko oderwać się od lektury. Nieco monotonna wydaje się jedynie wędrówka Ioanneosa, ale i podczas niej odwiedzane przez bohatera miejsca urzekają. Intryguje mnie tylko, dlaczego przy opisach kobiet autor tak bardzo skupia się na ich piersiach. Swoją drogą skupienie to jest obrazowane ilustracjami Jarosława Musiała (ci, którzy mieli styczność z jego twórczością, wiedzą, że on nagiej piersi nie przepuści). Co by nie mówić, zachwyciłem się Portalem...

42. Czarny Wygon. Słoneczna Dolina - Stefan Darda, Videograf 2012

Jak tylko zorientowałem się, że Stefan Darda w zeszłym roku opublikował trzeci tom Czarnego Wygonu zrozumiałem, że i tym razem jego fani nominują go do Nagrody Zajdla. Chcąc oddać rzetelny głos, postanowiłem się zapoznać z całym cyklem, a że dodatkowo od dawna nie czytałem żadnego horroru, tym chętniej sięgnąłem po Słoneczną Dolinę. Niestety rozczarowałem się. Zawiązanie akcji w formie listu Witolda, głównego bohatera, do kolegi z pracy Adama, jest całkiem w porządku, nieźle budowany jest też nastrój podczas przyjazdu Witolda na Roztocze, ciekawym pomysłem jest umieszczenie akcji w tamtym zakątku Polski i to by było na tyle pozytywów. Fakt, że akcja toczy się w okolicy Zwierzyńca, nie ma znaczenia fabularnego (poza wzmianką, że robią tam dobre piwo - piłem i potwierdzam), fabuła jest do bólu przewidywalna, a nastroju grozy Dardzie nie udaje się utrzymać. Do tego dochodzą kwiatki językowe, jak "w niedalekiej oddali". Po kolejne tomy sięgnę, skoro już je zakupiłem, ale nie spodziewam się po nich niczego wielkiego (z drugiej strony, autor ma większą szansę pozytywnie mnie zaskoczyć). A porównanie ze Stephenem Kingiem jest żenującym chwytem marketingowym. Dobra literatura broni się sama. Tym razem nie wyszło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz