Kwiecień sponsorowany jest przez liczbę 2012. Zdecydowana większość książek (poza Ojcem chrzestnym) wydana została w zeszłym roku i sięgnąłem po nią w związku ze zbliżającym się terminem nominowania utworów do Nagrody Zajdla. Narzeczona wróciła z zagranicznych wojaży, ale nie wpłynęło to negatywnie na moje czytelnictwo i zamknąłem kwiecień trzynastoma pozycjami, co łącznie daje w tym roku już 42 przeczytane książki, czyli wynik o dziewięć sztuk lepszy od zaplanowanej liczby. Plan 100 książek w rok wydaje się więc bardzo realny. Jakościowo kwietniowa literatura stała na gorszym poziomie niż przeczytana w marcu. Szczególnych gniotów nie czytałem, ale coraz częściej trafiały mi się książki w mojej ocenie przeciętne. Z drugiej strony patrząc, wyłowiłem również trzy perełki (Puzo, Cholewa i Huberath). Przy okazji zaspokoiłem swoje zapotrzebowanie na sf, którego akcja rozgrywa się w kosmosie.
30. Gamedec. Czas silnych istot. Księga 02 - Marcin Przybyłek, Fabryka Słów 2012
Tym razem nie będę się czepiał, że w kolejnym tomie Gamedeca Torkil nie jest już gamedekiem. Pomarudzę tylko na zbyt małą obecność tytułowego bohatera w powieści. Przybyłek pokazuje akcję widzianą oczami wielu bohaterów, przez co dla Torkila nieco brakuje miejsca, choć nadal jest on ponadprzeciętny, wspaniały, cudowny i nie popełnia błędów. Mimo że druga księga Czasu silnych istot nie do końca spełniła moje oczekiwania, przyznać muszę, że jest to naprawdę dobre militarne sf w epoce transhumanistycznej. Opowiadana historia dotyczy kosmicznej wojny ludzkiego Imperium z Thirami, została bardzo sprawnie napisana i w żadnym momencie nie nuży, choć pewne elementy fabuły wydają się całkowicie zbędne (na przykład postać Zabulona). Miłym akcentem jest pokazanie, co się dzieje z kobietami Torkila (przynajmniej z tymi, które pamiętam z Granicy rzeczywistości). Przydać się też może słowniczek umieszczony na końcu książki (ten sam, który znajduje się w pierwszym tomie), który wyjaśnia obce terminy i przybliża skrócone biografie poszczególnych bohaterów, na szczęście umieszczone zostały w odpowiednich miejscach ostrzeżenia o spoilerach poprzednich części.
31. Diabłu ogarek. Kolumna Zygmunta - Konrad T. Lewandowski, RM 2012
Już na początku strzał w stopę. Jeśli kończy się jeden tom cliffhangerem, to wypadałoby kolejny od tegoż cliffhangera rozpocząć, jednak Lewandowski postanawia przesunąć akcję do przodu i nagle pan Stanisław Lawendowski znajduje się na szlaku i zmierza do Warszawy. Tam bawi się w detektywa i pilnuje porządku w mieście w czasie trwania sejmu. Niby jest to kryminał, ale jakiś taki dziwny, bo od początku wiadomo, kto jest tym złym. Do tego razi mnie antyklerykalizm powieści, według której za całe zło świata odpowiadają jezuici do spółki z papieżem. Tym, co ratuje książkę, jest styl - lekko dowcipny, sprawnie opisujący wydarzenia, przez co poznawanie lektury jest przyjemnym procesem. Na plus należy także zaliczyć sposób wprowadzenia wątków fantastycznych do fabuły. Efektem końcowym jest niestety przeciętna powieść, znacznie słabsza od pierwszego tomu. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnej części autor wróci do poziomu prezentowanego w Czarnej Wierzbie.
32. Ojciec chrzestny - Mario Puzo, Albatros 2009
Książkę podrzuciła mi Narzeczona i jak na razie jest to najlepsza rzecz, jaką w tym roku przeczytałem. Puzo świetnie oddaje klimat włoskiej mafii w Stanach Zjednoczonych, potrafi tak przedstawić bohaterów, że gangsterzy są odbierani jako postacie pozytywne, głównie dzięki takim cechom jak honor i lojalność. Akcja przez cały czas trzyma w napięciu, zwłaszcza jeśli czytelnik nie oglądał filmu Coppoli - ja oglądałem dawno temu i dopiero w trakcie lektury przypominałem sobie poszczególne sceny. Słabych stron powieści nie zaobserwowałem. Feministki mogą być oburzone sposobem przedstawienia kobiet, które są własnością swoich mężów, mają zajmować się domem i nigdy nie pytać o "interesy". Z pewnością, jeśli uporam się z bieżącą literaturą (rok 2012 i 2013), sięgnę po resztę twórczości Puzo.
33. Skecz zwany morderstwem - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2012
Kolejny w tym miesiącu kryminał. Tym razem rzecz dzieje się u schyłku PRL-u. Bohaterem jest Bogdan Zabielski, funkcjonariusz MO, który postanawia rozwikłać, wbrew woli swoich przełożonych, sprawę porwania młodej dziewczyny. Sam milicjant jest przedstawiony jako rycerz bez skazy, idealista, co zdecydowanie odróżnia go od kolegów z resortu, którzy troszczą się tylko o to, żeby mieć w pracy święty spokój. Intryga kręci się wokół grupy estradowej, której życie sprowadza się do występów, libacji i przygodnego seksu z fankami. Jako że Wolski w swoim życiu trochę na estradzie występował, można przypuszczać, że zachowanie książkowych artystów nie odbiega wiele od rzeczywistego. Bardzo dobrze przedstawione zostały także realia końca lat 80. Fantastyki tu w zasadzie nie ma, jeśli pominąć prorocze sny matki Bogdana, wieszczącą żebraczkę na Jasnej Górze i postpeerelowskie przywidzenia partnerki bohatera. Wolski po raz kolejny mnie nie zawiódł.
34. Science fiction po polsku - antologia, Paperback 2012
Antologia pod redakcją Ani Kańtoch zawiera opowiadania z różnych gatunków sf. Niestety mało które z nich wybija się ponad przeciętność, w większości przypadków lektura pozostawia niedosyt. Takie odczucie pozostawiła u mnie Obroża Ćwieka - oparta na ciekawym pomyśle aż prosi się o rozwinięcie. Największy plus należy się Agnieszce Hałas za Opowieść o śpiących królewnach, socjologiczne sf o bardzo dobrze poprowadzonej fabule i zaskakującym zakończeniu. Spośród trzech debiutantów na rynku wydawniczym najlepiej poradził sobie Szymon Stoczek Samolubnym genem, w którym przedstawił świat, gdzie rodzice zwierają układ w sprawie procentowej zawartości genów każdego z nich u dziecka. Pozostali dwaj również nieźle się zaprezentowali, choć Księdza Marka trzy spotkania z demonem Artura Laisena kończą się zbyt szybko i pozostawiły mnie z poczuciem, że coś się jeszcze powinno wydarzyć. Bardzo słabych opowiadań na szczęście nie znalazłem.
35. Gambit - Michał Cholewa, Warbook 2012
Ciekawy debiut na rynku książkowym. Cholewa stworzył świat, w którym sztuczne inteligencje zostały zainfekowane "chińskim wirusem" i zwariowały, buntując się przeciwko ludziom. W erze podróży kosmicznych sprawiło to, że znaczna część statków została zagubiona w przestrzeni. W takiej scenerii rozgrywa się wojna o planety i ich zasoby pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Bohaterami powieści są żołnierze Czterdziestego Regimentu UE wysłani z misją na planetę New Quebec, ze względu na warunki naturalne pieszczotliwie zwaną "Bagnem". Autor sprawnie opisuje działania wojenne, nie popadając przy tym w militarystyczny bełkot i nie sprowadzając fabuły do ciągu strzelanin. Bohaterowie sprawiają, że da się ich lubić (z jednym wyjątkiem) lub nienawidzić, jak w przypadku zimnego sukinsyna Brisbane'a. Niestety Cholewa słabo wykreował główną postać powieści, Marcina Wierzbowskiego, który jest po prostu nijaki. O ile o większości żołnierzy można powiedzieć coś ciekawego (czasem więcej, czasem mniej), to w przypadku "Wierzby" jest z tym problem, mimo że wiadomo o nim najwięcej. Nie ma co jednak narzekać - jest to bardzo dobra lektura, co należy tym bardziej docenić, jako że jest to debiutancka powieść Cholewy.
36. Silentium universi - Dariusz Domagalski, Fabryka Słów 2012
Twórczość Domagalskiego jak do tej pory mnie nie zachwyciła, ale z drugiej strony nie sprawiła, że miałem ochotę rzucić jego książki w ogień, tym bardziej, że w roli luźnego czytadła sprawdzają się one dość dobrze, więc bez większych oporów sięgnąłem po Silentium universi. Tym razem autor postanowił uraczyć czytelników literaturą hard sf. Astronomowie odkryli planetę w układzie Alfa Centauri, na której panują warunki zbliżone do ziemskich. Wobec przeludnienia Ziemi i potrzeby znalezienia nowego miejsca zamieszkania dla człowieka, zorganizowana zostaje ekspedycja mająca na celu założenie bazy na Raju Utraconym, jak ochrzczone zostaje nowo odkryte ciało niebieskie. Większość powieści stanowi opis podróży do Raju, a żeby nie było nudno, we wszystko mieszają się dwa stronnictwa, z których jedno dąży do sukcesu misji (z sobie znanych powodów), a drugie zamierza ją sabotować. Wydaje się, że Domagalski odrobił lekcje i pod względem naukowym nieźle się przygotował do pisania. Ja wyłapałem tylko jednego babola - autor pisze, że sawanna graniczy z tundrą, co jest raczej w warunkach zbliżonych do ziemskich mało realne (sawanny występują w strefie podrównikowej, tundra w subarktycznej). Co jest charakterystyczne dla jego twórczości, Domagalski porusza temat religii i, choć koncepcja przedstawiona w powieści nie jest wybitnie oryginalna, nie przeszkadzało mi to w pozytywnym odbiorze lektury. Jest to najlepsza książka Domagalskiego, jaką przeczytałem, choć nie wychodzi ona z roli czytadła.
37. Fausteria (powieść antyhagiograficzna) - Wojciech Szyda, Narodowe Centrum Kultury 2012
Tę książkę ciężko mi ocenić. Przeważająca część utworu opowiadająca o życiu młodej malarki posługującej się pseudonimem artystycznym "Fausteria", czy później "Faustheria" wciąga, mimo że nie jest dynamiczna. Stanowią ją rozważania na temat sztuki i krytyka sztuki komercyjnej, gdzie kontrakty podpisywane przez artystów porównywane są do cyrografów. Fabuła utrzymuje czytelnika przy lekturze, mimo że dość wcześnie wiadomo, jak się ona zakończy. Oprócz głównego wątku pojawiają się fragmenty przedstawiające Polskę, w której nie miały miejsca objawienia świętej Faustyny Kowalskiej, Polskę bez Bożego Miłosierdzia. Prawdę mówiąc, gdyby nie nota wydawcy i komentarz Lecha Jęczmyka na okładce, prawdopodobnie nie domyśliłbym się, czego one dotyczą i jaka jest ich rola w utworze.
38. Alkaloid - Aleksander Głowacki, Powergraph 2012
Wynudziłem się. Utwór promowany hasłami typu "Co by było, gdyby Wokulski..." z Lalką Prusa wspólnych ma tylko niektórych bohaterów i jako taki jest przeze mnie odbierany jako marketingowe żerowanie na znacznie popularniejszej powieści. Akcja toczy się wokół narkotyku o nazwie "Alka" nawiązującej do tytułu lektury szkolnej. Używka ta wyzwala u ludzi supermoce i silnie uzależnia. To dzięki niej Zulusi, którzy jako jedyni potrafią ją wytwarzać, są potęgą i to na niej majątku dorobił się Wokulski. I to dzięki niej walki toczone na kartach utworu wyglądają jak wyjęte z Matrixa. Powieść sprawia wrażenie niespójnej, każda z czterech części, na które jest podzielona, mogłaby istnieć jako samodzielny utwór (miałem wrażenie, że czytam zbiór opowiadań), w zasadzie dopiero ostatnia część spaja powieść jako tako w jedną całość. Jedynym, co zostawiło pozytywne wrażenie jest zakończenie, do którego tak bardzo chciałem dobrnąć.
39. Chłopcy - Jakub Ćwiek, SQN 2012
Kolejny w tym roku kontakt z Ćwiekiem i po raz kolejny czuję się usatysfakcjonowany. Tym razem autor wziął na tapetę Piotrusia Pana, a zwłaszcza jego Zaginionych Chłopców i wyprodukował zbiór powiązanych ze sobą fabularnie opowiadań, gdzie tytułowi Chłopcy dorośli i utworzyli gang motocyklowy pod przewodnictwem Dzwoneczka. Ćwiek jak zwykle potrafił wykreować ciekawych bohaterów, choć pozostawił sporo luk w ich historii i aż prosi się o kolejny tom, gdzie pewne rzeczy zostałyby wyjaśnione. Poruszona jest też kwestia dorosłości, która jak się okazuje nie musi być tak fajna jak dzieciństwo (o czym dorośli już wiedzą, a nieletni dopiero się przekonają). Autor po raz kolejny pokazuje, że z popkulturą radzi sobie świetnie i tylko żal, że książka kończy się tak szybko.
40. Paskuda & Co. - Magdalena Kozak, Fabryka Słów 2012
Z twórczością Magdaleny Kozak nie miałem do tej pory znaczącego kontaktu. Chyba jedynym jej utworem, jaki przeczytałem było bardzo dobre opowiadanie Strasznie mi się podobasz. Z pewnymi nadziejami przystępowałem więc do lektury Paskudy & Co., zbioru krótkich opowiadań o Księżniczce, jej Strażniku i tytułowej smoczycy. Kozak wywraca do góry nogami baśnie, w których dzielni rycerze ratują zniewolone księżniczki. Tym razem co prawda Księżniczka siedzi w wieży, ale tylko dlatego, że taka jest tradycja, Paskuda jest całkiem miłym zwierzątkiem, a Strażnik bardzo chciałby być rycerzem. Rycerze za to są bardzo wadliwi i chcą pokonać bestię wyłącznie dla własnych korzyści. Kozak stworzyła bardzo ciekawą parodię, gdzie humor nie jest nachalny i nie świeci czytelnikowi neonem "Śmiej się teraz". Do ręki dostałem bardzo dobre czytadło, którego zakończenie daje nadzieję na kolejny tom.
41. Portal zdobiony posągami - Marek S. Huberath, Fabryka Słów 2012
Najnowsza powieść Huberatha jest drugim jego dziełem, po Vatranie Auraio, z którym miałem styczność. Tym razem jego wyobraźnia umieszcza bohaterów na dziwnej konferencji historyków sztuki. Świat przedstawiony jest dość chaotyczny, ukazany jest on bowiem z perspektywy Ioanneosa, słuchacza wykładów, który niezbyt rozumie prawa rządzące otoczeniem, a które poznaje wraz z rozwojem fabuły. Huberath fenomenalnie kreuje postacie, miejsca i wydarzenia, przez co ciężko oderwać się od lektury. Nieco monotonna wydaje się jedynie wędrówka Ioanneosa, ale i podczas niej odwiedzane przez bohatera miejsca urzekają. Intryguje mnie tylko, dlaczego przy opisach kobiet autor tak bardzo skupia się na ich piersiach. Swoją drogą skupienie to jest obrazowane ilustracjami Jarosława Musiała (ci, którzy mieli styczność z jego twórczością, wiedzą, że on nagiej piersi nie przepuści). Co by nie mówić, zachwyciłem się Portalem...
42. Czarny Wygon. Słoneczna Dolina - Stefan Darda, Videograf 2012
Jak tylko zorientowałem się, że Stefan Darda w zeszłym roku opublikował trzeci tom Czarnego Wygonu zrozumiałem, że i tym razem jego fani nominują go do Nagrody Zajdla. Chcąc oddać rzetelny głos, postanowiłem się zapoznać z całym cyklem, a że dodatkowo od dawna nie czytałem żadnego horroru, tym chętniej sięgnąłem po Słoneczną Dolinę. Niestety rozczarowałem się. Zawiązanie akcji w formie listu Witolda, głównego bohatera, do kolegi z pracy Adama, jest całkiem w porządku, nieźle budowany jest też nastrój podczas przyjazdu Witolda na Roztocze, ciekawym pomysłem jest umieszczenie akcji w tamtym zakątku Polski i to by było na tyle pozytywów. Fakt, że akcja toczy się w okolicy Zwierzyńca, nie ma znaczenia fabularnego (poza wzmianką, że robią tam dobre piwo - piłem i potwierdzam), fabuła jest do bólu przewidywalna, a nastroju grozy Dardzie nie udaje się utrzymać. Do tego dochodzą kwiatki językowe, jak "w niedalekiej oddali". Po kolejne tomy sięgnę, skoro już je zakupiłem, ale nie spodziewam się po nich niczego wielkiego (z drugiej strony, autor ma większą szansę pozytywnie mnie zaskoczyć). A porównanie ze Stephenem Kingiem jest żenującym chwytem marketingowym. Dobra literatura broni się sama. Tym razem nie wyszło.
wtorek, 30 kwietnia 2013
Przeczytane. Kwiecień 2013
Etykiety:
antologie,
Cholewa,
Ćwiek,
Darda,
Domagalski,
Głowacki A.,
Huberath,
Kozak M.,
Lewandowski K.T.,
Przybyłek,
Puzo,
Szyda,
Wolski
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Przeczytane. Marzec 2013
Narzeczona w delegacji, nie ma do kogo gęby otworzyć, więc czytam zdecydowanie więcej niż w normalnych warunkach. W końcu zabrałem się za Ucztę Wyobraźni Maga, sięgnąłem również po literaturę podróżniczą. Ostatecznie udało mi się w marcu przeczytać czternaście książek, przy czym zauważyłem, że większość z nich mi się podoba. Albo więc dobrze trafiam, albo niewiele trzeba, żeby mnie zadowolić. Sam nie wiem.
16. Światło - M. John Harrison, MAG 2010
Pierwszy tytuł z Uczty Wyobraźni, po jaki sięgnąłem, choć na półce trochę się ich już ustawiło, a wszystko to przez promocję 1+1 w Empiku. Chciałem być na bieżąco z nowościami wydawniczymi i zakupiłem Pustą przestrzeń, po czym się okazało, że jest ona trzecim tomem serii, którą otwiera Światło. Dość mała czcionka sprawiła, że nie byłem w stanie pochłaniać ogromnej liczby stron na dobę (choć w cztery dni, z których dwa spędziłem z wizytą u rodziny, się wyrobiłem). Język również nie należy do najprostszych, ale z drugiej strony nie jest też szczególnie ciężki w odbiorze. Styl jest bardzo dobry, a autor unika technobełkotu. Nie razi mnie nawet wulgarny język używany do opisu scen erotycznych - autor w ten sposób przedstawia seks jako zwierzęce pożądanie. Na powieść składają się trzy wątki, z których dwa dzieją się w odległej przyszłości, w erze lotów kosmicznych, a trzeci (a właściwie pierwszy według kolejności występowania w utworze) toczy się pod koniec drugiego tysiąclecia. Przez całą lekturę w napięciu czekałem na ich połączenie i po przeczytaniu ostatniego rozdziału poczułem się usatysfakcjonowany. Mam nadzieję, że kolejne książki Harrisona okażą się co najmniej równie dobre.
17. Pomnik cesarzowej Achai. Tom II - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2013
Akcja drugiego tomu rozgrywa się niewiele czasu po wydarzeniach z poprzedniej części. Ziemiański prezentuje spotkanie dwóch bardzo różnych kultur, które dzieli z jednej strony przepaść technologiczna, a z drugiej podejście do zjawisk nadprzyrodzonych. Równocześnie przedstawione są mechanizmy działania rewolucji społecznych - po raz kolejny świat Achai dzięki ponadprzeciętnym jednostkom przechodzi radykalne zmiany. Coraz więcej też dowiedzieć się można o tytułowym pomniku, choć większość spraw z nim związanych pozostawiono na trzeci tom. Powieść napisana jest sprawnie, do czego w przypadku Ziemiańskiego zdążyłem się przyzwyczaić - wszystkie jego dotychczasowe utwory, z którymi się zapoznałem, połykałem w mgnieniu oka. Pozostaje czekać na kolejny tom serii, mam nadzieję, że ukaże się jeszcze w tym roku.
18. Nowe kroniki wina - Marek Bieńczyk, Świat Książki 2012
Prezent walentynkowy od Narzeczonej. Bardzo trafny zresztą, jako że wino pić lubię, delektuję się nim, choć kompletnie się na nim nie znam. Nigdy nie potrafię wyczuć czy to w zapachu, czy też w smaku, malin, wiśni, kory dębu ani żadnej innej stajni. Z tej książki się tego nauczyć nie można. Jest to za to zbiór esejów na temat wina, które autor niegdyś publikował w prasie enologicznej, docelowo przeznaczonych dla ludzi, którzy specjalistami nie są. Teksty są momentami dowcipne, czasem przygnębiające, a czasem egzaltacja tak bije po oczach, że aż boli. Część tekstów dotyczy obrazu wina w różnych rodzajach sztuki zarówno w roli pierwszoplanowej, jak i nic nieznaczącej dla samego utworu - winomani i tak będą się przyglądać, jakie wino pito w jednej scenie podrzędnego filmu. Sporo esejów omawia poszczególne gatunki win, wraz z okolicznościami, w jakich autorowi przyszło je pić (jest nawet mowa o "winie" jabłkowo-siarkowym Ewa). Mnie najbardziej podobały się fragmenty poświęcone degustacjom. Niestety autor skupia się w zdecydowanej większości na winach francuskich, nieco pisze o włoskich, o winach z pozostałych stron świata tekstów jest niewiele albo też nie ma ich wcale (jak w przypadku win z Maroka, Tunezji czy nawet Australii). Brakuje również jakiegoś podsumowania spinającego te 160 tekstów. Mimo to jest to ciekawa lektura, pozwalająca spojrzeć na wino oczami znawcy i dowiedzieć się, że idąc w gości nie powinno się zanosić chardonnay ani merlot. Przy okazji nabrałem ochoty na jakiegoś burgunda.
19. Portret pani Charbuque / Asystentka pisarza fantasy - Jeffrey Ford, MAG 2013
Mag postanowił połączyć dwie publikacje w jednym tomie. Asystentka pisarza fantasy to zbiór opowiadań prezentujący różne gatunki fantastyki. Teksty w nim zgromadzone są krótkie (po około 20 stron) i oparte na ciekawych, często zaskakujących pomysłach. Do każdego z utworów dodany jest komentarz autora. Chyba pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, kiedy niemal wszystkie opowiadania w zbiorze trafiają w mój gust. Nie dotarła do mnie jedynie Pansolapia, w trakcie czytania której zadawałem sobie dokładnie to samo pytanie, o którym Ford pisze w swoim komentarzu. Drugą część książki stanowi powieść Portret pani Charbuque opowiadająca o malarzu, który ma stworzyć portret kobiety, nie wiedząc, jak ona wygląda. Kryminał ten, w którym motywy fantastyczne w zasadzie nie występują czyta się z wypiekami na twarzy, po każdym rozdziale natychmiast zabierałem się za kolejny, łaknąc kolejnych wskazówek podsuniętych przez autora.
20. Jonathan Strange i pan Norrell - Susanna Clarke, MAG 2013
Swego czasu podjąłem kolejne postanowienie czytelnicze, ale nie miałem kiedy przystąpić do jego realizacji. Otóż zamierzam przeczytać wszystkie powieści (jak się uda, to po mikropowieści też sięgnę) nagrodzone Hugo lub Nebulą. Wydawnictwo Mag, publikując Jonathana Strange'a i pana Norrella jako część Uczty Wyobraźni sprowokowało mnie do rozpoczęcia realizacji zamierzonego zadania. Niestety nie był to najlepszy wybór. Akcja powieści toczy się głównie w Anglii na początku XIX stulecia. Jej bohaterami są dwaj magowie, którzy próbują przywrócić magię na wyspie. Problem w tym, że obaj są potwornie irytujący. Niby wielcy specjaliści, a nie potrafią dojrzeć otaczającej ich magii, nawet gdy ta podchodzi i kopie ich w tyłek. Trzeci pojawiający się w utworze mag pod tym względem im nie ustępuje. Bohaterów, którzy wzbudzili moją sympatię można policzyć na palcach jednej ręki doświadczonego drwala. Fabuła toczy się ślamazarnie, choć przyznać muszę, że potrafi sobą zainteresować. Pozytywną stroną powieści jest natomiast jej bardzo elegancki język, oddający ducha dżentelmeńskiej XIX-wiecznej Anglii. Rok 2005 musiał być nie najlepszy literacko, jeśli utwór Clarke zdobył Hugo.
21. Czas poza czasem - Philip K. Dick, Rebis 2013
Jestem bardzo wdzięczny Rebisowi za wznowienie dzieł Dicka. Wstyd przyznać, ale mam ogromne zaległości względem klasycznej fantastyki, w tym właśnie wspomnianego pisarza. Do tej pory zapoznałem się wyłącznie ze zbiorem Krótki, szczęśliwy żywot brązowego oxforda i opowiadaniem Przypomnimy to panu hurtowo i to co najmniej dziesięć lat temu. W tym roku staram się czytać interesujące mnie książki tuż po ich premierze, stąd też zacząłem zapoznawanie się z Dickiem od Czasu poza czasem. Lektura mojego zdania o autorze nie zmieniła - nadal jestem nim zachwycony. W powieści pojawiają się pytania o otaczającą nas rzeczywistość, czy to, co dostrzegamy, jest prawdziwe. Utwór przypomina Truman Show, choć właściwie jest odwrotnie - to Truman Show przypomina Czas poza czasem. Główny bohater, Ragle Gumm, zarabia na życie rozwiązując łamigłówki. W pewnym momencie orientuje się, że w otaczającej go rzeczywistości coś nie gra i postanawia dotrzeć do prawdy. Powieść przez cały czas trzyma w napięciu, a zakończenie jest zaskakujące. Za mało jest tylko Junie Black, jakby Dickowi zabrakło pomysłu, co z nią zrobić. Poza tym jest bardzo dobrze.
22. Mocarstwo - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2012
W kontynuacji Wallenroda Wolski przenosi akcję do wczesnych lat 80. XX wieku. Ponownie korzysta ze zjawiska rzeczywistości alternatywnych, porównując nasz rzeczywisty świat stanu wojennego z hipotetyczną mocarstwową wizją Polski sprzymierzonej czterdzieści lat wcześniej z Hitlerem. Autor dostrzega zagrożenia płynące z demokracji i kapitalizmu, wypowiada się krytycznie o współczesnej Unii Europejskiej, jednocześnie pokazując jak takie stowarzyszenie narodów powinno jego zdaniem wyglądać. Tym razem akcja napisanego przez niego utworu ma mniejszy rozmach niż w przypadku poprzedniego tomu, ciężko jest mi również zrozumieć, co stoi za przeskokiem bohatera z jednej rzeczywistości do drugiej, poza koniecznością prowadzenia fabuły. W dalszym ciągu jest to jednak niezła powieść sensacyjna, choć nieco słabsza od poprzedniczki.
23. Diabłu ogarek. Czarna Wierzba - Konrad T. Lewandowski, RM 2011
Dużo złego słyszałem o tej książce, może dlatego więc nie miałem wielkich oczekiwań odnośnie powieści Lewandowskiego i dałem mu się pozytywnie zaskoczyć. Tym razem styl autora mnie nie drażnił, bohatera, Stanisława Jakuba Lawendowskiego, polubiłem (choć irytuje mnie nadawanie głównej postaci nazwiska zbliżonego do autora), nie przeszkadzało mi też nazywanie nunchaku cepem (swoją drogą, skąd się w ogóle w XVII-wiecznej Polsce wzięło nunchaku?). Powieść jest napisana z polotem, Lewandowski umieszcza w tekście ciekawe opowiastki i często robi się wesoło. Magia występuje w postaci kontaktów z siłami nieczysto-pogańskimi i choć z początku zaprezentowana jest rewelacyjnie, to później robi się mało subtelna. W pewnym momencie autor niestety ucieka się do deus ex machina, a całość kończy cliffhanger. Pozostaje sięgnąć za pewien czas po drugi tom, który już kurzy się na półce.
24. Gamedec. Czas silnych istot. Księga 01 - Marcin Przybyłek, Fabryka Słów 2012
Nie tego się spodziewałem. Do tej pory przeczytałem jedynie pierwszy tom przygód Torkila i zastanawiałem się, czy zabrać się od razu za Czas silnych istot, czy zakupić poprzednie części. Ponieważ jednak autor zapewniał, że ostatni tom można czytać bez znajomości poprzednich, zdecydowałem się na lekturę. Owszem, pozostałych tomów znać nie trzeba, pod warunkiem, że się ich nie zna w całości. Dla mnie, który znał pierwszy tom, opowieść o gamedecu bez gamedeca była dziwna. Nie, żeby była zła, w żadnym razie. Po prostu oczekiwałem cyberpunka z dużą ilością rzeczywistości wirtualnej, a dostałem transhumanistyczną historię o wojnie z kosmitami. Mimo że na początku czułem się nieco zagubiony, uważam, że jest to kawał świetnego sf. Bura należy się jedynie Fabryce Słów za podział powieści na dwa tomy wbrew intencjom autora. Mam nadzieję, że Przybyłek nie popsuje zakończenia.
25. Dreszcz - Jakub Ćwiek, Fabryka Słów 2013
Umarł Loki, niech żyje Dreszcz. Mało jest (lub też nie ma w ogóle) na polskim rynku literatury dotyczącej superbohaterów. Ćwiek po raz kolejny pokazuje, że świetnie się czuje w popkulturze. Świetnie też kreuje bohaterów, zarówno Ryśka, podstarzałego rockmena nabywającego supermocy, jak i jego dwóch pomocników. Książka jest hołdem dla starego rocka z lat 70. i 80. i komiksów o superbohaterach. Wszystko przedstawione jest ze sporą dawką często wulgarnego humoru szczególnie pod postacią wypowiedzi Rycha. Autor na początku ostrzega, że nie jest to książka dla uczennic szkół przyklasztornych, więc jeśli ktoś narzeka na ostry język, to sam jest sobie winien. Rockowa atmosfera książki sprawiła, że po zakończeniu lektury obejrzałem koncert AC/DC z Madrytu. Let there be rock!
26. Herosi - antologia, Powergraph 2012
Kolejna solidna lektura w tym miesiącu. Jak to w przypadkach antologii bywa, poziom tekstów jest nierówny, lecz na szczęście nie znalazłem żadnego opowiadania, które chciałbym wyprzeć z pamięci. Nie przemówili do mnie jedynie Rafał Dębski i Paweł Paliński. Jest sporo tekstów, które oceniam całkiem wysoko. Gęba mi się uśmiechała przez całą lekturę Barbarzyńców Szmidta (jedno wielkie mrugnięcie okiem do czytelnika, jak w przypadku filmu Niezniszczalni), świetne opowiadanie napisał Wegner, bardzo dobrze wypadli również Orbitowski, Małecki, Janusz i Kosik. Pozostałe utwory również stoją na przyzwoitym poziomie. Nie znalazłem tu co prawda tekstów wybitnych, przy których szczęka opadałaby mi do ziemi, jak w przypadku zbioru Science fiction, ale z drugiej strony nie znalazłem takich, które sprawiały ból przy czytaniu (a w przypadku wspomnianego wcześniej zbioru tak było).
27. Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności - Rafał Kosik, Powergraph 2009
Czwarty tom o przygodach trójki gimnazjalistów jest horrorem, takim z duchami ialigatorem bazyliszkiem w kanałach. Bohaterowie nadal są niezwykle zaradni, Net jak zawsze tchórzliwy (no chyba, że trzeba bronić Niki),a cała paczka całkowicie niezdolna do mówienia rodzicom o swoich problemach, nawet jeśli inną opcją jest zostanie młodocianym przestępcą (w szczytnym celu co prawda, ale jednak jest to irytujące). Autor, jak zwykle w tej serii, próbuje edukować młodych czytelników, tym razem przedstawiając problem śmierci i postawy wobec niej, krytykuje żerowanie na testament i pokazuje sposoby działania dzisiejszych mediów. Wszystko to opatrzone komentarzem bohaterów. Mimo że wiadomo, że nastolatkom poważna krzywda stać się nie może, akcja do końca trzyma w napięciu, a Kosik co chwilę imponuje pomysłowością.
28. Czarne - Anna Kańtoch, Powergraph 2012
Jest to niełatwa w odbiorze lektura. Oniryczne przedstawienie świata i bohaterka-narratorka mająca w życiorysie pobyt w szpitalu dla nerwowo chorych sprawiają, że wiarygodność prezentowanej opowieści staje pod znakiem zapytania. Trudno też zorientować się w jakim okresie toczą się poszczególne rozdziały. Samo określenie na początku każdego z nich teraz lub wspomnienia jest mylące. Na uwagę zasługuje świetny, plastyczny, bardzo subtelny styl Kańtoch. Książka jest tak dobrze napisana, że udało mi się ją przeczytać od deski do deski podczas jednego dyżuru w pracy (choć faktem jest, że objętością ona nie grzeszy, a do tego Powergraph w serii Kontrapunkty rywalizuje z Fabryką Słów w kategorii najmniej znaków na stronę). Utwór pozostawia po sobie wiele pytań, na które nie udziela odpowiedzi. Jedyną, choć bardzo istotną i psującą odbiór całości, wadą powieści jest jej zakończenie, które następuje zbyt szybko, wiele wątków można było bowiem kontynuować.
29. Rio Anaconda - Wojciech Cejrowski, Zysk i S-ka 2006
Z literaturą podróżniczą nie miałem do czynienia od czasu olimpiad geograficznych w szkole podstawowej. Dopiero w zeszłym roku zacząłem sięgać po książki zgromadzone przez Narzeczoną wydawane w serii Biblioteka Poznaj Świat, nad którą pieczę trzyma Wojciech Cejrowski. Rio Anaconda jest trzecią książką Cejrowskiego, która wpadła mi w ręce, nieco słabszą niż Gringo wśród dzikich plemion i zdecydowanie lepszą niż Podróżnik WC. Autor po raz kolejny wyprawia się do Ameryki Południowej, tym razem do Kolumbii, na spotkanie Indian. Trzeba mu przyznać, że umie sprawnie pisać i jest świetnym gawędziarzem. Nie wiadomo, które z opisywanych wydarzeń miały miejsce naprawdę, a które są tylko jego konfabulacją. Większość tekstu dotyczy jego kontaktów z szamanami i w sporej części porusza sprawy duchowe. Oprócz tego w bardzo dobry sposób przedstawia kulturę i sposób postrzegania świata przez Indian. Zachwyca też jakość wydania - całość ozdobiona jest masą zdjęć, co jest charakterystyczne dla całej serii wydawniczej.
16. Światło - M. John Harrison, MAG 2010
Pierwszy tytuł z Uczty Wyobraźni, po jaki sięgnąłem, choć na półce trochę się ich już ustawiło, a wszystko to przez promocję 1+1 w Empiku. Chciałem być na bieżąco z nowościami wydawniczymi i zakupiłem Pustą przestrzeń, po czym się okazało, że jest ona trzecim tomem serii, którą otwiera Światło. Dość mała czcionka sprawiła, że nie byłem w stanie pochłaniać ogromnej liczby stron na dobę (choć w cztery dni, z których dwa spędziłem z wizytą u rodziny, się wyrobiłem). Język również nie należy do najprostszych, ale z drugiej strony nie jest też szczególnie ciężki w odbiorze. Styl jest bardzo dobry, a autor unika technobełkotu. Nie razi mnie nawet wulgarny język używany do opisu scen erotycznych - autor w ten sposób przedstawia seks jako zwierzęce pożądanie. Na powieść składają się trzy wątki, z których dwa dzieją się w odległej przyszłości, w erze lotów kosmicznych, a trzeci (a właściwie pierwszy według kolejności występowania w utworze) toczy się pod koniec drugiego tysiąclecia. Przez całą lekturę w napięciu czekałem na ich połączenie i po przeczytaniu ostatniego rozdziału poczułem się usatysfakcjonowany. Mam nadzieję, że kolejne książki Harrisona okażą się co najmniej równie dobre.
17. Pomnik cesarzowej Achai. Tom II - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2013
Akcja drugiego tomu rozgrywa się niewiele czasu po wydarzeniach z poprzedniej części. Ziemiański prezentuje spotkanie dwóch bardzo różnych kultur, które dzieli z jednej strony przepaść technologiczna, a z drugiej podejście do zjawisk nadprzyrodzonych. Równocześnie przedstawione są mechanizmy działania rewolucji społecznych - po raz kolejny świat Achai dzięki ponadprzeciętnym jednostkom przechodzi radykalne zmiany. Coraz więcej też dowiedzieć się można o tytułowym pomniku, choć większość spraw z nim związanych pozostawiono na trzeci tom. Powieść napisana jest sprawnie, do czego w przypadku Ziemiańskiego zdążyłem się przyzwyczaić - wszystkie jego dotychczasowe utwory, z którymi się zapoznałem, połykałem w mgnieniu oka. Pozostaje czekać na kolejny tom serii, mam nadzieję, że ukaże się jeszcze w tym roku.
18. Nowe kroniki wina - Marek Bieńczyk, Świat Książki 2012
Prezent walentynkowy od Narzeczonej. Bardzo trafny zresztą, jako że wino pić lubię, delektuję się nim, choć kompletnie się na nim nie znam. Nigdy nie potrafię wyczuć czy to w zapachu, czy też w smaku, malin, wiśni, kory dębu ani żadnej innej stajni. Z tej książki się tego nauczyć nie można. Jest to za to zbiór esejów na temat wina, które autor niegdyś publikował w prasie enologicznej, docelowo przeznaczonych dla ludzi, którzy specjalistami nie są. Teksty są momentami dowcipne, czasem przygnębiające, a czasem egzaltacja tak bije po oczach, że aż boli. Część tekstów dotyczy obrazu wina w różnych rodzajach sztuki zarówno w roli pierwszoplanowej, jak i nic nieznaczącej dla samego utworu - winomani i tak będą się przyglądać, jakie wino pito w jednej scenie podrzędnego filmu. Sporo esejów omawia poszczególne gatunki win, wraz z okolicznościami, w jakich autorowi przyszło je pić (jest nawet mowa o "winie" jabłkowo-siarkowym Ewa). Mnie najbardziej podobały się fragmenty poświęcone degustacjom. Niestety autor skupia się w zdecydowanej większości na winach francuskich, nieco pisze o włoskich, o winach z pozostałych stron świata tekstów jest niewiele albo też nie ma ich wcale (jak w przypadku win z Maroka, Tunezji czy nawet Australii). Brakuje również jakiegoś podsumowania spinającego te 160 tekstów. Mimo to jest to ciekawa lektura, pozwalająca spojrzeć na wino oczami znawcy i dowiedzieć się, że idąc w gości nie powinno się zanosić chardonnay ani merlot. Przy okazji nabrałem ochoty na jakiegoś burgunda.
19. Portret pani Charbuque / Asystentka pisarza fantasy - Jeffrey Ford, MAG 2013
Mag postanowił połączyć dwie publikacje w jednym tomie. Asystentka pisarza fantasy to zbiór opowiadań prezentujący różne gatunki fantastyki. Teksty w nim zgromadzone są krótkie (po około 20 stron) i oparte na ciekawych, często zaskakujących pomysłach. Do każdego z utworów dodany jest komentarz autora. Chyba pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, kiedy niemal wszystkie opowiadania w zbiorze trafiają w mój gust. Nie dotarła do mnie jedynie Pansolapia, w trakcie czytania której zadawałem sobie dokładnie to samo pytanie, o którym Ford pisze w swoim komentarzu. Drugą część książki stanowi powieść Portret pani Charbuque opowiadająca o malarzu, który ma stworzyć portret kobiety, nie wiedząc, jak ona wygląda. Kryminał ten, w którym motywy fantastyczne w zasadzie nie występują czyta się z wypiekami na twarzy, po każdym rozdziale natychmiast zabierałem się za kolejny, łaknąc kolejnych wskazówek podsuniętych przez autora.
20. Jonathan Strange i pan Norrell - Susanna Clarke, MAG 2013
Swego czasu podjąłem kolejne postanowienie czytelnicze, ale nie miałem kiedy przystąpić do jego realizacji. Otóż zamierzam przeczytać wszystkie powieści (jak się uda, to po mikropowieści też sięgnę) nagrodzone Hugo lub Nebulą. Wydawnictwo Mag, publikując Jonathana Strange'a i pana Norrella jako część Uczty Wyobraźni sprowokowało mnie do rozpoczęcia realizacji zamierzonego zadania. Niestety nie był to najlepszy wybór. Akcja powieści toczy się głównie w Anglii na początku XIX stulecia. Jej bohaterami są dwaj magowie, którzy próbują przywrócić magię na wyspie. Problem w tym, że obaj są potwornie irytujący. Niby wielcy specjaliści, a nie potrafią dojrzeć otaczającej ich magii, nawet gdy ta podchodzi i kopie ich w tyłek. Trzeci pojawiający się w utworze mag pod tym względem im nie ustępuje. Bohaterów, którzy wzbudzili moją sympatię można policzyć na palcach jednej ręki doświadczonego drwala. Fabuła toczy się ślamazarnie, choć przyznać muszę, że potrafi sobą zainteresować. Pozytywną stroną powieści jest natomiast jej bardzo elegancki język, oddający ducha dżentelmeńskiej XIX-wiecznej Anglii. Rok 2005 musiał być nie najlepszy literacko, jeśli utwór Clarke zdobył Hugo.
21. Czas poza czasem - Philip K. Dick, Rebis 2013
Jestem bardzo wdzięczny Rebisowi za wznowienie dzieł Dicka. Wstyd przyznać, ale mam ogromne zaległości względem klasycznej fantastyki, w tym właśnie wspomnianego pisarza. Do tej pory zapoznałem się wyłącznie ze zbiorem Krótki, szczęśliwy żywot brązowego oxforda i opowiadaniem Przypomnimy to panu hurtowo i to co najmniej dziesięć lat temu. W tym roku staram się czytać interesujące mnie książki tuż po ich premierze, stąd też zacząłem zapoznawanie się z Dickiem od Czasu poza czasem. Lektura mojego zdania o autorze nie zmieniła - nadal jestem nim zachwycony. W powieści pojawiają się pytania o otaczającą nas rzeczywistość, czy to, co dostrzegamy, jest prawdziwe. Utwór przypomina Truman Show, choć właściwie jest odwrotnie - to Truman Show przypomina Czas poza czasem. Główny bohater, Ragle Gumm, zarabia na życie rozwiązując łamigłówki. W pewnym momencie orientuje się, że w otaczającej go rzeczywistości coś nie gra i postanawia dotrzeć do prawdy. Powieść przez cały czas trzyma w napięciu, a zakończenie jest zaskakujące. Za mało jest tylko Junie Black, jakby Dickowi zabrakło pomysłu, co z nią zrobić. Poza tym jest bardzo dobrze.
22. Mocarstwo - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2012
W kontynuacji Wallenroda Wolski przenosi akcję do wczesnych lat 80. XX wieku. Ponownie korzysta ze zjawiska rzeczywistości alternatywnych, porównując nasz rzeczywisty świat stanu wojennego z hipotetyczną mocarstwową wizją Polski sprzymierzonej czterdzieści lat wcześniej z Hitlerem. Autor dostrzega zagrożenia płynące z demokracji i kapitalizmu, wypowiada się krytycznie o współczesnej Unii Europejskiej, jednocześnie pokazując jak takie stowarzyszenie narodów powinno jego zdaniem wyglądać. Tym razem akcja napisanego przez niego utworu ma mniejszy rozmach niż w przypadku poprzedniego tomu, ciężko jest mi również zrozumieć, co stoi za przeskokiem bohatera z jednej rzeczywistości do drugiej, poza koniecznością prowadzenia fabuły. W dalszym ciągu jest to jednak niezła powieść sensacyjna, choć nieco słabsza od poprzedniczki.
23. Diabłu ogarek. Czarna Wierzba - Konrad T. Lewandowski, RM 2011
Dużo złego słyszałem o tej książce, może dlatego więc nie miałem wielkich oczekiwań odnośnie powieści Lewandowskiego i dałem mu się pozytywnie zaskoczyć. Tym razem styl autora mnie nie drażnił, bohatera, Stanisława Jakuba Lawendowskiego, polubiłem (choć irytuje mnie nadawanie głównej postaci nazwiska zbliżonego do autora), nie przeszkadzało mi też nazywanie nunchaku cepem (swoją drogą, skąd się w ogóle w XVII-wiecznej Polsce wzięło nunchaku?). Powieść jest napisana z polotem, Lewandowski umieszcza w tekście ciekawe opowiastki i często robi się wesoło. Magia występuje w postaci kontaktów z siłami nieczysto-pogańskimi i choć z początku zaprezentowana jest rewelacyjnie, to później robi się mało subtelna. W pewnym momencie autor niestety ucieka się do deus ex machina, a całość kończy cliffhanger. Pozostaje sięgnąć za pewien czas po drugi tom, który już kurzy się na półce.
24. Gamedec. Czas silnych istot. Księga 01 - Marcin Przybyłek, Fabryka Słów 2012
Nie tego się spodziewałem. Do tej pory przeczytałem jedynie pierwszy tom przygód Torkila i zastanawiałem się, czy zabrać się od razu za Czas silnych istot, czy zakupić poprzednie części. Ponieważ jednak autor zapewniał, że ostatni tom można czytać bez znajomości poprzednich, zdecydowałem się na lekturę. Owszem, pozostałych tomów znać nie trzeba, pod warunkiem, że się ich nie zna w całości. Dla mnie, który znał pierwszy tom, opowieść o gamedecu bez gamedeca była dziwna. Nie, żeby była zła, w żadnym razie. Po prostu oczekiwałem cyberpunka z dużą ilością rzeczywistości wirtualnej, a dostałem transhumanistyczną historię o wojnie z kosmitami. Mimo że na początku czułem się nieco zagubiony, uważam, że jest to kawał świetnego sf. Bura należy się jedynie Fabryce Słów za podział powieści na dwa tomy wbrew intencjom autora. Mam nadzieję, że Przybyłek nie popsuje zakończenia.
25. Dreszcz - Jakub Ćwiek, Fabryka Słów 2013
Umarł Loki, niech żyje Dreszcz. Mało jest (lub też nie ma w ogóle) na polskim rynku literatury dotyczącej superbohaterów. Ćwiek po raz kolejny pokazuje, że świetnie się czuje w popkulturze. Świetnie też kreuje bohaterów, zarówno Ryśka, podstarzałego rockmena nabywającego supermocy, jak i jego dwóch pomocników. Książka jest hołdem dla starego rocka z lat 70. i 80. i komiksów o superbohaterach. Wszystko przedstawione jest ze sporą dawką często wulgarnego humoru szczególnie pod postacią wypowiedzi Rycha. Autor na początku ostrzega, że nie jest to książka dla uczennic szkół przyklasztornych, więc jeśli ktoś narzeka na ostry język, to sam jest sobie winien. Rockowa atmosfera książki sprawiła, że po zakończeniu lektury obejrzałem koncert AC/DC z Madrytu. Let there be rock!
26. Herosi - antologia, Powergraph 2012
Kolejna solidna lektura w tym miesiącu. Jak to w przypadkach antologii bywa, poziom tekstów jest nierówny, lecz na szczęście nie znalazłem żadnego opowiadania, które chciałbym wyprzeć z pamięci. Nie przemówili do mnie jedynie Rafał Dębski i Paweł Paliński. Jest sporo tekstów, które oceniam całkiem wysoko. Gęba mi się uśmiechała przez całą lekturę Barbarzyńców Szmidta (jedno wielkie mrugnięcie okiem do czytelnika, jak w przypadku filmu Niezniszczalni), świetne opowiadanie napisał Wegner, bardzo dobrze wypadli również Orbitowski, Małecki, Janusz i Kosik. Pozostałe utwory również stoją na przyzwoitym poziomie. Nie znalazłem tu co prawda tekstów wybitnych, przy których szczęka opadałaby mi do ziemi, jak w przypadku zbioru Science fiction, ale z drugiej strony nie znalazłem takich, które sprawiały ból przy czytaniu (a w przypadku wspomnianego wcześniej zbioru tak było).
27. Felix, Net i Nika oraz Pułapka Nieśmiertelności - Rafał Kosik, Powergraph 2009
Czwarty tom o przygodach trójki gimnazjalistów jest horrorem, takim z duchami i
28. Czarne - Anna Kańtoch, Powergraph 2012
Jest to niełatwa w odbiorze lektura. Oniryczne przedstawienie świata i bohaterka-narratorka mająca w życiorysie pobyt w szpitalu dla nerwowo chorych sprawiają, że wiarygodność prezentowanej opowieści staje pod znakiem zapytania. Trudno też zorientować się w jakim okresie toczą się poszczególne rozdziały. Samo określenie na początku każdego z nich teraz lub wspomnienia jest mylące. Na uwagę zasługuje świetny, plastyczny, bardzo subtelny styl Kańtoch. Książka jest tak dobrze napisana, że udało mi się ją przeczytać od deski do deski podczas jednego dyżuru w pracy (choć faktem jest, że objętością ona nie grzeszy, a do tego Powergraph w serii Kontrapunkty rywalizuje z Fabryką Słów w kategorii najmniej znaków na stronę). Utwór pozostawia po sobie wiele pytań, na które nie udziela odpowiedzi. Jedyną, choć bardzo istotną i psującą odbiór całości, wadą powieści jest jej zakończenie, które następuje zbyt szybko, wiele wątków można było bowiem kontynuować.
29. Rio Anaconda - Wojciech Cejrowski, Zysk i S-ka 2006
Z literaturą podróżniczą nie miałem do czynienia od czasu olimpiad geograficznych w szkole podstawowej. Dopiero w zeszłym roku zacząłem sięgać po książki zgromadzone przez Narzeczoną wydawane w serii Biblioteka Poznaj Świat, nad którą pieczę trzyma Wojciech Cejrowski. Rio Anaconda jest trzecią książką Cejrowskiego, która wpadła mi w ręce, nieco słabszą niż Gringo wśród dzikich plemion i zdecydowanie lepszą niż Podróżnik WC. Autor po raz kolejny wyprawia się do Ameryki Południowej, tym razem do Kolumbii, na spotkanie Indian. Trzeba mu przyznać, że umie sprawnie pisać i jest świetnym gawędziarzem. Nie wiadomo, które z opisywanych wydarzeń miały miejsce naprawdę, a które są tylko jego konfabulacją. Większość tekstu dotyczy jego kontaktów z szamanami i w sporej części porusza sprawy duchowe. Oprócz tego w bardzo dobry sposób przedstawia kulturę i sposób postrzegania świata przez Indian. Zachwyca też jakość wydania - całość ozdobiona jest masą zdjęć, co jest charakterystyczne dla całej serii wydawniczej.
Etykiety:
antologie,
Bieńczyk,
Cejrowski,
Clarke S.,
Ćwiek,
Dick,
Ford,
Harrison M.J.,
Kańtoch,
Kosik,
Lewandowski K.T.,
Przybyłek,
Wolski,
Ziemiański
środa, 27 lutego 2013
Przeczytane. Luty 2013
Luty był całkiem niezłym miesiącem czytelniczym. Udało się przeczytać osiem książek, choć mogło być lepiej, gdyż sporo czasu zajęli mi Cherezińska i Nabokov. Tym razem nie sięgnąłem po ani jedną pozycję Fabryki Słów, za to całkiem przyjemną lekturę stanowiły trzy tomy z serii Zwrotnice czasu Narodowego Centrum Kultury. Do tego doliczyć mógłbym Zapomnij o Ziemi autorstwa C.C. Mac Appa publikowane w Miesięczniku Fantastyka nr 3/'82, 1/'83 i 2/'83, ale, jak wspomniałem miesiąc temu, czasopism nie liczę. W dalszym ciągu jestem o dwie styczniowe pozycje do tyłu.
8. Fuga - Wit Szostak, Lampa i Iskra Boża 2012
Po rewelacyjnych Chochołach i bardzo dobrym Dumanowskim sięgnąłem po zakończenie trylogii krakowskiej. Tym razem Szostak całkowicie odchodzi od fantastyki. Bartłomiej Chochoł powraca do rodzinnego domu i opowiada różne wersje historii swojego życia. Powieść cały czas nawiązuje do dwóch poprzednich utworów autora, choć ich znajomość nie jest konieczna do zrozumienia Fugi, część informacji podawanych przez Bartka jest nawet sprzeczna z lekturą poprzednich tomów. Bardzo ciekawa jest konstrukcja każdego z rozdziałów, widać, że sztukę pisania autor opanował na bardzo wysokim poziomie. Przy całym jednak uznaniu dla kunsztu Szostaka, nie trafia ona w mój gust, po prostu nie jest to moja literatura.
9. Gambit Wielopolskiego - Adam Przechrzta, Narodowe Centrum Kultury 2013
Powieść wydana z okazji 150 rocznicy wybuchu powstania styczniowego. Co w tej sytuacji zaskakuje, autor krytycznie podchodzi do źle przygotowanych zrywów niepodległościowych Polaków w XIX wieku. Przechrzta wskazuje wiele wad polskiego społeczeństwa, wad, które nie znikają na przestrzeni wieków. Akcja powieści toczy się bowiem w cyberpunkowym XXII stuleciu na terenie Imperium Rosyjskiego, a w przedstawionej linii czasu do wspomnianego powstania nie doszło. Polakom pod rządami cara żyje się nieźle, nie doszło do wojen światowych i ogólnie świat prezentuje się przyjemniej niż w znanej bohaterom powieści wersji rzeczywistości, w której powstanie styczniowe wybuchło. Fabuła jest poprowadzona ciekawie, główny bohater daje się lubić, zakończenie jest bardzo dobre i zaskakujące. Co prawda to dopiero luty, ale już mam pierwszy utwór nominowany do przyszłorocznych Zajdli.
10. Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów - Rafał Kosik, Powergraph 2011
Trzeci tom przygód trójki nastolatków z jednego z warszawskich gimnazjów ucieka nieco w stronę horroru. Rafał Kosik kolejny raz daje popis kreatywności, tym razem stawiając przed bohaterami problem zbiorowych koszmarów. Akcja toczy się wartko, oprócz głównego wątku prowadzone są jeszcze dwa poboczne. Jeden dotyczy wyborów przewodniczącego szkoły - tutaj autor doskonale przedstawia mechanizmy kampanii wyborczych - drugi zaś rodzącego się uczucia pomiędzy Netem a Niką (tutaj wychodzi, że dziewczyna jest jedyną dojrzałą osobą z trójki). Nieco rozczarowuje zakończenie, które, mimo że pomysł na rozwiązanie akcji jest całkiem dobry, jest za mało wyraziste. W dalszym ciągu jest to jednak bardzo dobra młodzieżowa literatura. Swoją drogą jest to kolejny przykład tego, jak ekranizacja wpływa na odbiór książki. Czytając wypowiedzi Manfreda, w głowie miałem cały czas głos Cezarego Pazury.
11. Orzeł bielszy niż gołębica - Konrad T. Lewandowski, Narodowe Centrum Kultury 2013
Po tę książkę sięgnąłem, mimo że wcześniej przeczytane utwory Lewandowskiego mnie nie porwały. Seria Zwrotnice czasu jest jednak numerowana i głupio wyglądałaby na półce bez jedenastego tomu, a skoro już go zakupiłem to wypadałoby przeczytać. Jest to kolejny utwór wydany przez NCK z okazji 150 rocznicy wybuchu powstania styczniowego. Pierwszy rozdział strasznie mnie wynudził, później akcja toczy się spokojnym tempem, zakończenie zaś, muszę przyznać, pozytywnie mnie zaskoczyło - takiego rozwiązania akcji się nie spodziewałem. Fabuła tej steampunkowej powieści opowiada o wygrywanym przez Polaków powstaniu styczniowym, a to dzięki wynalazkom Łukasiewicza. Niestety narracja prowadzona jest topornym stylem i sprawia wrażenie, jakby autor chciał pochwalić się, jaki to genialny pomysłu przyszedł mu do głowy. Na szczęście z dialogami Lewandowski radzi sobie lepiej. Szkoda też, że wątek miłosny sprowadza się do seksu i ślubu, pozbawiony jest jakiejkolwiek głębi. Utwór ten zdecydowanie przegrywa rywalizację z omawianą wcześniej powieścią Przechrzty.
12. Pożądanie - antologia, Powergraph 2013
Lubię czytać antologie. Choć ich poziom zwykle jest nierówny, wśród zgromadzonych opowiadań zazwyczaj znajdzie się jakaś perełka. Poza tym mam grupę swoich ulubionych autorów, po których twórczość sięgam zawsze i których teksty znajdują się w zbiorach, a oprócz tego mogę się zapoznać także z nieznanymi mi wcześniej autorami. Pożądanie nie odbiega poziomem od antologii, z którymi do tej pory miałem okazję się zapoznać. Tym razem zebranych zostało dwanaście opowiadań. Najbardziej rozczarował mnie Wit Szostak, pisząc opowiadanie o niczym, a po tym autorze spodziewałem się czegoś solidnego. Niektóre z tekstów są również zbyt wulgarne jak na mój gust - chodzi mi tutaj o RP Productions Cetnarowskiego i Och, Rafał Żulczyka. Czułem się, jakbym czytał podrzędne porno czasopismo. Szczepan Twardoch pokazał, że, jeśli mu zależy, to potrafi pisać tak, żeby mógł zostać bezboleśnie przeczytany, choć jak zwykle jest w swojej twórczości pesymistyczno depresyjny. Najbardziej pozytywnie oceniam Małą May Marcina Przybyłka. Autor co prawda nie pisze niczego odkrywczego, ale porusza pewien problem, którego rozwiązanie powinno się wydawać oczywiste, ale w dzisiejszych czasach jest często pomijane. Większość opowiadań jest pisana z męskiej perspektywy, jedynie Jakub Małecki w Dziś mam na imię Agata i Bernadeta Prandzioch w Wywiadzie przedstawiają wydarzenia, patrząc oczami kobiet. Osobną kwestię stanowi okładka książki. Uważam, że dobra literatura broni się sama i nie musi żerować na komercyjnych sukcesach innych produktów. Rozumiem, że trzeba inwestować w działania marketingowe, ale nawiązywanie ilustracją do Pięćdziesięciu twarzy Greya uznaję za brak wiary wydawcy w jakość publikowanych opowiadań.
13. Korona śniegu i krwi - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2012
Sięgnąłem po to tylko dlatego, że było mocno wyeksponowane w Empiku i zainteresowały mnie gabaryty książki. Jest to przede wszystkim powieść historyczna, a fantastyka stanowi jedynie niewielki dodatek, głównie w postaci pogańskiej magii, chrześcijańskich cudów i rycerskich herbów. Cherezińska sięgnęła po mało znany fragment polskiej historii, a mianowicie po czasy rozbicia dzielnicowego i próby sięgnięcia różnych stronnictw po koronę króla Polski. Poprowadzona z rozmachem fabuła i masa ciekawych bohaterów sprawiają, że powieść czyta się bardzo dobrze. Utwór skupia się na Przemyśle II i jego drodze po koronę króla Polski. Jedynym wątkiem, bez którego powieść by nie ucierpiała i który wydaje się zbędny, jest ten dotyczący Starszej Krwi, porzucony w którymś momencie, jakby autorka nie wiedziała jak go rozwinąć po zaistnieniu pewnych zdarzeń historycznych. Z lektury jednak jestem bardzo zadowolony i mam ochotę sięgnąć po Grę w kości, o ile znajdę na to choć odrobinę czasu. Prawdopodobnie będę nominował Koronę... do tegorocznych Zajdli.
14. Wallenrod - Marcin Wolski, Narodowe Centrum Kultury 2009
Powieść Wolskiego wydana z okazji 60 rocznicy wybuchu II wojny światowej przedstawia wersję historii, w której Polska staje u boku nazistowskich Niemiec. Autor dedykuje utwór profesorowi Pawłowi Wieczorkiewiczowi i wyraża w niej zbieżne z historykiem poglądy, zgodnie z którymi Polska powinna przyjąć żądania Rzeszy i wraz z nią stanąć do wojny przeciwko Związkowi Radzieckiemu, a w sojuszu trwać dopóki hitlerowcy będą zwyciężać. Książka jest powieścią szpiegowską. Główną bohaterką jest Żydówka, której udaje się przedostać do otoczenia Hitlera i stamtąd przekazuje informacje o planach Rzeszy polskim władzom. Akcja trzyma w napięciu, mimo że od początku wiadomo, że agentce nic strasznego się stać nie może - już na początku dowiadujemy się, że wydarzenia w powieści są zapisem wspomnień bohaterki, która dożyła podeszłego wieku. Jedyną rzeczą, do której mógłbym się przyczepić, jest zastosowanie kompozycji szkatułkowej. Było to moje trzecie podejście do twórczości Wolskiego (po Agencie Dołu i Ewangelii według Heroda) i za każdym razem dostałem porcję solidnej literatury.
15. Lolita - Vladimir Nabokov, Muza 2012
Kolejny tytuł podrzucony przez Narzeczoną. Nuda, nuda, nuda. Przez 400 stron tekstu męczyłem się z wzdychającym do dziewczynki we wczesnej fazie dojrzewania narratorem, którego przemyślenia formułowane były w bełkotliwy sposób. Posługujący się pseudonimem Humbert Humbert pisarzyna podkochuje się w dwunastolatce, choć precyzyjniej byłoby stwierdzić, że jej pożąda. Przez pierwszą część utworu próbuje się do niej zbliżyć, w drugiej zaś, pisząc ogólnie, żyje z nią, co jakiś czas zmieniając miejsce pobytu. Jedynie niezłe zakończenie w pewnym stopniu ratuje utwór. W dzisiejszych czasach, kiedy małoletnie dziewczęta oddają swoje wdzięki starym dziadom za doładowanie telefonu, treść powieści już nawet nie szokuje, choć faktem jest, że w pruderyjnych latach 50 XX wieku napisanie takiego utworu i wydanie go było odważnym posunięciem. Niestety próby czasu Lolita nie przetrwała.
8. Fuga - Wit Szostak, Lampa i Iskra Boża 2012
Po rewelacyjnych Chochołach i bardzo dobrym Dumanowskim sięgnąłem po zakończenie trylogii krakowskiej. Tym razem Szostak całkowicie odchodzi od fantastyki. Bartłomiej Chochoł powraca do rodzinnego domu i opowiada różne wersje historii swojego życia. Powieść cały czas nawiązuje do dwóch poprzednich utworów autora, choć ich znajomość nie jest konieczna do zrozumienia Fugi, część informacji podawanych przez Bartka jest nawet sprzeczna z lekturą poprzednich tomów. Bardzo ciekawa jest konstrukcja każdego z rozdziałów, widać, że sztukę pisania autor opanował na bardzo wysokim poziomie. Przy całym jednak uznaniu dla kunsztu Szostaka, nie trafia ona w mój gust, po prostu nie jest to moja literatura.
9. Gambit Wielopolskiego - Adam Przechrzta, Narodowe Centrum Kultury 2013
Powieść wydana z okazji 150 rocznicy wybuchu powstania styczniowego. Co w tej sytuacji zaskakuje, autor krytycznie podchodzi do źle przygotowanych zrywów niepodległościowych Polaków w XIX wieku. Przechrzta wskazuje wiele wad polskiego społeczeństwa, wad, które nie znikają na przestrzeni wieków. Akcja powieści toczy się bowiem w cyberpunkowym XXII stuleciu na terenie Imperium Rosyjskiego, a w przedstawionej linii czasu do wspomnianego powstania nie doszło. Polakom pod rządami cara żyje się nieźle, nie doszło do wojen światowych i ogólnie świat prezentuje się przyjemniej niż w znanej bohaterom powieści wersji rzeczywistości, w której powstanie styczniowe wybuchło. Fabuła jest poprowadzona ciekawie, główny bohater daje się lubić, zakończenie jest bardzo dobre i zaskakujące. Co prawda to dopiero luty, ale już mam pierwszy utwór nominowany do przyszłorocznych Zajdli.
10. Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów - Rafał Kosik, Powergraph 2011
Trzeci tom przygód trójki nastolatków z jednego z warszawskich gimnazjów ucieka nieco w stronę horroru. Rafał Kosik kolejny raz daje popis kreatywności, tym razem stawiając przed bohaterami problem zbiorowych koszmarów. Akcja toczy się wartko, oprócz głównego wątku prowadzone są jeszcze dwa poboczne. Jeden dotyczy wyborów przewodniczącego szkoły - tutaj autor doskonale przedstawia mechanizmy kampanii wyborczych - drugi zaś rodzącego się uczucia pomiędzy Netem a Niką (tutaj wychodzi, że dziewczyna jest jedyną dojrzałą osobą z trójki). Nieco rozczarowuje zakończenie, które, mimo że pomysł na rozwiązanie akcji jest całkiem dobry, jest za mało wyraziste. W dalszym ciągu jest to jednak bardzo dobra młodzieżowa literatura. Swoją drogą jest to kolejny przykład tego, jak ekranizacja wpływa na odbiór książki. Czytając wypowiedzi Manfreda, w głowie miałem cały czas głos Cezarego Pazury.
11. Orzeł bielszy niż gołębica - Konrad T. Lewandowski, Narodowe Centrum Kultury 2013
Po tę książkę sięgnąłem, mimo że wcześniej przeczytane utwory Lewandowskiego mnie nie porwały. Seria Zwrotnice czasu jest jednak numerowana i głupio wyglądałaby na półce bez jedenastego tomu, a skoro już go zakupiłem to wypadałoby przeczytać. Jest to kolejny utwór wydany przez NCK z okazji 150 rocznicy wybuchu powstania styczniowego. Pierwszy rozdział strasznie mnie wynudził, później akcja toczy się spokojnym tempem, zakończenie zaś, muszę przyznać, pozytywnie mnie zaskoczyło - takiego rozwiązania akcji się nie spodziewałem. Fabuła tej steampunkowej powieści opowiada o wygrywanym przez Polaków powstaniu styczniowym, a to dzięki wynalazkom Łukasiewicza. Niestety narracja prowadzona jest topornym stylem i sprawia wrażenie, jakby autor chciał pochwalić się, jaki to genialny pomysłu przyszedł mu do głowy. Na szczęście z dialogami Lewandowski radzi sobie lepiej. Szkoda też, że wątek miłosny sprowadza się do seksu i ślubu, pozbawiony jest jakiejkolwiek głębi. Utwór ten zdecydowanie przegrywa rywalizację z omawianą wcześniej powieścią Przechrzty.
12. Pożądanie - antologia, Powergraph 2013
Lubię czytać antologie. Choć ich poziom zwykle jest nierówny, wśród zgromadzonych opowiadań zazwyczaj znajdzie się jakaś perełka. Poza tym mam grupę swoich ulubionych autorów, po których twórczość sięgam zawsze i których teksty znajdują się w zbiorach, a oprócz tego mogę się zapoznać także z nieznanymi mi wcześniej autorami. Pożądanie nie odbiega poziomem od antologii, z którymi do tej pory miałem okazję się zapoznać. Tym razem zebranych zostało dwanaście opowiadań. Najbardziej rozczarował mnie Wit Szostak, pisząc opowiadanie o niczym, a po tym autorze spodziewałem się czegoś solidnego. Niektóre z tekstów są również zbyt wulgarne jak na mój gust - chodzi mi tutaj o RP Productions Cetnarowskiego i Och, Rafał Żulczyka. Czułem się, jakbym czytał podrzędne porno czasopismo. Szczepan Twardoch pokazał, że, jeśli mu zależy, to potrafi pisać tak, żeby mógł zostać bezboleśnie przeczytany, choć jak zwykle jest w swojej twórczości pesymistyczno depresyjny. Najbardziej pozytywnie oceniam Małą May Marcina Przybyłka. Autor co prawda nie pisze niczego odkrywczego, ale porusza pewien problem, którego rozwiązanie powinno się wydawać oczywiste, ale w dzisiejszych czasach jest często pomijane. Większość opowiadań jest pisana z męskiej perspektywy, jedynie Jakub Małecki w Dziś mam na imię Agata i Bernadeta Prandzioch w Wywiadzie przedstawiają wydarzenia, patrząc oczami kobiet. Osobną kwestię stanowi okładka książki. Uważam, że dobra literatura broni się sama i nie musi żerować na komercyjnych sukcesach innych produktów. Rozumiem, że trzeba inwestować w działania marketingowe, ale nawiązywanie ilustracją do Pięćdziesięciu twarzy Greya uznaję za brak wiary wydawcy w jakość publikowanych opowiadań.
13. Korona śniegu i krwi - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2012
Sięgnąłem po to tylko dlatego, że było mocno wyeksponowane w Empiku i zainteresowały mnie gabaryty książki. Jest to przede wszystkim powieść historyczna, a fantastyka stanowi jedynie niewielki dodatek, głównie w postaci pogańskiej magii, chrześcijańskich cudów i rycerskich herbów. Cherezińska sięgnęła po mało znany fragment polskiej historii, a mianowicie po czasy rozbicia dzielnicowego i próby sięgnięcia różnych stronnictw po koronę króla Polski. Poprowadzona z rozmachem fabuła i masa ciekawych bohaterów sprawiają, że powieść czyta się bardzo dobrze. Utwór skupia się na Przemyśle II i jego drodze po koronę króla Polski. Jedynym wątkiem, bez którego powieść by nie ucierpiała i który wydaje się zbędny, jest ten dotyczący Starszej Krwi, porzucony w którymś momencie, jakby autorka nie wiedziała jak go rozwinąć po zaistnieniu pewnych zdarzeń historycznych. Z lektury jednak jestem bardzo zadowolony i mam ochotę sięgnąć po Grę w kości, o ile znajdę na to choć odrobinę czasu. Prawdopodobnie będę nominował Koronę... do tegorocznych Zajdli.
14. Wallenrod - Marcin Wolski, Narodowe Centrum Kultury 2009
Powieść Wolskiego wydana z okazji 60 rocznicy wybuchu II wojny światowej przedstawia wersję historii, w której Polska staje u boku nazistowskich Niemiec. Autor dedykuje utwór profesorowi Pawłowi Wieczorkiewiczowi i wyraża w niej zbieżne z historykiem poglądy, zgodnie z którymi Polska powinna przyjąć żądania Rzeszy i wraz z nią stanąć do wojny przeciwko Związkowi Radzieckiemu, a w sojuszu trwać dopóki hitlerowcy będą zwyciężać. Książka jest powieścią szpiegowską. Główną bohaterką jest Żydówka, której udaje się przedostać do otoczenia Hitlera i stamtąd przekazuje informacje o planach Rzeszy polskim władzom. Akcja trzyma w napięciu, mimo że od początku wiadomo, że agentce nic strasznego się stać nie może - już na początku dowiadujemy się, że wydarzenia w powieści są zapisem wspomnień bohaterki, która dożyła podeszłego wieku. Jedyną rzeczą, do której mógłbym się przyczepić, jest zastosowanie kompozycji szkatułkowej. Było to moje trzecie podejście do twórczości Wolskiego (po Agencie Dołu i Ewangelii według Heroda) i za każdym razem dostałem porcję solidnej literatury.
15. Lolita - Vladimir Nabokov, Muza 2012
Kolejny tytuł podrzucony przez Narzeczoną. Nuda, nuda, nuda. Przez 400 stron tekstu męczyłem się z wzdychającym do dziewczynki we wczesnej fazie dojrzewania narratorem, którego przemyślenia formułowane były w bełkotliwy sposób. Posługujący się pseudonimem Humbert Humbert pisarzyna podkochuje się w dwunastolatce, choć precyzyjniej byłoby stwierdzić, że jej pożąda. Przez pierwszą część utworu próbuje się do niej zbliżyć, w drugiej zaś, pisząc ogólnie, żyje z nią, co jakiś czas zmieniając miejsce pobytu. Jedynie niezłe zakończenie w pewnym stopniu ratuje utwór. W dzisiejszych czasach, kiedy małoletnie dziewczęta oddają swoje wdzięki starym dziadom za doładowanie telefonu, treść powieści już nawet nie szokuje, choć faktem jest, że w pruderyjnych latach 50 XX wieku napisanie takiego utworu i wydanie go było odważnym posunięciem. Niestety próby czasu Lolita nie przetrwała.
Etykiety:
antologie,
Cherezińska,
Kosik,
Lewandowski K.T.,
Nabokov,
Przechrzta,
Szostak,
Wolski
piątek, 1 lutego 2013
Przeczytane. Styczeń 2013
Zrobiłem postanowienie noworoczne - przeczytać w roku 2013 sto książek, co może się okazać trudne, gdyż do tej pory zamykałem się w liczbie 50-60 sztuk rocznie. Zainspirowany relacjami baczka z procesu czytelniczego, postanowiłem spisywać, co też udało mi się w danym miesiącu zmęczyć. Nie będą to recenzje, ale raczej krótki opis wrażenia, jakie dana książka po sobie pozostawiła. Do ogólnej liczby przeczytanych tekstów nie wliczam settingów do Savage Worlds (o nich piszę gdzie indziej) ani Nowej Fantastyki, która obecnie jest jedynym czytanym przeze mnie czasopismem.
W styczniu udało się przeczytać siedem pozycji (o dwie mniej niż zaplanowana liczba, trzeba będzie nadrobić później). Jak widać w większości jest to Fabryka Słów, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że czytam głównie polską fantastykę (ze względu na głosowanie na Nagrodę Zajdla). No to jedziemy z koksem.
1. Widma - Łukasz Orbitowski, Wydawnictwo Literackie 2012
Zachęcony dobrymi recenzjami o samej książce i pozytywnymi opiniami paru znajomych o twórczości Orbitowskiego, sięgnąłem po Widma. Zawiodłem się. Zacząłem czytać pod koniec 2012 roku, a przebrnięcie przez cały tekst zajęło mi prawie dwa tygodnie. To się nie zdarza. Wprawdzie nie jest to bełkot na poziomie Króla bólu Dukaja lub Wiecznego Grunwaldu Twardocha - tekst jest pisany zrozumiałym dla zwykłego zjadacza chleba językiem - ale męczyłem się przy tym strasznie. Chaotyczne przemyślenia bohaterów, którzy sami są wybitnie irytujący i fabuła, w której nie wiadomo, o co tak naprawdę chodzi, sprawiają, że zastanowię się nad kolejną szansą dla Orbitowskiego. Pierwszy powieściowy kontakt (wcześniej czytałem dwa jego opowiadania, jedno na plus, drugie na minus) zaliczam do nieudanych, choć mogło być dobrze, bo wizja Polski bez powstania warszawskiego jest niezwykle ciekawa.
2. Wilkozacy. Krew z krwi - Rafał Dębski, Fabryka Słów 2012
Pierwszy tom czytałem dwa lata temu i większość treści wyleciała mi z pamięci, co oznacza, że nie był on niczym szczególnym, choć ogólne wrażenie pozostawił niezłe. W trakcie czytania drugiej części w odpowiednich momentach pamięć mi się na szczęście odświeżała. Tym razem również mamy poprowadzonych kilka wątków, które przez większość powieści się nie spotykają. Zakończenie wygląda tak, jakby Dębski nie wiedział, czy napisze kolejny tom, czy poprzestanie na dwóch. Rozpoczęte wątki można ciągnąć dalej, ale równie dobrze można poprzestać na zaserwowanym otwartym zakończeniu. Mam tylko nadzieję, że proces twórczy przy ewentualnej trzeciej części nie będzie na tyle długi, żeby mój umysł wyparł dotychczasową fabułę. Mam niestety wrażenie, że ta powieść, mimo że całkiem przyjemne z niej czytadło, również nie zagości na długo w mojej pamięci.
3. Życie Pi - Yann Martel, Albatros 2012
Z okazji planowanego wyjścia na film Narzeczona przyniosła mi wersję książkową tejże opowieści z informacją "Rzucasz wszystko i czytasz". Dokończyłem więc Wilkozaków i zabrałem się za czytanie. Co od razu widać, jest to bardzo sprawnie napisany utwór, którego tłumacz nie zepsuł. Opowieść o chłopaku, który przeżył siedem miesięcy w szalupie z tygrysem może nie ma galopującej fabuły, ale ciężko się od niej oderwać. Mnie najbardziej spodobały się rozważania religijne bohatera, jeszcze przed głównymi wydarzeniami utworu. Jak to jest, że młody chłopak mógł pogodzić ze sobą trzy różne wierzenia, a tak zwani mędrcy mają z tym problem? Bardzo dobre jest również zakończenie, które jest niejednoznaczne i pozostawia interpretację czytelnikowi, choć autor co nieco sugeruje słowami bohatera. Książkę zdecydowanie polecam, warto przeczytać, podobnie jak udać się na film. Jest bardzo ładnie zrobiony.
4. Trucizna - Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów 2012
Miłośnikiem Jakuba Wędrowycza jestem od pierwszego kontaktu, a było nim opowiadanie Zagadka Kuby Rozpruwacza opublikowana niegdyś w śp. Magii i Mieczu. Nie mogłem więc opuścić kolejnego, siódmego już zbioru opowiadań o egzorcyście, bimbrowniku i pasożycie społecznym w jednym. Tym razem na 350 stronach zmieściło się aż dwadzieścia utworów i trzeba przyznać, że wychodzi to książce na dobre. Pilipiuk potwierdza, że najlepiej czuje się w krótkich formach. Każda z nich opiera się na jednym pomyśle, problemie, który Jakub z Semenem rozwiązują z wrodzonym sobie wdziękiem i dowcipem. Humor jest na stałym Jakubowym poziomie, momentami irytuje zbyt duża wiedza, jaką w dziedzinie archeologicznej i chemicznej posiadają bohaterowie, gdzieniegdzie przebijają się też opinie autora na temat Unii Europejskiej, czyli spotkać się można ze wszystkim tym, do czego Pilipiuk zdążył przyzwyczaić w swoich utworach. Jest to bardzo dobra, lekka, relaksująca, niewymagająca wysiłku lektura.
5. Bogowie muszą być szaleni - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2013
Kolejny tom serii o Dorze Wilk ukazał się rok po pierwszym. Kiedy rok temu decydowałem się zapoznać z twórczością Jadowskiej, nie wiedziałem na jej (i swoje w sumie również) szczęście, że planuje napisać sześcioksiąg. Nie lubię cykli składających się z więcej niż pięciu tomów, więc prawdopodobnie nie zdecydowałbym się na zakup. A tak, proszę - spodobało mi się do tego stopnia, że sięgnąłem po kolejną część. Bogowie muszą być szaleni to opowieść o wiedźmie i towarzyszących jej diable i aniele. Autorka decyduje się w jednym utworze prowadzić dwa niezależne wątki. Do tego stopnia niezależne, że jedynym, co je łączy, to główna bohaterka. Nie wiem, czy to jest słuszny zabieg, czy też chodzi po prostu o zwiększenie objętości książki, ale czyta się to dobrze. Podobnie jak w pierwszym tomie, na wysokim poziomie stoi humor, obecny zwłaszcza w dialogach i przemyśleniach Dory. Niestety Jadowska ma irytującą manierę nadużywania wołacza. Jak nad tym popracuje, będzie super.
6. Czerwona mgła - Tomasz Kołodziejczak, Fabryka Słów 2012
Po dobrym Czarnym horyzoncie ciekawy byłem, czym zaskoczy mnie Kołodziejczak w Czerwonej mgle. Tym razem nie jest to powieść, a zbiór czterech opowiadań, z których jedynie tytułowe (w zasadzie jest to mikropowieść) ma swoją premierę w omawianym tomie. Pozostałe trzy już gdzieś się wcześniej ukazały, ale decyzję o zebraniu ich w jednym miejscu uważam za dobrą, gdyż nie miałem wcześniej okazji się z nimi zapoznać. Opowiadania te w ciekawy sposób rozwijają obraz świata przedstawiony w Czarnym horyzoncie i dostarczają więcej informacji o głównym bohaterze, geografie Kajetanie Kłobudzkim. Dzięki tytułowemu tekstowi można się dowiedzieć, że nie tylko żyjące na zachód od Polski balrogi są zagrożeniem, wschodnia granica ma swoje własne nadnaturalne problemy. Gdzieniegdzie autor postanawia przemycić swoje uwagi na temat sieci społecznościowych i nie jest to pochlebna opinia. Jest to kolejna dobra styczniowa lektura, ze szczególnym uwzględnieniem opowiadania Piękna i graf.
7. Pan Lodowego Ogrodu. Tom 4 - Jarosław Grzędowicz, Fabryka Słów 2012
Czwarty tom Pana Lodowego Ogrodu to niezła cegła. Prawie 900 stron tekstu sprawia, że akcja nie płynie zbyt szybko. O ile w poprzednich tomach Grzędowicz skupiał się na dwóch równorzędnych bohaterach, Vuko i Filarze, to tym razem ten drugi stanowi jedynie tło dla Nocnego Wędrowca. Narracja co prawda pozostaje bez zmian, czyli część rozdziałów poświęcona jest Drakkainenowi, a część Filarowi, ale odniosłem wrażenie, jakby Vuko był istotniejszy. Do tego jeden z rozdziałów powinien był się znaleźć w trzecim tomie - chodzi mi o ten, w którym Kirenen opisuje, co się z nim działo po przybyciu do Lodowego Ogrodu, a przed spotkaniem Ziemianina. Nieco rozczarowujące jest też finałowe starcie pomiędzy Czyniącymi, za to bardzo spodobało mi się wyjaśnienie, czym są uroczyska. Nadzieje rozbudzone poprzednimi tomami były dość duże i nieco się finałem serii rozczarowałem.
W styczniu udało się przeczytać siedem pozycji (o dwie mniej niż zaplanowana liczba, trzeba będzie nadrobić później). Jak widać w większości jest to Fabryka Słów, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że czytam głównie polską fantastykę (ze względu na głosowanie na Nagrodę Zajdla). No to jedziemy z koksem.
1. Widma - Łukasz Orbitowski, Wydawnictwo Literackie 2012
Zachęcony dobrymi recenzjami o samej książce i pozytywnymi opiniami paru znajomych o twórczości Orbitowskiego, sięgnąłem po Widma. Zawiodłem się. Zacząłem czytać pod koniec 2012 roku, a przebrnięcie przez cały tekst zajęło mi prawie dwa tygodnie. To się nie zdarza. Wprawdzie nie jest to bełkot na poziomie Króla bólu Dukaja lub Wiecznego Grunwaldu Twardocha - tekst jest pisany zrozumiałym dla zwykłego zjadacza chleba językiem - ale męczyłem się przy tym strasznie. Chaotyczne przemyślenia bohaterów, którzy sami są wybitnie irytujący i fabuła, w której nie wiadomo, o co tak naprawdę chodzi, sprawiają, że zastanowię się nad kolejną szansą dla Orbitowskiego. Pierwszy powieściowy kontakt (wcześniej czytałem dwa jego opowiadania, jedno na plus, drugie na minus) zaliczam do nieudanych, choć mogło być dobrze, bo wizja Polski bez powstania warszawskiego jest niezwykle ciekawa.
2. Wilkozacy. Krew z krwi - Rafał Dębski, Fabryka Słów 2012
Pierwszy tom czytałem dwa lata temu i większość treści wyleciała mi z pamięci, co oznacza, że nie był on niczym szczególnym, choć ogólne wrażenie pozostawił niezłe. W trakcie czytania drugiej części w odpowiednich momentach pamięć mi się na szczęście odświeżała. Tym razem również mamy poprowadzonych kilka wątków, które przez większość powieści się nie spotykają. Zakończenie wygląda tak, jakby Dębski nie wiedział, czy napisze kolejny tom, czy poprzestanie na dwóch. Rozpoczęte wątki można ciągnąć dalej, ale równie dobrze można poprzestać na zaserwowanym otwartym zakończeniu. Mam tylko nadzieję, że proces twórczy przy ewentualnej trzeciej części nie będzie na tyle długi, żeby mój umysł wyparł dotychczasową fabułę. Mam niestety wrażenie, że ta powieść, mimo że całkiem przyjemne z niej czytadło, również nie zagości na długo w mojej pamięci.
3. Życie Pi - Yann Martel, Albatros 2012
Z okazji planowanego wyjścia na film Narzeczona przyniosła mi wersję książkową tejże opowieści z informacją "Rzucasz wszystko i czytasz". Dokończyłem więc Wilkozaków i zabrałem się za czytanie. Co od razu widać, jest to bardzo sprawnie napisany utwór, którego tłumacz nie zepsuł. Opowieść o chłopaku, który przeżył siedem miesięcy w szalupie z tygrysem może nie ma galopującej fabuły, ale ciężko się od niej oderwać. Mnie najbardziej spodobały się rozważania religijne bohatera, jeszcze przed głównymi wydarzeniami utworu. Jak to jest, że młody chłopak mógł pogodzić ze sobą trzy różne wierzenia, a tak zwani mędrcy mają z tym problem? Bardzo dobre jest również zakończenie, które jest niejednoznaczne i pozostawia interpretację czytelnikowi, choć autor co nieco sugeruje słowami bohatera. Książkę zdecydowanie polecam, warto przeczytać, podobnie jak udać się na film. Jest bardzo ładnie zrobiony.
4. Trucizna - Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów 2012
Miłośnikiem Jakuba Wędrowycza jestem od pierwszego kontaktu, a było nim opowiadanie Zagadka Kuby Rozpruwacza opublikowana niegdyś w śp. Magii i Mieczu. Nie mogłem więc opuścić kolejnego, siódmego już zbioru opowiadań o egzorcyście, bimbrowniku i pasożycie społecznym w jednym. Tym razem na 350 stronach zmieściło się aż dwadzieścia utworów i trzeba przyznać, że wychodzi to książce na dobre. Pilipiuk potwierdza, że najlepiej czuje się w krótkich formach. Każda z nich opiera się na jednym pomyśle, problemie, który Jakub z Semenem rozwiązują z wrodzonym sobie wdziękiem i dowcipem. Humor jest na stałym Jakubowym poziomie, momentami irytuje zbyt duża wiedza, jaką w dziedzinie archeologicznej i chemicznej posiadają bohaterowie, gdzieniegdzie przebijają się też opinie autora na temat Unii Europejskiej, czyli spotkać się można ze wszystkim tym, do czego Pilipiuk zdążył przyzwyczaić w swoich utworach. Jest to bardzo dobra, lekka, relaksująca, niewymagająca wysiłku lektura.
5. Bogowie muszą być szaleni - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2013
Kolejny tom serii o Dorze Wilk ukazał się rok po pierwszym. Kiedy rok temu decydowałem się zapoznać z twórczością Jadowskiej, nie wiedziałem na jej (i swoje w sumie również) szczęście, że planuje napisać sześcioksiąg. Nie lubię cykli składających się z więcej niż pięciu tomów, więc prawdopodobnie nie zdecydowałbym się na zakup. A tak, proszę - spodobało mi się do tego stopnia, że sięgnąłem po kolejną część. Bogowie muszą być szaleni to opowieść o wiedźmie i towarzyszących jej diable i aniele. Autorka decyduje się w jednym utworze prowadzić dwa niezależne wątki. Do tego stopnia niezależne, że jedynym, co je łączy, to główna bohaterka. Nie wiem, czy to jest słuszny zabieg, czy też chodzi po prostu o zwiększenie objętości książki, ale czyta się to dobrze. Podobnie jak w pierwszym tomie, na wysokim poziomie stoi humor, obecny zwłaszcza w dialogach i przemyśleniach Dory. Niestety Jadowska ma irytującą manierę nadużywania wołacza. Jak nad tym popracuje, będzie super.
6. Czerwona mgła - Tomasz Kołodziejczak, Fabryka Słów 2012
Po dobrym Czarnym horyzoncie ciekawy byłem, czym zaskoczy mnie Kołodziejczak w Czerwonej mgle. Tym razem nie jest to powieść, a zbiór czterech opowiadań, z których jedynie tytułowe (w zasadzie jest to mikropowieść) ma swoją premierę w omawianym tomie. Pozostałe trzy już gdzieś się wcześniej ukazały, ale decyzję o zebraniu ich w jednym miejscu uważam za dobrą, gdyż nie miałem wcześniej okazji się z nimi zapoznać. Opowiadania te w ciekawy sposób rozwijają obraz świata przedstawiony w Czarnym horyzoncie i dostarczają więcej informacji o głównym bohaterze, geografie Kajetanie Kłobudzkim. Dzięki tytułowemu tekstowi można się dowiedzieć, że nie tylko żyjące na zachód od Polski balrogi są zagrożeniem, wschodnia granica ma swoje własne nadnaturalne problemy. Gdzieniegdzie autor postanawia przemycić swoje uwagi na temat sieci społecznościowych i nie jest to pochlebna opinia. Jest to kolejna dobra styczniowa lektura, ze szczególnym uwzględnieniem opowiadania Piękna i graf.
7. Pan Lodowego Ogrodu. Tom 4 - Jarosław Grzędowicz, Fabryka Słów 2012
Czwarty tom Pana Lodowego Ogrodu to niezła cegła. Prawie 900 stron tekstu sprawia, że akcja nie płynie zbyt szybko. O ile w poprzednich tomach Grzędowicz skupiał się na dwóch równorzędnych bohaterach, Vuko i Filarze, to tym razem ten drugi stanowi jedynie tło dla Nocnego Wędrowca. Narracja co prawda pozostaje bez zmian, czyli część rozdziałów poświęcona jest Drakkainenowi, a część Filarowi, ale odniosłem wrażenie, jakby Vuko był istotniejszy. Do tego jeden z rozdziałów powinien był się znaleźć w trzecim tomie - chodzi mi o ten, w którym Kirenen opisuje, co się z nim działo po przybyciu do Lodowego Ogrodu, a przed spotkaniem Ziemianina. Nieco rozczarowujące jest też finałowe starcie pomiędzy Czyniącymi, za to bardzo spodobało mi się wyjaśnienie, czym są uroczyska. Nadzieje rozbudzone poprzednimi tomami były dość duże i nieco się finałem serii rozczarowałem.
Etykiety:
Dębski R.,
Grzędowicz,
Jadowska,
Kołodziejczak,
Martel,
Orbitowski,
Pilipiuk
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































