poniedziałek, 29 lutego 2016

Przeczytane. Luty 2016

Minął drugi miesiąc roku i znowu nie udało mi się osiągnąć dziesięciu książek. Tym razem stanęło na ośmiu pozycjach, z czego pięć to kontynuacje rozpoczętych przeze mnie cykli. Jeśli chodzi o poziom przeczytanej literatury, to jestem raczej zadowolony z tego, po co miałem okazję sięgnąć: rozczarowujących pozycji było naprawdę niewiele. Ponieważ obecnie kupuję głównie e-booki (miejsce na podłodze się skończyło), to właśnie w formie elektronicznej jest większość przeczytanych przeze mnie książek. Deadline nominacji do Nagrody Zajdla coraz bliżej, więc wszystkie lutowe lektury to polska fantastyka A.D. 2015. No i jeszcze się pochwalę: zostałem zaproszony do grona Elektorów Nagrody im. Jerzego Żuławskiego. A tutaj czasu na zapoznanie się z lekturami jeszcze mniej. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać wszystkie co istotniejsze lektury zanim przyjdzie mi oddać głos. Zapraszam do lektury moich wypocin.

10. Felix, Net i Nika oraz (nie)Bezpieczne Dorastanie - Rafał Kosik, Powergraph 2015

Kolejny tom przygód trójki przyjaciół z warszawskiego gimnazjum, choć w tym przypadku lepiej byłoby napisać o czwórce bohaterów, gdyż do dotychczasowego składu dołącza dziewczyna Felixa, Laura. Akcja rozgrywa się, podobnie jak w Klątwie Domu McKillianów, w czasie wakacji pomiędzy drugą a trzecią klasą; tym razem bohaterowie próbują przetrwać bez pieniędzy w Londynie. Pojawiają się znani z poprzednich części przeciwnicy, co sprawia, że warto zapoznać się z wcześniejszymi książkami cyklu, mimo informacji na okładce, że ich znajomość nie jest wymagana. Fabuła jest sprawnie prowadzona i sprowadza się do bycia satyrą na ustawodawstwo Unii Europejskiej i zachowanie elit rządzących w myśl zasady "TKM". Jest to jedna z lepszych części serii.

11. Gamedec. Obrazki z Imperium. Część 2 - Marcin Przybyłek, Rebis 2015 (Kindle)

Rozczarowanie. Przybyłek osiąga taki poziom abstrakcji, że lektura przestaje być przyjemnością i zaczyna polegać na próbach zorientowania się, o co chodzi. Za dużo w tym wszystkim chaosu, a rozwiązanie konfliktu z obcą rasą na zasadzie deus ex machina wcale powieści nie pomaga. Podawane przez autora wyjaśnienia też ciężko nazwać satysfakcjonującymi, zarówno to mówiące, dlaczego ludzie przetrwali, jak i to próbujące wyjaśnić, kim są najeźdźcy z innej galaktyki. Niestety cykl Gamedec stracił swój urok.

12. Antologia Wolsung. Tom I - antologia, Van Der Book 2015 (Kindle)

Antologie czytam chętnie, choć wszystkie mają jeden i ten sam problem: nierówny poziom tekstów. Z drugiej strony, staram się omijać literaturę, której akcja rozgrywa się w świecie gry, czy to fabularnej, czy komputerowej. Ostatecznie jednak obecność tekstów kilku autorów była tym czynnikiem, który przekonał mnie do wysupłania pieniędzy z portfela. W tym przypadku wydawca postawił na mieszankę doświadczenia i młodości - pojawiają się znani i uznani autorzy, a obok nich świeże nazwiska, które stawiają pierwsze literackie kroki, a które wyłonione zostały na drodze konkursu. Pomysł jest dobry, bo umożliwia pokazanie się potencjalnym talentom, a z drugiej strony zbiór zawiera kilka koni pociągowych, które pomogą go sprzedać. Co ciekawe, niekoniecznie ci znani napisali lepsze opowiadania. Ogólnie stoją one na przyzwoitym poziomie, choć w zasadzie żadne nie zostaje w pamięci na dłużej. Chlubnymi wyjątkami tutaj są Czarne Jaskółki Macieja Guzka (kryminał) i Jeździec wiwern Michała Studniarka (opowiadający o pojedynku powietrznym). Jak się okazało w Wolsungu jest miejsce na różnego rodzaju utwory: pojawiają się te humorystyczne, a także zupełnie mroczne, co zwiększa szansę odnalezienia czegoś dla siebie. Fajnie, że takie zbiory wychodzą, zwłaszcza że ciężko dziś o dobrą antologię.

13. Tylko Maks - Łukasz Orbitowski, Narodowy Instytut Audiowizualny 2015 (Kindle)

A to jest książka, o której się dowiedziałem przypadkiem z listy dyskusyjnej Fandomu Polskiego. Co istotnie zachęca do jej przeczytania (oprócz nazwiska autora) to fakt, że jest ona do pobrania całkowicie za darmo. Literatura Orbitowskiego ma tę dziwną cechę, że jest bardzo nierówna: zdarza jej się mnie zachwycić, czasem będzie czymś idealnie przeciętnym, a innym razem nie będzie się jej dało czytać. Tylko Maks zostawia pozytywne wrażenia, choć do geniuszu trochę tej powieści brakuje; nie powala na kolana jak Szczęśliwa ziemia. Bohaterem utworu jest wrocławska Hala Stulecia, miejsce magiczne, gdzie historia jest odtwarzana na nowo i gdzie rozgrywają się tajemnicze wydarzenia. Fabuła jest ciekawa, choć sama intryga skojarzyła mi się z opowiadaniem Pułapka Tesli Ziemiańskiego, ale nie sądzę, żeby było to jakiekolwiek wzorowanie się, raczej przypadkowa zbieżność. Książkę czyta się dobrze i szybko (wszak długa nie jest); jest to jeden z lepszych utworów Orbitowskiego, które trafiły w moje ręce.

14. Kościany Galeon - Jacek Piekara, Fabryka Słów 2015

Odnoszę wrażenie, że się starzeję. Swój pierwszy kontakt z twórczością Piekary miałem jako mało doświadczony czytacz, gdy Fabryka Słów wydała pierwszy tom opowiadań o Mordimerze Madderdinie, czyli Sługę Bożego, i urzekła mnie jego historia. Dziś, jakieś dwanaście lat później, saga inkwizytorska nie robi już takiego wrażenia. Nie wiem, czy to kwestia większego obycia literackiego, czy też faktu przerzucenia się przez autora z opowiadań na powieści, ale już nie obserwuję u siebie wypieków na twarzy podczas czytania. Oczywiście książki te pozostają przyzwoitymi czytadłami do pochłonięcia w jeden czy dwa wieczory, ale głowy nie urywają. Kościany Galeon jest kolejnym, piątym już prequelem cyklu Ja, Inkwizytor (ciągle czekam na piąty właściwy tom sagi, kontynuację Płomienia i krzyża i Rzeźnika z Nazaretu i się doczekać nie mogę). Tym razem nasz dzielny bohater wbrew swojej woli wypływa na morze w poszukiwaniu zaginionego kupca. Oczywiście swoje miejsce na kartach powieści znajdą również demony, którym musi stawić czoła. Ogólnie fabuła jest mało skomplikowana, z niepotrzebnie wplecionym wątkiem erotycznym (chyba tylko w celu wywołania mokrych snów u nastolatków). Pozytywnie natomiast oceniam pojawiające się tu i ówdzie informacje o świecie przedstawionym i rozwój protagonisty, choć ciągle pozostaje on nadętym dupkiem.

15. Mój sługa Ezra - Maciej Żytowiecki, Oficynka 2015

Mało popularny autor, który zainteresował mnie swoją poprzednią powieścią pt. Mój prywatny demon. Mój sługa Ezra jest jej bezpośrednią kontynuacją, nie mogłem się więc powstrzymać przed zakupem. Żytowieckiemu udaje się bardzo dobrze wytworzyć nastrój noir, chciałbym napisać "kryminału", ale tutaj od początku wiadomo, kto jest winien, a akcja dotyczy polowania na złoczyńcę, więc jest to raczej powieść sensacyjna. Bardzo lubię stylistykę czarnego kryminału, choć rzadko mam z nią styczność (wstyd przyznać, ale Chandlera nigdy w rękach nie miałem). Tradycyjnie akcja toczy się w dwudziestoleciu międzywojennym w Chicago, po upadku Ala Capone i zniknięciu Eliota Nessa. Ezra, opętany przez demona detektyw, wyrusza na poszukiwanie zbiegłej więźniarki, a na scenie pojawiają się inni przedstawiciele demoniego ludu. Ciekawymi bohaterami są zamaskowani Specjaliści, z którymi wiąże się pewna tajemnica. Autor postanowił zostawić otwarte zakończenie; mam nadzieję, że na trzecią część nie trzeba będzie czekać tyle lat.

16. Chłopcy 4. Największa z przygód - Jakub Ćwiek, SQN 2015 (Kindle)

To już jest koniec, jak śpiewał Kuba Sienkiewicz. Kuba Ćwiek postanowił zakończyć cykl o dawnych towarzyszach Piotrusia Pana, choć, jak wiemy na przykładzie Kłamcy, zawsze da się jeszcze coś dopisać. Największa z przygód jest bezpośrednią kontynuacją Zguby i opowiada o próbach odzyskania swoich chłopców przez Dzwoneczka. Jak zwykle w twórczości Ćwieka, można tu spotkać sporo wulgarnego humoru (mam wrażenie, że jestem prymitywny, bo mnie on śmieszy), ale też sporo poważnych rozważań na temat tego, co i ile warto w życiu poświęcić. Trochę brakuje mi tutaj większego udziału postaci Kubusia, który po Bangarang sprawiał wrażenie, że będzie odgrywał istotniejszą rolę. Mimo tego, jest całkiem dobrze. Po cichu liczę, że Kuba wróci jeszcze do Nibylandii, nieśmiało mam również nadzieję na kontynuację Dreszcza, a zwłaszcza Krzyża Południa. No i na koniec jeszcze jedno pytanie do znawców tematu: które wydanie Piotrusia Pana kupić, żeby się nie naciąć na jakąś szczątkową wersję dla trzylatków?

17. Osobliwość - Dariusz Domagalski, Rebis 2015 (Kindle)

Podoba mi się seria Horyzonty Zdarzeń Rebisu - w zasadzie każdy przeczytany przeze mnie tom to ciekawe SF. Wiadomo, raz jest lepiej, a innym razem gorzej, ale żadna z powieści poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Tak jest i tym razem, gdzie dostałem przyjemną space operę (?). Otóż grupa śmiałków wyrusza w daleki kosmos celem zbadania nietypowego układu gwiazd pod kątem obecności w nim planet zdatnych do zamieszkania. Pojawiają się tajni agenci, istotną rolę odgrywa wątek kryminalny, a na koniec na pierwszy plan wychodzi warstwa mistyczna, której istnienie wcześniej było sygnalizowane w rozmowach prowadzonych przez bohaterów. Pisałem o tym wielokrotnie i powtórzę jeszcze raz: uwielbiam kosmiczną SF, nie przepadam natomiast za wprowadzaniem do niej czynnika boskiego. Tutaj jednak został on zaimplementowany w bardzo ciekawy sposób. Nie jest to może wybitna literatura, ale sprawia sporo frajdy przy czytaniu.

niedziela, 31 stycznia 2016

Przeczytane. Styczeń 2016

No to zaczynamy, już czwarty rok z rzędu, zabawę czytelniczą. Jak zapowiadałem w podsumowaniu ubiegłego roku, tym razem notki będę publikował raz na miesiąc - częściej nie ma sensu, ponieważ tempo czytania znacznie mi spadło, a poza tym z czasem ostatnio bywa u mnie różnie. Styczeń to dziewięć przeczytanych książek, choć liczba ta jest nieco oszukana, ale o tym będzie można przeczytać poniżej. Większość z nich trafiła do mnie w wersji elektronicznej - mieszkanie z gumy nie jest, powierzchnie płaskie z uwagi na potomka raczej uprzątnięte z przeszkód terenowych, więc na kolejne tony papieru miejsca brak. A ponieważ staram się skupić (przynajmniej od pozycji numer 5) na książkach, które można nominować do Nagrody Zajdla, to i zeszłoroczna polska fantastyka dominuje na styczniowej liście. Na szczęście rodzimi wydawcy coraz liczniej przekonują się do formatów .mobi czy .epub, przez co jestem w stanie nie narażać się Żonie. No i plecak jest lżejszy, kiedy zabieram ze sobą kilka tytułów. Zapraszam do lektury.

1. Pierwszy rok życia dziecka - Heidi Murkoff, Sharon Mazel, Rebis 2014

To jest właśnie to oszustwo, o którym wspomniałem we wstępie. Książkę tę zacząłem czytać jeszcze w październiku i bardzo chciałem zakończyć ją w 2015 roku. Niestety los sprawił, że lekturę ukończyłem w Nowy Rok, więc książka zalicza się już do tegorocznych. Jest ona kontynuacją poradnika W oczekiwaniu na dziecko i, jak można się domyślić, dokładnie opisuje pierwszy rok życia dziecka. Formę ma podobną do poprzedniej części: podane jest, czego można się w którym miesiącu spodziewać, przedstawione są w postaci pytań i odpowiedzi problemy, na które można się natknąć, będąc rodzicem, opisane są także sprawy mniej przyjemne, jak choroby i udzielanie pierwszej pomocy. Na pewno jest to skarbnica wiedzy dla świeżo upieczonych rodziców, choć trzeba mieć na względzie, że książka powstała już spory czas temu, przez co część informacji straciła na aktualności. Niestety powtarzają się też występujące w W oczekiwaniu na dziecko błędy językowe, ale mam wrażenie, że częstość ich pojawiania się zmalała.

2. Labirynt Śmierci. Część 2 - Artur Szyndler, Paladynat 2014

Sam nie wiem, skąd u mnie takie pokłady masochizmu, ale sięgnąłem na półkę po drugą część pierwszego tomu (tak, wiem, jak głupio to brzmi) Sagi o Katanie. Prawdopodobnie chciałem mieć to już za sobą. W zasadzie wszystkie uwagi, jakie miałem do pierwszej części, mogę powtórzyć tutaj. Jest to książka głupia, z denną fabułą, której należy unikać, jak ognia. No bo grupa paladynów podróżująca na latającym łóżku i określana mianem "obrońców mebla" nie może być brana poważnie. Odniosłem też wrażenie, że autor w ferworze walki z mnogością bohaterów zapomina o niektórych z nich, na przykład o tytułowym Katanie, który przez większą część powieści ani raz nie pojawia się na jej kartach. Ale po co ja w ogóle o tym piszę? Zakopać, zaorać, zalać betonem, powtarzać do uzyskania pożądanych rezultatów.

3. Pozostawieni - Tom Perrotta, Znak 2014 (Kindle)

Najpierw obejrzałem dwa sezony serialu. W oczekiwaniu na trzeci sięgnąłem po literacki pierwowzór i, co zdarza mi się bardzo rzadko, stwierdziłem, że jednak produkcja HBO stoi na wyższym poziomie niż powieść Perrotty. Seria wiele wątków rozwija, sporo dodaje, a gdzieniegdzie zmienia fabułę tak, że staje się ona ciekawsza. Podstawowy koncept jest jednak w obu wersjach taki sam: oto z Ziemi znika nagle 2% populacji, nie wiadomo, co tak naprawdę się stało, nie znamy też przyczyn zjawiska. Ważne staje się pokazanie, jak ludzie radzą sobie w takiej nietypowej sytuacji. I to autorowi udało się całkiem dobrze. Ciekawie wykreowani zostali bohaterowie, a ich reakcje na wydarzenia są wiarygodne. Co mnie zaskoczyło po obejrzeniu serialu, to brak jakichkolwiek motywów fantastycznych, poza oczywiście samym zniknięciem. Nie była to jednak wciągająca lektura. Fabularnie jest ona co najwyżej przeciętna, do tego język, jakim jest napisana okazał się trochę męczący. Szkoda. Pozostaje czekać na to, co zaprezentuje w tym roku telewizja.

4. Mołdawianie w kosmos nie lietajut biez wina - Judyta Sierakowska, Bezdroża 2014

Oto przykład, jak można sprzedać książkę nadając jej odpowiedni tytuł. Najpierw kupiłem ją w formie e-booka. Potem stwierdziłem, że za dużo tam zdjęć i trzeba mieć to w wersji z martwego drzewa. No i zabrałem się za lekturę tuż po tym, jak okazało się, że jeden z artykułów w miesięczniku Poznaj Świat stanowi fragmenty tej książki. Może nie jest to książka napisana w wybitnie porywający sposób. Autorce ewidentnie brakuje gawędziarskich zdolności Wojciecha Cejrowskiego czy Tomka Michniewicza, ale mimo wszystko potrafi ona w miarę ciekawie przedstawić życie ludzi w najbiedniejszym zakątku najbiedniejszego kraju Europy, czyli w Gagauzji. Swój rozdział dostaje też mołdawski skansen komunizmu, jakim jest Naddniestrze. Ogólnie, rzecz jest ciekawa głównie z tego względu, że mówi o miejscu, do którego nikt się nie zapuszcza, bo nic tam nie ma. Oprócz wina i mocniejszych trunków naturalnie.

5. Otchłań - Robert J. Szmidt, Insignis 2015 (Kindle)

Wyścig z czasem czas zacząć. Do piętnastego czerwca mam do przeczytania jakieś czterdzieści książek reprezentujących polską fantastykę A.D. 2015 i to jest pierwsza z nich. Powieść ta osadzona jest w stworzonym przez Dimitrija Głuchowskiego Uniwersum Metro 2033, a jej akcja została umieszczona we Wrocławiu. Co ciekawe, druga polska przedstawicielka w tej serii również toczy się w mieście, gdzie metra nie wybudowano. Szmidt postanowił umieścić wobec tego akcję we wrocławskich kanałach. Nastrój, jaki udało się autorowi wytworzyć, bije na głowę to, co do tej pory udało mi się w cyklu Metro 2033 przeczytać (jak można sprawdzić w starszych notkach, nie cenię zbytnio prozy Głuchowskiego). Widać, że Szmidt bardzo dobrze się czuje w postapokalipsie i powierzenie mu napisania takiej powieści było bardzo dobrym posunięciem Insignisu. Mimo że fabuła wydaje się dość prosta - bohater wyrusza z misją, jest parę zwrotów akcji, po czym dociera do celu - powieść mocno wciąga. No i autor zakończeniem zostawił sobie otwartą furtkę do napisania kontynuacji, na którą z niecierpliwością czekam.

6. Legendy polskie - antologia, Allegro 2015 (Kindle)

Gdyby nie baczko, nigdy nie dowiedziałbym się o tej antologii polskich opowiadań. Plułbym sobie w brodę, bo nazwiska, jakie udało się Allegro zakontraktować, sprawiają, że oczekuje się bardzo wysokiego poziomu literackiego: mamy tu Elżbietę Cherezińską, Rafała Kosika, Jakuba Małeckiego, Łukasza Orbitowskiego, Radka Raka i Roberta M. Wegnera. W zasadzie brakuje tylko Ani Brzezińskiej. A to wszystko do ściągnięcia za darmo. Niestety wyszła tutaj smutna prawda, że za rzeczy porządne trzeba zapłacić. Nie chodzi o to, że zebrane tu opowiadania są słabe, bo są całkiem niezłe, ale poziomem odstają od tego, do czego wymienieni autorzy zdążyli mnie przyzwyczaić. W zasadzie tylko Radek Rak w pełni mnie usatysfakcjonował swoim spojrzeniem na legendę o kwiecie paproci. Bo trzeba wspomnieć, że każdy z tekstów stanowi nawiązanie do jakiejś znanej polskiej legendy, na przykład o Giewoncie i uśpionych rycerzach albo o smoku wawelskim. Największymi rozczarowaniami były opowiadania Wegnera i Orbitowskiego, którzy kompletnie nie trafili w mój gust. O ile w przypadku tego drugiego to zawsze jest dla mnie "na dwoje babka wróżyła", to do tej pory nigdy nie trafiłem na słabszy tekst Wegnera. Cóż, zawsze musi być ten pierwszy raz.

7. Gamedec. Obrazki z Imperium. Część 1 - Marcin Przybyłek, Rebis 2015 (Kindle)

Kolejny Gamedec, tym razem w pełni posthumanistyczny, i kolejna wojna z najeźdźcami z kosmosu. Długa to była lektura, w której przez większość czasu nic się nie dzieje, a fabuła nabiera tempa dopiero po jednej trzeciej książki. Cały czas miałem wrażenie, że powieść jest przegadana i odchudzenie jej o jakieś 150-200 stron w niczym by jej nie zaszkodziło. Do tego w siódmym już tomie o przygodach Torkila Aymore'a zaczął mnie irytować seksizm głównego bohatera. Znowu wychodzi ze mnie maruda, a tak naprawdę nie była to nieprzyjemna lektura. Ogólne wrażenia mam pozytywne, a gdyby Przybyłek unikał tego, o czym tu napisałem, stałby się jednym z moich ulubionych pisarzy, bo i świat udało mi się wykreować ciekawy, i rozwiązania fabularne stosuje interesujące.

8. Żar tajemnicy - Rafał Dębski, Drageus 2015 (Kindle)

Drugi tom cyklu SF Rubieże Imperium. Sprawy, wokół których kręciła się poprzednia część, tutaj zostały zepchnięte na margines, a główna oś fabuły skupia się na walce z piratami. Na szczęście Dębski postanowił rozwinąć tło świata przedstawionego i zaprezentował rozgrywki na wysokich szczeblach władzy, które dodają smaczku opisywanym wydarzeniom i sprawiają, że udało się uzyskać powieść nieco lepszą niż Kraniec nadziei, choć nadal nie wybija się ona poza przeciętność. Tutaj, odwrotnie niż w przypadku Gamedeca mam wrażenie, że przydałoby się książkę nieco utuczyć - dodać jej trochę stron, bo w obecnej formie kończy się zbyt szybko.

9. CK Monogatari - Artur Laisen, Genius Creations 2015 (Kindle)

Sięgnąłem po to, bo trafiłem gdzieś na pozytywną recenzję (chyba w NF) i po raz kolejny przekonałem się, że nie ma co wierzyć recenzentom (a jednak ciągle daję się nabrać ich słowom). O ile pomysł rozgrywek wewnątrzkorporacyjnych przypadł mi do gustu, podobnie jak umieszczenie akcji w Kielcach i dodanie do nich japońskiej kultury i wierzeń, to sama powieść nudna się zrobiła już w połowie. Pościg głównego bohatera za antagonistą najzwyczajniej w świecie mnie wynudził, jak mało co. Do tego dołożyły swoje trzy grosze drętwe i bardzo nieprawdopodobne dialogi i parę błędów językowych; po prostu nie mogło z tego wyjść nic dobrego. Szkoda, bo powieść ma potencjał, dlatego też dam Laisenowi jeszcze jedną szansę.

czwartek, 31 grudnia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #51 i 52

Ostatnia notka w tym roku. W ostatnich dwóch tygodniach przeczytałem pięć książek. Bardzo usilnie starałem się też ukończyć Pierwszy rok życia dziecka, ale zabrakło mi jednego dnia - myślę, że do jutra uda mi się przeczytać tę książkę, przy której siedzę od października. Rozpoczętą mam też Chatkę Puchatka, ale muszę ją odłożyć do momentu, kiedy Junior będzie w stanie nie płakać, jak mu się czyta.

122. Wróżenie z wnętrzności - Wit Szostak, Powergraph 2015

Szostak chyba definitywnie porzucił fantastykę i ugrzązł w mainstreamie. Tym razem stworzył ciekawy monolog człowieka zamkniętego we własnej głowie, opisującego otaczającą go rzeczywistość. Ta zaś sprowadza się do jego brata i bratowej opiekujących się nim i zamieszkujących stację kolejową gdzieś na odludziu. Szostak skupia się na wzajemnym oddziaływaniu bohaterów na siebie i świat dookoła nich. A ten jest bardzo oniryczny. Wprawdzie nie ma tu nic fantastycznego, ale sposób pokazania go przypominał mi Szostakowe Chochoły. Interesująca pozycja.

123. Dopóki nie zgasną gwiazdy - Piotr Patykiewicz, SQN 2015 (Kindle)

Przeczytałem wcześniej w FWS opowiadanie, którego akcja rozgrywa się w świecie Dopóki nie zgasną gwiazdy. Ponieważ koncepcja wykreowanych realiów wydała mi się interesująca, sięgnąłem po powieść Patykiewicza. Dostałem ciekawą i nietypową postapokalipsę, gdzie Ziemię spotkała kolejna epoka lodowcowa będąca następstwem strącenia Lucyfera na ziemię. Ludzkość chroni się w wysokich górach, gdzie potęga Złego jeszcze nie sięga, ale wydaje się, że nic nie uchroni niedobitków przed zagładą. Najsłabszym elementem powieści jest fabuła - o questowym charakterze, służąca chyba jedynie prezentacji świata przedstawionego. Bohater idzie tam, gdzie go pokierują, czasem z przyczyn od siebie niezależnych musi gdzieś zostać na dłużej. Nic szczególnego, ale poszczególne elementy świata są przedstawione w sposób interesujący. A prawdopodobne wyjaśnienie, czym jest strącony upadły anioł może zaskoczyć. Ponieważ Patykiewicz zostawił otwartą furtkę dla kontynuacji, z niecierpliwością będę czekał na dalszy ciąg tej opowieści.

124. Zbrojni - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Straż miejska Ankh-Morpork wraca w całej okazałości w postaci kryminału na wesoło. Miastem wstrząsa seria morderstw i, choć niektórzy chcieliby patrzeć w całkiem innym kierunku, znajduje się ktoś, kto posiada wystarczającą odrobinę przyzwoitości, żeby sprawie się dokładniej przyjrzeć. Bohaterowie bawią równie mocno jak do tej pory, a i do fabuły ciężko mieć jakieś większe zastrzeżenia. Może tylko tyle, że znów na siłę wprowadza się magów z Niewidocznego Uniwersytetu i Bibliotekarza - bez nich powieść nie straciłaby na atrakcyjności. Powoli utwierdzam się w przekonaniu, że jedynym protagonistą Świata Dysku, którego nie jestem w stanie polubić i który działa mi na nerwy jest Rincewind. Pozostałym bardzo mocno kibicuję.

125. Gamedec. Zabaweczki. Sztorm - Marcin Przybyłek, SuperNOWA 2010

Ostatnia pożyczona od kolegi część przygód gierczanego detektywa, który już właściwie przestał być gamedekiem, a stał się żołnierzem-nadczłowiekiem na usługach korporacji. Początek nudny jak flaki z olejem do tego stopnia, że miałem ochotę rzucić książkę w kąt; i pewnie by tak było, gdyby nie to, że nigdy tak nie robię. Czytałem więc dalej i gdzieś od dwusetnej strony zaczęło się robić ciekawie, kiedy poszczególne wątki zaczęły się ze sobą łączyć. Na pewno nie powinno się mieć za długiej przerwy pomiędzy lekturą Błysków a Sztormem, gdyż obie te książki powinny być zbite w jedną całość, ale wydawca chciał dwukrotnie wydoić pieniądze od czytelnika (albo uniknąć wydawania 900-stronicowej knigi). W każdym razie Zabaweczki sprawnie łączą pierwsze dwa tomy Gamedeca z Czasem silnych istot - teraz rozumiem, jak dużym błędem było sięganie po wydaną przez Fabrykę Słów część przygód Torkila zanim zapoznałem się ze starszymi książkami.

126. Elfryda - Antoni Lange, BookRage 2014 (Kindle)

Coś krótkiego na koniec roku. Muszę przyznać, że spodziewałem się zupełnie innej literatury. Antoni Lange znany jest mi jako autor fantastyki z lamusa i właśnie tego typu utworów oczekiwałem od tego zbioru opowiadań, a dostałem garść krótkich opowieści obyczajowych, skupiających się na relacjach międzyludzkich, w większości przypadków romantycznych kontaktach damsko-męskich. Jeśli miałbym krótko je scharakteryzować, to są one doskonale nijakie. Nie są złe, czy nieładnie napisane (choć trącą myszką), ale nie sądzę, żeby pozostały mi w pamięci do Święta Trzech Króli 2016 roku. Na pewno moja świadomość literacka nie zubożałaby, gdybym Elfrydy nie przeczytał, ale nie czuję się jakoś szczególnie zdruzgotany tym, że poświęciłem na lekturę cały jeden dzień.

Podsumowanie roku

Cel na rok 2015 był ambitny: przeczytać 150 książek. Mniej więcej do sierpnia szło mi bardzo dobrze, później tempo spadło, osiągając stały pułap 2/3 dotychczasowej liczby przeczytanych książek. Przez ostatnie miesiące nie udawało mi się przekroczyć dziesięciu książek na miesiąc, co jest oczywiście związane z narodzinami potomka. Z tego też powodu osiągnąłem najsłabszy wynik od trzech lat, zmykając rok ze 126 książkami na koncie. W skali kraju jest to wynik bardzo dobry, ale mam wrażenie, że w przyszłym roku przekroczenie bariery stu pozycji może się okazać problematyczne, jeśli nie niewykonalne.

Statystycznie tradycyjnie najwięcej przeczytałem fantastyki - 97 książek (w tym 78 polskiej i 19 zagranicznej) - dalej następuje przepaść, a potem w kolejce jest mainstream (10 książek), literatura podróżnicza (tylko 5 - spodziewałem się więcej) i dramaty (4 sztuki z Wolnych Lektur).

Wydawnictwem, po którego produkty najczęściej sięgałem była Fabryka Słów (15 książek - widać, kto wydaje najwięcej polskich autorów fantastycznych), a zaraz za nią podążała NOWA/SuperNOWA (12, głównie dzięki Gamedecowi Przybyłka i Sadze o Czarokrążcy Baniewicza). Na kolejnych miejscach uplasowali się: Prószyński i S-ka (8 - Świat Dysku się kłania), Bookrage, Solaris (po 7) i Wolne Lektury (6).

Nadal niewielki jest udział żeńskich autorek w czytanych przeze mnie książkach. Niestety panie nie zaczynają pisać fantastyki, a te, które są na rynku, zdołały się okopać i swoich pozycji raczej nie oddadzą nowicjuszkom. Szkoda, bo w znacznej części przypadków kobieca fantastyka jest interesująca. Zauważyłem natomiast, że panie coraz częściej są autorkami książek podróżniczych, których w roku 2016 planuję przeczytać nieco więcej niż w mijającym.

Rywalizacja papier vs ebook zakończyła się zwycięstwem tego drugiego 74:52, co daje większą przewagę niż w 2014 roku. Co ciekawe, wyjazdów w tym roku miałem mniej, więc ciężko mi tę dysproporcję wyjaśnić, gdyż starałem się czytać naprzemiennie - raz papier, raz ebook. Z tego pierwszego rezygnowałem tylko, będąc w podróży.

Na koniec jeszcze mała statystyka odnoście autorów. Najczęściej sięgałem po Pratchetta (8 tomów Świata Dysku), a dalej znajdują się Baniewicz, Białczyński, Przybyłek (po 4 książki - cykle pisali), Ćwiek, Gołkowski, Lewandowski, Pilipiuk i Shakespeare (po 3). W sumie przewinęło się przez moje ręce 87 autorów, nie licząc antologii, dla których mam przygotowaną oddzielną kategorię.

Co w 2016? Prawdopodobnie wrócę do pisania jednej notki miesięcznie. Brakuje mi już czasu na cotygodniową twórczość. Spróbuję też nadrobić lektury do Zajdla, co oznacza, że powinienem przestać czytać cokolwiek innego niż polska fantastyka A.D. 2015/2016, ale chyba tego nie uda się do końca zrealizować; w końcu podobne postanowienie mam co roku. Nie udało mi się wyrobić na polterświęta 2015, może więc w nadchodzącym roku uda mi się rozdać trochę niepotrzebnych i zajmujących zdecydowanie za dużo miejsca książek, filmów i gier.

Tradycyjnie też, na koniec garść podziękowań:
  • Dla Żony za, pomijając wszystko inne, bycie pierwszą czytelniczką bloga i regularne wprowadzanie poprawek, a także za regularne podrzucanie książek w pierwszym półroczu.
  • Dla stałych czytelników, którzy pozostawiają po sobie ślad: Asthariel, Aszhe, baczko, Clod, earl, Gosia, Ifryt, MEaDEA, Melanto, Vanth i zegarmistrz. Dzięki temu, że wiem, że mnie czytacie, pisanie o książkach ma jakikolwiek sens.
  • Dla Bartka Biedrzyckiego, który znalazł chwilę na skomentowanie moich wypocin na temat swojej książki. To naprawdę super sprawa wiedzieć, że autorzy reagują na opinie o swoich dziełach.

Do przeczytania w 2016.

piątek, 18 grudnia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #49 i 50

Notka zbiorcza z dwóch tygodni, bo w poprzednim zostałem mocno obłożony obowiązkami służbowymi w dodatku do tych domowych. Udało mi się przeczytać trzy książki, niestety nie zdążyłem z Wróżeniem z wnętrzności Szostaka, o której to powieści będzie za dwa tygodnie (w Wigilię notki nie zamierzam publikować).

119. Reputacja - Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Kolejny zbiór opowiadań Pilipiuka skupiający się na doktorze Skórzewskim i Robercie Stormie. Zawiera on pięć tekstów, z czego pierwszy to kolejne przygody doświadczonego lekarza, będące kontynuacją 2586 kroków, pozostałe zaś dotyczą niedostosowanego społecznie poszukiwacza staroci. Już kiedyś o tym wspominałem: Skórzewski jest moim ulubionym Pilipiukowym bohaterem, więc z wielką chęcią sięgam po utwory go dotyczące i tym razem również się nie zawiodłem. Nie jest to może bardzo skomplikowana historia, ale jest ona za to ciekawą i nastrojową opowieścią toczącą się w mroźnej Norwegii. W przypadku Storma mam mieszane uczucia. Nie przepadam za tym bohaterem - jest zbyt ciapowaty, żebym go mógł lubić, ale mam wrażenie, że przerysowanie pewnych jego cech jest intencjonalnym zabiegiem Pilipiuka. Same opowiadania opierają się na podobnym schemacie, gdzie jest do rozwiązania zagadka związana z tajemnicami przeszłości i bohater rzuca się do jej rozwikłania. Autor często sięga po historyczne ciekawostki, po raz kolejny wychodzi też jego zamiłowanie do archeologii, widać również tęsknotę za minionymi czasami zastąpionymi przez erę plastiku i tandety. Dostałem bardzo przyjemne czytadło z paroma interesującymi pomysłami fabularnymi.

120. Dookoła Nigdzie. Część 2 - Czesław Białczyński, Solaris 2015

Dokończyłem. I to w zasadzie tyle, więcej nie mam za bardzo ochoty się na temat tej książki wypowiadać. Nie podobało mi się. Zdarzyło mi się w życiu przeczytać dwa tomy Ducha Czasu Mirosława Jabłońskiego (o obu pisałem na tym blogu, niezbyt przychylnie) i tym razem miałem wrażenie, jakbym czytał coś w tym właśnie stylu, może z mniejszą ilością bełkotu. Chaotyczne poszukiwania Jedynego Pierścienia przez głównego bohatera znudziły mnie już na pierwszych stronach. Nie rozumiem, dlaczego taka powieść została wybrana do serii Archiwum Polskiej Fantastyki, z całą pewnością dałoby się znaleźć coś ciekawszego, a ja nie zmarnowałbym czasu na przebijanie się przez cztery tomy Wojen Haoltańskich.

121. Światy Dantego - Anna Kańtoch, Uroboros 2015 (Kindle)

Po traumie, jaką zaserwował mi Białczyński, przyszła pora na ucztę przygotowaną przez Anię Kańtoch. Po pierwsze, Ania nie pisze słabych opowiadań. Nie potrafi. Po drugie, teksty zebrane w tym zbiorze w większości były nominowane do Zajdli, można więc rzec, że są to najlepsze z najlepszych. Sporo z nich miałem już okazję kiedyś poznać (co nie zmienia faktu, że z przyjemnością zajrzałem do nich ponownie), ale niektóre jakoś mi w przeszłości umknęły. Taki los spotkał na przykład Światy Dantego, gdyż antologia Epidemie i zarazy, w której opowiadanie pierwotnie się znalazło, ominęła mnie w swoim czasie, a później miałem inne rzeczy do kupienia. Wracając zaś do tekstu: rację miał Kuba Ćwiek pisząc, że nikt nie miał wówczas szans na nagrodę, bo Ania zamiotła konkurencję. Genialnie wykreowany świat, wspaniałe rozwiązania fabularne i ciekawi bohaterowie. Cudo! Przy tych wszystkich perełkach można zaobserwować, jak na przestrzeni lat zmieniała się twórczość autorki. Przyznać muszę, że wcześniejsze teksty bardziej do mnie przemawiały, ale kolejne podejście do nowszych opowiadań sprawiło, że oceniam je lepiej niż za pierwszym razem (jak na przykład Miasteczko pierwotnie opublikowane w Science fiction po polsku). Warto wspomnieć, że Ania powraca po latach do swojego bohatera, jakim jest Domenic Jordan w napisanym specjalnie do tego zbioru opowiadaniu Portret rodziny w lustrze - bardzo dobrym kryminale z nutką nadnaturalnej tajemnicy. Dodam też, że każdy tekst opatrzył wstępem Kuba Ćwiek. Tam, gdzie mógł przedstawił kulisy powstawania utworu, w przypadku późniejszych opowiadań dzielił się refleksjami z lektury. Fajna rzecz - bardzo lubię takie relacje od kuchni. Tutaj, oprócz refleksji na temat samych tekstów, dają one możliwość poznania Ani Kańtoch. Z całego serca polecam.

piątek, 4 grudnia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #48

Tym razem tylko jedna pozycja, za to konkretna objętościowo, bo mowa o liczącym siedemset stron czwartym tomie Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Do tego mam rozgrzebane trzy książki, z czego dwie idą mi jak krew z nosa, ale postaram się je jeszcze w tym roku ukończyć.

118. Pamięć wszystkich słów - Robert M. Wegner, Powergraph 2015

Wegner pisze cegły. Publikuje je rzadko, przez co moja zawodna pamięć nie do końca kojarzy, na czym skończył poprzednio. Sprawy nie ułatwia fakt, że wydarzenia z Pamięci wszystkich słów są kontynuacją wątków wojownika pustyni Yatecha (głównego bohatera Południa z pierwszego tomu cyklu meekhańskiego) i złodzieja Altsina (znanego z Zachodu umieszczonego w drugiej części Opowieści...). Niestety Yatech zostaje tym razem zepchnięty na dalszy plan, przez większą część powieści pełni w zasadzie funkcję dekoracyjną, a jego miejsce zajmuje jego siostra, znana ze świetnego swoją drogą opowiadania Gdybym miała brata (z tomu Północ-Południe). Opowiedziana przez Wegnera historia jest ciekawa i wciągająca, choć można odnieść wrażenie, że prezentowana jest nieco ślamazarnie. Wszystko przez to, że autor sporo miejsca poświęca przedstawieniu wykreowanego przez siebie świata i realiów, w których osadza swoich bohaterów. Tym razem postanawia wrzucić w wir akcji także byty boskie, których knowania w istotny sposób oddziałują na świat śmiertelników. Zabieg ciekawy, jeszcze bardziej zbliżający prozę Wegnera do Malazańskiej Księgi Poległych Eriksona, choć narracja na boskim poziomie sprawiała wrażenie chaotycznej. Mimo że czwarty tom stoi na nieco niższym poziomie fabularnym niż Niebo ze stali czy opowiadania, nadal uważam, że Opowieści z meekhańskiego pogranicza to najlepsze, co obecnie powstaje w polskiej literaturze fantasy.

czwartek, 26 listopada 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #47

Tempo z ostatnich dni zostało utrzymane. Przeczytałem dwie książki dla siebie i trzecią dla Juniora. Teraz pora odłożyć na bok wszystko poza tegoroczną polską fantastyką, bo zrobiła mi się lista jakichś trzydziestu pozycji do przeczytania przed Zajdlowymi nominacjami i chciałbym się z nią w miarę szybko uporać, choć, jak znam życie, pewnie sięgnę po jakiegoś Pratchetta albo coś, co już zalega u mnie na Kindle'u. Że o literaturze podróżniczej nie wspomnę. Doba jest zdecydowanie za krótka.

115. Dookoła Nigdzie. Część 1 - Czesław Białczyński, Solaris 2015

Pierwsza część trzeciego tomu cyklu Wojny Haoltańskie publikowanego w serii Archiwum Polskiej Fantastyki przez Solaris. Wbrew nazwie nie jest to żaden staroć, a tegoroczna premiera, którą Wojtek Sedeńko postanowił uraczyć czytelników. Prawdę mówiąc, nie wiem, co stało za wyborem tych powieści Białczyńskiego: nie są one ani oryginalne, ani szczególnie porywające. Dookoła Nigdzie miałem ochotę rzucić w kąt już po pierwszych zdaniach, ale zadziałała ta dziwna cecha, która nie pozwala mi odejść od rozpoczętej książki. W dalszej części utworu pojawiają się intrygujące momenty, ciekawe są nawiązania do innych dzieł literatury fantastycznej ze szczególnym uwzględnieniem Władcy Pierścieni, ale to zdecydowanie za mało, aby uznać lekturę za choćby częściowo satysfakcjonującą. Bo nie dość, że fabularnie jest mocno przeciętnie, to jeszcze narrację cechuje ogromne wodolejstwo, które skutecznie obrzydzało mi lekturę. Na szczęście został jeszcze tylko jeden tom do końca (kupiłem oba na raz, więc przeczytam).

116. Kolce w kwiatach - Andrzej W. Sawicki, RW2010 2012 (Kindle)

Gdzieś, kiedyś przy przeglądaniu internetu znalazłem informację o zbiorze opowiadań rozgrywających się w świecie Nadziei czerwonej jak śnieg. Ponieważ koncepcja X-Menów w czasie powstania styczniowego bardzo do mnie przemawia, nie zastanawiałem się długo nad jego zakupem (w ten oto sposób opóźniam poznawanie polskiej fantastyki A.D. 2015). W skład zbioru wchodzi pięć opowiadań, przy czym dwa z nich znałem wcześniej z łamów SFFiH; można więc powiedzieć, że zapłaciłem pełną cenę za 60% zawartości. Nie były to jednak pieniądze wyrzucone w błoto. Po pierwsze chętnie sobie przypomniałem, o co w tych tekstach chodziło, po drugie lektura była bardzo przyjemna, a po trzecie e-book był dość tani. Zebrane teksty w interesujący sposób przybliżają świat opisany w wydanej przez Runę powieści Sawickiego, mówią trochę więcej o jej bohaterach (zwłaszcza Jak wiatr na stepie ukazujące początki kariery jednej z głównych postaci Nadziei...) i wyjaśniają, przynajmniej częściowo, skąd wzięły się mutacje. Bardzo bym chciał, żeby autor pozwolił mi jeszcze raz zanurzyć się w wykreowanym przez siebie świecie i wydał wreszcie kolejny tom swojej powieści.

117. Kubuś Puchatek - Alan Alexander Milne, Nasza Księgarnia 2012

Klasyka. Genialna klasyka. Kubusia Puchatka zna każdy, więc przybliżać go bardziej nie ma sensu. Czytałem go wcześniej dwa razy we wczesnej podstawówce; teraz sięgnąłem po niego, żeby Syn od małego miał kontakt z arcydziełami literatury światowej. Mam wrażenie, że, choć od ostatniego mojego kontaktu z literacką wersją Misia o Bardzo Małym Rozumku minęło już ćwierć wieku, bawi mnie on bardziej niż kiedy byłem dzieckiem. Teraz pora na Chatkę Puchatka, której epizody znam tylko z wersji Disneya. Byłbym też wdzięczny za polecanki w kwestii literatury dziecięcej. Na razie na liście mam Filemona i Baltazara Gąbkę.

czwartek, 19 listopada 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #46

Mam wrażenie, że teraz dwie średniej długości książki przeczytane w tydzień staną się normą, choć wróciłem do pracy, a z tym wiąże się trochę wolnego czasu w przerwach, więc może nie będzie tak źle. W każdym razie: udało mi się skończyć dwie luźne lektury, zacząłem też czytać dziecku (niech ma od początku kontakt z solidną literaturą) - przy sprzyjających wiatrach w przyszłym tygodniu pojawi się refleksja na temat Kubusia Puchatka. Zapraszam.

113. Kłamca. Papież sztuk - Jakub Ćwiek, SQN 2015

Trochę się bałem po ostatnich tomach Kłamcy, że Ćwiekowi nie uda się już nic dobrego z tego bohatera wycisnąć. Z radością mogę jednak stwierdzić, że wielce się myliłem. Kuba niejeden raz udowodnił, że świetnie operuje popkulturowymi kliszami, teraz także pokazał na co go stać. Po raz kolejny pakuje Lokiego w kłopoty związane z działalnością innych bóstw; tym razem jednak boskość przeciwnika kreuje telewizja (do czego walnie przyczynia się protagonista). Świetnie udało się ukazać, jak w świecie, gdzie religia spychana jest coraz bardziej na margines, ludzie tworzą sobie nowych bożków pochodzących z ekranów telewizorów. Ciekawym zabiegiem jest danie w paru momentach czytelnikowi opcji wyboru, jak ma dalej potoczyć się fabuła; wprawdzie odgałęzienia fabularne są krótkotrwałe, ale jest to coś, co nieczęsto trafia się w literaturze. Do tego wspomnieć należy interesujący pomysł z czasową zmianą medium z powieści na komiks. Choć fabuła na kolana nie powala, to jednak sama książka zawiera sporo fajnych patentów. No i świetnie się ją czyta. Brawo!

114. Panowie i damy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Listopadowa porcja Pratchetta to kolejna część przygód trzech czarownic z Lancre. Tym razem autor postanowił pobawić się Snem nocy letniej Szekspira i po raz kolejny sobie z tym bardzo dobrze poradził. Humor sytuacyjny oparty na komizmie postaci jest bardzo umiejętnie stosowany i nie męczy nachalnością. Fabularnie też jest nieźle: umieszczenie elfów w roli tych złych, pokazanie ludzkiej twarzy babci Weatherwax (mimo okropnego charakteru nie da się jej nie lubić) i rzucenie odrobiny światła na jej historię są ogromnymi zaletami tej powieści. Miałem wprawdzie ponarzekać na to, że pojawienie się magów z Niewidocznego Uniwersytetu po raz kolejny służy jedynie uzasadnieniu obecności Bibliotekarza na kartach utworu, ale ostatecznie okazało się, że bez nich Panowie i damy nie mieliby takiego wydźwięku, jaki mają. Po raz kolejny w tym tygodniu: brawo!

piątek, 13 listopada 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #45

Listopad mija, a ja czytam sobie bardzo powoli, bo czasu mało. Dwie książki w tym tygodniu.

111. Gamedec. Zabaweczki. Błyski - Marcin Przybyłek, SuperNOWA 2008

Pożyczyłem jakiś czas temu od kolegi i teraz dopiero udało mi się dokończyć. Chcę się zapoznać ze wszystkimi częściami Gamedeca zanim sięgnę po najnowszy dwutom. W końcu zaczyna mi się łączyć fabuła starszych tomów wydanych przez SuperNOWĄ z Czasem silnych istot. Powoli zarysowują się przemiany, jakie popychają świat od cyberpunkowego w stronę posthumanizmu. Wszystko zdaje się iść w ciekawym kierunku, Przybyłek bardzo dobrze prowadzi fabułę, ale odniosłem wrażenie, że mimo pięciuset stron tekstu niewiele się w tej części powieści dzieje. Może wynika to z tego, że Torkil występuje tutaj w trzech osobach i każda zabiera mniej więcej tyle samo czasu antenowego, przez co nie udaje się im zbyt dużo zdziałać. Może druga część Zabaweczek będzie bardziej dynamiczna; rokowania są dobre.

112. Skald. Kowal słów. Tom 2 - Łukasz Malinowski, Erica 2015 (Kindle)

Wynudziłem się. Pierwszy tom Kowala słów dawał nadzieję na coś ciekawego, zostawiał bohaterów w interesującym położeniu, liczyłem więc na zajmującą opowieść. Dostałem za to nudną historię konfliktu rozstrzygniętego jedną bitwą. Pozytywną stroną tej powieści jest jedynie kreacja świata - Malinowski ciekawie przedstawia pogańską słowiańsko-nordycką Europę z jej brutalnymi zwyczajami. Poza tym słabym światełkiem w tunelu, lektura ostatniego Skalda była stratą czasu.

piątek, 6 listopada 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #44

Kolejny tydzień tego roku to tylko jedna przeczytana książka. Sprawy okołopotomkowe pochłaniają zdecydowaną większość mojego czasu, więc i czytać za bardzo nie ma kiedy, a dodatkowo niewielka ilość snu sprawia, że wcześniej niż dotychczas nie jestem w stanie skupić się na składaniu liter. Ale powoli przyzwyczajam się do nowej sytuacji życiowej, więc pewnie jeszcze trochę i mi się rytm dobowy jakoś unormuje.

110. Pomniejsze bóstwa - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

To był październikowy przydział Świata Dysku. I okazało się, że Pomniejsze bóstwa to jedna z lepszych części, jakie do tej pory przeczytałem. Nie zalicza się ona do żadnego z podcykli i podejmuje temat zorganizowanej religii, zahaczając też o kwestie filozofii. Wprawdzie tym razem Pratchett nie wywoływał za często uśmiechu na mojej twarzy, ale za to bardzo celnie punktował niedoskonałości systemów religijnych (głównie chrześcijaństwa, ale politeistyczne wierzenia również dostały własną szpilę). Filozofom też się obrywa jako tym, którzy w większości nie robią nic pożytecznego. Coś w tym Świecie Dysku jednak jest, że chce się go dalej czytać.

czwartek, 29 października 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #42 i 43

W zeszłym tygodniu notki nie było, gdyż byłem świeżo po zostaniu ojcem. Z tej też przyczyny udało mi się przeczytać zaledwie dwie niezbyt długie lektury.

108. Kraniec nadziei - Rafał Dębski, Drageus 2015 (Kindle)

Czyżby military SF stawało się popularne wśród nadwiślańskich autorów? Do tej pory miałem styczność z dwiema powieściami Dębskiego osadzonymi w przestrzeni kosmicznej i obie wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Sporo więc oczekiwałem po kolejnej fantastycznonaukowej powieści; niestety przytrafia jej się to, co często ma miejsce w przypadku pierwszych tomów cykli: do tego stopnia skupia się na wprowadzeniu w świat, że po przeczytaniu książki pozostało mi wrażenie, że nie za wiele się na jej kartach wydarzyło. Mamy wojnę pomiędzy dwoma kosmicznymi mocarstwami, załogi statków zostają wysłane w tajemniczy rejon kosmosu, dochodzi do jednego niezwykłego wydarzenia i na tym rzecz się kończy. Dalszy ciąg zapowiada się nieźle, ale trochę wody w Wiśle upłynie zanim po niego sięgnę. Na plus można Dębskiemu zaliczyć kreację bohaterów - członków załóg statków kosmicznych - za każdym razem są to ciekawe osobowości. Czekam na więcej, choć jestem trochę rozczarowany.

109. Stacja Nowy Świat - Bartek Biedrzycki, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Spodziewałem się kontynuacji Kompleksu 7215, a dostałem prequel. Dobre i to. Fabuła skupia się na konflikcie pomiędzy dwoma bojowo nastawionymi ugrupowaniami zamieszkującymi warszawskie metro i sięga wstecz aż do dni zagłady atomowej, kiedy to ludzie zaczęli chronić się pod ziemią. I choć fajnie jest poznać genezę postatomowych stołecznych tuneli, to akcja powieści niezbyt mnie porwała. Natomiast przy kolejnej z rzędu przeczytanej przeze mnie książce podobała mi się kreacja postaci, zarówno tych znanych z poprzedniej powieści Biedrzyckiego, jak i nowo wprowadzonych. Jest tu jeszcze spory potencjał do wykorzystania w kolejnych publikacjach. Na koniec autor umieścił jeszcze krótkie opowiadanie - nastrojowe i tajemnicze, ale z delikatnie rozczarowującym mnie zakończeniem.