środa, 10 grudnia 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #48 i 49

Z powodów osobistych tydzień temu notki nie napisałem, więc teraz będzie podwójna. Ponieważ sporo czasu ostatnio spędziłem za kierownicą, tempo czytania nieco spadło - tym razem jest to pięć niezbyt obszernych pozycji.

127. Człowiek z Wysokiego Zamku - Philip K. Dick, Rebis 2011

Zwyczajowa miesięczna porcja Dicka. Jest to interesująca wizja świata, w którym państwa Osi wygrały drugą wojnę światową i podzieliły między siebie pokonane Stany Zjednoczone. Główny wątek zaś toczy się wokół książki opisującej realia, gdzie Niemcy i Japonia poniosły porażkę. Jak w wielu utworach Dicka pojawia się też pytanie o rzeczywistość otaczającego świata. Sporo się po tej powieści spodziewałem (nagroda Hugo zawsze sprawia, że mam wysokie oczekiwania) i trochę się rozczarowałem. Moim zdaniem Dick za bardzo krąży wokół wspomnianej książki, za dużo tu wydarzeń, które niczego ciekawego nie wnoszą.

128. Egzorcyzmy Dory Wilk - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Jadowska się nie rozwija. Kolejny z seryjnie produkowanych przez nią tomów o Dorze Wilk nie przynosi niczego dobrego. Czołowa Mary Sue w polskiej fantastyce jeszcze raz irytuje swoją doskonałością; nawet z torturami radzi sobie bez większych problemów, choć autorka próbuje nieudolnie zasygnalizować, że zostawiły one na bohaterce pewną traumę. Z kolei główny czarny charakter, który jest przedstawiany jako ktoś, kogo boi się sam Baal, okazuje się być zwykłą popierdółką. Powieść jest niesatysfakcjonująca i zwyczajnie słaba. Na szczęście został jeszcze tylko jeden tom do przeczytania. Wiem, że mogę odpuścić i nie czytać dalej, ale sporo już w Jadowską zainwestowałem i chciałbym wiedzieć, jak zakończy cykl.

129. Hamlet - William Shakespeare, Wolne Lektury 2008 (Kindle)

Kolejne rozczarowanie w tym miesiącu. Mimo że jest to dramat bardzo dobry językowo ze sprawnie poprowadzonym wątkiem zemsty, to jednak lektura pozostawiła u mnie niedosyt. Odniosłem wrażenie, że Hamlet jest tekstem niedopracowanym: zdarzało mi się gubić wątek, bo miałem wrażenie, że Szekspir czegoś nie dopisał. W liceum jednak podszedłem do tego chyba najbardziej znanego dzieła Anglika bardziej bezkrytycznie; tym razem średnio mi się podobało.

130. Przenicowany świat - Arkadij i Borys Strugaccy, Iskry 1987

W pierwszych trzech numerach Fantastyki opublikowano Żuka w mrowisku Strugackich, jednocześnie podając informację, że jest to kontynuacja Przenicowanego świata. Ominąłem więc te strony czasopisma, czekając na moment, w którym przeczytam pierwszą część. W końcu się udało i muszę przyznać, że sięgnięcie po pozycję braci było bardzo dobrym posunięciem (zwłaszcza po trzech poprzednich rozczarowaniach). Jest to opowieść o kontakcie z kosmitami na ich ojczystej planecie przedstawiona z obu perspektyw, pokazująca totalitarne rządy i opozycjonistów. Fabuła rozwija się ciekawie i potwornie wciąga, zakończenie zaś zaskoczyło mnie jak mało które. Zdecydowanie polecam.

131. Białe noce - Adam Przechrzta, Fabryka Słów 2010

Jakoś tak się złożyło, że przyjąłem dziwną kolejność czytania, bo po Chorągwi Michała Archanioła zabrałem się od razu po Demony Leningradu, a poźniej po pierwszą część Demonów wojny, pomijając po drodze Białe noce. Jak się okazało był to błąd, gdyż przeczytana właśnie powieść ociera się o postać głównego bohatera Demonów..., stąd wniosek: czytajcie cykle w kolejności wydawania poszczególnych tomów, bo w innym wypadku może wam coś umknąć. W każdym razie jest to bardzo przyjemna lektura - powieść kryminalno-sensacyjna, której akcja toczy się we współczesnej Rosji. Głównym mankamentem książki jest fakt, że sprawa rozwiązuje się niemalże sama. Poza tym - bohaterowie, ich działania, tajemnica majora Razumowskiego, wątek poszukiwań porwanej - wszystko gra. Przechrzta jest tym autorem, który jak do tej pory mnie nie zawodzi i mam nadzieję, że ten stan się utrzyma, kiedy sięgnę po drugą część Demonów wojny.

Podsumownie listopada

Miałem ambitny plan przeczytania piętnastu książek, niestety w drugiej połowie miesiąca spadło mi tempo i musiałem zadowolić się trzynastoma pozycjami. Dominowała fantastyka zagraniczna, było też trochę (choć nieco za mało) polskiej i literatury głównonurtowej. Mimo urlopu i sporej ilości wolnego czasu papierowe wersje książek nie uzyskały przewagi nad e-bookami. Jakościowo było raczej przeciętnie; nie trafiłem na wiele wybitnych książek, raczej też ominąłem gnioty. Co warto zauważyć, do końca listopada udało mi się przeczytać 128 książek, czyli dokładnie tyle, ile w całym zeszłym roku. Fajnie jest bić własne rekordy.

Książka miesiąca: Arthur C. Clarke - Odyseja kosmiczna
Rozczarowanie miesiąca: Aneta Jadowska - Egzorcyzmy Dory Wilk

środa, 26 listopada 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #47

Wróciłem do pracy i uaktywniłem czytnik, na którym ukończyłem tylko dwie książki. Zabrałem się też za papierowe wydanie Człowieka z Wysokiego Zamku Dicka (chwała Rebisowi za wydawanie jego dzieł), ale nie wyrobiłem się z nim w tym tygodniu. Ostatecznie więc jedna lektura to mainstream, druga zaś to polska fantastyka, którą ciągle czytam za wolno. To moja wina oczywiście, ale co zrobić, jak tyle ciekawych pozycji czeka na przeczytanie.

125. I żywy stąd nie wyjdzie nikt - antologia, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Antologie opowiadań Fabryki Słów czytam w zasadzie za każdym razem, kiedy się ukazują - zawsze dobrze sięgnąć po inne źródło krótkich form niż Nowa Fantastyka. Co teraz rzuciło mi się w oczy, to brak jakiegoś nazwiska, które mogłoby ten zbiór pociągnąć marketingowo. O większości autorów nie słyszałem lub też nie zapadli mi oni w pamięć; znanych jest mi tylko trzech twórców: Andrzej W. Sawicki, Marcin Pągowski i występujący pod pseudonimem Marcin Przybyłek. Pierwszy i trzeci stworzyli najlepsze teksty w antologii. Żegnaj, laleczko Sawickiego to historia Żydówki, która w czasie drugiej wojny światowej wchodzi w posiadanie nawiedzonej broni; ciekawy pomysł i świetnie poprowadzona fabuła. Opowiadanie Przybyłka (vel Martin Ann) jest z kolei najmniej fantastycznym utworem zbioru (fantastyka występuje w ilościach śladowych wyłącznie w tle). Porusza ono problem ludzi wracających do domu po zsyłce na roboty przymusowe, ich lęku przed niemożnością odnalezienia się w nowym powojennym świecie. Innym tekstem, który odebrałem bardzo pozytywnie jest Domknięcie Filipa Laskowskiego - interesująca i całkiem prawdopodobna wizja przyszłości będąca wariacją na temat stanu wojennego. W pozostałych siedmiu opowiadaniach można było znaleźć jakieś oryginalne pomysły i ogólnie oceniam je pozytywnie, ale raczej nie zapadną mi one na długo w pamięć.

126. Dama Kameliowa - Aleksander Dumas (syn), Wolne Lektury 2013 (Kindle)

Mainstreamowa literatura wyłowiona z Wolnych Lektur tylko dlatego, że tytuł mi się kiedyś obił o uszy i chciałem sprawdzić, czym to się je. No i w sumie to najlepsza jest przedmowa Dumasa, gdzie wyjaśnia, co chciał uzyskać i jakie problemy społeczne poruszyć. A sam dramat? Historia kurtyzany odnajdującej prawdziwą spełnioną miłość, czyli temat szokujący w czasach współczesnych autorowi (wspomina on o swoich bojach z paryską cenzurą). Fabuła jest bardzo sprawnie prowadzona, postacie zaś są żywe i dające się polubić. Trochę mi przyszło tylko ponarzekać na zakończenie, jednak nie na samą jego treść - bo tej nic zarzucić nie mogę - ale na sposób, w jaki akcja do niego prowadzi. Nie lubię takich rozwiązań: tworzymy fabułę, a tu nagle koniec.

środa, 19 listopada 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #46

Trzy książki tym razem i wszystkie na papierze. Kindle poszedł w tym tygodniu w zasadzie w odstawkę: urlop spędzany w domu sprawił, że chętniej sięgałem po martwe drzewo, a w warszawską delegację oprócz czytnika zabrałem również Endera na wygnaniu. PKP postanowiło dowieźć mnie w obie strony zgodnie z rozkładem jazdy, co wystarczyło na doczytanie powieści Carda do końca. No dobra, sporo czasu w pociągu zajęła mi też lektura Jeszcze nie skończyłem Thomasa Ligottiego z FWS 4/2014 - całkiem fajne opowiadanie (mikropowieść?) w niezłym numerze pisma.

122. Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Tom 3 i 4 - Jaroslav Hašek, Agora 2011

W drugiej (a właściwie trzeciej i czwartej) części swoich przygód dobry wojak Szwejk wyrusza na front wschodni, aby walczyć z carską Rosją. I opisowi tej właśnie podróży, urozmaiconej głupimi pomysłami tytułowego bohatera, poświęcone jest trzysta stron tej książki, której powstawanie zostało przerwane przez śmierć autora. Szwejk i jego otoczenie prezentuje wszystkie wady, jakie według autora nagromadziły się w armii austro-węgierskiej: zdegenerowani szeregowi żołnierze, głupi dowódcy, kapelani-pijacy. Problemem tej powieści jest to, że przez większość czasu nic się nie dzieje (poza perypetiami Szwejka na przełomie trzeciego i czwartego tomu) - żołnierze przemieszczają się z Węgier w stronę linii frontu i snują opowieści o pierdołach, w czym przoduje Szwejk, który co jakiś czas zrobi coś tak głupiego, że ręce opadają. I jak tu nie lubić tego idioty?

123. Miasto i gwiazdy - Arthur C. Clarke, Amber 1993

Tę książkę kupiłem, bo poprzedni właściciel mojej kolekcji Miesięcznika Fantastyka postanowił z części numerów powyrywać powieści w odcinkach i właśnie stron z Miastem i gwiazdami w moich egzemplarzach brakuje. Dostałem solidny kawał odległego (w czasie, bo rzecz dzieje się na Ziemi) SF, gdzie ocalała ludzkość żyje w dwóch odizolowanych od siebie miastach, a w tę zastaną sytuację wprowadzony zostaje dość sztampowa postać wybrańca, który ma odmienić losy świata. I choć wydawałoby się, że ten typ bohatera widziałem już miliony razy, całość pod względem fabularnym potrafiła mnie niejednokrotnie zaskoczyć; to właśnie zwroty akcji ratują tę powieść przed popadnięciem w przeciętność. Szkodzi jej natomiast dość płytkie poruszenie roli miłości w społeczeństwie.

124. Ender na wygnaniu - Orson Scott Card, Prószyński i S-ka 2013

Zabierałem się za tę powieść jako do zwieńczenia, a właściwie uzupełnienia Sagi Endera. I choć jest to całkiem niezła książka (nie umywająca się jednak do Gry Endera i Mówcy Umarłych) wypełniająca lukę między końcowymi rozdziałami pierwszego tomu cyklu, żałuję, że nie zabrałem się wcześniej za Enderowy spin-off, czyli Sagę Cienia, gdyż - z tego, co dowiedziałem się w posłowiu - Ender na wygnaniu wykorzystuje wiele wątków w niej zawartych i stanowi pomost pomiędzy tomami dotyczącymi Groszka a tymi o Enderze. Trochę kuleje tutaj konstrukcja powieści: najpierw autor poświęca sporo miejsca kolonizacji Szekspira (taka planeta, dla tych, co nie czytali), wprowadza pewne wątki, z najmocniej zaakcentowaną postacią Alessandry, które nagle porzuca, by przenieść Endera na inny świat do rozwiązania innego palącego problemu (wcześniej lekko zarysowanego). Ostatecznie pozostaje delikatny niedosyt, mimo że książkę połyka się w tempie ekspresowym (podobnie jak poprzednie części cyklu).

środa, 12 listopada 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #45

Znów przeczytałem cztery książki w ciągu tygodnia, choć może nie powalają one objętością, bo i Wojna świrów, i Dziejba leśna są krótkimi tekstami. Mimo urlopu i spędzania sporej ilości czasu w domu, tym razem również dominują e-booki; wychodzi na to, że kiedy mam sporo wolnego czasu, zajmuję się masą innych rzeczy, nie poświęcając zbyt wiele uwagi na czytanie.

118. Wojna świrów - Dawid Kain, Kazimierz Kyrcz jr, Studio Truso 2014 (Kindle)

Nieczęsto mam okazję sięgnąć po coś z gatunku bizarro fiction, ale pozytywna recenzja w NF zachęciła mnie do sprawdzenia, co tym razem napisał duet Kyrcz i Kain. No i trafiłem na przyzwoitą powieść, gdzie trup ściele się gęsto (choć nie tak gęsto, jak oczekuję po slasherze, a jako taki była ta książka zapowiadana). Do tego jest to przesycona czarnym humorem wariacja na temat superbohaterów, naszpikowana wulgarnością i obscenicznością. Wątek kryminalny sprowadza się do tego, że ktoś morduje, ale śledztwa w nim jak na lekarstwo. Autorzy skupili się raczej na wytworzeniu atmosfery strachu. Szkoda tylko, że dość szybko domyśliłem się, kto jest zabójcą. Czyżby moja intuicja była zbyt kobieca? No i plus za Kraków. Oprócz Wojny świrów w książce znajdują się też dwa opowiadania, solowe próby każdego z autorów: Ojciec roku Kyrcza i Opcja Kaina. Oba są mocno surrealistyczne, ale to ten pierwszy tekst zostawia lepsze wrażenie. Jest jakby bardziej przemyślany, a psychodeliczny nastrój mocniej zaznaczony.

119. Dziejba leśna - Bolesław Leśmian, Wolne Lektury 2011 (Kindle)

Wyłowiłem na Wolnych Lekturach, po tym, jak o istnieniu Leśmiana przypomniała mi publikacja Dziewczyny w Miesięczniku Fantastyka w 1984 roku. Okazało się, że nadal nie rozumiem poezji, jest ona dla mnie tworem obcym. Owszem, doceniam warstwę językową poszczególnych wierszy, ale nie mam pojęcia, co artysta chciał przekazać. Trochę erotyków, coś o śmierci, jakiś oniryzm. Kończący tomik utwór dramatyczny pt. Dziejba leśna czytało się natomiast całkiem nieźle, choć i tak poza rozważaniami na temat śmierci niczego nie potrafiłem się dopatrzeć. Potwierdziły się wspomnienia z liceum, że liryka to nie moja bajka.

120. Aposiopesis - Andrzej W. Sawicki, Rebis 2014 (Kindle)

Rozczarowanie. W sumie jak do tej pory nie trafiłem na jakąś wyjątkowo dobrą książkę Sawickiego (może z wyjątkiem Honoru Legionu), ale miałem wrażenie, że utrzymuje on przyzwoity poziom. Tutaj ciekawy jest w zasadzie tylko świat przedstawiony: Warszawa z czasów zaborów (druga połowa XIX wieku) w wersji steampunkowej prezentuje się solidnie, podobała mi się też koncepcja wieloświata, choć pozostała, mimo istotnej roli w fabule, trochę za mało wykorzystana. Fabularnie jest przeciętnie: morderstwo, którego sprawca dość szybko zostaje ujawniony, i dama w opałach, która świetnie sama sobie potrafi z kłopotami poradzić, ale za to jest niestabilna emocjonalnie (nie cierpię takich bohaterów). Przynajmniej osoba człowieka stojącego za wydarzeniami mnie zaskoczyła. Ciągle liczę na to, że Sawicki, zamiast rozpoczynania kolejnych projektów, weźmie się za kontynuację Nadziei czerwonej jak śnieg.

121. Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Tom 1 i 2 - Jaroslav Hašek, Agora 2011

Po powrocie z Pragi przypomniałem sobie, że nie tylko Kafkę można by w związku z Czechami przeczytać, tym bardziej, że cztery tomy Szwejka w dwóch woluminach kurzyły się na półce. Jest śmiesznie. Szwejk - degenerat i idiota - bawi, zwłaszcza w pierwszym tomie; jego perypetie czytałem z wielką przyjemnością. W drugiej części jest już nieco gorzej, by nie rzec, że po prostu nudno. Tam autor skupił się bardziej na krytyce c.k. monarchii z jej rozbudowaną biurokracją i wewnętrznymi podziałami narodowościowymi. Szwejk wygłasza coraz więcej obszernych wspominkowych wypowiedzi, przez co humoru, który był koniem pociągowym pierwszego tomu, jest zdecydowanie mniej.

środa, 5 listopada 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #44

Liczba przeczytanych w tym tygodniu książek jest całkiem niezła, choć trzy spośród nich miały poniżej trzystu stron, a czwartą miałem na tapecie przez prawie dwa tygodnie, więc jest to trochę oszukańczy wynik; w każdym razie z jakości lektur jestem usatysfakcjonowany. Fakt, że Odyseja kosmiczna jest niezłą cegłą, sprawił, że i tym razem wystąpiła dominacja Kindle'a. Zastanawiam się, czy Amazon przewidywał, że ktoś będzie tak bardzo molestował ich czytnik.

114. Dreszcz 2. Facet w czerni - Jakub Ćwiek, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Mimo że jest to słabsza książka od pierwszego tomu, i tak dostarczyła mi ona niezłej rozrywki. Humor ciągle utrzymuje się na typowym dla Ćwieka poziomie, ale najlepszy tekst udało się Kubie napisać, kiedy postanowił być poważny. Spellbound, bo o tym opowiadaniu mowa, wyróżnia się na tle innych utworów: poza wspomnianym już mniej zabawnym nastrojem, tytułowy Dreszcz występuje w nim wyłącznie jako tło. Pozostałe opowiadania dotyczą perypetii Rycha i stanowią fundament pod wydarzenia z planowanej trzeciej części: tu i ówdzie pojawiają się obdarzone nadnaturalnymi mocami czarne charaktery, ale na razie w niewielkim stopniu znaczą swoją obecność; jakby Ćwiek przygotowywał ich na coś spektakularnego w następnym tomie. Mam tylko nadzieję, że tym razem autor pokusi się o powieść zamiast zbioru opowiadań; wydaje mi się, że w długiej formie będzie mógł bardziej rozwinąć skrzydła.

115. Makbet - William Shakespeare, Wolne Lektury 2013 (Kindle)

Zanim sięgnąłem po Trzy wiedźmy Pratchetta, postanowiłem przypomnieć sobie trochę Szekspira, do którego twórca Świata Dysku w szóstym tomie cyklu postanowił nawiązać. Przy okazji, jest to chyba pierwsza książka, poza Władcą Pierścieni, Hobbitem i Silmarillionem, którą przeczytałem po raz drugi. No i nie zawiodłem się: okazało się, że dramaty Szekspira czytać warto: dobra fabuła (choć z przyczyn oczywistych nie jest rozbudowana tak, jak umożliwia to forma powieści) i niesamowity, mroczny nastrój sprawiają, że lektura jest przyjemnością. Zresztą, każdy kto skończył szkołę średnią i nie trafił na ten etap rozwoju oświaty, kiedy można zdać maturę nie przeczytawszy żadnej książki, wie, o co chodzi.

116. Odyseja kosmiczna - Arthur C. Clarke, vis-à-vis/Etiuda 2012

Rozkosz dla miłośników hard SF, gdzie najważniejsze są solidne podstawy naukowe dla prezentowanej prognozy przyszłości. A sięgnąłem po tę książkę, bo dawno temu Miesięcznik Fantastyka opublikował fragment 2001: Odysei kosmicznej, a szczątkami się nie zadowalam. A skoro Clarke kurzył się na półce i czekał na lepsze czasy, stwierdziłem, że właśnie one nadeszły. Warto było. Choć rzeczy toczą się raczej spokojnie, przedstawiona wizja eksploracji Układu Słonecznego jest porywająca. Co mi nie pasuje? Ostatnia część 2001: Odysei kosmicznej, która jest zbyt abstrakcyjna, i niespójne tłumaczenie (w 2001 jest Odkrywca, z którego w 2010 i późniejszych częściach robi się Discovery; w 2061 pojawiają się statki Galaktyka i Wszechświat, które w 3001 stają się odpowiednio Galaxy i Universe - wypadałoby to ujednolicić podczas redakcji). Szczególnie ciekawe są natomiast komentarze autora do 3001: Odysei kosmicznej, gdzie objaśnia naukowe podstawy do swojej wizji świata przedstawionego i pokazuje wpływ swojej twórczości na astronomię i astronautów.

117. Trzy wiedźmy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2011 (Kindle)

Miesięczny przydział Pratchetta zrealizowany. Tym razem udało się dorwać bardzo dobrą powieść, chyba najlepszą jak do tej pory część cyklu. Miałem okazję zapoznać się z teatralną wersją tego utworu (w roku 2001 wystawiali to żołnierze Valkirii, jeśli ktoś jeszcze pamięta ten serwis) i było całkiem fajne. Tym razem Pratchett zaserwował coś nowego - z poprzednich części znani są tylko babcia Weatherwax i Śmierć (choć mało go, jest jak zwykle świetny). Tytułowe trzy wiedźmy spisują się bardzo dobrze jako motor napędowy fabuły i źródło humoru, a liczne nawiązania do Szekspira dodają utworowi smaczku (choć prawdopodobnie jeszcze lepiej bym się bawił, gdyby twórczość dramatopisarza była mi bardziej znana).

Podsumowanie października

Październik to kolejny miesiąc, kiedy udało mi się osiągnąć liczbę co najmniej dziesięciu przeczytanych książek, co daje stuprocentową skuteczność w tej kwestii w tym roku. Wprawdzie wynik ten uzyskałem rzutem na taśmę, w ostatniej chwili kończąc dość krótkie książki, jakimi są Dreszcz 2 i Makbet, ale mimo wszystko jestem zadowolony. W końcu też, po dłuższej przerwie, trafiła mi się lektura napisana przez kobietę, choć to tylko dlatego, że Żona podsunęła mi Wojciechowską. Październik jest drugim z rzędu miesiącem, kiedy zaznaczyła się dość wyraźna przewaga książek w wersji elektronicznej (7:4 na korzyść Kindle'a), a przyczyną tego jest długa walka z Odyseją kosmiczną. Tak się złożyło, że zeszły miesiąc stał pod znakiem uznanych nazwisk; w zasadzie jedynym autorem, którego twórczość nie jest jakoś bardziej znana (przynajmniej w mojej ocenie), jest Michał Cholewa, który, mam nadzieję, wybije się na tyle, że uzyska wielotysięczne nakłady, bo jego SF stoi na bardzo wysokim poziomie. Co szczególnie mnie cieszy, przez cały miesiąc nie trafił się ani jeden literacki gniot, za to poznałem kilka bardzo dobrych książek.

Książka miesiąca: Stephen King - Zielona Mila
Rozczarowanie miesiąca: Terry Pratchett - Czarodzicielstwo

Niebawem kolejna dostawa książek na allegro.

środa, 29 października 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #43

Przydarzył mi się słabszy tydzień z tylko jedną przeczytaną książką. Mam co prawda rozgrzebaną Odyseję kosmiczną w wydaniu omnibusowym, ale trochę czasu zajmie mi przebicie się przez to, nawet nie z powodu objętości, ale raczej ze względu na to, że w domu mam nieco mniej czasu na czytanie (a staram się nie brać papierowych książek do pracy). W związku z tym zapraszam do przeczytania wyłącznie wrażeń z lektury Forty Michała Cholewy.

113. Forta - Michał Cholewa, Warbook 2014 (Kindle)

Miśkowi pisanie idzie coraz lepiej. Trzeci raz dostałem solidną porcję militarystycznego SF w jego wykonaniu, choć tym razem nie ma tu wielu starć pomiędzy oddziałami wojsk, bo i przeciwnik bohaterów jest inny (ale o nim sza! - nie lubimy spoilerów). Rzecz wciąga jak odkurzacz, Cholewie wielokrotnie udało się mnie zaskoczyć rozwiązaniami fabularnymi, z tomu na tom coraz lepiej wypada też kreacja bohaterów - tutaj szczególnie ciekawa jest postać Wierzbowskiego, który ze zwykłego wykonawcy rozkazów staje się dowódcą i przekonuje się, jak ciężki to kawałek chleba. Stylistycznie fajerwerków żadnych nie uświadczyłem, ale odniosłem wrażenie, że i pod tym względem autor się rozwinął. Liczę na więcej w kolejnych częściach; ciekawi mnie na ile tomów cykl został zaplanowany.

Parę książek na sprzedaż.

środa, 22 października 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #42

Udało mi się trochę przyśpieszyć czytanie i w efekcie moim łupem w tym tygodniu padły cztery lektury. Mimo to zaległości z bieżącymi premierami polskiej fantastyki robią się coraz większe - więcej czasu poświęcam bądź to na autorów zagranicznych, bądź też na starszą rodzimą literaturę fantastyczną.

109. Maszyna - Wiktor Żwikiewicz, Solaris 2014

Mój pierwszy kontakt z twórczością Żwikiewicza. Jest to zbiór opowiadań hard SF, w większości pochodzących z lat 70. ubiegłego stulecia. Z jednej strony była to przyjemna lektura - lubię tę odmianę fantastyki - z drugiej zaś często miałem poczucie zagubienia, nie bardzo wiedziałem, co się dzieje i o co chodzi w tekście. Może dlatego nasunęło mi się skojarzenie stylu autora z tym, jakim później zaczął się posługiwać Dukaj (choć jednak Żwikiewicz jest dużo bardziej przystępny). Nie ma tu jakichś wielkich fabuł; rzecz raczej skupia się na człowieku i jego reakcji na kontakt z nieznanym, czy to w postaci interakcji z obcymi istotami, czy też w starciu ze zdobyczami cywilizacyjnymi. Ogólnie jestem zadowolony, mimo że momentami lektura sprawiała mi trudność.

110. Pies i klecha. Żertwa i inne historie - Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk, Powergraph 2014 (Kindle)

Zbiór starszych opowiadań o dochodzeniach prowadzonych przez milicjanta i księdza u schyłku PRL-u. Jako kryminały, teksty mnie nie przekonują, bywają chaotyczne, a do rozwiązania spraw bohaterowie dochodzą nie dedukcją i zbieraniem dowodów, ale przez przypadek albo dzięki jakimś szczegółom z życiorysu. Odniosłem jednak wrażenie, że to nie warstwa kryminalna jest tutaj najważniejsza, ale stanowi ona jedynie podkład pod kreację bohaterów i ich wzajemne relacje, a ten element został zbudowany wybornie. Wszystkie teksty, poza dwoma, czytało mi się nieźle; pozostałe dwa to Żertwa, którą opuściłem, bo jest ona prologiem do niedawno przeczytanego Przeciwko wszystkim, więc nie chciałem marnować czasu na ponowną lekturę (ale wspomnienia związane z tym opowiadaniem mam raczej przyjemne), i Ogień i blask obracający się wokół motywu żar ptaka, który to utwór najzwyczajniej w świecie mnie znudził. Jakoś wspomniany ptaszek nie potrafi mnie sobą zainteresować już po raz któryś (dotyczący go Żar Anny Brzezińskiej jest jedną z trzech lektur, które znudziły mnie do tego stopnia, że zasnąłem).

111. Dzieci umysłu - Orson Scott Card, Prószyński i S-ka 2010 (Kindle)

Nie posłuchałem podszeptów kolegów i postanowiłem dalej brnąć w Endera. I całe szczęście, bo jest to bardzo przyzwoita książka, która, choć odstaje poziomem od Gry Endera i Mówcy Umarłych, jest bardzo dobrym zakończeniem sagi. W sumie największą wadą tej powieści jest mała ilość Endera i skupienie się na postaciach tytułowych dzieci umysłu (i wbrew pierwszemu skojarzeniu nie chodzi tutaj o zakon o tej samej nazwie). Podobały mi się zastosowane przez Carda rozwiązania fabularne - może tylko brakowało mi pociągnięcia wątku kolejnej napotkanej w kosmosie inteligentnej rasy. Bardzo po oczach bije kreacja Endera na Chrystusa-Boga oddającego życie za trzy rozumne gatunki i występującego w trzech osobach. Ciekawy zabieg fabularny.

112. Kobieta na krańcu świata - Martyna Wojciechowska, National Geographic 2009

Podrzucone przez Żonę. Jest to literacka wersja pierwszego sezonu programu emitowanego przez TVN prowadzonego przez Martynę Wojciechowską (wersji telewizyjnej nie znam), gdzie przedstawione zostają kobiety z ośmiu krajów, z trzech kontynentów. Czasem są to typowe przedstawicielki społeczeństw, jak wenezuelskie silikonowo-botoksowe modelki czy też panie żyjące w patriarchalnym świecie Zanzibaru lub Namibii, czasem zaś kobiety łamiące stereotyp opiekunki ogniska domowego: boliwijska wrestlerka, argentyńska gaucha albo kambodżańskie saperki (i już mam przed oczami łopatkę, chodzi o kobiety-saperów oczywiście). Wszystko przedstawione zostało w bardzo fajny sposób i ozdobione tonami zdjęć. Czasem tylko miałem wrażenie, że w niektórych reportażach za mało uwagi poświęca się ich bohaterkom - głównie chodzi o Boliwię, gdzie pisze się o tym, jaki to wrestling jest straszny, i o Kenię, gdzie uwaga skupia się na ratowaniu słoniątek. Jednak jest to interesująca prezentacja życia kobiet i roli słabszej płci na drugim końcu świata.

Ciągle pozbywam się makulatury. Do sprawdzenia tutaj.

środa, 15 października 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #41

Tempo w dalszym ciągu nie najlepsze: udało się przeczytać po jednej książce papierowej i elektronicznej. Ostatnio mam sporo roboty w związku z wypadkiem samochodowym, więc czasu na czytanie jest trochę mniej. Tym razem znów wziąłem na tapetę dwa uznane nazwiska ze światowej sceny fantastycznej, przy okazji zaniedbując bieżące zapoznawanie się z polskimi utworami, ale od przyszłego tygodnia powinienem zacząć nadrabiać zaległości.

107. Ubik - Philip K. Dick, Rebis 2012

Ponoć najlepsza książka Dicka mnie nie porwała do tego stopnia, co Blade Runner czy też Przez ciemne zwierciadło, choć uważam ją za kawał bardzo dobrej literatury. Są to typowe dla Dicka rozważania na temat rzeczywistości, próba odpowiedzi na pytanie, czym ona jest; odpowiedzi, której ostatecznie się nie doczekałem. Bardzo mi się spodobał surrealistyczny świat przedstawiony, potęgujący uczucie zagubienia głównego bohatera. Minusy? Sposób wprowadzenia do powieści jednej z bohaterek, Pat, sugeruje, że powinna ona odegrać większą rolę w fabule, a jest jej zdecydowanie za mało.

108. Czarodzicielstwo - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2011 (Kindle)

Duże rozczarowanie. Po bardzo dobrych dwóch poprzednich tomach, Pratchettowi nie udało się utrzymać osiągniętego w nich poziomu. Fabularnie jest tak sobie, a humor tylko czasami śmieszy. Wychodzi na to, że powieści poświęcone Rincewindowi, nie wychodzą autorowi najlepiej. Brakuje mi też nawiązań do poprzednich części: sporo mówi się o stosunku magów do kobiet, a nie ma ani słowa o jednej kobiecie, która już na Uniwersytecie studiuje (o czym można przeczytać w Równoumagicznieniu). Żeby nie było, że tylko narzekam: książka ma też trochę zalet: tradycyjnie są to postacie Śmierci i Bagażu (choć ten pierwszy występuje w ilościach homeopatycznych) i ciekawe przedstawienie pozostałych trzech Jeźdźców - ich rozmowy faktycznie bawiły.

Powoli wrzucam książki na allegro. Zapraszam.

środa, 8 października 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #40

Poprzednio pisałem notkę w pośpiechu i jakoś mi umknęło, że pękła setka przeczytanych w tym roku książek, niemal miesiąc wcześniej niż w roku ubiegłym. Październik zaczynam od głośnych nazwisk. Na pierwszy ogień poszli King z Bułyczowem, dalej będą Pratchett i Dick, a następnie w planach Żwikiewicz i Orbitowski z Urbaniukiem. Tempo mam wprawdzie nienajlepsze, bo w tym tygodniu udało mi się przeczytać raptem dwie niezbyt długie książki, ale mam nadzieję, że uda mi się złapać właściwy rytm. Rozkład Kindle-papier od pewnego czasu stał się w miarę równomierny (za wyjątkiem wyjazdów, gdzie zabieram wyłącznie czytnik). Jutro postaram się wrzucić trochę książek na allegro. Zapraszam do lektury.

105. Zielona Mila - Stephen King, Albatros 2012 (Kindle)

Kolejny e-book, który czekał na mnie od roku i za którego nie mogłem się zabrać. Podobała mi się ta mroczna i ciekawie napisana historia o człowieku skazanym w latach trzydziestych na krzesło elektryczne. Kingowi udało się oddać nastrój celi śmierci, świetnie też skonstruował postacie więźniów i strażników (zwłaszcza narratora, który opowiada o wydarzeniach z perspektywy kilkudziesiciu lat). Wszystko okraszone zostało subtelnym wątkiem fantastycznym. Autor stopniuje napięcie, często zaburzając chronologię wydarzeń: momentami aż chciało się krzyknąć "No, powiedz w końcu, co z tym dużym się stało!"

106. Osada - Kir Bułyczow, Współpraca 1989

No i znowu przychodzi mi się wstydzić. Twórczości Bułyczowa, który przecież należy do czołówki radzieckiej SF, do tej pory nie miałem w zasadzie okazji poznać (poza jednym tekstem, o czym za moment), a po tę jego książkę sięgnąłem tylko dlatego, że we wczesnych numerach Miesięcznika Fantastyka została opublikowana jego mikropowieść pt. Przełęcz, którą z przyjemnością przeczytałem. Kiedy dowiedziałem się, że istnieje jej kontynuacja, wyszperałem z kieszeni garść peelenów i dokonałem zakupu. W czytanym przeze mnie wydaniu zawarta była też wspomniana Przełęcz, którą sobie odświeżyłem. Co dostałem? Taki rodzaj science fiction, jakiego się już dzisiaj raczej nie uprawia. Statek kosmiczny rozbija się na obcej planecie i ludzie, którzy przetrwali zmuszeni zostają do życia w niezbyt gościnnych warunkach. Bułyczow rozważa, co może się stać ze społeczeństwem odciętym od dzisiejszych dobrodziejstw cywilizacyjnych i jak szybko zdegeneruje się ono do poziomu dzikusów. Bardzo fajna wizja, z którą warto się zapoznać.

środa, 1 października 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #38 i 39

Wracam po dłuższej nieobecności i tygodniowym urlopowaniu się w Pradze. W związku z wyjazdem w ruch poszedł czytnik i przeczytałem trzy e-booki, które kupiłem tuż po otrzymaniu Kindle'a, a do których przez rok miałem niezbyt po drodze.

99. Wyspa na prerii - Wojciech Cejrowski, Zysk i S-ka 2014

Kolejna książka Cejrowskiego podrzucona przez Żonę. Tym razem rzecz dotyczy nie amazońskiej dżungli, do której opisów WC zdążył przyzwyczaić, ale spokojnego zakątka gdzieś na krańcu świata w Arizonie. Jest to rewelacyjna opowieść o niespiesznym życiu na prerii, o radzeniu sobie z urokami tamtejszej przyrody, o nicnierobieniu i o tym, jak powinno być wszędzie. Cejrowski w typowym dla siebie gawędziarskim stylu roztacza obraz małego miasteczka, gdzie każdy zna każdego i gdzie lepiej nie otwierać ust, bo wiatr nawieje piachu między zęby. Uwielbiam sposób prowadzenia narracji przez pana Wojciecha; tym razem również się zachwyciłem.

100. Dom śmierci - Dean Koontz, Albatros 2013 (Kindle)

To jeden z tych e-booków, które zakupiłem przed wyjazdem do Japonii, ale na których przeczytanie do tej pory nie mogłem znaleźć czasu. W sumie jest to fajny horror, oparty na wybitnie klasycznym motywie nawiedzonego domu, ze sporą liczbą ciekawych bohaterów (tak na dobrą sprawę ciężko o którymkolwiek z nich powiedzieć, że jest normalnym przedstawicielem społeczeństwa, każdy jest w jakiś sposób odchylony). Akcja co chwilę przeskakuje od jednej postaci do następnej i przyznać trzeba, że autor umiejętnie buduje napięcie. Tym, co zawodzi w powieści, jest jej zakończenie - odniosłem wrażenie, że bohaterowie właściwie nie mają wpływu na jego kształt. Powieść tę nabyłem, żeby sprawdzić pióro Koontza i jestem wystarczająco zadowolony z lektury, żeby sięgnąć po jego kolejną książkę.

101. Ksenocyd - Orson Scott Card, Prószyński i S-ka 2011 (Kindle)

Comiesięczny przydział Endera. Niestety na razie z tomu na tom jest gorzej. Tutaj zbyt często odnosiłem wrażenie, że i narracja, i wypowiedzi bohaterów są zbyt patetyczne i egzaltowane. Fabularnie jest całkiem przyzwoicie: jest to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z Mówcy Umarłych, Card udziela odpowiedzi na pytania, które w poprzednim tomie nie znalazły odpowiedzi, a ponadto wprowadza do świata przedstawionego ciekawą planetę wzorowaną na Chinach z czasów cesarstwa. Szkoda tylko, że jest to kolejna książka w ciągu tych dwóch tygodni, w której zawodzi mnie zakończenie: jest mało wyraziste i nijakie. Słyszałem wprawdzie opinie, że nie warto sięgać nic innego niż Gra Endera i Mówca Umarłych, więc mógłbym stwierdzić, że sam jestem sobie winien, ale mimo wspomnianych niedociągnięć mam w miarę pozytywne wrażenia z lektury.

102. Anioły i demony - Dan Brown, Sonia Draga 2013 (Kindle)

Jest to kolejny e-book z pierwszego szaleństwa zakupowego tuż po otrzymaniu Kindle'a. Miałem tę książkę przeczytać w Japonii, ale nie wyszło i dopiero teraz znalazłem na to czas. No i solidnie się rozczarowałem, choć zapewne udział w tym miał fakt, że widziałem wcześniej ekranizację i od początku wiedziałem, kto zabił. I znów najmniej mam ochotę narzekać na fabułę: jest całkiem w porządku, wątek sensacyjno-kryminalny poprowadzony został bardzo sprawnie. Bardzo mnie raziło parę głupot (według mnie przynajmniej były to głupoty), jakie znalazły się w powieści. Bardzo szybko uaktywniło się moje zboczenie zawodowe, kiedy okazało się, że bohater przedostaje się samolotem z Bostonu do Szwajcarii w półtorej godziny (pomijam kwestie rozwiązań technicznych wymaganych do takich podróży, ale godzinę zajęłoby wznoszenie i zniżanie w przestrzeni kontrolowanej przy zachowaniu ograniczeń prędkości narzucanych przez kontrolę ruchu lotniczego). Dalej wychodzi amerykanizm autora: naukowcy w CERN zamiast do siebie dzwonić korzystają z pagerów (ktoś w Europie w ogóle ma coś takiego?), a główny bohater bardzo się dziwi, że jego towarzyszka zna cyfry rzymskie, jakby były one jakąś wiedzą tajemną. A takich kwiatków jest więcej.

103. Panika - Graham Masterton, Rebis 2013 (Kindle)

Okoliczności zakupu tej książki były takie same jak Aniołów i demonów oraz Domu śmierci. Po Aniele Jessiki do kolejnej powieści Mastertona podchodziłem jak pies do jeża, ale obawy te okazały się nieuzasadnione. Wprawdzie nie jest to żadne wybitne dzieło, ale solidnie zbudowany horror z bardzo dobrym zakończeniem (w końcu). Fajnie też, że powieść ta przesycona jest polskimi akcentami, zarówno jeśli chodzi o bohaterów, jak i o miejsce akcji. Przeszkadzał mi z kolei proekologiczny bełkot, który odgrywa bardzo ważną rolę w utworze, choć jest to prawdopodobnie wynikiem mojej alergii na oszołomów przykuwających się łańcuchami do drzew. Nie pasowała mi też postać chorego na zespół Aspergera dzieciaka, który zachowywał się, jakby miał dużo więcej lat niż dwanaście. Mimo wszystko, powieść ta stanowi zdecydowany postęp jakościowy w porównaniu z Aniołem Jessiki, co utwierdza mnie w przekonaniu, że warto autorom dawać drugą szansę.

104. Droga pod Pękniętym Niebem - Marcin Mortka, Zielona Sowa 2014

Kiedy już Mortka zaczął mnie irytować swoim pisaniem, okazało się, że potrafi stworzyć całkiem ciekawą postapokaliptyczną powieść drogi, zdecydowanie lepszą od swojego poprzednika z cyklu Pęknięte Niebo. Bardzo mi się spodobał świat przedstawiony, ciekawi są też nowi bohaterowie (jeden bardziej szalony od drugiego). Trochę irytuje Heather, główna bohaterka, ale da się to wytłumaczyć tym, że jako siedemnastolatka ma prawo być kretyńsko uparta, niestabilna i niedojrzała. Odnoszę wrażenie, że Droga... miała na celu, bardziej niż porwanie czytelnika fabułą (która jest bardzo dynamiczna, naprawdę sporo się dzieje na 230 stronach, ale bez wyraźnego celu), zaprezentowanie świata po końcu świata. To akurat wyszło Mortce bardzo dobrze. Brakuje tylko jakichkolwiek odpowiedzi odnośnie tego, co się dzieje, jakby liczba tomów serii była sztucznie pompowana.

Podsumowanie września

We wrześniu udało mi się osiągnąć niezły wynik, bo przeczytałem trzynaście książek, choć żadna z nich nie była wybitną cegłą. W związku z różnymi wyjazdami (Polcon, Praga) zaznaczyła się spora przewaga Kindle'a. Co ciekawe, już drugi miesiąc z rzędu nie przeczytałem żadnej książki napisanej kobiecą ręką (Cherezińska czeka, ale jest dość daleko w kolejce). Wychodzi na to, że panie, z nielicznymi wyjątkami, fantastyki nie pisują. Z innej beczki: cieszę się, że udaje mi się utrzymać zamierzony comiesięczny rytm Pratchett-Dick-Card, choć ten ostatni z tomu na tom traci na jakości. Jestem też ogólnie zadowolony z poziomu przeczytanych lektur: dwie z nich wskoczyły na pierwsze dwa miejsca w tegorocznym Top 10, do tego trafiło mi się sporo ciekawych powieści (jakoś ostatnio omijają mnie zbiory opowiadań), a żadna z nich nie znalazła się na liście najgorszych.

Książka miesiąca: Philip K. Dick - Przez ciemne zwierciadło
Rozczarowanie miesiąca: Dan Brown - Anioły i demony