Tym razem zbiorcza notka z dwóch tygodni z uwagi na to, że tydzień temu urlopowałem się w Wiśle. Z tej przyczyny zdecydowana większość lektur była w wersji elektronicznej. Spacery, które zajmowały nam znaczną część dnia, sprawiły, że przeczytałem tylko pięć książek. W międzyczasie udało się też oddać Zajdlowskie nominacje.
64. Ksin. Początek - Konrad T. Lewandowski, Nasza Księgarnia 2014 (Kindle)
Ksin jest cyklem Lewandowskiego, po który zamierzałem sięgnąć od dawna, ale zawsze znajdowałem inne lektury wymagające natychmiastowego przeczytania. No ale ponieważ tę część Sagi o Kotołaku można było nominować do Nagrody Zajdla, przyspieszyłem swoją decyzję o zabraniu się za nią. Na powieść składają się dwa wątki: jeden dotyczy kupieckiej córki Aspai, drugi zaś tytułowego kotołaka. I odniosłem wrażenie, wbrew temu, czego można by oczekiwać, że największy nacisk fabularny został położony na dziewczynę i historię jej ucieczki z rodzinnego domu. Część poświęcona Ksinowi natomiast sprawia wrażenie poszatkowanej; nie bardzo wiem, czemu mają służyć poszczególne przygody, jakie przeżywa kotołak - brakuje mi jakiegoś wyraźnego punktu kulminacyjnego, a ostatni rozdział wygląda na doczepiony na siłę, jego związek z wcześniejszymi wydarzeniami jest bardzo delikatny. Co odnotowałem z przyjemnością, przestał mnie drażnić styl autora. W uprzednio przeczytanych przeze mnie jego książkach, choć czytało się je dobrze, sposób prowadzenia narracji z bliżej nieokreślonego powodu działał mi na nerwy. Tutaj takiego zjawiska nie zaobserwowałem.
65. Sodoma - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2014 (Kindle)
A to kolejna lektura przeczytana w związku ze zbliżającym się Zajdlowym deadlinem. Wolski prezentuje wizję świata, w którym zwyciężyły wszystkie ideały, z którymi walczą konserwatyści. Fabuła nawiązuje do biblijnego poszukiwania dziesięciu sprawiedliwych przez Lota i, choć nie ma w niej jakichś nieprzewidywalnych zwrotów akcji, została przedstawiona w sposób wciągający. Ciekawie został też wykreowany antyutopijny świat, gdzie Wolski hiperbolizuje zagrożenia, jakie wiążą się z kierunkiem, w którym zmierza współczesna Europa, ale jednocześnie pokazuje, że istnieje światełko w tunelu i coś z tradycyjnych wartości da się jeszcze uratować.
66. Ślepnąc od świateł - Jakub Żulczyk, Świat Książki 2014 (Kindle)
Bardzo dobra historia handlarza narkotyków, który w przeciągu tygodnia traci swoją ugruntowaną na warszawskim rynku pozycję. Żulczyk przedstawia depresyjny obraz świata, w którym biorą lub chcą brać wszyscy, każdego można kupić i w ogóle jest mało przyjemnie. Jest to też opowieść o tym, jak szybko człowiek może pozbyć się swoich ideałów i złamać zasady, jakimi się kieruje. Zaczyna się od rzeczy drobnych, a kończy się w miejscu, z którego nie ma odwrotu. Bardzo mocna lektura, ale przy tym bardzo zajmująca. Rork spisał się na medal.
67. Drach - Szczepan Twardoch, Wydawnictwo Literackie 2014 (Kindle)
Nie wiem, na podstawie czego stwierdziłem, że najnowsza powieść Twardocha może mnie zainteresować. Do tej pory przeczytałem trzy jego książki, z czego Wieczny Grunwald był jedną z większych tortur czytelniczych, jakich w życiu zaznałem, a dwie pozostałe, czyli Obłęd rotmistrza von Egern i Tak jest dobrze wspominam całkiem przyjemnie, choć za wybitne ich nie uważam. Po raz kolejny w twórczości autora rzecz dotyczy Śląska, śląskości, życia na pograniczu kultury niemieckiej i polskiej. No i znów Twardoch jest niesamowitym pesymistą: w przedstawionym przez niego obrazie nic nie ma znaczenia (jest to fraza, która bardzo często pojawia się kartach powieści). Odniosłem wrażenie, że znaczenia nie ma również fabuła, napisana w sposób achronologiczny, gdzie wydarzenia z różnych epok przeplatają się ze sobą bez wyraźnego rozgraniczenia w tekście. Wynika to z interesującego posunięcia, jakim było uczynienie narratorem ziemi, dla której czas faktycznie nie ma żadnego znaczenia. Lektura jest przez większość czasu ciekawa, choć zabrakło mi jakiegoś mocnego akcentu w zakończeniu. Pewnie dlatego, że nie ma ono znaczenia.
68. Sicco - Wojciech Szyda, Narodowe Centrum Kultury 2014
Kolejna powieść z serii Zwrotnice Czasu, którą umieściłem na półce. Tym razem Wojciech Szyda bierze na tapetę postać świętego Wojciecha i kwestię kradzieży jego relikwii z katedry w Gnieźnie. Pomysł oparcia utworu na rywalizacji kultów dwóch świętych patronów Polski - Wojciecha i Stanisława - jest bardzo ciekawy, ale jego realizacja mnie nie ujęła. Główny bohater w roku 2000 przyjeżdża na Żuławy Wiślane w sobie tylko wiadomym celu. Tutaj doświadcza spotkania z przeszłością opisywanego przez autora w bardzo nastrojowy sposób, ale to wszystko, co można dobrego o książce napisać. Niestety Szyda wprowadza sporo ciekawych motywów, które albo porzuca, albo marnuje, jak na przykład model głowy świętego Wojciecha znaleziony w sklepie lub rosyjska mafia. Wiele z nich, choć zapowiada się interesująco, nie odgrywa żadnego znaczenia dla fabuły. Podobnie średnio ciekawie wygląda przenoszenie akcji w przeszłość - czy to do czasu kradzieży relikwii w roku 1923, czy też do momentu śmierci Wojciecha w roku 997. Szkoda, bo spodziewałem się czegoś zdecydowanie lepszego.
czwartek, 18 czerwca 2015
czwartek, 4 czerwca 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #22
Kolejny tydzień dał trzy przeczytane książki. Gdybym wczoraj nie poszedł na cały dzień na rower, udałoby się skończyć też czwartą. Jeśli chodzi o jakość przeczytanych lektur, to, w porównaniu z uprzednio przeczytanymi, znacząco obniżyły one poziom.
61. Gadzie gody - Artur Baniewicz, SuperNOWA 2014
Uporałem się z najbardziej męczącym cyklem, z jakim przyszło mi się do tej pory mierzyć. W Gadzich godach Baniewicz nie kontynuuje przygód Debrena z Dumayki opisanych w trzech poprzednich tomach, ale przenosi nas do czasów, kiedy młody czarokrążca (a właściwie kandydat na niego) wyrusza na stypendium do zamorskiego Anvashu. Fabuła sprowadza się do wyprawy na smoka, co z kolei przekłada się na ponad sześćset stron wodolejstwa; do tego jest ona w wielu miejscach przewidywalna. Jej najmocniejszym punktem jest ciekawe zakończenie, ale to jedyne dobre, co można o niej napisać. Autor nadal nie umie opisywać scen walki, których w powieści jest całkiem sporo. Na szczęście przez dziesięć lat, jakie minęły od wydania Gdzie księżniczek brak cnotliwych trochę popracował nad stylem. Zadowolony nijak nie jestem i mam wrażenie, że Baniewiczowi już podziękuję.
62. Szablą i wąsem - antologia, RW2010 2014 (Kindle)
Do zakupu tego zbioru opowiadań sarmackich zachęciły mnie nazwiska Agnieszki Hałas i Andrzeja W. Sawickiego. Spodziewałem się czegoś w rodzaju twórczości Jacka Komudy i srodze się rozczarowałem. Dopiero później przeczytałem na stronie wydawnictwa, że zgromadzone tu opowiadania prezentują inne spojrzenie na sarmatyzm. Ale właśnie rzecz w tym, że w tekstach jest za mało Sarmacji. Najlepiej wypada Sawicki z Machine de Pologne stawiający w roli głównego bohatera Jana Sobieskiego z czasów, kiedy poznał Marysieńkę; przedstawia steampunkową wizję historii, gdzie wojny są toczone przy użyciu wielkich machin napędzanych duszami - zdecydowanie najciekawiej wykreowany świat spośród wszystkich zgromadzonych w zbiorze utworów. Przyzwoicie prezentuje się jeszcze Iskra Boża Moniki Sokół opierająca się na legendzie o golemie. Pozostałe opowiadania zawodzą: Szatański plan Agnieszki Hałas jest nijaki, Obsydian Stanisława Truchana jest słabo skomponowany i gubi wątki, które są z początku prezentowane jako istotne (hiszpański szlachcic i inkwizycja), Dzięcielina Tomasza Kiliana jest zbyt abstrakcyjna, a Para bellum Dawida Juraszka mnie wymęczyło (choć to jest cecha ogólna jego twórczości, dlatego staram się ją omijać, ale nie zawsze mi wychodzi).
63. Felix, Net i Nika oraz Klątwa Rodu McKillianów - Rafał Kosik, Powergraph 2014
W końcu coś dobrego. W trzynastym tomie cyklu o trójce przyjaciół z warszawskiego gimnazjum autor przenosi akcję do Wielkiej Brytanii i tworzy horror o nawiedzonym szkockim zamczysku, zahacza też o Londyn, przy okazji wbijając szpilę części mieszkających tam Polaków. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, ale została dobrze skonstruowana; po raz kolejny Kosik wykorzystuje sny jako jej motor napędowy. Bohaterowie jak zwykle w formie, a szczególnie cieszy, że ciapowatość Neta irytuje nie tylko mnie, ale i Felixa. Szkoda tylko, że temu ostatniemu nie udaje się spędzać więcej czasu z Laurą - mam cichą nadzieję, że w kolejnych tomach autor dołączy ją do grupy.
61. Gadzie gody - Artur Baniewicz, SuperNOWA 2014
Uporałem się z najbardziej męczącym cyklem, z jakim przyszło mi się do tej pory mierzyć. W Gadzich godach Baniewicz nie kontynuuje przygód Debrena z Dumayki opisanych w trzech poprzednich tomach, ale przenosi nas do czasów, kiedy młody czarokrążca (a właściwie kandydat na niego) wyrusza na stypendium do zamorskiego Anvashu. Fabuła sprowadza się do wyprawy na smoka, co z kolei przekłada się na ponad sześćset stron wodolejstwa; do tego jest ona w wielu miejscach przewidywalna. Jej najmocniejszym punktem jest ciekawe zakończenie, ale to jedyne dobre, co można o niej napisać. Autor nadal nie umie opisywać scen walki, których w powieści jest całkiem sporo. Na szczęście przez dziesięć lat, jakie minęły od wydania Gdzie księżniczek brak cnotliwych trochę popracował nad stylem. Zadowolony nijak nie jestem i mam wrażenie, że Baniewiczowi już podziękuję.
62. Szablą i wąsem - antologia, RW2010 2014 (Kindle)
Do zakupu tego zbioru opowiadań sarmackich zachęciły mnie nazwiska Agnieszki Hałas i Andrzeja W. Sawickiego. Spodziewałem się czegoś w rodzaju twórczości Jacka Komudy i srodze się rozczarowałem. Dopiero później przeczytałem na stronie wydawnictwa, że zgromadzone tu opowiadania prezentują inne spojrzenie na sarmatyzm. Ale właśnie rzecz w tym, że w tekstach jest za mało Sarmacji. Najlepiej wypada Sawicki z Machine de Pologne stawiający w roli głównego bohatera Jana Sobieskiego z czasów, kiedy poznał Marysieńkę; przedstawia steampunkową wizję historii, gdzie wojny są toczone przy użyciu wielkich machin napędzanych duszami - zdecydowanie najciekawiej wykreowany świat spośród wszystkich zgromadzonych w zbiorze utworów. Przyzwoicie prezentuje się jeszcze Iskra Boża Moniki Sokół opierająca się na legendzie o golemie. Pozostałe opowiadania zawodzą: Szatański plan Agnieszki Hałas jest nijaki, Obsydian Stanisława Truchana jest słabo skomponowany i gubi wątki, które są z początku prezentowane jako istotne (hiszpański szlachcic i inkwizycja), Dzięcielina Tomasza Kiliana jest zbyt abstrakcyjna, a Para bellum Dawida Juraszka mnie wymęczyło (choć to jest cecha ogólna jego twórczości, dlatego staram się ją omijać, ale nie zawsze mi wychodzi).
63. Felix, Net i Nika oraz Klątwa Rodu McKillianów - Rafał Kosik, Powergraph 2014
W końcu coś dobrego. W trzynastym tomie cyklu o trójce przyjaciół z warszawskiego gimnazjum autor przenosi akcję do Wielkiej Brytanii i tworzy horror o nawiedzonym szkockim zamczysku, zahacza też o Londyn, przy okazji wbijając szpilę części mieszkających tam Polaków. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, ale została dobrze skonstruowana; po raz kolejny Kosik wykorzystuje sny jako jej motor napędowy. Bohaterowie jak zwykle w formie, a szczególnie cieszy, że ciapowatość Neta irytuje nie tylko mnie, ale i Felixa. Szkoda tylko, że temu ostatniemu nie udaje się spędzać więcej czasu z Laurą - mam cichą nadzieję, że w kolejnych tomach autor dołączy ją do grupy.
czwartek, 28 maja 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #21
Kolejny tydzień minął jak z bicza strzelił, a u mnie na liczniku pojawiły się trzy nowe wysokiej jakości książki. Zabrałem się też za kolejny tom Sagi o Czarokrążcy Artura Baniewicza, ale, podobnie jak z poprzednimi częściami, jego lektura jest drogą przez mękę. Niebawem wyruszam się urlopować, więc przez pewien czas nie będę się odzywał.
58. Czarne bataliony - Piotr Gociek, Fabryka Słów 2014
Kolejna książka, po którą sięgnąłem zachęcony pozytywną recenzją; ponieważ wcześniej nie miałem żadnego kontaktu z twórczością autora, prawdopodobnie ominąłbym tę pozycję. Gociek jest dziennikarzem narodowo-antykomunistycznym i jego poglądy są wyraźnie widoczne w zgromadzonych w zbiorze opowiadaniach. Przedstawiają one często Orwellowskie wizje świata opanowanego przez komunizm, pokazują, jak władza manipuluje ludźmi i mówi im, co mają myśleć. Podobało mi się i z pewnością sięgnę po kolejne książki autora.
59. Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka - Katarzyna Berenika Miszczuk, Uroboros 2014 (Kindle)
A na ten tytuł trafiłem przypadkiem - chyba pojawił się w jakiejś reklamie albo Empik.com mi zaproponował, że może byłbym zainteresowany. Ponieważ mam bardzo dobre wspomnienia związane z Drugą Szansą Miszczuk, nie wahałem się ani chwili nad zakupem. Okazało się, że jest to drugi biegun fantastyki: wesoła, śmieszna opowieść o grupie ludzi wyruszających na statku kosmicznym, do którego najlepiej pasuje określenie "złom" (Sokół Millenium się kłania), aby ocalić Ziemię przed zbliżającą się asteroidą. Gatunkowo powieść przywołuje skojarzenia ze space operą, choć jej akcja rozgrywa się w całości w obrębie Układu Słonecznego. Ciągle też przed oczami miałem Star Treka. Fajna porcja przyjemnej i niewymagającej lektury. Czekam na kolejne tomy.
60. Okup Krwi - Marcin Jamiołkowski, Genius Creations 2014 (Kindle)
Zaczynałem już wątpić w urban fantasy jako gatunek, a tu trafiła mi się całkiem przyzwoita powieść tego typu. Po raz kolejny trafiłem na coś po przeczytaniu pozytywnej recenzji w NF, inaczej ominąłbym tę książkę. Głównym bohaterem jest Herbert Kruk, mag mieszkający nieopodal Warszawy, który ma dostarczyć pewną przesyłkę. Wartka akcja, mroczna strona magii i tajemnice z przeszłości wywoływały u mnie syndrom następnej strony. Udało mi się zaliczyć kolejną dobrą lekturę w tym tygodniu. Martwię się tylko, czy Jamiołkowski wyda kontynuację; chodzenie z kilkutomowymi cyklami do niszowych wydawnictw jest dość ryzykowne - drugi tom został zapowiedziany w książce na marzec 2015, a na razie nic o nim nie słychać, poza bardzo ogólną zapowiedzią na stronie Genius Creations.
58. Czarne bataliony - Piotr Gociek, Fabryka Słów 2014
Kolejna książka, po którą sięgnąłem zachęcony pozytywną recenzją; ponieważ wcześniej nie miałem żadnego kontaktu z twórczością autora, prawdopodobnie ominąłbym tę pozycję. Gociek jest dziennikarzem narodowo-antykomunistycznym i jego poglądy są wyraźnie widoczne w zgromadzonych w zbiorze opowiadaniach. Przedstawiają one często Orwellowskie wizje świata opanowanego przez komunizm, pokazują, jak władza manipuluje ludźmi i mówi im, co mają myśleć. Podobało mi się i z pewnością sięgnę po kolejne książki autora.
59. Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka - Katarzyna Berenika Miszczuk, Uroboros 2014 (Kindle)
A na ten tytuł trafiłem przypadkiem - chyba pojawił się w jakiejś reklamie albo Empik.com mi zaproponował, że może byłbym zainteresowany. Ponieważ mam bardzo dobre wspomnienia związane z Drugą Szansą Miszczuk, nie wahałem się ani chwili nad zakupem. Okazało się, że jest to drugi biegun fantastyki: wesoła, śmieszna opowieść o grupie ludzi wyruszających na statku kosmicznym, do którego najlepiej pasuje określenie "złom" (Sokół Millenium się kłania), aby ocalić Ziemię przed zbliżającą się asteroidą. Gatunkowo powieść przywołuje skojarzenia ze space operą, choć jej akcja rozgrywa się w całości w obrębie Układu Słonecznego. Ciągle też przed oczami miałem Star Treka. Fajna porcja przyjemnej i niewymagającej lektury. Czekam na kolejne tomy.
60. Okup Krwi - Marcin Jamiołkowski, Genius Creations 2014 (Kindle)
Zaczynałem już wątpić w urban fantasy jako gatunek, a tu trafiła mi się całkiem przyzwoita powieść tego typu. Po raz kolejny trafiłem na coś po przeczytaniu pozytywnej recenzji w NF, inaczej ominąłbym tę książkę. Głównym bohaterem jest Herbert Kruk, mag mieszkający nieopodal Warszawy, który ma dostarczyć pewną przesyłkę. Wartka akcja, mroczna strona magii i tajemnice z przeszłości wywoływały u mnie syndrom następnej strony. Udało mi się zaliczyć kolejną dobrą lekturę w tym tygodniu. Martwię się tylko, czy Jamiołkowski wyda kontynuację; chodzenie z kilkutomowymi cyklami do niszowych wydawnictw jest dość ryzykowne - drugi tom został zapowiedziany w książce na marzec 2015, a na razie nic o nim nie słychać, poza bardzo ogólną zapowiedzią na stronie Genius Creations.
czwartek, 21 maja 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #19 i 20
W zeszłym tygodniu byłem w delegacji w stolicy, więc notki zabrakło. Deadline nominacji do Zajdla się błyskawicznie zbliża, a książek do przeczytania pod tym kątem jeszcze trochę mi zostało; z tego powodu moje lektury stanowi w stu procentach polska fantastyka rocznik 2014.
52. Biała reduta. Tom 1 - Tomasz Kołodziejczak, Fabryka Słów 2014
Ostatnia Rzeczpospolita to ciekawy cykl - także w swojej trzeciej odsłonie, jaką jest Biała reduta Kołodziejczakowi udało się przedstawić niezwykle ciekawy świat, gdzie Polska jest jednym z ostatnich bastionów chroniących ziemi przed najeźdźcami z innych wymiarów. Tutaj mamy do czynienia z czterema wątkami, które w zasadzie się nie zazębiają (a najbardziej oderwany od pozostałych wydaje się być ten dotyczący kolonistów na Marsie), ale odniosłem wrażenie, że gdzieś tam na horyzoncie znajduje się jakiś punkt dla nich wspólny. Poszczególne wątki fabularne są interesujące; może najmniej wciągają przygody Kajetana Kłobudzkiego, kartografa pracującego na pograniczu, ale wydaje się, że są one tylko preludium do czegoś większego. Bardzo dobrze za to zostało ukazane życie w obozie niewolników u balrogów. Przez uczynienie bohaterem jednego z jeńców pojawiła się możliwość przybliżenia czytelnikowi postaci agresorów i ich metod działania. Trochę mi zabrakło mocniejszego powiązania fabularnego z poprzednimi tomami, a zwłaszcza z Czarnym Horyzontem, choć przyznam się szczerze, że niewiele mi z tamtej powieści w pamięci zostało.
53. Opowiem ci mroczną historię - Stefan Darda, Videograf 2014 (Kindle)
Zbiór opowiadań Stefana Dardy, czyli autora, po którego literaturę miałem więcej nie sięgać, ale zachęciła mnie pozytywna ocena tej książki w Nowej Fantastyce. Jest to dziewięć tekstów, opowiadań grozy, które powstały od początku trwania kariery literackiej Dardy. Ponieważ rozstrzał czasowy jest dość duży, da się zaobserwować, jak ewoluował warsztat pisarski autora. O ile w pierwszych utworach jego styl jest drewniany i męczący (do czego miałem zastrzeżenia podczas lektury Czarnego Wygonu), to później wyrabia się on, przez co lektura staje się co najmniej znośna. Większość tekstów kręci się wokół duchów nawiedzających zwykłych ludzi i wpływu zaświatów na otaczającą nas rzeczywistość; rzec by można, że są one bardzo schematyczne. Czasem miałem wrażenie, że element nadnaturalny jest zbędny - dałoby się opisać codzienne problemy bez jego uwzględniania. Ciekawym dodatkiem do książki jest posłowie, w którym autor opisuje genezę poszczególnych utworów; zawsze lubiłem takie odautorskie wynurzenia, przez które można odkryć, co twórcy w głowie siedziało.
54. Na wojnie nie ma niewinnych - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2014
Bałem się tej lektury. Po ostatnich częściach Sagi o Dorze Wilk, które poziomem ostro pikowały w dół, sięgnąłem po zakończenie heksalogii tylko po to, żeby wiedzieć, jak Jadowska zamknie swoją opowieść. No i zamknęła nijako, choć, prawdę mówiąc, nie mam większych zastrzeżeń do samej książki. Ta bowiem jest przyzwoicie napisaną historią (widać, że wyrobił się autorce warsztat pisarski) o poszukiwaniu porwanego wilka przez Dorę i jej sprzymierzeńców. Ot, takie niewymagające czytadło, gdzie Jadowskiej udało się wyeliminować sporo błędów, które popełniała w poprzednich częściach (w końcu trafia się ktoś, kto protagonistce odmawia). Rzecz kuleje natomiast jako finał cyklu. Nie dzieje się tu nic, co epickością wydarzeń przyćmiewałoby którąkolwiek z poprzednich części. Jest to zwykłe starcie Dory z wilkami, nic więcej. Po co więc było wprowadzać potężnych sprzymierzeńców, jak Baal, jeśli w wielkim finale się ich w ogóle nie wykorzystuje? Po co tworzyć dziwne triumwiraty, jeśli nie mają wpływu na nic? Po co w ogóle obdarzać bohaterkę superzdolnościami, jeżeli nie są one w ogóle wykorzystywane? Jako samodzielna powieść, książka jest przyzwoita. Jako zakończenie cyklu rozczarowuje.
55. Przypadek Alicji - Aleksandra Zielińska, W.A.B. 2014 (Kindle)
Kolejna rzecz, po którą sięgnąłem pod wpływem recenzji w Nowej Fantastyce, inaczej w ogóle bym o tej książce nie usłyszał. Jest to bardzo ciekawa i mroczna opowieść o dziewczynie, która zachodzi w niechcianą ciążę i próbuje ją usunąć. Próby pozbycia się dziecka prowadzą Alicję w otchłań szaleństwa, a wydarzenia są tak przedstawione, że nie wiadomo, czy bohaterkę naprawdę otaczają zjawiska nadprzyrodzone, czy też są one jedynie wytworem jej umysłu. Przygnębiający jest też obraz rodziny tytułowej bohaterki - obraz, który, mam wrażenie, nierzadko pojawia się w rzeczywistości, w której żyjemy. Mało przyjemna lektura, ale za to bardzo interesująca.
56. Labirynt Śmierci. Część 1 - Artur Szyndler, Paladynat 2014
No dobra, sam się o to prosiłem. Wiedziałem, że to nie będzie nic dobrego, ale mimo to wydałem swoje ciężko zarobione pieniądze. I to od razu na obie części. Dlaczego? Ano liczyłem na to, że przynajmniej będzie z czego się pośmiać, że będzie to książka tak zła, że aż dobra. Nie wyszło. Trafiła mi się chyba najgorsza książka, jaką w życiu czytałem, choć początek jeszcze nie zapowiadał aż takiej katastrofy. Początek, czyli do momentu zejścia hordy bohaterów do tytułowego Labiryntu Śmierci. No, może jeszcze pierwsza pułapka jest niezła. Potem zaś zaczyna się koszmar. Fabuła to przebijanie się przez podziemia bandy piętnastu (!) paladynów (z których żaden nie jest tym, za kogo się podaje) wspieranej przez bogów, druidów, krasnoludzkiego handlarza i elfkę, którą autor sprowadza do roli seksualnej zabawki. Sama konstrukcja Labiryntu woła o pomstę do nieba. Przeciwnicy liczeni w tysiącach i rozszerzające się pomieszczenia - no po prostu głupota. Mnogość bohaterów sprawia, że Szyndler często o nich zapomina, gubią się oni gdzieś w natłoku walk. Do tego dochodzi fatalny styl i błędy ortograficzne, a poetyckie fragmenty wywołują ból zębów. Nie czytać, unikać, omijać szerokim łukiem, a najlepiej zrzucić atomówkę i zalać betonem. Dla pewności powtórzyć.
57. Ród - Emil Strzeszewski, Genius Creations 2014 (Kindle)
Strzeszewski nie zachwycił mnie swoją Ektenią, więc do Rodu podchodziłem dość ostrożnie. Prawdopodobnie nie skusiłbym się na tę książkę, ale po raz kolejny namówiła mnie do zakupu pozytywna recenzja w NF. Powieść przez pierwsze trzy rozdziały sprawia wrażenie zbioru opowiadań - są to trzy niezależne historie, które łączy jedynie świat przedstawiony. Dopiero czwarta część scala poprzednie w spójną całość. Wspomniany świat przedstawiony jest najmocniejszym punktem utworu. Jest to miasto bez nazwy; nawet nie chodzi o to, że dokładnie zostało opisane - bo nie zostało - autor skupił się raczej na konkretnych lokacjach takich jak bar czy most. Przez cały czas utrzymuje się nastrój noir: alkohol, dym, podejrzane typy. Choćby dlatego warto sięgnąć po tę książkę, mimo że fabuła niezbyt do mnie przemówiła, a chyba nawet jej nie ogarnąłem w całości.
52. Biała reduta. Tom 1 - Tomasz Kołodziejczak, Fabryka Słów 2014
Ostatnia Rzeczpospolita to ciekawy cykl - także w swojej trzeciej odsłonie, jaką jest Biała reduta Kołodziejczakowi udało się przedstawić niezwykle ciekawy świat, gdzie Polska jest jednym z ostatnich bastionów chroniących ziemi przed najeźdźcami z innych wymiarów. Tutaj mamy do czynienia z czterema wątkami, które w zasadzie się nie zazębiają (a najbardziej oderwany od pozostałych wydaje się być ten dotyczący kolonistów na Marsie), ale odniosłem wrażenie, że gdzieś tam na horyzoncie znajduje się jakiś punkt dla nich wspólny. Poszczególne wątki fabularne są interesujące; może najmniej wciągają przygody Kajetana Kłobudzkiego, kartografa pracującego na pograniczu, ale wydaje się, że są one tylko preludium do czegoś większego. Bardzo dobrze za to zostało ukazane życie w obozie niewolników u balrogów. Przez uczynienie bohaterem jednego z jeńców pojawiła się możliwość przybliżenia czytelnikowi postaci agresorów i ich metod działania. Trochę mi zabrakło mocniejszego powiązania fabularnego z poprzednimi tomami, a zwłaszcza z Czarnym Horyzontem, choć przyznam się szczerze, że niewiele mi z tamtej powieści w pamięci zostało.
53. Opowiem ci mroczną historię - Stefan Darda, Videograf 2014 (Kindle)
Zbiór opowiadań Stefana Dardy, czyli autora, po którego literaturę miałem więcej nie sięgać, ale zachęciła mnie pozytywna ocena tej książki w Nowej Fantastyce. Jest to dziewięć tekstów, opowiadań grozy, które powstały od początku trwania kariery literackiej Dardy. Ponieważ rozstrzał czasowy jest dość duży, da się zaobserwować, jak ewoluował warsztat pisarski autora. O ile w pierwszych utworach jego styl jest drewniany i męczący (do czego miałem zastrzeżenia podczas lektury Czarnego Wygonu), to później wyrabia się on, przez co lektura staje się co najmniej znośna. Większość tekstów kręci się wokół duchów nawiedzających zwykłych ludzi i wpływu zaświatów na otaczającą nas rzeczywistość; rzec by można, że są one bardzo schematyczne. Czasem miałem wrażenie, że element nadnaturalny jest zbędny - dałoby się opisać codzienne problemy bez jego uwzględniania. Ciekawym dodatkiem do książki jest posłowie, w którym autor opisuje genezę poszczególnych utworów; zawsze lubiłem takie odautorskie wynurzenia, przez które można odkryć, co twórcy w głowie siedziało.
54. Na wojnie nie ma niewinnych - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2014
Bałem się tej lektury. Po ostatnich częściach Sagi o Dorze Wilk, które poziomem ostro pikowały w dół, sięgnąłem po zakończenie heksalogii tylko po to, żeby wiedzieć, jak Jadowska zamknie swoją opowieść. No i zamknęła nijako, choć, prawdę mówiąc, nie mam większych zastrzeżeń do samej książki. Ta bowiem jest przyzwoicie napisaną historią (widać, że wyrobił się autorce warsztat pisarski) o poszukiwaniu porwanego wilka przez Dorę i jej sprzymierzeńców. Ot, takie niewymagające czytadło, gdzie Jadowskiej udało się wyeliminować sporo błędów, które popełniała w poprzednich częściach (w końcu trafia się ktoś, kto protagonistce odmawia). Rzecz kuleje natomiast jako finał cyklu. Nie dzieje się tu nic, co epickością wydarzeń przyćmiewałoby którąkolwiek z poprzednich części. Jest to zwykłe starcie Dory z wilkami, nic więcej. Po co więc było wprowadzać potężnych sprzymierzeńców, jak Baal, jeśli w wielkim finale się ich w ogóle nie wykorzystuje? Po co tworzyć dziwne triumwiraty, jeśli nie mają wpływu na nic? Po co w ogóle obdarzać bohaterkę superzdolnościami, jeżeli nie są one w ogóle wykorzystywane? Jako samodzielna powieść, książka jest przyzwoita. Jako zakończenie cyklu rozczarowuje.
55. Przypadek Alicji - Aleksandra Zielińska, W.A.B. 2014 (Kindle)
Kolejna rzecz, po którą sięgnąłem pod wpływem recenzji w Nowej Fantastyce, inaczej w ogóle bym o tej książce nie usłyszał. Jest to bardzo ciekawa i mroczna opowieść o dziewczynie, która zachodzi w niechcianą ciążę i próbuje ją usunąć. Próby pozbycia się dziecka prowadzą Alicję w otchłań szaleństwa, a wydarzenia są tak przedstawione, że nie wiadomo, czy bohaterkę naprawdę otaczają zjawiska nadprzyrodzone, czy też są one jedynie wytworem jej umysłu. Przygnębiający jest też obraz rodziny tytułowej bohaterki - obraz, który, mam wrażenie, nierzadko pojawia się w rzeczywistości, w której żyjemy. Mało przyjemna lektura, ale za to bardzo interesująca.
56. Labirynt Śmierci. Część 1 - Artur Szyndler, Paladynat 2014
No dobra, sam się o to prosiłem. Wiedziałem, że to nie będzie nic dobrego, ale mimo to wydałem swoje ciężko zarobione pieniądze. I to od razu na obie części. Dlaczego? Ano liczyłem na to, że przynajmniej będzie z czego się pośmiać, że będzie to książka tak zła, że aż dobra. Nie wyszło. Trafiła mi się chyba najgorsza książka, jaką w życiu czytałem, choć początek jeszcze nie zapowiadał aż takiej katastrofy. Początek, czyli do momentu zejścia hordy bohaterów do tytułowego Labiryntu Śmierci. No, może jeszcze pierwsza pułapka jest niezła. Potem zaś zaczyna się koszmar. Fabuła to przebijanie się przez podziemia bandy piętnastu (!) paladynów (z których żaden nie jest tym, za kogo się podaje) wspieranej przez bogów, druidów, krasnoludzkiego handlarza i elfkę, którą autor sprowadza do roli seksualnej zabawki. Sama konstrukcja Labiryntu woła o pomstę do nieba. Przeciwnicy liczeni w tysiącach i rozszerzające się pomieszczenia - no po prostu głupota. Mnogość bohaterów sprawia, że Szyndler często o nich zapomina, gubią się oni gdzieś w natłoku walk. Do tego dochodzi fatalny styl i błędy ortograficzne, a poetyckie fragmenty wywołują ból zębów. Nie czytać, unikać, omijać szerokim łukiem, a najlepiej zrzucić atomówkę i zalać betonem. Dla pewności powtórzyć.
57. Ród - Emil Strzeszewski, Genius Creations 2014 (Kindle)
Strzeszewski nie zachwycił mnie swoją Ektenią, więc do Rodu podchodziłem dość ostrożnie. Prawdopodobnie nie skusiłbym się na tę książkę, ale po raz kolejny namówiła mnie do zakupu pozytywna recenzja w NF. Powieść przez pierwsze trzy rozdziały sprawia wrażenie zbioru opowiadań - są to trzy niezależne historie, które łączy jedynie świat przedstawiony. Dopiero czwarta część scala poprzednie w spójną całość. Wspomniany świat przedstawiony jest najmocniejszym punktem utworu. Jest to miasto bez nazwy; nawet nie chodzi o to, że dokładnie zostało opisane - bo nie zostało - autor skupił się raczej na konkretnych lokacjach takich jak bar czy most. Przez cały czas utrzymuje się nastrój noir: alkohol, dym, podejrzane typy. Choćby dlatego warto sięgnąć po tę książkę, mimo że fabuła niezbyt do mnie przemówiła, a chyba nawet jej nie ogarnąłem w całości.
Etykiety:
Darda,
Jadowska,
Kołodziejczak,
Strzeszewski,
Szyndler,
Zielińska
piątek, 8 maja 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #18
Kolejny tydzień upłynął pod znakiem Kindle'a. Ponieważ szykował się nam krótki wyjazd majówkowy, stwierdziłem, że nie będę zabierał ze sobą niczego wydanego na papierze. Wszystkie lektury przeczytałem pod kątem Nagrody Zajdla.
49. Władcy świtu - Andrzej Zimniak, Rebis 2014 (Kindle)
Odległa przyszłość, odległa galaktyka i główny bohater o nietypowych zdolnościach dały w efekcie bardzo ciekawe science fiction. Protagonista udaje się, czy też zostaje wyekspediowany, na obcą planetę zamieszkaną przez ludzi, którzy biologicznie dostosowali się do tamtejszych warunków i ekosystemu. Powieść interesująca jest z ksenologicznego punktu widzenia: Zimniak sprawnie i sensownie kreuje "kosmitów", pokazuje różnice biologiczne i kulturowe, jakie wykształciły się na przestrzeni wielu lat pomiędzy Ortusem a Ziemią. Bardzo dobrze przedstawione zostało również wtapianie się bohatera w silnie zhierarchizowane społeczeństwo Ortusjan i jego starcie z panującymi tam normami obyczajowymi. Książka zdecydowanie warta jest uwagi.
50. Bóg, honor, trucizna - Robert Foryś, Wydawnictwo Otwarte 2014 (Kindle)
To nie jest książka fantastyczna. Foryś po raz kolejny postanawia umieścić akcję swojej powieści w realiach historycznych (podobnie jak w przypadku W objęciach Casanovy), tym razem decyduje się na czasy panowania Michała Korybuta Wiśniowieckiego i zbliżającej się wojny z Turkami. Skupia się na rozgrywkach politycznych, próbie obalenia króla i stawia go w opozycji do Jana Sobieskiego. Ale najważniejszą rolę odgrywają w powieści postacie kobiece. To one inicjują wszystkie wydarzenia, kierują mężczyznami, którzy są słabi i nie potrafią im się przeciwstawić. Damy knują, trują i rządzą, choć z tylnego siedzenia. Oprócz pań, ciekawie została zaprezentowana również postać króla: z jednej strony przedstawiony jest bardzo negatywnie jako nieudolny władca, z drugiej zaś jako postać tragiczna, która nie radzi sobie z osobistymi problemami. Jedna z najlepszych książek Forysia, jakie przeczytałem, choć szkoda, że nie doprowadził fabuły do momentu śmierci Wiśniowieckiego i objęcia tronu przez Sobieskiego; powieści brakuje wyrazistego zakończenia.
51. Kompleks 7215 - Bartek Biedrzycki, Fabryka Słów 2014 (Kindle)
Odniosłem wrażenie, że autor chciał wydać tę książkę jako część Uniwersum Metro 2033, ale z jakichś przyczyn mu się nie udało i wyszła ona w cyklu Fabryczna Zona Fabryki Słów. Oprócz tytułowej powieści w skład tomu wchodzą też dwa opowiadania: I tak warto żyć o przetrwaniu w Lublinie po zagładzie i Ostatnia posługa rozgrywająca się, podobnie jak Kompleks 7215, w warszawskim metrze. Najlepszym tekstem jest ten najdłuższy. Historia mężczyzny, który przeżył wojnę z wykorzystaniem broni masowego rażenia chroniąc się w tunelach metra i który poszukuje swojego ojca żołnierza może nie jest niczym oryginalnym, ale za to jest w zajmujący sposób opowiedziana i potrafi utrzymać w napięciu. Świat przedstawiony wykreowany został na podobnej zasadzie, co ten stworzony przez Głuchowskiego: poszczególne stacje zajmują różne frakcje, które niekoniecznie chcą ze sobą współpracować. Wędrówka postaci przez podziemia stanowi przegląd lokacji, ale jest ona opowiedziana na tyle sprawnie, że nie męczy wodolejstwem. Bałem się, że będzie kiepsko, a wyszło całkiem przyzwoicie.
49. Władcy świtu - Andrzej Zimniak, Rebis 2014 (Kindle)
Odległa przyszłość, odległa galaktyka i główny bohater o nietypowych zdolnościach dały w efekcie bardzo ciekawe science fiction. Protagonista udaje się, czy też zostaje wyekspediowany, na obcą planetę zamieszkaną przez ludzi, którzy biologicznie dostosowali się do tamtejszych warunków i ekosystemu. Powieść interesująca jest z ksenologicznego punktu widzenia: Zimniak sprawnie i sensownie kreuje "kosmitów", pokazuje różnice biologiczne i kulturowe, jakie wykształciły się na przestrzeni wielu lat pomiędzy Ortusem a Ziemią. Bardzo dobrze przedstawione zostało również wtapianie się bohatera w silnie zhierarchizowane społeczeństwo Ortusjan i jego starcie z panującymi tam normami obyczajowymi. Książka zdecydowanie warta jest uwagi.
50. Bóg, honor, trucizna - Robert Foryś, Wydawnictwo Otwarte 2014 (Kindle)
To nie jest książka fantastyczna. Foryś po raz kolejny postanawia umieścić akcję swojej powieści w realiach historycznych (podobnie jak w przypadku W objęciach Casanovy), tym razem decyduje się na czasy panowania Michała Korybuta Wiśniowieckiego i zbliżającej się wojny z Turkami. Skupia się na rozgrywkach politycznych, próbie obalenia króla i stawia go w opozycji do Jana Sobieskiego. Ale najważniejszą rolę odgrywają w powieści postacie kobiece. To one inicjują wszystkie wydarzenia, kierują mężczyznami, którzy są słabi i nie potrafią im się przeciwstawić. Damy knują, trują i rządzą, choć z tylnego siedzenia. Oprócz pań, ciekawie została zaprezentowana również postać króla: z jednej strony przedstawiony jest bardzo negatywnie jako nieudolny władca, z drugiej zaś jako postać tragiczna, która nie radzi sobie z osobistymi problemami. Jedna z najlepszych książek Forysia, jakie przeczytałem, choć szkoda, że nie doprowadził fabuły do momentu śmierci Wiśniowieckiego i objęcia tronu przez Sobieskiego; powieści brakuje wyrazistego zakończenia.
51. Kompleks 7215 - Bartek Biedrzycki, Fabryka Słów 2014 (Kindle)
Odniosłem wrażenie, że autor chciał wydać tę książkę jako część Uniwersum Metro 2033, ale z jakichś przyczyn mu się nie udało i wyszła ona w cyklu Fabryczna Zona Fabryki Słów. Oprócz tytułowej powieści w skład tomu wchodzą też dwa opowiadania: I tak warto żyć o przetrwaniu w Lublinie po zagładzie i Ostatnia posługa rozgrywająca się, podobnie jak Kompleks 7215, w warszawskim metrze. Najlepszym tekstem jest ten najdłuższy. Historia mężczyzny, który przeżył wojnę z wykorzystaniem broni masowego rażenia chroniąc się w tunelach metra i który poszukuje swojego ojca żołnierza może nie jest niczym oryginalnym, ale za to jest w zajmujący sposób opowiedziana i potrafi utrzymać w napięciu. Świat przedstawiony wykreowany został na podobnej zasadzie, co ten stworzony przez Głuchowskiego: poszczególne stacje zajmują różne frakcje, które niekoniecznie chcą ze sobą współpracować. Wędrówka postaci przez podziemia stanowi przegląd lokacji, ale jest ona opowiedziana na tyle sprawnie, że nie męczy wodolejstwem. Bałem się, że będzie kiepsko, a wyszło całkiem przyzwoicie.
czwartek, 30 kwietnia 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #17
Znów tylko jedno książka i po raz kolejny wpływ na to miała twórczość Artura Baniewicza. Niestety zainwestowałem od razu we wszystkie cztery tomy i teraz trzeba przez to wszystko brnąć, bo pieniędzy szkoda.
48. Gdzie księżniczek brak cnotliwych - Artur Baniewicz, SuperNOWA 2004
Zdecydowanie Baniewicz nie zostanie moim ulubionym autorem. Skuszony przyzwoitą recenzją Gadzich godów w Nowej Fantastyce stwierdziłem, że zapoznam się także z poprzednimi tomami Sagi o Czarokrążcy. I to był błąd, choć ostatecznie trzecia część cyklu nie jest tak beznadziejna, jak zapowiadało się po pierwszych dwustu stronach powieści. Wrażenie miałem takie, jakby wszystko co ważne wydarzyło się dawno temu i teraz jest tylko przywoływane w wypowiedziach bohaterów. Akcja toczy się niemal przez cały czas w karczmie, a fabuła opiera się na rozmowach postaci. Problem polega na tym, że żaden z bohaterów nie potrafi słuchać, co inni mają do powiedzenia - wydaje się, że zgodnie z intencjami autora miało być to śmieszne, ale wyszło irytujące i męczące. Nieporozumienia pomiędzy bohaterami zamiast bawić, tylko sztucznie zwiększają rozmiar powieści. Kuleje też ostateczne starcie Debrena z gryfem, kreowanym przez większą część utworu na głównego przeciwnika postaci: zostaje całkowicie pozbawione dramaturgii przez to, w jaki sposób autor decyduje się je poprowadzić. Sam Czarokrążca też drażni: po pewnym czasie z góry wiadomo, że, jeżeli tylko się za coś bierze, na pewno mu się rzecz w jakiś spektakularny sposób nie uda. Ciapowatością przypomina nieco Pratchettowskiego Rincewinda, ale różnica poziomów między nimi to jak niebo a ziemia. Na szczęście został mi jeszcze tylko jeden tom do przeczytania, ale na razie zrobię sobie krótką przerwę od Baniewicza i poczytam coś innego. Masochistą nie jestem.
Wrzuciłem parę nowych książek na Allegro.
48. Gdzie księżniczek brak cnotliwych - Artur Baniewicz, SuperNOWA 2004
Zdecydowanie Baniewicz nie zostanie moim ulubionym autorem. Skuszony przyzwoitą recenzją Gadzich godów w Nowej Fantastyce stwierdziłem, że zapoznam się także z poprzednimi tomami Sagi o Czarokrążcy. I to był błąd, choć ostatecznie trzecia część cyklu nie jest tak beznadziejna, jak zapowiadało się po pierwszych dwustu stronach powieści. Wrażenie miałem takie, jakby wszystko co ważne wydarzyło się dawno temu i teraz jest tylko przywoływane w wypowiedziach bohaterów. Akcja toczy się niemal przez cały czas w karczmie, a fabuła opiera się na rozmowach postaci. Problem polega na tym, że żaden z bohaterów nie potrafi słuchać, co inni mają do powiedzenia - wydaje się, że zgodnie z intencjami autora miało być to śmieszne, ale wyszło irytujące i męczące. Nieporozumienia pomiędzy bohaterami zamiast bawić, tylko sztucznie zwiększają rozmiar powieści. Kuleje też ostateczne starcie Debrena z gryfem, kreowanym przez większą część utworu na głównego przeciwnika postaci: zostaje całkowicie pozbawione dramaturgii przez to, w jaki sposób autor decyduje się je poprowadzić. Sam Czarokrążca też drażni: po pewnym czasie z góry wiadomo, że, jeżeli tylko się za coś bierze, na pewno mu się rzecz w jakiś spektakularny sposób nie uda. Ciapowatością przypomina nieco Pratchettowskiego Rincewinda, ale różnica poziomów między nimi to jak niebo a ziemia. Na szczęście został mi jeszcze tylko jeden tom do przeczytania, ale na razie zrobię sobie krótką przerwę od Baniewicza i poczytam coś innego. Masochistą nie jestem.
Wrzuciłem parę nowych książek na Allegro.
piątek, 24 kwietnia 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #16
Notka z jednodniowym opóźnieniem. Wczoraj było odsypianie nocki, faza nicnierobienia i sesja u Sejiego a potem ból głowy z niewyspania - jakoś tak wyszło, że czasu na napisanie bloga zabrakło.
44. Pogrzeb czarownicy - Artur Baniewicz, SuperNOWA 2003
Drugi tom Sagi o Czarokrążcy składa się z dwóch mikropowieści. Pierwsza dotyczy starcia z potworzycą i tego co z niego wynikło (ukłon w stronę wiedźmina), a druga opowiada o spotkaniu Debrena ze starą znajomą. W sumie nic jakoś bardzo porywającego fabularnie, narracja kuleje - jak Baniewicz zabiera się za opisywanie scen akcji, czyni to bardzo chaotycznie i są trudności ze zorientowaniem się, co się dzieje - i może dlatego większość tekstu stanowią dialogi. Te zaś prowadzone są całkiem sprawnie i dowcipnie. Ciekawie też prezentuje się świat w którym toczy się akcja: przedstawiony jest on poprzez wypowiedzi bohaterów i stanowi kalkę naszej rzeczywistości. W sumie nie wiem dlaczego, ale strasznie się z tą książką męczyłem. Tydzień poświęcony na czterysta dwadzieścia stron to zdecydowanie za dużo; nie jest to tak zła książka, żeby zabierała tyle czasu.
45. Samotny krzyżowiec. Ścieżki przeznaczenia - Marek Orłowski, Erica 2014 (Kindle)
Druga część opowieści o Rolandzie z Montferratu skupia się już bardziej na perypetiach głównego bohatera niż na wydarzeniach historycznych. Znów bardzo mocną stroną książki są postacie protagonisty i Starca z Gór i to rozgrywka między nimi dwoma stanowi fabułę książki. Fantastyka nadal występuje w ilościach homeopatycznych, ale jest jej więcej niż poprzednio; do głosu dochodzi też miecz Salomona, który dał tytuł pierwszej części, gdzie pełnił marginalną rolę. Dobrze się to czyta, akcja wciąga, fabularnie też jest przyzwoicie, ale nadal nie wiem, po co opisywać porażkę templariuszy pod Akką w pierwszym rozdziale, jeżeli nigdzie później nie ma żadnego nawiązania do tego wydarzenia. Jest nieco lepiej niż w pierwszym tomie i z niecierpliwością czekam na trzeci tom cyklu (obiło mi się o uszy, że ma być ostatnim), gdzie zapowiada się bardziej fantastyczna opowieść.
46. Co Finowie mają w głowie - Wolfram Eilenberger, Wydawnictwo Dolnośląskie 2012
Podrzucone przez Żonę. Książka pochodzi z serii Z Różą Wiatrów, z którą miałem wcześniej dwukrotnie styczność pod postacią książek W drodze na Hokkaido Willa Fergusona i Zagubiony w Chinach Maartena J. Troosta i w obu przypadkach były to rewelacyjne lektury. Oczekiwania więc miałem spore i nieco się zawiodłem. Za mało w tej książce Finlandii. Autor (będący Niemcem) próbuje zaprezentować mentalność i zachowanie Finów przez pryzmat swoich przygotowań do ślubu z przedstawicielką tego północnego narodu. No i niby porusza ciekawe tematy, ale brakuje mu polotu. Najmocniejszym punktem książki są rozważania na temat fińskiego języka; tutaj poziomem dorównuje wspomnianym wcześniej dwóm książkom.
47. Światy równoległe - antologia, RW2010 2015 (Kindle)
Zbiór opowiadań napisanych przez członków Śląskiego Klubu Fantastyki wydany został w zeszłym roku w wersji papierowej przez Solaris, a teraz jako e-book przez RW2010. Zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony poziomem tekstów; zazwyczaj w antologiach jest równomierne rozłożenie tekstów dobrych i słabych, a tutaj żadne z opowiadań poniżej pewnego poziomu nie schodzi. O ile byłem spokojny o jakość utworów Michała Cholewy (postapokalipsa w skutej lodem Finlandii) i Ani Kańtoch (kryminał SF), to reszta autorów była dla mnie wielką niewiadomą. Okazało się jednak, że twórcy mają masę ciekawych pomysłów, a twisty fabularne w zakończeniach sprawiały, że stwierdzałem "To jest dobre". Oczywiście nie każde opowiadanie trafiło dokładnie w mój gust (np. niezbyt do mnie przemówiły Mefert Marcina Pawełczyka i Hotel Alabama Katarzyny Kubackiej), ale w każdym z nich byłem w stanie znaleźć coś, co mi się podobało. Warto sięgnąć.
44. Pogrzeb czarownicy - Artur Baniewicz, SuperNOWA 2003
Drugi tom Sagi o Czarokrążcy składa się z dwóch mikropowieści. Pierwsza dotyczy starcia z potworzycą i tego co z niego wynikło (ukłon w stronę wiedźmina), a druga opowiada o spotkaniu Debrena ze starą znajomą. W sumie nic jakoś bardzo porywającego fabularnie, narracja kuleje - jak Baniewicz zabiera się za opisywanie scen akcji, czyni to bardzo chaotycznie i są trudności ze zorientowaniem się, co się dzieje - i może dlatego większość tekstu stanowią dialogi. Te zaś prowadzone są całkiem sprawnie i dowcipnie. Ciekawie też prezentuje się świat w którym toczy się akcja: przedstawiony jest on poprzez wypowiedzi bohaterów i stanowi kalkę naszej rzeczywistości. W sumie nie wiem dlaczego, ale strasznie się z tą książką męczyłem. Tydzień poświęcony na czterysta dwadzieścia stron to zdecydowanie za dużo; nie jest to tak zła książka, żeby zabierała tyle czasu.
45. Samotny krzyżowiec. Ścieżki przeznaczenia - Marek Orłowski, Erica 2014 (Kindle)
Druga część opowieści o Rolandzie z Montferratu skupia się już bardziej na perypetiach głównego bohatera niż na wydarzeniach historycznych. Znów bardzo mocną stroną książki są postacie protagonisty i Starca z Gór i to rozgrywka między nimi dwoma stanowi fabułę książki. Fantastyka nadal występuje w ilościach homeopatycznych, ale jest jej więcej niż poprzednio; do głosu dochodzi też miecz Salomona, który dał tytuł pierwszej części, gdzie pełnił marginalną rolę. Dobrze się to czyta, akcja wciąga, fabularnie też jest przyzwoicie, ale nadal nie wiem, po co opisywać porażkę templariuszy pod Akką w pierwszym rozdziale, jeżeli nigdzie później nie ma żadnego nawiązania do tego wydarzenia. Jest nieco lepiej niż w pierwszym tomie i z niecierpliwością czekam na trzeci tom cyklu (obiło mi się o uszy, że ma być ostatnim), gdzie zapowiada się bardziej fantastyczna opowieść.
46. Co Finowie mają w głowie - Wolfram Eilenberger, Wydawnictwo Dolnośląskie 2012
Podrzucone przez Żonę. Książka pochodzi z serii Z Różą Wiatrów, z którą miałem wcześniej dwukrotnie styczność pod postacią książek W drodze na Hokkaido Willa Fergusona i Zagubiony w Chinach Maartena J. Troosta i w obu przypadkach były to rewelacyjne lektury. Oczekiwania więc miałem spore i nieco się zawiodłem. Za mało w tej książce Finlandii. Autor (będący Niemcem) próbuje zaprezentować mentalność i zachowanie Finów przez pryzmat swoich przygotowań do ślubu z przedstawicielką tego północnego narodu. No i niby porusza ciekawe tematy, ale brakuje mu polotu. Najmocniejszym punktem książki są rozważania na temat fińskiego języka; tutaj poziomem dorównuje wspomnianym wcześniej dwóm książkom.
47. Światy równoległe - antologia, RW2010 2015 (Kindle)
Zbiór opowiadań napisanych przez członków Śląskiego Klubu Fantastyki wydany został w zeszłym roku w wersji papierowej przez Solaris, a teraz jako e-book przez RW2010. Zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony poziomem tekstów; zazwyczaj w antologiach jest równomierne rozłożenie tekstów dobrych i słabych, a tutaj żadne z opowiadań poniżej pewnego poziomu nie schodzi. O ile byłem spokojny o jakość utworów Michała Cholewy (postapokalipsa w skutej lodem Finlandii) i Ani Kańtoch (kryminał SF), to reszta autorów była dla mnie wielką niewiadomą. Okazało się jednak, że twórcy mają masę ciekawych pomysłów, a twisty fabularne w zakończeniach sprawiały, że stwierdzałem "To jest dobre". Oczywiście nie każde opowiadanie trafiło dokładnie w mój gust (np. niezbyt do mnie przemówiły Mefert Marcina Pawełczyka i Hotel Alabama Katarzyny Kubackiej), ale w każdym z nich byłem w stanie znaleźć coś, co mi się podobało. Warto sięgnąć.
czwartek, 16 kwietnia 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #15
Żona w delegacji, więc niby czasu na czytanie powinno być sporo, ale jakoś tak włączyłem po dłuższej przerwie Playstation i uruchomiłem Arkham City... W efekcie stanęło w tym tygodniu na jednej przeczytanej książce. Wprawdzie kończę już drugi tom Sagi o Czarokrążcy Baniewicza, ale idzie mi to jak krew z nosa; nawet nie chodzi o to, że jest to zła lektura (bo nie jest), ale jakoś nie wywołuje ona u mnie syndromu następnej strony. Za tydzień coś więcej naskrobię na jej temat, a tymczasem...
43. Samotny krzyżowiec. Miecz Salomona - Marek Orłowski, Erica 2014 (Kindle)
Moje pierwsze spotkanie z tym autorem, bo to, o ile się nie mylę, jest jego debiut. Tym, co sprawiło, że sięgnąłem po tę książkę jest umieszczenie jej akcji za czasów wojen krzyżowych; uważam ten okres za niezwykle ciekawy i nośny literacko. Tutaj póki co fabuła nie powala - pomijając tajemnicę templariuszy, składa się na nią w pierwszej części ciąg potyczek rycerstwa europejskiego z armią Saladyna, a dalej misja z gatunku "weź i załatw". Ciekawie za to prezentują się bohaterowie: mężny i niezwyciężony rycerz, honorowy sułtan i mroczny Starzec z Gór. Autor całkiem nieźle orientuje się w realiach historycznych (a przynajmniej takie odniosłem wrażenie) i udaje mu się je sprawnie przelać na karty powieści. Fantastyki tutaj jak na lekarstwo, ale to dobrze; dzięki temu lektura jest ciekawa zamiast stać się kolejnym fantasy. Brakuje mi tu tylko tytułowego miecza króla Salomona - owszem pojawia się on w tekście, ale jest go bardzo mało i jak na razie nie odgrywa żadnej roli fabularnej. Liczę na to, że w kolejnym tomie autor nada mu więcej znaczenia. Wyszedł całkiem niezły debiut, choć Marcinowi Mortce udało się w Mieczu i kwiatach opowiedzieć ciekawszą historię; pozostaje mieć nadzieję że w kolejnych tomach Orłowski się rozkręci i pokaże, że stać go na jeszcze więcej.
43. Samotny krzyżowiec. Miecz Salomona - Marek Orłowski, Erica 2014 (Kindle)
Moje pierwsze spotkanie z tym autorem, bo to, o ile się nie mylę, jest jego debiut. Tym, co sprawiło, że sięgnąłem po tę książkę jest umieszczenie jej akcji za czasów wojen krzyżowych; uważam ten okres za niezwykle ciekawy i nośny literacko. Tutaj póki co fabuła nie powala - pomijając tajemnicę templariuszy, składa się na nią w pierwszej części ciąg potyczek rycerstwa europejskiego z armią Saladyna, a dalej misja z gatunku "weź i załatw". Ciekawie za to prezentują się bohaterowie: mężny i niezwyciężony rycerz, honorowy sułtan i mroczny Starzec z Gór. Autor całkiem nieźle orientuje się w realiach historycznych (a przynajmniej takie odniosłem wrażenie) i udaje mu się je sprawnie przelać na karty powieści. Fantastyki tutaj jak na lekarstwo, ale to dobrze; dzięki temu lektura jest ciekawa zamiast stać się kolejnym fantasy. Brakuje mi tu tylko tytułowego miecza króla Salomona - owszem pojawia się on w tekście, ale jest go bardzo mało i jak na razie nie odgrywa żadnej roli fabularnej. Liczę na to, że w kolejnym tomie autor nada mu więcej znaczenia. Wyszedł całkiem niezły debiut, choć Marcinowi Mortce udało się w Mieczu i kwiatach opowiedzieć ciekawszą historię; pozostaje mieć nadzieję że w kolejnych tomach Orłowski się rozkręci i pokaże, że stać go na jeszcze więcej.
czwartek, 9 kwietnia 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #14
Kolejny przyzwoity tydzień: trzy książki, w tym i klasyka, i polska fantastyka. Jutro postaram się wrzucić nową porcję książek na allegro.
40. Smoczy pazur - Artur Baniewicz, SuperNOWA 2003
Książka reklamowana była jako coś dla ludzi tęskniących za wiedźminem. Sięgnąłem po nią, po przeczytaniu w miarę pozytywnej recenzji Gadzich godów Baniewicza w NF - jak zwykle stwierdziłem, że zacznę się zapoznawać z cyklem od pierwszego tomu. W sumie udało się autorowi uzyskać przyzwoite czytadło, ale do poziomu Sapkowskiego książce sporo brakuje. Jest to zbiór czterech humorystycznych opowiadań o magunie (czyli magu uniwersyteckim) z dość prostymi fabułami: ot, jest problem, czarodziej go rozwiązuje - warstwa fabularna jest najsłabszą stroną książki. Autor nadrabia tę wadę kreacją postaci (zwłaszcza protagonisty) i poziomem humoru, który, choć nie jest zbyt wyszukany, nie jest też nachalny i bardzo dobrze tworzy atmosferę opowieści. Nawet okładkowe szczucie cycem nie przeszkadza - przywołuje na myśl lata 80.
41. Jak wam się podoba - William Shakespeare, Wolne Lektury 2012 (Kindle)
Zapoznawania się z twórczością Szekspira ciąg dalszy. Tym razem sięgnąłem po coś lżejszego: żadnych haniebnych morderstw, choć pojawia się typowy dla Anglika motyw rodzinnych waśni. Do tego jest to krótka i przyjemna historia miłosna. W sumie jedynym, co drażni jest deus ex machina w zakończeniu, ale nie wpływa ono w większym stopniu na odbiór tej krótkiej (do zaliczenia w pół wieczora) przyjemnej lektury.
42. Droga donikąd - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2014
Trzeci tom stalkerskiego cyklu Michała Gołkowskiego jest prequelem Ołowianego świtu i opowiada historię pojawienia się Miszy w Zonie. Cieszy fakt, że autor z książki na książkę poprawia swój warsztat. Tym razem wszystko jest przedstawione ładnie i składnie, historia trzyma się kupy i stanowi świetne wprowadzenie do przygód Miszy. Początkowo miałem mieszane uczucia co do motywacji głównego bohatera; rozumiem chęć porzucenia dotychczasowego korporacyjnego życia, ale żeby od razu pchać się na pogranicze białorusko-ukraińskie? A potem przyszła myśl, że przecież są ludzie, którzy wstają z kanapy i idą w świat, więc nie ma się czemu dziwić. W każdym razie, książka mnie niesamowicie wciągnęła. Pokazuje Zonę z perspektywy żółtodzioba i, choć wiadomo, że nic poważnego się Miszy nie stanie, to, w przeciwieństwie do poprzednich dwóch tomów, nie ma tutaj wrażenia, że jest on w stanie poradzić sobie bez większych problemów z każdym zagrożeniem.
40. Smoczy pazur - Artur Baniewicz, SuperNOWA 2003
Książka reklamowana była jako coś dla ludzi tęskniących za wiedźminem. Sięgnąłem po nią, po przeczytaniu w miarę pozytywnej recenzji Gadzich godów Baniewicza w NF - jak zwykle stwierdziłem, że zacznę się zapoznawać z cyklem od pierwszego tomu. W sumie udało się autorowi uzyskać przyzwoite czytadło, ale do poziomu Sapkowskiego książce sporo brakuje. Jest to zbiór czterech humorystycznych opowiadań o magunie (czyli magu uniwersyteckim) z dość prostymi fabułami: ot, jest problem, czarodziej go rozwiązuje - warstwa fabularna jest najsłabszą stroną książki. Autor nadrabia tę wadę kreacją postaci (zwłaszcza protagonisty) i poziomem humoru, który, choć nie jest zbyt wyszukany, nie jest też nachalny i bardzo dobrze tworzy atmosferę opowieści. Nawet okładkowe szczucie cycem nie przeszkadza - przywołuje na myśl lata 80.
41. Jak wam się podoba - William Shakespeare, Wolne Lektury 2012 (Kindle)
Zapoznawania się z twórczością Szekspira ciąg dalszy. Tym razem sięgnąłem po coś lżejszego: żadnych haniebnych morderstw, choć pojawia się typowy dla Anglika motyw rodzinnych waśni. Do tego jest to krótka i przyjemna historia miłosna. W sumie jedynym, co drażni jest deus ex machina w zakończeniu, ale nie wpływa ono w większym stopniu na odbiór tej krótkiej (do zaliczenia w pół wieczora) przyjemnej lektury.
42. Droga donikąd - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2014
Trzeci tom stalkerskiego cyklu Michała Gołkowskiego jest prequelem Ołowianego świtu i opowiada historię pojawienia się Miszy w Zonie. Cieszy fakt, że autor z książki na książkę poprawia swój warsztat. Tym razem wszystko jest przedstawione ładnie i składnie, historia trzyma się kupy i stanowi świetne wprowadzenie do przygód Miszy. Początkowo miałem mieszane uczucia co do motywacji głównego bohatera; rozumiem chęć porzucenia dotychczasowego korporacyjnego życia, ale żeby od razu pchać się na pogranicze białorusko-ukraińskie? A potem przyszła myśl, że przecież są ludzie, którzy wstają z kanapy i idą w świat, więc nie ma się czemu dziwić. W każdym razie, książka mnie niesamowicie wciągnęła. Pokazuje Zonę z perspektywy żółtodzioba i, choć wiadomo, że nic poważnego się Miszy nie stanie, to, w przeciwieństwie do poprzednich dwóch tomów, nie ma tutaj wrażenia, że jest on w stanie poradzić sobie bez większych problemów z każdym zagrożeniem.
czwartek, 2 kwietnia 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #13
Kolejny tydzień to trzy przeczytane dość krótkie książki. Marzec zaś udało się zamknąć, zgodnie z planem, z trzynastoma lekturami na koncie.
37. Po stronie mroku - Agnieszka Hałas, RW2010 2012 (Kindle)
Zbiór opowiadań Agnieszki Hałas, którego akcja rozgrywa się w znacznej mierze w Szeolu. Wykreowany świat nasunął mi skojarzenia z twórczością Mai Lidii Kossakowskiej czy też z Boską komedią Dantego, którą swoją drogą muszę w końcu przeczytać w całości. W ogóle autorka często nawiązuje do różnych wyobrażeń życia po śmierci (na przykład dwukrotnie do mitu o Orfeuszu i Eurydyce). Zaprezentowane piekło jest z jednej strony mroczne, z drugiej zaś bardzo przypomina nasz materialny świat. W mojej wyobraźni ukazało się zaś jako coś zbliżonego do planescape'owego Sigil, co chyba oznacza, że za dużo grałem kiedyś w Tormenta. Solidna lektura z bardzo dobrze utworzonym ponurym nastrojem.
38. Polaroidy z zagłady - Paweł Paliński, Powergraph 2014
Zapowiadało się bardzo dobrze: opowieść o kobiecie będącej ostatnim człowiekiem na ziemi po zagładzie, która spowodowała wyginięcie ludzkości. Niestety, im dalej, tym bardziej zmuszałem się do przerzucania stron. Pomijając umiejętnie utrzymywany przez autora nastrój osamotnienia i zagubienia i doskonały pomysł na drugoosobową narrację, ciężko mi tu było znaleźć coś dla siebie i niewiele z treści powieści utknęło mi w pamięci. Na pewno książka była warta sprawdzenia (jak wszystkie z Kontrapunktów, które do tej pory czytałem), ale nie wykorzystała potencjału, jaki posiadała.
39. Unicestwienie - Jeff VanderMeer, Wydawnictwo Otwarte 2013 (Kindle)
Polecanka jednej z wiernych czytelniczek tego bloga. VanderMeer wrzuca czytelnika od razu na głęboką wodę: bohaterowie znajdują się już w tajemniczej Strefie X, ale nie do końca wiadomo, dlaczego jest ona tajemnicza. W trakcie lektury wiele spraw się wyjaśnia: kim są bohaterki i co mają do zrobienia, dowiadujemy się też co nieco o Strefie. Fabularnie jest ciekawie, a wykreowany świat też stoi na wysokim poziomie. Właściwie irytowało mnie tylko tłumaczenie: różnej maści -lożki brzmią dla mnie głupio, a ich nagromadzenie na kartach powieści jest takie, że wywoływało to u mnie ból oczu. Rzut oka na stopkę redakcyjną wyjaśnia w znacznym stopniu stosowanie końcówek żeńskich: nad książką, pomijając okładkę, pracowały wyłącznie kobiety.
37. Po stronie mroku - Agnieszka Hałas, RW2010 2012 (Kindle)
Zbiór opowiadań Agnieszki Hałas, którego akcja rozgrywa się w znacznej mierze w Szeolu. Wykreowany świat nasunął mi skojarzenia z twórczością Mai Lidii Kossakowskiej czy też z Boską komedią Dantego, którą swoją drogą muszę w końcu przeczytać w całości. W ogóle autorka często nawiązuje do różnych wyobrażeń życia po śmierci (na przykład dwukrotnie do mitu o Orfeuszu i Eurydyce). Zaprezentowane piekło jest z jednej strony mroczne, z drugiej zaś bardzo przypomina nasz materialny świat. W mojej wyobraźni ukazało się zaś jako coś zbliżonego do planescape'owego Sigil, co chyba oznacza, że za dużo grałem kiedyś w Tormenta. Solidna lektura z bardzo dobrze utworzonym ponurym nastrojem.
38. Polaroidy z zagłady - Paweł Paliński, Powergraph 2014
Zapowiadało się bardzo dobrze: opowieść o kobiecie będącej ostatnim człowiekiem na ziemi po zagładzie, która spowodowała wyginięcie ludzkości. Niestety, im dalej, tym bardziej zmuszałem się do przerzucania stron. Pomijając umiejętnie utrzymywany przez autora nastrój osamotnienia i zagubienia i doskonały pomysł na drugoosobową narrację, ciężko mi tu było znaleźć coś dla siebie i niewiele z treści powieści utknęło mi w pamięci. Na pewno książka była warta sprawdzenia (jak wszystkie z Kontrapunktów, które do tej pory czytałem), ale nie wykorzystała potencjału, jaki posiadała.
39. Unicestwienie - Jeff VanderMeer, Wydawnictwo Otwarte 2013 (Kindle)
Polecanka jednej z wiernych czytelniczek tego bloga. VanderMeer wrzuca czytelnika od razu na głęboką wodę: bohaterowie znajdują się już w tajemniczej Strefie X, ale nie do końca wiadomo, dlaczego jest ona tajemnicza. W trakcie lektury wiele spraw się wyjaśnia: kim są bohaterki i co mają do zrobienia, dowiadujemy się też co nieco o Strefie. Fabularnie jest ciekawie, a wykreowany świat też stoi na wysokim poziomie. Właściwie irytowało mnie tylko tłumaczenie: różnej maści -lożki brzmią dla mnie głupio, a ich nagromadzenie na kartach powieści jest takie, że wywoływało to u mnie ból oczu. Rzut oka na stopkę redakcyjną wyjaśnia w znacznym stopniu stosowanie końcówek żeńskich: nad książką, pomijając okładkę, pracowały wyłącznie kobiety.
Subskrybuj:
Posty (Atom)































