Bardzo dobry tydzień mi się trafił. Dokończyłem trzy książki, które miałem już w stopniu zaawansowanym napoczęte, trzy następne zacząłem i z nimi też mi idzie całkiem nieźle, więc wydaje się, że następna notka też będzie obfita. Tym razem jeden staroć, jeden kryminał i dwie rzeczy pod kątem kolejnych edycji Zajdla i Żuławskiego. Bawcie się dobrze.
32. Wypalić Chrom - William Gibson, MAG 2018
Przyznam się, że słabo znam twórczość ojca cyberpunka. Do tej pory przeczytałem tylko Trylogię Ciągu parę ładnych lat temu i to by było na tyle. No, może jeszcze doliczyć należy ekranizację Johnny'ego Mnemonica z Keanu Reevesem w roli tytułowej. Niczego więcej nie znałem nie dlatego, że nie chciałem - po prostu czekałem na wznowienia, żeby móc nabyć literaturę drogą kupna. W końcu doczekałem się wydania Wypalić Chrom - zbioru opowiadań ukrywającego się w serii Artefakty pod numerem 13 i zawierającego literacki pierwowzór wspomnianego już filmu, czyli coś, co od dawna chciałem przeczytać. W sumie w zbiorze zmieściło się dziesięć tekstów, trzy z nich napisane przez Gibsona we współpracy z innymi autorami. Tym, co je cechuje, jest niesamowita dynamika narracji. Autor pędzi z wydarzeniami, nie dając czytelnikowi chwili wytchnienia ani czasu na przetrawienie tego, co właśnie przeczytał. Nie zwraca uwagi na szczegółowość opisów, wychodząc ze słusznego założenia, że kiedy coś dzieje się szybko, nie ma czasu na podziwianie krajobrazów. Akcja jest tym, co u Gibsona się liczy najbardziej. Można się w tym wszystkim trochę pogubić mimo niskiego poziomu skomplikowania warstwy fabularnej w poszczególnych tekstach. Dla miłośników korporacji trzymających władzę i życia na krawędzi pozycjca obowiązkowa.
33. Cień - Adam Przechrzta, Fabryka Słów 2018
Niedawno dowiedziałem się, że Adam Przechrzta po ukończeniu powieścią Cień cyklu Materia Prima zamierza w tym roku wydać kontynuację serii, tym razem pod tytułem Materia Secunda. Trzeba było więc nadrobić zaległości, wygrzebać gdzieś z czeluści rzeczywistości ostatni jak do tej pory tom opowieści o alchemiku Rudnickim, zdjąć z niego warstwę kurzu i oddać się rozkoszy czytania. Dla przypomnienia: mamy do czynienia z historią alternatywną, gdzie do naszego świata przeniknęły istoty o nadprzyrodzonych zdolnościach - takie aniołodemony - i która czasowo umieszczona została w okolicach pierwszej wojny światowej. Alchemia, wynalazki, napięcia na linii rosyjsko-polsko-niemieckiej, tajne organizacje, morderstwa, porwania i demony przeszłości - to wszystko znajdziemy w powieści Przechrzty. Wielowątkowa fabuła została sprawnie poprowadzona, a sama książka - choć mam pełną świadomość, że nie jest to wybitna literatura - jest wysokiej klasy czytadłem zapewniającym kilka godzin czystej rozrywki. A już w tym miesiącu światło dzienne ujrzy Sługa krwi, czyli pierwszy tom cyklu Materia Secunda. Ja nie mogę się doczekać.
34. Anatomia pęknięcia - Michał Protasiuk, Powergraph 2021 (Kindle)
Protasiuka czytam rzadko, bo też i rzadko on pisze. Na razie miałem styczność z dwiema jego powieściami: Ad infinitum (o której pisałem siedem lat temu) i Świętem rewolucji, a także z dwoma opowiadaniami, które trafiły do Anatomii pęknięcia: tym, od którego zbiór zaczerpnął swój tytuł, oraz Fikcją polityczną prognozującą rozwój demokratycznego sposobu wybierania władzy. Protasiuk tworzy fantastykę naukową bliskiego zasięgu, zamiast na lotach w kosmos i wizji człowieka za setki lat skupiając się na próbach przepowiedzenia, jakie będą konsekwencje dzisiejszych wydarzeń. Biorąc pod uwagę mocne oparcie w materiałach naukowych, rzec by można, że jego twórczość to hard sf, choć zamiast zaawansowanej technologii interesuje go rozwój społeczeństw i zachodzących w nich mechanizmów. Próbuje też dostrzec zagrożenia związane ze sztuczną inteligencją - motyw w fantastyce wyeksploatowany na tysiące sposobów, a jednak w opowiadaniach Sześć i Ciała za mało daje się wyczuć powiew oryginalności. Ciekawym tekstem są Grzybiarze skupiający się na możliwości wykorzystania grzybni w charakterze biologicznego komputera. Tytułowa Anatomia pęknięcia to opowiadanie o naszych ograniczeniach poznawczych wynikających z baniek, w których żyjemy; coś bardzo na czasie zwłaszcza w kontekście dzisiejszego dyskursu politycznego. Zbiór zamyka Przeciw naturze, odchodzące od twardej fantasatyki naukowej i snujące rozważania na temat entropii w post-covidowym świecie ponoszącym skutki katastrofy klimatycznej. Lektura jest to zacna, chciałoby się tylko, żeby autor częściej pokazywał na co go stać.
35. Dywan z wkładką - Marta Kisiel, W.A.B. 2021 (Kindle)
Marta Kisiel to kolejna autorka z fantastycznego poletka, która próbuje swoich sił w kryminale. A ponieważ autorka ta w twórczości swej tryska humorem, wydawca postanowił oflagować jej najnowszą powieść słowami "komedia kryminalna" (to chyba jest nawet cała seria wydawnicza W.A.B.-a). Już po tytule można się domyślić, jaka będzie zbrodnia - motyw zwłok zawiniętych w dywan jest w końcu klasyką gatunku. Co warto zaznaczyć samo przestępstwo i jego następstwa ustępują pola życiu rodzinnemu protagonistki po przeprowadzce na wieś spokojną, wieś wesołą: tytułowy tywan pojawia się według Kindle'a po przeczytaniu 20% książki, a trup pada dopiero w jednej trzeciej. Samo dochodzenie przez bohaterki, co, kto i dlaczego jest prowadzone raczej na chłopski (babski?) rozum niż z użyciem elementarnej dedukcji, drogi Watsonie, i jest powodem do pokazania kolejnych gagów i zabawnych sytuacji i wypowiedzi. Nasycenie humorem jest niewyobrażalne, przez co, mimo że czytamy o morderstwie, lektura jest lekka, łatwa i przyjemna. Domyślenie się, kto winien, nie zajęło mi dużo czasu, choć podejrzanych jest kilku i każdy miał powód, żeby ofiarę ukatrupić; z samego dedukowania na podstawie dostarczanych przez autorkę śladów może i ciężko byłoby coś wymyślić, ale sposób, w jaki Kisiel opowiada historię, sugeruje właściwą odpowiedź. Ubaw miałem po pachy. Książkę należy czytać, zaopatrzywszy się uprzednio w odpowiednią porcję kasztanków.
Paski postępu:
Jakub Ćwiek - Drelich. Prosto w splot - 71%
antologia - Żertwa - 43%
Dariusz Domagalski - Hajmdal. Księżyce Monarchy - 20%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 12%
piątek, 7 maja 2021
piątek, 30 kwietnia 2021
Przeczytane 2021: Tydzień #17
Tydzień temu byłem tak poirytowany Warkoczykie, że zapomniałem dopisać wstępu do notki. Tym razem pomyłki tej już nie popełnię i pochwalę się, że przeczytałem dwie książki, a trzy inne są bliskie ukończenia. I nie, nie zabieram się znów za gazylion książek na raz, po prostu okoliczności były takie, że w tym samym momencie czytałem po dwie pozycje papierowe i elektroniczne, nie licząc Wielkiej, większej i największej, którą czytam dzieciom, a to zupełnie inna kategoria. Co do tej ostatniej książki, to po trzymiesięcznej przerwie postanowiłem zacząć ją od początku, bo nikt z młodzieży nie pamiętał już o co chodzi; cieszę się, że i z tą pozycją udało się trochę posunąć do przodu. A teraz zapraszam do zapoznania się z tym, co mam do powiedzenia na temat literatury...
30. Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - Agnieszka Stelmaszyk, Wilga 2019
Zawiodłem się, powiem wam szczerze. Już w Bunia kontra fakir, czyli pierwszym tomie cyklu, autorka miała problem z zachowaniem proporcji pomiędzy narracją fabularną a przewodnikowo-encyklopedyczną, a w Porwaniu Prozerpiny, które czytałem Dzieciom na dobranoc, postanowiła już nawet przestać udawać, że pisze przewodnik po miejscach, które sama odwiedziła na wakacjach. Nie chodzi o to, że taka forma przewodnika turystycznego jest zła, jeśli weźmiemy pod uwagę, jaka jest grupa docelowa tej literatury, ale jednak przydałoby się umieścić w powieści trochę więcej fabuły niż tylko "jedziemy do miasta A, gdzie znajduje się X, którego historia jest taka a taka". Tutaj niby zaczyna się dobrze, bo bohaterowie dość szybko wplątują się w intrygę, która mogłaby być ciekawa, gdyby nie stanowiła tylko odległego tła dla podróży Mazurskich i zwiedzania przez nich kolejnych europejskich miast oraz gdyby miała jakikolwiek wpływ na fabułę. Kolejny kamyczek do ogródka jest taki, że rozwiązanie sprawy zachodzi na zasadzie deus ex machina - osobiście uważam takie rozwiązanie fabularne za ordynarne. Natomiast encyklopedyczne informacje przytaczane przez autorkę ustami głównego bohatera są dość ciekawe (sam się tego i owego dowiedziałem) i stanowią mocną stronę powieści, choć nie są one w stanie zrównoważyć kpiny z fabuły, której pani Stelmaszyk się dopuściła. Dzieciom jednak się podobało na tyle, że mają teraz ochotę pojechać na wakacje. Chociaż w sumie, wcześniej też miały... Ech, ta pandemia.
31. Zodiaki. Genokracja - Magdalena Kucenty, Uroboros 2021 (Kindle)
Nie wiem, czy to bardziej powieść, czy zbiór opowiadań. Fabularne powiązanie poszczególnych rozdziałów sugeruje, że słuszna jest pierwsza opcja; z drugiej strony dwa z nich czytałem już jako opowiadania - były nawet w tej kategorii nominowane do Nagrody Zajdla. Pomijając szufladkujące rozterki, przyznać muszę, że zakochałem się w twórczości Magdaleny Kucenty. Zodiaki urzekły mnie ona sposobem kreacji świata przedstawionego, o którym wiedza jest dawkowana ostrożnie i z perspektywy bohaterów, co po zakończonej lekturze pozostawia niedosyt i nadzieję na więcej w niedalekiej przyszłości. Do tego należy dodać niesamowitą pomysłowość w kwestii samych głównych postaci, którzy są efektem inżynierii genetycznej w transhumanistycznym świecie. Zachwyciłem się, choć lektura wymagała ode mnie skupienia i wysiłku, żebym nie pogubił się w opisywanych wydarzeniach. Jest to pierwsza - Warkoczyk skazuję na zapomnienie, bo na nic innego nie zasłużył - przeczytana przeze mnie w tym roku powieść (bo tak książkę tę zamierzam traktować) fantastyczna i od razu mam poważnego kandydata do nominacji do Zajdla i Żuławskiego. Brawo.
Paski postępu:
William Gibson - Wypalić Chrom - 81%
Adam Przechrzta - Cień - 72%
Michał Protasiuk - Anatomia pęknięcia - 61%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 7%
30. Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - Agnieszka Stelmaszyk, Wilga 2019
Zawiodłem się, powiem wam szczerze. Już w Bunia kontra fakir, czyli pierwszym tomie cyklu, autorka miała problem z zachowaniem proporcji pomiędzy narracją fabularną a przewodnikowo-encyklopedyczną, a w Porwaniu Prozerpiny, które czytałem Dzieciom na dobranoc, postanowiła już nawet przestać udawać, że pisze przewodnik po miejscach, które sama odwiedziła na wakacjach. Nie chodzi o to, że taka forma przewodnika turystycznego jest zła, jeśli weźmiemy pod uwagę, jaka jest grupa docelowa tej literatury, ale jednak przydałoby się umieścić w powieści trochę więcej fabuły niż tylko "jedziemy do miasta A, gdzie znajduje się X, którego historia jest taka a taka". Tutaj niby zaczyna się dobrze, bo bohaterowie dość szybko wplątują się w intrygę, która mogłaby być ciekawa, gdyby nie stanowiła tylko odległego tła dla podróży Mazurskich i zwiedzania przez nich kolejnych europejskich miast oraz gdyby miała jakikolwiek wpływ na fabułę. Kolejny kamyczek do ogródka jest taki, że rozwiązanie sprawy zachodzi na zasadzie deus ex machina - osobiście uważam takie rozwiązanie fabularne za ordynarne. Natomiast encyklopedyczne informacje przytaczane przez autorkę ustami głównego bohatera są dość ciekawe (sam się tego i owego dowiedziałem) i stanowią mocną stronę powieści, choć nie są one w stanie zrównoważyć kpiny z fabuły, której pani Stelmaszyk się dopuściła. Dzieciom jednak się podobało na tyle, że mają teraz ochotę pojechać na wakacje. Chociaż w sumie, wcześniej też miały... Ech, ta pandemia.
31. Zodiaki. Genokracja - Magdalena Kucenty, Uroboros 2021 (Kindle)
Nie wiem, czy to bardziej powieść, czy zbiór opowiadań. Fabularne powiązanie poszczególnych rozdziałów sugeruje, że słuszna jest pierwsza opcja; z drugiej strony dwa z nich czytałem już jako opowiadania - były nawet w tej kategorii nominowane do Nagrody Zajdla. Pomijając szufladkujące rozterki, przyznać muszę, że zakochałem się w twórczości Magdaleny Kucenty. Zodiaki urzekły mnie ona sposobem kreacji świata przedstawionego, o którym wiedza jest dawkowana ostrożnie i z perspektywy bohaterów, co po zakończonej lekturze pozostawia niedosyt i nadzieję na więcej w niedalekiej przyszłości. Do tego należy dodać niesamowitą pomysłowość w kwestii samych głównych postaci, którzy są efektem inżynierii genetycznej w transhumanistycznym świecie. Zachwyciłem się, choć lektura wymagała ode mnie skupienia i wysiłku, żebym nie pogubił się w opisywanych wydarzeniach. Jest to pierwsza - Warkoczyk skazuję na zapomnienie, bo na nic innego nie zasłużył - przeczytana przeze mnie w tym roku powieść (bo tak książkę tę zamierzam traktować) fantastyczna i od razu mam poważnego kandydata do nominacji do Zajdla i Żuławskiego. Brawo.
Paski postępu:
William Gibson - Wypalić Chrom - 81%
Adam Przechrzta - Cień - 72%
Michał Protasiuk - Anatomia pęknięcia - 61%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 7%
piątek, 23 kwietnia 2021
Przeczytane 2021: Tydzień #16
27. Odtrutka na optymizm - Peter Watts, MAG 2013
Peter Watts to autor znany mi z łamów Nowej Fantastyki, głównie jako felietonista, choć przypominam sobie, że jakieś dwa albo trzy jego opowiadania też miałem przyjemność czytać. W Odtrutce na optymizm opublikowano wszystkie jego opowiadania, które ukazały się do 2011 roku, co sprawia, że w momencie ukazania się zbioru był on najpełniejszym wydawnictwem gromadzącym teksty Wattsa. A ja nawet nie zauważyłem, że minęło już niemal osiem lat, od kiedy tę książkę kupiłem, a i tak nie sięgnąłbym po nią teraz, gdyby nie Córka, która zdjęła ją z półki i powiedziała: "Tato, przeczytaj tę książkę z okiem". W środku zmieściło się szesnaście opowiadań (na okładce wydawca doliczył się siedemnastu, nie wiem jak), głównie z nurtu hard sf, w których autor snuje rozważania na temat świadomości i w swoim stylu próbuje dokopać religijności. Świetnie się to czyta; zdążyłem już zapomnieć, ile frajdy mi zawsze sprawiało sf silnie oparte na nauce, a dzięki Wattsowi udało mi się wrócić do czasów, kiedy słowo "science" w "science fiction" miało jakieś znaczenie. Świetny zbiór, niestety dzisiaj dostępny jest tylko na rynku wtórnym po zawyżonej cenie.
28. Virion. Szermierz - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2019 (Kindle)
Kolejny tom popłuczyn po Achai, których czytanie przestało być modne ze względu na dziaderstwo autora, a które nadal czytam z niedającyh się uzasadnić powodów. Szermierz jest zakończeniem cyklu przygód młodego Viriona i w tej roli sprawdza się całkiem przyzwoicie. Ziemiański domyka większość wątków, dobrze pokazuje rozwój tytułowego bohatera i co ciekawe, ani raz nie wspomina o sikaniu po nogach. Pewnie dlatego, że głównym bohaterem jest mężczyzna, a nie jakaś tępa baba, dla której obsikiwanie się jest środkiem wyrazu dowolnej silniejszej emocji. No ale źle nie jest: coś się dzieje, wiele rzeczy się wyjaśnia, Virion powoli zmierza w stronę zostania zapijaczonym szermierzem natchnionym znanym z Achai i tylko przebieg finałowej potyczki nie daje mi spokoju. Jak ktoś mi powie, w jaki sposób i dlaczego Virion pokonuje tego, kto pełni rolę głównego bossa, stawiam mu (albo jej) oranżadę.
29. Warkoczyk - Justyna Wydra, Zysk i S-ka 2021
Mówiła mi Żona: "Nie czytaj tego". Nie posłuchałem i mam za swoje. Nie pamiętam, dlaczego kupiłem tę książkę: czy zachęciła mnie do tego jakaś recenzja, czy też zobaczyłem reklamę i postanowiłem dać szansę nieznanej mi autorce. W każdym razie był to błąd i teraz powtarzam wam za moją żoną: Nie czytajcie tego! Zrobiłem to za was. A ponieważ tej książki nie przeczytacie, to będą spoilery. To tak: najpierw on ją gwałci i porywa, przy okazji zabijając prawdopodobnie jej ojca. Potem zawierają układ, w którym ona kłamie, że jest z nim dobrowolnie, a robi to, żeby ocalić własne życie. Jakiś czas póćniej on ją jeszcze bije i kilkakrotnie gwałci. I to jest jeszcze fabularnie w porządku. A potem ona widzi swojego niedoszłego męża, swierdza, że jej gwałciciel jest przystojniejszy, zakochuje się w nim i uprawiają całonocny dziki seks. Dziękujemy, koniec tomu pierwszego. Ma być jeszcze drugi? Nie skorzystam. To jest tak toksyczne, że głowa boli. A ponoć pisała to feministka. Niedobrze mi się robiło, jak czytałem tę powieść. Czy są tu jakieś dobre strony? Powieść jest krótka i napisana tak, że da się ją szybko przeczytać. Dość ciekawe jest też przedstawienie życia codziennego górskich rozbójników. I tyle. Z ciekawostek wspomnę jeszcze, że dopiero w ostatniej scenie erotycznej (tej całonocnej i dzikiej) pojawia się słowo "członek" na określenie męskich genitaliów. Wcześniej autorka namiętnie nazywa tę część ciała "korzeniem". I o ile w ustach wioskowej wiedźmy jest to akceptowalne, to gdy wypowiada się narrator, wolałbym inne określenie. Cieszcie się, że nie musicie tego czytać. Gniot jakich mało.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 89%
Magdalena Kucenty - Zodiaki. Genokracja - 31%
William Gibson - Wypalić Chrom - 24%
Adam Przechrzta - Cień - 20%
Michał Protasiuk - Anatomia pęknięcia - 12%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
Peter Watts to autor znany mi z łamów Nowej Fantastyki, głównie jako felietonista, choć przypominam sobie, że jakieś dwa albo trzy jego opowiadania też miałem przyjemność czytać. W Odtrutce na optymizm opublikowano wszystkie jego opowiadania, które ukazały się do 2011 roku, co sprawia, że w momencie ukazania się zbioru był on najpełniejszym wydawnictwem gromadzącym teksty Wattsa. A ja nawet nie zauważyłem, że minęło już niemal osiem lat, od kiedy tę książkę kupiłem, a i tak nie sięgnąłbym po nią teraz, gdyby nie Córka, która zdjęła ją z półki i powiedziała: "Tato, przeczytaj tę książkę z okiem". W środku zmieściło się szesnaście opowiadań (na okładce wydawca doliczył się siedemnastu, nie wiem jak), głównie z nurtu hard sf, w których autor snuje rozważania na temat świadomości i w swoim stylu próbuje dokopać religijności. Świetnie się to czyta; zdążyłem już zapomnieć, ile frajdy mi zawsze sprawiało sf silnie oparte na nauce, a dzięki Wattsowi udało mi się wrócić do czasów, kiedy słowo "science" w "science fiction" miało jakieś znaczenie. Świetny zbiór, niestety dzisiaj dostępny jest tylko na rynku wtórnym po zawyżonej cenie.
28. Virion. Szermierz - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2019 (Kindle)
Kolejny tom popłuczyn po Achai, których czytanie przestało być modne ze względu na dziaderstwo autora, a które nadal czytam z niedającyh się uzasadnić powodów. Szermierz jest zakończeniem cyklu przygód młodego Viriona i w tej roli sprawdza się całkiem przyzwoicie. Ziemiański domyka większość wątków, dobrze pokazuje rozwój tytułowego bohatera i co ciekawe, ani raz nie wspomina o sikaniu po nogach. Pewnie dlatego, że głównym bohaterem jest mężczyzna, a nie jakaś tępa baba, dla której obsikiwanie się jest środkiem wyrazu dowolnej silniejszej emocji. No ale źle nie jest: coś się dzieje, wiele rzeczy się wyjaśnia, Virion powoli zmierza w stronę zostania zapijaczonym szermierzem natchnionym znanym z Achai i tylko przebieg finałowej potyczki nie daje mi spokoju. Jak ktoś mi powie, w jaki sposób i dlaczego Virion pokonuje tego, kto pełni rolę głównego bossa, stawiam mu (albo jej) oranżadę.
29. Warkoczyk - Justyna Wydra, Zysk i S-ka 2021
Mówiła mi Żona: "Nie czytaj tego". Nie posłuchałem i mam za swoje. Nie pamiętam, dlaczego kupiłem tę książkę: czy zachęciła mnie do tego jakaś recenzja, czy też zobaczyłem reklamę i postanowiłem dać szansę nieznanej mi autorce. W każdym razie był to błąd i teraz powtarzam wam za moją żoną: Nie czytajcie tego! Zrobiłem to za was. A ponieważ tej książki nie przeczytacie, to będą spoilery. To tak: najpierw on ją gwałci i porywa, przy okazji zabijając prawdopodobnie jej ojca. Potem zawierają układ, w którym ona kłamie, że jest z nim dobrowolnie, a robi to, żeby ocalić własne życie. Jakiś czas póćniej on ją jeszcze bije i kilkakrotnie gwałci. I to jest jeszcze fabularnie w porządku. A potem ona widzi swojego niedoszłego męża, swierdza, że jej gwałciciel jest przystojniejszy, zakochuje się w nim i uprawiają całonocny dziki seks. Dziękujemy, koniec tomu pierwszego. Ma być jeszcze drugi? Nie skorzystam. To jest tak toksyczne, że głowa boli. A ponoć pisała to feministka. Niedobrze mi się robiło, jak czytałem tę powieść. Czy są tu jakieś dobre strony? Powieść jest krótka i napisana tak, że da się ją szybko przeczytać. Dość ciekawe jest też przedstawienie życia codziennego górskich rozbójników. I tyle. Z ciekawostek wspomnę jeszcze, że dopiero w ostatniej scenie erotycznej (tej całonocnej i dzikiej) pojawia się słowo "członek" na określenie męskich genitaliów. Wcześniej autorka namiętnie nazywa tę część ciała "korzeniem". I o ile w ustach wioskowej wiedźmy jest to akceptowalne, to gdy wypowiada się narrator, wolałbym inne określenie. Cieszcie się, że nie musicie tego czytać. Gniot jakich mało.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 89%
Magdalena Kucenty - Zodiaki. Genokracja - 31%
William Gibson - Wypalić Chrom - 24%
Adam Przechrzta - Cień - 20%
Michał Protasiuk - Anatomia pęknięcia - 12%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
piątek, 16 kwietnia 2021
Przeczytane 2021: Tydzień #15
Do 15 kwietnia był czas na nominowanie utworów do Nagrody Żuławskiego, co też jako Elektor uczyniłem. W stosunku do Nagrody Zajdla wprowadziłem jedną zmianę: do Żuławskiego nie można było nominować Dunkela Bielawskiego, więc na jego miejsce wskoczyła Agnieszka Osikowicz-Chwaja z Szeptami na wzgórzach. Z innych istotnych spraw: zacząłem czytać tegoroczne premiery. Na razie ukończyłem dwa tytuły, ale następne niebawem powinny być w drodze. Mam nadzieję, że w tym roku nie narobię sobie takich zaległości, jak w latach poprzednich.
24. Fantastyczne pióra 2019 - antologia, Fantastyczne Pióra 2021 (Kindle)
To drugie już wydanie Fantastycznych piór, z których robi się ciekawy cykl antologii. Tym razem, jak łatwo można się domyślić, redakcja zebrała najlepsze opowiadania, jakie pojawiły się na portalu fantastyka.pl w 2019 roku, po czym postanowiła opublikować je w formie darmowego e-booka. Brakuje tu naturalnie jakichś głośnych nazwisk (tacy autory nie biorą raczej udziału w konkursach), choć sporo z nich gdzieś się już przewinęło, czy to w antologiach, czy też na łamach Nowej Fantastyki. Ponieważ antologia jest dostępna za darmo i nie musi się sprzedać, można postawić w niej wyłącznie na jakość tekstów, nie zawracając sobie głowy marketingową wartością autorów, dzięki czemu po raz kolejny trafiło się do przeczytania kilka perełek. Trzy teksty szczególnie zwróciły moją uwagę. Pierwszym z nich jest Czerwień Sylwestra Gdeli - bardzo mocne emocjonalne uderzenie, zwłaszcza gdy dowiadujemy się, kim jest święty Mikołaj i po co bohater do niego przyszedł. Kolejnym urzekającym tekstem jest Carski wagon Pawła Wolskiego, świetnie oddający atmosferę komunistycznej Polski w przededniu stanu wojennego. Trzecia zaś perełka to Ostatni kurs Katarzyny Szymonik o przywiązaniu człowieka do maszyny i swojego miejsca pracy. Cóż, pozostaje poczekać na wydanie zbierające najlepsze opowiadania z 2020 roku...
25. Mutanci - Tadeusz Markowski, Solaris 2017 (Kindle)
Dość szybko wróciłem do Markowskiego. Mutanci to powieść rozpoczynająca cykl Dzieci Hildora, choć napisana została jako druga po Umrzeć, by nie zginąć. Opowiada ona o czasach sprzed wyruszenia bohaterów znanych z poprzedniego utworu w kosmos i pokazuje, co sprawiło, że postanowili oni szukać swojego miejsca wśród gwiazd. Jako reprezentantka nurtu fantastyki socjologicznej powieść ta jest też obrazem tego, do czego jest w stanie posunąć się władza w celu wyeliminowania jednostek dla siebie niewygodnych i groźnych. Mutantów czyta się lepiej niż Umrzeć, by nie zginąć, są ciekawsi fabularnie, ale nadal nie jestem w stanie tej książki uznać za arcydzieło polskiej fantastyki naukowej. Mierżą mnie też sceny erotyczne wyjęte rodem z fantazji nastolatka. Raz można tę powieść przeczytać i nie będzie to bolało, ale wracanie do niej miałoby już w sobie pewne cechy masochizmu. Dopisany niedawno tom pewnie też przeczytam, podobnie zamierzam zrobić z tym, który dopiero ma się ukazać, ale nie spodziewam się fajerwerków.
26. 50 wesel i pogrzeb - Magdalena Kubasiewicz, Czarna Dama 2021 (Kindle)
Ostatnio coraz częściej autorzy i autorki kojarzeni z fantastyką próbują swoich sił w kryminałach. Ponoć historie o morderstwach się nieźle sprzedają, nie ma w tym więc nic dziwnego. Taką ścieżką postanowiła też podążyć Magdalena Kubasiewicz, moim zdaniem jedno z ciekawszych nowych nazwisk na fantastycznym rynku. Jako autorka kryminału też poradzła sobie całkiem dobrze, choć zabrakło jej oryginalności (pytanie, czy w ogóle w tego typu literaturze da się wymyślić coś nowego). Dostajemy historię, w której pani młoda umiera na własnym weselu, policja średnio garnie się do rozwiązania sprawy, pojawiają się demony przyszłości, a prowadzenie śledztwa wobec opieszałości służb mundurowych bierze na siebie przyjaciółka pana młodego. Napisane to sprawnie i zgodnie ze sztuką, a do tego przyznać muszę, że nie spodziewałem się takiego rozwiązania sprawy. No i objętościowo powieść jest mało obszerna, co oznacza, że nawet jak ktoś się zawiedzie, nie straci zbyt dużo czasu. Mnie się podobało. Nie zostałem powalony na kolana, ale wrażenia z lektury mam pozytywne.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 85%
Peter Watts - Odtrutka na optymizm - 47%
Andrzej Ziemiański - Virion. Szermierz - 17%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
24. Fantastyczne pióra 2019 - antologia, Fantastyczne Pióra 2021 (Kindle)
To drugie już wydanie Fantastycznych piór, z których robi się ciekawy cykl antologii. Tym razem, jak łatwo można się domyślić, redakcja zebrała najlepsze opowiadania, jakie pojawiły się na portalu fantastyka.pl w 2019 roku, po czym postanowiła opublikować je w formie darmowego e-booka. Brakuje tu naturalnie jakichś głośnych nazwisk (tacy autory nie biorą raczej udziału w konkursach), choć sporo z nich gdzieś się już przewinęło, czy to w antologiach, czy też na łamach Nowej Fantastyki. Ponieważ antologia jest dostępna za darmo i nie musi się sprzedać, można postawić w niej wyłącznie na jakość tekstów, nie zawracając sobie głowy marketingową wartością autorów, dzięki czemu po raz kolejny trafiło się do przeczytania kilka perełek. Trzy teksty szczególnie zwróciły moją uwagę. Pierwszym z nich jest Czerwień Sylwestra Gdeli - bardzo mocne emocjonalne uderzenie, zwłaszcza gdy dowiadujemy się, kim jest święty Mikołaj i po co bohater do niego przyszedł. Kolejnym urzekającym tekstem jest Carski wagon Pawła Wolskiego, świetnie oddający atmosferę komunistycznej Polski w przededniu stanu wojennego. Trzecia zaś perełka to Ostatni kurs Katarzyny Szymonik o przywiązaniu człowieka do maszyny i swojego miejsca pracy. Cóż, pozostaje poczekać na wydanie zbierające najlepsze opowiadania z 2020 roku...
25. Mutanci - Tadeusz Markowski, Solaris 2017 (Kindle)
Dość szybko wróciłem do Markowskiego. Mutanci to powieść rozpoczynająca cykl Dzieci Hildora, choć napisana została jako druga po Umrzeć, by nie zginąć. Opowiada ona o czasach sprzed wyruszenia bohaterów znanych z poprzedniego utworu w kosmos i pokazuje, co sprawiło, że postanowili oni szukać swojego miejsca wśród gwiazd. Jako reprezentantka nurtu fantastyki socjologicznej powieść ta jest też obrazem tego, do czego jest w stanie posunąć się władza w celu wyeliminowania jednostek dla siebie niewygodnych i groźnych. Mutantów czyta się lepiej niż Umrzeć, by nie zginąć, są ciekawsi fabularnie, ale nadal nie jestem w stanie tej książki uznać za arcydzieło polskiej fantastyki naukowej. Mierżą mnie też sceny erotyczne wyjęte rodem z fantazji nastolatka. Raz można tę powieść przeczytać i nie będzie to bolało, ale wracanie do niej miałoby już w sobie pewne cechy masochizmu. Dopisany niedawno tom pewnie też przeczytam, podobnie zamierzam zrobić z tym, który dopiero ma się ukazać, ale nie spodziewam się fajerwerków.
26. 50 wesel i pogrzeb - Magdalena Kubasiewicz, Czarna Dama 2021 (Kindle)
Ostatnio coraz częściej autorzy i autorki kojarzeni z fantastyką próbują swoich sił w kryminałach. Ponoć historie o morderstwach się nieźle sprzedają, nie ma w tym więc nic dziwnego. Taką ścieżką postanowiła też podążyć Magdalena Kubasiewicz, moim zdaniem jedno z ciekawszych nowych nazwisk na fantastycznym rynku. Jako autorka kryminału też poradzła sobie całkiem dobrze, choć zabrakło jej oryginalności (pytanie, czy w ogóle w tego typu literaturze da się wymyślić coś nowego). Dostajemy historię, w której pani młoda umiera na własnym weselu, policja średnio garnie się do rozwiązania sprawy, pojawiają się demony przyszłości, a prowadzenie śledztwa wobec opieszałości służb mundurowych bierze na siebie przyjaciółka pana młodego. Napisane to sprawnie i zgodnie ze sztuką, a do tego przyznać muszę, że nie spodziewałem się takiego rozwiązania sprawy. No i objętościowo powieść jest mało obszerna, co oznacza, że nawet jak ktoś się zawiedzie, nie straci zbyt dużo czasu. Mnie się podobało. Nie zostałem powalony na kolana, ale wrażenia z lektury mam pozytywne.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 85%
Peter Watts - Odtrutka na optymizm - 47%
Andrzej Ziemiański - Virion. Szermierz - 17%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
piątek, 9 kwietnia 2021
Przeczytane 2021: Tydzień #14
Zmęczenie mnie ostatnio dopada i nie mam za bardzo siły na czytanie, więc w tym tygodniu skończyłem tylko jedną lekturę.
23. Virion. Adept - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2019
Nie wiem, dlaczego sobie to robię i uparcie czytam kolejne wypociny Ziemiańskiego w świecie Achai. Trzeci tom Viriona niewiele wnosi i jest rozdęty ponad miarę - fabułę dałoy się upchnąć na połowie stron. Ja wiem, że Ziemiański chce pokazać drogę, jaką przemierzył tytułowy bohater zanim został szermierzem natchnionym, ale tutaj sprowadza się to do tego, że poznał zapijaczonego mistrza, a ten postanowił go uczyć, choć na razie tej nauki zbyt wiele nie ma. Wątek czarownicy porzucony zostaje w połowie książki, a ten dotyczący pani prokurator od pewnego momentu też jest traktowany po macoszemu. Ja przeczytałem, wy się nie musicie poświęcać. Szkoda czasu.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 85%
antologia - Fantastyczne pióra 2019 - 62%
Tadeusz Markowski - Mutanci - 22%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
23. Virion. Adept - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2019
Nie wiem, dlaczego sobie to robię i uparcie czytam kolejne wypociny Ziemiańskiego w świecie Achai. Trzeci tom Viriona niewiele wnosi i jest rozdęty ponad miarę - fabułę dałoy się upchnąć na połowie stron. Ja wiem, że Ziemiański chce pokazać drogę, jaką przemierzył tytułowy bohater zanim został szermierzem natchnionym, ale tutaj sprowadza się to do tego, że poznał zapijaczonego mistrza, a ten postanowił go uczyć, choć na razie tej nauki zbyt wiele nie ma. Wątek czarownicy porzucony zostaje w połowie książki, a ten dotyczący pani prokurator od pewnego momentu też jest traktowany po macoszemu. Ja przeczytałem, wy się nie musicie poświęcać. Szkoda czasu.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 85%
antologia - Fantastyczne pióra 2019 - 62%
Tadeusz Markowski - Mutanci - 22%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
piątek, 2 kwietnia 2021
Przeczytane 2021: Tydzień #13
31 marca minął termin zgłaszania nominacji do Nagrody Zajdla, z której to możliwości, jak co roku skorzystałem, wybierając pięć najlepszych moim zdaniem zeszłorocznych fantastycznych powieści i opowiadań. Teraz mogłem już zacząć przygotowywać się do kolejnej edycji nagrody, stąd na liście przeczytanych książek w tym tygodniu Markowski i Marchewka, którzy kolejne tomy swoich cykli zamierzają opublikować w tym roku. Mam nadzieję, że rok 2021 nie przyniesie takiej mizerii, jeśli chodzi o liczbę przeczytanych powieści, jak 2020. Kolejny już raz mam poczucie, że powinienem był przeczytać więcej polskich powieści fantastycznych, ale znów zabrakło mi czasu przed zgłoszeniem nominacji.
20. Umrzeć, by nie zginąć - Tadeusz Markowski, Solaris 2017 (Kindle)
To już pozycja numer siedemdziesiąt w serii Archiwum Polskiej Fantastyki wydawanej przez Wojtka Sedeńkę. Przyznam, że nazwisko autora jakoś nie zapadło mi w przeszłości w pamięci, a tu jednak wychodzi, że jego skromna twórczość należy do klasyki rodzimej literatury sf. Co ciekawe Umrzeć, by nie zginąć, mimo że powstało jako pierwsze, jest zwieńczeniem cyklu Dzieci Hildora. Problem z tą książką jest jednak taki, że dzisiaj się już nie broni. Ot, zwykłe science fiction, gdzie para ludzi wraca na Ziemię po trzech tysiącach lat od wyruszenia ku gwiazdom i próbuje odnaleźć się w zastanej rzeczywistości. Da się to bezboleśnie przeczytać, ale wracać do tej literatury nie ma po co. Zwłaszcza, jeśli ktoś miał kontakt z tą powieścią w latach 80. i wiąże z nią jakieś przyjemne wspomnienia. Teraz raczej się sparzy.
21. Cudze słowa - Wit Szostak, Powergraph 2020
Czapki z głów, panie, panowie i osoby niebinarne; czapki z głów. Szostak zachwyca. Wspaniale snuje opowieść o człowieku, który z punktu widzenia narratorów (a tych jest aż siedmioro) jest jednostką wyjątkową, i świetnie buduje jego mit. Główny bohater, Benedykt Ryś, jest filozofem, podróżnikiem, restauratorem, synem, uczniem, kochankiem. Narratorami zaś są osoby, na których życiu odcisnął on swoje piętno. Mnie najbardziej poruszyły słowa Józefa, ojca, który w bardzo osobisty sposób mówi o swoich relacjach z synem, pokazuje problemy, jakie przychodzą z dorastaniem dziecka i wspomina błędy, jaki popełnił w wychowaniu. Jako rodzic zostałem w tych momentach przez Szostaka sponiewierany na poziomie emocjonalnym, co chyba nie zdarzyło mi się przy lekturze żadnej innej książki. Wspomniałem już o siedmiorgu narratorów, ale przez większość czasu wypowiada się tylko sześcioro z nich. Siódma jest Weronika, której opowieść otwiera Cudze słowia i która mogłaby je zamknąć (swoją drogą: wspaniała konstrukcja tych dwóch rozdziałów), gdyby nie ostatni rozdział wywracający do góry nogami (który to już raz w tej książce?) to, co do tej pory przeczytałem. Jest to pozycja świetna stylistycznie i językowo (Magdalena snująca rozważania na temat płciowości jest obłędna). Zastanawiam się jeszcze, czy biblijne imiona narratorów - Magdalena, Weronika, Paweł, Józef, Jan, Jakub i Szymon - mają znaczenie, ale na razie nie doszedłem do żadnych wniosków, choć swoje podejrzenia mam. Kupujcie i czytajcie. Ja liczę na Nike w 2021 roku dla tej powieści.
22. Wszyscy patrzyli, nikt nie widział - Tomasz Marchewka, SQN 2017 (Kindle)
Bardzo lubię takie historie. W rolach głównych występują szulerzy i inni przedstawiciele przestępczego półświatka, nad miastem unosi się inżynieryjny duch XIX wieku, a do tego potrawa podana zostaje w sosie noir, któremu brakuje jedynie postaci uzależnionego od absyntu i zapijaczonego detektywa. Jest mistrz, jest uczeń i są kłopoty. Do tego dochodzi sięgająca w historię sprzed kilkudziesięciu lat intryga i mamy bardzo fajną powieść łotrzykowską. Niestety znalazło się też miejsce na łyżkę dziegciu: autorowi zdarza się zastosować deus ex machina, żeby uratować bohatera. Niby można to wytłumaczyć tym, że protagonista uważa, że niczym kot ma dziewięć żyć, a pisarz postanawia temu stwierdzeniu przytaknąć, ale jednak zgrzyt tej jest dotkliwy. Niemniej, warto przeczytać. Powinny wystarczyć dwa wieczory, jeśli nikt nie będzie przeszkadzał.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 79%
Andrzej Ziemiański - Virion. Adept - 38%
antologia - Fantastyczne pióra 2019 - 18%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
20. Umrzeć, by nie zginąć - Tadeusz Markowski, Solaris 2017 (Kindle)
To już pozycja numer siedemdziesiąt w serii Archiwum Polskiej Fantastyki wydawanej przez Wojtka Sedeńkę. Przyznam, że nazwisko autora jakoś nie zapadło mi w przeszłości w pamięci, a tu jednak wychodzi, że jego skromna twórczość należy do klasyki rodzimej literatury sf. Co ciekawe Umrzeć, by nie zginąć, mimo że powstało jako pierwsze, jest zwieńczeniem cyklu Dzieci Hildora. Problem z tą książką jest jednak taki, że dzisiaj się już nie broni. Ot, zwykłe science fiction, gdzie para ludzi wraca na Ziemię po trzech tysiącach lat od wyruszenia ku gwiazdom i próbuje odnaleźć się w zastanej rzeczywistości. Da się to bezboleśnie przeczytać, ale wracać do tej literatury nie ma po co. Zwłaszcza, jeśli ktoś miał kontakt z tą powieścią w latach 80. i wiąże z nią jakieś przyjemne wspomnienia. Teraz raczej się sparzy.
21. Cudze słowa - Wit Szostak, Powergraph 2020
Czapki z głów, panie, panowie i osoby niebinarne; czapki z głów. Szostak zachwyca. Wspaniale snuje opowieść o człowieku, który z punktu widzenia narratorów (a tych jest aż siedmioro) jest jednostką wyjątkową, i świetnie buduje jego mit. Główny bohater, Benedykt Ryś, jest filozofem, podróżnikiem, restauratorem, synem, uczniem, kochankiem. Narratorami zaś są osoby, na których życiu odcisnął on swoje piętno. Mnie najbardziej poruszyły słowa Józefa, ojca, który w bardzo osobisty sposób mówi o swoich relacjach z synem, pokazuje problemy, jakie przychodzą z dorastaniem dziecka i wspomina błędy, jaki popełnił w wychowaniu. Jako rodzic zostałem w tych momentach przez Szostaka sponiewierany na poziomie emocjonalnym, co chyba nie zdarzyło mi się przy lekturze żadnej innej książki. Wspomniałem już o siedmiorgu narratorów, ale przez większość czasu wypowiada się tylko sześcioro z nich. Siódma jest Weronika, której opowieść otwiera Cudze słowia i która mogłaby je zamknąć (swoją drogą: wspaniała konstrukcja tych dwóch rozdziałów), gdyby nie ostatni rozdział wywracający do góry nogami (który to już raz w tej książce?) to, co do tej pory przeczytałem. Jest to pozycja świetna stylistycznie i językowo (Magdalena snująca rozważania na temat płciowości jest obłędna). Zastanawiam się jeszcze, czy biblijne imiona narratorów - Magdalena, Weronika, Paweł, Józef, Jan, Jakub i Szymon - mają znaczenie, ale na razie nie doszedłem do żadnych wniosków, choć swoje podejrzenia mam. Kupujcie i czytajcie. Ja liczę na Nike w 2021 roku dla tej powieści.
22. Wszyscy patrzyli, nikt nie widział - Tomasz Marchewka, SQN 2017 (Kindle)
Bardzo lubię takie historie. W rolach głównych występują szulerzy i inni przedstawiciele przestępczego półświatka, nad miastem unosi się inżynieryjny duch XIX wieku, a do tego potrawa podana zostaje w sosie noir, któremu brakuje jedynie postaci uzależnionego od absyntu i zapijaczonego detektywa. Jest mistrz, jest uczeń i są kłopoty. Do tego dochodzi sięgająca w historię sprzed kilkudziesięciu lat intryga i mamy bardzo fajną powieść łotrzykowską. Niestety znalazło się też miejsce na łyżkę dziegciu: autorowi zdarza się zastosować deus ex machina, żeby uratować bohatera. Niby można to wytłumaczyć tym, że protagonista uważa, że niczym kot ma dziewięć żyć, a pisarz postanawia temu stwierdzeniu przytaknąć, ale jednak zgrzyt tej jest dotkliwy. Niemniej, warto przeczytać. Powinny wystarczyć dwa wieczory, jeśli nikt nie będzie przeszkadzał.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 79%
Andrzej Ziemiański - Virion. Adept - 38%
antologia - Fantastyczne pióra 2019 - 18%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
piątek, 26 marca 2021
Przeczytane 2021: Tydzień #12
Nadal się czyta. Uporałem się z Możdżeniem, choc może nie jest to najlepsze sformułowanie, bo lektura mimo swej mroczności i od czasu do czasu obrzydliwości była dużą przyjemnością, do tego dorzuciłem kolejną antologię opowiadań. Ważne, że powoli idzie wszystko do przodu, szkoda tylko, że od dłuższego czasu nie przeczytałem niczego dzieciom. Trzeba będzie to nadrobić.
18. Świętologia - antologia, IX 2020 (Kindle)
Po antologii ŚKF-u przyszedł czas na wydany przez Wydawnictwo IX, a poświęcony Bożemu Narodzeniu, darmowy zbiór opowiadań autorów związanych z Krakowską Siecią Fantastyki. Tak jak w tamtym przypadku marketingowo produkt był ciągnięty przez Michała Cholewą, tak tym razem nazwiskiem, które może zachęcić do sięgnięcia po książkę, jest Paweł Majka. Niestety jego tekst, Wstęp do Wstępu do Świętologii, całkowicie rozminął się z moim gustem i nie dość, że niezbyt ogarnąłem, o co w nim chodzi, to już zdążyłem go zapomnieć. Szkoda, bo tego autora cenię, lubię i zawsze chętnie sięgam po twórczość podpisaną jego nazwiskiem. Pozostałe utwory też jakoś nieszczególnie mnie zachwyciły, na szczęście znalazło się parę wyjątków. Szczególnie miłą lekturą było Letzte Weihnacht, po którym moje spojrzenie na zastęp reniferów świętego w barwach Coca-Coli już nigdy nie będzie takie samo. Nieźle też wypadło opowiadanie o tym samym tytule, ale w innym języku - mowa tu o Last Christmas Lecha Baczyńskiego - które jest nastrojowe i apokaliptyczne. W ciężkie tony uderzyła Agnieszka Bar w grających na emocjach Siódmych świętach Karolinki, ale napisanie czegokolwiek o tym krótkim tekście jest niemożliwe, jeśli nie chce się zdradzać puenty. Resztę opowiadań przeczytałem bez bólu (w niektórych przypadkach tylko dlatego, że się szybko skończyły), ale widać, że autorzy, w większości młodzi i niedoświadczeni, muszą jeszcze trochę popracować. A ja będę trzymał za nich kciuki.
19.Chodź ze mną - Konrad Możdżeń, Vesper 2020
Vesper przyzwyczaił do dobrej jakości wydawanych przez siebie książek zarówno w kwestii fizycznego obiektu, jakim jest książka, jak i publikowanych na papierze treści. Tym razem wydawnictwo postanowiło dać szansę debiutantowi i wypuściło na rynek ciekawą powieść grozy, Chodź ze mną. A w niej dostaliśmy nawiedzoną wrocławską knajpę powiązaną z historią kanibala z Ziębic. Efekt jest mroczny, krwisty i brutalny, a zarazem nastrojowy. Możdżeniowi bardzo dobrze udało się oddać atmosferę tajemnicy i zagrożenia, a przy okazji pokazał (nie wiem, czy taka była jego intencja), do czego może doprowadzić brak komunikacji między ludźmi, bo do wielu wydarzeń opisanych w powieści mogłoby nie dojść, gdyby bohaterowie mieli przed sobą mniej tajemnic. W opowieści tej czuć wrocławskiego ducha; widać, że autor zna miasto bardzo dobrze i potrafi przelać na papier swoje spostrzeżenia na jego temat, co jest o tyle ciekawe, że tak naprawdę poza samym budynkiem Nowej Giełdy Wrocławia jest tu mało. Trochę szkoda, bo to bardzo ciekawe miasto. Jako ciekawostkę wspomnę tylko, że jest to pierwszy od długiego czasu przypadek, kiedy po książkę sięgnąłem pod wpływem okładki, no ale nic nie poradzę na to, że jest prześliczna.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 75%
Tadeusz Markowski - Umrzeć, by nie zginąć - 60%
Wit Szostak - Cudze słowa - 24%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
18. Świętologia - antologia, IX 2020 (Kindle)
Po antologii ŚKF-u przyszedł czas na wydany przez Wydawnictwo IX, a poświęcony Bożemu Narodzeniu, darmowy zbiór opowiadań autorów związanych z Krakowską Siecią Fantastyki. Tak jak w tamtym przypadku marketingowo produkt był ciągnięty przez Michała Cholewą, tak tym razem nazwiskiem, które może zachęcić do sięgnięcia po książkę, jest Paweł Majka. Niestety jego tekst, Wstęp do Wstępu do Świętologii, całkowicie rozminął się z moim gustem i nie dość, że niezbyt ogarnąłem, o co w nim chodzi, to już zdążyłem go zapomnieć. Szkoda, bo tego autora cenię, lubię i zawsze chętnie sięgam po twórczość podpisaną jego nazwiskiem. Pozostałe utwory też jakoś nieszczególnie mnie zachwyciły, na szczęście znalazło się parę wyjątków. Szczególnie miłą lekturą było Letzte Weihnacht, po którym moje spojrzenie na zastęp reniferów świętego w barwach Coca-Coli już nigdy nie będzie takie samo. Nieźle też wypadło opowiadanie o tym samym tytule, ale w innym języku - mowa tu o Last Christmas Lecha Baczyńskiego - które jest nastrojowe i apokaliptyczne. W ciężkie tony uderzyła Agnieszka Bar w grających na emocjach Siódmych świętach Karolinki, ale napisanie czegokolwiek o tym krótkim tekście jest niemożliwe, jeśli nie chce się zdradzać puenty. Resztę opowiadań przeczytałem bez bólu (w niektórych przypadkach tylko dlatego, że się szybko skończyły), ale widać, że autorzy, w większości młodzi i niedoświadczeni, muszą jeszcze trochę popracować. A ja będę trzymał za nich kciuki.
19.Chodź ze mną - Konrad Możdżeń, Vesper 2020
Vesper przyzwyczaił do dobrej jakości wydawanych przez siebie książek zarówno w kwestii fizycznego obiektu, jakim jest książka, jak i publikowanych na papierze treści. Tym razem wydawnictwo postanowiło dać szansę debiutantowi i wypuściło na rynek ciekawą powieść grozy, Chodź ze mną. A w niej dostaliśmy nawiedzoną wrocławską knajpę powiązaną z historią kanibala z Ziębic. Efekt jest mroczny, krwisty i brutalny, a zarazem nastrojowy. Możdżeniowi bardzo dobrze udało się oddać atmosferę tajemnicy i zagrożenia, a przy okazji pokazał (nie wiem, czy taka była jego intencja), do czego może doprowadzić brak komunikacji między ludźmi, bo do wielu wydarzeń opisanych w powieści mogłoby nie dojść, gdyby bohaterowie mieli przed sobą mniej tajemnic. W opowieści tej czuć wrocławskiego ducha; widać, że autor zna miasto bardzo dobrze i potrafi przelać na papier swoje spostrzeżenia na jego temat, co jest o tyle ciekawe, że tak naprawdę poza samym budynkiem Nowej Giełdy Wrocławia jest tu mało. Trochę szkoda, bo to bardzo ciekawe miasto. Jako ciekawostkę wspomnę tylko, że jest to pierwszy od długiego czasu przypadek, kiedy po książkę sięgnąłem pod wpływem okładki, no ale nic nie poradzę na to, że jest prześliczna.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 75%
Tadeusz Markowski - Umrzeć, by nie zginąć - 60%
Wit Szostak - Cudze słowa - 24%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
piątek, 19 marca 2021
Przeczytane 2021: Tydzień #11
Jak krew z nosa. Tyle mam do powiedzenia.
17. Inkszy welt - antologia, Śląski Klub Fantastyki 2020 (Kindle)
Bierzcie i czytajcie, bo nie dość, że bardzo dobre, to jeszcze za darmo. Inkszy welt to przygotowana w roku 2020 coroczna antologia Sekcji Literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki. Tym razem w środku znajdziemy sześć bardzo dobrych opowiadań, próbujących pokazać duszę Górnego Śląska, a obraz, jaki się oczom czytelnika ukazuje jest taki, że Śląsk stoi kopalniami i utopcami, a ze schematu wyłamuje się jedynie Marta Magdalena Łasik opowiadaniem Głos, którego fabułę snuje wokół gliwickiej radiostacji. Marketingowym koniem pociągowym antologii jest Michał Cholewa z kopalnianym kryminałem Casus belli będącym w moim odczuciu najlepszym tekstem w zbiorze. Brakuje mi tu natomiast opowiadania Anny Kańtoch, czyli drugiej obok Miśka twarzy kojarzonej z literacką twórczością ŚKF-u. Nie zmienia to oczywiście faktu, że wszystkie teksty stoją na wysokim poziomie, więc nie pozostaje nic, jak tylko zabierać się za lekturę, jeśli ktoś jeszcze na tę antologię nie trafił.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 75%
Konrad Możdżeń - Chodź ze mną - 40%
antologia - Świętologia - 32%
Wit Szostak - Cudze słowa - 24%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
17. Inkszy welt - antologia, Śląski Klub Fantastyki 2020 (Kindle)
Bierzcie i czytajcie, bo nie dość, że bardzo dobre, to jeszcze za darmo. Inkszy welt to przygotowana w roku 2020 coroczna antologia Sekcji Literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki. Tym razem w środku znajdziemy sześć bardzo dobrych opowiadań, próbujących pokazać duszę Górnego Śląska, a obraz, jaki się oczom czytelnika ukazuje jest taki, że Śląsk stoi kopalniami i utopcami, a ze schematu wyłamuje się jedynie Marta Magdalena Łasik opowiadaniem Głos, którego fabułę snuje wokół gliwickiej radiostacji. Marketingowym koniem pociągowym antologii jest Michał Cholewa z kopalnianym kryminałem Casus belli będącym w moim odczuciu najlepszym tekstem w zbiorze. Brakuje mi tu natomiast opowiadania Anny Kańtoch, czyli drugiej obok Miśka twarzy kojarzonej z literacką twórczością ŚKF-u. Nie zmienia to oczywiście faktu, że wszystkie teksty stoją na wysokim poziomie, więc nie pozostaje nic, jak tylko zabierać się za lekturę, jeśli ktoś jeszcze na tę antologię nie trafił.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 75%
Konrad Możdżeń - Chodź ze mną - 40%
antologia - Świętologia - 32%
Wit Szostak - Cudze słowa - 24%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
piątek, 12 marca 2021
Przeczytane 2021: Tydzień #10
No czyta się, czyta. Tym razem dwie książki, rzutem na taśmę w sumie, bo parę minut przed północą skończyłem Harde baśnie. Szkoda tylko, że nie ruszyłem w minionym tygodniu niczego poza opisanymi niżej pozycjami, pomijając zabranie ze sobą do saunowej wypoczywalni ostatniego Szostaka. Zwłaszcza Chodź ze mną leży mi na sercu, bo początek wskazuje, że będzie to kawał solidnego horroru.
15. Wojenna korona - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2019 (Kindle)
Minęło parę lat i ni stąd ni zowąd okazało się, że na księgarskich półkach zdążyły się pojawić dwa kolejne tomy cyklu, który miał być trylogią. No ale widocznie autorka uznała, że panowanie Władysława Łokietka jest ciekawą częścią polskiej historii i nie ma co kończyć opowieści na jego koronacji. Każda z poprzednich części opisywała dojście do władzy któregoś z królów: w Koronie śniegu i krwi można było poznać historię Przemysła II, Niewidzialna korona opowiadała o czeskich Przemyślidach na polskim tronie, a Płomienna korona o drodze Łokietka do tytułu króla Polski. Tym razem nikt nie zostaje koronowany - na przejęcie władzy przez Kazimierza Wielkiego trzeba jeszcze trochę poczekać - więc Cherezińska skupiła się na opisaniu umacniania państwa przez Władysława. Z jednej strony Krzyżacy, z drugiej Czesi z Janem Luksemburskim roszczącym pretensje do polskiej korony, do tego w tle pozostają problemy na wschodzie i kwestia zachodnich granic królestwa. No i nie można zapomnieć o wewnętrznym konflikcie z poganami. Jest więc o czym pisać i autorka radzi sobie z tym bardzo dobrze. Problem w tym, że brakuje tu już świeżości. O ile czasy Przemysła II i następującej po nim dynastii Przemyślidów nie są zbyt dobrze znane, to o Łokietku słyszał już każdy, a Krzyżacy to od zawsze byli ci źli, więc trudniej jest zaskoczyć czytelnika czymś nowym. Nie zmienia to faktu, że cykl jest ciekawym sposobem na przybliżenie fragmentu historii Królestwa Polskiego, który może skłonić zainteresowanych tematem do sięgnięcia po naukowe opracowania.
16. Harde baśnie - antologia, SQN 2020 (Kindle)
Antologia Harda Horda była hitem. Powiększona o osobę Krystyny Chodorowskiej grupa autorek, od nazwy której wzięty został tytuł zbioru opowiadań, pod koniec zeszłego roku uderzyła po raz kolejny, tym razem biorąc na warsztat baśnie i interpretując je na swój sposób. Część z tych historii to opowiedziane na nowo, przeinterpretowane, pokazane z innej perspektywy i co tam jeszcze można z nimi zrobić znane nam od dziecka historie Czerwonego Kapturka, Jasia i Małgosi czy Śpiącej Królewny, ale są też nawiązania do mniej znanych, przynajmniej w Polsce, baśni - jasne, o braciach Grimm słyszał każdy, ale nie każdy zna wszystkie ich teksty na wyrywki, żeby zorientować się, co dokładnie daną autorkę zaispirowało. Na szczęście na zakończenie każdego z utworów ich autorki wyjaśniają co, jak i dlaczego. I o ile tym razem nie miałem takiego efektu "wow"! jak w przypadku pierwszej antologii, to i tak udało mi się znaleźć trochę ciekawych tekstów. Utwierdziłem się w przekonaniu, że przemawiają do mnie kryminały w fantastycznym sztafażu, stąd też ucieszyło mnie drugie spotkanie (pierwsze miało miejsce w antologii Skafander i melonik Śląskiego Klubu Fantastyki) z detektywem Fiksem i Jaśminą Gorol w opowiadaniu Detektyw Fiks i śmierć w czerwonym pokoju, będącym ciekawą wersją Pięknej i bestii. Również dobrze w tej konwencji odnalazła się Aneta Jadowska z opartą na Jasiu i MałgosiKlątwą Hexenwaldu, w której nawet Dora Wilk irytowała mniej niż zwykle (choć stałe podkreślanie, jaka to ona jest nieprzekupna cały czas działa mi na nerwy niczym wspominanie o czułym powonieniu Mordimera Madderdina przez Jacka Piekarę). Ciewawie na tle pozostałych utworów wygląda Zazula, kukułeczka moja Anny Nieznaj, gdyż zamiast po klasyczne baśnie autorka sięgnęła po Sienkiewiczowskie Ogniem i mieczem i zaczęła rozważać, co musiało by się wydarzyć, żeby Helena jednak wyszła za Bohuna. Ponieważ jednak medal ma dwie strony, łyżka dziegciu i takie tam, to i w tej antologii trafiło się opowiadanie, które mnie do siebie nie przekonało, a chodzi o Demona w studni Ewy Białołęckiej. Po prostu nijak nie mogę się przekonać do jej twórczości, choć od czasu do czasu po nią sięgam, dając sobie szansę na zmianę zdania. Na razie nie wychodzi. Zawiodły mnie też dwie spośród moich ulubionych autorek, czyli Anna Kańtoch i Agnieszka Hałas. Nie żeby napisały coś słabego, ale chyba mam od nich większe wymagania. Podobny problem mam z Potworem z lasu Martyny Raduchowskiej, która ponownie opowiada o Czerwonym Kapturku. Całkiem to dobre, ale jednak przewidywalne, a za mistrza odgadywania zakończeń się nie uważam. Czy warto więc wydać swoje ciężko zarobione pieniądze? Na wersję papierową zdecydowanie tak, bo w sumie dobra jest ta antologia, a i ładnie się na półce będzie prezentować. E-book jednak jest trochę za drogi, nawet po obniżce spowodowanej aferą o wysoką cenę wersji elektronicznej. Tym samym ganię politykę wydawniczą wydawnictwa, które ogranicza dostęp do dobrej literatury, czego zrozumieć nie chcę i nie potrafię.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 75%
Wit Szostak - Cudze słowa - 9%
Konrad Możdżeń - Chodź ze mną - 8%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
15. Wojenna korona - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2019 (Kindle)
Minęło parę lat i ni stąd ni zowąd okazało się, że na księgarskich półkach zdążyły się pojawić dwa kolejne tomy cyklu, który miał być trylogią. No ale widocznie autorka uznała, że panowanie Władysława Łokietka jest ciekawą częścią polskiej historii i nie ma co kończyć opowieści na jego koronacji. Każda z poprzednich części opisywała dojście do władzy któregoś z królów: w Koronie śniegu i krwi można było poznać historię Przemysła II, Niewidzialna korona opowiadała o czeskich Przemyślidach na polskim tronie, a Płomienna korona o drodze Łokietka do tytułu króla Polski. Tym razem nikt nie zostaje koronowany - na przejęcie władzy przez Kazimierza Wielkiego trzeba jeszcze trochę poczekać - więc Cherezińska skupiła się na opisaniu umacniania państwa przez Władysława. Z jednej strony Krzyżacy, z drugiej Czesi z Janem Luksemburskim roszczącym pretensje do polskiej korony, do tego w tle pozostają problemy na wschodzie i kwestia zachodnich granic królestwa. No i nie można zapomnieć o wewnętrznym konflikcie z poganami. Jest więc o czym pisać i autorka radzi sobie z tym bardzo dobrze. Problem w tym, że brakuje tu już świeżości. O ile czasy Przemysła II i następującej po nim dynastii Przemyślidów nie są zbyt dobrze znane, to o Łokietku słyszał już każdy, a Krzyżacy to od zawsze byli ci źli, więc trudniej jest zaskoczyć czytelnika czymś nowym. Nie zmienia to faktu, że cykl jest ciekawym sposobem na przybliżenie fragmentu historii Królestwa Polskiego, który może skłonić zainteresowanych tematem do sięgnięcia po naukowe opracowania.
16. Harde baśnie - antologia, SQN 2020 (Kindle)
Antologia Harda Horda była hitem. Powiększona o osobę Krystyny Chodorowskiej grupa autorek, od nazwy której wzięty został tytuł zbioru opowiadań, pod koniec zeszłego roku uderzyła po raz kolejny, tym razem biorąc na warsztat baśnie i interpretując je na swój sposób. Część z tych historii to opowiedziane na nowo, przeinterpretowane, pokazane z innej perspektywy i co tam jeszcze można z nimi zrobić znane nam od dziecka historie Czerwonego Kapturka, Jasia i Małgosi czy Śpiącej Królewny, ale są też nawiązania do mniej znanych, przynajmniej w Polsce, baśni - jasne, o braciach Grimm słyszał każdy, ale nie każdy zna wszystkie ich teksty na wyrywki, żeby zorientować się, co dokładnie daną autorkę zaispirowało. Na szczęście na zakończenie każdego z utworów ich autorki wyjaśniają co, jak i dlaczego. I o ile tym razem nie miałem takiego efektu "wow"! jak w przypadku pierwszej antologii, to i tak udało mi się znaleźć trochę ciekawych tekstów. Utwierdziłem się w przekonaniu, że przemawiają do mnie kryminały w fantastycznym sztafażu, stąd też ucieszyło mnie drugie spotkanie (pierwsze miało miejsce w antologii Skafander i melonik Śląskiego Klubu Fantastyki) z detektywem Fiksem i Jaśminą Gorol w opowiadaniu Detektyw Fiks i śmierć w czerwonym pokoju, będącym ciekawą wersją Pięknej i bestii. Również dobrze w tej konwencji odnalazła się Aneta Jadowska z opartą na Jasiu i MałgosiKlątwą Hexenwaldu, w której nawet Dora Wilk irytowała mniej niż zwykle (choć stałe podkreślanie, jaka to ona jest nieprzekupna cały czas działa mi na nerwy niczym wspominanie o czułym powonieniu Mordimera Madderdina przez Jacka Piekarę). Ciewawie na tle pozostałych utworów wygląda Zazula, kukułeczka moja Anny Nieznaj, gdyż zamiast po klasyczne baśnie autorka sięgnęła po Sienkiewiczowskie Ogniem i mieczem i zaczęła rozważać, co musiało by się wydarzyć, żeby Helena jednak wyszła za Bohuna. Ponieważ jednak medal ma dwie strony, łyżka dziegciu i takie tam, to i w tej antologii trafiło się opowiadanie, które mnie do siebie nie przekonało, a chodzi o Demona w studni Ewy Białołęckiej. Po prostu nijak nie mogę się przekonać do jej twórczości, choć od czasu do czasu po nią sięgam, dając sobie szansę na zmianę zdania. Na razie nie wychodzi. Zawiodły mnie też dwie spośród moich ulubionych autorek, czyli Anna Kańtoch i Agnieszka Hałas. Nie żeby napisały coś słabego, ale chyba mam od nich większe wymagania. Podobny problem mam z Potworem z lasu Martyny Raduchowskiej, która ponownie opowiada o Czerwonym Kapturku. Całkiem to dobre, ale jednak przewidywalne, a za mistrza odgadywania zakończeń się nie uważam. Czy warto więc wydać swoje ciężko zarobione pieniądze? Na wersję papierową zdecydowanie tak, bo w sumie dobra jest ta antologia, a i ładnie się na półce będzie prezentować. E-book jednak jest trochę za drogi, nawet po obniżce spowodowanej aferą o wysoką cenę wersji elektronicznej. Tym samym ganię politykę wydawniczą wydawnictwa, które ogranicza dostęp do dobrej literatury, czego zrozumieć nie chcę i nie potrafię.
Paski postępu:
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 75%
Wit Szostak - Cudze słowa - 9%
Konrad Możdżeń - Chodź ze mną - 8%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
piątek, 5 marca 2021
Przeczytane 2021: Tydzień #9
Naprawdę chciałem skończyć Wojenną koronę Cherezińskiej. Serio. I znów nie wyszło. Wszystko przez to, że mam urlop, a jak wiadomo na urlopach czytam mniej. Tak się wobec tego złożyło, że w dziewiątym tygodniu 2021 roku przeczytałem tylko jedną książkę, a w całym lutym raptem sześć. Nic to, czytam dalej, setka jest nadal w zasięgu.
14. Cyberpunk girls - antologia, Uroboros 2020
Obrodziło w zeszłym roku w antologie, a jedną z nich, na którą składają się teksty wyłącznie kobiecymi rękami spisane, jest publikacja wydawnictwa Uroboros, Cyberpunk girls. W zbiorze znajduje się siedem opowiadań sześciu autorek - po dwa utwory napisały Martyna Raduchowska i Jagna Rolska, a jeden z tekstów jest wspólnym dziełem Krystyny Chodorowskiej i Gabrieli Paniki. Swoją drogą, jest to ciekawy kontrast wobec wyłącznie męskiej Antologii polskiego cyberpunka wydanej przez Empik. No ale ad rem. Cyberpunk girls otwiera Martyna Raduchowska opowiadaniem Heartbyte, które rozgrywa się w świecie po pandemii COVID-19, gdzie pokazuje, czym grozi korzystanie z niezbyt legalnego medycznego podziemia. Z całej antologii ta historia najbardziej mnie wciągnęła, czego nie mogę powiedzieć o drugim opowiadaniu Raduchowskiej, Mindblow, opowiadającym o wykorzystywaniu wojskowej techniki. O nim mogę powiedzieć tylko tyle, że jest - autorka stworzyła krótki tekst, któremu zabrakło paru stron, żeby mnie zaiteresować. Nie jest to złe opowiadanie, ale gdyby go zabrakło, nie czułbym się uboższy. Dziewczyna, której nie było Magdaleny Kucenty (moim zdaniem jednej z najciekawszych autorek na rynku polskiej fantastyki) to opowieść o kurierce - więcej nie napiszę, żeby uniknąć spoilerów. Widać, że autorka bardzo dobrze czuje się w cyberpunkowej estetyce; nie po raz pierwszy po nią sięgnęła i znów udało jej się stworzyć coś ciekawego i zajmującego. Potem na scenę wchodzi Jagna Rolska i jej Spandau, psychodeliczny tekst, którego akcja rozgrywa się w Berlinie. Mam wrażenie, że elementu cyberpunkowego być w nim nie musiało i został dodany nieco na siłę. Za dużo tu oniryczno-koszmarnej scenografii, jak na gatunek, który opowiadanie ma reprezentować. Wydawałoby się, że utrzymam niezbyt pochlebną opinię o twórczości Rolskiej (najpierw nie zachwyciła mnie powieścią SeeIT), a tu nagle zaskoczyła mnie pozytywnie zamykającym zbiór opowiadaniem Amber osadzonym w tych samych realiach, co wspomniane już SeeIT. Dotknąć ciemności to opowadanie duetu autorek, o którym pisałem na początku. Jest mało cyberpunkowe i dotyczy kontaktu z obcym inteligentnym gatunkiem. Nie trafiło w mój gust mnie w przeciwieństwie do Nitro Agaty Suchockiej, która stworzyła historię dziewczyny biorącej udział w wyścigach motocyklowych. Cyberpunk girls cierpią na przypadłość wielu antologii, jakim jest nierówny poziom tekstów. Na szczęście, opowiadania zebrane w zbiorze nie są jakoś szczególnie długie, więc przez te słabsze można się w miarę szybko przebić. A tymi dobrymi zawsze warto się podelektować.
Paski postępu:
Elżbieta Cherezińska - Wojenna korona - 86%
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 75%
Konrad Możdżeń - Chodź ze mną - 8%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
antologia - Harde baśnie - 4%
14. Cyberpunk girls - antologia, Uroboros 2020
Obrodziło w zeszłym roku w antologie, a jedną z nich, na którą składają się teksty wyłącznie kobiecymi rękami spisane, jest publikacja wydawnictwa Uroboros, Cyberpunk girls. W zbiorze znajduje się siedem opowiadań sześciu autorek - po dwa utwory napisały Martyna Raduchowska i Jagna Rolska, a jeden z tekstów jest wspólnym dziełem Krystyny Chodorowskiej i Gabrieli Paniki. Swoją drogą, jest to ciekawy kontrast wobec wyłącznie męskiej Antologii polskiego cyberpunka wydanej przez Empik. No ale ad rem. Cyberpunk girls otwiera Martyna Raduchowska opowiadaniem Heartbyte, które rozgrywa się w świecie po pandemii COVID-19, gdzie pokazuje, czym grozi korzystanie z niezbyt legalnego medycznego podziemia. Z całej antologii ta historia najbardziej mnie wciągnęła, czego nie mogę powiedzieć o drugim opowiadaniu Raduchowskiej, Mindblow, opowiadającym o wykorzystywaniu wojskowej techniki. O nim mogę powiedzieć tylko tyle, że jest - autorka stworzyła krótki tekst, któremu zabrakło paru stron, żeby mnie zaiteresować. Nie jest to złe opowiadanie, ale gdyby go zabrakło, nie czułbym się uboższy. Dziewczyna, której nie było Magdaleny Kucenty (moim zdaniem jednej z najciekawszych autorek na rynku polskiej fantastyki) to opowieść o kurierce - więcej nie napiszę, żeby uniknąć spoilerów. Widać, że autorka bardzo dobrze czuje się w cyberpunkowej estetyce; nie po raz pierwszy po nią sięgnęła i znów udało jej się stworzyć coś ciekawego i zajmującego. Potem na scenę wchodzi Jagna Rolska i jej Spandau, psychodeliczny tekst, którego akcja rozgrywa się w Berlinie. Mam wrażenie, że elementu cyberpunkowego być w nim nie musiało i został dodany nieco na siłę. Za dużo tu oniryczno-koszmarnej scenografii, jak na gatunek, który opowiadanie ma reprezentować. Wydawałoby się, że utrzymam niezbyt pochlebną opinię o twórczości Rolskiej (najpierw nie zachwyciła mnie powieścią SeeIT), a tu nagle zaskoczyła mnie pozytywnie zamykającym zbiór opowiadaniem Amber osadzonym w tych samych realiach, co wspomniane już SeeIT. Dotknąć ciemności to opowadanie duetu autorek, o którym pisałem na początku. Jest mało cyberpunkowe i dotyczy kontaktu z obcym inteligentnym gatunkiem. Nie trafiło w mój gust mnie w przeciwieństwie do Nitro Agaty Suchockiej, która stworzyła historię dziewczyny biorącej udział w wyścigach motocyklowych. Cyberpunk girls cierpią na przypadłość wielu antologii, jakim jest nierówny poziom tekstów. Na szczęście, opowiadania zebrane w zbiorze nie są jakoś szczególnie długie, więc przez te słabsze można się w miarę szybko przebić. A tymi dobrymi zawsze warto się podelektować.
Paski postępu:
Elżbieta Cherezińska - Wojenna korona - 86%
Agnieszka Stelmaszyk - Mazurscy w podróży. Porwanie Prozerpiny - 75%
Konrad Możdżeń - Chodź ze mną - 8%
Jerzy Broszkiewicz - Wielka, większa i największa - 4%
antologia - Harde baśnie - 4%
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















