Tempo w dalszym ciągu nie najlepsze: udało się przeczytać po jednej książce papierowej i elektronicznej. Ostatnio mam sporo roboty w związku z wypadkiem samochodowym, więc czasu na czytanie jest trochę mniej. Tym razem znów wziąłem na tapetę dwa uznane nazwiska ze światowej sceny fantastycznej, przy okazji zaniedbując bieżące zapoznawanie się z polskimi utworami, ale od przyszłego tygodnia powinienem zacząć nadrabiać zaległości.
107. Ubik - Philip K. Dick, Rebis 2012
Ponoć najlepsza książka Dicka mnie nie porwała do tego stopnia, co Blade Runner czy też Przez ciemne zwierciadło, choć uważam ją za kawał bardzo dobrej literatury. Są to typowe dla Dicka rozważania na temat rzeczywistości, próba odpowiedzi na pytanie, czym ona jest; odpowiedzi, której ostatecznie się nie doczekałem. Bardzo mi się spodobał surrealistyczny świat przedstawiony, potęgujący uczucie zagubienia głównego bohatera. Minusy? Sposób wprowadzenia do powieści jednej z bohaterek, Pat, sugeruje, że powinna ona odegrać większą rolę w fabule, a jest jej zdecydowanie za mało.
108. Czarodzicielstwo - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2011 (Kindle)
Duże rozczarowanie. Po bardzo dobrych dwóch poprzednich tomach, Pratchettowi nie udało się utrzymać osiągniętego w nich poziomu. Fabularnie jest tak sobie, a humor tylko czasami śmieszy. Wychodzi na to, że powieści poświęcone Rincewindowi, nie wychodzą autorowi najlepiej. Brakuje mi też nawiązań do poprzednich części: sporo mówi się o stosunku magów do kobiet, a nie ma ani słowa o jednej kobiecie, która już na Uniwersytecie studiuje (o czym można przeczytać w Równoumagicznieniu). Żeby nie było, że tylko narzekam: książka ma też trochę zalet: tradycyjnie są to postacie Śmierci i Bagażu (choć ten pierwszy występuje w ilościach homeopatycznych) i ciekawe przedstawienie pozostałych trzech Jeźdźców - ich rozmowy faktycznie bawiły.
Powoli wrzucam książki na allegro. Zapraszam.
środa, 15 października 2014
środa, 8 października 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #40
Poprzednio pisałem notkę w pośpiechu i jakoś mi umknęło, że pękła setka przeczytanych w tym roku książek, niemal miesiąc wcześniej niż w roku ubiegłym. Październik zaczynam od głośnych nazwisk. Na pierwszy ogień poszli King z Bułyczowem, dalej będą Pratchett i Dick, a następnie w planach Żwikiewicz i Orbitowski z Urbaniukiem. Tempo mam wprawdzie nienajlepsze, bo w tym tygodniu udało mi się przeczytać raptem dwie niezbyt długie książki, ale mam nadzieję, że uda mi się złapać właściwy rytm. Rozkład Kindle-papier od pewnego czasu stał się w miarę równomierny (za wyjątkiem wyjazdów, gdzie zabieram wyłącznie czytnik). Jutro postaram się wrzucić trochę książek na allegro. Zapraszam do lektury.
105. Zielona Mila - Stephen King, Albatros 2012 (Kindle)
Kolejny e-book, który czekał na mnie od roku i za którego nie mogłem się zabrać. Podobała mi się ta mroczna i ciekawie napisana historia o człowieku skazanym w latach trzydziestych na krzesło elektryczne. Kingowi udało się oddać nastrój celi śmierci, świetnie też skonstruował postacie więźniów i strażników (zwłaszcza narratora, który opowiada o wydarzeniach z perspektywy kilkudziesiciu lat). Wszystko okraszone zostało subtelnym wątkiem fantastycznym. Autor stopniuje napięcie, często zaburzając chronologię wydarzeń: momentami aż chciało się krzyknąć "No, powiedz w końcu, co z tym dużym się stało!"
106. Osada - Kir Bułyczow, Współpraca 1989
No i znowu przychodzi mi się wstydzić. Twórczości Bułyczowa, który przecież należy do czołówki radzieckiej SF, do tej pory nie miałem w zasadzie okazji poznać (poza jednym tekstem, o czym za moment), a po tę jego książkę sięgnąłem tylko dlatego, że we wczesnych numerach Miesięcznika Fantastyka została opublikowana jego mikropowieść pt. Przełęcz, którą z przyjemnością przeczytałem. Kiedy dowiedziałem się, że istnieje jej kontynuacja, wyszperałem z kieszeni garść peelenów i dokonałem zakupu. W czytanym przeze mnie wydaniu zawarta była też wspomniana Przełęcz, którą sobie odświeżyłem. Co dostałem? Taki rodzaj science fiction, jakiego się już dzisiaj raczej nie uprawia. Statek kosmiczny rozbija się na obcej planecie i ludzie, którzy przetrwali zmuszeni zostają do życia w niezbyt gościnnych warunkach. Bułyczow rozważa, co może się stać ze społeczeństwem odciętym od dzisiejszych dobrodziejstw cywilizacyjnych i jak szybko zdegeneruje się ono do poziomu dzikusów. Bardzo fajna wizja, z którą warto się zapoznać.
105. Zielona Mila - Stephen King, Albatros 2012 (Kindle)
Kolejny e-book, który czekał na mnie od roku i za którego nie mogłem się zabrać. Podobała mi się ta mroczna i ciekawie napisana historia o człowieku skazanym w latach trzydziestych na krzesło elektryczne. Kingowi udało się oddać nastrój celi śmierci, świetnie też skonstruował postacie więźniów i strażników (zwłaszcza narratora, który opowiada o wydarzeniach z perspektywy kilkudziesiciu lat). Wszystko okraszone zostało subtelnym wątkiem fantastycznym. Autor stopniuje napięcie, często zaburzając chronologię wydarzeń: momentami aż chciało się krzyknąć "No, powiedz w końcu, co z tym dużym się stało!"
106. Osada - Kir Bułyczow, Współpraca 1989
No i znowu przychodzi mi się wstydzić. Twórczości Bułyczowa, który przecież należy do czołówki radzieckiej SF, do tej pory nie miałem w zasadzie okazji poznać (poza jednym tekstem, o czym za moment), a po tę jego książkę sięgnąłem tylko dlatego, że we wczesnych numerach Miesięcznika Fantastyka została opublikowana jego mikropowieść pt. Przełęcz, którą z przyjemnością przeczytałem. Kiedy dowiedziałem się, że istnieje jej kontynuacja, wyszperałem z kieszeni garść peelenów i dokonałem zakupu. W czytanym przeze mnie wydaniu zawarta była też wspomniana Przełęcz, którą sobie odświeżyłem. Co dostałem? Taki rodzaj science fiction, jakiego się już dzisiaj raczej nie uprawia. Statek kosmiczny rozbija się na obcej planecie i ludzie, którzy przetrwali zmuszeni zostają do życia w niezbyt gościnnych warunkach. Bułyczow rozważa, co może się stać ze społeczeństwem odciętym od dzisiejszych dobrodziejstw cywilizacyjnych i jak szybko zdegeneruje się ono do poziomu dzikusów. Bardzo fajna wizja, z którą warto się zapoznać.
środa, 1 października 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #38 i 39
Wracam po dłuższej nieobecności i tygodniowym urlopowaniu się w Pradze. W związku z wyjazdem w ruch poszedł czytnik i przeczytałem trzy e-booki, które kupiłem tuż po otrzymaniu Kindle'a, a do których przez rok miałem niezbyt po drodze.
99. Wyspa na prerii - Wojciech Cejrowski, Zysk i S-ka 2014
Kolejna książka Cejrowskiego podrzucona przez Żonę. Tym razem rzecz dotyczy nie amazońskiej dżungli, do której opisów WC zdążył przyzwyczaić, ale spokojnego zakątka gdzieś na krańcu świata w Arizonie. Jest to rewelacyjna opowieść o niespiesznym życiu na prerii, o radzeniu sobie z urokami tamtejszej przyrody, o nicnierobieniu i o tym, jak powinno być wszędzie. Cejrowski w typowym dla siebie gawędziarskim stylu roztacza obraz małego miasteczka, gdzie każdy zna każdego i gdzie lepiej nie otwierać ust, bo wiatr nawieje piachu między zęby. Uwielbiam sposób prowadzenia narracji przez pana Wojciecha; tym razem również się zachwyciłem.
100. Dom śmierci - Dean Koontz, Albatros 2013 (Kindle)
To jeden z tych e-booków, które zakupiłem przed wyjazdem do Japonii, ale na których przeczytanie do tej pory nie mogłem znaleźć czasu. W sumie jest to fajny horror, oparty na wybitnie klasycznym motywie nawiedzonego domu, ze sporą liczbą ciekawych bohaterów (tak na dobrą sprawę ciężko o którymkolwiek z nich powiedzieć, że jest normalnym przedstawicielem społeczeństwa, każdy jest w jakiś sposób odchylony). Akcja co chwilę przeskakuje od jednej postaci do następnej i przyznać trzeba, że autor umiejętnie buduje napięcie. Tym, co zawodzi w powieści, jest jej zakończenie - odniosłem wrażenie, że bohaterowie właściwie nie mają wpływu na jego kształt. Powieść tę nabyłem, żeby sprawdzić pióro Koontza i jestem wystarczająco zadowolony z lektury, żeby sięgnąć po jego kolejną książkę.
101. Ksenocyd - Orson Scott Card, Prószyński i S-ka 2011 (Kindle)
Comiesięczny przydział Endera. Niestety na razie z tomu na tom jest gorzej. Tutaj zbyt często odnosiłem wrażenie, że i narracja, i wypowiedzi bohaterów są zbyt patetyczne i egzaltowane. Fabularnie jest całkiem przyzwoicie: jest to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z Mówcy Umarłych, Card udziela odpowiedzi na pytania, które w poprzednim tomie nie znalazły odpowiedzi, a ponadto wprowadza do świata przedstawionego ciekawą planetę wzorowaną na Chinach z czasów cesarstwa. Szkoda tylko, że jest to kolejna książka w ciągu tych dwóch tygodni, w której zawodzi mnie zakończenie: jest mało wyraziste i nijakie. Słyszałem wprawdzie opinie, że nie warto sięgać nic innego niż Gra Endera i Mówca Umarłych, więc mógłbym stwierdzić, że sam jestem sobie winien, ale mimo wspomnianych niedociągnięć mam w miarę pozytywne wrażenia z lektury.
102. Anioły i demony - Dan Brown, Sonia Draga 2013 (Kindle)
Jest to kolejny e-book z pierwszego szaleństwa zakupowego tuż po otrzymaniu Kindle'a. Miałem tę książkę przeczytać w Japonii, ale nie wyszło i dopiero teraz znalazłem na to czas. No i solidnie się rozczarowałem, choć zapewne udział w tym miał fakt, że widziałem wcześniej ekranizację i od początku wiedziałem, kto zabił. I znów najmniej mam ochotę narzekać na fabułę: jest całkiem w porządku, wątek sensacyjno-kryminalny poprowadzony został bardzo sprawnie. Bardzo mnie raziło parę głupot (według mnie przynajmniej były to głupoty), jakie znalazły się w powieści. Bardzo szybko uaktywniło się moje zboczenie zawodowe, kiedy okazało się, że bohater przedostaje się samolotem z Bostonu do Szwajcarii w półtorej godziny (pomijam kwestie rozwiązań technicznych wymaganych do takich podróży, ale godzinę zajęłoby wznoszenie i zniżanie w przestrzeni kontrolowanej przy zachowaniu ograniczeń prędkości narzucanych przez kontrolę ruchu lotniczego). Dalej wychodzi amerykanizm autora: naukowcy w CERN zamiast do siebie dzwonić korzystają z pagerów (ktoś w Europie w ogóle ma coś takiego?), a główny bohater bardzo się dziwi, że jego towarzyszka zna cyfry rzymskie, jakby były one jakąś wiedzą tajemną. A takich kwiatków jest więcej.
103. Panika - Graham Masterton, Rebis 2013 (Kindle)
Okoliczności zakupu tej książki były takie same jak Aniołów i demonów oraz Domu śmierci. Po Aniele Jessiki do kolejnej powieści Mastertona podchodziłem jak pies do jeża, ale obawy te okazały się nieuzasadnione. Wprawdzie nie jest to żadne wybitne dzieło, ale solidnie zbudowany horror z bardzo dobrym zakończeniem (w końcu). Fajnie też, że powieść ta przesycona jest polskimi akcentami, zarówno jeśli chodzi o bohaterów, jak i o miejsce akcji. Przeszkadzał mi z kolei proekologiczny bełkot, który odgrywa bardzo ważną rolę w utworze, choć jest to prawdopodobnie wynikiem mojej alergii na oszołomów przykuwających się łańcuchami do drzew. Nie pasowała mi też postać chorego na zespół Aspergera dzieciaka, który zachowywał się, jakby miał dużo więcej lat niż dwanaście. Mimo wszystko, powieść ta stanowi zdecydowany postęp jakościowy w porównaniu z Aniołem Jessiki, co utwierdza mnie w przekonaniu, że warto autorom dawać drugą szansę.
104. Droga pod Pękniętym Niebem - Marcin Mortka, Zielona Sowa 2014
Kiedy już Mortka zaczął mnie irytować swoim pisaniem, okazało się, że potrafi stworzyć całkiem ciekawą postapokaliptyczną powieść drogi, zdecydowanie lepszą od swojego poprzednika z cyklu Pęknięte Niebo. Bardzo mi się spodobał świat przedstawiony, ciekawi są też nowi bohaterowie (jeden bardziej szalony od drugiego). Trochę irytuje Heather, główna bohaterka, ale da się to wytłumaczyć tym, że jako siedemnastolatka ma prawo być kretyńsko uparta, niestabilna i niedojrzała. Odnoszę wrażenie, że Droga... miała na celu, bardziej niż porwanie czytelnika fabułą (która jest bardzo dynamiczna, naprawdę sporo się dzieje na 230 stronach, ale bez wyraźnego celu), zaprezentowanie świata po końcu świata. To akurat wyszło Mortce bardzo dobrze. Brakuje tylko jakichkolwiek odpowiedzi odnośnie tego, co się dzieje, jakby liczba tomów serii była sztucznie pompowana.
Książka miesiąca: Philip K. Dick - Przez ciemne zwierciadło
Rozczarowanie miesiąca: Dan Brown - Anioły i demony
99. Wyspa na prerii - Wojciech Cejrowski, Zysk i S-ka 2014
Kolejna książka Cejrowskiego podrzucona przez Żonę. Tym razem rzecz dotyczy nie amazońskiej dżungli, do której opisów WC zdążył przyzwyczaić, ale spokojnego zakątka gdzieś na krańcu świata w Arizonie. Jest to rewelacyjna opowieść o niespiesznym życiu na prerii, o radzeniu sobie z urokami tamtejszej przyrody, o nicnierobieniu i o tym, jak powinno być wszędzie. Cejrowski w typowym dla siebie gawędziarskim stylu roztacza obraz małego miasteczka, gdzie każdy zna każdego i gdzie lepiej nie otwierać ust, bo wiatr nawieje piachu między zęby. Uwielbiam sposób prowadzenia narracji przez pana Wojciecha; tym razem również się zachwyciłem.
100. Dom śmierci - Dean Koontz, Albatros 2013 (Kindle)
To jeden z tych e-booków, które zakupiłem przed wyjazdem do Japonii, ale na których przeczytanie do tej pory nie mogłem znaleźć czasu. W sumie jest to fajny horror, oparty na wybitnie klasycznym motywie nawiedzonego domu, ze sporą liczbą ciekawych bohaterów (tak na dobrą sprawę ciężko o którymkolwiek z nich powiedzieć, że jest normalnym przedstawicielem społeczeństwa, każdy jest w jakiś sposób odchylony). Akcja co chwilę przeskakuje od jednej postaci do następnej i przyznać trzeba, że autor umiejętnie buduje napięcie. Tym, co zawodzi w powieści, jest jej zakończenie - odniosłem wrażenie, że bohaterowie właściwie nie mają wpływu na jego kształt. Powieść tę nabyłem, żeby sprawdzić pióro Koontza i jestem wystarczająco zadowolony z lektury, żeby sięgnąć po jego kolejną książkę.
101. Ksenocyd - Orson Scott Card, Prószyński i S-ka 2011 (Kindle)
Comiesięczny przydział Endera. Niestety na razie z tomu na tom jest gorzej. Tutaj zbyt często odnosiłem wrażenie, że i narracja, i wypowiedzi bohaterów są zbyt patetyczne i egzaltowane. Fabularnie jest całkiem przyzwoicie: jest to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z Mówcy Umarłych, Card udziela odpowiedzi na pytania, które w poprzednim tomie nie znalazły odpowiedzi, a ponadto wprowadza do świata przedstawionego ciekawą planetę wzorowaną na Chinach z czasów cesarstwa. Szkoda tylko, że jest to kolejna książka w ciągu tych dwóch tygodni, w której zawodzi mnie zakończenie: jest mało wyraziste i nijakie. Słyszałem wprawdzie opinie, że nie warto sięgać nic innego niż Gra Endera i Mówca Umarłych, więc mógłbym stwierdzić, że sam jestem sobie winien, ale mimo wspomnianych niedociągnięć mam w miarę pozytywne wrażenia z lektury.
102. Anioły i demony - Dan Brown, Sonia Draga 2013 (Kindle)
Jest to kolejny e-book z pierwszego szaleństwa zakupowego tuż po otrzymaniu Kindle'a. Miałem tę książkę przeczytać w Japonii, ale nie wyszło i dopiero teraz znalazłem na to czas. No i solidnie się rozczarowałem, choć zapewne udział w tym miał fakt, że widziałem wcześniej ekranizację i od początku wiedziałem, kto zabił. I znów najmniej mam ochotę narzekać na fabułę: jest całkiem w porządku, wątek sensacyjno-kryminalny poprowadzony został bardzo sprawnie. Bardzo mnie raziło parę głupot (według mnie przynajmniej były to głupoty), jakie znalazły się w powieści. Bardzo szybko uaktywniło się moje zboczenie zawodowe, kiedy okazało się, że bohater przedostaje się samolotem z Bostonu do Szwajcarii w półtorej godziny (pomijam kwestie rozwiązań technicznych wymaganych do takich podróży, ale godzinę zajęłoby wznoszenie i zniżanie w przestrzeni kontrolowanej przy zachowaniu ograniczeń prędkości narzucanych przez kontrolę ruchu lotniczego). Dalej wychodzi amerykanizm autora: naukowcy w CERN zamiast do siebie dzwonić korzystają z pagerów (ktoś w Europie w ogóle ma coś takiego?), a główny bohater bardzo się dziwi, że jego towarzyszka zna cyfry rzymskie, jakby były one jakąś wiedzą tajemną. A takich kwiatków jest więcej.
103. Panika - Graham Masterton, Rebis 2013 (Kindle)
Okoliczności zakupu tej książki były takie same jak Aniołów i demonów oraz Domu śmierci. Po Aniele Jessiki do kolejnej powieści Mastertona podchodziłem jak pies do jeża, ale obawy te okazały się nieuzasadnione. Wprawdzie nie jest to żadne wybitne dzieło, ale solidnie zbudowany horror z bardzo dobrym zakończeniem (w końcu). Fajnie też, że powieść ta przesycona jest polskimi akcentami, zarówno jeśli chodzi o bohaterów, jak i o miejsce akcji. Przeszkadzał mi z kolei proekologiczny bełkot, który odgrywa bardzo ważną rolę w utworze, choć jest to prawdopodobnie wynikiem mojej alergii na oszołomów przykuwających się łańcuchami do drzew. Nie pasowała mi też postać chorego na zespół Aspergera dzieciaka, który zachowywał się, jakby miał dużo więcej lat niż dwanaście. Mimo wszystko, powieść ta stanowi zdecydowany postęp jakościowy w porównaniu z Aniołem Jessiki, co utwierdza mnie w przekonaniu, że warto autorom dawać drugą szansę.
104. Droga pod Pękniętym Niebem - Marcin Mortka, Zielona Sowa 2014
Kiedy już Mortka zaczął mnie irytować swoim pisaniem, okazało się, że potrafi stworzyć całkiem ciekawą postapokaliptyczną powieść drogi, zdecydowanie lepszą od swojego poprzednika z cyklu Pęknięte Niebo. Bardzo mi się spodobał świat przedstawiony, ciekawi są też nowi bohaterowie (jeden bardziej szalony od drugiego). Trochę irytuje Heather, główna bohaterka, ale da się to wytłumaczyć tym, że jako siedemnastolatka ma prawo być kretyńsko uparta, niestabilna i niedojrzała. Odnoszę wrażenie, że Droga... miała na celu, bardziej niż porwanie czytelnika fabułą (która jest bardzo dynamiczna, naprawdę sporo się dzieje na 230 stronach, ale bez wyraźnego celu), zaprezentowanie świata po końcu świata. To akurat wyszło Mortce bardzo dobrze. Brakuje tylko jakichkolwiek odpowiedzi odnośnie tego, co się dzieje, jakby liczba tomów serii była sztucznie pompowana.
Podsumowanie września
We wrześniu udało mi się osiągnąć niezły wynik, bo przeczytałem trzynaście książek, choć żadna z nich nie była wybitną cegłą. W związku z różnymi wyjazdami (Polcon, Praga) zaznaczyła się spora przewaga Kindle'a. Co ciekawe, już drugi miesiąc z rzędu nie przeczytałem żadnej książki napisanej kobiecą ręką (Cherezińska czeka, ale jest dość daleko w kolejce). Wychodzi na to, że panie, z nielicznymi wyjątkami, fantastyki nie pisują. Z innej beczki: cieszę się, że udaje mi się utrzymać zamierzony comiesięczny rytm Pratchett-Dick-Card, choć ten ostatni z tomu na tom traci na jakości. Jestem też ogólnie zadowolony z poziomu przeczytanych lektur: dwie z nich wskoczyły na pierwsze dwa miejsca w tegorocznym Top 10, do tego trafiło mi się sporo ciekawych powieści (jakoś ostatnio omijają mnie zbiory opowiadań), a żadna z nich nie znalazła się na liście najgorszych.Książka miesiąca: Philip K. Dick - Przez ciemne zwierciadło
Rozczarowanie miesiąca: Dan Brown - Anioły i demony
środa, 17 września 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #37
Rozgrzebałem trochę książek, ale udało mi się w tym tygodniu skończyć tylko dwie (dziś skończyłem trzecią, ale teksty przeczytane we środę liczą się do kolejnego tygodnia). W zasadzie obie lektury są klasyką, który każdy fantasta znać powinien, ale jakoś do tej pory nie udało mi się po nie sięgnąć. Liczba zaległości, jakie mam w klasycznej fantastyce, zaczyna mnie przerażać, ale powoli odhaczam kolejne elementy z listy.
97. 20 000 mil podmorskiej żeglugi - Jules Verne, Wolne Lektury 2013 (Kindle)
Kolejny autor, którego twórczość jest klasyką, a z którym miałem kontakt śladowy (przeczytałem jedynie Tajemnicę zamku Karpaty). Moja pierwsza myśl po przeczytaniu utworu to dostrzeżenie podobieństwa w konstrukcji powieści z Cervantesowskim Don Kichotem: tutaj również bohaterowie przemieszczają się od jednego spotkania losowego do kolejnego, z tą różnicą, że u Verne'a poszczególne epizody nie nudzą, choć czasem zapoznawanie się z rozlicznymi przedstawicielami oceanicznej fauny było męczące (a autor potrafił poświęcić sporo słów ich prezentacji). Brakuje mi trochę więcej informacji na temat kapitana Nemo, ale rozumiem, że Verne chciał pozostawić go tajemniczym, co tylko dodaje powieści uroku. Czytało mi się ją dobrze, nawet te fragmenty, gdzie autor postanawiał popisać się swoją wiedzą geograficzno-historyczno-biologiczną. Widać jego fascynację nowinkami technicznymi i erą zapełniania białych plam na mapach (zdobywanie Bieguna Południowego pokazuje, jak bujną miał wyobraźnię).
98. Przez ciemne zwierciadło - Philip K. Dick, Rebis 2012
Wychodzi mi, że prozę Dicka znam bardziej z ekranizacji jego dzieł niż z literatury, powoli jednak staram się nadrabiać zaległości (w tempie jeden Dick w wydaniu Rebisowym na miesiąc). Tym razem dostałem to, co pamiętałem z filmu: przygnębiającą opowieść o narkotykach i uzależnieniu od nich, o ludziach, którzy przez błędne decyzje przegrali życie. Ciekawa jest też kwestia, jak daleko władza może się posunąć i ile może poświęcić, polując na przestępców. Do tego wyłania się dość mroczny obraz przemysłu medyczno-farmaceutycznego. Bardzo mocne, uderzające po głowie i osobiste jest napisane przez Dicka posłowie. Takie książki powinny być lekturami szkolnymi (choć pewnie rozpętałaby się nagonka na wulgarny momentami język).
97. 20 000 mil podmorskiej żeglugi - Jules Verne, Wolne Lektury 2013 (Kindle)
Kolejny autor, którego twórczość jest klasyką, a z którym miałem kontakt śladowy (przeczytałem jedynie Tajemnicę zamku Karpaty). Moja pierwsza myśl po przeczytaniu utworu to dostrzeżenie podobieństwa w konstrukcji powieści z Cervantesowskim Don Kichotem: tutaj również bohaterowie przemieszczają się od jednego spotkania losowego do kolejnego, z tą różnicą, że u Verne'a poszczególne epizody nie nudzą, choć czasem zapoznawanie się z rozlicznymi przedstawicielami oceanicznej fauny było męczące (a autor potrafił poświęcić sporo słów ich prezentacji). Brakuje mi trochę więcej informacji na temat kapitana Nemo, ale rozumiem, że Verne chciał pozostawić go tajemniczym, co tylko dodaje powieści uroku. Czytało mi się ją dobrze, nawet te fragmenty, gdzie autor postanawiał popisać się swoją wiedzą geograficzno-historyczno-biologiczną. Widać jego fascynację nowinkami technicznymi i erą zapełniania białych plam na mapach (zdobywanie Bieguna Południowego pokazuje, jak bujną miał wyobraźnię).
98. Przez ciemne zwierciadło - Philip K. Dick, Rebis 2012
Wychodzi mi, że prozę Dicka znam bardziej z ekranizacji jego dzieł niż z literatury, powoli jednak staram się nadrabiać zaległości (w tempie jeden Dick w wydaniu Rebisowym na miesiąc). Tym razem dostałem to, co pamiętałem z filmu: przygnębiającą opowieść o narkotykach i uzależnieniu od nich, o ludziach, którzy przez błędne decyzje przegrali życie. Ciekawa jest też kwestia, jak daleko władza może się posunąć i ile może poświęcić, polując na przestępców. Do tego wyłania się dość mroczny obraz przemysłu medyczno-farmaceutycznego. Bardzo mocne, uderzające po głowie i osobiste jest napisane przez Dicka posłowie. Takie książki powinny być lekturami szkolnymi (choć pewnie rozpętałaby się nagonka na wulgarny momentami język).
środa, 10 września 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #36
Tydzień upłynął pod znakiem Polconu i kilku godzin w pociągach poświęconych czytaniu. Gratulacje dla Ani i Krzyśka za zdobycie Nagrody im. Zajdla, mimo że moje głosy znacznie się różniły od końcowego wyniku. Równocześnie chciałbym podziękować organizatorom za świetną imprezę; dawno się tak dobrze nie bawiłem na konwencie. Jeśli chodzi o lektury, to tym razem przeczytałem trzy książki, z tego dwie korzystając z dobrodziejstw Przewozów Regionalnych, Kolei Śląskich i PKP Intercity (musiałem udać się do trzech różnych kas, żeby kupić bilety w obie strony); Psa i klechę spokojnie czytałem w domu.
94. Mort - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2009 (Kindle)
Powoli, powoli zapoznaję się ze Światem Dysku - jeszcze tylko trzydzieści sześć tomów przede mną. Czwarta część serii rozpoczyna cykl o Śmierci, który jest jak na razie moim ulubionym bohaterem Pratchettowego tasiemca. Mort bawi przez cały czas, ani na moment nie przynudzając; w zabawny sposób pokazuje, co może się stać, kiedy Śmierć pójdzie na urlop. Spośród przeczytanych przeze mnie tomów Świata Dysku ten mi się jak na razie najbardziej spodobał.
95. Proces - Franz Kafka, Masterlab 2013 (Kindle)
Ominęła mnie lektura Procesu w liceum - mieliśmy do wyboru Kafkę albo Mistrza i Małgorzatę i zdecydowaliśmy się na tę drugą powieść. Teraz postanowiłem po niego sięgnąć z okazji zbliżającego się wyjazdu do Pragi. No i mam bardzo pozytywne odczucia. Zauroczył mnie ten surrealistyczny, absurdalny nastrój widoczny zarówno w świecie przedstawionym, jak i w działaniach głównego bohatera. Mam trochę problem z interpretacją utworu. Nie wiem, czy patrzeć na to, jak na przedstawienie bezduszności aparatu państwowego i braku znaczenia jednostki, czy też potraktować proces jako metaforę życia, a niewidocznych sędziów jak personifikację Boga. W każdym razie jest to świetna, choć niepokojąca lektura, szkoda tylko, że nie została przez Kafkę ukończona.
96. Pies i klecha. Tancerz - Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk, Fabryka Słów 2008
Wróciłem do kryminału-horroru duetu Orbitowski-Urbaniuk. Drugi tom (który kupiła mi Żona w taniej książce, mówiąc "Ty czytasz Orbitowskiego, kupię ci") podobał mi się bardziej od pierwszej części. Wydarzenia są bardziej stonowane niż w Przeciwko wszystkim (choć demolka w Paryżu robi wrażenie, to jednak ma ona zdecydowanie mniejszą skalę niż wydarzenia warszawskie z pierwszego tomu), a przeciwnicy księdza i policjanta jacyś tacy bardziej wiarygodni. No i świetny patent z poezją Mickiewicza, która zabija. Trochę mnie tylko odrzucił ostatni rozdział - zbyt chaotyczny, jak na mój gust - i fakt, że w wielu miejscach bohaterom udaje się dzięki deus ex machina.
94. Mort - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2009 (Kindle)
Powoli, powoli zapoznaję się ze Światem Dysku - jeszcze tylko trzydzieści sześć tomów przede mną. Czwarta część serii rozpoczyna cykl o Śmierci, który jest jak na razie moim ulubionym bohaterem Pratchettowego tasiemca. Mort bawi przez cały czas, ani na moment nie przynudzając; w zabawny sposób pokazuje, co może się stać, kiedy Śmierć pójdzie na urlop. Spośród przeczytanych przeze mnie tomów Świata Dysku ten mi się jak na razie najbardziej spodobał.
95. Proces - Franz Kafka, Masterlab 2013 (Kindle)
Ominęła mnie lektura Procesu w liceum - mieliśmy do wyboru Kafkę albo Mistrza i Małgorzatę i zdecydowaliśmy się na tę drugą powieść. Teraz postanowiłem po niego sięgnąć z okazji zbliżającego się wyjazdu do Pragi. No i mam bardzo pozytywne odczucia. Zauroczył mnie ten surrealistyczny, absurdalny nastrój widoczny zarówno w świecie przedstawionym, jak i w działaniach głównego bohatera. Mam trochę problem z interpretacją utworu. Nie wiem, czy patrzeć na to, jak na przedstawienie bezduszności aparatu państwowego i braku znaczenia jednostki, czy też potraktować proces jako metaforę życia, a niewidocznych sędziów jak personifikację Boga. W każdym razie jest to świetna, choć niepokojąca lektura, szkoda tylko, że nie została przez Kafkę ukończona.
96. Pies i klecha. Tancerz - Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk, Fabryka Słów 2008
Wróciłem do kryminału-horroru duetu Orbitowski-Urbaniuk. Drugi tom (który kupiła mi Żona w taniej książce, mówiąc "Ty czytasz Orbitowskiego, kupię ci") podobał mi się bardziej od pierwszej części. Wydarzenia są bardziej stonowane niż w Przeciwko wszystkim (choć demolka w Paryżu robi wrażenie, to jednak ma ona zdecydowanie mniejszą skalę niż wydarzenia warszawskie z pierwszego tomu), a przeciwnicy księdza i policjanta jacyś tacy bardziej wiarygodni. No i świetny patent z poezją Mickiewicza, która zabija. Trochę mnie tylko odrzucił ostatni rozdział - zbyt chaotyczny, jak na mój gust - i fakt, że w wielu miejscach bohaterom udaje się dzięki deus ex machina.
środa, 3 września 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #35
Tylko dwie książki tym razem, z kolejnymi dwiema nie wyrobiłem się w terminie. Do zobaczenia na Polconie.
92. Sztuka podstępu. Łamałem ludzi, nie hasła - Kevin Mitnick, William Simon, Helion 2011 (Kindle)
Dała mi to do przeczytania Żona. No i wyszło, że nie należę do grupy do celowej tej książki. Jest ona bowiem skierowana do kadr kierowniczych firm i stanowi instruktaż, jak obronić się przed socjotechnicznymi atakami, które mają na celu zdobycie poufnych danych. Mimo wszystko, pierwsze trzy części książki czytało się z przyjemnością. To tam Mitnick prezentuje sposoby, w jakie oszuści potrafią wyciągnąć potrzebne im informacje; przedstawione są potencjalne rozmowy telefoniczne z pracownikami firm. To akurat może się przydać każdemu, kto w pracy styka się z danymi, których nie powinien ujawniać. Czwarta część natomiast potwornie mnie wynudziła. Składa się ona z programu szkoleń obejmujących wszystkich pracowników; punkt po punkcie wyjaśnia, na co należy im zwracać uwagę. Nie do końca dla mnie, ale dobrze przygotowane. W końcu Mitnick wie, co pisze.
93. Szabla Sobieskiego - Andrzej Sawicki, Erica 2014
Drugi tom Kampanii Kazimierza Luxa podobał mi się mniej niż pierwszy. Wprawdzie akcja toczy się szybko, a styl autora pozwala na błyskawiczne zapoznanie się z treścią książki (choć mnie zajęło to z nieznanych przyczyn ponad tydzień, ale intryga z tytułową szablą króla Sobieskiego jest zbyt płytka. W ogóle odniosłem wrażenie, że za mało tu szabli w Szabli.... No i największa wada książki: irytujący i głupi główny bohater. W Honorze Legionu jakoś mnie nie irytował, a tutaj te jego romantyczne zrywy i westchnienia sprawiały, że odechciewało mi się czytać. Czekam na dalszą część, może Kazik stanie się bardziej stabilny emocjonalnie.
Książka miesiąca: Philip K. Dick - Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
Rozczarowanie miesiąca: Bruno Schulz - Sanatorium Pod Klepsydrą
92. Sztuka podstępu. Łamałem ludzi, nie hasła - Kevin Mitnick, William Simon, Helion 2011 (Kindle)
Dała mi to do przeczytania Żona. No i wyszło, że nie należę do grupy do celowej tej książki. Jest ona bowiem skierowana do kadr kierowniczych firm i stanowi instruktaż, jak obronić się przed socjotechnicznymi atakami, które mają na celu zdobycie poufnych danych. Mimo wszystko, pierwsze trzy części książki czytało się z przyjemnością. To tam Mitnick prezentuje sposoby, w jakie oszuści potrafią wyciągnąć potrzebne im informacje; przedstawione są potencjalne rozmowy telefoniczne z pracownikami firm. To akurat może się przydać każdemu, kto w pracy styka się z danymi, których nie powinien ujawniać. Czwarta część natomiast potwornie mnie wynudziła. Składa się ona z programu szkoleń obejmujących wszystkich pracowników; punkt po punkcie wyjaśnia, na co należy im zwracać uwagę. Nie do końca dla mnie, ale dobrze przygotowane. W końcu Mitnick wie, co pisze.
93. Szabla Sobieskiego - Andrzej Sawicki, Erica 2014
Drugi tom Kampanii Kazimierza Luxa podobał mi się mniej niż pierwszy. Wprawdzie akcja toczy się szybko, a styl autora pozwala na błyskawiczne zapoznanie się z treścią książki (choć mnie zajęło to z nieznanych przyczyn ponad tydzień, ale intryga z tytułową szablą króla Sobieskiego jest zbyt płytka. W ogóle odniosłem wrażenie, że za mało tu szabli w Szabli.... No i największa wada książki: irytujący i głupi główny bohater. W Honorze Legionu jakoś mnie nie irytował, a tutaj te jego romantyczne zrywy i westchnienia sprawiały, że odechciewało mi się czytać. Czekam na dalszą część, może Kazik stanie się bardziej stabilny emocjonalnie.
Podsumowanie sierpnia
W sierpniu przeczytałem jedenaście książek (dwie opisywane w tej notce skończyłem już we wrześniu, więc zaliczam je do następnego miesiąca). Papier i Kindle rozłożyły się mniej więcej po równo (6:5 dla papieru ze względu na brnięcie przez Don Kichota), co ciekawe nie przeczytałem ani jednej książki napisanej przez kobietę (widocznie panie nadal nie chcą pisać literatury dla mnie). Najbardziej cieszy mnie, że w końcu znajduję czas na klasykę fantastyki (Asimov, Card, Dick, Pratchett), choć jeszcze długa droga przede mną, jeśli chcę nadrobić zaległości w lekturach z kategorii "must read".Książka miesiąca: Philip K. Dick - Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
Rozczarowanie miesiąca: Bruno Schulz - Sanatorium Pod Klepsydrą
środa, 27 sierpnia 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #34
Kolejny tydzień z jedynie dwiema przeczytanymi książkami. Usprawiedliwia mnie tylko mozolne przebijanie się przez Don Kichota i weekendowy wypad do Wisły, podczas którego nie znalazłem czasu na czytanie (za to nogi po wspinaczce na Baranią Górę nadal bolą). Kolejny tydzień powinien być nieco lepszy.
90. Fundacja - Isaac Asimov, Rebis 2011
Sięgnąłem po tę pozycję z dwóch powodów. Po pierwsze jest to klasyka SF, a po drugie w jednym z pierwszych numerów Miesięcznika Fantastyka ukazało się opowiadanie pod tym samym tytułem, które okazało się być jednym z rozdziałów/opowiadań wchodzących w skład książki. Ogólnie, podobało mi się; dostałem takie science fiction, jakie lubię, pokazujące różne sposoby radzenia sobie z kryzysowymi sytuacjami. Trochę zaskoczyło mnie, że jest to zbiór powiązanych ze sobą opowiadań, a nie powieść. Czytało się go szybko, choć zabrakło nieco bardziej wyrazistego zakończenia całości. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie teksty w książce stoją na naprawdę wysokim poziomie; widać, dlaczego Fundacja należy do kanonu SF.
91. Don Kichot z La Manchy - Miguel de Cervantes, Wolne Lektury 2011 (Kindle)
Ponad tysiąc stron tekstu i dwa tygodnie czytania. A wszystko przez to, że chciałem sprawdzić, czym inspirował się Wit Szostak, pisząc Sto dni bez słońca. Z jednej strony jest to bardzo dobra satyra na średniowieczne opowieści rycerskie, przesycona humorem sytuacyjnym i komicznymi wypowiedziami Sancho Pansy (choć przyznać muszę, że humor ten trąci myszką i dzisiejszej młodzieży raczej by nie rozbawił). Siłą powieści są bohaterowie: szalony marzyciel Don Kichot, irracjonalnie wierny mu Sancho Pansa, także postacie drugoplanowe. Tym, czego zabrakło mi w utworze jest brak stopniowania napięcia, które prowadzić miałoby do punktu kulminacyjnego. Tutaj wszystko wydaje się być płaskie, a powieść staje się zlepkiem kolejnych nieszczęść, jakie spotykają tytułowego bohatera i jego giermka; mnogość tych wydarzeń sprawia, że utwór sprawia wrażenie przegadanego i rozciągniętego na siłę. W oryginalnie wydanej drugiej części Don Kichota Cervantes trochę za bardzo pastwi się nad falsyfikatem swojego dzieła, choć to akurat jestem w stanie zrozumieć. Niezbyt też odpowiada mi zakończenie utworu, które jest nie tylko niespodziewane, ale też niezapowiedziane w żaden sposób - ciężko mi znaleźć uzasadnienie dla takiego rozwoju fabuły (poza chęcią bronienia się autora przed kolejnymi podróbkami). No i naprawdę nie wiem, jak można zapomnieć o imieniu jednej z bohaterek (w połowie powieści żona Sancha zmienia je z Juany na Teresę), choć podobny błąd popełnił zdaje się Dostojewski w Zbrodni i karze, gdy zapomniał jakiej płci są dzieci jednej z postaci. Mimo wszystkich tych niedociągnięć była to dość przyjemna lektura, która umilała mi przerwy w pracy.
90. Fundacja - Isaac Asimov, Rebis 2011
Sięgnąłem po tę pozycję z dwóch powodów. Po pierwsze jest to klasyka SF, a po drugie w jednym z pierwszych numerów Miesięcznika Fantastyka ukazało się opowiadanie pod tym samym tytułem, które okazało się być jednym z rozdziałów/opowiadań wchodzących w skład książki. Ogólnie, podobało mi się; dostałem takie science fiction, jakie lubię, pokazujące różne sposoby radzenia sobie z kryzysowymi sytuacjami. Trochę zaskoczyło mnie, że jest to zbiór powiązanych ze sobą opowiadań, a nie powieść. Czytało się go szybko, choć zabrakło nieco bardziej wyrazistego zakończenia całości. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie teksty w książce stoją na naprawdę wysokim poziomie; widać, dlaczego Fundacja należy do kanonu SF.
91. Don Kichot z La Manchy - Miguel de Cervantes, Wolne Lektury 2011 (Kindle)
Ponad tysiąc stron tekstu i dwa tygodnie czytania. A wszystko przez to, że chciałem sprawdzić, czym inspirował się Wit Szostak, pisząc Sto dni bez słońca. Z jednej strony jest to bardzo dobra satyra na średniowieczne opowieści rycerskie, przesycona humorem sytuacyjnym i komicznymi wypowiedziami Sancho Pansy (choć przyznać muszę, że humor ten trąci myszką i dzisiejszej młodzieży raczej by nie rozbawił). Siłą powieści są bohaterowie: szalony marzyciel Don Kichot, irracjonalnie wierny mu Sancho Pansa, także postacie drugoplanowe. Tym, czego zabrakło mi w utworze jest brak stopniowania napięcia, które prowadzić miałoby do punktu kulminacyjnego. Tutaj wszystko wydaje się być płaskie, a powieść staje się zlepkiem kolejnych nieszczęść, jakie spotykają tytułowego bohatera i jego giermka; mnogość tych wydarzeń sprawia, że utwór sprawia wrażenie przegadanego i rozciągniętego na siłę. W oryginalnie wydanej drugiej części Don Kichota Cervantes trochę za bardzo pastwi się nad falsyfikatem swojego dzieła, choć to akurat jestem w stanie zrozumieć. Niezbyt też odpowiada mi zakończenie utworu, które jest nie tylko niespodziewane, ale też niezapowiedziane w żaden sposób - ciężko mi znaleźć uzasadnienie dla takiego rozwoju fabuły (poza chęcią bronienia się autora przed kolejnymi podróbkami). No i naprawdę nie wiem, jak można zapomnieć o imieniu jednej z bohaterek (w połowie powieści żona Sancha zmienia je z Juany na Teresę), choć podobny błąd popełnił zdaje się Dostojewski w Zbrodni i karze, gdy zapomniał jakiej płci są dzieci jednej z postaci. Mimo wszystkich tych niedociągnięć była to dość przyjemna lektura, która umilała mi przerwy w pracy.
środa, 20 sierpnia 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #33
Tym razem udało mi się ukończyć tylko dwie książki, obie na papierze. Na Kindle'u na razie przebijam się przez Don Kichota Cervantesa, a ponieważ przy najmniejszej czcionce ma on ponad tysiąc stron tekstu, trochę czasu jeszcze mi jego lektura powinna zająć. Jeśli chodzi o jakość przeczytanych lektur, to tym razem nie narzekam - obie książki są bardzo dobre.
88. Biały Tygrys - Aravind Adiga, Prószyński i S-ka 2008
Polecone przez Żonę. Jest to krótka powieść przedstawiająca obraz Indii widziany oczyma Hindusa, za którą Adiga otrzymał Nagrodę Bookera. Ponoć kontrowersyjna, ale to chyba tylko dlatego, że kraj Gandhiego nie został przedstawiony jako kolorowe miejsce roztańczonych i rozśpiewanych ludzi rodem z Bollywoodu. Autor przedstawił Indie od brudnej i mrocznej strony, jako kraj pełen korupcji, miejsce, gdzie jeden człowiek pomiata drugim ze względu na pozycję społeczną, gdzie ludzie są niewolnikami, którzy nie chcą zmienić swojego położenia. W interesujący sposób pokazane zostały problemy kraju z pozycji zwykłego człowieka należącego do jednej z niższych kast wynikające nie tylko z zaprogramowanej służalczej postawy wobec bogaczy, ale też z oczekiwań rodziny i otoczenia. Jest to fantastyczny obraz Indii, którego z punktu widzenia turysty raczej się nie zobaczy.
89. Mówca Umarłych - Orson Scott Card, Prószyński i S-ka 2013
Jest to zupełnie inna książka od Gry Endera. Zamiast na wojnie i nieludzkim traktowaniu dzieci skupia się na trudnościach w porozumieniu z obcymi kulturami. Powieść bardzo mocno nasycona jest wątkami religijnymi; z autora zaś dość często wychodzi innowierca, który musi wbić szpilę Kościołowi Katolickiemu. W sumie, mimo niemal czterystu stron, utwór sprawia wrażenie krótkiego - wielu wydarzeń się tu nie uświadczy, a akcja jest napędzana przez dialogi, które Cardowi wyszły świetnie, przez co książka niesamowicie wciąga i połyka się ją błyskawicznie.
88. Biały Tygrys - Aravind Adiga, Prószyński i S-ka 2008
Polecone przez Żonę. Jest to krótka powieść przedstawiająca obraz Indii widziany oczyma Hindusa, za którą Adiga otrzymał Nagrodę Bookera. Ponoć kontrowersyjna, ale to chyba tylko dlatego, że kraj Gandhiego nie został przedstawiony jako kolorowe miejsce roztańczonych i rozśpiewanych ludzi rodem z Bollywoodu. Autor przedstawił Indie od brudnej i mrocznej strony, jako kraj pełen korupcji, miejsce, gdzie jeden człowiek pomiata drugim ze względu na pozycję społeczną, gdzie ludzie są niewolnikami, którzy nie chcą zmienić swojego położenia. W interesujący sposób pokazane zostały problemy kraju z pozycji zwykłego człowieka należącego do jednej z niższych kast wynikające nie tylko z zaprogramowanej służalczej postawy wobec bogaczy, ale też z oczekiwań rodziny i otoczenia. Jest to fantastyczny obraz Indii, którego z punktu widzenia turysty raczej się nie zobaczy.
89. Mówca Umarłych - Orson Scott Card, Prószyński i S-ka 2013
Jest to zupełnie inna książka od Gry Endera. Zamiast na wojnie i nieludzkim traktowaniu dzieci skupia się na trudnościach w porozumieniu z obcymi kulturami. Powieść bardzo mocno nasycona jest wątkami religijnymi; z autora zaś dość często wychodzi innowierca, który musi wbić szpilę Kościołowi Katolickiemu. W sumie, mimo niemal czterystu stron, utwór sprawia wrażenie krótkiego - wielu wydarzeń się tu nie uświadczy, a akcja jest napędzana przez dialogi, które Cardowi wyszły świetnie, przez co książka niesamowicie wciąga i połyka się ją błyskawicznie.
środa, 13 sierpnia 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #32
To był tydzień lektur, które mnie, z jednym wyjątkiem, nie porwały. W końcu zacząłem czytać nagromadzone dzieła Dicka (gdybym jeszcze tylko znalazł czas na Lema, Herberta i Asimova). Poza tym dwie lektury przeczytałem pod kątem przyszłorocznych Zajdli, a jedną, bo Żona sprawiła mi prezent.
84. Pies i klecha. Przeciwko wszystkim - Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk, Fabryka Słów 2007
Drugi tom Psa i klechy dostałem w prezencie od Żony; trochę czasu minęło zanim udało mi się dorwać na Allegro pierwszą powieść o milicjancie i księdzu. No i nieco się zawiodłem. Zaczyna się wprawdzie nieźle - zawiązanie akcji wciąga i zachęca do dalszej lektury - ale im bardziej śledztwo się rozwija, tym nudniejsza staje się historia, a pewne rozwiązania fabularne są najzwyczajniej słabe (a najgorzej wypada akcja w Sejmie i to, co następuje później). Bardzo dobrze natomiast udało się autorom oddać nastrój grozy, świetnie została również przedstawiona atmosfera szaleństwa w szpitalu psychiatrycznym (przynajmniej do momentu ujawnienia przetrzymywanego w jego podziemiach więźnia). W zasadzie pozytywne wrażenie, jakie miałem przez ponad połowę książki, psuje ostatnia część powieści rozgrywająca się w Warszawie. Może w Tancerzu Urbi et Orbi wypadli lepiej.
85. Drugi brzeg - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2014 (Kindle)
Dałem Gołkowskiemu drugą szansę. Postęp widać, ale ciągle nie jest to to, co chciałbym przeczytać. Tym razem jest to spójna powieść, co działa na korzyść utworu w porównaniu z Ołowianym świtem. Autor postanowił zaprezentować rejon Czarnobyla i Prypeci i z tego zadania wywiązał się znakomicie. Bardzo dobrze ukazane są opuszczone przez ludzi miejsca, gdzie ciągle trzeba być czujnym, bo nie wiadomo, jakie dziwactwo czai się za rogiem. W ogóle Zona, jako bohater powieści wypada świetnie. Mam też wrażenie, że nieco poprawił się styl Gołkowskiego: przestał być chaotyczny, jak w pierwszej części, ale nie stracił przy tym dynamiki. Tym, co kuleje, jest warstwa fabularna. Niby wszystko się rozwija fajnie, Miszka przemierza nieznaną sobie część Zony, tu i ówdzie rozwali jakiegoś mutanta, po czym następuje punkt kulminacyjny. I nic. Zakończeniu podróży brakuje mocy, jest ono nijakie. Dopiero powrót protagonisty do domu zawiera pewną świetną scenę. Nic to, po trzeci tom pewnie też sięgnę.
86. Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? - Philip K. Dick, Rebis 2011
Zgodnie z planem, realizuję miesięczny przydział twórczości Dicka, zaczynając z grubej rury. Wcześniej widziałem rewelacyjną ekranizację Blade runnera, teraz sięgnąłem po literacki pierwowzór. No i jest to jedna z tych lektur, które zachwycają. Fascynująca opowieść o człowieczeństwie, o tym, co sprawia, że jesteśmy ludźmi. Do tego dochodzi ciekawa sceneria, jakże różna od tej filmowej. Zaskoczyło mnie zakończenie, co jest dziwne w przypadku lektury, którą się już w jakiejś postaci poznało - jest dobre, ale wydaje mi się, że filmowe bardziej mi odpowiada. W każdym razie, było to moje trzecie spotkanie z Dickiem i trzeci raz jestem niesamowicie ukontentowany przeczytanym dziełem. To bardzo dobry wynik, choć domyślam się, że kiedyś trafię na coś, co mnie rozczaruje. Bardzo interesująca jest też przedmowa autorstwa Lecha Jęczmyka.
87. Czarny Wygon. Bisy II - Stefan Darda, Videograf 2014 (Kindle)
Bul bez nadzieji. Sięgnąłem po ostatni tom Czarnego Wygonu, bo po prostu chciałem wiedzieć, jak zakończy się cała historia. Głupi ja. Ciekawie robi się raz - pod koniec trzeciego rozdziału - i przestaje tak być już na początku czwartego. Fabularnie i stylistycznie jest drętwo. Wydaje mi się, że autor niepotrzebnie zastosował w cyklu narrację pierwszoosobową. Owszem, można dzięki niej lepiej oddać nastrój grozy w horrorze, ale trzeba się nią umieć posługiwać. Tutaj przemyślenia Witolda zamiast wywoływać napięcie, budzą zażenowanie i nudzą. Cieszę się, że to już koniec.
84. Pies i klecha. Przeciwko wszystkim - Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk, Fabryka Słów 2007
Drugi tom Psa i klechy dostałem w prezencie od Żony; trochę czasu minęło zanim udało mi się dorwać na Allegro pierwszą powieść o milicjancie i księdzu. No i nieco się zawiodłem. Zaczyna się wprawdzie nieźle - zawiązanie akcji wciąga i zachęca do dalszej lektury - ale im bardziej śledztwo się rozwija, tym nudniejsza staje się historia, a pewne rozwiązania fabularne są najzwyczajniej słabe (a najgorzej wypada akcja w Sejmie i to, co następuje później). Bardzo dobrze natomiast udało się autorom oddać nastrój grozy, świetnie została również przedstawiona atmosfera szaleństwa w szpitalu psychiatrycznym (przynajmniej do momentu ujawnienia przetrzymywanego w jego podziemiach więźnia). W zasadzie pozytywne wrażenie, jakie miałem przez ponad połowę książki, psuje ostatnia część powieści rozgrywająca się w Warszawie. Może w Tancerzu Urbi et Orbi wypadli lepiej.
85. Drugi brzeg - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2014 (Kindle)
Dałem Gołkowskiemu drugą szansę. Postęp widać, ale ciągle nie jest to to, co chciałbym przeczytać. Tym razem jest to spójna powieść, co działa na korzyść utworu w porównaniu z Ołowianym świtem. Autor postanowił zaprezentować rejon Czarnobyla i Prypeci i z tego zadania wywiązał się znakomicie. Bardzo dobrze ukazane są opuszczone przez ludzi miejsca, gdzie ciągle trzeba być czujnym, bo nie wiadomo, jakie dziwactwo czai się za rogiem. W ogóle Zona, jako bohater powieści wypada świetnie. Mam też wrażenie, że nieco poprawił się styl Gołkowskiego: przestał być chaotyczny, jak w pierwszej części, ale nie stracił przy tym dynamiki. Tym, co kuleje, jest warstwa fabularna. Niby wszystko się rozwija fajnie, Miszka przemierza nieznaną sobie część Zony, tu i ówdzie rozwali jakiegoś mutanta, po czym następuje punkt kulminacyjny. I nic. Zakończeniu podróży brakuje mocy, jest ono nijakie. Dopiero powrót protagonisty do domu zawiera pewną świetną scenę. Nic to, po trzeci tom pewnie też sięgnę.
86. Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? - Philip K. Dick, Rebis 2011
Zgodnie z planem, realizuję miesięczny przydział twórczości Dicka, zaczynając z grubej rury. Wcześniej widziałem rewelacyjną ekranizację Blade runnera, teraz sięgnąłem po literacki pierwowzór. No i jest to jedna z tych lektur, które zachwycają. Fascynująca opowieść o człowieczeństwie, o tym, co sprawia, że jesteśmy ludźmi. Do tego dochodzi ciekawa sceneria, jakże różna od tej filmowej. Zaskoczyło mnie zakończenie, co jest dziwne w przypadku lektury, którą się już w jakiejś postaci poznało - jest dobre, ale wydaje mi się, że filmowe bardziej mi odpowiada. W każdym razie, było to moje trzecie spotkanie z Dickiem i trzeci raz jestem niesamowicie ukontentowany przeczytanym dziełem. To bardzo dobry wynik, choć domyślam się, że kiedyś trafię na coś, co mnie rozczaruje. Bardzo interesująca jest też przedmowa autorstwa Lecha Jęczmyka.
87. Czarny Wygon. Bisy II - Stefan Darda, Videograf 2014 (Kindle)
Bul bez nadzieji. Sięgnąłem po ostatni tom Czarnego Wygonu, bo po prostu chciałem wiedzieć, jak zakończy się cała historia. Głupi ja. Ciekawie robi się raz - pod koniec trzeciego rozdziału - i przestaje tak być już na początku czwartego. Fabularnie i stylistycznie jest drętwo. Wydaje mi się, że autor niepotrzebnie zastosował w cyklu narrację pierwszoosobową. Owszem, można dzięki niej lepiej oddać nastrój grozy w horrorze, ale trzeba się nią umieć posługiwać. Tutaj przemyślenia Witolda zamiast wywoływać napięcie, budzą zażenowanie i nudzą. Cieszę się, że to już koniec.
środa, 6 sierpnia 2014
Przeczytane 2014: Tydzień #31
Trzy książki w tym tygodniu, a chciałem cztery, tylko mi się lektura duetu Urbi et Orbi przedłużyła. Wychodzi na to, że na przemian kończę książkę elektroniczną i papierową i taki trend się utrzymuje, dopóki nie przyjdzie mi spotkać się z jakąś cegłą. Odkrycie Wolnych Lektur przypomniało mi, dlaczego zamiast wypożyczać z biblioteki lektury szkolne, które miały być omawiane na języku polskim, wolałem sięgnąć po Sapkowskiego (pięć tomów Wiedźmina w bibliotece szkolnej).
81. Sanatorium Pod Klepsydrą - Bruno Schulz, Wolne Lektury 2013 (Kindle)
Chyba jestem za głupi na Schulza. Nie rozumiem tych opowiadań, potwornie się męczyłem podczas lektury. Są świetne językowo, z doskonale wykreowanym oniryczno-surrealistycznym nastrojem, ale fabularnie leżą i kwiczą, choć mam świadomość, że nie o fabułę tu chodzi, a o wspomniany nastrój. W zasadzie, poza tytułowym Sanatorium Pod Klepsydrą, żadne z opowiadań mnie nie porwało swoją fabułą, żadne mnie nie wciągnęło, żadne nie zachwyciło. Przypomniałem sobie, dlaczego taki ból sprawiał mi Schulz, kiedy poznawałem go jako lekturę szkolną.
82. Zagubieni. Zwiad - Marcin Mortka, Zielona Sowa 2014
Po porażce intelektualnej, jaką było spotkanie z Schulzem, postanowiłem się odmóżdżyć i sięgnąłem po coś przeznaczonego dla dziesięciolatków. No i dostałem kawał fajnego przygodowego SF (biorąc oczywiście poprawkę na grupę docelową książki), wsiąkłem w akcję i mam ochotę na więcej. Jasne, fabuła jest naiwna, wiele wydarzeń przewidywalnych, ale mimo wszystko lektura potrafi wciągnąć. Szkoda tylko, że i tak już niewielka objętość książki została sztucznie zwiększona ogromną czcionką. Jest to lektura, którą połyka się w jeden wieczór (a przy szybkim czytaniu nawet w pół) i fajnie, że Mortka zapowiada wydanie trzeciego tomu. Mam tylko nadzieję, że będzie on obszerniejszy; tak o pięćdziesiąt procent.
83. Równoumagicznienie - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2012 (Kindle)
W końcu mogę zrozumieć, dlaczego Pratchett niektórych zachwyca. Zapominamy o głupkowatym Rincewindzie i dostajemy nowych bohaterów w postaci czarownicy babci Weatherwax i jej protegowanej Esk. Do tego poruszony zostaje problem równouprawnienia kobiet (co widać już w tytule, szczególnie w oryginalnej wersji językowej - Equal Rites), oczywiście z odpowiednią dawką humoru. Ten z kolei nie jest taki nachalny, jak w dwóch poprzednich tomach, jego ilość jest odpowiednia i właściwie umieszczona w powieści. Fabuła wprawdzie nie stanowi żadnej rewelacji - ot, kobieta chce zostać magiem, a nie może, bo taka jest tradycja - ale stoi na przyzwoitym poziomie i nie wywołuje zgrzytania zębów. Liczę na więcej Pratchettowskiej twórczości tego typu.
Książka miesiąca: Wit Szostak - Sto dni bez słońca
Rozczarowanie miesiąca: Rudyard Kipling - Księga dżungli
Makulatura na allegro.
81. Sanatorium Pod Klepsydrą - Bruno Schulz, Wolne Lektury 2013 (Kindle)
Chyba jestem za głupi na Schulza. Nie rozumiem tych opowiadań, potwornie się męczyłem podczas lektury. Są świetne językowo, z doskonale wykreowanym oniryczno-surrealistycznym nastrojem, ale fabularnie leżą i kwiczą, choć mam świadomość, że nie o fabułę tu chodzi, a o wspomniany nastrój. W zasadzie, poza tytułowym Sanatorium Pod Klepsydrą, żadne z opowiadań mnie nie porwało swoją fabułą, żadne mnie nie wciągnęło, żadne nie zachwyciło. Przypomniałem sobie, dlaczego taki ból sprawiał mi Schulz, kiedy poznawałem go jako lekturę szkolną.
82. Zagubieni. Zwiad - Marcin Mortka, Zielona Sowa 2014
Po porażce intelektualnej, jaką było spotkanie z Schulzem, postanowiłem się odmóżdżyć i sięgnąłem po coś przeznaczonego dla dziesięciolatków. No i dostałem kawał fajnego przygodowego SF (biorąc oczywiście poprawkę na grupę docelową książki), wsiąkłem w akcję i mam ochotę na więcej. Jasne, fabuła jest naiwna, wiele wydarzeń przewidywalnych, ale mimo wszystko lektura potrafi wciągnąć. Szkoda tylko, że i tak już niewielka objętość książki została sztucznie zwiększona ogromną czcionką. Jest to lektura, którą połyka się w jeden wieczór (a przy szybkim czytaniu nawet w pół) i fajnie, że Mortka zapowiada wydanie trzeciego tomu. Mam tylko nadzieję, że będzie on obszerniejszy; tak o pięćdziesiąt procent.
83. Równoumagicznienie - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2012 (Kindle)
W końcu mogę zrozumieć, dlaczego Pratchett niektórych zachwyca. Zapominamy o głupkowatym Rincewindzie i dostajemy nowych bohaterów w postaci czarownicy babci Weatherwax i jej protegowanej Esk. Do tego poruszony zostaje problem równouprawnienia kobiet (co widać już w tytule, szczególnie w oryginalnej wersji językowej - Equal Rites), oczywiście z odpowiednią dawką humoru. Ten z kolei nie jest taki nachalny, jak w dwóch poprzednich tomach, jego ilość jest odpowiednia i właściwie umieszczona w powieści. Fabuła wprawdzie nie stanowi żadnej rewelacji - ot, kobieta chce zostać magiem, a nie może, bo taka jest tradycja - ale stoi na przyzwoitym poziomie i nie wywołuje zgrzytania zębów. Liczę na więcej Pratchettowskiej twórczości tego typu.
Podsumowanie lipca
Lipiec, z trzynastoma przeczytanymi książkami, okazał się być jak do tej pory rekordowym miesiącem w tym roku. Co prawda wliczam w to wszystko trzydziestokilkustronicowego Felixa, Neta i Nikę, ale pojawiła się też cegła w postaci czwartego tomu Malazańskiej Księgi Poległych. Z jakości przeczytanych książek nie jestem jakoś bardzo zadowolony. Trafiło się kilka niezłych pozycji, ale było też sporo przeciętnych; na szczególne pozytywne wyróżnienie zasługują w zasadzie tylko Wit Szostak i jego Sto dni bez słońca i Szekspirowskie Romeo i Julia. Co ciekawe, przeczytałem sporo mainstreamowej literatury (pięć pozycji), która zawsze była przeze mnie spychana na dalszy plan, i tylko cztery książki reprezentujące polską fantastykę (która dominuje wśród moich lektur). Lipiec był miesiącem, w którym zaznaczyła się zdecydowana przewaga Kindle'a nad papierem (10:3). Przyczyna? Po pierwsze, druga część urlopu. Po drugie, Dom Łańcuchów Eriksona, który zabrał mi prawie dwa tygodnie, a w tym czasie czytałem też co nieco w wersji elektronicznej. Jeśli chodzi o dalsze plany, to w każdym kolejnym miesiącu (przynajmniej dopóki będzie się dało) zamierzam czytać jednego Pratchetta, jednego Dicka w wydaniu Rebisu i jeden tom Endera Carda. Zobaczymy, jak wyjdzie.Książka miesiąca: Wit Szostak - Sto dni bez słońca
Rozczarowanie miesiąca: Rudyard Kipling - Księga dżungli
Makulatura na allegro.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























