czwartek, 19 listopada 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #46

Mam wrażenie, że teraz dwie średniej długości książki przeczytane w tydzień staną się normą, choć wróciłem do pracy, a z tym wiąże się trochę wolnego czasu w przerwach, więc może nie będzie tak źle. W każdym razie: udało mi się skończyć dwie luźne lektury, zacząłem też czytać dziecku (niech ma od początku kontakt z solidną literaturą) - przy sprzyjających wiatrach w przyszłym tygodniu pojawi się refleksja na temat Kubusia Puchatka. Zapraszam.

113. Kłamca. Papież sztuk - Jakub Ćwiek, SQN 2015

Trochę się bałem po ostatnich tomach Kłamcy, że Ćwiekowi nie uda się już nic dobrego z tego bohatera wycisnąć. Z radością mogę jednak stwierdzić, że wielce się myliłem. Kuba niejeden raz udowodnił, że świetnie operuje popkulturowymi kliszami, teraz także pokazał na co go stać. Po raz kolejny pakuje Lokiego w kłopoty związane z działalnością innych bóstw; tym razem jednak boskość przeciwnika kreuje telewizja (do czego walnie przyczynia się protagonista). Świetnie udało się ukazać, jak w świecie, gdzie religia spychana jest coraz bardziej na margines, ludzie tworzą sobie nowych bożków pochodzących z ekranów telewizorów. Ciekawym zabiegiem jest danie w paru momentach czytelnikowi opcji wyboru, jak ma dalej potoczyć się fabuła; wprawdzie odgałęzienia fabularne są krótkotrwałe, ale jest to coś, co nieczęsto trafia się w literaturze. Do tego wspomnieć należy interesujący pomysł z czasową zmianą medium z powieści na komiks. Choć fabuła na kolana nie powala, to jednak sama książka zawiera sporo fajnych patentów. No i świetnie się ją czyta. Brawo!

114. Panowie i damy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Listopadowa porcja Pratchetta to kolejna część przygód trzech czarownic z Lancre. Tym razem autor postanowił pobawić się Snem nocy letniej Szekspira i po raz kolejny sobie z tym bardzo dobrze poradził. Humor sytuacyjny oparty na komizmie postaci jest bardzo umiejętnie stosowany i nie męczy nachalnością. Fabularnie też jest nieźle: umieszczenie elfów w roli tych złych, pokazanie ludzkiej twarzy babci Weatherwax (mimo okropnego charakteru nie da się jej nie lubić) i rzucenie odrobiny światła na jej historię są ogromnymi zaletami tej powieści. Miałem wprawdzie ponarzekać na to, że pojawienie się magów z Niewidocznego Uniwersytetu po raz kolejny służy jedynie uzasadnieniu obecności Bibliotekarza na kartach utworu, ale ostatecznie okazało się, że bez nich Panowie i damy nie mieliby takiego wydźwięku, jaki mają. Po raz kolejny w tym tygodniu: brawo!

piątek, 13 listopada 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #45

Listopad mija, a ja czytam sobie bardzo powoli, bo czasu mało. Dwie książki w tym tygodniu.

111. Gamedec. Zabaweczki. Błyski - Marcin Przybyłek, SuperNOWA 2008

Pożyczyłem jakiś czas temu od kolegi i teraz dopiero udało mi się dokończyć. Chcę się zapoznać ze wszystkimi częściami Gamedeca zanim sięgnę po najnowszy dwutom. W końcu zaczyna mi się łączyć fabuła starszych tomów wydanych przez SuperNOWĄ z Czasem silnych istot. Powoli zarysowują się przemiany, jakie popychają świat od cyberpunkowego w stronę posthumanizmu. Wszystko zdaje się iść w ciekawym kierunku, Przybyłek bardzo dobrze prowadzi fabułę, ale odniosłem wrażenie, że mimo pięciuset stron tekstu niewiele się w tej części powieści dzieje. Może wynika to z tego, że Torkil występuje tutaj w trzech osobach i każda zabiera mniej więcej tyle samo czasu antenowego, przez co nie udaje się im zbyt dużo zdziałać. Może druga część Zabaweczek będzie bardziej dynamiczna; rokowania są dobre.

112. Skald. Kowal słów. Tom 2 - Łukasz Malinowski, Erica 2015 (Kindle)

Wynudziłem się. Pierwszy tom Kowala słów dawał nadzieję na coś ciekawego, zostawiał bohaterów w interesującym położeniu, liczyłem więc na zajmującą opowieść. Dostałem za to nudną historię konfliktu rozstrzygniętego jedną bitwą. Pozytywną stroną tej powieści jest jedynie kreacja świata - Malinowski ciekawie przedstawia pogańską słowiańsko-nordycką Europę z jej brutalnymi zwyczajami. Poza tym słabym światełkiem w tunelu, lektura ostatniego Skalda była stratą czasu.

piątek, 6 listopada 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #44

Kolejny tydzień tego roku to tylko jedna przeczytana książka. Sprawy okołopotomkowe pochłaniają zdecydowaną większość mojego czasu, więc i czytać za bardzo nie ma kiedy, a dodatkowo niewielka ilość snu sprawia, że wcześniej niż dotychczas nie jestem w stanie skupić się na składaniu liter. Ale powoli przyzwyczajam się do nowej sytuacji życiowej, więc pewnie jeszcze trochę i mi się rytm dobowy jakoś unormuje.

110. Pomniejsze bóstwa - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

To był październikowy przydział Świata Dysku. I okazało się, że Pomniejsze bóstwa to jedna z lepszych części, jakie do tej pory przeczytałem. Nie zalicza się ona do żadnego z podcykli i podejmuje temat zorganizowanej religii, zahaczając też o kwestie filozofii. Wprawdzie tym razem Pratchett nie wywoływał za często uśmiechu na mojej twarzy, ale za to bardzo celnie punktował niedoskonałości systemów religijnych (głównie chrześcijaństwa, ale politeistyczne wierzenia również dostały własną szpilę). Filozofom też się obrywa jako tym, którzy w większości nie robią nic pożytecznego. Coś w tym Świecie Dysku jednak jest, że chce się go dalej czytać.

czwartek, 29 października 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #42 i 43

W zeszłym tygodniu notki nie było, gdyż byłem świeżo po zostaniu ojcem. Z tej też przyczyny udało mi się przeczytać zaledwie dwie niezbyt długie lektury.

108. Kraniec nadziei - Rafał Dębski, Drageus 2015 (Kindle)

Czyżby military SF stawało się popularne wśród nadwiślańskich autorów? Do tej pory miałem styczność z dwiema powieściami Dębskiego osadzonymi w przestrzeni kosmicznej i obie wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Sporo więc oczekiwałem po kolejnej fantastycznonaukowej powieści; niestety przytrafia jej się to, co często ma miejsce w przypadku pierwszych tomów cykli: do tego stopnia skupia się na wprowadzeniu w świat, że po przeczytaniu książki pozostało mi wrażenie, że nie za wiele się na jej kartach wydarzyło. Mamy wojnę pomiędzy dwoma kosmicznymi mocarstwami, załogi statków zostają wysłane w tajemniczy rejon kosmosu, dochodzi do jednego niezwykłego wydarzenia i na tym rzecz się kończy. Dalszy ciąg zapowiada się nieźle, ale trochę wody w Wiśle upłynie zanim po niego sięgnę. Na plus można Dębskiemu zaliczyć kreację bohaterów - członków załóg statków kosmicznych - za każdym razem są to ciekawe osobowości. Czekam na więcej, choć jestem trochę rozczarowany.

109. Stacja Nowy Świat - Bartek Biedrzycki, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Spodziewałem się kontynuacji Kompleksu 7215, a dostałem prequel. Dobre i to. Fabuła skupia się na konflikcie pomiędzy dwoma bojowo nastawionymi ugrupowaniami zamieszkującymi warszawskie metro i sięga wstecz aż do dni zagłady atomowej, kiedy to ludzie zaczęli chronić się pod ziemią. I choć fajnie jest poznać genezę postatomowych stołecznych tuneli, to akcja powieści niezbyt mnie porwała. Natomiast przy kolejnej z rzędu przeczytanej przeze mnie książce podobała mi się kreacja postaci, zarówno tych znanych z poprzedniej powieści Biedrzyckiego, jak i nowo wprowadzonych. Jest tu jeszcze spory potencjał do wykorzystania w kolejnych publikacjach. Na koniec autor umieścił jeszcze krótkie opowiadanie - nastrojowe i tajemnicze, ale z delikatnie rozczarowującym mnie zakończeniem.

czwartek, 15 października 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #40 i 41

Aktualnie przeżywam remont w mieszkaniu, stąd też brak zeszłotygodniowej notki. Przez dwa tygodnie udało mi się przeczytać cztery książki, głównie z tegorocznej polskiej fantastyki - jak zwykle pod kątem doboru utworów do nominacji do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. W tym względzie mogło być lepiej, ale o tym poniżej.

104. Takeshi 2. Taniec Tygrysa - Maja Lidia Kossakowska, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Lubię twórczość Kossakowskiej, ale tym razem się nie popisała. O ile osadzenie akcji w pseudo-Japonii i quasi-Meksyku nadal jest świetnym zabiegiem, to tym razem brakuje mu efektu "wow", który pojawił się przy pierwszej części przygód Takeshiego. Zresztą o Tańcu Tygrysa ciężko w ogóle powiedzieć, że są to przygody Takeshiego. Tytułowy bohater zepchnięty został na dalszy plan i poświęcono mu bardzo mało czasu antenowego przeznaczonego głównie na dochodzenie do zdrowia po wydarzeniach z finału Cienia Śmierci. Odpowiedzialność za pchanie fabuły do przodu spada więc na inne postacie powieści. Tutaj jest już w miarę przyzwoicie, choć odniosłem wrażenie, że Kossakowska stworzyła zbyt wielu bohaterów, przez co za bardzo się rozdrabnia z poszczególnymi wątkami. Wyszło rozczarowanie; szkoda, bo wiem, że autorka potrafi pisać bardzo dobre rzeczy.

105. Ślepy demon. Sieciech - Witold Jabłoński, SuperNOWA 2015

Kolejna rzecz, która pozostawiła spory niedosyt i to w zasadzie z tego samego powodu, co poprzednia książka: za mało Sieciecha w Sieciechu. Akcja toczy się po przejęciu władzy przez Bolesława Śmiałego; reakcja pogańska została stłumiona, choć niedobitki starowierców ciągle się kryją po lasach. Sam pomysł na opisanie konfliktu pomiędzy narzuconą siłą kulturą chrześcijańską a słowiańszczyzną jest bardzo interesujący; ciekawie też rozwija się tytułowy bohater, ale jest tu jeden problem: ten rozwój odbywa się poza kartami powieści. W utworze prezentowany jest jedynie efekt tego rozwoju. Niezbyt pasowało mi również wprowadzenie wątków związanych z duchami lasu (chyba z nimi, ciężko mi to stwierdzić): sprawiają wrażenie całkowicie oderwanych od reszty powieści i niezbyt wiem, czemu mają służyć.

106. Stalowe Szczury. Błoto - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Poziom lektur się powoli podnosi, ale to ciągle nie jest to, co chciałbym czytać. Gołkowski przyzwyczaił mnie do niezwykle barwnego świata czarnobylskiej Zony, więc tym razem miałem spore wymagania co do kreacji świata przedstawionego. Akcja rozgrywa się na froncie wielkiej wojny, która nie zakończyła się w 1918 roku, ale trwa o wiele dłużej. W rolach głównych bohaterów występuje karny oddział wysłany do walki, aby zadośćuczynić swoim występkom. Jednak najciekawsze wydarzenia mają miejsce poza polem walki, w ośrodku dowodzenia i jego okolicach. Niestety Gołkowski nie poświęca wiele miejsca na zarysowanie działań na wyższych szczeblach, ale wydaje się, że dokona tego w kolejnej części, gdyż Błoto ewidentnie stanowi preludium do jakiejś większej opowieści. Niestety skupienie się na opisywaniu wydarzeń frontowych negatywnie wpływa na ocenę książki: nieustanne strzelanie do wroga jest po prostu nudne, choć rozumiem, że chodziło o zaprezentowanie czytelnikowi bohaterów.

107. Samotność Anioła Zagłady - Robert J. Szmidt, Fabryka Słów 2009

W końcu coś dobrego. Ponoć Szmidt znany jest ze swojej postapokaliptycznej twórczości. Ja nie miałem do tej pory większej okazji się z nią zapoznać; przeczytałem tylko zbiór opowiadań Alpha Team i kosmiczne SF w postaci Łatwo być Bogiem. Tym razem do rąk wziąłem powieść o ostatnim człowieku na Ziemi, którą spotkała zagłada dzięki zastosowaniu broni masowego rażenia. Fabuła dotyczy przede wszystkim podróży przez wymarłe Stany Zjednoczone. W jakim celu ta podróż? Tego nie załapałem. W każdym razie bohater nieustannie się przemieszcza pomiędzy miastami i próbuje przetrwać korzystając z pozostawionych dobrodziejstw ludzkości. Bardzo ciekawie Szmidt przedstawił zmiany w psychice człowieka, który nie ma żadnego towarzystwa i nie może się do nikogo odezwać. Na deser zostawił zaś dość mocne zakończenie.

czwartek, 1 października 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #39

Dwie książki tym razem. Ważne, że w końcu udało mi się doczytać do ostatniej kropki poradnik dla przyszłych rodziców, z którym męczyłem się przez cały wrzesień, co zdecydowanie wpłynęło na kiepski wynik czytelniczy w tym miesiącu.

102. Sztywny - Michał Gołkowski, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Gołkowski powraca do czarnobylskiej Zony z innym bohaterem. Tym razem, zamiast zabrać nas do serca zmutowanej ziemi, umieszcza akcję na jej pograniczu, ukazując świat handlarzy artefaktami wyniesionymi ze skażonego terenu. nowy protagonista nie jest z początku tak barwny, jak poznany w poprzednich powieściach Gołkowskiego Misza, ale wraz z rozwojem fabuły nabiera nieco kolorów, choć sposób, w jaki to się dzieje jest dość mało subtelny. Ale to pokazuje tylko, że po Zonie można się spodziewać wszystkiego. Język, jakim posługują się bohaterowie, jest wulgarny, ale to też jest specyfika świata przedstawionego. Ważne, że autorowi udało się, po niezbyt imponujących dwóch pierwszych książkach, osiągnąć pewien poziom, który sprawia, że po kolejne jego publikacje (a przyznać trzeba, że ukazują się one bardzo często) sięga się z przyjemnością.

103. W oczekiwaniu na dziecko - Heidi Murkoff, Sharon Mazel, Rebis 2014

W związku z zawartym w tytule książki tematem, dostałem to do przeczytania od Żony. Ciężko mi oceniać merytoryczną zawartość tego poradnika (bo to jest właśnie ten poradnik, o którym od miesiąca pisałem, że go czytam), bo doświadczenie mam nijakie, ale książka dokładnie miesiąc po miesiącu opisuje przebieg ciąży i rozwój płodu, mówi, czego się spodziewać po porodzie i co dzieje się dalej, omawia też te mniej przyjemne rzeczy, kiedy coś idzie nie tak. Oprócz opisów typu "dzieje się to, to i to, spodziewaj się tego i tego" znaczna część książki jest spisana na zasadzie pytanie-odpowiedź. I są to w zasadzie wszystkie pytania, jakie tylko mogą przyjść do głowy. Problemem jest to, że poradnik ten przeznaczony jest przede wszystkim dla amerykańskiego czytelnika i pewne informacje nie mają przełożenia na polskie warunki, choć gdzie się dało pojawiają się przypisy wyjaśniające, jak sytuacja wygląda w naszym pięknym kraju. Trochę się przyczepiłem do warstwy językowej: nagminnie stosowany jest zwrot "niemniej jednak" lub używa się słów "w twoim wypadku"; zdecydowanie za często się te błędy pojawiają. Feministki i dżenderystów może też fragmentami mierzić rozdział dedykowany przyszłym ojcom, gdzie padają słowa "posprzątaj za żonę mieszkanie"... Pomijając jednak te drobne niedociągnięcia, sama zawartość książki stanowi potężne kompendium wiedzy na temat tego, czego można się spodziewać, jeśli się spodziewa. Wkrótce trzeba się będzie zabrać za kolejny tom, dotyczący pierwszego roku życia dziecka.

czwartek, 24 września 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #38

Kolejny tydzień minął, jak z bicza strzelił. Mnie udało się przeczytać tym razem trzy książki, wszystkie w wersji elektronicznej - jak wspomniałem w poprzedniej notce, na papierze przebijam się przez jedną niebeletrystyczną cegłę i robię to od początku września, ale mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu ją skończę; zostało mi tylko jakieś 130 stron. Mam nadzieję, że uda mi się nabrać jakiegoś znaczącego tempa przy poznawaniu kolejnych utworów.

99. Najemnik - Krzysztof Piskorski, BookRage 2013 (Kindle)

Długo czytałem tę książkę. Jakoś tak wyszło, że im więcej czasu spędzam w domu, a mniej w pracy, tym wolniej idzie mi przerzucanie stron. Dziwne to, bo druga część Opowieści Piasków to lektura bardzo zajmująca. Ciekawie zostało pokazane spotkanie kultury "arabskiej" z "europejską" w świecie fantasy widziane z perspektywy człowieka pustyni. Oczywiście, przez cały czas miałem wrażenie, że wydarzenia opisywane w Najemniku stanowią tylko preludium przed zakończeniem cyklu, ale Piskorskiemu bardzo dobrze udało się przygotować grunt do finału i podtrzymać moje zainteresowanie tą trylogią. Po Proroka najprawdopodobniej sięgnę jeszcze w tym roku.

100. Wojna pod Pękniętym Niebem - Marcin Mortka, Zielona Sowa 2015 (Kindle)

A to z kolei trzeci tom cyklu Peknięte Niebo, w którym grupa nastolatków mierzy się z inwazją dziwnych stworów, które nagle pojawiły się na powierzchni Ziemi. Jest to typowy survival horror, gdzie trzeba walczyć z obcymi potworami, chcącymi zniszczyć ludzkość. Choć czasem zdarzy się jakiś łagodniejszy wulgaryzm, odniosłem wrażenie, że miałem do czynienia z powieścią dla młodszego czytelnika (wydawnictwo twierdzi, że przeznaczoną dla czytelników w wieku 15+). Mortka tym razem wybrał inną bohaterkę na protagonistkę, ale wynika to z zakończenia poprzedniej części. Szkoda tylko, że od momentu, w którym przeczytałem drugi tom minęło sporo czasu i znaczna część fabuły wyleciała mi z pamięci, ale ta przypadłość dotyczy większości kilkutomowych cykli, jeśli nie czytam poszczególnych części jedna po drugiej. W każdym razie lektura głowy nie urywa, ale jest przyzwoitym czytadłem na jeden czy dwa wieczory.

101. Wyprawa czarownic - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

No i przebijam się przez tego Pratchetta, i stwierdzić muszę, że są to bardzo przyjemne lektury. Dobrze się to czyta, autor świetnie operuje humorem sytuacyjnym i doskonale wykorzystuje motywy wzięte z kultury i otaczającego nas świata (tym razem na tapetę bierze baśnie). Po raz trzeci miałem przyjemność spotkać babcię Weatherwax i staje się ona jedną z moich ulubionych bohaterek zamieszkujących Świat Dysku. Miło też było stwierdzić, że po pierwszych dwóch tomach będących w zasadzie zbiorem gagów, Pratchettowi udało się stworzyć ciekawe fabuły, które może nie są bardzo skomplikowane, ale potrafią utrzymać w napięciu.

piątek, 18 września 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #36 i 37

Dwie książki w dwa tygodnie. Jakiegokolwiek wytłumaczenia bym nie próbował szukać, wynik i tak jest marny. Jasne, przebijam się od dłuższego czasu przez jedną niebeletrystyczną pozycję, którą powinienem w przeciągu następnego tygodnia skończyć, a w międzyczasie próbuję czytać co nieco na Kindle'u, ale nie czuję się tym usprawiedliwiony.

97. Szuje, mątwy i straceńcy - Maciej Żytowiecki, RW2010 2013 (Kindle)

Jest to zbiór opowiadań, który kupiłem, spodziewając się czegoś innego. Podobała mi się wizja świata przedstawiona w Moim prywatnym demonie Żytowieckiego - noir z elementami okultyzmu - i liczyłem, że teksty zebrane w Szujach, mątwach i straceńcach będą nawiązywały do przeczytanej wcześniej powieści. Moje oczekiwania sprawdziły się tylko częściowo - zaledwie dwa opowiadania dotyczą detektywa Ezry, pozostałe zaś mówią o różnych wykolejeńcach życiowych. No i przyznać muszę, że czuję się lekko rozczarowany tym, co dostałem. Rzadko zostawałem porwany fabułą, autorowi zdarzało się popadać w nadmierną egzaltację słowną i często czułem się znużony lekturą. Z interesujących mnie spraw dowiedziałem się tylko, w jaki sposób Ezra dostał się w szpony demona. Poza tym, lektura była raczej zmarnowanym czasem.

98. Kandyd - Voltaire, Wolne Lektury 2012 (Kindle)

Zalegało mi na Kindle'u od dłuższego czasu, a że krótka to rzecz, postanowiłem przeczytać. Jest to bardzo sprawnie i w dowcipny sposób napisana polemika z twierdzeniem Leibnitza, jakobyśmy żyli w najdoskonalszym z możliwych światów. Naiwność tytułowego bohatera jest porażająca, a jego starcie z brudną i brutalną rzeczywistością jest tym, co doskonale napędza akcję. Konstrukcją Voltaire nawiązuje do powieści łotrzykowskiej; fabularnie, ale też językowo nasuwały mi się skojarzenia z Don Kichotem Cervantesa. Mój ulubiony frgment? Kiedy jeden z bohaterów stwierdza, że świat istnieje po to, żeby się wściekać. Boskie.

piątek, 4 września 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #35

W tym tygodniu osiągnąłem niezły wynik: udało się przeczytać cztery książki, choć szczerze przyznać trzeba, że objętością nie powalają. Na rezultat ten znacząco wpłynęła droga do Warszawy i z powrotem przy wykorzystaniu usług PKP.

93. Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw - Marcin Przybyłek, SuperNOWA 2006

Pożyczam powoli od kolegi kolejne Gamedeki, zanim Rebis wyda kolejną część. Nie chcę, żeby doszło do takiej sytuacji, jak z Czasem silnych istot, kiedy przeczytałem piąty i szósty tom serii, nie znając poprzednich. Jeśli zaś chodzi o samą książkę, to tym razem Przybyłek uraczył mnie powieścią, której akcja rozgrywa się nieco po wydarzeniach z Granicy rzeczywistości. Nadal istotna część fabuły dotyczy wydarzeń z wirtualnej rzeczywistości, ale tym razem najwięcej się dzieje w prawdziwym świecie. Autor odchodzi nieco od stricte cyberpunkowej wizji przedstawionej w pierwszym tomie i skupia się bardziej na transhumanistycznych prognozach rozwoju ludzkości. Wszystko to wplecione jest w skomplikowaną, wielowarstwową intrygę kryminalną; wszak głównym bohaterem serii jest detektyw, więc zbrodnia musi być. Choć niepozbawiona humoru, powieść ta wydała mi się mroczniejsza od wcześniejszych opowiadań Przybyłka. Ale to dobrze. Mimo trudności z przebiciem się przez początek tekstu, dalej książkę czytało mi się bardzo dobrze. Ciekawi mnie teraz, jak wypada pomost pomiędzy Sprzedawcami lokomotyw a Czasem silnych istot, bo w dalszym ciągu widzę silny rozdźwięk w kreacji świata przedstawionego w obu tych częściach serii.

94. Bractwo nieśmiertelnych - Vladimir Wolff, Warbook 2015 (Kindle)

Druga część nowego sensacyjnego cyklu Vladimira Wolffa, zapoczątkowanego Tropicielem. Choć powracają znani z poprzedniego tomu bohaterowie, nie ma pomiędzy obiema częściami mocniejszych związków fabularnych, dzięki czemu można śmiało zacząć lekturę od Bractwa nieśmiertelnych. Ponownie Wolff zalewa czytelnika scenami akcji, trup ściele się gęsto, a ci dobrzy uczestniczą w brawurowych pościgach za tymi złymi. Trochę od czapy wydaje się wprowadzenie w polskie realia skarbu Inków, ale takie jest tylko pierwsze wrażenie; ostatecznie autorowi udało się w miarę sprawnie zaimplementować ten obcy dla nas element. Przyczepić się natomiast muszę do epilogu tej opowieści - wychodzi na to, że działania głównych bohaterów nie miały większego znaczenia dla zakończenia tekstu, a ponadto sam fabularny finał pozostawił we mnie uczucie rozczarowania.

95. Sen nocy letniej - William Shakespeare, Wolne Lektury 2010 (Kindle)

Lekka lektura do pociągu. Krótka Szekspirowska komedia, gdzie autor miesza nawiązania do Grecji (powiedziałbym, że starożytnej, ale poza mitycznymi imionami nic nie sugeruje umieszczenia historii w antyku) z brytyjską mitologią w postaci fae, czy też wróżek, jak woli tłumacz. Szczególnym źródłem gagów jest amatorska trupa teatralna przygotowująca się do występu. Warto docenić, że po ponad czterystu latach od powstania, dramat ten nadal potrafi rozbawić.

96. Majstersztyk - Anna Kańtoch, BookRage 2015 (Kindle)

BookRage twierdzi, że to powieść, dla mnie objętościowo utwór bardziej zbliżony jest do opowiadania, ale z wydawcą się kłócił nie będę. W każdym razie dostałem do rąk kolejną część przygód Domenica Jordana, trochę już zapomnianego bohatera starszej twórczości Anny Kańtoch (zapomnianego do tego stopnia, że chyba będę sobie musiał przypomnieć treść Diabła na wieży i Zabawek diabła). Tutaj po raz kolejny bohater staje przed zagadką kryminalną, którą musi rozwiązać. Trzeba autorce oddać, że skrupulatnie opracowała intrygę, zaplanowała wszystkie jej szczegóły i potrafiła do końca utrzymać napięcie, nawet jeśli było już wiadomo, kto za wszystkim stoi. Kto nie zdążył kupić pakietu BookRage, ma czego żałować.

piątek, 28 sierpnia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #32, 33 i 34

Oj, dawno nie pisałem. Dwa tygodnie temu powstrzymało mnie lenistwo połączone z brakiem czasu, tydzień temu zaś był Polcon. Świetna impreza - kto nie był, ten trąba. Przy okazji, po raz kolejny gratulacje dla Ani i Michała z okazji zdobycia Nagrody im. Zajdla.

86. Zanim umrę - Krzysztof Boruń, BookRage 2014 (Kindle)

Stwierdziłem, że przeczytam, zanim dokonam sierpniowego uzupełnienia zasobów e-booków. Jest to zbiór opowiadań jednej z legend polskiego SF, bardzo klasycznych opowiadań, gdzie głównym motywem są podróże kosmiczne i rozwój nauki. No i doszedłem do takiego wniosku, że bardzo dobrze jest sprawdzić, jak widziano przyszłość pięćdziesiąt lat temu. Fajna lektura.

87. Klątwa gruzińskiego tortu - Maciej Jastrzębski, Editio 2014

Tę książkę wygrałem na tegorocznym Festiwalu Podróżników Navigator, pomyślałem więc, że sprawdzę, co tam w Gruzji słychać, tym bardziej, że inna książka Jastrzębskiego, Matiuszka Rosja i Jastrząb, była całkiem przyjemną lekturą. Autor, będący dziennikarzem Polskiego Radia, skupia się na konflikcie gruzińsko-rosyjskim i starciach o Osetię Południową i Abchazję. Sporo miejsca poświęca też przemianom ustrojowym Gruzji po uzyskaniu przez nią niepodległości. Ukazuje obraz kraju, który ciągle musi z kimś lub czymś walczyć, czy to z siłami zewnętrznymi, czy też z korupcją i wadliwie działającymi organami państwa. A przy tym jego naród nie traci charakterystycznego dla siebie ducha życzliwości i gościnności.

88. Demony czasu pokoju - Adam Przechrzta, Fabryka Słów 2015 (Kindle)

Kolejny tom przygód pułkownika Razumowskiego pod rządami ojczulka Stalina. Znów pojawia się rywalizacja wywiadów, kryminalna intryga i wiele przeplatających się wątków, które krążą wokół wspólnego środka. Powieść można czytać bez znajomości poprzednich części, choć niektóre zawarte w nich wątki pojawiają się i tutaj. Akcja trzyma w napięciu, choć, jeśli ktoś czytał Białe noce, to wie, że protagoniście nic poważnego nie grozi. W każdym razie dostałem od Przechrzty kolejną porcję solidnej sensacyjnej literatury z Rosją w tle z lekką domieszką czynnika nadnaturalnego i z niecierpliwością oczekuję na dalsze losy oficera GRU, tym razem może już za czasów Chruszczowa.

89. Uczeń czarnoksiężników - Czesław Białczyński, Solaris 2014

Jest to drugi tom Wojen Haoltańskich i nadal nie wiem, czym zachwycał się Wojtek Sedeńko, wybierając ten cykl do serii Archiwum Polskiej Fantastyki, może poza chęcią wydania kolejnych, niepublikowanych dotychczas części. W porównaniu z Ostatnią nocą niewidzialnych narracja jeszcze bardziej cofa nas w czasie, tym razem do momentu, kiedy snujący opowieść protagonista podejmuje naukę w celu zostania intuicjonałem. I z jednej strony fabuła potrafi wciągnąć, intryga jest interesująca i dobrze skonstruowana, ale problem polega na tym, że bez działań głównego bohatera i tak została by ona rozwiązana. Nie tak się to powinno budować.

90. Kosiarz - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2013 (Kindle)

Wróciłem do Pratchetta. Jedenasty tom z czterdziestu głównym bohaterem czyni Śmierć. I o ile wątki z nim związane są interesujące i zabawne, to te dotyczące Niewidocznego Uniwersytetu stoją o poziom niżej. Nie byłoby źle, gdyby nie kompletnie oderwany od rzeczywistości i niezrozumiały dla mnie motyw pojawiającego się hipermarketu i opętanych wózków. Po co to i czemu to ma służyć? Nie mam pojęcia. Ale wracając do tego, co dobre, autorowi świetnie udało się ukazać problematykę przemijania. No i ciekawie się zrobiło, kiedy okazało się, że nawet Śmierć ma przełożonego.

91. Ksin drapieżca - Konrad T. Lewandowski, Nasza Księgarnia 2015 (Kindle)

Drugi tom Sagi o Kotołaku wydany przez Naszą Księgarnię. Książka zawiera dwie starsze powieści Lewandowskiego: Ksin drapieżca oraz Kapitan Ksin Fergo. Oba teksty to bardzo dobre fantasy z ciekawie wykreowanym światem, do tego spisane niezłym stylem, choć temu ostatniemu zdarzają się słabsze chwile. Tutaj w końcu zorientowałem się, co drażni mnie w późniejszej prozie autora: o jedno zdanie za dużo. Bywa, że narrator coś wyjaśnia; i już wszystko wiadomo, a na końcu wywodu pojawia się jedno zdanie, przez które mam wrażenie, że autor traktuje czytelnika jak idiotę. Na szczęście w Ksinie takie rzeczy pojawiają się bardzo rzadko, dzięki czemu książka jest bardzo przyjemnym czytadłem.

92. Dzień zapłaty - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2015 (Kindle)

To z kolei jest kontynuacja 7.27 do Smoleńska. I jak często w prozie Wolskiego, tak i tutaj jest sporo politykowania. Wszelka zbieżność nazwisk i nazw własnych jest całkowicie zamierzona. Po tym, jak cudownie ocalony w Smoleńsku prezydent wraca do kraju i nadal sprawuje władzę, partii rządzącej udaje się przeprowadzić skuteczny zamach na niego. Cała akcja natomiast toczy się pięć lat później, kiedy zbliżają się kolejne wybory prezydenckie. Na scenę powracają bohaterowie poprzedniej części, pojawiają się rosyjskie służby specjalne, które nie wybaczają tym, którzy nadepnęli Matiuszce Rosji na odcisk, akcja toczy się bardzo szybko i trzyma w napięciu. Byłoby bardzo dobrze, gdyby nie brak jakiejś konkluzji w zakończeniu. Mam wrażenie, że autor przygotował sobie grunt pod kolejną część, ale czeka na rozwój wydarzeń na polskiej scenie politycznej.