czwartek, 29 stycznia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #4

Trzy książki przeczytałem w tym tygodniu, z tego dwie całkiem obszerne. Na razie idzie mi więc całkiem nieźle i osiągnięcie stu pięćdziesięciu książek w tym roku wydaje się całkiem realne. Nadal jednak trochę zbyt wolno idzie mi nadrabianie polskich premier fantastycznych - zawsze trafi się coś ciekawego, co muszę przeczytać natychmiast.

9. Appendix Solariana - Wiktor Żwikiewicz, Solaris 2014

Kolejny tom opowiadań Wiktora Żwikiewicza opublikowany przez Solaris. Tym razem, oprócz starszych opowiadań, znalazło się również miejsce dla kilku premierowych tekstów napisanych wspólnie z Markiem Żelkowskim, a opatrzonych zbiorczą nazwą Inspiry. Jak wskazuje nazwa, są one inspirowane twórczością innych autorów. Niestety stanowią najsłabszy punkt książki: są krótkimi opowiadaniami, gdzie ewidentnie brakuje miejsca na rozwinięcie zawartego w nich pomysłu. Na szczęście reszta utworów prezentuje się dużo lepiej (jedynie Suweren - motyw falliczny nie trafiło w mój gust; nie połapałem się, o co w nim chodzi). Żwikiewicz cały czas pisze o spotkaniu z nieznanym, o dążeniu do poznania, posługując się przy tym eleganckim, plastycznym stylem. Przy tym nie stosuje bardziej obszernych opisów, przez co jego teksty zyskują na dynamice.

10. Metro 2033 - Dmitrij Głuchowski, Insignis 2012 (Kindle)

Wielki hit, który mnie rozczarował, a po który postanowiłem sięgnąć, zanim zapoznam się z Dzielnicą obiecaną Pawła Majki. Sztampowe zawiązanie akcji ("weź to i, jak nie wrócę, zanieś do kogoś na drugim końcu metra"), a potem średnio ciekawa, questowa fabuła, gdzie bohater zalicza kolejne stacje moskiewskiego metra, aby osiągnąć swój cel. Same podziemia są najmocniejszym punktem powieści - bardzo dobrze przedstawione zostały resztki ocalałej ludzkości zamieszkujące poszczególne stacje. Świetnie też udało się Głuchowskiemu oddać klaustrofobiczny nastrój korytarzy. Niestety fabuła służy tylko zaprezentowaniu wykreowanego przez autora świata. Tym, co ratuje książkę jest jej zakończenie, zwłaszcza to zawarte w Ewangelii według Artema. Artema... W oryginale jest Artëm, czyli po naszemu Artiom. Tłumacz zapomniał chyba, że rosyjskie "ë" to w transkrypcji na język polski "jo". Można by się bronić, że zastosował angielską transkrypcję cyrylicy, ale w każdym innym przypadku korzysta ze spolszczonych zapisów. Tłumaczu, wracaj do szkoły.

11. Przystanek Barcelona - Katarzyna Wolnik-Vera, National Geographic 2014

Dość ciekawy przewodnik po Barcelonie, który pokazuje stolicę Katalonii z perspektywy mieszkańca, skupiający się na tym, czego nie znajdzie się w przewodnikach turystycznych. Mamy tu całkiem sporo o świętach, barach, targach, sklepach, restauracjach, punktach widokowych, trochę o muzeach, także tych mniej wśród turystów popularnych. Książka jest dość niewielka objętościowo (około 280 stron z ilustracjami), ale znajduje się w niej masa przydatnych informacji, zwłaszcza dla kogoś, kto chce pobyć w mieście trochę dłużej. Niestety przyjęta przez autorkę forma sprawia, że ciężko jest zapamiętać co i gdzie się znajduje i czasem trudno się jest przebić przez spis polecanych miejsc. Mimo wszystko, nawet jeśli tekst wydaje się momentami nużący, warto sięgnąć po tę pozycję ze względu na mnóstwo bardzo ładnych zdjęć.

czwartek, 22 stycznia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #3

Kolejny tydzień minął, pracy dużo nie miałem, więc cztery książki udało się przeczytać. Tym razem dominuje polska fantastyka, której czytanie przyspieszam ze względu na zbliżający się termin nominacji do Nagrody Zajdla.

5. W Perseuszu - Siergiej Sniegow, Solaris 2013

Drugi tom radzieckiej space opery Ludzie jak bogowie mnie nie zachwycił. Brakuje tu tej romantycznej wizji poznawania kosmosu znanej z poprzedniej części. Zamiast tego jest to w nieco naiwny sposób przedstawiona historia konfliktu Ziemian ze znanymi z Galaktycznego zwiadu Niszczycielami zamieszkującymi układ Perseusza. Sniegowowi wyszło czytadło o przeciętnej fabule, które wyraźnie stanowi preludium do zwieńczenia trylogii.

6. Łatwo być Bogiem - Robert J. Szmidt, Rebis 2014 (Kindle)

Miałem deja vu, że pierwszą część tej powieści (Misja Nomady) kiedyś czytałem (prawdopodobnie w zbiorze Alpha Team, bo był to jedyny raz, kiedy zetknąłem się z prozą Szmidta) i wspominam ją bardzo dobrze. Sporą zaletą Łatwo być Bogiem jest prosty styl, jakim posługuje się autor - sprawia on, że książkę połyka się jednym tchem nawet tam, gdzie fabuła pozostawia pewien niedosyt. Książka składa się z trzech części - Misja Nomady stanowi odrębną całość i służy prezentacji świata przedstawionego, natomiast Kolonia i Stacja są ze sobą ściśle powiązane osobą głównego bohatera. Największą wadą powieści jest to, że jej fabuła nie ma żadnego związku z zakończeniem. Zwyczajnie całą Stację można by wyciąć i wyrzucić do kosza (Kolonia stanowi w zasadzie tylko prolog).

7. Sanato - Marcin Szczygielski, Latarnik 2014

Po tę książkę sięgnąłem zachęcony bardzo pozytywną recenzją na Polterze. Moje odczucia nie są tak euforyczne, jak autora tamtej opinii, niemniej Sanato stanowi kawał solidnego horroru. Szczygielski wybrał ciekawe miejsce akcji - sanatorium dla gruźlików w Zakopanem na początku lat 30. XX wieku. Zaczyna od trzęsienia ziemi, a potem w obszernej retrospekcji powoli tworzy nastrój odcięcia od świata panujący w ośrodku; bardzo dobrze oddane zostało popadanie protagonistki w szaleństwo. Tym, co nieco kuleje w powieści jest wątek fantastyczny przenikania się światów. Rozumiem ideę, jaka autorowi przyświecała, ale przebijanie się przez te fragmenty było męczące.

8. Skald. Kowal słów. Tom 1 - Łukasz Malinowski, Erica 2014 (Kindle)

Miałem sobie darować dalsze przygody Skalda (po niezbyt przyjemnym kontakcie z Karmicielem kruków i Córką Aegira), ale po pozytywnej recenzji w NF postanowiłem dać mu jeszcze jedną szansę. No i w sumie się nie zawiodłem. Jest lepiej niż w pierwszej części, fabuła jest ciekawsza, choć nie zdążyła rozwinąć skrzydeł, a główny bohater irytuje tylko ze względu na cechy charakteru, a nie przez swoją doskonałość. Wystarczy pokazać, że protagonista też czasem ponosi porażki i od razu książkę się lepiej czyta. Bardzo dobrze wypada wrzucenie przedstawiciela kultury nordyckiej na ziemie ruskie. Po oczach razi natomiast erpegowość fabuły: zbiera się drużyna, która na polecenie wodza idzie wypełnić zadanie. Mimo tego, ponieważ autor czyni postępy, będę czekał na kolejny tom.

Zachęcam do sprawdzenia moich aukcji na Allegro.

czwartek, 15 stycznia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #2

Tempo czytania nieco wzrosło w stosunku do poprzedniego tygodnia. Ponieważ w tym roku postanowiłem czytać naprzemiennie książki papierowe i elektronicznie (za wyjątkiem wyjazdów, gdzie ograniczam się do zabierania ze sobą Kindle'a), dwie lektury były przeznaczone na czytnik, a jedną wykonano z martwego drzewa.

2. Straż! Straż! - Terry Pratchett, Próśzyński i S-ka 2011 (Kindle)

Czytanie jednego tomu Świata Dysku miesięcznie sprawia, że jak na razie nie mam przesytu cyklem Pratchetta. Ktoś kiedyś powiedział mi, że najlepsze są części poświęcone straży miejskiej Ankh-Morpork i przyznać muszę, że początek tego podcyklu dobrze rokuje na przyszłość. Pratchettowi udało się świetnie wykreować postacie Marchewy Żelaznywładssona i Vimesa, przybliża też znane z wcześniejszych publikacji osoby patrycjusza i bibliotekarza; zwłaszcza za poświęcenie większej ilości miejsca temu ostatniemu należą mu się brawa. Fabuła jest całkiem przyzwoita, choć, jak to u Pratchetta bywa, monumentalnością nie grzeszy: ktoś przywołuje smoka, aby osiągnąć swój tajemniczy cel, a dzielni i sprytni strażnicy muszą się z tym wszystkim uporać. Rozczarowuje jedynie rozwiązanie problemu przerośniętej i latającej jaszczurki.

3. Gra anioła - Carlos Ruiz Zafón, Muza 2008

Jest to drugi tom cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek podrzucony mi do przeczytania przez Żonę. Zafón znów ukazuje malowniczy, oniryczny obraz Barcelony, po raz kolejny zanurza się w świat książek i pokazuje, jak mogą one wpłynąć na życie człowieka. Gra anioła wciąga w wir wydarzeń wolniej niż Cień wiatru, ale i tak jest zajmującą lekturą. Młody pisarz, który ma dość chałturzenia dla niekompetentnych pracodawców spotyka się z tajemniczym wydawcą, co znacząco zmienia jego życie i wpływa na ludzi go otaczających. Gdzieś w tle pobrzmiewa wątek fantastyczny, który w przypadku tej lektury mógłby zostać spokojnie pominięty. Nastrój tajemnicy i tak by się nie ulotnił.

4. Dwudziesta trzecia - Beata i Eugeniusz Dębscy, Rebis 2014 (Kindle)

Zasugerowałem się nazwiskiem autorów, myśląc, że jest to powieść fantastyczna, i sięgnąłem po nią pod kątem nominacji do Nagrody Zajdla, a okazało się, że dostałem normalny kryminał. Kryminał nietypowy, bo od początku wiadomo, kto zabił, a jedyną kwestią sporną jest, czy detektywowi uda się sprawcę złapać i udowodnić mu winę. Dochodzenie jest przedstawione raczej sprawnie, ale zdarzało mi się, że gubiłem się w tekście, tak jakby pewien fragment został wycięty albo autor zbyt szybko przeskoczył do innego wątku śledztwa. Niepotrzebne wydają mi się natomiast trzy rozdziały, w których morderca torturuje swoją ofiarę: nic z nich nie wynika poza tym, że ukazane zostają bestialstwo i brutalność sprawcy.

W tym tygodniu ponownie uruchomiłem sprzedaż książek (i nie tylko) na Allegro.

czwartek, 8 stycznia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #1

Nowy Rok zacząłem od wyjazdu, podczas którego wiele czasu na czytanie nie miałem, skończyłem więc z jednym tylko e-bookiem na koncie.

1. Doktryna Wolffa - Vladimir Wolff, Warbook 2014 (Kindle)

Jest to zakończenie cyklu Stalowa Kurtyna o kapitanie Wirskim i bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z Północnego sztormu i Horyzontu zdarzeń opisująca zakończenie wojny z Putinowską Rosją. Niestety autor tym razem się nie popisał. Pojawiają się wprawdzie cztery interesujące wątki (Wirski, działania rosyjskiego i amerykańskiego sztabu i plany ataku Rosji na USA), ale trzy z nich zostają popisowo zmarnowane, a ratuje się wyłącznie ten dotyczący głównego bohatera, choć jego zakończenie wywołało u mnie zgrzytanie zębów. Poza tym Wolff sporo miejsca poświęca dość chaotycznemu opisowi wydarzeń na froncie, przy czytaniu którego wielokrotnie łapałem się na tym, że przebiegam oczami przez tekst, nie zwracając na niego uwagi. Tytułowa doktryna Wolffa też nie odgrywa wielkiej roli w powieści. Nie tak powinno się kończyć serie.

środa, 31 grudnia 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #51 i 52

Udało się zamknąć ostatnie dwa tygodnie tego roku siedmioma książkami, przy czym ostatnie trzy skończyłem czytać wczoraj. Wyjazdy świąteczne średnio sprzyjają czytaniu i dopiero po powrocie zwiększyłem tempo.

134. Anna Karenina - Lew Tołstoj, Znak 2012 (Kindle)

Męczyłem to w zasadzie od początku grudnia. Jest to książka, po którą sięgnąłem z dwóch powodów: po pierwsze chciałem się zapoznać z literackim pierwowzorem przed obejrzeniem ekranizacji; po drugie zaś zainteresowałem się nią, bo często wspominał tę powieść Bułyczow w Osadzie. Moim pierwszym wrażeniem było, że jest to jakiś rozbudowany Harlequin, i utrzymało się ono do końca. Jedynym, za co mogę pochwalić tę książkę, jest styl Tołstoja: plastyczne i precyzyjne opisy, typowe dla realizmu. Niestety od czasów licealnych nic się nie zmieniło i literacki realizm nudzi mnie śmiertelnie, przez co lektura Anny Kareniny była drogą przez mękę. Wiele wątków jest tu niepotrzebnych, a bardzo ważne wydarzenie z końca siódmej części nie znajduje ani słowa komentarza w ostatniej, ósmej części powieści. To były zmarnowane trzy tygodnie.

135. Piramidy - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2009 (Kindle)

W ramach odtrutki po Tołstoju wystąpiła grudniowa porcja Pratchetta. Tym razem uwaga autora skupiła się na kraju będącym odpowiednikiem starożytnego Egiptu; przedstawionym w krzywym zwierciadle, jak na Świat Dysku przystało. Widać, że autor się wyrobił i nie męczy już tak, jak w pierwszych dwóch tomach cyklu. Przedstawione wydarzenia są zabawne i ani przez moment nie poczułem się znużony nagromadzeniem humoru, co oznacza, że był on dawkowany w dobrych ilościach.

136. Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón, Muza 2006

Tę książkę podrzuciła mi Żona i jest to zdecydowanie najlepsze, co przeczytałem w grudniu. Zafón doskonale przedstawia obraz Barcelony za czasów generała Franco. Jest tu w zasadzie wszystko: tajemnica związana z pewną książką, ciekawi bohaterowie i sprawne użycie oklepanych motywów (opuszczony dom, zakazana miłość, tajemnicza postać), które tutaj potrafią porwać i zauroczyć. Miałem wrażenie, że obraz miasta jest jak wyjęty ze snu, bardzo mi się ta Barcelona spodobała. Książkę zdobią czarno-białe zdjęcia przedstawiające stolicę Katalonii z lat 50., podkreślające urok miejsc opisywanych na kartach powieści.

137. Demony wojny. Część 2 - Adam Przechrzta, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Przyszła pora na zmniejszanie zaległości w polskiej fantastyce. Mimo tytułu sugerującego mocniejsze związki z fabułą pierwszego tomu Demonów wojny, druga część opowiada oddzielną, samodzielną historię. Akcja przenosi się ze Związku Radzieckiego do oblężonego przez Armię Czerwoną Wrocławia, gdzie Razumowski poszukuje śladów tajnej bazy Himmlera. Fabuła rozgrywa się raczej spokojnie, trudności, jakie napotyka protagonista, wydają się być przez większą część powieści odległe, a dzięki temu udaje się Przechrzcie ukazać ludzką stronę sowieckiego agenta. Tylko zakończenie pozostawia nieco do życzenia: bohater radzi sobie z przeciwnościami zbyt łatwo, bez względu na to, jak potężny jest jego przeciwnik.

138. Galaktyczny zwiad - Siergiej Sniegow, Solaris 2013

Radziecka space opera, której trzeci tom ukazał się w 1984 roku w Fantastyce (oczywiście nie przeczytałem, pozostawiając sobie lekturę całej trylogii Ludzie jak bogowie w wydaniu Solarisu). Przez cały czas lektury miałem wrażenie, że oglądam odcinek Star Treka: romantyczna wizja eksploracji przestrzeni kosmicznej, gdzie różne gatunki żyją ze sobą w pokoju; zjednoczona ludzkość; odrzucenie przemocy jako sposobu rozstrzygania konfliktów. I w tym wszystkim pojawiają się kosmici, którzy nie chcą się dostosować. Tacy Klingoni tylko potężniejsi. Fajnie się czyta SF z lat sześćdziesiątych. Często jest ono naiwne, ale przedstawia wiarę w człowieka, o co w dzisiejszej literaturze coraz trudniej.

139. Galop '44 - Monika Kowaleczko-Szumowska, Egmont 2014 (Kindle)

Sięgnąłem po to zachęcony pozytywną recenzją w Nowej Fantastyce i niestety nie mam aż takich dobrych wrażeń z lektury. Może dlatego, że nie uważam powstania warszawskiego za najważniejszy moment w historii Polski, drażni mnie idealizowanie obrazu jego uczestników i przedstawianie go jak czegoś niesłychanie potrzebnego. Fabularnie książka ani mnie ziębi, ani grzeje: ot, jest sobie powstanie, do którego trafia dwóch współczesnych nam chłopaków, wychowanych w patriotycznej rodzinie, którzy postanawiają oddać życie w przegranej sprawie sprzed siedemdziesięciu lat. Jest to książka dla młodszego czytelnika (choć raz pada słowo "gówno"), która może kształtować postawy patriotyczne, momentami wzruszająca, ale ponad przeciętność się nie wybija.

140. Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę - Robb Maciąg, Zysk i S-ka 2008

Bo szukam kierunku na przyszłoroczny urlop. Jest to trochę dołująca książka, wszak napisana została po tym, jak autor zorientował się, że jego miejsce obok żony w łóżku jest zajęte przez kogoś innego. Efektem tego szoku jest siedem tysięcy kilometrów przejechanych na rowerze w południowo-wschodniej Azji. Książka jest pamiętnikiem z podróży, spisywanym niemalże dzień po dniu, gdzie większość wpisów to głównie przemyślenia Maciąga z niewielką domieszką opisów otaczającego go świata. Warto jednak po nią sięgnąć: czasem jest smutno, czasem zabawnie, jak to w życiu. Samego tekstu jest tu raptem siedemdziesiąt parę stron (czyli do przeczytania w godzinę lub dwie, jak ktoś ma wolne tempo), większą część objętości stanowią zdjęcia, świetnie dobrane, przedstawiające wycinki krajów, przez które autor się przemieszczał. Po raz kolejny potwierdza się, że po książki z serii Biblioteka Poznaj Świat warto sięgnąć choćby dla samej strony graficznej książek.

Podsumowanie grudnia

W grudniu czytanie szło mi jak krew z nosa. Sporo czasu spędziłem za kierownicą, do tego wypadły Święta, pewne sprawy osobiste i Anna Karenina, które wpłynęły na tempo czytania. Ostatecznie zamknąłem miesiąc z dwunastoma przeczytanymi książkami, choć jeszcze w Wigilię zastanawiałem się, czy uda mi się dobić do dziesięciu sztuk. Ciągle mało czytam polskiej fantastyki, ale doświadczenie mówi mi, że w pierwszym półroczu 2015 w tej kwestii tempo zostanie podkręcone.

Książka miesiąca: Carlos Ruiz Zafón - Cień wiatru
Rozczarowanie miesiąca: Lew Tołstoj - Anna Karenina

Podsumowanie roku

Jestem umysłem ścisłym (niektórzy mówią, że ściśniętym), więc najpierw trochę liczb. Przeczytałem 140 książek, czym pobiłem własny zeszłoroczny rekord. Z tej liczby 96 sztuk stanowiła fantastyka (w tym 66 polska i 30 zagraniczna), 23 literatura głównonurtowa (wrzuciłem tu Szekspira), 11 literatura podróżnicza (zdecydowanie mniej niż się spodziewałem), 6 sensacja, 2 historia, i po jednej książce informatycznej (no, prawie) i tomik poezji (pierwszy raz od 2001 roku miałem kontakt z poezją - straszne).

Jeśli chodzi o wydawnictwa, to najczęściej w moje ręce trafiały książki Fabryki Słów (20 pozycji), choć dużo słyszałem o spadku jakości ich publikacji. Dalej uplasowały się Prószyński i S-ka (13), Rebis i Wolne Lektury (po 11) oraz Powergraph (10). Wyszło też, że jestem szowinistyczną świnią, gdyż 123 książki, które przeczytałem, zostały napisane przez mężczyzn; widać kobiety rzadko tworzą interesującą mnie literaturę. Starcie papier vs Kindle w tym roku wygrał ten drugi wynikiem 76:64, co jest skutkiem dość częstych wyjazdów (delegacje, urlopy, sprawy rodzinne).

Najczęściej czytani autorzy to: Terry Pratchett (7 książek), Philip K. Dick (5), Orson Scott Card, Jakub Ćwiek, Rafał Kosik, Marcin Mortka (po 4), Aneta Jadowska, duet Orbitowski i Urbaniuk, Adam Przechrzta, William Shakespeare i Vladimir Wolff (po 3).

Cieszy mnie, że w każdym miesiącu udawało mi się przeczytać minimum 10 książek. Ciekawe, czy w przyszłym roku uda mi się uzyskać 150 przeczytanych tytułów. Zacząłem w tym roku sprzedawać książki. Trochę wolno mi to idzie, ale w końcu szybciej się makulatury pozbywam niż ją nabywam. No i ceny, jakie uzyskuję nie są porywające, ale nawet te parę złotych zawsze się przyda. A jak czegoś nie udaje się zamienić na gotówkę, zanoszę do biblioteki.

Trochę podziękowań:
  • Dla Żony, która jest pierwszym czytelnikiem i korektorem bloga i co jakiś czas podrzuca mi coś do przeczytania. Za to, że jest i ma do mnie cierpliwość.
  • Dla wszystkich czytelników za to, że chce się im czytać moje grafomańskie wypociny, a zwłaszcza dla tych, którzy zostawili po sobie ślad: baczko, Clod, Iman, MEaDEA, Melanto, Repek, Scobin, Senthe, Szept, Thoctar i zegarmistrz. Tych, którzy czują się pominięci przepraszam; postaram się poprawić za rok.
  • Dla Agnieszki Hałas, bo miło jest wiedzieć, że autorzy czytanych przeze mnie książek interesują się tym, co mam do powiedzenia na ich temat i zostawiają odzew.

W przyszłym roku też będę pisał.

czwartek, 18 grudnia 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #50

Z jednodniowym opóźnieniem (wczoraj zabrakło czasu na stukanie w klawiaturę) zapraszam do lektury kolejnej, przedostatniej w tym roku notki. Następna w Sylwestra.

Jak do tej pory czytanie w grudniu idzie mi jak krew z nosa. Ponad pół miesiąca minęło, a na koncie dopiero pięć przeczytanych książek. W tym tygodniu są to dwie pozycje, obie w wydaniu papierowym. Na Kindle'u na razie brnę przez Annę Kareninę i przypominam sobie, dlaczego od literackiego realizmu za czasów licealnych mnie odrzucało.

132. Najazd z przeszłości - James P. Hogan, Kwadrat 1993

Kolejna powieść, którą poprzedni właściciel brutalnie wytargał z Fantastyki. Jest to bardzo fajne SF o kontakcie wysłanej z przeżartej wojnami Ziemi grupy ludzi na spotkanie ze sztucznie wyhodowaną społecznością zamieszkującą obcą planetę. Hogan prezentuje utopijne socjalistyczne społeczeństwo nieskażone ziemskim dążeniem do posiadania i konfrontuje je z ludźmi, jakich znamy z naszych ulic. A kiedy we wszystko dodatkowo miesza się armia, wiadomo, że coś musi się spieprzyć. Bardzo fajnie się to czyta, wizja utopijnego kraju, mimo że bardzo naiwna, jest ciekawa, a fabuła trzyma do samego końca w napięciu.

133. Valis - Philip K. Dick, Rebis 2011

Jest to inny Dick niż ten, do którego jestem przyzwyczajony. Dostałem psychodeliczną powieść, gdzie pojawiają się tradycyjne u Dicka pytania o rzeczywistość, ale najwięcej miejsca poświęca się zagadnieniu Boga. Autor pyta o jego istotę, poszukując odpowiedzi w gnostycyzmie. Ja tego nie kupuję - nie jest to to, czego szukam w SF. Fabuła służy tylko i wyłącznie prezentacji rozważań na temat Absolutu i nie jest zbyt zajmująca. Nie moja bajka.

środa, 10 grudnia 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #48 i 49

Z powodów osobistych tydzień temu notki nie napisałem, więc teraz będzie podwójna. Ponieważ sporo czasu ostatnio spędziłem za kierownicą, tempo czytania nieco spadło - tym razem jest to pięć niezbyt obszernych pozycji.

127. Człowiek z Wysokiego Zamku - Philip K. Dick, Rebis 2011

Zwyczajowa miesięczna porcja Dicka. Jest to interesująca wizja świata, w którym państwa Osi wygrały drugą wojnę światową i podzieliły między siebie pokonane Stany Zjednoczone. Główny wątek zaś toczy się wokół książki opisującej realia, gdzie Niemcy i Japonia poniosły porażkę. Jak w wielu utworach Dicka pojawia się też pytanie o rzeczywistość otaczającego świata. Sporo się po tej powieści spodziewałem (nagroda Hugo zawsze sprawia, że mam wysokie oczekiwania) i trochę się rozczarowałem. Moim zdaniem Dick za bardzo krąży wokół wspomnianej książki, za dużo tu wydarzeń, które niczego ciekawego nie wnoszą.

128. Egzorcyzmy Dory Wilk - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Jadowska się nie rozwija. Kolejny z seryjnie produkowanych przez nią tomów o Dorze Wilk nie przynosi niczego dobrego. Czołowa Mary Sue w polskiej fantastyce jeszcze raz irytuje swoją doskonałością; nawet z torturami radzi sobie bez większych problemów, choć autorka próbuje nieudolnie zasygnalizować, że zostawiły one na bohaterce pewną traumę. Z kolei główny czarny charakter, który jest przedstawiany jako ktoś, kogo boi się sam Baal, okazuje się być zwykłą popierdółką. Powieść jest niesatysfakcjonująca i zwyczajnie słaba. Na szczęście został jeszcze tylko jeden tom do przeczytania. Wiem, że mogę odpuścić i nie czytać dalej, ale sporo już w Jadowską zainwestowałem i chciałbym wiedzieć, jak zakończy cykl.

129. Hamlet - William Shakespeare, Wolne Lektury 2008 (Kindle)

Kolejne rozczarowanie w tym miesiącu. Mimo że jest to dramat bardzo dobry językowo ze sprawnie poprowadzonym wątkiem zemsty, to jednak lektura pozostawiła u mnie niedosyt. Odniosłem wrażenie, że Hamlet jest tekstem niedopracowanym: zdarzało mi się gubić wątek, bo miałem wrażenie, że Szekspir czegoś nie dopisał. W liceum jednak podszedłem do tego chyba najbardziej znanego dzieła Anglika bardziej bezkrytycznie; tym razem średnio mi się podobało.

130. Przenicowany świat - Arkadij i Borys Strugaccy, Iskry 1987

W pierwszych trzech numerach Fantastyki opublikowano Żuka w mrowisku Strugackich, jednocześnie podając informację, że jest to kontynuacja Przenicowanego świata. Ominąłem więc te strony czasopisma, czekając na moment, w którym przeczytam pierwszą część. W końcu się udało i muszę przyznać, że sięgnięcie po pozycję braci było bardzo dobrym posunięciem (zwłaszcza po trzech poprzednich rozczarowaniach). Jest to opowieść o kontakcie z kosmitami na ich ojczystej planecie przedstawiona z obu perspektyw, pokazująca totalitarne rządy i opozycjonistów. Fabuła rozwija się ciekawie i potwornie wciąga, zakończenie zaś zaskoczyło mnie jak mało które. Zdecydowanie polecam.

131. Białe noce - Adam Przechrzta, Fabryka Słów 2010

Jakoś tak się złożyło, że przyjąłem dziwną kolejność czytania, bo po Chorągwi Michała Archanioła zabrałem się od razu po Demony Leningradu, a poźniej po pierwszą część Demonów wojny, pomijając po drodze Białe noce. Jak się okazało był to błąd, gdyż przeczytana właśnie powieść ociera się o postać głównego bohatera Demonów..., stąd wniosek: czytajcie cykle w kolejności wydawania poszczególnych tomów, bo w innym wypadku może wam coś umknąć. W każdym razie jest to bardzo przyjemna lektura - powieść kryminalno-sensacyjna, której akcja toczy się we współczesnej Rosji. Głównym mankamentem książki jest fakt, że sprawa rozwiązuje się niemalże sama. Poza tym - bohaterowie, ich działania, tajemnica majora Razumowskiego, wątek poszukiwań porwanej - wszystko gra. Przechrzta jest tym autorem, który jak do tej pory mnie nie zawodzi i mam nadzieję, że ten stan się utrzyma, kiedy sięgnę po drugą część Demonów wojny.

Podsumownie listopada

Miałem ambitny plan przeczytania piętnastu książek, niestety w drugiej połowie miesiąca spadło mi tempo i musiałem zadowolić się trzynastoma pozycjami. Dominowała fantastyka zagraniczna, było też trochę (choć nieco za mało) polskiej i literatury głównonurtowej. Mimo urlopu i sporej ilości wolnego czasu papierowe wersje książek nie uzyskały przewagi nad e-bookami. Jakościowo było raczej przeciętnie; nie trafiłem na wiele wybitnych książek, raczej też ominąłem gnioty. Co warto zauważyć, do końca listopada udało mi się przeczytać 128 książek, czyli dokładnie tyle, ile w całym zeszłym roku. Fajnie jest bić własne rekordy.

Książka miesiąca: Arthur C. Clarke - Odyseja kosmiczna
Rozczarowanie miesiąca: Aneta Jadowska - Egzorcyzmy Dory Wilk

środa, 26 listopada 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #47

Wróciłem do pracy i uaktywniłem czytnik, na którym ukończyłem tylko dwie książki. Zabrałem się też za papierowe wydanie Człowieka z Wysokiego Zamku Dicka (chwała Rebisowi za wydawanie jego dzieł), ale nie wyrobiłem się z nim w tym tygodniu. Ostatecznie więc jedna lektura to mainstream, druga zaś to polska fantastyka, którą ciągle czytam za wolno. To moja wina oczywiście, ale co zrobić, jak tyle ciekawych pozycji czeka na przeczytanie.

125. I żywy stąd nie wyjdzie nikt - antologia, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Antologie opowiadań Fabryki Słów czytam w zasadzie za każdym razem, kiedy się ukazują - zawsze dobrze sięgnąć po inne źródło krótkich form niż Nowa Fantastyka. Co teraz rzuciło mi się w oczy, to brak jakiegoś nazwiska, które mogłoby ten zbiór pociągnąć marketingowo. O większości autorów nie słyszałem lub też nie zapadli mi oni w pamięć; znanych jest mi tylko trzech twórców: Andrzej W. Sawicki, Marcin Pągowski i występujący pod pseudonimem Marcin Przybyłek. Pierwszy i trzeci stworzyli najlepsze teksty w antologii. Żegnaj, laleczko Sawickiego to historia Żydówki, która w czasie drugiej wojny światowej wchodzi w posiadanie nawiedzonej broni; ciekawy pomysł i świetnie poprowadzona fabuła. Opowiadanie Przybyłka (vel Martin Ann) jest z kolei najmniej fantastycznym utworem zbioru (fantastyka występuje w ilościach śladowych wyłącznie w tle). Porusza ono problem ludzi wracających do domu po zsyłce na roboty przymusowe, ich lęku przed niemożnością odnalezienia się w nowym powojennym świecie. Innym tekstem, który odebrałem bardzo pozytywnie jest Domknięcie Filipa Laskowskiego - interesująca i całkiem prawdopodobna wizja przyszłości będąca wariacją na temat stanu wojennego. W pozostałych siedmiu opowiadaniach można było znaleźć jakieś oryginalne pomysły i ogólnie oceniam je pozytywnie, ale raczej nie zapadną mi one na długo w pamięć.

126. Dama Kameliowa - Aleksander Dumas (syn), Wolne Lektury 2013 (Kindle)

Mainstreamowa literatura wyłowiona z Wolnych Lektur tylko dlatego, że tytuł mi się kiedyś obił o uszy i chciałem sprawdzić, czym to się je. No i w sumie to najlepsza jest przedmowa Dumasa, gdzie wyjaśnia, co chciał uzyskać i jakie problemy społeczne poruszyć. A sam dramat? Historia kurtyzany odnajdującej prawdziwą spełnioną miłość, czyli temat szokujący w czasach współczesnych autorowi (wspomina on o swoich bojach z paryską cenzurą). Fabuła jest bardzo sprawnie prowadzona, postacie zaś są żywe i dające się polubić. Trochę mi przyszło tylko ponarzekać na zakończenie, jednak nie na samą jego treść - bo tej nic zarzucić nie mogę - ale na sposób, w jaki akcja do niego prowadzi. Nie lubię takich rozwiązań: tworzymy fabułę, a tu nagle koniec.

środa, 19 listopada 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #46

Trzy książki tym razem i wszystkie na papierze. Kindle poszedł w tym tygodniu w zasadzie w odstawkę: urlop spędzany w domu sprawił, że chętniej sięgałem po martwe drzewo, a w warszawską delegację oprócz czytnika zabrałem również Endera na wygnaniu. PKP postanowiło dowieźć mnie w obie strony zgodnie z rozkładem jazdy, co wystarczyło na doczytanie powieści Carda do końca. No dobra, sporo czasu w pociągu zajęła mi też lektura Jeszcze nie skończyłem Thomasa Ligottiego z FWS 4/2014 - całkiem fajne opowiadanie (mikropowieść?) w niezłym numerze pisma.

122. Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Tom 3 i 4 - Jaroslav Hašek, Agora 2011

W drugiej (a właściwie trzeciej i czwartej) części swoich przygód dobry wojak Szwejk wyrusza na front wschodni, aby walczyć z carską Rosją. I opisowi tej właśnie podróży, urozmaiconej głupimi pomysłami tytułowego bohatera, poświęcone jest trzysta stron tej książki, której powstawanie zostało przerwane przez śmierć autora. Szwejk i jego otoczenie prezentuje wszystkie wady, jakie według autora nagromadziły się w armii austro-węgierskiej: zdegenerowani szeregowi żołnierze, głupi dowódcy, kapelani-pijacy. Problemem tej powieści jest to, że przez większość czasu nic się nie dzieje (poza perypetiami Szwejka na przełomie trzeciego i czwartego tomu) - żołnierze przemieszczają się z Węgier w stronę linii frontu i snują opowieści o pierdołach, w czym przoduje Szwejk, który co jakiś czas zrobi coś tak głupiego, że ręce opadają. I jak tu nie lubić tego idioty?

123. Miasto i gwiazdy - Arthur C. Clarke, Amber 1993

Tę książkę kupiłem, bo poprzedni właściciel mojej kolekcji Miesięcznika Fantastyka postanowił z części numerów powyrywać powieści w odcinkach i właśnie stron z Miastem i gwiazdami w moich egzemplarzach brakuje. Dostałem solidny kawał odległego (w czasie, bo rzecz dzieje się na Ziemi) SF, gdzie ocalała ludzkość żyje w dwóch odizolowanych od siebie miastach, a w tę zastaną sytuację wprowadzony zostaje dość sztampowa postać wybrańca, który ma odmienić losy świata. I choć wydawałoby się, że ten typ bohatera widziałem już miliony razy, całość pod względem fabularnym potrafiła mnie niejednokrotnie zaskoczyć; to właśnie zwroty akcji ratują tę powieść przed popadnięciem w przeciętność. Szkodzi jej natomiast dość płytkie poruszenie roli miłości w społeczeństwie.

124. Ender na wygnaniu - Orson Scott Card, Prószyński i S-ka 2013

Zabierałem się za tę powieść jako do zwieńczenia, a właściwie uzupełnienia Sagi Endera. I choć jest to całkiem niezła książka (nie umywająca się jednak do Gry Endera i Mówcy Umarłych) wypełniająca lukę między końcowymi rozdziałami pierwszego tomu cyklu, żałuję, że nie zabrałem się wcześniej za Enderowy spin-off, czyli Sagę Cienia, gdyż - z tego, co dowiedziałem się w posłowiu - Ender na wygnaniu wykorzystuje wiele wątków w niej zawartych i stanowi pomost pomiędzy tomami dotyczącymi Groszka a tymi o Enderze. Trochę kuleje tutaj konstrukcja powieści: najpierw autor poświęca sporo miejsca kolonizacji Szekspira (taka planeta, dla tych, co nie czytali), wprowadza pewne wątki, z najmocniej zaakcentowaną postacią Alessandry, które nagle porzuca, by przenieść Endera na inny świat do rozwiązania innego palącego problemu (wcześniej lekko zarysowanego). Ostatecznie pozostaje delikatny niedosyt, mimo że książkę połyka się w tempie ekspresowym (podobnie jak poprzednie części cyklu).

środa, 12 listopada 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #45

Znów przeczytałem cztery książki w ciągu tygodnia, choć może nie powalają one objętością, bo i Wojna świrów, i Dziejba leśna są krótkimi tekstami. Mimo urlopu i spędzania sporej ilości czasu w domu, tym razem również dominują e-booki; wychodzi na to, że kiedy mam sporo wolnego czasu, zajmuję się masą innych rzeczy, nie poświęcając zbyt wiele uwagi na czytanie.

118. Wojna świrów - Dawid Kain, Kazimierz Kyrcz jr, Studio Truso 2014 (Kindle)

Nieczęsto mam okazję sięgnąć po coś z gatunku bizarro fiction, ale pozytywna recenzja w NF zachęciła mnie do sprawdzenia, co tym razem napisał duet Kyrcz i Kain. No i trafiłem na przyzwoitą powieść, gdzie trup ściele się gęsto (choć nie tak gęsto, jak oczekuję po slasherze, a jako taki była ta książka zapowiadana). Do tego jest to przesycona czarnym humorem wariacja na temat superbohaterów, naszpikowana wulgarnością i obscenicznością. Wątek kryminalny sprowadza się do tego, że ktoś morduje, ale śledztwa w nim jak na lekarstwo. Autorzy skupili się raczej na wytworzeniu atmosfery strachu. Szkoda tylko, że dość szybko domyśliłem się, kto jest zabójcą. Czyżby moja intuicja była zbyt kobieca? No i plus za Kraków. Oprócz Wojny świrów w książce znajdują się też dwa opowiadania, solowe próby każdego z autorów: Ojciec roku Kyrcza i Opcja Kaina. Oba są mocno surrealistyczne, ale to ten pierwszy tekst zostawia lepsze wrażenie. Jest jakby bardziej przemyślany, a psychodeliczny nastrój mocniej zaznaczony.

119. Dziejba leśna - Bolesław Leśmian, Wolne Lektury 2011 (Kindle)

Wyłowiłem na Wolnych Lekturach, po tym, jak o istnieniu Leśmiana przypomniała mi publikacja Dziewczyny w Miesięczniku Fantastyka w 1984 roku. Okazało się, że nadal nie rozumiem poezji, jest ona dla mnie tworem obcym. Owszem, doceniam warstwę językową poszczególnych wierszy, ale nie mam pojęcia, co artysta chciał przekazać. Trochę erotyków, coś o śmierci, jakiś oniryzm. Kończący tomik utwór dramatyczny pt. Dziejba leśna czytało się natomiast całkiem nieźle, choć i tak poza rozważaniami na temat śmierci niczego nie potrafiłem się dopatrzeć. Potwierdziły się wspomnienia z liceum, że liryka to nie moja bajka.

120. Aposiopesis - Andrzej W. Sawicki, Rebis 2014 (Kindle)

Rozczarowanie. W sumie jak do tej pory nie trafiłem na jakąś wyjątkowo dobrą książkę Sawickiego (może z wyjątkiem Honoru Legionu), ale miałem wrażenie, że utrzymuje on przyzwoity poziom. Tutaj ciekawy jest w zasadzie tylko świat przedstawiony: Warszawa z czasów zaborów (druga połowa XIX wieku) w wersji steampunkowej prezentuje się solidnie, podobała mi się też koncepcja wieloświata, choć pozostała, mimo istotnej roli w fabule, trochę za mało wykorzystana. Fabularnie jest przeciętnie: morderstwo, którego sprawca dość szybko zostaje ujawniony, i dama w opałach, która świetnie sama sobie potrafi z kłopotami poradzić, ale za to jest niestabilna emocjonalnie (nie cierpię takich bohaterów). Przynajmniej osoba człowieka stojącego za wydarzeniami mnie zaskoczyła. Ciągle liczę na to, że Sawicki, zamiast rozpoczynania kolejnych projektów, weźmie się za kontynuację Nadziei czerwonej jak śnieg.

121. Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Tom 1 i 2 - Jaroslav Hašek, Agora 2011

Po powrocie z Pragi przypomniałem sobie, że nie tylko Kafkę można by w związku z Czechami przeczytać, tym bardziej, że cztery tomy Szwejka w dwóch woluminach kurzyły się na półce. Jest śmiesznie. Szwejk - degenerat i idiota - bawi, zwłaszcza w pierwszym tomie; jego perypetie czytałem z wielką przyjemnością. W drugiej części jest już nieco gorzej, by nie rzec, że po prostu nudno. Tam autor skupił się bardziej na krytyce c.k. monarchii z jej rozbudowaną biurokracją i wewnętrznymi podziałami narodowościowymi. Szwejk wygłasza coraz więcej obszernych wspominkowych wypowiedzi, przez co humoru, który był koniem pociągowym pierwszego tomu, jest zdecydowanie mniej.