Kolejny tydzień to trzy przeczytane lektury, z tego jedna to kilkunastostronicowe opowiadanie, a druga to zbiór tychże o objętości nieco ponad stu stron, więc znów niezbyt mam się czym pochwalić.
83. Ostatnia noc niewidzialnych - Czesław Białczyński, Solaris 2014
Jest to pierwszy tom cyklu Wojny Haoltańskie, którego głównym bohaterem jest Jan San - intuicjonał, czyli detektyw rozwiązujący zagadki za pomocą intuicji. Książka zawiera dwie opowieści snute przez uwięzionego na odległej planecie protagonistę, z których każda dotyczy innej jednej prowadzonej przez niego sprawy. Pierwsze, co uderza to to, jak bardzo irytujący jest bohater. Mam wrażenie, że jest to celowy zabieg Białczyńskiego, który chciał pokazać postać zadufaną w sobie, a która tak naprawdę ma więcej szczęścia niż rozumu. Bo to głównie szczęściu zawdzięcza ona swoje zawodowe sukcesy. Przez to samodzielne dochodzenie do rozwiązania zagadki było dla mnie utrudnione, a to jest właśnie najfajniejszym elementem lektury kryminałów. Prawdę mówiąc, spodziewałem się czegoś lepszego po utworze wrzuconym do serii Archiwum Polskiej Fantastyki, ale mimo wszystko jest to czytadło, które spokojnie można wziąć do rąk, jak się ma trochę wolnego czasu i nic lepszego do roboty.
84. Chłopcy 2. Łaski bez - Jakub Ćwiek, SQN 2015 (Kindle)
Tutaj się zawiodłem. Nie dlatego, że samo opowiadanie jest kiepskie, bo jest całkiem przyzwoite, choć jego niewielka objętość nie pozwoliła Ćwiekowi rozwinąć skrzydeł. Po prostu nic nie wnosi do świata Chłopców. Cofa ono akcję do momentu, kiedy chłopcy byli jeszcze młodzi i nie ma żadnego związku z wydarzeniami znanymi z książek. No ale poza tym jest to całkiem fajny i zabawny tekst, którego lektura zajmuje jakieś piętnaście minut.
85. Femme fatale - Kazimierz Kyrcz jr, Forma 2015
Powiedziałbym, że Kyrcz jest w formie, bo ten zbiór opowiadań zawiera parę naprawdę solidnych tekstów, ale niestety przeplatane one są takimi, w których koncepcja utworu gdzieś umyka i nie wiadomo, do czego dążą. W każdym razie, autorowi świetnie udaje się wytworzyć nastrój niepokoju i zagrożenia nawet bez użycia tego co nadnaturalne - sprawnie pokazuje brutalność otaczającego nas świata, tylko czasem dodając do tekstu szczyptę niesamowitości. I właśnie ta naturalność wykreowanego otoczenia jest najbardziej przerażająca. Nie wiem, czy wychodzą tu doświadczenia autora z pracy w Policji, ale nie podoba mi się stworzony przez niego świat. I jest to ogromna zaleta w przypadku tego typu literatury. Niestety często po doczytaniu do końca danego opowiadania miałem wrażenie typu "Ale o co chodzi?". Niby pomysł na fabułę był intrygujący, ale jej zwieńczenie pozostawiało spory niedosyt. Zauważyłem też, że im bardziej Kazik się rozpisał, tym lepiej mu tekst wychodził. A teksty w zbiorze nie są długie - zawiera on piętnaście opowiadań, z których żadne nie przekracza dwudziestu stron, a większość ma poniżej dziesięciu. Przyjemna, ponura lektura.
czwartek, 6 sierpnia 2015
piątek, 31 lipca 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #30
No i stało się. Pierwszy raz od dwóch lat w ciągu miesiąca przeczytałem mniej niż dziesięć książek i, prawdę mówiąc, nie wiem, z czego to tak do końca wynika. Na pewno mam ostatnimi czasy trochę więcej czasochłonnych zajęć, które sprawiają, że nie mam kiedy otworzyć książki, no i oglądam też więcej seriali. Setkę przekroczę w tym roku na pewno, na planowane sto pięćdziesiąt książek szans już raczej nie widzę.
81. Głośno jak diabli - Jon Wiederhorn, Katherine Turman, Kagra 2014
Krzyknęło do mnie z półki w Matrasie. Jest to omówienie poszczególnych nurtów heavy metalu, ich genezy, prezentacja najważniejszych zespołów, a wszystko w formie wypowiedzi muzyków i, w mniejszym stopniu, producentów i dziennikarzy. Każdy rozdział poświęcony jest innemu gatunkowi tej muzyki, poczynając od proto-metalu z lat 60., przez klasyczny heavy metal typu Black Sabbath i Judas Priest, Nową Falę Brytyjskiego Heavy Metalu, glam metal i coraz bardziej ekstremalne formy ciężkich brzmień, a kończąc na współczesnych ich odmianach. Podtytuł Kompletna historia metalu bez cenzury jest nieco mylący, gdyż książka pomija takie gatunki jak power, doom czy gothic metal. Do tego pisana jest z perspektywy Amerykanina, więc skupia się głównie na zespołach amerykańskich i brytyjskich, a z reszty świata więcej miejsca poświęcono tylko norweskiemu black metalowi i brazylijskiej Sepulturze. Niemal całkowicie pominięta zostaje niemiecka scena metalowa - trochę miejsca przeznaczono na Rammstein (przy okazji omawiania industrial metalu), wypowiada się też Rudolf Schenker ze Scorpions i wspomniane są z nazwy tamtejsze zespoły thrashowe. Trochę mało. Mimo ominięcia pewnych tematów (nie wiem czy przez zaniedbanie autorów, czy przez ograniczenia objętościowe) zawartość książki jest bardzo interesująca dla każdego fana gitarowo-perkusyjnego łomotu.
82. My, dzieci z dworca Zoo - Christiane F., Iskry 2014 (Kindle)
Kolejna w tym tygodniu książka, której akcja kręci się wokół seksu i narkotyków. Jest to pamiętnik nieletniej narkomanki świadczącej usługi seksualne na berlińskim dworcu Zoo, żeby zdobyć pieniądze na używki.Ciekawa historia o tym, jak można przegrać życie, podejmując niewłaściwe decyzje i próbując uciec z toksycznego otoczenia. W przejmujący sposób zaprezentowano do czego prowadzi głupota i przeświadczenie o własnej wyjątkowości (ja się nie uzależnię, będę nad wszystkim panować) - o ile wiem, autorka do dzisiaj boryka się z problemem narkotykowym. Pokazany jest proces coraz głębszego uzależnienia od coraz mocniejszych środków odurzających, nieudane próby wyjścia z nałogu i wpływ środowiska na niemożność uwolnienia się od narkotyków.
81. Głośno jak diabli - Jon Wiederhorn, Katherine Turman, Kagra 2014
Krzyknęło do mnie z półki w Matrasie. Jest to omówienie poszczególnych nurtów heavy metalu, ich genezy, prezentacja najważniejszych zespołów, a wszystko w formie wypowiedzi muzyków i, w mniejszym stopniu, producentów i dziennikarzy. Każdy rozdział poświęcony jest innemu gatunkowi tej muzyki, poczynając od proto-metalu z lat 60., przez klasyczny heavy metal typu Black Sabbath i Judas Priest, Nową Falę Brytyjskiego Heavy Metalu, glam metal i coraz bardziej ekstremalne formy ciężkich brzmień, a kończąc na współczesnych ich odmianach. Podtytuł Kompletna historia metalu bez cenzury jest nieco mylący, gdyż książka pomija takie gatunki jak power, doom czy gothic metal. Do tego pisana jest z perspektywy Amerykanina, więc skupia się głównie na zespołach amerykańskich i brytyjskich, a z reszty świata więcej miejsca poświęcono tylko norweskiemu black metalowi i brazylijskiej Sepulturze. Niemal całkowicie pominięta zostaje niemiecka scena metalowa - trochę miejsca przeznaczono na Rammstein (przy okazji omawiania industrial metalu), wypowiada się też Rudolf Schenker ze Scorpions i wspomniane są z nazwy tamtejsze zespoły thrashowe. Trochę mało. Mimo ominięcia pewnych tematów (nie wiem czy przez zaniedbanie autorów, czy przez ograniczenia objętościowe) zawartość książki jest bardzo interesująca dla każdego fana gitarowo-perkusyjnego łomotu.
82. My, dzieci z dworca Zoo - Christiane F., Iskry 2014 (Kindle)
Kolejna w tym tygodniu książka, której akcja kręci się wokół seksu i narkotyków. Jest to pamiętnik nieletniej narkomanki świadczącej usługi seksualne na berlińskim dworcu Zoo, żeby zdobyć pieniądze na używki.Ciekawa historia o tym, jak można przegrać życie, podejmując niewłaściwe decyzje i próbując uciec z toksycznego otoczenia. W przejmujący sposób zaprezentowano do czego prowadzi głupota i przeświadczenie o własnej wyjątkowości (ja się nie uzależnię, będę nad wszystkim panować) - o ile wiem, autorka do dzisiaj boryka się z problemem narkotykowym. Pokazany jest proces coraz głębszego uzależnienia od coraz mocniejszych środków odurzających, nieudane próby wyjścia z nałogu i wpływ środowiska na niemożność uwolnienia się od narkotyków.
czwartek, 23 lipca 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #29
Idzie jak po grudzie. Natłok różnych zajęć i konieczność dojazdu do pracy do Katowic zabierają mi sporo czasu, więc nie bardzo mam kiedy czytać. Jak do tego dołożyć próby przebijania się przez sterty czasopism i kolejne settingi do Savage Worlds, to wynik czytelniczy nie może być dobry. W tym tygodniu na tapetę wziąłem wyłącznie tegoroczne premiery z polskiej fantastyki - w sumie trzy niezbyt obszerne książki.
78. Sowie zwierciadło - Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów 2015
Pilipiuk pilnie potrzebuje gotówki, więc wznawia zakończone kilka lat temu cykle. Tym razem postanowił kontynuować sześciotomową serię Oko Jelenia. Akcję rozpoczyna w miejscu, gdzie skończył poprzedni tom: Staszek przeniesiony do XIX stulecia rusza ratować Helę, a Marek wraca do naszej rzeczywistości. Po raz kolejny widać fascynację autora XIX-wiecznymi rzeczami, sprawnie ukazane są różnice w mentalności ówczesnych i dzisiejszych ludzi (na przykład podejście do palenia tytoniu) i pewna tęsknota Pilipiuka za starą moralnością i zasadami. Autor nie byłby sobą, gdyby nie wbił szpili pewnym zjawiskom współczesnego świata - tym razem obrywa się sposobowi prowadzenia dużej działalności gospodarczej w naszym pięknym kraju. Jeśli chodzi o fabułę, to jest ona sprawnie poprowadzona i trzyma w napięciu. Trochę za mało czasu antenowego dostaje Hela (choć już w poprzednich tomach była spychana na dalszy plan); no i robi się żal Staszka z powodu tego, co go spotyka. Ale to już byłby spoiler. Nie wiem też, czym ma być tytułowe sowie zwierciadło. Nie wiem, czy umknęła mi ta nazwa w czasie lektury, czy też Pilipiuk umieścił ją tam od czapy.
79. Szturm straceńców - Piotr Langenfeld, Warbook 2015 (Kindle)
Trzeci tom i zakończenie cyklu Odległe Rubieże zapoczątkowanego przez Vladimira Wolffa. Krótko mówiąc: nie zachwyca. Dla przypomnienia: sytuacja jest taka, że Hitler ginie w zamachu w 1938 roku i II wojna światowa rozpoczyna się dopiero w roku 1941 po napaści Związku Radzieckiego na Polskę. Szturm straceńców zaczyna się w momencie, kiedy wojska radzieckie mają już zdecydowaną przewagę. Langenfeld dość szczegółowo opisuje działania wojenne na wielu frontach, co nie pozwala mu się skupić na bohaterach. O ile w poprzednich częściach, napisanych przez Wolffa, dało się niektórych z nich polubić, to tutaj są oni płascy i nijacy. Do tego sporo miejsca jest marnowane na opis wydarzeń, które nie mają większego znaczenia dla głównego wątku fabuły (jak atak Japonii na ZSRR). Rozczarowałem się.
80. Starość aksolotla - Jacek Dukaj, Allegro 2015 (Kindle)
Ciągle mam Dukajową traumę po Królu bólu, ale mimo niej zdecydowałem się na zakup najnowszej powieści tego autora. Co od razu rzuca się w oczy to to, że jest łatwiejsza w odbiorze od innych dzieł tarnowskiego twórcy. Bardzo ciekawe są założenia fabularne, zgodnie z którymi życie oparte na białku zostaje unicestwione, a przetrwać udaje się tylko tym, którzy przenieśli swoją jaźń do wirtualnej rzeczywistości i teraz mogą umieszczać własną świadomość w maszynach. No i to by było na tyle. Fabuła nie jest zbyt porywająca, a do tego dochodzi nijakie zakończenie. Szkoda, bo wykreowany świat jest świetny i dałoby się z niego nieco więcej wycisnąć.
78. Sowie zwierciadło - Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów 2015
Pilipiuk pilnie potrzebuje gotówki, więc wznawia zakończone kilka lat temu cykle. Tym razem postanowił kontynuować sześciotomową serię Oko Jelenia. Akcję rozpoczyna w miejscu, gdzie skończył poprzedni tom: Staszek przeniesiony do XIX stulecia rusza ratować Helę, a Marek wraca do naszej rzeczywistości. Po raz kolejny widać fascynację autora XIX-wiecznymi rzeczami, sprawnie ukazane są różnice w mentalności ówczesnych i dzisiejszych ludzi (na przykład podejście do palenia tytoniu) i pewna tęsknota Pilipiuka za starą moralnością i zasadami. Autor nie byłby sobą, gdyby nie wbił szpili pewnym zjawiskom współczesnego świata - tym razem obrywa się sposobowi prowadzenia dużej działalności gospodarczej w naszym pięknym kraju. Jeśli chodzi o fabułę, to jest ona sprawnie poprowadzona i trzyma w napięciu. Trochę za mało czasu antenowego dostaje Hela (choć już w poprzednich tomach była spychana na dalszy plan); no i robi się żal Staszka z powodu tego, co go spotyka. Ale to już byłby spoiler. Nie wiem też, czym ma być tytułowe sowie zwierciadło. Nie wiem, czy umknęła mi ta nazwa w czasie lektury, czy też Pilipiuk umieścił ją tam od czapy.
79. Szturm straceńców - Piotr Langenfeld, Warbook 2015 (Kindle)
Trzeci tom i zakończenie cyklu Odległe Rubieże zapoczątkowanego przez Vladimira Wolffa. Krótko mówiąc: nie zachwyca. Dla przypomnienia: sytuacja jest taka, że Hitler ginie w zamachu w 1938 roku i II wojna światowa rozpoczyna się dopiero w roku 1941 po napaści Związku Radzieckiego na Polskę. Szturm straceńców zaczyna się w momencie, kiedy wojska radzieckie mają już zdecydowaną przewagę. Langenfeld dość szczegółowo opisuje działania wojenne na wielu frontach, co nie pozwala mu się skupić na bohaterach. O ile w poprzednich częściach, napisanych przez Wolffa, dało się niektórych z nich polubić, to tutaj są oni płascy i nijacy. Do tego sporo miejsca jest marnowane na opis wydarzeń, które nie mają większego znaczenia dla głównego wątku fabuły (jak atak Japonii na ZSRR). Rozczarowałem się.
80. Starość aksolotla - Jacek Dukaj, Allegro 2015 (Kindle)
Ciągle mam Dukajową traumę po Królu bólu, ale mimo niej zdecydowałem się na zakup najnowszej powieści tego autora. Co od razu rzuca się w oczy to to, że jest łatwiejsza w odbiorze od innych dzieł tarnowskiego twórcy. Bardzo ciekawe są założenia fabularne, zgodnie z którymi życie oparte na białku zostaje unicestwione, a przetrwać udaje się tylko tym, którzy przenieśli swoją jaźń do wirtualnej rzeczywistości i teraz mogą umieszczać własną świadomość w maszynach. No i to by było na tyle. Fabuła nie jest zbyt porywająca, a do tego dochodzi nijakie zakończenie. Szkoda, bo wykreowany świat jest świetny i dałoby się z niego nieco więcej wycisnąć.
czwartek, 16 lipca 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #28
Udało mi się ukończyć trzy z czterech zaplanowanych na ten tydzień książek. Zabrałem się też za ostatnie Oko Jelenia i zakończenie Odległych Rubieży - o tym parę słów będzie za tydzień.
75. Boska Komedia - Dante Alighieri, Wolne Lektury 2012 (Kindle)
Klasyka literatury, która chodziła za mną od dawna i na którą w końcu znalazłem chwilę czasu. Męczyłem się z tym trochę, bo, jak już wspomniałem przy okazji Leśmiana, poezja nie należy do moich ulubionych wytworów literackich. No i tak jakoś poczułem się głupi podczas lektury. Większość odniesień, jakie czyni w utworze Dante, była dla mnie niezrozumiała; ewidentnie brakuje mi wiedzy literaturoznawczej i głębszej znajomości realiów, w jakich przyszło autorowi żyć. Cały czas pojawiają się nawiązania do osób znanych Dantemu, ale których nazwiska nic mi nie mówiły. Sytuację mocno uratowały przypisy dodane przez tłumacza, które zajmują prawie czterdzieści procent książki. Niestety nie byłem w stanie przeskakiwać do nich na bieżąco, gdyż każda próba, choć ostatecznie udana, zawieszała czytnik na kilkanaście minut, więc ich lekturę pozostawiłem sobie na koniec. Mimo wszelkich trudności w odbiorze dzieła i mojej niechęci do utworów wierszowanych, podziwiam kunszt, z jakim autor wykreował zaświaty, jego odwagę w prezentowaniu swoich poglądów, często stojącą w opozycji do powszechnie obowiązujących wówczas norm.
76. Atlantyda pod Krakowem - Anna Zając, Novae Res 2014
Tę książkę zakupiłem na spotkaniu autorskim z Anną Zając i to mimo tego, że autorka nieszczególnie potrafiła zachęcić do sięgnięcia po lekturę. No ale ponieważ rzecz dotyczy Nowej Huty, a do tego tej części, w której spędziłem znaczną część swojego życia, wziąłem w ciemno. Na początku jest to umieszczona w przyszłości powieść sensacyjna, gdzie różne stronnictwa dążą do odnalezienia skarbu zakopanego gdzieś na terenie starej Nowej Huty. Potem dochodzą sprawy związane z wędrówką dusz i reinkarnacją i akcja zwalnia, ale przez cały czas fabuła potrafi utrzymać napięcie. Autorka, jako architekt wychowany w tej dzielnicy Krakowa (która na kartach powieści stanowi samodzielne miasto), przedstawia swoją koncepcję architektonicznego zagospodarowania Huty; mam wrażenie, że prezentuje tu swoje niespełnione marzenia odnośnie tego, jak powinna ona wyglądać. Chętnie też sięga do czasów sprzed budowy metalurgicznego molocha, pokazując, jak wyglądało życie na wsiach, w miejscu których postawiono olbrzymi przemysłowy zakład. Może nie jest to wybitna lektura, ale jest bardzo ciekawym wypełniaczem czasu, dla kogoś, kto w Nowej Hucie się wychował.
77. Tropiciel - Vladimir Wolff, Warbook 2014 (Kindle)
Vladimir Wolff zaczyna kolejny cykl. Tym razem jest to czysta powieść sensacyjna, dotycząca mafii, korupcji i zdrady na wysokich szczeblach. Nowym bohaterem stworzonym przez autora jest były amerykański żołnierz oddziałów specjalnych, pół-Polak, pół-Indianin, przyjeżdżający do Polski w roli konsultanta w sprawie morderstwa naszego dyplomaty. Znów głównym wrogiem jest Rosja (mam wrażenie, że Wolff jest rusofobem i wszystko, co złe zrzuca na Putina i jego pomagierów), choć tym razem sprawa dotyczy działalności organizacji przestępczych powiązanych ze szczytami władzy. Fabuła poprowadzona jest bardzo sprawnie i kiedy wydaje się, że historia znalazła swoje rozwiązanie, Wolff dorzuca do ogródka kolejny kamyczek, który ujawnia kolejną warstwę spisku. Bardzo fajna i wciągająca lektura.
75. Boska Komedia - Dante Alighieri, Wolne Lektury 2012 (Kindle)
Klasyka literatury, która chodziła za mną od dawna i na którą w końcu znalazłem chwilę czasu. Męczyłem się z tym trochę, bo, jak już wspomniałem przy okazji Leśmiana, poezja nie należy do moich ulubionych wytworów literackich. No i tak jakoś poczułem się głupi podczas lektury. Większość odniesień, jakie czyni w utworze Dante, była dla mnie niezrozumiała; ewidentnie brakuje mi wiedzy literaturoznawczej i głębszej znajomości realiów, w jakich przyszło autorowi żyć. Cały czas pojawiają się nawiązania do osób znanych Dantemu, ale których nazwiska nic mi nie mówiły. Sytuację mocno uratowały przypisy dodane przez tłumacza, które zajmują prawie czterdzieści procent książki. Niestety nie byłem w stanie przeskakiwać do nich na bieżąco, gdyż każda próba, choć ostatecznie udana, zawieszała czytnik na kilkanaście minut, więc ich lekturę pozostawiłem sobie na koniec. Mimo wszelkich trudności w odbiorze dzieła i mojej niechęci do utworów wierszowanych, podziwiam kunszt, z jakim autor wykreował zaświaty, jego odwagę w prezentowaniu swoich poglądów, często stojącą w opozycji do powszechnie obowiązujących wówczas norm.
76. Atlantyda pod Krakowem - Anna Zając, Novae Res 2014
Tę książkę zakupiłem na spotkaniu autorskim z Anną Zając i to mimo tego, że autorka nieszczególnie potrafiła zachęcić do sięgnięcia po lekturę. No ale ponieważ rzecz dotyczy Nowej Huty, a do tego tej części, w której spędziłem znaczną część swojego życia, wziąłem w ciemno. Na początku jest to umieszczona w przyszłości powieść sensacyjna, gdzie różne stronnictwa dążą do odnalezienia skarbu zakopanego gdzieś na terenie starej Nowej Huty. Potem dochodzą sprawy związane z wędrówką dusz i reinkarnacją i akcja zwalnia, ale przez cały czas fabuła potrafi utrzymać napięcie. Autorka, jako architekt wychowany w tej dzielnicy Krakowa (która na kartach powieści stanowi samodzielne miasto), przedstawia swoją koncepcję architektonicznego zagospodarowania Huty; mam wrażenie, że prezentuje tu swoje niespełnione marzenia odnośnie tego, jak powinna ona wyglądać. Chętnie też sięga do czasów sprzed budowy metalurgicznego molocha, pokazując, jak wyglądało życie na wsiach, w miejscu których postawiono olbrzymi przemysłowy zakład. Może nie jest to wybitna lektura, ale jest bardzo ciekawym wypełniaczem czasu, dla kogoś, kto w Nowej Hucie się wychował.
77. Tropiciel - Vladimir Wolff, Warbook 2014 (Kindle)
Vladimir Wolff zaczyna kolejny cykl. Tym razem jest to czysta powieść sensacyjna, dotycząca mafii, korupcji i zdrady na wysokich szczeblach. Nowym bohaterem stworzonym przez autora jest były amerykański żołnierz oddziałów specjalnych, pół-Polak, pół-Indianin, przyjeżdżający do Polski w roli konsultanta w sprawie morderstwa naszego dyplomaty. Znów głównym wrogiem jest Rosja (mam wrażenie, że Wolff jest rusofobem i wszystko, co złe zrzuca na Putina i jego pomagierów), choć tym razem sprawa dotyczy działalności organizacji przestępczych powiązanych ze szczytami władzy. Fabuła poprowadzona jest bardzo sprawnie i kiedy wydaje się, że historia znalazła swoje rozwiązanie, Wolff dorzuca do ogródka kolejny kamyczek, który ujawnia kolejną warstwę spisku. Bardzo fajna i wciągająca lektura.
czwartek, 9 lipca 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #27
Niestety, perspektywa przeczytania stu pięćdziesięciu książek w tym roku nieco się oddala, gdyż trafił się kolejny tydzień, kiedy wypadłem poniżej własnych oczekiwań. Boska komedia zabrała mi zdecydowanie więcej czasu niż przypuszczałem, choć już kończę czytać przypisy i dzisiaj powinienem się z nią uporać. W efekcie, w tym tygodniu skończyłem tylko jedną książkę. Tyle dobrego, że była to bardzo przyjemna lektura.
74. Utopie - Konrad T. Lewandowski, Narodowe Centrum Kultury 2014
A chodzi tu o kolejny tom serii Zwrotnice Czasu wydawany przez Narodowe Centrum Kultury. Tym razem, w swoim drugim podejściu do tego cyklu, Lewandowski opublikował dwie mikropowieści. Pierwsza z nich, Wysłanniczka bogini przedstawia wersję historii, w której zwyciężyła reakcja pogańska i władcy nasi wypowiedzieli posłuszeństwo hierarchom kościelnym, czy to w postaci papieża, czy też cesarza niemieckiego. Fabułę popychają tutaj niesnaski pomiędzy poszczególnymi plemionami polskich słowian, których przywódcy dążą do własnych egoistycznych celów. Druga opowieść dotyczy wojny z Zakonem Krzyżackim w świecie, gdzie dzięki królowej Jadwidze nie doszło do bitwy pod Grunwaldem. Tekst nieco słabszy od poprzedniego, ale również bardzo interesujący, w którym Lewandowski prezentuje Królestwo Polskie jako światową potęgę, z którą każdy musi się liczyć. Dostałem więc dwie różne wizje Polski, ale obie były niezmiernie wciągające.
74. Utopie - Konrad T. Lewandowski, Narodowe Centrum Kultury 2014
A chodzi tu o kolejny tom serii Zwrotnice Czasu wydawany przez Narodowe Centrum Kultury. Tym razem, w swoim drugim podejściu do tego cyklu, Lewandowski opublikował dwie mikropowieści. Pierwsza z nich, Wysłanniczka bogini przedstawia wersję historii, w której zwyciężyła reakcja pogańska i władcy nasi wypowiedzieli posłuszeństwo hierarchom kościelnym, czy to w postaci papieża, czy też cesarza niemieckiego. Fabułę popychają tutaj niesnaski pomiędzy poszczególnymi plemionami polskich słowian, których przywódcy dążą do własnych egoistycznych celów. Druga opowieść dotyczy wojny z Zakonem Krzyżackim w świecie, gdzie dzięki królowej Jadwidze nie doszło do bitwy pod Grunwaldem. Tekst nieco słabszy od poprzedniego, ale również bardzo interesujący, w którym Lewandowski prezentuje Królestwo Polskie jako światową potęgę, z którą każdy musi się liczyć. Dostałem więc dwie różne wizje Polski, ale obie były niezmiernie wciągające.
czwartek, 2 lipca 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #26
Trochę mi wstyd, bo jak to tak w ciągu tygodnia przeczytać tylko dwie książki o łącznej długości trzystu stron. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że weekend poświęciłem na wizytę w Łodzi i koncert Judas Priest, przez co trzy dni czasu czytelniczego mi uciekły. No a do tego zacząłem Utopie Konrada T. Lewandowskiego i Boską komedię. Mam nadzieję, że kolejny tydzień będzie lepszy, bo wyszło mi, że na koniec czerwca jestem o jedną książkę do tyłu względem założonego planu, a parę cegieł jeszcze na mnie czeka w tym roku.
72. Filmowy wehikuł czasu - Harry Harrison, Amber 1994
Powieść ta kiedyś była publikowana w odcinkach w Fantastyce, ale w moim egzemplarzu czasopisma zawierających ją stron nie ma. Poprzedni właściciel się ich pozbył, brutal jeden, więc zdobyłem wersję książkową. Po tytule łatwo można się domyślić, o co chodzi. Ekipa filmowa dostaje w swoje ręce wehikuł czasu i żeby sprawnie i w terminie dokończyć produkcję przenosi się w przeszłość do czasów Wikingów, co przy okazji zapewnia im bardzo ciekawe plenery. Czytadło jest przyjemne, ale nie jest niczym rewelacyjnym - ot, taka sobie lektura na jeden lub dwa wieczory. Prawdę mówiąc, znając parcie Adama Hollanka na publikację tekstów ambitnych, spodziewałem się czegoś lepszego.
73. Ogrojec baśni - Stefan Grabiński, BookRage 2013 (Kindle)
Szybka lektura z BookRage'a - zbiór kilku opowiadań, a właściwie baśni, autorstwa Stefana Grabińskiego. Jest to bardzo dobre wykorzystanie motywów ludowych, spisane eleganckim stylem, może bez jakiejś porywającej akcji, ale za to ze świetnie wykreowanym nastrojem tajemnicy. Szkoda tylko, że zbiór jest krótki: liczy raptem sześćdziesiąt stron, czyli jest do przeczytania w godzinę, o ile ktoś nie czyta szczególnie szybko.
72. Filmowy wehikuł czasu - Harry Harrison, Amber 1994
Powieść ta kiedyś była publikowana w odcinkach w Fantastyce, ale w moim egzemplarzu czasopisma zawierających ją stron nie ma. Poprzedni właściciel się ich pozbył, brutal jeden, więc zdobyłem wersję książkową. Po tytule łatwo można się domyślić, o co chodzi. Ekipa filmowa dostaje w swoje ręce wehikuł czasu i żeby sprawnie i w terminie dokończyć produkcję przenosi się w przeszłość do czasów Wikingów, co przy okazji zapewnia im bardzo ciekawe plenery. Czytadło jest przyjemne, ale nie jest niczym rewelacyjnym - ot, taka sobie lektura na jeden lub dwa wieczory. Prawdę mówiąc, znając parcie Adama Hollanka na publikację tekstów ambitnych, spodziewałem się czegoś lepszego.
73. Ogrojec baśni - Stefan Grabiński, BookRage 2013 (Kindle)
Szybka lektura z BookRage'a - zbiór kilku opowiadań, a właściwie baśni, autorstwa Stefana Grabińskiego. Jest to bardzo dobre wykorzystanie motywów ludowych, spisane eleganckim stylem, może bez jakiejś porywającej akcji, ale za to ze świetnie wykreowanym nastrojem tajemnicy. Szkoda tylko, że zbiór jest krótki: liczy raptem sześćdziesiąt stron, czyli jest do przeczytania w godzinę, o ile ktoś nie czyta szczególnie szybko.
czwartek, 25 czerwca 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #25
Jakoś tak topornie szło mi w tym tygodniu czytanie książek. Wprawdzie udało mi się skończyć trzy, ale objętością one nie porażają. Ponieważ nominację na Zajdla oddałem, tym razem skusiłem się na dwie niefantastyczne pozycje fantastycznych autorów, a do tego w końcu zabrałem się za kolejną polecankę Żony.
69. Kamienne twarze, marmurowe serca - Rafał Dębski, Rebis 2014 (Kindle)
Jak to zwykle bywa z moimi literackimi zakupami, tak i w tym przypadku sięgnąłem po książkę, bo autor należy do tych twórców, których twórczość kupuję zawsze. W sumie nie zawiodłem się. Dostałem przyzwoite czytadło, z którym można się uporać w dwa wieczory (albo w jeden, jeśli się szybko czyta), poziomem nie odstające od innych utworów Dębskiego. Akcja toczy się w pierwszej połowie XIX wieku, przez karty powieści przewijają się takie postacie jak Mickiewicz czy Słowacki, a to wszystko jest tłem dla poszukiwania skarbu mogącego obalić carat. Ponieważ przez cały czas gdzieś tam przewija się romantyzm, nie mogło zabraknąć miejsca na zakazaną miłość dwojga bohaterów. Dość ciekawa powieść, która wprawdzie głowy nie urywa, ale do zabicia czasu nieźle się nadaje.
70. On wrócił - Timur Vermes, W.A.B. 2014
Genialna okładka spowodowała, że Żona zainteresowała się tą książką podczas wizyty w Empiku, po czym podrzuciła mi ją do przeczytania. Koncepcja fabularna jest ciekawa i zakłada, że Adolf Hitler budzi się we współczesnym Berlinie i patrzymy, co z tego wyniknie. Przesycona humorem powieść pokazuje, jak działają dzisiejsze media, jak zareagowałyby na pojawienie się Führera i, choć rzecz przedstawiona jest w sposób humorystyczny, to wynik działania może przerazić. Obrywa się też niemieckim elitom politycznym od partii rządzących po narodowców. Mocno zastanawiające jest, że, przy dostępie do współczesnych środków masowego przekazu i mimo wiedzy historycznej społeczeństwa, Hitler dzisiaj również mógłby osiągnąć swój cel. Intryguje mnie też kwestia wspomnianej wiedzy historycznej. W pewnym momencie pada nazwisko Martina Bormanna i okazuje się on być postacią dla większości Niemców nieznaną. Jeśli ja wiem o nim co nieco, a ekspertem od historii nie jestem, a dla Niemców faktycznie jest on obcy, to coś jest nie tak.
71. Żołnierze miłujący - Andrzej W. Sawicki, Erica 2014 (Kindle)
Króciutki kryminał będący pierwszą częścią cyklu Dobry Glina. Fabuła osadzona jest w ciekawych realiach historycznych, bo za czasów Księstwa Warszawskiego, i przedstawia śledztwo w sprawie pewnego zamachu terrorystycznego. Autor w interesujący sposób prezentuje działalność policjantów ograniczonych XIX-wiecznymi normami społecznymi, a także zderzenie kultur i zwyczajów polskich i francuskich. Kolejne przyjemne czytadło, jakie wychodzi spod pióra Sawickiego, wolałbym jednak, żeby dokończył któryś z pozostałych dwóch rozpoczętych cykli. Zwłaszcza Nadzieję czerwoną jak śnieg. Potem niech zabiera się za nowe teksty.
69. Kamienne twarze, marmurowe serca - Rafał Dębski, Rebis 2014 (Kindle)
Jak to zwykle bywa z moimi literackimi zakupami, tak i w tym przypadku sięgnąłem po książkę, bo autor należy do tych twórców, których twórczość kupuję zawsze. W sumie nie zawiodłem się. Dostałem przyzwoite czytadło, z którym można się uporać w dwa wieczory (albo w jeden, jeśli się szybko czyta), poziomem nie odstające od innych utworów Dębskiego. Akcja toczy się w pierwszej połowie XIX wieku, przez karty powieści przewijają się takie postacie jak Mickiewicz czy Słowacki, a to wszystko jest tłem dla poszukiwania skarbu mogącego obalić carat. Ponieważ przez cały czas gdzieś tam przewija się romantyzm, nie mogło zabraknąć miejsca na zakazaną miłość dwojga bohaterów. Dość ciekawa powieść, która wprawdzie głowy nie urywa, ale do zabicia czasu nieźle się nadaje.
70. On wrócił - Timur Vermes, W.A.B. 2014
Genialna okładka spowodowała, że Żona zainteresowała się tą książką podczas wizyty w Empiku, po czym podrzuciła mi ją do przeczytania. Koncepcja fabularna jest ciekawa i zakłada, że Adolf Hitler budzi się we współczesnym Berlinie i patrzymy, co z tego wyniknie. Przesycona humorem powieść pokazuje, jak działają dzisiejsze media, jak zareagowałyby na pojawienie się Führera i, choć rzecz przedstawiona jest w sposób humorystyczny, to wynik działania może przerazić. Obrywa się też niemieckim elitom politycznym od partii rządzących po narodowców. Mocno zastanawiające jest, że, przy dostępie do współczesnych środków masowego przekazu i mimo wiedzy historycznej społeczeństwa, Hitler dzisiaj również mógłby osiągnąć swój cel. Intryguje mnie też kwestia wspomnianej wiedzy historycznej. W pewnym momencie pada nazwisko Martina Bormanna i okazuje się on być postacią dla większości Niemców nieznaną. Jeśli ja wiem o nim co nieco, a ekspertem od historii nie jestem, a dla Niemców faktycznie jest on obcy, to coś jest nie tak.
71. Żołnierze miłujący - Andrzej W. Sawicki, Erica 2014 (Kindle)
Króciutki kryminał będący pierwszą częścią cyklu Dobry Glina. Fabuła osadzona jest w ciekawych realiach historycznych, bo za czasów Księstwa Warszawskiego, i przedstawia śledztwo w sprawie pewnego zamachu terrorystycznego. Autor w interesujący sposób prezentuje działalność policjantów ograniczonych XIX-wiecznymi normami społecznymi, a także zderzenie kultur i zwyczajów polskich i francuskich. Kolejne przyjemne czytadło, jakie wychodzi spod pióra Sawickiego, wolałbym jednak, żeby dokończył któryś z pozostałych dwóch rozpoczętych cykli. Zwłaszcza Nadzieję czerwoną jak śnieg. Potem niech zabiera się za nowe teksty.
czwartek, 18 czerwca 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #23 i 24
Tym razem zbiorcza notka z dwóch tygodni z uwagi na to, że tydzień temu urlopowałem się w Wiśle. Z tej przyczyny zdecydowana większość lektur była w wersji elektronicznej. Spacery, które zajmowały nam znaczną część dnia, sprawiły, że przeczytałem tylko pięć książek. W międzyczasie udało się też oddać Zajdlowskie nominacje.
64. Ksin. Początek - Konrad T. Lewandowski, Nasza Księgarnia 2014 (Kindle)
Ksin jest cyklem Lewandowskiego, po który zamierzałem sięgnąć od dawna, ale zawsze znajdowałem inne lektury wymagające natychmiastowego przeczytania. No ale ponieważ tę część Sagi o Kotołaku można było nominować do Nagrody Zajdla, przyspieszyłem swoją decyzję o zabraniu się za nią. Na powieść składają się dwa wątki: jeden dotyczy kupieckiej córki Aspai, drugi zaś tytułowego kotołaka. I odniosłem wrażenie, wbrew temu, czego można by oczekiwać, że największy nacisk fabularny został położony na dziewczynę i historię jej ucieczki z rodzinnego domu. Część poświęcona Ksinowi natomiast sprawia wrażenie poszatkowanej; nie bardzo wiem, czemu mają służyć poszczególne przygody, jakie przeżywa kotołak - brakuje mi jakiegoś wyraźnego punktu kulminacyjnego, a ostatni rozdział wygląda na doczepiony na siłę, jego związek z wcześniejszymi wydarzeniami jest bardzo delikatny. Co odnotowałem z przyjemnością, przestał mnie drażnić styl autora. W uprzednio przeczytanych przeze mnie jego książkach, choć czytało się je dobrze, sposób prowadzenia narracji z bliżej nieokreślonego powodu działał mi na nerwy. Tutaj takiego zjawiska nie zaobserwowałem.
65. Sodoma - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2014 (Kindle)
A to kolejna lektura przeczytana w związku ze zbliżającym się Zajdlowym deadlinem. Wolski prezentuje wizję świata, w którym zwyciężyły wszystkie ideały, z którymi walczą konserwatyści. Fabuła nawiązuje do biblijnego poszukiwania dziesięciu sprawiedliwych przez Lota i, choć nie ma w niej jakichś nieprzewidywalnych zwrotów akcji, została przedstawiona w sposób wciągający. Ciekawie został też wykreowany antyutopijny świat, gdzie Wolski hiperbolizuje zagrożenia, jakie wiążą się z kierunkiem, w którym zmierza współczesna Europa, ale jednocześnie pokazuje, że istnieje światełko w tunelu i coś z tradycyjnych wartości da się jeszcze uratować.
66. Ślepnąc od świateł - Jakub Żulczyk, Świat Książki 2014 (Kindle)
Bardzo dobra historia handlarza narkotyków, który w przeciągu tygodnia traci swoją ugruntowaną na warszawskim rynku pozycję. Żulczyk przedstawia depresyjny obraz świata, w którym biorą lub chcą brać wszyscy, każdego można kupić i w ogóle jest mało przyjemnie. Jest to też opowieść o tym, jak szybko człowiek może pozbyć się swoich ideałów i złamać zasady, jakimi się kieruje. Zaczyna się od rzeczy drobnych, a kończy się w miejscu, z którego nie ma odwrotu. Bardzo mocna lektura, ale przy tym bardzo zajmująca. Rork spisał się na medal.
67. Drach - Szczepan Twardoch, Wydawnictwo Literackie 2014 (Kindle)
Nie wiem, na podstawie czego stwierdziłem, że najnowsza powieść Twardocha może mnie zainteresować. Do tej pory przeczytałem trzy jego książki, z czego Wieczny Grunwald był jedną z większych tortur czytelniczych, jakich w życiu zaznałem, a dwie pozostałe, czyli Obłęd rotmistrza von Egern i Tak jest dobrze wspominam całkiem przyjemnie, choć za wybitne ich nie uważam. Po raz kolejny w twórczości autora rzecz dotyczy Śląska, śląskości, życia na pograniczu kultury niemieckiej i polskiej. No i znów Twardoch jest niesamowitym pesymistą: w przedstawionym przez niego obrazie nic nie ma znaczenia (jest to fraza, która bardzo często pojawia się kartach powieści). Odniosłem wrażenie, że znaczenia nie ma również fabuła, napisana w sposób achronologiczny, gdzie wydarzenia z różnych epok przeplatają się ze sobą bez wyraźnego rozgraniczenia w tekście. Wynika to z interesującego posunięcia, jakim było uczynienie narratorem ziemi, dla której czas faktycznie nie ma żadnego znaczenia. Lektura jest przez większość czasu ciekawa, choć zabrakło mi jakiegoś mocnego akcentu w zakończeniu. Pewnie dlatego, że nie ma ono znaczenia.
68. Sicco - Wojciech Szyda, Narodowe Centrum Kultury 2014
Kolejna powieść z serii Zwrotnice Czasu, którą umieściłem na półce. Tym razem Wojciech Szyda bierze na tapetę postać świętego Wojciecha i kwestię kradzieży jego relikwii z katedry w Gnieźnie. Pomysł oparcia utworu na rywalizacji kultów dwóch świętych patronów Polski - Wojciecha i Stanisława - jest bardzo ciekawy, ale jego realizacja mnie nie ujęła. Główny bohater w roku 2000 przyjeżdża na Żuławy Wiślane w sobie tylko wiadomym celu. Tutaj doświadcza spotkania z przeszłością opisywanego przez autora w bardzo nastrojowy sposób, ale to wszystko, co można dobrego o książce napisać. Niestety Szyda wprowadza sporo ciekawych motywów, które albo porzuca, albo marnuje, jak na przykład model głowy świętego Wojciecha znaleziony w sklepie lub rosyjska mafia. Wiele z nich, choć zapowiada się interesująco, nie odgrywa żadnego znaczenia dla fabuły. Podobnie średnio ciekawie wygląda przenoszenie akcji w przeszłość - czy to do czasu kradzieży relikwii w roku 1923, czy też do momentu śmierci Wojciecha w roku 997. Szkoda, bo spodziewałem się czegoś zdecydowanie lepszego.
64. Ksin. Początek - Konrad T. Lewandowski, Nasza Księgarnia 2014 (Kindle)
Ksin jest cyklem Lewandowskiego, po który zamierzałem sięgnąć od dawna, ale zawsze znajdowałem inne lektury wymagające natychmiastowego przeczytania. No ale ponieważ tę część Sagi o Kotołaku można było nominować do Nagrody Zajdla, przyspieszyłem swoją decyzję o zabraniu się za nią. Na powieść składają się dwa wątki: jeden dotyczy kupieckiej córki Aspai, drugi zaś tytułowego kotołaka. I odniosłem wrażenie, wbrew temu, czego można by oczekiwać, że największy nacisk fabularny został położony na dziewczynę i historię jej ucieczki z rodzinnego domu. Część poświęcona Ksinowi natomiast sprawia wrażenie poszatkowanej; nie bardzo wiem, czemu mają służyć poszczególne przygody, jakie przeżywa kotołak - brakuje mi jakiegoś wyraźnego punktu kulminacyjnego, a ostatni rozdział wygląda na doczepiony na siłę, jego związek z wcześniejszymi wydarzeniami jest bardzo delikatny. Co odnotowałem z przyjemnością, przestał mnie drażnić styl autora. W uprzednio przeczytanych przeze mnie jego książkach, choć czytało się je dobrze, sposób prowadzenia narracji z bliżej nieokreślonego powodu działał mi na nerwy. Tutaj takiego zjawiska nie zaobserwowałem.
65. Sodoma - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2014 (Kindle)
A to kolejna lektura przeczytana w związku ze zbliżającym się Zajdlowym deadlinem. Wolski prezentuje wizję świata, w którym zwyciężyły wszystkie ideały, z którymi walczą konserwatyści. Fabuła nawiązuje do biblijnego poszukiwania dziesięciu sprawiedliwych przez Lota i, choć nie ma w niej jakichś nieprzewidywalnych zwrotów akcji, została przedstawiona w sposób wciągający. Ciekawie został też wykreowany antyutopijny świat, gdzie Wolski hiperbolizuje zagrożenia, jakie wiążą się z kierunkiem, w którym zmierza współczesna Europa, ale jednocześnie pokazuje, że istnieje światełko w tunelu i coś z tradycyjnych wartości da się jeszcze uratować.
66. Ślepnąc od świateł - Jakub Żulczyk, Świat Książki 2014 (Kindle)
Bardzo dobra historia handlarza narkotyków, który w przeciągu tygodnia traci swoją ugruntowaną na warszawskim rynku pozycję. Żulczyk przedstawia depresyjny obraz świata, w którym biorą lub chcą brać wszyscy, każdego można kupić i w ogóle jest mało przyjemnie. Jest to też opowieść o tym, jak szybko człowiek może pozbyć się swoich ideałów i złamać zasady, jakimi się kieruje. Zaczyna się od rzeczy drobnych, a kończy się w miejscu, z którego nie ma odwrotu. Bardzo mocna lektura, ale przy tym bardzo zajmująca. Rork spisał się na medal.
67. Drach - Szczepan Twardoch, Wydawnictwo Literackie 2014 (Kindle)
Nie wiem, na podstawie czego stwierdziłem, że najnowsza powieść Twardocha może mnie zainteresować. Do tej pory przeczytałem trzy jego książki, z czego Wieczny Grunwald był jedną z większych tortur czytelniczych, jakich w życiu zaznałem, a dwie pozostałe, czyli Obłęd rotmistrza von Egern i Tak jest dobrze wspominam całkiem przyjemnie, choć za wybitne ich nie uważam. Po raz kolejny w twórczości autora rzecz dotyczy Śląska, śląskości, życia na pograniczu kultury niemieckiej i polskiej. No i znów Twardoch jest niesamowitym pesymistą: w przedstawionym przez niego obrazie nic nie ma znaczenia (jest to fraza, która bardzo często pojawia się kartach powieści). Odniosłem wrażenie, że znaczenia nie ma również fabuła, napisana w sposób achronologiczny, gdzie wydarzenia z różnych epok przeplatają się ze sobą bez wyraźnego rozgraniczenia w tekście. Wynika to z interesującego posunięcia, jakim było uczynienie narratorem ziemi, dla której czas faktycznie nie ma żadnego znaczenia. Lektura jest przez większość czasu ciekawa, choć zabrakło mi jakiegoś mocnego akcentu w zakończeniu. Pewnie dlatego, że nie ma ono znaczenia.
68. Sicco - Wojciech Szyda, Narodowe Centrum Kultury 2014
Kolejna powieść z serii Zwrotnice Czasu, którą umieściłem na półce. Tym razem Wojciech Szyda bierze na tapetę postać świętego Wojciecha i kwestię kradzieży jego relikwii z katedry w Gnieźnie. Pomysł oparcia utworu na rywalizacji kultów dwóch świętych patronów Polski - Wojciecha i Stanisława - jest bardzo ciekawy, ale jego realizacja mnie nie ujęła. Główny bohater w roku 2000 przyjeżdża na Żuławy Wiślane w sobie tylko wiadomym celu. Tutaj doświadcza spotkania z przeszłością opisywanego przez autora w bardzo nastrojowy sposób, ale to wszystko, co można dobrego o książce napisać. Niestety Szyda wprowadza sporo ciekawych motywów, które albo porzuca, albo marnuje, jak na przykład model głowy świętego Wojciecha znaleziony w sklepie lub rosyjska mafia. Wiele z nich, choć zapowiada się interesująco, nie odgrywa żadnego znaczenia dla fabuły. Podobnie średnio ciekawie wygląda przenoszenie akcji w przeszłość - czy to do czasu kradzieży relikwii w roku 1923, czy też do momentu śmierci Wojciecha w roku 997. Szkoda, bo spodziewałem się czegoś zdecydowanie lepszego.
Etykiety:
Lewandowski K.T.,
Szyda,
Twardoch,
Wolski,
Żulczyk
czwartek, 4 czerwca 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #22
Kolejny tydzień dał trzy przeczytane książki. Gdybym wczoraj nie poszedł na cały dzień na rower, udałoby się skończyć też czwartą. Jeśli chodzi o jakość przeczytanych lektur, to, w porównaniu z uprzednio przeczytanymi, znacząco obniżyły one poziom.
61. Gadzie gody - Artur Baniewicz, SuperNOWA 2014
Uporałem się z najbardziej męczącym cyklem, z jakim przyszło mi się do tej pory mierzyć. W Gadzich godach Baniewicz nie kontynuuje przygód Debrena z Dumayki opisanych w trzech poprzednich tomach, ale przenosi nas do czasów, kiedy młody czarokrążca (a właściwie kandydat na niego) wyrusza na stypendium do zamorskiego Anvashu. Fabuła sprowadza się do wyprawy na smoka, co z kolei przekłada się na ponad sześćset stron wodolejstwa; do tego jest ona w wielu miejscach przewidywalna. Jej najmocniejszym punktem jest ciekawe zakończenie, ale to jedyne dobre, co można o niej napisać. Autor nadal nie umie opisywać scen walki, których w powieści jest całkiem sporo. Na szczęście przez dziesięć lat, jakie minęły od wydania Gdzie księżniczek brak cnotliwych trochę popracował nad stylem. Zadowolony nijak nie jestem i mam wrażenie, że Baniewiczowi już podziękuję.
62. Szablą i wąsem - antologia, RW2010 2014 (Kindle)
Do zakupu tego zbioru opowiadań sarmackich zachęciły mnie nazwiska Agnieszki Hałas i Andrzeja W. Sawickiego. Spodziewałem się czegoś w rodzaju twórczości Jacka Komudy i srodze się rozczarowałem. Dopiero później przeczytałem na stronie wydawnictwa, że zgromadzone tu opowiadania prezentują inne spojrzenie na sarmatyzm. Ale właśnie rzecz w tym, że w tekstach jest za mało Sarmacji. Najlepiej wypada Sawicki z Machine de Pologne stawiający w roli głównego bohatera Jana Sobieskiego z czasów, kiedy poznał Marysieńkę; przedstawia steampunkową wizję historii, gdzie wojny są toczone przy użyciu wielkich machin napędzanych duszami - zdecydowanie najciekawiej wykreowany świat spośród wszystkich zgromadzonych w zbiorze utworów. Przyzwoicie prezentuje się jeszcze Iskra Boża Moniki Sokół opierająca się na legendzie o golemie. Pozostałe opowiadania zawodzą: Szatański plan Agnieszki Hałas jest nijaki, Obsydian Stanisława Truchana jest słabo skomponowany i gubi wątki, które są z początku prezentowane jako istotne (hiszpański szlachcic i inkwizycja), Dzięcielina Tomasza Kiliana jest zbyt abstrakcyjna, a Para bellum Dawida Juraszka mnie wymęczyło (choć to jest cecha ogólna jego twórczości, dlatego staram się ją omijać, ale nie zawsze mi wychodzi).
63. Felix, Net i Nika oraz Klątwa Rodu McKillianów - Rafał Kosik, Powergraph 2014
W końcu coś dobrego. W trzynastym tomie cyklu o trójce przyjaciół z warszawskiego gimnazjum autor przenosi akcję do Wielkiej Brytanii i tworzy horror o nawiedzonym szkockim zamczysku, zahacza też o Londyn, przy okazji wbijając szpilę części mieszkających tam Polaków. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, ale została dobrze skonstruowana; po raz kolejny Kosik wykorzystuje sny jako jej motor napędowy. Bohaterowie jak zwykle w formie, a szczególnie cieszy, że ciapowatość Neta irytuje nie tylko mnie, ale i Felixa. Szkoda tylko, że temu ostatniemu nie udaje się spędzać więcej czasu z Laurą - mam cichą nadzieję, że w kolejnych tomach autor dołączy ją do grupy.
61. Gadzie gody - Artur Baniewicz, SuperNOWA 2014
Uporałem się z najbardziej męczącym cyklem, z jakim przyszło mi się do tej pory mierzyć. W Gadzich godach Baniewicz nie kontynuuje przygód Debrena z Dumayki opisanych w trzech poprzednich tomach, ale przenosi nas do czasów, kiedy młody czarokrążca (a właściwie kandydat na niego) wyrusza na stypendium do zamorskiego Anvashu. Fabuła sprowadza się do wyprawy na smoka, co z kolei przekłada się na ponad sześćset stron wodolejstwa; do tego jest ona w wielu miejscach przewidywalna. Jej najmocniejszym punktem jest ciekawe zakończenie, ale to jedyne dobre, co można o niej napisać. Autor nadal nie umie opisywać scen walki, których w powieści jest całkiem sporo. Na szczęście przez dziesięć lat, jakie minęły od wydania Gdzie księżniczek brak cnotliwych trochę popracował nad stylem. Zadowolony nijak nie jestem i mam wrażenie, że Baniewiczowi już podziękuję.
62. Szablą i wąsem - antologia, RW2010 2014 (Kindle)
Do zakupu tego zbioru opowiadań sarmackich zachęciły mnie nazwiska Agnieszki Hałas i Andrzeja W. Sawickiego. Spodziewałem się czegoś w rodzaju twórczości Jacka Komudy i srodze się rozczarowałem. Dopiero później przeczytałem na stronie wydawnictwa, że zgromadzone tu opowiadania prezentują inne spojrzenie na sarmatyzm. Ale właśnie rzecz w tym, że w tekstach jest za mało Sarmacji. Najlepiej wypada Sawicki z Machine de Pologne stawiający w roli głównego bohatera Jana Sobieskiego z czasów, kiedy poznał Marysieńkę; przedstawia steampunkową wizję historii, gdzie wojny są toczone przy użyciu wielkich machin napędzanych duszami - zdecydowanie najciekawiej wykreowany świat spośród wszystkich zgromadzonych w zbiorze utworów. Przyzwoicie prezentuje się jeszcze Iskra Boża Moniki Sokół opierająca się na legendzie o golemie. Pozostałe opowiadania zawodzą: Szatański plan Agnieszki Hałas jest nijaki, Obsydian Stanisława Truchana jest słabo skomponowany i gubi wątki, które są z początku prezentowane jako istotne (hiszpański szlachcic i inkwizycja), Dzięcielina Tomasza Kiliana jest zbyt abstrakcyjna, a Para bellum Dawida Juraszka mnie wymęczyło (choć to jest cecha ogólna jego twórczości, dlatego staram się ją omijać, ale nie zawsze mi wychodzi).
63. Felix, Net i Nika oraz Klątwa Rodu McKillianów - Rafał Kosik, Powergraph 2014
W końcu coś dobrego. W trzynastym tomie cyklu o trójce przyjaciół z warszawskiego gimnazjum autor przenosi akcję do Wielkiej Brytanii i tworzy horror o nawiedzonym szkockim zamczysku, zahacza też o Londyn, przy okazji wbijając szpilę części mieszkających tam Polaków. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, ale została dobrze skonstruowana; po raz kolejny Kosik wykorzystuje sny jako jej motor napędowy. Bohaterowie jak zwykle w formie, a szczególnie cieszy, że ciapowatość Neta irytuje nie tylko mnie, ale i Felixa. Szkoda tylko, że temu ostatniemu nie udaje się spędzać więcej czasu z Laurą - mam cichą nadzieję, że w kolejnych tomach autor dołączy ją do grupy.
czwartek, 28 maja 2015
Przeczytane 2015: Tydzień #21
Kolejny tydzień minął jak z bicza strzelił, a u mnie na liczniku pojawiły się trzy nowe wysokiej jakości książki. Zabrałem się też za kolejny tom Sagi o Czarokrążcy Artura Baniewicza, ale, podobnie jak z poprzednimi częściami, jego lektura jest drogą przez mękę. Niebawem wyruszam się urlopować, więc przez pewien czas nie będę się odzywał.
58. Czarne bataliony - Piotr Gociek, Fabryka Słów 2014
Kolejna książka, po którą sięgnąłem zachęcony pozytywną recenzją; ponieważ wcześniej nie miałem żadnego kontaktu z twórczością autora, prawdopodobnie ominąłbym tę pozycję. Gociek jest dziennikarzem narodowo-antykomunistycznym i jego poglądy są wyraźnie widoczne w zgromadzonych w zbiorze opowiadaniach. Przedstawiają one często Orwellowskie wizje świata opanowanego przez komunizm, pokazują, jak władza manipuluje ludźmi i mówi im, co mają myśleć. Podobało mi się i z pewnością sięgnę po kolejne książki autora.
59. Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka - Katarzyna Berenika Miszczuk, Uroboros 2014 (Kindle)
A na ten tytuł trafiłem przypadkiem - chyba pojawił się w jakiejś reklamie albo Empik.com mi zaproponował, że może byłbym zainteresowany. Ponieważ mam bardzo dobre wspomnienia związane z Drugą Szansą Miszczuk, nie wahałem się ani chwili nad zakupem. Okazało się, że jest to drugi biegun fantastyki: wesoła, śmieszna opowieść o grupie ludzi wyruszających na statku kosmicznym, do którego najlepiej pasuje określenie "złom" (Sokół Millenium się kłania), aby ocalić Ziemię przed zbliżającą się asteroidą. Gatunkowo powieść przywołuje skojarzenia ze space operą, choć jej akcja rozgrywa się w całości w obrębie Układu Słonecznego. Ciągle też przed oczami miałem Star Treka. Fajna porcja przyjemnej i niewymagającej lektury. Czekam na kolejne tomy.
60. Okup Krwi - Marcin Jamiołkowski, Genius Creations 2014 (Kindle)
Zaczynałem już wątpić w urban fantasy jako gatunek, a tu trafiła mi się całkiem przyzwoita powieść tego typu. Po raz kolejny trafiłem na coś po przeczytaniu pozytywnej recenzji w NF, inaczej ominąłbym tę książkę. Głównym bohaterem jest Herbert Kruk, mag mieszkający nieopodal Warszawy, który ma dostarczyć pewną przesyłkę. Wartka akcja, mroczna strona magii i tajemnice z przeszłości wywoływały u mnie syndrom następnej strony. Udało mi się zaliczyć kolejną dobrą lekturę w tym tygodniu. Martwię się tylko, czy Jamiołkowski wyda kontynuację; chodzenie z kilkutomowymi cyklami do niszowych wydawnictw jest dość ryzykowne - drugi tom został zapowiedziany w książce na marzec 2015, a na razie nic o nim nie słychać, poza bardzo ogólną zapowiedzią na stronie Genius Creations.
58. Czarne bataliony - Piotr Gociek, Fabryka Słów 2014
Kolejna książka, po którą sięgnąłem zachęcony pozytywną recenzją; ponieważ wcześniej nie miałem żadnego kontaktu z twórczością autora, prawdopodobnie ominąłbym tę pozycję. Gociek jest dziennikarzem narodowo-antykomunistycznym i jego poglądy są wyraźnie widoczne w zgromadzonych w zbiorze opowiadaniach. Przedstawiają one często Orwellowskie wizje świata opanowanego przez komunizm, pokazują, jak władza manipuluje ludźmi i mówi im, co mają myśleć. Podobało mi się i z pewnością sięgnę po kolejne książki autora.
59. Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka - Katarzyna Berenika Miszczuk, Uroboros 2014 (Kindle)
A na ten tytuł trafiłem przypadkiem - chyba pojawił się w jakiejś reklamie albo Empik.com mi zaproponował, że może byłbym zainteresowany. Ponieważ mam bardzo dobre wspomnienia związane z Drugą Szansą Miszczuk, nie wahałem się ani chwili nad zakupem. Okazało się, że jest to drugi biegun fantastyki: wesoła, śmieszna opowieść o grupie ludzi wyruszających na statku kosmicznym, do którego najlepiej pasuje określenie "złom" (Sokół Millenium się kłania), aby ocalić Ziemię przed zbliżającą się asteroidą. Gatunkowo powieść przywołuje skojarzenia ze space operą, choć jej akcja rozgrywa się w całości w obrębie Układu Słonecznego. Ciągle też przed oczami miałem Star Treka. Fajna porcja przyjemnej i niewymagającej lektury. Czekam na kolejne tomy.
60. Okup Krwi - Marcin Jamiołkowski, Genius Creations 2014 (Kindle)
Zaczynałem już wątpić w urban fantasy jako gatunek, a tu trafiła mi się całkiem przyzwoita powieść tego typu. Po raz kolejny trafiłem na coś po przeczytaniu pozytywnej recenzji w NF, inaczej ominąłbym tę książkę. Głównym bohaterem jest Herbert Kruk, mag mieszkający nieopodal Warszawy, który ma dostarczyć pewną przesyłkę. Wartka akcja, mroczna strona magii i tajemnice z przeszłości wywoływały u mnie syndrom następnej strony. Udało mi się zaliczyć kolejną dobrą lekturę w tym tygodniu. Martwię się tylko, czy Jamiołkowski wyda kontynuację; chodzenie z kilkutomowymi cyklami do niszowych wydawnictw jest dość ryzykowne - drugi tom został zapowiedziany w książce na marzec 2015, a na razie nic o nim nie słychać, poza bardzo ogólną zapowiedzią na stronie Genius Creations.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























