środa, 23 lipca 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #29

O urlopie już powoli zapominam, pracy nawet mam sporo jak na mnie, ale trzy książki udało się przeczytać, w tym zmęczyłem w końcu czwarty tom Malazańskiej...

74. Takeshi. Cień Śmierci - Maja Lidia Kossakowska, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Jest to autorka, która pierwszy raz zachwyciła mnie opublikowaną w MiM-ie Wieżą zapałek, sięgałem więc po kolejne jej książki (wprawdzie nie wszystkie jeszcze przeczytałem, choć każdą zakupiłem) i naturalnym stało się, że i na jej ostatnią powieść się skusiłem. Jak stoi napisane na początku, jest to film, jaki Kossakowska zawsze chciała napisać - słowa te dokładnie oddają zawartość książki. Otrzymałem pseudofeudalnojapońskie SF (bardziej F niż S), gdzie akcja toczy się w szaleńczym tempie, a trup ściele się gęsto. Parę rzeczy tu jednak zawodzi: bohaterowie są jednowymiarowi, a niektórzy z nich pojawiają się na scenie i nie zostają należycie wykorzystani (ze szczególnym uwzględnieniem dziewczyny z zakonu katów-sadystów). Zakończenie jest ciekawe, choć, gdy moim oczom ukazały się słowa "Koniec tomu pierwszego", poczułem lekkie poirytowanie. Zastanawiam się jednak, jak autorka rozwinie fabułę po tym, co zaprezentowała w finale.

75. Księga dżungli - Rudyard Kipling, Wolne Lektury 2009 (Kindle)

Klasyka znana głównie z ekranizacji; sam widziałem dwa filmy aktorskie i jeden serial anime (francuski dubbing i polski lektor) na Polonii 1. Jak się okazało, książka ta to nie tylko historia wychowywanego przez wilki Mowgliego (tutaj występującego pod imieniem Mauli), choć jemu poświęcone są trzy opowiadania (bo, co mnie zdziwiło, mamy do czynienia ze zbiorem opowiadań), ale też opowieści o innych zwierzętach w różnych częściach świata, z których z jedną miałem okazję się już dawno temu zapoznać w postaci kreskówkowej (ichneumona Riki-Tiki-Tavi się nie zapomina, choćby nie wiem, ile lat minęło). Poszczególne teksty są całkiem niezłe, choć cały czas miałem wrażenie, że jestem za stary na tę lekturę i nie potrafiła mnie ona należycie wciągnąć.

76. Dom Łańcuchów - Steven Erikson, MAG 2013

Uffff, przebrnąłem. Sześćset stron przygotowań do dwustustronicowego punktu kulminacyjnego nie jest tym, co tygrysy lubią najbardziej. Jest sporo dłużyzn, część wątków wydaje się być wciśniętych na siłę, a tym najlepszym Erikson poświęca zdecydowanie za mało miejsca. Fragmenty dotyczące Karsy, T'lan Imassów i Tiste Andii były najzwyczajniej w świecie nudne. Najlepszym punktem zaś było wszystko to, co dotyczyło żołnierzy (szczególnie wszystkich na głowę bije Skrzypek) i to po obu stronach barykady. Czwarty tom Malazańskiej Księgi Poległych kontynuuje i sprawnie domyka wątki rozpoczęte w Bramach Domu Umarłych - zakończenie Domu Łańcuchów pozostawiło mnie usatysfakcjonowanym. Tylko dlaczego musiałem się tak długo do niego przebijać?

Ton papieru pozbywam się tutaj.

środa, 16 lipca 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #28

Kolejny tydzień był raczej skromny czytelniczo. Przeczytałem tylko dwie niezbyt obszerne książki, obie w wersji elektronicznej. Równolegle przebijam się przez Dom Łańcuchów, czyli czwarty tom Malazańskiej Księgi Poległych Stevena Eriksona, do tego staram się czytać tegoroczne numery Nowej Fantastyki (właśnie zabieram się za maj) i nadrabiam zaległości z archiwalnymi numerami Miesięcznika Fantastyka (skończyłem luty 1984). Ponadto staram się znaleźć ciekawe miejsce na wakacje zaczytując się kolejnymi numerami miesięcznika Poznaj Świat.

72. 7.27 do Smoleńska - Marcin Wolski, Zysk i S-ka 2014 (Kindle)

Miałem nie kupować nowych książek Wolskiego, ale po tę sięgnąłem z zawodowej ciekawości, spodziewając się gniota spod znaku "ŁojezusickuruskienamprezydentazabiłyZAMACH!". No i nie bardzo wiem, jak mam tę książkę ocenić. Z jednej strony jest to całkiem fajnie napisana powieść sensacyjna z lekką domieszką nadnaturalnego, gdzie rosyjscy agenci próbują wyeliminować wszystkich świadków sabotażu Tupolewa, a którą, w dużej mierze dzięki lekkiemu pióru autora, czyta się bardzo szybko. Z drugiej zaś strony uważam, że może być to utwór szkodliwy, biorąc pod uwagę, że sporo ludzi wierzy w teorię o zamachu; po prostu może to być woda na młyn dla niektórych, żeby jeszcze głośniej krzyczeć o morderstwie w Smoleńsku.

73. Romeo i Julia - William Shakespeare, Wolne Lektury 2007 (Kindle)

Do sięgnięcia po tę lekturę zainspirowała mnie wycieczka do Werony. Dobrze się czytało tę tragedię, której fabułę znają nawet ci, co nigdy żadnej książki w rękach nie mieli. Miałem tylko wrażenie, że wszystko toczy się zbyt szybko - dwa spotkania Romea i Julii i już mamy małżeństwo. I jeszcze jedno spostrzeżenie mi się nasunęło: wszyscy się zachwycają piękną miłością bohaterów, a dzisiaj związek mniej więcej pełnoletniego mężczyzny z czternastoletnią dziewczyną jest czymś godnym potępienia.

środa, 9 lipca 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #25, 26 i 27

Wróciłem z urlopu. Posmażyłem się na plaży, pozwiedzałem to i owo, aż nogi błagały o litość i ogólnie było bardzo fajnie. Przy tym wszystkim nie zaniedbałem się czytelniczo (samolot, pociągi, plaża dają sporo czasu) i przez trzy tygodnie przeczytałem osiem książek, z tego siedem na samym wyjeździe. Jak to w podróży, Kindle był intensywnie używany.

64. Kolor magii - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2009

Zwlekałem z tym Światem Dysku i zwlekałem, aż w końcu stwierdziłem, że pora się za niego zabrać i to mimo mojej niechęci do cykli składających się z więcej niż pięciu tomów. W końcu uważam, że jako fan fantastyki pewien kanon znać powinienem, a Pratchett na pewno się do niego zalicza. No i jakoś tak wyszło, że nieszczególnie mnie lektura porwała. Może po części dlatego, że spodziewałem się powieści, a dostałem zbiór wprawdzie powiązanych ze sobą, ale jednak opowiadań, przez co historia Rincewinda wydała mi się nie do końca spójna (na przykład nie do końca załapałem, co się stało z barbarzyńcą Cohenem; jakoś tak nagle mi zniknął z kart książki). Z drugiej jednak strony jest to ciekawe spojrzenie satyrycznym okiem na heroic fantasy z bardzo dobrze wykreowanymi bohaterami (Rincewind, Dwukwiat, Cohen czy genialny Śmierć).

65. Jądro ciemności - Joseph Conrad, Wolne Lektury 2014 (Kindle)

Męczarnie. Ściągnąłem to z Wolnych Lektur pod wpływem Tam, gdzie nie ma Coca-Coli Marcina Mińkowskiego, w której to książce autor często odwołuje się do powieści Conrada. Mam wrażenie, że nie do końca zrozumiałem, o co chodzi w tej powieści. Nie wiem, z czego wynika zachwyt Marlowa Kurtzem i dlaczego ten drugi jest taki wyjątkowy. Cała narracja w ogóle wydaje mi się bełkotliwa i przeemocjonowana, za mało w niej natomiast jest treści. Zmarnowałem swój czas mimo ostrzeżeń Żony, dla której była to szkolna lektura.

66. Ad infinitum - Michał Protasiuk, Powergraph 2014 (Kindle)

Pierwszy raz w tym roku przeczytanie jakiejś książki zajęło mi więcej niż tydzień - zwiedzanie Wenecji i wieczorne próby oglądania Mistrzostw Świata zdecydowanie nie sprzyjają czytelnictwu, nawet jeśli książka jest całkiem dobra. A sięgnąłem po nią, bo miałem już na koncie świetne Święto rewolucji Protasiuka i liczyłem na kolejną solidną powieść w jego wykonaniu. Dwa wątki kryminalne, z których jeden poprowadzony jest bardzo sprawnie, a drugi zostaje kompletnie zaniedbany, odpowiednia ilość żydowskiego mistycyzmu (zgodnie z opisem z okładki) i nieco za mało teorii strun (jestem na etapie oglądania The Big Bang Theory i cały czas, kiedy była wspominana, miałem przed oczami Sheldona Coopera). W ciekawy sposób postawione zostaje pytanie o prawdziwość teorii przyczynowości, Protasiukowi bardzo dobrze udało się też połączyć dwa wątki: polski i lizboński, przydałoby się jednak, żeby dopisał kilka rozdziałów - powieść jak dla mnie urywa się zbyt nagle.

67. Światło cieni - Rafał Dębski, Rebis 2014 (Kindle)

Ruszyłem się z Wenecji, więc i czasu na czytanie przybyło. Dębski sprawdził się już w mojej opinii w kosmicznym SF, pisząc Zoroaster. Gwiazdy umierają w milczeniu. Tym razem także wyszedł mu solidny utwór o kontakcie ludzi z całkowicie obcą inteligencją. Świetnie udało się autorowi oddać panujący wśród załogi statku kosmicznego nastrój szaleństwa, bardzo dobrze wykreowana została postać jego dowódcy, niestety pozostali bohaterowie sprawiają wrażenie jednowymiarowych. Ja jednak lubię literaturę tego typu, więc potrafię przymknąć oczy na pewne niedociągnięcia, szczególnie że rzadko mam możliwość czytania takiego science-fiction. No i autorowi udało się napisać w pełni satysfakcjonujące zakończenie.

68. CEO Slayer. Pogromca prezesów - Marcin Przybyłek, Rebis 2014 (Kindle)

Polska odpowiedź na Batmana. Fajnie się czyta opowieść o przeciętnym człowieku, który nie godzi się na niesprawiedliwość społeczną i zmienia się w tajemniczego mściciela, postanawiając wymierzyć karę przedstawicielom kadr kierowniczych największych koncernów, ale wszystko jest do bólu przewidywalne. No i są dwa typy kobiet: albo brzydkie, głupie i gadatliwe, albo rozgarnięte, piękne, z dużymi biustami i ubierające się tak, żeby pokazać jak najwięcej swoich wdzięków. I te ostatnie ochoczo rzucają się w ramiona naszego herosa. Mogło być lepiej, jest tak sobie. Najlepszym fragmentem jest opis Bruce'a Wayne'a wchodzącego na dach wieżowca, żeby popatrzeć jako Batman na Gotham City.

69. Zagubieni w Tokio - Marcin Bruczkowski, Znak 2013 (Kindle)

Polecanka Żony. Jest to trzecia książka Bruczkowskiego, którą przeczytałem i chyba najsłabsza z nich wszystkich, choć czyta się ją dobrze, a fabuła wciąga. Jest to ponoć oparta na faktach opowieść o poszukiwaniach Japończyka, który nie stawia się do pracy. Jako że akcja toczy się po wydarzeniach z Bezsenności w Tokio, a na kartach Zagubionych... pojawiają się znani z tamtej książki bohaterowie (jak choćby świetny Irlandczyk Sean), dobrze jest najpierw zapoznać się z poprzednim utworem autora. Trochę za mało jest w tej powieści Japonii - akcja mogłaby się rozgrywać w zasadzie wszędzie. Podobało mi się natomiast rozwiązanie zagadki zniknięcia pracownika.

70. Felix, Net i Nika oraz Koszmarna Podróż - Rafał Kosik, Powergraph 2014 (Kindle)

Krótkie opowiadanie z cyklu o trójce warszawskich gimnazjalistów, które jest rozdziałem wyciętym z ostatniej powieści z serii. W zasadzie jego jedyną zaletą jest to, że było dostępne za darmo (w prawdzie tylko w Dzień Dziecka, ale jednak). Jest to opis podróży Neta na obóz, na którym przebywają już Felix z Niką; pozostała dwójka bohaterów w ogóle się w opowiadaniu nie pojawia. Powstała z tego nijaka historia, która niczego do cyklu nie wnosi i niczym nie urzeka. Z nudów można przeczytać, jeżeli się jest fanem cyklu.

71. Źródło magii - Piers Anthony, Nasza Księgarnia 2012 (Kindle)

Drugi tom cyklu Xanth i bezpośrednia kontynuacja Zaklęcia dla Cameleon rozgrywająca się mniej więcej rok po wydarzeniach z poprzedniej części. Tym razem Bink wraz z towarzyszami wyruszają na poszukiwanie tytułowego źródła magii, a od całej wyprawy bije niesamowita erpegowość, gdzie Mistrz Gry postanowił nieustannie korzystać z generatora spotkań losowych, bo każdy kolejny rozdział jest zupełnie przypadkowym wydarzeniem. Na niezłym poziomie stoi wszechobecny humor i rozważania na temat relacji damsko-męskich. Męczą natomiast dialogi, w których wypowiedzi poszczególnych bohaterów brzmią niezwykle sztucznie. Spodziewałem się czegoś lepszego fabularnie.

Podsumowanie czerwca

W czerwcu przeczytałem dwanaście książek, choć wynik mógłby być lepszy, gdyby zwiedzanie Wenecji nie wstrzymało mnie na tydzień z Ad infinitum Protasiuka. W związku z wyjazdem zarysowała się lekka przewaga Kindle'a; siedem z przeczytanych książek było w wersji elektronicznej. Jakościowo czerwcowe lektury raczej mnie nie powaliły - aż pięć z nich uważam za zwyczajnie słabe i będące stratą czasu - choć trafiła się perełka w postaci powieści Radka Raka i bardzo dobre teksty Rafała Dębskiego i Michała Protasiuka.

Książka miesiąca: Radek Rak - Kocham cię, Lilith
Rozczarowanie miesiąca: Jakub Ćwiek - Kłamca 2,5. Machinomachia

środa, 18 czerwca 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #24

Zaczęły się Mistrzostwa Świata, więc wieczorami mentalnie przenoszę się do Brazylii i przestaję istnieć dla otoczenia, a tym samym ograniczam sobie czas na czytanie. Mimo wszystko, udało mi się w tym tygodniu przeczytać trzy książki: dwie sprawdzonych już autorów i jedną autorki, której twórczości postanowiłem dać szansę. Ponieważ zaś więcej tym razem czytałem w pracy niż w domu (patrz pierwsze zdanie), to i nieco więcej tym razem Kindle'a niż papieru. Ten stan się utrzyma przez najbliższe tygodnie, gdyż będę się urlopował. Widzimy się, jak wrócę.

61. Nowi ludzie - Rafał Kosik, Powergraph 2013

To dopiero druga książka Kosika spoza serii FNiN, po którą sięgnąłem. No i jest to porcja solidnych opowiadań z różnych dziedzin fantastyki, głównie SF. Najsłabiej do mnie przemówiły teksty najkrótsze, publikowane po raz pierwszy (Zastępniki, Najbardziej zbliżone określenie i Bar). Z drugiej strony, urzekło mnie opowiadanie Nowi ludzie, gdzie autor bawi się w czarnowidza i prezentuje zagrożenia, do jakich może prowadzić wszechobecna polityczna poprawność i bezmyślne wprowadzanie parytetów. Bardzo dobrze czytało mi się również otwierające zbiór Trzy cyfry, tysiąc kombinacji; pewnie dlatego, że uwielbiam postapokalipsę, a nieczęsto mam okazję ją spotykać. Ogólnie tom jest lepszy niż jego poprzednik, Obywatel, który się zawiesił.

62. Nomen omen - Marta Kisiel, Uroboros 2014 (Kindle)

Regułą się staje, że polska fantastyka pisana przez kobiety będzie należeć do urban fantasy. Nie jest to mój ulubiony gatunek, ale stwierdziłem, że dam autorce szansę i zobaczę, na co ją stać. Niestety nie zachwyciłem się. Ot, taka sobie historia o człowieku, który wygrzebał się z grobu. W rolach głównych występują bohaterowie, których nijak nie potrafiłem polubić, mimo że są postaciami zdecydowanie pozytywnymi. Do tego potwornie męczy ich indolencja myślowa. Na plus natomiast zaliczam swobodny styl autorki, przez co książkę przeczytałem dość szybko, mimo mało porywającej fabuły. Doceniam też sprawne posługiwanie się humorem w narracji i dialogach.

63.Samsara. Na drogach, których nie ma - Tomek Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte 2010 (Kindle)

Jest to pierwsza książka napisana przez Tomka Michniewicza i trzecia, po którą sięgnąłem. Oczywiście, jak w poprzednich dwóch przypadkach, została mi on podsunięta podsunięta pod nos przez Żonę. Tym razem autor w towarzystwie znajomych przemierza południową i południowo-wschodnią Azję (od Nepalu po Singapur) w poszukiwaniu tamtejszych czarowników lub kogoś, kto może ich przypominać. Jest to świetny zapis podróży zorganizowanej samodzielnie; pokazuje on, z jakimi problemami należy się liczyć przy wyjazdach bez pośrednictwa biur podróży do słabo rozwiniętych krajów z całkowicie innego kręgu kulturalnego. Widać też, dlaczego zwiedzanie świata na własną rękę dostarcza większych wrażeń niż przy udziale pośredników.

środa, 11 czerwca 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #23

Trochę zwolniłem tempo i w tym tygodniu przeczytałem tylko dwie książki. Rower, PS3, The Big Bang Theory z Żoną i inne zajęcia sprawiają, że w domu czytam trochę mniej, a i w pracy jakoś mniej dyżurów niż poprzednio, a tym samym mniej przerw, które można urozmaicić lekturą. W każdym razie, nominacje do Zajdla wysłałem, obowiązek czytacza tym samym spełniając.

59. Duch Czasu 2 - Mirosław P. Jabłoński, Solaris 2013

Mogłem posłuchać Żony i przerwać czytanie gdzieś na pięćdziesiątej stronie, ale mój masochistyczny upór w doczytywaniu zaczętych książek do końca bez względu na to, jakimi są gniotami, nie pozwolił mi na to. W zasadzie mogę napisać te same uwagi, co przy notce o poprzedniej części, więc nie będę się powtarzał. Różnice? Zamiast efektu cieplarnianego panuje zlodowacenie. To raz. No i tym razem bohater zamiast dążenia do zoofilnego seksu z białą niedźwiedzicą chce dokonać aktu autokastracji w Górach Harzu w ramach krucjaty antymatriarchalnej. Dziękuję, więcej nie chcę.

60. Kocham cię, Lilith - Radek Rak, Prószyński i S-ka 2014 (Kindle)

W porównaniu z czytaną równolegle powieścią Jabłońskiego jest to przeciwny biegun, jeśli chodzi o jakość. Utwory Raka do tej pory fabularnie mnie nie porywały (miałem do tej pory na koncie tylko dwa opowiadania opublikowane w NF), ale za to powalały stylem i nastrojem. Tutaj również głównym plusem książki jest utworzony przez autora nastrój i oniryczne wizje, jakie przeżywa główny bohater, trzydziestoletni pensjonariusz sanatorium w Rymanowie-Zdroju. Bardzo wyraźne są nawiązania do Brunona Schulza. Sprawnie opisane zostały sprawy związane z uczuciowością i seksualnością bohatera; odniosłem wrażenie, że jest to mrugnięcie okiem do czytelnika pod hasłem "kiedyś to się w sanatoriach działo". Jestem ukontentowany warstwą artystyczną powieści, fabułę traktuję zaś jako coś dla tego utworu drugorzędnego.

środa, 4 czerwca 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #22

Czytanie dwóch książek jednocześnie stało się regułą. W domu sięgam po papierowe wydania, do pracy zaś zabieram ze sobą Kindle'a i jakoś to leci. Sporo czasu ostatnio znalazłem, więc przeczytałem cztery lektury. Jeszcze tylko przebiję się przez drugi tom Ducha Czasu Mirosława P. Jabłońskiego i z czystym sumieniem mogę wysłać maila z nominacjami. Czerwiec zapowiada się na miesiąc pełen wrażeń: najpierw rocznica Ślubu, potem jedziemy się urlopować. Do przeczytania.

55. Arkadia - Iwona Michałowska, Videograf 2013 (Kindle)

W końcu nie zawiodłem się na książce, po którą sięgnąłem zachęcony pozytywną recenzją. Jest to postapokaliptyczna powieść (znaczna część lądów została zalana przez oceany, zasoby ropy naftowej się wyczerpały), której większość akcji rozgrywa się w kobiecym więzieniu. Wydarzenia toczą się spokojnie, w zasadzie można odnieść wrażenie, że przez cały czas niewiele się dzieje, ale w ogóle nie ujmuje to przyjemności z lektury. Utwór stara się odpowiedzieć na pytanie, czy warto grzebać we własnej przeszłości, kiedy ma się możliwość pozostawienia jej za sobą. Brawa należą się autorce za wprowadzenie mezaliansowego wątku miłosnego, wszystko z taktem i wyczuciem.

56. Swoją drogą - Tomek Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte 2014

Książka podsunięta przez Żonę. Opisuje trzy wyprawy Michniewicza w różne strony świata z osobami mu bliskimi. Z jednej strony pozwala zagłębić się w obce dla nas kultury: Pigmejów w Kamerunie, Arabów w Arabii Saudyjskiej i muzyków w Luizjanie i Missisipi. Autor prezentuje zjawiska dla ludzi z kultury europejskiej niezrozumiałe, ale które po przyjęciu lokalnego punktu widzenia zaczynają mieć sens. Na pewno warto spojrzeć na miejsca, które uznajemy za dzikie i barbarzyńskie z innej niż własna perspektywy. Wszystkie te relacje ozdobione zostały masą zdjęć. Z drugiej strony, jest to bardzo osobista książka o relacjach międzyludzkich, o tym, co chce się robić w życiu i co się robić powinno.

57. Piraci Północy. Bractwo - Dariusz Domagalski, Erica 2013 (Kindle)

Za mało się tu dzieje. Jest to pierwszy tom nowego cyklu Domagalskiego i efekt jest taki, że, gdyby porównać utwór do meczu piłkarskiego, drużyny dopiero co ustawiły się na boisku. Wszystkie wydarzenia opisane w tej powieści służą ustaleniu, kto po której stronie stoi i z kim się będzie bił. Lubię opowieści o piratach, więc nieźle mi się czytało historię o Klausie Störtebekerze, no ale problem polegał właśnie na tym, że jest to tylko początek czegoś większego. Nie zachwyca mnie też narracja autora: jeśli się przeczytało jeden opis jakiejś walki w wykonaniu Domagalskiego, to tak jakby się przeczytało wszystkie. Naprawdę ciężko znaleźć w nich istotne różnice. Sceny miłosne w wydaniu pornograficznym też nie są tym, co tygrysy lubią najbardziej, zwłaszcza, że utwór spokojnie by sobie bez nich poradził.

58. Kłamca 2,5. Machinomachia - Jakub Ćwiek, SQN 2014

O tym minizbiorze trzech opowiadań o Lokim wystarczy powiedzieć, że jest to dodatek do gry karcianej. Dwa pierwsze teksty, Handlarz snów i Swat nie wnoszą niczego nowego do cyklu o nordyckim bogu i są po prostu słabe. Sytuację ratuje ostatnie, najdłuższe opowiadanie pt. Machinomachia, które jest i ciekawe fabularnie, i oddaje charakterystyczne cechy pisarstwa Ćwieka. Niestety, jako całość książka nie broni się i sprawia wrażenie pisanej na kolanie, bo terminy goniły. No ale przynajmniej można zwołać kumpli i pograć w Kłamciankę.

Podsumowanie maja

Maj to jedenaście książek (o dwie mniej niż rok temu), z czego rekordowe cztery zostały napisane przez reprezentantki płci pięknej. Czyli jednak kobiety pisują fantastykę; mniej niż mężczyźni, ale zawsze coś. Ważne, że stoi ona przeważnie na co najmniej przyzwoitym poziomie. Papier i e-booki idą łeb w łeb i taki stan prawdopodobnie się utrzyma dopóki mi się nie skończą książki na półkopodłodze (z przerwą na urlopy i delegacje).

Książka miesiąca: Tomek Michniewicz - Swoją drogą
Rozczarowanie miesiąca: Mario Puzo - Ostatni Don

środa, 28 maja 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #21

Ostateczny termin oddania głosów na Nagrodę coraz bliżej, więc się sprężam z czytaniem wypocin rodzimych twórców. Po tym tygodniu zostały mi jeszcze do przeczytania trzy utwory, które miały premierę w 2013 roku, więc powinienem się wyrobić. Poziom książek w tym tygodniu zróżnicowany: jedna świetna, jedna słaba i jedna taka sobie. No cóż, Ania Kańtoch i Adam Przechrzta są już pewni mojej nominacji. Zapraszam do lektury.

52. Każdy musi płacić - Robert Foryś, Fabryka Słów 2013

Nie umiem znaleźć logicznego powodu, dla którego sięgnąłem po książki Forysia (jedno podobające mi się opowiadanie to trochę mało, żeby kupować każdą książkę autora). Tutaj już na starcie powieść dostaje minusa za bycie kolejną polską odpowiedzią na Grę o tron (jakby utwór Martina wymagał, żeby na niego odpowiadać). Fabuła też nie zachwyca: niby jest kilka przyzwoicie poprowadzonych wątków, ale jeden (i to taki, który powinien być głównym, bo dotyczy go prolog) kończy się w połowie książki, a pozostałe nie znajdują zakończenia. Przyczyna? Autor zaplanował książkę jako pierwszy tom obszernego cyklu; szkoda tylko, że nigdzie poza blogiem Forysia nie ma o tym wzmianki. No i jeszcze jedna uwaga: męskie genitalia naprawdę da się określić innym słowem niż "kutas". Robertowi Forysiowi za współpracę dziękuję. Pewnie kiedyś przeczytam jeszcze Za garść czerwońców, które kurzy się na podłodze.

53. Pokój światów - Paweł Majka, Genius Creations 2014 (Kindle)

Ta książka z kolei to pozytywne zaskoczenie. Sięgnąłem po nią pod wpływem pochlebnej recenzji w Nowej Fantastyce, mimo że mój dotychczasowy kontakt z twórczością Majki, choć niewielki, nie przyniósł jakichś bardzo pozytywnych wrażeń (Grewolucja była co prawda przyzwoita, ale Pseudaki kompletnie nie wzbudziły we mnie pozytywnych odczuć i, obok tekstu Dukaja, były najmniej trafiającym w mój gust tekstem w antologii Science fiction). Po pierwsze, na uznanie zasługuje kreacja świata przedstawionego, w którym Marsjanie zaatakowali ziemię w trakcie wielkiej wojny, przez co zmienił się jej znany z naszych lekcji historii przebieg, a efektem najazdu było ożycie mitów i wierzeń ludzkich. Świetnie udało się autorowi zaprezentować te nadnaturalne byty. Główny bohater z kolei to typowy mściciel, który chce się odegrać na ludziach, którzy go skrzywdzili; motyw niby jest oklepany, ale Majka tworzy go bardzo zręcznie. Ciekawi mnie, czy na tym poprzestanie, czy też planuje może kolejny tom, bo na podstawie zakończenia można się takowego spodziewać.

54. Podwójna pętla - Kazimierz Kyrcz jr, Żywia 2013

Kazika poznałem, kiedy przez pewien czas pojawiał się w GGFF i prezentował swoje szorty (nie, nie chodzi mi o spodnie). Ponieważ lubię czytać prozę autorów, których miałem okazję poznać osobiście, sięgnąłem także i po tę książkę, mimo że ciężko było znaleźć o niej jakąś wzmiankę w sieci. Podwójna pętla składa się z dwóch tekstów: pierwszym jest mikropowieść o takim samym tytule jak zbiór, drugim zaś opowiadanie Gra bez granic rozgrywające się w tych samych realiach, choć chronologicznie nieco wcześniej. Pierwszy utwór to mniej więcej klasyczny kryminał: są trupy, jest policjant, który na własną rękę próbuje rozwiązać sprawę i jest dość nieoczekiwane rozwiązanie zagadki. Fabuła jest sprawnie prowadzona, autorowi udaje się wytworzyć odpowiedni nastrój i napięcie, szkoda tylko, że morderca należy do gatunku "zły, bo jest zły" i nie widać logicznego uzasadnienia jego działania. Drugi, znacznie krótszy tekst to niestety porażka: opis policyjnej akcji, ale ani to pasjonujące, ani wciągające, ani nie ma satysfakcjonującego zakończenia. Można by sobie to podarować.

środa, 21 maja 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #20

No i zacząłem czytać dwie książki w tym samym czasie, a wszystko przez Kindle'a. Za dnia biorę na tapetę to, co zbiera kurz na podłodze, a w nocy po zgaszeniu światła korzystam z czytnika. W ten oto sposób przebrnąłem w minionym tygodniu przez trzy pozycje, mimo dość aktywnego zeszłego tygodnia i weekendu spędzonego poza domem.

49. Morza Wszeteczne - Marcin Mortka, Uroboros 2013

Mortka jest nierówny, a ja ciągle daję mu szansę (kupuję książki bez zastanowienia, a potem już wypada je przeczytać). Morza Wszeteczne są kolejną powieścią marynistyczną w jego dorobku; tym razem jest to ociekające komizmem fantasy. Czyta się to bardzo dobrze, akcja od samego początku nabiera piorunującego tempa, a gagi śmieszą, mimo że są niezbyt wyszukane. Fabularnie książka głowy nie urywa, ot tacy zmutowani Piraci z Karaibów, ale setnie się przy lekturze ubawiłem; niezłe czytadło, jak ktoś ma ochotę się odmóżdżyć. Dodam jeszcze, że szykowany jest kolejny tom.

50. Felix, Net i Nika oraz Sekret Czerwonej Hańczy - Rafał Kosik, Powergraph 2013

A po ten cykl z kolei sięgam bardzo chętnie. Dwunasty tom to kilka w zasadzie niezależnych wątków. Jest wymiana międzyszkolna z zagranicą, gdzie Kosik prezentuje różnice kulturowe pomiędzy poszczególnymi krajami. W dalszej części mamy wycieczkę klasową na Mazury, pojawia się też wątek kryminalny, który, choć jest istotny dla fabuły, przez większość czasu pozostaje na uboczu, a do tego Felix i Net kombinują, jak tu przetestować nowego robota. Autor postanowił też ocieplić wizerunki niektórych reprezentantów ciała pedagogicznego, co powinno wyjść serii na dobre; w końcu chyba w żadnej szkole nie ma aż tylu głupich nauczycieli. Fantastyki jest tym razem jak na lekarstwo, właściwie ta część cyklu mogłaby się bez niej spokojnie obejść.

51. Druga Szansa - Katarzyna Berenika Miszczuk, Uroboros 2013 (Kindle)

Jedno z większych pozytywnych zaskoczeń literackich, jakie mnie w tym roku spotkały, a przyznać muszę, że z oporami sięgałem po tę książkę. Akcja toczy się w szpitalu, gdzie leczy się zaburzenia pamięci, co daje autorce spore pole do popisu. Udało jej się świetnie oddać nastrój tego miejsca, w którym nie wiadomo, co jest prawdą, kto jest tym dobrym, a kto kłamie. Z drugiej strony, udało mi się mniej więcej przewidzieć, czym jest wspomniany szpital i jakie będzie zakończenie powieści, ale nie zmienia to faktu, że lektura bardzo mnie wciągnęła. Oby więcej takich książek.

środa, 14 maja 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #19

Kolejny tydzień przyniósł dwie książki. Służbowy wyjazd do Warszawy, siedem godzin w pociągu i polecanka Żony sprawiły, że obie przeczytane pozycje były w wersji elektronicznej. Niestety poraziła mnie przeciętność przeczytanych książek; przynajmniej w przypadku Puzo spodziewałem się czegoś zdecydowanie lepszego, twórczość Jadowskiej natomiast, jak się okazuje, jakościowo należy do gatunku "na dwoje babka wróżyła".

47. Ostatni Don - Mario Puzo, Albatros 2011 (Kindle)

Polecone przez Żonę. Puzo po raz kolejny bierze się za dzieje włoskiej rodziny mafijnej w Stanach Zjednoczonych, ale niestety nie udaje mu się osiągnąć poziomu Ojca chrzestnego. Pierwsze czterdzieści procent powieści to prezentacja historii życia poszczególnych bohaterów do momentu, w którym zaczyna się właściwa akcja powieści. Dalej fabuła jest bardzo przewidywalna: można się łatwo domyślić, kto z kim wejdzie w konflikt, wiadomo też, których bohaterów dotyczył będzie wątek romansowy. Pozytywne odczucia wzbudziło u mnie natomiast przedstawienie relacji panujących w rodzinie Clericuzio - w tej kwestii nic się od czasów Ojca chrzestnego nie zmieniło.

48. Wszystko zostaje w rodzinie - Aneta Jadowska, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Heksalogia Jadowskiej zaczyna mnie męczyć (właściwie zaczęła już w poprzednim tomie). Drażni mnie główna bohaterka, choć tym razem przestaje sobie owijać wszystkich mężczyzn wokół palca, ale pozostaje niestabilna emocjonalnie. Swoją drogą, dlaczego niektórzy bohaterowie zwracają się do niej per "Jada"? Czyżby autorka pokazywała z subtelnością huraganu Katrina, że jest ona jej alter ego? Irytuje mnie też sposób prowadzenia narracji i do bólu sztucznie brzmiące dialogi i monologi. Zadziwiające, ale mimo tych wad książkę połyka się błyskawicznie. Spory w tym udział ma zapewne wciągająca fabuła ze sprawnie skonstruowanymi dwiema niezależnymi intrygami (wprowadzanie dwóch niezależnych wątków w każdym tomie wydaje się typowe dla serii); tym razem anioł i diabeł zostają zepchnięci do roli tła lub w ogóle usunięci na dłuższy czas ze stron powieści, a wszystko rozgrywa się wśród wampirów i wilkołaków. Szkoda tylko, że już od połowy książki wiadomo, kto robi za tego złego, a bohaterowie przez dziwne konwenanse nie mogą rozwiązać sprawy w prosty sposób, tylko komplikują sobie życie. Widoczny jest wyraźny spadek formy w porównaniu z pierwszymi dwoma tomami, ale z drugiej strony jest nieco lepiej niż w trzecim.

środa, 7 maja 2014

Przeczytane 2014: Tydzień #18

Ten tydzień upłynął pod znakiem wydawnictwa Solaris i kolejnych tomów cykli, które zacząłem czytać już jakiś czas temu, jeszcze za czasów aktywności wydawnictwa Ifryt. Od razu też mam ochotę pomarudzić na jakość wydawania książek przez Solaris: okładka jest drukowana w taki sposób, że bardzo szybko schodzi z niej folia (w przypadku Więźnia Układu zdążyła to zrobić, zanim zabrałem się za lekturę), przez co książkę niewygodnie trzyma się w rękach, a do tego spada jej wartość przy odsprzedawaniu. Wiem, że chodzi tu o cięcie kosztów przy niskich nakładach, ale może dałoby się to zrobić odrobinę lepiej.

45. Więzień Układu. Tom II - Alan Akab, Solaris 2013

Pierwszy tom czytałem na tyle dawno temu, że niewiele już z niego pamiętałem; wiedziałem, że jest szkoła na stacji kosmicznej, gdzie uczniowie zrzeszeni w gangi walczą ze sobą, pamiętałem też, że dorośli bohaterowie próbują uciec z tejże stacji. Spotkałem się też z porównaniami do Gry Endera, ale w zasadzie jedynym, co łączy obie powieści, jest umieszczenie akcji w kosmosie i obecność szkoły. Bardzo wyraźny jest podział na świat dzieci i rodziców: jedni z drugimi mają niewielki kontakt, nie rozmawiają ze sobą i nie znają swoich problemów. Istnieje też granica między uczniami i uczennicami: te drugie w zasadzie w ogóle nie pojawiają się na kartach książki. Ogólne wrażenia z lektury mam pozytywne; nie jest to wprawdzie wybitna literatura, ale potrafi trzymać w napięciu, choć akcja rozwija się stosunkowo powoli. Z jednej strony uderza brutalność życia uczniowskiego, z drugiej zaś pojawia się trochę ckliwych, moim zdaniem niepotrzebnych momentów.

46. W mocy wichru - Agnieszka Hałas, Solaris 2013

Trzeci tom cyklu Teatr Węży to solidna porcja fantasy. Jest to jeden z niewielu przypadków, gdy wraz z każdą kolejną częścią poprawia się jakość utworów. Niestety, jak zwykle w przypadku cykli, odnośnie poprzednich tomów (a zwłaszcza pierwszego) zawodzi mnie pamięć. Powinienem je czytać jeden po drugim, ale autorzy do spółki z wydawcami nie chcą mnie rozpieszczać. No ale ostatecznie dostałem bardzo przyjemne dark fantasy o poszukiwaniu własnej tożsamości, zadawaniu pytań, na które niekoniecznie chce się znać odpowiedź i o koszcie grzebania w przeszłości. Spodobała mi się kreacja bohaterów, zwłaszcza pozytywnych; negatywni dostają trochę mało czasu antenowego. Nie wiem, czy to koniec przygód Krzyczącego w Ciemności, ale mam ochotę na więcej.