czwartek, 26 marca 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #12

Wyszedł mi całkiem niezły tydzień: przeczytałem cztery książki, w tym obszerny czwarty tom Pomnika cesarzowej Achai Andrzeja Ziemiańskiego. Miałem sporo czasu i taki jest efekt.

33. Wygnaniec - Krzysztof Piskorski, BookRage 2013 (Kindle)

Jakoś tak mi się przypadkowo zakolejkował do przeczytania. Książkowy debiut Piskorskiego wypada nieźle - jest to dobrze się czytające i interesujące fantasy w realiach pustynno-arabskich. Autorowi udało się utkać wielowątkową intrygę z dającym się lubić protagonistą; sprawnie przedstawił proces dojścia do władzy religijnych fundamentalistów i konsekwencje takiego wydarzenia, które napędzają fabułę. Ta zaś nie jest zbyt oryginalna: ot, bohater zostaje zmuszony do opuszczenia rodzinnego miasta za sprawą zakulisowych machinacji osób dzierżących władzę. Mimo tego, stwarza ona chęć do sięgnięcia po kolejny tom trylogii Opowieść piasków.

34. Gamedec. Granica rzeczywistości - Marcin Przybyłek, SuperNOWA 2004

Ciągle mnie dręczy to, że nie wiem, co doprowadziło do wydarzeń z Czasu silnych istot, więc postanowiłem powoli zapoznawać się z poprzednimi tomami Gamedeca. Granicę rzeczywistości miałem już okazję kiedyś czytać, więc było to tylko przypomnienie (które, jak się okazało, było potrzebne, bo sporo zdążyłem już zapomnieć). Jest to zbiór dwunastu krótkich opowiadań o gierczanym detektywie, który rozwiązuje sprawy związane z wirtualną rzeczywistością, a przy okazji nie może opanować swojego libido. Wychodzi całkiem fajne czytadło, gdzie fabuła poszczególnych tekstów nie jest przesadnie skomplikowana (na to nie pozwala ich niewielka objętość) i zdarza się, że rozwiązania są przewidywalne. Mimo tej prostoty, świat przedstawiony wciąga i wyzwala ochotę na kolejne opowieści, choć za pierwszym razem moja reakcja na lekturę była bardziej entuzjastyczna.

35. Pomnik cesarzowej Achai. Tom IV - Andrzej Ziemiański, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Kolejna cegła Ziemiańskiego, w której, pomijając zakończenie, niewiele się dzieje. Autor uprawia wodolejstwo, książka nudzi, część wątków jest potraktowana po macoszemu, a niektórzy bohaterowie, odgrywający wcześniej istotną rolę, dostają zdecydowanie za mało czasu antenowego (zwłaszcza Shen). Fajnie się robi, kiedy Ziemiański postanawia odkryć trochę tajemnic związanych z obecnością Anglików po drugiej stronie achajowego globu, ale, gdy już jest ciekawie, tom kończy się cliffhangerem zapowiadającym piątą część. Z jednej strony nuda i strata czasu, z drugiej zaś wydarzenia z końcówki dobrze rokują w kwestii jakości kontynuacji, która, mam nadzieję, będzie zakończeniem serii.

36. Mroczna arena - Mario Puzo, Albatros 2011

Podrzucone przez Żonę. Najsłabsza z dotychczas przeczytanych przeze mnie powieści Puzo, choć może wynika to z faktu, że nie jest to moja literatura. Dostałem bowiem powieść obyczajową, rozgrywającą się w powojennych Niemczech. O ile realia życia w okupowanym kraju przedstawione są ciekawie, to pod względem fabularnym książka mnie wynudziła. Puzo udała się kreacja głównego bohatera, antypatycznej jednostki, amerykańskiego żołnierza, który wchodzi w niezbyt mile widziany związek z Niemką. Nieźle też wypada okupowana Brema, gdzie panuje głód i za wszystko trzeba płacić kartonami papierosów i czekoladą. Zakończenie jest przewidywalne, choć ciężko moim zdaniem byłoby tu wymyślić coś lepszego. Morał z powieści jest taki: nie wolno bać się dentysty. W swoich późniejszych mafijnych utworach Puzo poradził sobie zdecydowanie lepiej niż w debiucie.

czwartek, 19 marca 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #11

Trzy książki udało mi się w tym tygodniu ukończyć, co jest satysfakcjonującym wynikiem, choć przy niewielkiej ich objętości powinno się udać przeczytać czwartą. Prawdę mówiąc, niewiele zabrakło, żeby tak się stało (Wygnaniec Krzyśka Piskorskiego jest na ukończeniu). Czasu na lektury miałem dość dużo, ale poświęciłem go trochę na czasopisma (tegoroczna Nowa Fantastyka, Fantastyka rocznik 1985 i Poznaj Świat z zeszłego roku). Ciekawe, kiedy nadejdzie dzień, że będę z nimi na bieżąco.

30. Kanada pachnąca żywicą - Arkady Fiedler, Bernardinum 2009

Chyba najbardziej kultowa z polskich książek podróżniczych. Czytałem ją już w podstawówce, przygotowując się do olimpiady geograficznej o USA i Kanadzie, ale okazało się, że jedynym, co do dziś pamiętałem z opowieści Fiedlera, była historia Pokahontas. Jak zwykle w przypadku książek z serii Biblioteka Poznaj Świat, ta pozycja również urzeka jakością wydania, choć fotografii jest tu zdecydowanie mniej niż w pozostałych tytułach, które miałem przyjemność wziąć do rąk. W niczym to jednak nie umniejsza faktu, że lektura ta jest bardzo zajmująca. Autor skupia się na pięknie przyrody, z którą zetknął się podczas podróży po drugim największym kraju świata, pokazuje wpływ natury na człowieka z zewnątrz, ale także przedstawia, jakie znaczenie miało przybycie do Ameryki białego człowieka na życie rdzennej ludności. W opisie wyprawy łowieckiej, którym ta książka jest, pojawia się mnóstwo informacji na temat pionierów podporządkowujących sobie i europejskim mocarstwom kanadyjską ziemię. Wszystko przedstawione jest w taki sposób, że ma się ochotę wstać z fotela i ruszyć w świat. I pewnie w ten sposób zaczęła się kariera współczesnych podróżników. Szkoda tylko, że opisywana wyprawa urywa się nagle i brakuje jej zakończenia.

31. Ruchome obrazki - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2010 (Kindle)

To ostatni tom Świata Dysku, przed przerwą, jaką sobie zamierzam zrobić w twórczości Pratchetta; zamierzam do niej wrócić, jak już uporam się z bieżąco wydawaną polską fantastyką. Jak można się domyślić po tytule, autor bierze tym razem na tapetę Hollywood, mechanizmy, jakimi kieruje się przemysł filmowy i pozycję gwiazd w społeczeństwie. Wszystko oczywiście w krzywym zwierciadle, wynaturzone przez magię i zasady rządzące Dyskiem. Humor jest subtelniejszy niż w poprzednich tomach, a przez to nie zdarza mu się już być męczącym. W zasadzie jest to typowa książka z serii, nie wyróżniająca się spośród innych tomów cyklu ani na plus, ani na minus.

32. Drugie spojrzenie na planetę Ksi - Marcin Kowalczyk, Janusz A. Zajdel, SuperNOWA 2014

Zwycięzca konkursu na kontynuację Całej prawdy o planecie Ksi Janusza A. Zajdla spisał się bardzo przyzwoicie. Akcja powieści toczy się w przeważającej części na tytułowej planecie, a główne role grają astronauci pozostawieni tam w poprzedniej części. Autor (mowa o Marcinie Kowalczyku, bo Zajdel napisał jedynie trzy fragmenty, które dodane zostały również na końcu Całej prawdy...) w pesymistyczny sposób ukazuje zachodzące przemiany ustrojowe, jednocześnie dając prztyczka w nos obradom Okrągłego Stołu. Trochę za mało miejsca poświęcono kapitanowi Slothowi i ziemskim terrorystom, a powieść zakończono w taki sposób, że możliwe staje się bezbolesne napisanie trzeciego tomu.

czwartek, 12 marca 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #9 i 10

Marne były te dwa tygodnie. Tygodniowy pobyt w Berlinie i Poczdamie zaowocował jedynie dwiema przeczytanymi książkami - po prostu całe dnie spędzaliśmy na zwiedzaniu tych miast, a wieczorami często brakowało siły, żeby coś więcej poczytać. Do tego dorzuciłem ukończonego przed wyjazdem Zajdla i BookRage'ową Brzezińską, z którą uporałem się już po powrocie do kraju.

26. Cała prawda o planecie Ksi - Janusz A. Zajdel, SuperNOWA 2005

Były dwa powody, dla których sięgnąłem po tę książkę. Po pierwsze, wypadało się z nią zapoznać przed przeczytaniem Drugiego spojrzenia na planetę Ksi dokończonego przez Marcina Kowalczyka (wiadomo: chodzi o przeczytanie utworów, które kandydują do Nagrody Zajdla); po drugie, twórczości Zajdla wstyd nie znać, więc nadrabiam zaległości. Naprawdę dziwnie się czuję z moją nieznajomością klasyki literatury fantastycznej, a jakoś nie mogę się zebrać, żeby regularnie po nią sięgać. Dostałem fajne socjologiczne SF, dokładnie takie, jakie lubię, a jakie w dziś pisanej literaturze ciężko znaleźć. Autor wbija szpilę komunizmowi, który ma zaprowadzać równość, a jest systemem opresyjnym, prowadzącym jedynie do powstawania nowych elit. Zastanawiam się tylko, jakim cudem przeszło to przez cenzurę. Czyżby przez świetne stwierdzenie, że jedynie Lenin i Chrystus bezinteresownie dbali o dobro maluczkich?

27. Tajemnicza wyspa - Jules Verne, Masterlab 2013 (Kindle)

Tę książkę z kolei zakupiłem, bo Seji mówił, że jest to sequel 20000 mil podmorskiej żeglugi. W sumie miał rację, choć w zasadzie cała fabuła powieści skupia się na życiu rozbitków na bezludnej wyspie i dziwnych wydarzeniach, które ich spotykają. Ciekawie rzecz wypada językowo: tłumaczenie tego wydania pochodzi z 1929 roku, więc język jest nieco archaiczny, a do tego interesująco wyglądają zmiany, jakie od tego czasu zaszły w polskiej ortografii. Narracja jest trochę monotonna, przez co zdarzało się, że odczuwałem znużenie lekturą, choć fabuła jest intrygująca i trzyma w napięciu. Na koniec jeszcze pytanie do lepiej zorientowanych. Gdzieś w tekście wspomina się kapitana Granta. Czy jest to nawiązanie do Verne'owskich Dzieci kapitana Granta?

28. Faust - Johann Wolfgang Goethe, Wolne Lektury 2013 (Kindle)

Faust był tą lekturą, od której jakoś się w liceum wymigałem, a którą od tamtego czasu bardzo chciałem przeczytać, tylko jakoś okazji nie było. Był to też pierwszy e-book, jaki wgrałem na Kindle'a po jego zakupie (no i półtora roku czekał, aż się do niego przekonam). Wyszło ogromne rozczarowanie. O ile pierwsza część, gdzie zawiązuje się akcja dramatu, wciąga, intryguje i sprawia, że nie można się doczekać, co dalej, to później robi się chaotycznie i tak, że nie bardzo widziałem sens istnienia poszczególnych scen. Może to moja nieuwaga podczas czytania, może jestem za głupi na tę książkę, a może po prostu nie mogę uznać, że Goethe wielkim poetą był i basta, choć słowem posługiwał się bardzo dobrze (ale tutaj sporo zrobił też tłumaczący rzecz Emil Zegadłowicz) No ale jak ma zachwycać, kiedy nie zachwyca?

29. Wody głębokie jak niebo - Anna Brzezińska, BookRage 2013 (Kindle)

A to z kolei poleciła mi Martva, a jako że nabyłem ten zbiór opowiadań przy okazji jednej z akcji BookRage'a, to przekonałem się do przeczytania go, mimo że do twórczości Brzezińskiej podchodzę jak pies do jeża. Do tej pory miałem nieprzyjemność zapoznać się z czterema jej opowiadaniami: dwa mnie wynudziły, jedno uśpiło, a czwartego nie zmęczyłem (to były jeszcze czasy, kiedy potrafiłem odłożyć lekturę jeśli była wybitnie męcząca). Tym razem okazało się, że Brzezińska potrafi zachwycić. Są to ciekawe opowieści fantasy o dążeniu do potęgi, ale też o tym, jak traktuje się odmienność. Autorka posługuje się tu pięknym językiem, świetnie tworzy nastrój i doskonale kreuje świat. I tego odbioru nie przyćmiewają nawet dość proste fabuły - po prostu są one opowiedziane tak, że chce się więcej. Zbiór z wyłącznie dobrymi tekstami. Chyba się przeproszę z Brzezińską.

czwartek, 26 lutego 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #8

Coraz więcej książek na koncie: cztery w tym tygodniu, a w lutym już dwanaście, czyli o jedną więcej niż sobie założyłem, a przecież jeszcze parę dni do końca miesiąca zostało. Jestem bardzo zadowolony z poziomu lektur - nie zawiodłem się na żadnej - i może dlatego tempo czytania było dla mnie zaskakujące. Ponieważ zamierzam się urlopować, kolejna notka pojawi się za dwa tygodnie.

22. Niewidzialna korona - Elżbieta Cherezińska, Zysk i S-ka 2014

Kolejna cegła Cherezińskiej, po którą sięgnąłem. Jest to kontynuacja wydarzeń opisanych w Koronie śniegu i krwi: po śmierci Przemysła II dochodzi do walki o polską koronę. Ta część skupia się na rywalizacji Władysława, zwanego później Łokietkiem, z Wacławem II; przewija się też Henryk Głogowczyk, ale dość szybko zostaje zepchnięty na margines. Akcja kończy się w 1306 roku, co oznacza, że uzyskanie przez Łokietka tytułu króla Polski zostanie przedstawione w trzecim tomie (o ile autorka nie postanowi rozwinąć cyklu na więcej części). Cherezińska w zajmujący sposób przedstawia historyczne wydarzenia, dodając do nich, nieco większą niż w pierwszej części, szczyptę fantasy. Elementy fantastyczne dodają tylko kolorytu światu przedstawionemu, choć w jednym przypadku wydają się nadużyte (chodzi mi o postać Michała Zaremby). Poza tym drobnym mankamentem Cherezińska nadal trzyma bardzo wysoki poziom i mam nadzieję, że na trzeci tom nie będę musiał czekać kolejnych dwóch lat.

23. Chłopcy 3. Zguba - Jakub Ćwiek, SQN 2014 (Kindle)

Kuba Ćwiek jest jednym z tych autorów, których książki kupuję zawsze, choć zdarza się, że mnie rozczarowują. Tym razem robi się mroczniej i poważniej niż w innych książkach autora, choć w dalszym ciągu znaleźć tu można sporą porcję humoru. No i po dwóch zbiorach opowiadań przyszła pora na powieść. Powieść, w której dzieje się w zasadzie niewiele i która stanowi przygotowanie gruntu pod kolejny tom lub tomy, ale za to doskonale buduje napięcie w oczekiwaniu na wielki finał. Taka refleksja mi się nasuwa, że Ćwiek skupia się na pisaniu śmiechowych książek (a przynajmniej takie do tej pory trafiały w moje ręce), jak Kłamca, Dreszcz czy pierwsze dwa tomy Chłopców, a lepiej jednak sprawdza się w poważniejszej prozie. Obok świetnego Krzyża Południa bardzo dobre wrażenie wywarła na mnie omawiana właśnie trzecia część Chłopców. Szkoda, że do Zajdla można nominować tylko pięć utworów, bo Kuba otarł się o mój głos.

24. Pętla wstecznego czasu - Siergiej Sniegow, Solaris 2013

Tą książką zakończyłem czytanie trylogii Sniegowa Ludzie jak bogowie. Po raz kolejny w czasie lektury czułem się, jakbym oglądał jeden z odcinków Star Treka: Ziemianie z zaprzyjaźnionymi gatunkami kosmitów wyruszają w przestrzeń kosmiczną, żeby dotrzeć do niezbadanego jądra galaktyki, zamieszkanego przez rasę potężnych, obcych istot. Jeszcze raz przekonałem się, że klasyczna space opera jest gatunkiem, który bardzo do mnie przemawia; zorientowałem się też, że narracja pierwszoosobowa bardzo często mnie irytuje. Jednak pomimo tego denerwującego sposobu snucia opowieści, wsiąkłem w lekturę tak, że ciężko mi było się od niej oderwać.

25. Król Lear - William Shakespeare, Wolne Lektury 2012 (Kindle)

Ciągnie mnie do Szekspira, choć odnoszę wrażenie, że, jeśli się przeczytało jedną jego tragedię, to tak, jakby się przeczytało wszystkie. Zawsze ktoś zachowuje się w sposób moralnie naganny, a na końcu wszyscy główni bohaterowie giną w mniej lub bardziej krwawy sposób. I, co ciekawe, za każdym razem dobrze się to czyta. Tutaj król każe swoim córkom powiedzieć, jak bardzo go kochają: dwie udzielają zadowalającej odpowiedzi, a trzecia sprawia mu zawód i zostaje ukarana. Oczywiście wiadomo, kto okazuje się być dobrym, a kto złym (może to i spoiler, ale pojawia się on już w przedmowie do dramatu, więc sobie na niego pozwalam). Całkiem miła lektura.

czwartek, 19 lutego 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #7

W tym tygodniu przeczytałem dwie książki reprezentujące zeszłoroczną polską fantastykę. Jako że przydarzył się po drodze wyjazd na walentynkowy weekend, obie lektury przeczytałem na Kindle'u. Zabrałem się też za Niewidzialną koronę Elżbiety Cherezińskiej, która zajmie mi sporo czasu.

20. Dzielnica obiecana - Paweł Majka, Insignis 2014 (Kindle)

Wyszło na to, że przebijałem się przez wypociny Głuchowskiego tylko po to, żeby przeczytać kolejną dość mocno przeciętną książkę z Uniwersum Metro 2033. Podchodziłem do niej bardzo pozytywnie nastawiony: wszak w Nowej Hucie, gdzie rozgrywa się akcja powieści, spędziłem kilkanaście lat życia. Niestety mój optymizm prysł bardzo szybko. Fabuła, która sprowadza się do wędrówki przez Nową Hutę i prezentację zamieszkujących ją frakcji, jest nudna jak flaki z olejem. Nie pasuje mi też łączenie postapokaliptycznego świata ze zdolnościami magicznymi, czy też psioniką (jak zwał, tak zwał). Tym, co wyciąga powieść z bagna, jest zaprezentowana rzeczywistość: zwłaszcza grupa mieszkańców Muzeum Lotnictwa i schrony pod okolicami Placu Centralnego. Niezłe jest też zakończenie, choć pozostawia pewien niedosyt.

21. Zaginiona - Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów 2014 (Kindle)

Cykl o kuzynkach Kruszewskich jest jedną z moich ulubionych części twórczości Pilipiuka. Do Zaginionej podchodziłem więc ze sporymi oczekiwaniami, choć miałem świadomość, że jedynym powodem, dla którego Andrzej tę książkę napisał, były pieniądze. Tym razem w jednym tomie umieszczone zostały dwa teksty: powieść Zaginiona i obszerne opowiadanie/mikropowieść Czarne skrzypce. Ten pierwszy utwór kręci się wokół poszukiwania zaginionej wyspy, drugi zaś dotyczy, jak można się domyślać, pewnego szczególnego instrumentu muzycznego. Jest to typowa Pilipiukowa proza: widać fascynację starociami i starymi podaniami. Fabuły są dosyć proste i, zwłaszcza w przypadku Zaginionej, momentami postępują zbyt szybko, jakby autora goniły terminy i nie miał czasu, żeby dać się ponieść fantazji. Brakuje też znanej ze starej trylogii wampirzycy Moniki, bez której zestaw bohaterów staje się niepełny. Z pozytywów warto natomiast dostrzec zaprzestanie wrzucania przez Pilipiuka do tekstów Władka Siermiężnego, Olka Opoja, Wojtka Ślepaka i innych. Politykierstwo nadal można tu dostrzec, ale nie różni się ono zbytnio od przeciętnego narzekania Polaków na kolejne Rządy.

czwartek, 12 lutego 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #6

Pisałem, że zwolnię tempo, a przeczytałem trzy książki. Jak tak dalej pójdzie, nie będę miał problemu z przekroczeniem 150 lektur w tym roku. Ciągle czytam mało bieżąco wydawanej polskiej fantastyki; częściowo dlatego, że poświęcam czas na książki związane z planowanymi podróżami, trochę sięgam po rzeczy, za które próbuję się zabrać od dłuższego czasu, a czasem przygotowuję sobie grunt pod lekturę, jak ma to miejsce z Uniwersum Metro 2033.

17. Berlin. Przewodnik po duszy miasta - Dorota Danielewicz, W.A.B. 2013

Tę książkę kupiłem, bo niebawem jadę zdobywać Berlin. Autorka jest osobą, która trafiła do stolicy Niemiec w dzieciństwie i mieszka tam do dziś. W swojej prezentacji miasta bardzo dużo miejsca poświęca lokalnym artystom, sporo też pisze o czasach sprzed upadku Muru. Na pewno pokazuje inny Berlin niż ten, który można poznać przyjeżdżając tam tylko na krótki czas. Jest to poruszająca i osobista książka, gdzie autorka opowiada o ludziach, z którymi zetknął ją los. Brakuje mi w niej tylko jakiejś konkluzji: ostatni rozdział przedstawia historię dwojga ludzi i na tym książka się kończy, jakby zabrakło Danielewicz pomysłu na jej zakończenie.

18. Korzenie niebios - Tullio Avoledo, Insignis 2013 (Kindle)

Nie zamierzam zapoznawać się ze wszystkimi utworami popełnionymi w uniwersum stworzonym przez Głuchowskiego; w zasadzie planowałem od razu po przeczytaniu obu tomów Metra sięgnąć po Dzielnicę obiecaną Pawła Majki, ale stwierdziłem, że skosztuję jeszcze postapokalipsy w wydaniu włoskim, bo słyszałem, że jest to dość wysoko oceniana rzecz. I faktycznie, przez większą część powieści jest całkiem nieźle: podróż głównego bohatera i jego towarzyszy z Rzymu do Wenecji jest zajmująca, a postacie są barwne, dużo lepiej skonstruowane niż w książkach Głuchowskiego. Fajnie jest też sprawdzić, jaką wizję miał autor odnośnie miejsc, które miałem przyjemność odwiedzić; o ile wizja Rimini jakoś mnie nie ruszyła (za mało Rimini w Rimini), to Wenecja prezentuje się nadzwyczaj ciekawie. Szkoda tylko, że fabuła od momentu dotarcia protagonisty do Wenecji robi się mocno surrealistyczna (jakoś połączenie tego stylu z postapokalipsą nie komponuje mi się) i niezbyt wiadomo, o co chodzi. A przecież ważne jest, jak się kończy.

19. Więzień nieba - Carlos Ruiz Zafón, Muza 2012

Kolejny tom Cmentarza Zapomnianych Książek podrzucony przez Żonę. Niestety Zafón zaczyna odcinać kupony od swojej popularności. Wprawdzie stylistycznie tekst stoi na bardzo wysokim poziomie, a fabuła, która tym razem skupia się na przeszłości doganiającej Fermína, potrafi wciągnąć, to jednak zbyt wiele wątków pozostaje niedokończonych, a część potraktowana po macoszemu. Odniosłem wrażenie, że autora goniły terminy i oddał wydawcy tyle, ile udało mu się napisać, a resztę zostawił na kolejny tom. Więzień nieba bowiem wyraźnie stanowi preludium do czegoś większego. No i gdzieś ulotniła się ta fantastyczna atmosfera Barcelony, w której zakochałem się przy lekturze poprzednich części.

Wrzuciłem trochę nowych rzeczy na Allegro.

piątek, 6 lutego 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #5

To był rekordowy tydzień. Udało mi się przeczytać aż pięć książek, choć przyznać muszę, że nie były one obszerne.

12. Kotku, jestem w ogniu - Dawid Kain, Genius Creations 2014 (Kindle)

Krótka, ale bardzo dobra powieść Dawida Kaina o literaturze. Autor przedstawia alternatywną rzeczywistość, gdzie wszystko kręci się wokół książek, gdzie pełnią one funkcję narkotyku i stanowią sens życia, a ludzie nieczytający nie istnieją. Bardzo dobrze poprowadzona została fabuła skupiająca się na poszukiwaniu przez bohatera pewnej nieosiągalnej książki, z ciekawą intrygą w tle. Taka oniryczno-kafkowska litertura, jeśli chodzi o nastrój.

13. Sto lat samotności - Gabriel García Márquez, Muza 2004

Podrzucone przez Żonę. Tytuł książki w zasadzie mówi wszystko. Rzecz dzieje się w odciętej od świata i zacofanej wiosce na przestrzeni stu lat, gdzie każdego z bohaterów dotyka klątwa samotności, wynikająca z niezdolności do odczuwania miłości. Historia rodziny, gdzie powtarzane są błędy przodków, gdzie często tworzą się kazirodcze związki, opowiedziana przez narratora w beznamiętny sposób. Ale ten sposób prowadzenia narracji uwypukla problem poruszany przez autora. Jest to porcja bardzo dobrej, poruszającej literatury i prztyczek w nos dla tych, którzy twierdzą, że fantastyka jest bezwartościowa, a do tego doskonały przykład, że można napisać świetną powieść, nie posługując się bełkotliwym językiem.

14. Eryk - Terry Pratchett, Prószyński i S-ka 2012 (Kindle)

Kolejny tom Świata Dysku, po który zdecydowałem się sięgnąć, tym razem króciutki, bo liczący niewiele ponad sto stron. Tym razem ciapowaty Rincewind i tytułowy Eryk, chcący być demonologiem, wyruszają w podróż poprzez czas i przestrzeń, co daje Pratchettowi możliwość satyrycznego przedstawienia mitów i wierzeń. Niestety całość sprawia wrażenie powieści pisanej na kolanie: zmarnowany został potencjał Śmierci, fabuła zaś stanowi tylko skakanie z lokacji do lokacji. Najlepiej wypada o dziwo Rincewind, którego do tej pory nie miałem okazji polubić, a który tym razem wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Całkiem sprawnie radzi sobie też Eryk, jako młokos, którego wywołana przez niego sytuacja przerosła, i, jak zwykle, świetny jest Bagaż, choć przydałoby się poświęcić mu trochę więcej czasu antenowego.

15. Mała apokalipsa - Tadeusz Konwicki, NOWA 1994

Zaiwaniłem Teściowej z półki - chciałem wrócić do lektury, która w liceum bardzo mi się podobała. Tym razem jednak nie odniosłem tak pozytywnego wrażenia. Źle co prawda nie jest, a samo przedstawienie absurdów PRL-u, państwa osaczającego obywateli i kontrolującego ich na każdym kroku jest świetnie wykonane, ale męczył mnie chaotyczny styl narracji, jakim posługuje się Konwicki - za dużo tu bełkotu. Fabuła jest prosta - bohater idzie przez Warszawę z kanistrem benzyny w ręce w celu dokonania samospalenia pod Pałacem Kultury - ale to nie ona jest tu istotna; stanowi tylko pretekst dla zaprezentowania wadliwego systemu.

16. Metro 2034 - Dmitrij Głuchowski, Insignis 2010 (Kindle)

Wyszło, że jestem chyba jedyną osobą, której druga część Metra podoba się bardziej od pierwszej, co nie znaczy, że jest to dobra książka. Metro 2034, podobnie jak poprzednik, nie zachwyca, wiele elementów, które w pierwszej części prosiły się o rozwinięcie tutaj zostało całkowicie pominiętych. Artiom, zwany Artemem, będący głównym bohaterem Metra 2033, tym razem zepchnięty zostaje na margines, pojawiając się jedynie epizodycznie, a wprowadzenie go do fabuły jest zbędne. Lepiej skonstruowani zostali bohaterowie powieści: już nie irytują swoją głupotą, rozbudowane zostało ich życie osobiste, przez co bardziej przypominają ludzi z krwi i kości. Po raz kolejny Głuchowski bardzo dobrze oddał nastrój klaustrofobii i zaszczucia mieszkańców moskiewskich podziemi. Fabuła znowu należy do typu "coś się dzieje, więc idź i sprawdź" i dość szybko nuży; brakuje jej też twista, który miał miejsce na końcu pierwszej części. Nadal nie rozumiem, skąd taka popularność Głuchowskiego.

Zapraszam do sprawdzenia mojej oferty na Allegro.

czwartek, 29 stycznia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #4

Trzy książki przeczytałem w tym tygodniu, z tego dwie całkiem obszerne. Na razie idzie mi więc całkiem nieźle i osiągnięcie stu pięćdziesięciu książek w tym roku wydaje się całkiem realne. Nadal jednak trochę zbyt wolno idzie mi nadrabianie polskich premier fantastycznych - zawsze trafi się coś ciekawego, co muszę przeczytać natychmiast.

9. Appendix Solariana - Wiktor Żwikiewicz, Solaris 2014

Kolejny tom opowiadań Wiktora Żwikiewicza opublikowany przez Solaris. Tym razem, oprócz starszych opowiadań, znalazło się również miejsce dla kilku premierowych tekstów napisanych wspólnie z Markiem Żelkowskim, a opatrzonych zbiorczą nazwą Inspiry. Jak wskazuje nazwa, są one inspirowane twórczością innych autorów. Niestety stanowią najsłabszy punkt książki: są krótkimi opowiadaniami, gdzie ewidentnie brakuje miejsca na rozwinięcie zawartego w nich pomysłu. Na szczęście reszta utworów prezentuje się dużo lepiej (jedynie Suweren - motyw falliczny nie trafiło w mój gust; nie połapałem się, o co w nim chodzi). Żwikiewicz cały czas pisze o spotkaniu z nieznanym, o dążeniu do poznania, posługując się przy tym eleganckim, plastycznym stylem. Przy tym nie stosuje bardziej obszernych opisów, przez co jego teksty zyskują na dynamice.

10. Metro 2033 - Dmitrij Głuchowski, Insignis 2012 (Kindle)

Wielki hit, który mnie rozczarował, a po który postanowiłem sięgnąć, zanim zapoznam się z Dzielnicą obiecaną Pawła Majki. Sztampowe zawiązanie akcji ("weź to i, jak nie wrócę, zanieś do kogoś na drugim końcu metra"), a potem średnio ciekawa, questowa fabuła, gdzie bohater zalicza kolejne stacje moskiewskiego metra, aby osiągnąć swój cel. Same podziemia są najmocniejszym punktem powieści - bardzo dobrze przedstawione zostały resztki ocalałej ludzkości zamieszkujące poszczególne stacje. Świetnie też udało się Głuchowskiemu oddać klaustrofobiczny nastrój korytarzy. Niestety fabuła służy tylko zaprezentowaniu wykreowanego przez autora świata. Tym, co ratuje książkę jest jej zakończenie, zwłaszcza to zawarte w Ewangelii według Artema. Artema... W oryginale jest Artëm, czyli po naszemu Artiom. Tłumacz zapomniał chyba, że rosyjskie "ë" to w transkrypcji na język polski "jo". Można by się bronić, że zastosował angielską transkrypcję cyrylicy, ale w każdym innym przypadku korzysta ze spolszczonych zapisów. Tłumaczu, wracaj do szkoły.

11. Przystanek Barcelona - Katarzyna Wolnik-Vera, National Geographic 2014

Dość ciekawy przewodnik po Barcelonie, który pokazuje stolicę Katalonii z perspektywy mieszkańca, skupiający się na tym, czego nie znajdzie się w przewodnikach turystycznych. Mamy tu całkiem sporo o świętach, barach, targach, sklepach, restauracjach, punktach widokowych, trochę o muzeach, także tych mniej wśród turystów popularnych. Książka jest dość niewielka objętościowo (około 280 stron z ilustracjami), ale znajduje się w niej masa przydatnych informacji, zwłaszcza dla kogoś, kto chce pobyć w mieście trochę dłużej. Niestety przyjęta przez autorkę forma sprawia, że ciężko jest zapamiętać co i gdzie się znajduje i czasem trudno się jest przebić przez spis polecanych miejsc. Mimo wszystko, nawet jeśli tekst wydaje się momentami nużący, warto sięgnąć po tę pozycję ze względu na mnóstwo bardzo ładnych zdjęć.

czwartek, 22 stycznia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #3

Kolejny tydzień minął, pracy dużo nie miałem, więc cztery książki udało się przeczytać. Tym razem dominuje polska fantastyka, której czytanie przyspieszam ze względu na zbliżający się termin nominacji do Nagrody Zajdla.

5. W Perseuszu - Siergiej Sniegow, Solaris 2013

Drugi tom radzieckiej space opery Ludzie jak bogowie mnie nie zachwycił. Brakuje tu tej romantycznej wizji poznawania kosmosu znanej z poprzedniej części. Zamiast tego jest to w nieco naiwny sposób przedstawiona historia konfliktu Ziemian ze znanymi z Galaktycznego zwiadu Niszczycielami zamieszkującymi układ Perseusza. Sniegowowi wyszło czytadło o przeciętnej fabule, które wyraźnie stanowi preludium do zwieńczenia trylogii.

6. Łatwo być Bogiem - Robert J. Szmidt, Rebis 2014 (Kindle)

Miałem deja vu, że pierwszą część tej powieści (Misja Nomady) kiedyś czytałem (prawdopodobnie w zbiorze Alpha Team, bo był to jedyny raz, kiedy zetknąłem się z prozą Szmidta) i wspominam ją bardzo dobrze. Sporą zaletą Łatwo być Bogiem jest prosty styl, jakim posługuje się autor - sprawia on, że książkę połyka się jednym tchem nawet tam, gdzie fabuła pozostawia pewien niedosyt. Książka składa się z trzech części - Misja Nomady stanowi odrębną całość i służy prezentacji świata przedstawionego, natomiast Kolonia i Stacja są ze sobą ściśle powiązane osobą głównego bohatera. Największą wadą powieści jest to, że jej fabuła nie ma żadnego związku z zakończeniem. Zwyczajnie całą Stację można by wyciąć i wyrzucić do kosza (Kolonia stanowi w zasadzie tylko prolog).

7. Sanato - Marcin Szczygielski, Latarnik 2014

Po tę książkę sięgnąłem zachęcony bardzo pozytywną recenzją na Polterze. Moje odczucia nie są tak euforyczne, jak autora tamtej opinii, niemniej Sanato stanowi kawał solidnego horroru. Szczygielski wybrał ciekawe miejsce akcji - sanatorium dla gruźlików w Zakopanem na początku lat 30. XX wieku. Zaczyna od trzęsienia ziemi, a potem w obszernej retrospekcji powoli tworzy nastrój odcięcia od świata panujący w ośrodku; bardzo dobrze oddane zostało popadanie protagonistki w szaleństwo. Tym, co nieco kuleje w powieści jest wątek fantastyczny przenikania się światów. Rozumiem ideę, jaka autorowi przyświecała, ale przebijanie się przez te fragmenty było męczące.

8. Skald. Kowal słów. Tom 1 - Łukasz Malinowski, Erica 2014 (Kindle)

Miałem sobie darować dalsze przygody Skalda (po niezbyt przyjemnym kontakcie z Karmicielem kruków i Córką Aegira), ale po pozytywnej recenzji w NF postanowiłem dać mu jeszcze jedną szansę. No i w sumie się nie zawiodłem. Jest lepiej niż w pierwszej części, fabuła jest ciekawsza, choć nie zdążyła rozwinąć skrzydeł, a główny bohater irytuje tylko ze względu na cechy charakteru, a nie przez swoją doskonałość. Wystarczy pokazać, że protagonista też czasem ponosi porażki i od razu książkę się lepiej czyta. Bardzo dobrze wypada wrzucenie przedstawiciela kultury nordyckiej na ziemie ruskie. Po oczach razi natomiast erpegowość fabuły: zbiera się drużyna, która na polecenie wodza idzie wypełnić zadanie. Mimo tego, ponieważ autor czyni postępy, będę czekał na kolejny tom.

Zachęcam do sprawdzenia moich aukcji na Allegro.

czwartek, 15 stycznia 2015

Przeczytane 2015: Tydzień #2

Tempo czytania nieco wzrosło w stosunku do poprzedniego tygodnia. Ponieważ w tym roku postanowiłem czytać naprzemiennie książki papierowe i elektronicznie (za wyjątkiem wyjazdów, gdzie ograniczam się do zabierania ze sobą Kindle'a), dwie lektury były przeznaczone na czytnik, a jedną wykonano z martwego drzewa.

2. Straż! Straż! - Terry Pratchett, Próśzyński i S-ka 2011 (Kindle)

Czytanie jednego tomu Świata Dysku miesięcznie sprawia, że jak na razie nie mam przesytu cyklem Pratchetta. Ktoś kiedyś powiedział mi, że najlepsze są części poświęcone straży miejskiej Ankh-Morpork i przyznać muszę, że początek tego podcyklu dobrze rokuje na przyszłość. Pratchettowi udało się świetnie wykreować postacie Marchewy Żelaznywładssona i Vimesa, przybliża też znane z wcześniejszych publikacji osoby patrycjusza i bibliotekarza; zwłaszcza za poświęcenie większej ilości miejsca temu ostatniemu należą mu się brawa. Fabuła jest całkiem przyzwoita, choć, jak to u Pratchetta bywa, monumentalnością nie grzeszy: ktoś przywołuje smoka, aby osiągnąć swój tajemniczy cel, a dzielni i sprytni strażnicy muszą się z tym wszystkim uporać. Rozczarowuje jedynie rozwiązanie problemu przerośniętej i latającej jaszczurki.

3. Gra anioła - Carlos Ruiz Zafón, Muza 2008

Jest to drugi tom cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek podrzucony mi do przeczytania przez Żonę. Zafón znów ukazuje malowniczy, oniryczny obraz Barcelony, po raz kolejny zanurza się w świat książek i pokazuje, jak mogą one wpłynąć na życie człowieka. Gra anioła wciąga w wir wydarzeń wolniej niż Cień wiatru, ale i tak jest zajmującą lekturą. Młody pisarz, który ma dość chałturzenia dla niekompetentnych pracodawców spotyka się z tajemniczym wydawcą, co znacząco zmienia jego życie i wpływa na ludzi go otaczających. Gdzieś w tle pobrzmiewa wątek fantastyczny, który w przypadku tej lektury mógłby zostać spokojnie pominięty. Nastrój tajemnicy i tak by się nie ulotnił.

4. Dwudziesta trzecia - Beata i Eugeniusz Dębscy, Rebis 2014 (Kindle)

Zasugerowałem się nazwiskiem autorów, myśląc, że jest to powieść fantastyczna, i sięgnąłem po nią pod kątem nominacji do Nagrody Zajdla, a okazało się, że dostałem normalny kryminał. Kryminał nietypowy, bo od początku wiadomo, kto zabił, a jedyną kwestią sporną jest, czy detektywowi uda się sprawcę złapać i udowodnić mu winę. Dochodzenie jest przedstawione raczej sprawnie, ale zdarzało mi się, że gubiłem się w tekście, tak jakby pewien fragment został wycięty albo autor zbyt szybko przeskoczył do innego wątku śledztwa. Niepotrzebne wydają mi się natomiast trzy rozdziały, w których morderca torturuje swoją ofiarę: nic z nich nie wynika poza tym, że ukazane zostają bestialstwo i brutalność sprawcy.

W tym tygodniu ponownie uruchomiłem sprzedaż książek (i nie tylko) na Allegro.